Ścieżka 2: Potworni rodzice

PLC06 – NCP03
image-1684

– Rodzice Kyousuke i Ayaki? – spytała Eiri.

– Tak – odpowiedziała Fuyou, jednocześnie ostrożnie składając swój parasol. – Naoki i Sanae Kamiya we własnej osobie.

Naoki zdjął maskę, a potem ponownie złapał Kyousuke za kołnierz, mówiąc:

– He? Gdzie byłem i co robiłem? Ty głupi gnojku… Przez ciebie prawie mnie zabili!

Mężczyzna miał czarne włosy z wyciętymi na bokach wzorami i wiele blizn na twarzy, przez co wyglądał dosyć przerażająco. Właściwie niektóre osoby mogły stracić przytomność na sam jego widok.

Kyousuke spojrzał pytająco na ojca, napotykając gniew w jego oczach.

– Prawie zabili? Ciebie? Kto?

– Ludzie prowadzący tę szkołę, głąbie!

– …?!

Kyousuke i Ayaka zrobili zdziwione miny.

– Właściwie nie z samej szkoły – sprostowała Sanae. – Najwyraźniej to zabójcy wysłani przez organizację, która wszystkim zarządza zza kulis. Kiedy skończyliśmy naszą pracę i zaczęliśmy przygotowywać się do powrotu do Japonii, zaatakowali nas w hotelu. Od tamtej pory bez przerwy bawiliśmy się z nimi w chowanego. Byli naprawdę namolni! Nie wiedzieliśmy nawet, dlaczego na nas polują, więc jedynie przed nimi uciekaliśmy.

– Ta, to było strasznie chaotyczne. Miotaliśmy się jak szaleni.

– Ledwie uniknęliśmy lotu do nieba, wiesz? Ach, ale…! – Sanae nagle z ekscytacją podniosła głos, obejmując męża od tyłu. – Podróżowanie dookoła świata z Naokim to była świetna zabawa! Przypomniał mi się nasz miodowy miesiąc. Doskonale się bawiłam, mogąc spędzić z nim aż tyle czasu!

– S-Sanae… – Nagle cała złość znikła z twarzy Naokiego. Puścił syna i odwrócił się w stronę żony. – Ja też byłem szczęśliwy, Sanae, kochanie! Mogliśmy spędzić ze sobą całe pół roku tylko we dwoje! Kocham cię bardziej niż cały świat! Nic się w tej kwestii nie zmieniło od chwili, w której się pobraliśmy, maleńka!

– Ja ciebie też, Naoki, skarbie! Kocham cię!

Wszyscy zebrani zrobili kilka kroków w tył, kiedy małżeństwo zaczęło się obściskiwać i całować jak szaleni. Nawet Fuyou zmarszczyła brwi, a uśmiech, który aż do tej pory widniał na jej twarzy, zniknął.

– Ee… – Kyousuke próbował im przerwać.

– He? Co jest, gnoju? Nie przeszkadzaj!

– Właśnie. Skarbie, odczytaj nastrój.

– To wy powinniście to zrobić!

– Jak śmiesz tak się odzywać do rodziców? Zabiję cię, cholerny gnoju!

– A jak ty śmiesz grozić śmiercią własnemu synowi?! Zabiję cię, cholerny staruchu!

– Jak śmiesz grozić śmiercią własnemu ojcu…

– No już, już. Dosyć tego! – wtrąciła Fuyou. – Obaj przestańcie. – Klasnęła w dłonie, posyłając Kyousuke i Naokiemu ostre spojrzenie. – Wasza… rozmowa do niczego nie prowadzi. Może skończymy to emocjonalne ponowne spotkanie, żebyśmy mogli w końcu wyjaśnić sytuację?

– Tak, właśnie – dodała Sanae. – Fuyou ma rację. Naoki, skarbie, i ty, Kyousuke, uspokójcie się. Ile jeszcze zamierzacie to ciągnąć?

– Łaaa, to nasza mama! Ignoruje własną winę i szybko przeskakuje na inny temat, całkowicie unikając odpowiedzialności. Co za wspaniały taktyczny odwrót!

PLC06 – NCP04
image-1685

– Heh-he. Dziękuję, Ayeczko, skarbie.

– Nie sądzę, żeby cię chwaliła…

– Co jest nie tak z tą rodziną?

Eiri i Kagura skomentowały sytuację.

Kyousuke odsunął się od ojca, starając się uspokoić.

– Eee, przepraszam, ale… Chciałbym wiedzieć, co moi rodzice mają wspólnego z rodziną Akabane – zwrócił się do Fuyou, która najwyraźniej wiedziała najwięcej o obecnej sytuacji. Dręczyło go to, ponieważ rodzina Akabane była znanym rodem skrytobójców, jednymi z głównych graczy w przestępczym podziemiu, dlaczego więc tak dobrze dogadywali się z jego rodzicami?

– Ho-ho. Widzisz, Kyousuke, ród Akabane bronił i ukrywał ich podczas podróży, kiedy uciekali przed zabójcami z Organizacji.

– Ród Akabane ukrywał ich?

– Ta, Fuyou serio ocaliła nam skórę. – Naoki oparł się o metalową kratę, potakując w stronę matki Eiri. – Nawet gdybyśmy uciekali dalej, sprawy na pewno przybrałyby o wiele gorszy obrót. Najgorsze było to, że nie wiedzieliśmy, dlaczego nas ścigają ani kto ich wysłał. Próbowaliśmy coś wyszperać, ale bez rezultatów. Wtedy rodzina Akabane się do nas odezwała.

– Rozumiem… – Kyousuke pokiwał głową.

– Ach, ale nie uważasz, że to dziwne? – Ayaka przechyliła głowę. – Skąd rodzina Akabane wiedziała, że was ścigają, tatusiu? Jak dla mnie to wyjątkowo wygodna wiedza w takim momencie. Nie sądzę, aby to była prawda, ale czy Akabane mają z mamusią i tatusiem jakieś powiązania? Byliście kiedyś znajomymi czy coś?

– He? Nigdy…

– Tak. Właśnie. – Fuyou przerwała zaczynającemu wszystkiemu przeczyć Naokiemu, potwierdzając przypuszczenia jego córki. Spojrzała na zdziwionego mężczyznę, a potem wzruszyła ramionami. – Nie dacie rady dłużej tego ukrywać, więc może powiecie im, co przez cały ten czas trzymaliście przed nimi w tajemnicy.

– … – Naoki zamilkł, spoglądając na swoje wyraźnie zdziwione dzieci.

– Jakiej tajemnicy? – spytał Kyousuke.

Naoki zerknął na swoją żonę, która pokiwała głową, następnie westchnął i drapiąc się w tył głowy, wyjaśnił:

– No dobrze. Kyousuke, Ayaka… Jest coś, czego wam nie powiedzieliśmy, ale…

– Co?

– Co takiego, tatusiu?

– Chodzi o naszą pracę. Kłamaliśmy wam raz za razem, przekonując, że jestem biznesmenem pracującym w zagranicznej firmie handlowej i dlatego tak często wyjeżdżałem, ale… Sanae i ja… jesteśmy… Cóż, ochroniarzami.

– Ochroniarzami? Jak SP? – dopytała zdziwiona Ayaka.

– Nie. Security Police są częścią policji i pracują dla rządu, prawda? Nasza praca nie jest taka wygodna. Pilnujemy głównie znanych kryminalistów przed zabójcami.

– Zabójcami?

– Tak. W końcu mordercy mają swoje cele, prawda? My ich bronimy, żeby nie stała się im żadna krzywda. Naszym zadaniem jest odwrócenie ról z każdym, kto chce im odebrać życie!

– S-Serio?

– Super!

Kyousuke wyglądał na zszokowanego, Ayaka natomiast aż kipiała z ekscytacji.

Oczywiście możliwości fizyczne, budowała ciała, wszystkie te ślady po ranach oraz blizny wręcz krzyczały „nie ma szans, żeby wykonywał tak odpowiedzialną pracę”, jednak Kyousuke tak naprawdę nigdy do końca mu nie wierzył. Teraz po prostu wszystko zaczęło składać się w całość.

– Eee, więc ta historia, że uderzył cię pociąg i prawie umarłeś, też była…?

– Ta, była zmyślona. Tak naprawdę zaatakował mnie zabójca i prawie zabił. Sanae wróciła do tej pracy, bo się o mnie martwiła…

– To oczywiste, Naoki! – Wspomniana kobieta objęła rękę męża, spoglądając na niego załzawionymi oczami. – W końcu myślałam, że możesz umrzeć. Jeśli coś takiego znowu by się wydarzyło… Gdyby mój Naoki umarł, kiedy ja zajmowałabym się domem… Przez te myśli po prostu nie mogłam siedzieć z założonymi rękoma! Chciałam być cały czas przy tobie. Całym moim ciałem i duszą bronić mojego Naokiego, kiedy on broni swoich klientów!

– S-Sanae, kochanie…

– Naoki, skarbie…

– Powiedziałem, żebyście przestali flirtować, ignorując sytuację!

– Właśnie dlatego, że mamusia opuściła dom, znaleźliśmy się tutaj… Chociaż jestem z braciszkiem, więc mi to nie przeszkadza!

– Tcz.

Ktoś ostro strzelił językiem. Wszyscy obrócili się w stronę, z którego dobiegł ten odgłos, by ujrzeć tam uśmiechającą się Fuyou.

– Ho-ho-ho. Zakochane gołąbki, jak zawsze. Naoki, Sanae… Jestem zazdrosna. Naprawdę. Jako osoba, która straciła męża, mam ochotę pociąć jedno z was na kawałeczki, żeby drugie mogło poczuć to, co teraz ja czuję. Oho-ho-ho-ho-ho-ho.

– …

Naoki i Sanae zamarli zawstydzeni. Po kilku sekundach odskoczyli od siebie, jakby unikając zagrożenia, a potem spróbowali uspokoić Fuyou.

– Chwila, odpuść nam! Byliśmy głupi, że tak to ciągnęliśmy!

– Przepraszam! Przepraszam, Fuyou, skarbie! Miłość oślepia, więc… Ha-ha-ha-ha-ha… Powinniśmy pamiętać o Masato, prawda?

– Przepraszamy!

Oboje ukłonili się jednocześnie.

Fuyou była tym wyraźnie zaskoczona.

– Och, to rzadki widok. – Z jej twarzy zniknęły wszelkie oznaki niezadowolenia. – Pomijając Sanae, widok przepraszającego Naokiego to coś wyjątkowego. Ciekawe, czy dziś będą padać żaby… Na szczęście wzięłam ze sobą parasol.

– Daj se siana… – Naoki spojrzał w stronę Fuyou, po czym się wyprostował, chociaż w trakcie mówienia unikał bezpośredniego spojrzenia na nią. – Ja też żałowałem jego śmierci, wiesz? Nawet teraz trudno mi uwierzyć, że odszedł. W końcu był moim przyjacielem.

– Heeee? – Eiri, przyglądająca się z Kagurą całemu zajściu, otworzyła szeroko swoje zawsze zaspane oczy. – P-Przyjaciel taty?

– Tak. – Fuyou zamknęła oczy, przypominając sobie męża, który odszedł przed sześciu laty. – Pamiętasz, że przed dołączeniem do rodziny Masato pracował jako ochroniarz, prawda? Naoki był jego partnerem.

– Co? – Eiri spojrzała na ojca Kyousuke, mającego skwaszoną minę.

– Musisz być najstarszą córką, o której Masato tyle opowiadał, co? Eiri, tak? Spotkaliśmy się sześć lat temu na pogrzebie, ale pewnie mnie nie pamiętasz.

– Niestety… – odparła Eiri.

– Ha-ha. Tak myślałem. W końcu byłaś wtedy mała – powiedział z uśmiechem Naoki, jednak z jakiegoś powodu wydawał się zdenerwowany tą rozmową.

Eiri wlepiła w mężczyznę badawcze spojrzenie.

– Tata i ojciec Kyousuke byli… He? N-Naprawdę? Hmm… – mówiła pod nosem, spoglądając to na Kyousuke (wciąż niewierzącego w to, co słyszy), to na jego ojca. – W takim razie będzie mu trochę łatwiej zrozumieć moją rodzinę?

Fuyou wydawała się wyraźnie zadowolona.

– Oho-ho, przedstawię ci ją później. Jak już mówiłam, nasze rodziny znają się od dawna. To ród Akabane zaaranżował wasze spotkanie.

– R-Rozumiem… – Do Kyousuke właśnie dotarło, że jego zaproszenie do domu rodu Akabane przed dwoma miesiącami miało na pewno jakiś ukryty motyw.
Z nimi tak zawsze…

– Dlatego po zabezpieczeniu twoich rodziców przeszliśmy do kolejnej sprawy. – Fuyou mówiła w typowy dla niej wytworny sposób. – A mianowicie zaplanowania, jak wyzwolić ich dzieci, Kyousuke i Ayakę, złapanych w wyrafinowaną pułapkę i przetrzymywanych wbrew ich woli.

– Ach…

Oczywiście, więc o to chodziło.

Ani Naoki, ani Sanae nie siedzieliby cicho ze świadomością, że ich dzieci zostały zamknięte w takim zakładzie. Wcześniejszy żart, że mogą przyjechać bezpośrednio negocjować, urzeczywistnił się dzięki współpracy z rodem Akabane.

– Mając na uwadze, iż szkolny festiwal pozwala obcym wejść na teren szkoły, przebrałam ich za moich służących. W końcu ród Akabane, jako znana rodzina zabójców, zna się na oszukiwaniu wzroku przeciwnika. Nikt by nawet nie pomyślał, że dwoje ochroniarzy, będących wrogami zabójców, ma powiązania, a nawet przyjazne relacje z rodem Akabane. Dodatkowo zwracaliśmy szczególną uwagę, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Dzięki temu daliśmy radę dotrzeć tak daleko niezauważeni. Teraz pozostało jedynie…

– Skopać im wszystkim dupy! – Naoki przerwał wyjaśnienia Fuyou, jednocześnie strzelając nadgarstkami. – Podniesienie rąk na dzieci nie różni się niczym od bezpośredniego ataku na nas. Nie spocznę, póki wszyscy nie będą tarzać się na ziemi, słyszysz? Wpierdolę im jednemu po drugim, zabierając przy tym całą kasę, jaką mają przy sobie. Jakieś dziesięć miliardów powinno wystarczyć jako zadośćuczynienie. Zgnieciemy ich wszystkich!

– Tak, cóż, bez cienia wątpliwości nie zrobimy nic takiego. Mam zamiar przeprowadzić dyskusję z drugą stroną. Metody siłowe pozostaną ostatecznością. Osobiście uważam, że nawet próba jej użycia przyniosłaby nam jedynie nieprzyjemności, tak więc branie tego w ogóle pod uwagę to absurd. To najgorszy z możliwych planów, czyste szaleństwo, które nic by nam nie dało.

– He?! Co ty bredzisz? Chcesz zacząć walkę?!

– No już, już. Naoki, skarbie, uspokój się. – Sanae złapała ręce męża i zakleszczyła je za jego plecami, zanim nawet zdążył podnieść je w stronę Fuyou. – Ona ma rację, skarbie. Jeszcze przed przyjazdem zdecydowaliśmy się tak rozwiązać tę sytuację, prawda? Kocham to, że jesteś tak pełny pasji, jednak użyj czasem głowy.

– Przepraszam.

– Ojej. Najwyraźniej żona wciąż trzyma cię krótko na smyczy, co?

– Zamknij się, cholerna wiedźmo. To tysiąc razy lepsze niż być pociąganym za twoje sznurki jak marionetka!

– Nie musisz się martwić. Nie interesuje mnie kontrolowanie ciebie.

– Eee… Matko? – Eiri strachliwie spytała kobietę, która nonszalancko zgasiła zniewagi Naokiego. – Co rozumiesz przez wyzwolenie Kyousuke i Ayaki?

– No tak – Fuyou uśmiechnęła się szeroko. – Zamierzamy przekonać dyrektora, aby pozwolił im odejść ze szkoły.

× × ×

– Żeby poprosić o wypuszczenie tej dwójki, będziemy musieli spotkać się z dyrektorem tej szkoły, jednak niestety nie wiem, gdzie jest.

– Nie możesz spotkać się z nim w jego gabinecie?

– Teoretycznie tak. Problem leży w tym, że nie ma takiego miejsca. Starałam się ze wszystkich sił je odnaleźć, kiedy przyjechałam na festiwal sportowy, jednak…

– Może spytasz nauczycieli? Na pewno wiedzą.

– Dobry pomysł. W takim razie chodźmy do pokoju nauczycielskiego.

Po krótkiej dyskusji grupa wróciła do budynku, udając się na trzecie piętro, gdzie każdy z nauczycieli miał wyznaczony dla niego pokój. Po minięciu kilku pomieszczeń Fuyou zapukała do drzwi z plakietką Hijiri Kurumiya.

– Najwyraźniej jej nie ma.

Nie usłyszeli odpowiedzi ani z tego pokoju, ani zza żadnych innych drzwi. Trwał właśnie szkolny festiwal, więc wszyscy nauczyciele na pewno byli zajęci. Nie mając innego wyjścia, grupa Kyousuke musiała ich poszukać na terenie szkoły, więc skierowali się w stronę schodów.

– Łaaa, Renji, wspaniały koncert. Byliście z Renko naprawdę niesamowici. Twoi koledzy też wykonali dobrą robotę. Dałam się całkowicie porwać i jestem teraz cała przepocona! Muszę szybko wziąć prysznic i założyć świe… Uaaaa?!

Kobieta, która wyszła zza rogu, prawie wpadła na Naokiego, jednak kiedy zobaczyła jego twarz, z krzykiem odskoczyła.

– Eee?! M-M-M-Morderca!

– He? Kto tu jest niby mordercą, szmato?!

– Eeeeeee?!

Wystraszona kobieta schowała się za osobą, która wcześniej podążała za nią, czyli ogromnym chłopakiem w szkolnym mundurku oraz szarej masce przeciwgazowej.

– …

Naoki jęknął na sam jego widok.

– Ghh?!

– O nie… – Sanae wyglądała na wystraszoną, jednak szybko wskoczyła przed Kyousuke i Ayakę, żeby ich bronić.

– T-Ty… – wydusił Naoki niskim głosem. – To ty cały czas nas ścigałeś, nie? Dawno się nie widzieliśmy, dupku.

– … – Chłopak nie odpowiedział.

– Ścigał? Renji? – spytał zdziwiony Kyousuke.

– Renji? Co, u licha, szczylu? Znasz to ścierwo?

– M-Można tak powiedzieć… – odpowiedział Kyousuke z mieszanymi odczuciami, w końcu ten chłopak prawie zabił go przed miesiącem podczas festiwalu sportowego.

Kobieta towarzysząca Renjiemu wysunęła głowę zza niego, krzycząc:

– Ach! – Pomachała do Kyousuke. – Kyousuke! To ty?!

– Przyjaciółka? – spytała Sanae, spoglądając na syna podejrzliwie.

– M-Można tak powiedzieć… – odpowiedział, po czym ukłonił się srebrnowłosej kobiecie, wciąż chowającej się za Renjim. – Dzień dobry, pani Reiko.

– Pani? Ta szmata jest nauczycielką?

– Tak. Chociaż jedynie tymczasową.

Uspokojona do pewnego stopnia przez obecność Kyousuke Reiko wychyliła się do połowy zza Renjiego. Była nauczycielką tylko z tytułu, tak naprawdę nie uczyła żadnego przedmiotu, a w zakładzie przebywała jedynie dla Renko… Chociaż sama nigdy by się do tego nie przyznała. Przyjrzała się osobom stojącym na korytarzu, robiąc minę, jakby w końcu coś zrozumiała.

– He? Zastanawiałam się, co tu robią zabójcy, ale jesteście celami… znaczy się rodzicami Kyousuke, prawda? A za wami jest, eee, ród Akabane? Czemu razem? To znaczy… co wy tu wszyscy robicie?! Naprawdę nie rozumiem, co się dzieje.

– Zaraz ci wszystko jasno wyłożę!

– Hiyaaaa!

Naoki podszedł do zdziwionej kobiety, wyciągnął ją za kołnierz zza Renjiego, a następnie chwycił obiema rękami.

– Przyjechaliśmy zabrać nasze dzieci, które porwaliście, więc zamknij pysk i zabierz nas do dyrektora. Bądź grzeczną dziewczynką i rób, co ci mówię. – Przybliżył do niej twarz, po czym dodał bardzo dobitnie: – Albo czekają cię niezbyt przyjemne doznania, rozumiesz?

Reiko na początku się zdziwiła, jednak szybko zrobiła się blada jak ściana, następnie zaś poczerwieniała i drżącym głosem spytała:

– Ni-Niezbyt przyjemne d-d-d-d-doznania? Nie masz na myśli… Ni-Ni-Ni-Niemożliwe…?!

– Tak, dokładnie – potwierdził Naoki. – Sprawię, że się poddasz, zaczniesz słuchać i staniesz się posłuszna jak baranek.

Nagle uniósł brwi, spoglądając na swoje ręce, a potem niżej na piersi kobiety.

– …?!

Reiko miała na sobie krótką podkoszulkę z logiem GMK48, rozciągniętym przez ogromne piersi. Dłonie Naokiego trzymały mocno w uścisku te dwie wielkie góry. Mężczyzna otworzył szeroko oczy, przełykając jednocześnie głośno ślinę z nerwów.

– Ni-Ni-Nieprzyjemne doznania? Będziesz przytrzymywać, aż się poddam, użyjesz siły, żebym zaczęła słuchać wszystkiego, co każesz, a potem z-z-z-z-zgwałcisz?!

– He?! Nie, nie to miałem…

– Renjiiii! – krzyknęła Reiko. – Zabij gwałcicielaaaa!

– Tato, uważaj! Uciekaj!

– Tatusiuuu!

Do tej pory stojący nieruchomo potwór nagle wyprowadził pchnięcie prawą ręką, celując w głowę Naokiego. Ominął przy tym bezpiecznie jego matkę.

– Odważnie.

Jednak cios nie dosięgnął celu. Naoki z łatwością zablokował go lewą dłonią.

– Co to miało być? Ugryzienie komara? Jesteś jakimś amatorem, kmiocie? Z założoną maską nie masz ze mną najmniejszych szans! Chociaż nawet jakbyś ją ściągnął, poradziłbym sobie z tobą. Pora ci odpłacić za to wszy… – Kiedy Naoki groził Renjiemu, otrzymał niespodziewany cios w policzek. – Ghhh! – A potem kolejny prosto w nos.

– Naoki, skaaaarbie? – Sanae, która uderzyła męża, miała szeroki uśmiech na twarzy. Wycofała pięści, mówiąc: – Zajście przed chwilą… Podobało ci się to, co?

– He? Wcale…

– Kłamiesz!

– Ghhh!

Posłany w powietrze przez prawy prosty Sanae Naoki upadł płasko na podłogę na środku korytarza. Jego żona, nie tracąc czasu, skoczyła na niego, wyprowadzając serię policzków z obu stron.

– Głupek, głupek, głupek, głupek, głupek, głupek, głupek, głupek, głupek, Naoki, ty głupku! Podobało ci się to! Podobały ci się wielkie cyce tamtej nauczycielki! To zdrada! To zdrada, Naoki!

– Heee?! Czemu jesteś tak zazdrosna o te wielkie melo…?

– Nie jestem! Nie zmieniaj tematu, zdrajcoooo!

– To fałszywe oskarżeniaaaaaaaaaaa!

Renji, któremu cel został wyrwany z rąk, nie wiedział, co robić, bezsilnie spoglądając na swoją panią.

– Ach, w porządku, Renji, możesz przestać – uspokoiła go Reiko, poprawiając swój kilt lekarski.

Eiri, Kagura oraz Fuyou były wyraźnie zszokowane.

– Mamusia jest zbyt zazdrosna… – wyszeptała Ayaka, kompletnie nie zdając sobie sprawy z ironii wypowiedzianych słów.

– Rany boskie. Czy ta para musi wszystko tak wyolbrzymiać?

Sama też przesadzasz z tym, jaką to niewinną dziewicą jesteś. – Kyousuke jednak zatrzymał dla siebie tę myśl. Zamiast tego spytał o coś, co nie dawało mu spokoju:

– Pani Reiko, Renji naprawdę polował na moich rodziców?

– Tak. Przepraszam? To praca. Poza tym chciałam przetestować jego możliwości. Wcześniej wysłano za nimi innych zabójców, ale zawodzili jeden po drugim, więc szefostwo zmęczyło się czekaniem i wytypowało Morderców Morderców. Nigdy nie spotkałam ich twarzą w twarz, ale Renji walczył z nimi parę razy.

– A jego limiter?

– Oczywiście go nie miał. Mimo to nie dał rady ich zabić. Szczerze mówiąc, to zadanie było jednym wielkim problemem.

– Serio…

To było całkowicie w stylu jego ojca. Kyousuke, określany przezwiskami typu „Metallica” czy „Megadeath”, przez ojca był wyzywany od leszczy i słabeuszy. To, że sam siebie pokornie nazywał normalną osobą, było zasługą głównie nienaturalnego środowiska, w jakim się wychował.

– No więc chciałabym spytać… Co oni tu robią?

– Ja ich przywiozłam – odpowiedziała z uśmiechem Fuyou na pytanie Reiko. – Mają pełne poparcie rodu Akabane. Są moimi dobrymi przyjaciółmi. Przybyliśmy tu, żeby zabrać stąd ich dzieci, Kyousuke i Ayakę.

– Rozumiem. Więc o to chodzi. – Reiko zmrużyła oczy, a tuż po niej zrobiła to także Fuyou. Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że można było ją ciąć nożem.

– Tak, dokładnie. Na pewno nie chcecie zrobić sobie wrogów z rodziny Akabane? Tak jak powiedział wcześniej Naoki, zabierz nas do dyrektora. Jeżeli nie posłuchasz… Cóż, „nieprzyjemne doświadczenie” nie będzie już tylko niedopowiedzeniem. Rozumiesz? – Fuyou pochyliła się w stronę Reiko, szepcząc groźbę, a potem delikatnie dmuchnęła jej w ucho.

– Hiaaa! R-Rozumiem… – „Dziewica” Reiko zakryła ucho, robiąc się jednocześnie czerwona jak burak.

– Oho-ho-ho. Dobra dziewczynka. – Głowa rodu Akabane ze śmiechem zrobiła krok w tył. – No więc. Sanae?

– Hmm? Tak, Fuyou? – odparła zapytana kobieta, która zmusiła męża, żeby klęczał przed nią na kolanach z czołem na ziemi, podczas gdy ona raz za razem deptała jego głowę.

– Najwyraźniej ta miła pani zabierze nas do dyrektora tej placówki. Możemy zostawić twojego zepsutego do szpiku kości, opętanego piersiami męża i ruszyć w drogę?

× × ×

– Jesteśmy. To gabinet dyrektora.

Reiko zaprowadziła ich do piwnicy nowego budynku szkoły. Schody, które do niej prowadziły, zostały ukryte w składziku pod klatką schodową skrzydła B. Po pokonaniu serii żelaznych krat stanęli przed drzwiami z tabliczką „Gabinet dyrektora”, pod którą ktoś napisał „Cocytus”. Naoki, który jedną ręką masował twarz po policzkach Sanae, drugą dłonią chwycił klamkę, jednocześnie marudząc pod nosem:

– Porządnie się schował…

– Nic dziwnego, że nie mogliśmy go znaleźć. Jest aż tak ostrożną osobą?

– Ostrożna to nieodpowiednie słowo – odpowiedziała Reiko, wciskając przycisk interkomu. – Pustelnik o wiele lepiej tu pasuje.

Sprowadzenie bez zapowiedzi tak wielu osób do tak małego pokoju byłoby nieuprzejme, dlatego Eiri i Kagura wróciły na teren festiwalu.

– Nie wychodzisz, co… – Reiko wcisnęła ponownie przycisk. Drzwi prowadzące do pokoju były bardzo solidne; przypominały wejście do skarbca w banku i najprawdopodobniej dało się je otworzyć jedynie od wewnątrz, a nad nimi widniała kamera. Jednak przez dłuższy czas nie dobiegła zza nich żadna odpowiedź, więc poirytowana Reiko zaczęła nerwowo wciskać przycisk interkomu. – Ej, pustelniku! Odpowiedz! Masz gości! Tylko nie mów, że zasnęłaś! Ej! Eeeej! Odpowiedz!

– Jesteś za głośna! Zamknij się! Zamknij się! Jesteś za głośna! – W końcu z głośnika interkomu dobiegł ochrypły, żeński głos. – Doskonale cię słyszę, nie musisz bez przerwy naciskać przycisku. Słyszę cię, więc przestań! Aaaaa, jesteś nieznośna. Naprawdę mnie denerwujesz, dlatego właśnie cię nie znoszę, Cycku McGee!

– Przestań narzekać i otwieraj drzwi, szczylu!

– Nie! Pani ma straaaszną minę. Boję się, lol.

– Nie rzucaj na mnie lolem. Otwieraj, cholerny gnojku!

– Dobrze już, dobrze.

Po tej wymianie zdań dało się usłyszeć szczęk zamka w drzwiach. Jak tylko się otworzyły, Reiko wpadła do środka. Reszta grupy podążyła za nią, poza Reijim, który został na zewnątrz, strzegąc wejścia.

– He?! Co, u licha?

– Co to ma być?! Ale tu brudno…

Wewnątrz wszędzie leżały porozrzucane śmieci, ubrania, komiksy, płyty DVD oraz inne przedmioty, które trudno było rozpoznać. W samym środku tego chaosu na łóżku siedziała dziewczyna w piżamie, na oko w tym samym wieku co Kyousuke albo zaraz po dwudziestce. Miała ciemnopurpurowe włosy, rozczochrane, jakby dopiero co wstała, oraz zaspane oczy. Nawet przez moment nie spojrzała na gości; jej spojrzenie cały czas było wlepione w ekran przenośnej konsoli do gier.

Reiko, podchodząc do łóżka, kopnęła śmieć leżący na podłodze.

– Ej, Makina! To nie czas na gierki. Ci ludzie…

– Wiem. Kamery. Widzę wszystko na kamerach! – krzyknęła dziewczyna, która najwyraźniej była dyrektorką zakładu. Nad łóżkiem z uniesionym oparciem wisiało kilka ekranów, a dookoła leżały czytnik książek, chusteczki, ekspres do kawy, przekąski, mała lodówka, a przed nią na stoliku laptop oraz tablet, tak więc nie musiała w ogóle podnosić się z łóżka.

PLC06 – NCP05
image-1686

– Co za niewyobrażalne miejsce…

– Hmm? O, Kyousuke! Po raz pierwszy widzę cię na własne oczy. – Dziewczyna do niego pomachała, odkładając konsolę do gier. – Na żywo wyglądasz o wiele przystojniej niż na ekranie. Ej, ej, podejdź bliżej.

– Makina…

– He? Ty, Cycku McGee, zostań, gdzie jesteś! Stój tam do usranej śmierci! – Dyrektorka wydmuchała głośno nos, po czym zwinęła chusteczkę w kulę i rzuciła w Reiko, trafiając ją w piersi. – Prosto w sutek. Sto punktów!

– Ej, Renji! Przepraszam za kłopot, ale mógłbyś skręcić kark tego cholernego…

– Przepraszam. Jesteś dyrektorką tego zakładu? – Fuyou odsunęła Reiko, stając tuż przed pytaną dziewczyną.

– Hee? – Ta uniosła brwi, spoglądając na Fuyou, i po krótkiej chwili się uśmiechnęła. – Tak, dzień dobry. Witam, dziękuję, że przyszliście. Tak, jestem dyrektorką Zakładu Poprawczego Czyściec, Makina Origa. – Na twarzy Makiny malował się uśmiech, chociaż jej spojrzenie tego nie odzwierciedlało.

Fuyou miała podobną minę.

– Doprawdy? Oh-ho. Jestem wdzięczna za tak dobre zajmowanie się moją córką. Nazywam się Fuyou Akabane, dziewiętnasta głowa rodu Akabane, a to są…

– Naoki Kamiya. Ofiara A. Porwaliście moje dzieci, próbowaliście nas zabić i…

– Ofiara B. Sanae Kamiya. Naszą trójkę można spokojnie nazwać potwornymi rodzicami. Przyszliśmy tu, aby prosić o zwolnienie naszych dzieci, Kyousuke i Ayaki.

Otoczona z trzech stron dyrektorka zrobiła spiętą minę.

– Rozumiem, rozumiem – powiedziała, drapiąc się po głowie. – Dajcie mi, proszę, chwilę, przygotuję dokumenty. – Po czym zaczęła szperać po półkach obok łóżka.

– Eee? Nie sądziłem, że to będzie takie proste.

– T-Ta… Najwyraźniej dyrektorka jest milsza, niż myśle…

Plask!

Zielona masa uderzyła w twarz Sanae. Dyrektorka pokazała język, jednocześnie naciągając skórę pod jednym okiem i dłubiąc w uchu małym palcem drugiej dłoni.

– Zwolnić uczniów?! W żadnym razie! Jeszcze nie zapłaciliście czesnego, a przychodzicie z taką prośbą? To macie na myśli przez potwornych rodziców? Bez szans! Chcecie ukraść talenty, których rekrutacja zajęła mi tak wiele czasu? Nie do wiary. Co ty w ogóle próbujesz osiągnąć, desko?! – Gniewnie odrzuciła wosk z uszu na bok.

Sanae bez słowa odsunęła się od łóżka. Znalazła na podłodze ciężką konsolę do gier i była już gotowa do uderzenia nią w głowę Origi, która wachlowała się magazynem z kostiumami kąpielowymi, z kobietą z dużym biustem na okładce.

– Sanae, panuj nad sobą. – Fuyou położyła dłoń na konsoli, aby ją powstrzymać.

– Fuyou, puszczaj, ja się nią zajmę…

– Uspokój się. Nie możesz pozwolić, aby przeciwnik tak tobą manipulo…

Origa złapała Fuyou za pierś.

– Hmmm. To będzie chyba miseczka C? Jesteś na dobrej drodze, żonciu.

– Zabijmy ją.

– Obie się uspokójcie! – Naoki zatrzymał Fuyou, która naprawdę była gotowa przelać krew.

– Taaa, jakby cokolwiek mniejszego niż F w ogóle się liczyło – mruknęła pod nosem Origa.

Naoki wyciągnął jej z ręki magazyn.

– Pani dyrektor, możemy być chociaż na chwilę poważni? Najpierw porwałaś nasze dzieci, potem wielokrotnie próbowałaś nas zabić, a teraz traktujesz nas jak gówno, więc…

– Aaaaau! Nie łap mnie za włosy, łysolu!

– Zamknij się! Rozniesiemy to miejsce na kawałeczki, smarkulo!

Origa oparła się groźbom Naokiego. Spojrzała prosto w jego przekrwione od złości oczy, po czym z szerokim uśmiechem spytała:

– Możesz to zrobić?

– Owszem. A przynajmniej mogę roztrzaskać twoją głowę tu i teraz. Rozumiesz? – Zacisnął uścisk na głowie dziewczyny.

Origa poklepała jego ramię, krzycząc:

– Poddaję się, poddaję się! Przepraszam! Rozumiem! – Spojrzała na Naokiego ze łzami w kącikach oczu. – Ni-Niebywałe… Jestem przeciwna takiej przemocy! Zakończmy to pokojowo!

– Doskonały wybór – stwierdziła Fuyou, kładąc dłoń na swoim policzku. – Ja także wolałabym uniknąć użycia przemocy, o ile to możliwe. Jeżeli jest jakieś wyjście niewymagające przelania krwi, będzie najlepszym rozwiązaniem tej sprawy.

– Tcz. – Origa strzeliła językiem. – Ach, ha. Zamknij się. Jesteś nieznośna, wiesz? Ale nie ma innego wyjścia, co nie? Gdybyście byli tylko niezależnymi ochroniarzami, już bym was zabiła. Bum, bum i po problemie! Ale macie wsparcie rodu Akabane, więc sprawa się trochę komplikuje, co nie?

– Dokładnie. Ponieważ ta instytucja także posiada wsparcie silnej organizacji, będzie lepiej, jeżeli unikniemy otwartego konfliktu, kończąc tę sprawę bez urazy i utrzymując honor. Dlatego powinniśmy znaleźć jakiś kompromis.

– No dobrze. Ej, cycata!

– Hmm? Mówisz do mnie?

– W pokoju poza tobą znajdują się tylko mężczyzna i same deski.

– Pani dyrektor sama także jest strasznie płaska.

Origa, ignorując docinki Sanae, wskazała stojącą w pobliżu, znudzoną Reiko. Kobieta podeszła bliżej, kopiąc po drodze leżące na podłodze śmieci.

– Czego chcesz?

– Zostaw tu trójkę rodziców i idź sobie.

– Miałam podejść bliżej tylko po to, żebyś kazała mi sobie pójść? Jesteś naprawdę irytująca…

– Ty też. Bujasz nimi przy każdym kroku. Te wymiona są naprawdę koszmarnym widokiem.

– Z-Zamknij się.

– Przynajmniej oni tak o nich myślą, wiesz?

– …

Oczy Sanae i Fuyou płonęły żądzą krwi, jednak Origa się tym nie przejmowała. Najwyraźniej jedną z cech jej osobowości była właśnie prowokacyjność.

Reiko zrobiła minę, jakby miała już tego powyżej uszu.

– Rany boskie. Skoro tak przeszkadzam, to sobie pójdę. Tylko nie prowokuj ich za bardzo, dając się zabić.

– Tak, tak. Jeśli zginę, zostaniesz nową dyrektorką, stoi, wielki cycku? – rzuciła Origa.

– O nie, jestem na to za bardzo zajęta. – Reiko obróciła się, machając na pożegnanie, a następnie podeszła do Kyousuke i położyła dłoń na jego ramieniu. – No cóż, powinniśmy stąd wyjść. Reszta w rękach twoich rodziców.

– D-Dobrze…

– Nie martw się, gówniarzu – uspokoił go Naoki, zauważając, że Kyousuke waha się wyjść. – Zrobimy coś z tym. Na pewno cię stąd wyciągniemy – dodał z pewnością w głosie.

– T-Tato…

Kyousuke zebrało się na płacz. W domu ciągle walczyli, a poza tym nie rozmawiali ze sobą za wiele. Prawdę mówiąc, chłopak nie przepadał za ojcem, jednak ta sytuacja go naprawdę rozczuliła.

Sanae także zrobiła pewną minę.

– Przepraszam. Liczę na was. I na panią, pani Fuyou.

– Oh-ho. Możesz nazywać mnie mamą – powiedziała kobieta z uśmiechem.

– Ha-ha-ha – zaśmiał się gorzko Kyousuke, spoglądając na wyjście. – Ej, Ayaka, idziemy!

Zawołana dziewczyna, stojąca z boku ze spojrzeniem wlepionym w ciemnopurpurową zbroję w rogu pokoju, odpowiedziała:

– Dobrze.

Parę minut wcześniej podniosła leżącą na ziemi gitarę basową i przetestowała jej brzmienie, jak zawsze zajmując się sobą.

Kiedy wyszli, Reiko zatrzymała się w pół kroku, jakby nagle coś sobie przypomniała.

– A tak, właśnie. – Spojrzała na Naokiego i Sanae, próbujących znaleźć coś, na czym mogliby usiąść. – Zapomniałam o tym wspomnieć, ale Makina to chłopak.

× × ×

– Kyousuke. – Reiko zwróciła się do chłopaka, kiedy minęli trzecie, ostatnie żelazne drzwi prowadzące na parter. – Opuścisz szkołę, jeśli negocjacje się powiodą?

– He? Co to za… – Pytany zamilkł w połowie słowa.

Oczywiście chciał opuścić zakład, odkąd został tam osadzony pod fałszywymi oskarżeniami. To było jego celem od momentu, gdy Kurumiya pozwoliła mu wrócić do normalnego świata, o ile podczas osadzenia nie zabije ani jednej osoby. Jednak teraz, kiedy z nieba spadła mu nieoczekiwana okazja, aby osiągnąć zamierzony cel już teraz, z jakiegoś powodu zaczął się wahać.

– Ayaka nie jest pewna… – odpowiedziała jego siostra, zauważając wahanie w głosie brata. – Dobrze się tu bawimy. Mordercy są straszni, nauczyciele jeszcze gorsi, prace przymusowe ciężkie, jedzenie okropne, łóżka twarde jak deski, nie możemy chodzić na zakupy, oglądać telewizji, jeść słodyczy… Mogę długo tak wymieniać, ale… – Zacisnęła pięści. – Dobrze się tu bawię! Przed osadzeniem uważałam wszystkich ludzi za śmieci, a szkołę za jeden wielki śmietnik, ale tutaj to się zmieniło! Spotkałam kilka wartościowych osób i cieszę się każdą spędzoną tu chwilą!

– Ayaka…

– A ty, braciszku? – Ayaka spojrzała na niego z nadzieją w oczach. – Powiedz szczerze. Dobrze się tu bawisz? Nie podoba ci się spędzanie czasu z Eiri, niezdarą i Renko?

– N… – Kyousuke przełknął głośno ślinę. To pytanie po prostu nie mogło trafić bardziej w sedno, przez co nie wiedział, jak odpowiedzieć. – To… Co mam powiedzieć…

– …

– …

– Bracisz…

– Wychodzimy. – Reiko otworzyła drzwi, spoglądając na Kyousuke i Ayakę z uśmiechem. – Wrócimy na festiwal? Muszę znaleźć Hijiri i wyjaśnić jej oraz reszcie nauczycieli sytuację. Wasze wypisanie nie jest jeszcze pewne, więc nie mówcie innym uczniom o tym ani słowa. Zrelaksujcie się i spokojnie czekajcie na wynik negocjacji.

× × ×

Kyousuke i Ayaka po rozdzieleniu się z Reiko wrócili do Cafe Hades, gdzie w wejściu przywitała ich dziewczyna w stroju pokojówki.

– Witamy po drugiej stronie. Moje kondolencje. – Po chwili jednak strzeliła językiem, a następnie odrzuciła związane teraz kokardką włosy do tyłu. – To tylko wy, wzięłam was za klientów. Serio, wchodźcie tylnymi drzwiami. Mieszacie tak tylko ludziom w głowach. Abyście zdechli.

– Eee…

– Co ty wyprawiasz, bezużyteczna Kaguro?
Z jakiegoś powodu w drzwiach powitała ich młodsza siostra Eiri.

Kagura skrzyżowała ręce, mówiąc: – Ha! Czy to nie oczywiste, zjebana Ayako? Witam klientów za ciebie, bo opuściłaś swoją zmianę. Siostra mnie o to poprosiła, więc po prostu nie miałam wyboru. W końcu to nie tak, że po tym, jak zobaczyłam ją w tym słodkim stroju, ja też chciałam go założyć. Nawet teraz niechętnie…

– Kagura, słoneczko! Chodź zrobić sobie z nami zdjęcie!

– Dooobrze! Proszę chwilę poczekać! – odpowiedziała radośnie z szerokim uśmiechem na twarzy dziewczyna, po czym spojrzała na Kyousuke i Ayakę, wracając do poprzedniej, urażonej miny. – Niechętnie to robię.

– Przecież ci się to wyraźnie podoba!

– Ohydne!

– Co? T-To nie jest ohydne!

Nie zaprzeczyła, że jej się to podoba…

Kagura rzuciła spojrzenie Ayace, która dotąd gniewnie się w nią wpatrywała, chociaż teraz miała zawstydzoną minę. Powodem tego były prawdopodobnie odsłonięte nogi siostry Eiri, jak dotąd zawsze zakrywane przez kimono.

Rozumiem. Siostry są do siebie naprawdę podobne, obie mają wspaniałe no…

– Stoisz w przejściu. Rusz się.

– Aaaaau!

Eiri złapała Kyousuke za ucho, ciągnąc go tak do kuchni oddzielonej ścianką od reszty kawiarni. O mało na nich nie wpadła akurat wychodząca stamtąd Maina, która niosła napoje.

– Łaaa!

– Boli! – rzucił Kyousuke. – Nie możesz być trochę delikatniejsza?!

– Hmph. Należy ci się za pożeranie wzrokiem mojej siostry, głupku.

– Uch…

Kiedy Kyousuke szukał jakiejś odpowiedzi, a Eiri odwróciła się do niego plecami, wydymając policzki, do kuchni wróciła Ayaka. Wyjrzała ponownie zza ścianki, gdzie Kitou i Kousaka obsługiwali klientów, komentując:

– Kagura jest taka słodka…

– Szkoda tylko, że płaska jak jej siostra…

– Wracajcie do roboty – rozkazała im Ayaka. Następnie spytała Eiri: – Powiedziałaś im, że Śmiećgura jest twoją siostrą?

Eiri, ubrana w szkolny mundurek, po tym, jak dała swój strój Kagurze, pokiwała głową, przygotowując jedzenie i napoje.

– Chociaż nasze nazwisko zatrzymałam w sekrecie. Na szczęście tamtych natrętnych śmieci nie ma w pobliżu. – Prawdopodobnie miała na myśli Oonogiego, Usamiego i Shinjiego. Bez wątpienia zrobiliby wielką scenę, gdyby dowiedzieli się o Kagurze. – Więc jak wam poszło? – Odciągnęła Kyousuke i Ayakę w róg pomieszczenia. – Spotkaliście dyrektora? Pozwoli wam odejść z zakładu?

– Eee… – Kyousuke zawahał się na moment, nie mogąc zebrać myśli. – T-Tak. Tak jak myśleliśmy, dyrektor jest kłopotliwą osobą, ale dzięki pomocy lady Fuyou udało nam się uniknąć bezpośredniego starcia. Teraz nasi rodzice z nim negocjują.

– Rozumiem. Co za ulga. – Eiri uśmiechnęła się, robiąc minę, jakby ogromny ciężar spadł jej z ramion.

Reiko zabroniła im o tym mówić, ale Eiri znała ich sytuację, więc nie było sensu tego przed nią ukrywać.

Teraz dopiero Kyousuke zauważył, że Eiri zawsze, od pierwszego dnia szkoły mu pomagała.

– Jak to powiedzieć… Dziękuję, Eiri – spontanicznie jej podziękował.
Zdziwiona dziewczyna zrobiła krok w tył.

– Cz-Czemu tak nagle z tym wyskakujesz? Dziwne… Coś się stało?

– Nie. To nic takiego, tylko… – Kyousuke, próbując ukryć zawstydzenie, podrapał się w policzek. Spojrzał Eiri w oczy, mówiąc: – Kiedy dotarło do mnie, że mogę opuścić to miejsce, nagle zrozumiałem, jak bardzo mi tu pomagałaś. Gdyby nie ty, nie miałbym żadnego połączenia z rodem Akabane ani nie wiedziałbym, że zakład próbuje zabić moich rodziców. Pewnie sam bym już został tu zabity. Dlatego jestem naprawdę wdzięczny, że jesteś tu ze mną.

– …?! – Eiri zamarła z szeroko otwartymi oczami, po czym odwróciła zarumienioną twarz, denerwując się zupełnie jak Maina. Dopiero po dłuższej chwili wydusiła z siebie niespójną odpowiedź: – O cz-cz-cz-cz-czym ty mówisz? W-W porządku! Zrobiłam to, bo cię lubię… Właściwie… Ja cię ko-ko-ko…

– Aaaaa, tu jesteś! W końcu cię znalazłam! Tak bardzo tęęęęskniłam! Kyousuuuke, kochaaam cięęęę!

– He?!

Przez drzwi tylko dla personelu wpadła Renko, skacząc od razu na Kyousuke. Chłopak przewrócił się i uderzył w głowę, ledwo zachowując przy tym przytomność.

– Ghh! Uspokój się…

– Gdzie byłeś?! Przeszukałam całą szkołę! Chociaż dopiero chwilę temu rozstałam się z fanami… Ale ci wybaczam, bo jesteś cały i zdrowy! Eh-he-he-he-he-he! Kyousuke, widziałeś mój występ, prawda? W środku piosenki tak się napaliłeś, że wbiegłeś na scenę! Tak się z tego cieszyłam! Ale praktycznie przeleciałeś tylko przez pogo, bo za bardzo nakręciłam widownię i dali ci ostry wycisk… – Łuuusz. – W ramach rekompensaty możesz teraz przelecieć mnie!

– Renko! – krzyknął Kyousuke na siedzącą na nim przyjaciółkę. – Uspokój się i zejdź ze mnie!

– Co się stało? Nie rozkręcasz się… Weszliśmy już z tym w rutynę? – burknęła pod nosem, wstając.

Eiri wpatrywała się w nią gniewnie.

– Żądza krwi?! – Renko odskoczyła w tył. – Eee, o co chodzi, Eiri? Co się stało? Czemu patrzysz się na mnie jak na swojego ostatecznego przeciwnika? Jeśli dłużej będziesz robić taką minę, zrobią ci się zmarszczki. Łuuusz. – Śmiejąc się, wskazała czoło przyjaciółki.

– A żebyś zdechła. – Eiri, odpychając palec Renko, strzeliła językiem.

Odtrącona dziewczyna zaczęła udawać przerażenie.

– Łaaa, jaka straaaszna. No dobra, słuchaj. Byłaś na moim koncercie, nie? Jak ci się podobał?!

– Tcz.

– O nie… Chyba niezbyt. Nie lubisz takiej muzyki?

– Tcz.

– S-Serio? No nic, różni ludzie lubią różne rzeczy! Więc czego słuchasz? Sądząc po wyglądzie, pewnie słodkich piosenek o miłości, ale twoje akcesoria wskazują raczej na punk…

– Tcz.

– Nie strzelaj na mnie językiem. I proszę, przestań tak gniewnie na mnie patrzeć.

– Tcz.

– Naprawdę bym chciała, żebyś przestała strzelać językiem.

– Tcz.

– Ej, Ayeczko, co mam zrobić? Nie mogę zacząć rozmowy z Eiri.

Ayaka, przyglądająca się całej scenie z boku, wzruszyła ramionami, kręcąc głową.

– Bo im przeszkodziłaś. I to w czymś ważnym. Eiri w końcu zebrała w sobie odwagę, a ty wparowałaś tu w możliwie najgorszej chwili, rzucając na lewo i prawo swoim seksapilem jak zawsze. Nic dziwnego, że zmieniła się w strzelającego językiem robota.

Renko westchnęła.

– Naprawdę? Nie rozumiem do końca co, ale widocznie zrobiłam coś złego… Eiri, przepraszam.

– Zdychaj.

– Naprawdę przepraszam.

– Po prostu zdychaj.

– Przeszła w robota zaciętego na „zdychaj”!

Renko przestała próbować porozmawiać z Eiri. Zwróciła się do Kyousuke i Ayaki. – Właśnie. Wpadłam na Basarę, opowiedział mi wszystko. Naprawdę opuszczacie zakład?

× × ×

Łuusz.

– Więc naprawdę odchodzisz…

Rodzeństwo wraz z Renko dzięki dobremu osądowi sytuacji Ayaki opuścili klasę, wychodząc na zewnątrz. Festiwal odbywał się głównie w nowym budynku szkoły i jego okolicach, tak więc nikogo nie było w pobliżu i mogli swobodnie rozmawiać.

Kyousuke podrapał się w głowę.

– Cóż, to jeszcze nic pewnego. Zakład może nie zatwierdzić naszego wypisania. Więc… rozchmurz się! – mówiąc, pogłaskał nagle głowę Renko.

Dziewczyna odtrąciła jednak jego dłoń.

– Nie – burknęła. – W końcu… – zawahała się na moment – jeśli pozwolą ci tak po prostu odejść, na pewno cię to uszczęśliwi, prawda? To naturalne, wręcz oczywiste. W końcu w ogóle nie chciałeś tu trafić. Żyłeś w innym świecie, a te dwanaście osób, za które cię skazano, zostało zabitych przeze mnie, prawdziwego psychopatycznego mordercę. W dodatku nie wiem, ile jeszcze życia mi zostało… Jestem na granicy załamania.

– Renko…

– Ciekawe, czy to właśnie nazywają wyczerpaniem… Ostatnio moje ciało wydaje się strasznie ciężkie, serce mi wali jak oszalałe, brakuje mi oddechu, miewam zawroty głowy, sama głowa też mnie boli. Czuję się potwornie. Coraz bardziej cieszę się, że maska zakrywa mi twarz.

– S-Serio…?

Powinienem o tym wiedzieć. Tak się cieszyłem, że jest w niej jeszcze więcej energii niż wcześniej…

Jednak Renko doskonale ukrywała przed nim swoją kondycję fizyczną, żeby się o nią nie martwił. Nie chciała też wzbudzać podejrzeń u osób nieznających jej stanu.

– Renko, przepraszam, ja…

– Tylko żartuję!

–He?

– Kłamałam. Wszystko zmyśliłam, żeby wzbudzić twoją sympatię! To ja powinnam cię przepraszać za odstawienie tego przedstawienia. Tak naprawdę jestem w świetnym zdrowiu! Podczas koncertu zemdlałam przez udar cieplny. – Kyousuke milczał, słuchając, jak Renko tłumaczy się radosnym głosem. Zanim jednak dał radę coś powiedzieć… – Jednak… Naprawdę jestem na granicy. Mama twierdzi, że jeśli użyję Overdrive’u chociaż jeszcze jeden raz… Cóż, to będzie mój ostatni! A nawet jeśli tego nie zrobię, mama nie jest pewna, czy mam więcej niż pół roku… – Nagle Renko chwyciła się za włosy po obu stronach maski. – Aaaaa! Znowu! Znowu chciałam zdobyć twoją sympatię! Przepraszam, Kyousuke. Naprawdę przepraszam. Nic mi nie jest! Użyłam Overdrive’u, ponieważ tak postanowiłam, i byłam gotowa na wszystkie tego konsekwencje. Nawet gdybym tam umarła! Dlatego nie musisz się martwić…

– To niemożliwe, głuptasie.

– Eee?

Szybko objął Renko. Poczuł wyjątkową złość, choć sam nie wiedział dlaczego. Nie był w stanie uspokoić wciąż narastającego gniewu. W końcu wydusił z siebie:

– Oczywiście, że to niemożliwe, głuptasie. Ocaliłaś mi życie, ryzykując przy tym własne. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że tak mnie cenisz, i wdzięczny z całego serca. Ale… – Ręce mu się napięły, a głos przybrał poważny ton. – Kocham cię!

– Heee?!

Renko zaczęła się trząść.

Kyousuke kontynuował:

– Kocham cię. To nie jest łamiące serce? Nieważne, czy wiedziałaś, co robisz, i czy byłaś gotowa na konsekwencje. Obserwowanie ukochanej osoby w takim stanie ze świadomością, że to moja wina… Brak mi wstydu. Jestem zwykłym głupcem, prawda? Nie zasługuję na żadną sympatię.

– Kyousuke… – Renko się uspokoiła, obejmując chłopaka, po czym go pogłaskała, śmiejąc się. – Rozumiem. Dziękuję, Kyousuke. Ja też jestem szczęśliwa, że odwzajemniłeś moje uczucia. Tak szczęśliwa, że serce mi się uspokoiło. Jestem teraz tak szczęśliwa i spokojna… Tak się cieszę, że tak się to skończyło – powiedziała cicho, po czym zapadła cisza. Nagle szybko się odsunęła. – Kyousuke, jeśli opuścisz zakład… Jeśli mnie zostawisz, zabiję cię!

– Naprawdę?

– Tak. Chociaż okrutnie zraniłabym tym Ayakę. Będę musiała ją później przeprosić… Myślałam o wielu rzeczach, jednak do głowy przychodziła mi tylko jedna możliwa przyszłość: zabijam cię, czyniąc na zawsze tylko moim… To jedyny sposób. Nieważne, jak bardzo staram się tłumić moje mordercze instynkty, nieważne, jak bardzo ignoruję mój cel istnienia, nie jestem w stanie zdusić chęci zamordowania cię. I nie chcę tego zrobić. Jeżeli to możliwe, wolę poczekać, aż zmieni się to w prawdziwą, odwzajemnioną miłość, aż sam będziesz chciał zginąć z mojej ręki. Jednak najwyraźniej nie mamy czasu, by to osiągnąć, dlatego… Nawet jeśli mówisz, że mnie kochasz, nie chcesz, abym cię zabiła, prawda?

– Przepraszam, ale…

– W porządku. Nie musisz przepraszać. Wystarczy mi, że się o mnie martwisz. – Renko zdjęła słuchawki z głowy, po czym objęła ponownie Kyousuke, opierając głowę o jego pierś. – Dzięki limiterowi moja mordercza muzyka ucichła, więc nie mam ochoty cię zabić. Czuję się teraz tak spokojnie… To takie dziwne, ale… Zostanie szczęśliwą parą, pobranie się, kupienie domu, wychowanie dzieci… Taka przyszłość…

– Renko…

– Nawet jeżeli taka przyszłość nigdy nie nadejdzie… To ulotne uczucie, sen, z którego się obudzę, kiedy tylko zdejmę maskę… W tym momencie tego właśnie życzę sobie z całego serca. Zwłaszcza teraz, gdy masz mnie opuścić, chcę zapamiętać takie chwile.

– Oczywiście…

Kyousuke objął mocno Renko i zamknął oczy. Jej ciepło, zapach, oddech, bicie serca, jej emocje… Kochał w niej wszystko i nie chciał jej opuszczać.

Wiedział, że w głębi serca podzielał jej pragnienia. Miał wrażenie, że przeżywa wspaniały sen na jawie, skąpany w ulotnym uczuciu satysfakcji. Dlatego właśnie…

Nie chcę odchodzić… – Ta myśl była teraz silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.