Ścieżka 1: Praktyki zabijania: Loud Park

PLC06 – NCP01
image-1673

– Witamy po drugiej stronie, moje kondolencje – uczennica w stroju pokojówki powitała gości w Café Hades.

Właśnie trwał dziewiętnasty Festiwal Czyśćca. Kawiarenka stworzona przez klasę Kyousuke od samego rana była pełna. Uczniom powiedziano, że goście są przedstawicielami z przestępczego półświatka, używającymi zwykłych ubrań i udającymi normalnzwykłych, przykładnych obywateli, aby nie wzbudzać podejrzeń.

Jedna trzecia klasy została przerobiona na kuchnię, gdzie chłopcy przygotowywali jedzenie oraz soki, podczas gdy dziewczyny obsługiwały klientów.

– Proszę. – Eiri wróciła z zamówieniem, wyrywając kartkę z notesu i kładąc ją na biurku obok innych, podobnych. Sądząc po zmęczonym głosie oraz minie była już całkowicie wyczerpana. – Stolik piąty, po dwa Ptysie z szarej masy i soki pomidorowe, Piekielnie namiętna gra w papier, kamień, nożyce i pamiątkowe zdjęcie z Café Hades… Heee. – Głębokie westchnięcie na końcu brzmiało, jakby uszła z niej resztka życia.

Kyousuke, nalewając sok do jednorazowych kubków, pochwalił ją:

– Dobra robota. Kolejne zamówienia ze specjalnego menu. Jest wyjątkowo popularne…

– Jakoś mnie to nie cieszy. A żeby wszyscy zdechli. – Eiri wlepiła w niego gniewne spojrzenie, jednocześnie poprawiając strój. Najwyraźniej ciągłe uśmiechanie się i używanie radosnego głosu wyjątkowo ją wyczerpywały.

Oonogi, przygotowujący ptysie, zaśmiał się:

– Hahahaha! Radosna Eiri to ewenement, nie? Widok, jak gra z klientami w kamień, papier, nożyce, jest tak słodki, że prawie się w niej zakochałem!

– Płonąca. Miłość. Kamień. Papier. Nożyce. Raz, dwa, trzy… Hee-hee-hee. – Kiedy Usami imitował jej głos i zachowanie podczas gry, Eiri zrobiła się czerwona jak burak.

– Z-Zamknij się! Mam naprawdę posłać was na drugą stronę?!

– Eiri, postaraj się kontrolować. – Kyousuke powstrzymał dziewczynę przed rzuceniem się na dwóch kolegów z klasy. – Musisz jeszcze trochę wytrzymać. – Skinął głową w stronę zegara na ścianie, który pokazywał 10:20. Ich zmiana kończyła się o 10:30. więc byli to ich ostatni klienci.

Eiri strzeliła językiem, po czym ustawiła zamówione jedzenie na tacy.

– Racja. Chcę się już od tego uwolnić. – Zrobiła obrót na pięcie, przy czym uniosła się jej krótka spódniczka.

– Eiri – zawołał ją Kyousuke.

– Co?

– Ten strój wyjątkowo ci pasuje! Nic dziwnego, że jesteś tak popularna.

– He… – Dziewczyna zamarła, słysząc komplement, który Kyousuke chciał jej powiedzieć od dłuższego czasu, szybko jednak się pozbierała. – H-He? Czemu tak nagle z tym wystrzeliłeś? G… Głupek!

Chwilę później od strony stolika doszło:

– Przepraszam, że musieliście czekać. Proszę: Ptyś z szarej masy oraz świeża krew wyciśnięta z grzeszników – powiedziała Eiri wyjątkowo słodkim i radosnym głosem, w którym nie było słychać nawet cienia zmęczenia.

Oonogi, wkładając ptysia do ust, skomentował:

– Nie mogę w ogóle jej zrozumieć…

× × ×

„Demon śmierci pozbawia życia nic niewartego śmiecia, gdyż grzechem jest nie zabić kogoś tak żałosnego!”.

Eiri i Kyousuke nawigowali pomiędzy stanowiskami, używając programu z tym dziwnym hasłem na okładce. Cała szkoła została ozdobiona i wypełniona najróżniejszymi stoiskami.

Wciąż ubrana w strój pokojówki Eiri spytała:

– Chcesz gdzieś iść?

Kyousuke zajrzał do programu.

– Zobaczmy… Na pewno są miejsca, których chcę unikać. Pokaz filmów gore, demonstracja krwawych tortur albo wisielczy skok bungee są… Gdybym miał wybrać, to może czarnorynkowy pchli targ? Chcę sprawdzić, co takiego tam mają.

– Hmm. A gdzie to? – Idąc wciąż obok Kyousuke, Eiri zerknęła do swojej broszurki. – Ach, na zewnątrz. Może najpierw sprawdzimy, co jest na terenie ośrodka? Interesuje mnie pokaz przeklętych lalek i przepowiadanie śmierci…

– Eiri…

– Co?

– Ni-Nic, tylko…

Byli bardzo blisko siebie i kiedy sprawdzali swoje broszurki, ich policzki prawie się stykały. Parę włosów Eiri łaskotało jego nos; miały wyjątkowo słodki zapach.

– Hmph. Czemu się tak stresujesz? W końcu ciągle łapiesz pewne części ciała Renko… I robicie razem wiele rzeczy… – burknęła Eiri.

– Eee…

Jej pełne pogardy oczy znalazły się tuż przed jego twarzą. Wpatrywała się w niego gniewnie przez krótką chwilę, po czym rzuciła:

– Hmmm? A więc nie zaprzeczasz. Gwałciciel! Zboczeniec! Niewyżyty napaleniec!

– He? B-Bez komentarza…

Eiri chwyciła jego prawą rękę, mówiąc:

– Chodź ze mną.

– Eee?

Pociągnęła go za sobą z drugiego piętra skrzydła A na trzecie piętro. Po oddaleniu się od tłumów skierowała się w stronę drzwi prowadzących na dach.

– E-Ej…

– W porządku.

Eiri wyciągnęła klucz z kieszeni i otworzyła drzwi z czerwonym napisem BRAK WSTĘPU. Kyousuke, podążając za dziewczyną, zamknął je za sobą.

– Ej… – Eiri nagle się odwróciła, zbliżając się do niego. – Straciłeś rozum? – Mówiąc cicho, spojrzała mu prosto w oczy wzrokiem ostrym jak sztylety. Kyousuke nie był w stanie jej odpowiedzieć. – Jeśli odwzajemnisz uczucia Renko, ona cię zabije, prawda? Mając tego świadomość, dlaczego… – Głos Eiri zaczął się trząść. Zagryzła na moment wargi, próbując nad sobą zapanować. – Dlaczego więc z nią flirtujesz? – wybuchła, posyłając kopnięcie z lewej nogi, którym wyrzuciła Kyousuke daleko w tył, prosto na stalowe drzwi. Chłopak próbował się po tym wycofać, ale nie miał już dokąd. – Kyousuke, chcesz zginąć? – Ton głosu Eiri był równie ostry, jak jej spojrzenie.

Zapytany odwrócił głowę.

– Ni-Nie… Ja tylko… Cóż…

– …

– Nie chcę umierać, ale…

– …

– M-Mam do tego dobry powód.

– Jaki?

– C-Cóż…

– Jaki?

Kyousuke czuł się przygwożdżony do ściany przez ponawiane pytanie Eiri.

Nie wiedziała, że klony mają krótki czas życia, ani nie znała stanu Renko. Nie miała pojęcia, że ta poświęciła sporo z czasu, jaki jej pozostał, aby go ocalić, ani że pewnie już niedługo umrze. Pamiętał też, jak Reiko zakazała mu zdradzić tajemnicę Morderców Morderców, więc zamiast odpowiedzieć, zagryzł jedynie mocno zęby?

Eiri zmrużyła oczy, pytając:

– Nie możesz powiedzieć?

– Przepraszam.

– Tcz… – Eiri zwiesiła spojrzenie. Kiedy Kyousuke zaczął się rozluźniać… – Rozumiem. Więc nie mam wyboru. Będę musiała dać z siebie wszystko.

Jej prawa ręka wystrzeliła w stronę chłopaka, ocierając się o jego policzek, a następnie uderzając o drzwi, po czym dziewczyna bez wahania przybliżyła do niego swoją twarz.

– He?!

Kyousuke chciał się wycofać, ale za sobą miał stal. Po chwili lewa ręka Eiri zablokowała mu jedyną opcję wyjścia z tej sytuacji. Czuł spojrzenie na policzku i mimo tego, że zaczął się trząść, odwrócił głowę w jej stronę.

– Ej, Kyousuke… Robiliście z Renko wiele różnych rzeczy, nie? Więc teraz musisz zrobić to wszystko ze mną! Chcesz, prawda? Jeśli wpadasz w pułapkę jej seksapilu i zaczynasz się poddawać, nie mogę siedzieć cicho i tylko patrzeć, prawda? Biorąc pod uwagę, jak wygląda sytuacja, nie mam wyboru. Muszę przypuścić pełne natarcie i sprawić, że o niej zapomnisz! – Chociaż się rumieniła, jej spojrzenie było pełne determinacji.

P-Pożre mnie żywcem! – Kyousuke zesztywniał, wyczuwając niebezpieczeństwo.

Byli tak blisko siebie, że czuł na sobie jej oddech oraz słodki zapach, przez co zaczynał się ekscytować i tracić zdolność logicznego myślenia.

– …?!

Próbując się oprzeć, wstrzymał oddech, czuł jednak, jak szybko bije jego serce oraz jak bardzo gorąco mu się robi. W końcu zwiesił spojrzenie, nie mogąc dłużej patrzeć na dziewczynę, trafił jednak na jej długie, wysportowane nogi, widoczne spod krótkiej spódniczki. Chociaż wcześniej powiedziała, że nie ma zamiaru skracać spódniczek w strojach, jej własna została przycięta o przynajmniej pięć centymetrów. Kyousuke pomyślał, że w ten sposób próbowała zdradzić drzemiące w niej uczucia i pokazać swoje piękne, kształtne nogi.

– R-Rób… Zrób ze mną, co tylko chcesz!

– He?

Oczy Eiri podążyły za spojrzeniem Kyousuke, po czym jej głos osłabł. Rękami wciąż opierała się o stalowe drzwi, zaczęła jednak tak wiercić nogami, aby chłopak mógł lepiej przyjrzeć się obszarowi pomiędzy jej spódniczką a podkolanówkami.

– R-Rób, co tylko chcesz! Nie zezłoszczę się… Więc zrób ze mną wszystko, co zrobiłeś z Renko… Nie, nawet więcej niż z nią! P-Pójdź na całość, zboczeńcu! A jeśli nie, to…

Zabrała prawą rękę z drzwi, następnie zamykając je na klucz, a potem oparła o nie łokcie, dociskając się piersią do Kyousuke.

– …?!

Położyła podbródek na ramieniu chłopaka i otarła się policzkiem o jego policzek, a następnie wyszeptała mu do ucha:

– Sama będę musiała to wszystko zrobić… Wszystko, co zrobiłeś z nią, i jeszcze więcej.

– E-Eiri…

Wszystkie myśli wirujące w głowie chłopaka nagle zniknęły. Jej gorący oddech, uwodzicielski głos, miękkie ciało, słodki zapach oraz niewinne uczucia pokonały jego opór.

– Kiaaa!

Prawie nieświadomie Kyousuke objął ją mocno.

– Nieeeeee!

Usłyszeli krzyk dobiegający z góry.

– He?

Odsuwając swoje usta tuż przed tym, jak mieli się pocałować, spojrzeli jednocześnie w górę.

– Nie, nie. Tak starałam się powstrzymać! Cholera, głupia Kurisu! Gdybym w ciszy się przyglądała, przeszliby do rzeczy! Wszystko zrujnowałam! FUCK. Serio… Kuuuuuurwaaaa!

Nad drzwiami stała dziewczyna, z nerwów ciągnąca się za pomalowane we wszystkie możliwe kolory włosy.

– Ty nie jesteś…?

Była to uczennica trzeciego roku, która pełniła rolę komentatorki podczas festiwalu sportowego, Kurisu Arisugawa. Kiedy zauważyła, że Kyousuke i Eiri się na nią patrzą, szybko się uspokoiła. Przez moment milczała, rozglądając się na wszystkie strony, po czym powiedziała:

– Ni-Nie przejmujcie się mną!

– Przejmujemy się!

– Właśnie!

Krzyknęli jednocześnie w odpowiedzi do dziewczyny uśmiechającej się jak idiotka.

– Ach… – wydała z siebie Kurisu, kiedy dotarło do niej, że przegrała sprawę. – Jak to powiedzieć… Przepraszam? Nie chciałam wam przeszkodzić, a tylko ukryć się przed nauczycielami oraz komitetem dyscyplinarnym i uciąć sobie drzemkę. Kiedy was usłyszałam, pomyślałam „CHOLERA” i tu wskoczyłam… A potem wyjrzałam, żeby sprawdzić, co jest grane… – Dziewczyna zmrużyła oczy i kontynuowała podekscytowanym głosem: – Wtedy zobaczyłam dwoje kotów na sekretnej randce! W dodatku miałam przeczucie, że to nie wszystko, więc pomyślałam, że grzechem byłoby to przegapić, więc się ukryłam.

Czyli próbowała zerwać się z festiwalu i ukryła się na dachu.

Kurisu uśmiechnęła się, spoglądając na stojącą w milczeniu ze zwieszoną głową Eiri.

– Łaaa! Ha-ha-ha! Przepraszam, ale masz tam wprost zajebiste nogi! To była naprawdę wykurwista próba uwiedzenia, nawet ja się zawstydziłam! To serio niebezpieczna broń! Nie martw się, na pewno ci ulegnie. Tak swoją drogą, o co ostatnio biega z tym agresywnym stylem podrywu? W każdym razie gdybym była facetem, już bym cię nadziała na pala. Zwłaszcza po tym, jak powiedziałaś, żeby zrobił z tobą, co tylko zechce. To było mega nie-bez-pie-czne! Najpierw tak agresywnie zaatakować, a potem w ostatniej chwili odwrócić rolę i grać uległą. Co za technika! Ilu już rozłożyłaś, że opanowałaś coś takiego? I przez rozłożyłaś nie mam na myśli, ile osób zabiłaś, jeśli łapiesz, o co mi bie…

– Zabiję cię! – wrzasnęła Eiri, przerywając Kurisu.

– Słucham?

Patrząc na próbującą grać niewinną Kurisu, Eiri wyciągnęła mały sztylet.

– Po tym, jak zobaczyłaś taką scenę, jest tylko jeden sposób, aby zamknąć ci usta… Jeśli chcesz kogoś za to winić, wiń własne lenistwo, które cię tu sprowadziło.

– Łaaa! Chwila, chwila, chwilunia, pokojóweczko! – Kurisu zaczęła panikować. – Nikomu nie powiem! Naprawdę nikomu! Nawet dziewczynie Kamii, tej zamaskowanej. Nie powiem jej, że próbowałaś mu go odebrać…

– Giń!

Eiri straciła nad sobą panowanie. Rzuciła się w stronę Kurisu, trzymając sztylet w zębach.

– Aaaa! Ta suka mnie zabije!

– Nie jestem żadną suką! – wrzasnęła Eiri, wyprowadzając cięcie.

Ledwie unikając ataku, Kurisu zeskoczyła na dół, odsunęła wciąż stojącego przy drzwiach Kyousuke i krzyknęła:

– Na razie, koty! Do zobaczenia później!

– Ach?!

Kurisu otworzyła drzwi, szybko przez nie przebiegając, a Eiri rzuciła się za nią z krzykiem:

– Czekaj!

Po dłuższej chwili, potrzebnej na uspokojenie się, Kyousuke opuściły siły. Padł na kolana, westchnął, po czym powiedział do siebie:

– Ocalałem…

× × ×

– Czekoladowe banany! Zasmakuj smacznego, czarnego, grubego czekoladowego banana, tak długiego, że nawet czarnoskórzy dżentelmeni czują się zakłopo… Ach, Arisugawa? Wyglądasz na strasznie zmęczoną, coś się stało?

– Och! Pani przewodnicząca komitetu dyscyplinarnego, to było okropne! Naprawdę! Poziom moralności w tej szkole spadł tak nisko, że wyleciał na głowę przez okno! Proszę posłuchać! Cieszyłam się swoją drzemką na dachu, kiedy przyszły dwa koty i…

– Drzemkę? Spałaś?

– Tak. Chciałam się wyrwać z tego festynu i zdrzemnąć, więc poszłam na dach… aaa?!

– Oho-ho-ho-ho-ho, panienko Arisugawa, naprawdę chcesz zostać zdyscyplinowana? Hmm? Ho-ho. Rozumiem. Użyję tego banana, żeby przeczyścić twoje niewyparzone usta! I nie tylko, tam też… Oho-ho-ho-ho!

– Iaaaaa!

Kurisu szybko została obezwładniona i odciągnięta na bok przez Saki Syamayę, przewodniczącą komitetu dyscyplinarnego, która sprzedawała czekoladowe banany, wykonując jednocześnie patrol wokół terenów szkoły.

Ukrywająca się w cieniu Eiri strzeliła językiem i schowała sztylet.

– Tcz. Straciłam szansę, żeby ją zabić. Mam nadzieję, że nic nie wypapla.

– Eiri…

– Co? – spytała dziewczyna głosem wciąż przepełnionym żądzą krwi.

Kyousuke uniknął jej spojrzenia.

– Nic… jak to powiedzieć… Przepraszam. Ja…

– W porządku.

– He?

– Powiedziałam w porządku! Nie musisz tego przypominać… W porządku! – krzyknęła Eiri, cała czerwona jak burak. – T-To było głupie z mojej strony… To, co do ciebie czuję… Aaaaa! Co ja robięęęę?! – Kucnęła, łapiąc się za głowę. – Kiedy sobie to przypominam, tak się wstydzę, że chcę umrzeć… Kyousuke, proszę, zapomnij, że to się stało. Zaaaapomnij!

– Och… – Chłopak podrapał się w policzek. Gdyby Kurisu się nie wtrąciła, do czego posunęłaby się Eiri? Kiedy zaczął to sobie wyobrażać, poczuł winę w piersi. Nie tylko wobec Eiri, ale też Renko, która od początku darzyła go uczuciem.

– Braciszku!

Z mrocznych myśli wyrwał go głos dziewczyny z kucykami, która wyszła z łazienki i zaczęła z uśmiechem do niego machać.

– Ayaka…

– Tee-hee. Co za przypadek… – powiedziała, podchodząc bliżej. – O, i Eiri. Co robicie?

Wspomniana dziewczyna, wciąż trzymająca się za głowę, spojrzała w górę i parę razy mrugnęła, zmieszana. – He? – Dochodząc szybko do siebie, wstała i odrzekła: – Ni-Nic. Ni-Ni-Nic takiego nie robię!

– Po-dej-rza-ne. – Ayaka otworzyła szeroko oczy, przypatrując się jej twarzy.

– C-Co? – spytała Eiri, kiedy siostra Kyousuke zbliżyła się do niej i zaczęła ją obwąchiwać.

– Co takiego robiłaś z braciszkiem? – drążyła temat Ayaka, patrząc na Eiri oczami wypranymi z wszelkiego blasku. – Co takiego robiłaś z braciszkiem? Wykorzystywałaś fakt, że cię lubię? Nie mów mi, że próbowałaś wziąć go siłą…

– Ej, Ayaka, jak tam z popularnością twojej wystawy? Jest w klasie gdzieś tutaj, nie?!

– Hmm? – Zapytana odwróciła głowę, spoglądając na brata. Szybko odzyskała blask w oczach. – No tak, jeszcze jej nie widziałeś…

– Właśnie, chcemy ją zobaczyć! – dodała Eiri podniesionym, ale słabym, trzęsącym się głosem.

Ayaka westchnęła.

– No dobrze, rozumiem. Potrafię odczytać aluzję, nie będę o to więcej pytać, ale… – Na moment zamilkła, położyła palec na nosie brata i rzucając mu gniewne spojrzenie, dokończyła: – Braciszku, nie wybaczę ci, jeśli będziesz grać na dwa fronty, jasne?

× × ×

Salę na trzecim piętrze wypełniał śpiew chóru chłopięcego. Kiedy ich oczom w końcu ukazała się wystawa Ayaki, mogli skomentować ją tylko jednym słowem: niewiarygodna.

Ściany, podłoga, sufit, okna, a nawet drzwi były obwieszone zdjęciami.

Kyousuke siedzący w klasie i piszący notatki, Kyousuke wycierający pot po pracach fizycznych, Kyousuke jedzący Śmieciową Górę Ryżu na obiad, Kyousuke siedzący na toalecie?

Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke, Kyousuke.

Zdjęcia przedstawiające chłopaka, prawdopodobnie sięgające aż do początków jego osadzenia w zakładzie, nachodziły na siebie jak łuski ryby, wypełniając każdy, nawet najmniejszy skrawek klasy.

W środku nie było jednak nikogo, najwyraźniej taka artystyczna wizja została uznana za zbyt dziwną. Mimo to Ayaka odwróciła się do Kyousuke i Eiri z szerokim uśmiechem na twarzy, a następnie rozpostarła szeroko ręce i powiedziała:

– Taa-daaaa. To “Mały świat Ayaki”! Wspaniałe, prawda? Sama wszystko zorganizowałam!

PLC06 – NCP02
image-1674

– …

– Poprosiłam nauczycieli i pracowników szkoły o zdjęcia! Tee-hee. Bardzo ciężko nad tym pracowałam. Chciałam, żeby to była całkowita niespodzianka, więc prawie wszystko zrobiłam sama… Ach, to nie tylko zdjęcia! Zebrałam też te rzeczy!

Ayaka wskazała długi stolik przy ścianie, gdzie pod szkłem leżały rzeczy pokroju pukli włosów, zużytych chusteczek, zakrwawionych bandaży czy na wpół zjedzonej bułki. A do tego guziki od mundurka, kapcie, zużyte skarpety, kurtka i bielizna, które zginęły Kyousuke wieki temu.

– Więc to byłaś ty…

– Tak, przepraszam, braciszku. – Ayaka zwiesiła głowę, spoglądając na brata załzawionymi oczami.

„Znowu coś zgubiłeś, Kamiya? Weź się w garść, kretynie! Jak można być takim idiotą? W takim tempie stracisz nawet własne życie… Albo nie, sama ci je odbiorę!”. Kyousuke wiele razy został zbesztany przez Kurumiyę za zgubienie różnych przedmiotów. Mimo tych wszystkich gorzkich wspomnień niezasłużonych kar jego gniew wyparował, jak tylko spojrzał na załzawione oczy siostry.

Miał jej wiele do powiedzenia, ale…

– No dobrze, rozumiem. Doskonaaale wiem, że masz kompleks brata… Jest tu zbyt wiele rzeczy, które można wyśmiać, ale sam nie dałbym sobie z tym rady.

– Sam masz przecież kompleks siostry – niespodziewanie dobiła go Eiri, idąca w stronę okna.

– Niesamowite – skomentowała Maina, pochłonięta obserwowaniem zdjęć na szybie, całkowicie zasłaniających widok na zewnątrz. – Całość jest doskonale zaprojektowana i przygotowana tylko przez Ayakę… Czuć w tym wszystkim jej miłość do Kyousuke. Reety…

– T-Ta… – Eiri pokiwała głową, stając obok Mainy.

Ayaka odrzuciła wszelkie próby pomocy przy jej wystawie. Teraz już było wiadomo, że nie chciała, aby ktokolwiek mieszał się do jej „małego świata”, upakowanego po sufit Kyousuke. Jednak na paru zdjęciach widniały też inne osoby: Renko, Eiri, a nawet Maina. Najczęściej przewijała się Renko; po przejrzeniu wszystkich fotografii wyliczyli, że znajdowała się na jednym na dwadzieścia zdjęć. Jak rozmawiała z Kyousuke, jak jadła z nim obiad, jak pomagała mu się uczyć; obejmująca go, dociskająca piersi do jego pleców, masująca mu plecy, wchodząca z nim do łóżka…

– Ha?!

– O co chodzi, braciszku?

Ayaka przechyliła głowę, widząc, jak Kyousuke rzucił się biegiem do ściany na drugim końcu pokoju.

– Co go tak zaskoczyło? Wisi tam coś ohydnego?

– O rety, to przecież zdjęcia z łazienki i toalety… Jest tu coś gorszego?

– Ha-ha-ha… Och, t-t-t-to są takie zdjęcia…

Kyousuke uśmiechnął się po zerwaniu dwóch zdjęć ze ściany i ukryciu ich za plecami.

Jak ona je w ogóle zdobyła? Szpieguje mnie cały czas?!

Znieruchomiał z przerażenia, patrząc na siostrę, ta jednak tylko zachichotała.

Po włożeniu zdjęć do kieszeni Kyousuke do niej podszedł.

– He? C-Co to…? – Głos Eiri drżał.

– Hm?

Dziewczyna wskazywała palcem zdjęcia Renko w łazience męskiego internatu, gdzie używała piersi jak gąbek, żeby umyć ciało Kyousuke.

– Heeeeeee?!

Widząc tę fotografię, z chłopaka prawie uszło życie. W panice chciał je zerwać, ale poleciało w górę i przykleiło się do sufitu… gdzie nie było samo. Znalazło się obok sześciu innych fotografii tej samej sceny. Na szczęście słupy światła zasłaniały wszystkie ważniejsze części ciała, jednak i tak…

– T-Ty… Miałam podejrzenia, ale nie sądziłam, że jesteś taką bestią. Tego nie da się usprawiedliwić. Ty obrzydliwa, zboczona świnio!

– Ch-Chwila! To nieporozumienie! To wszystko robiła Renko…

– A co powiesz na te zdjęcia? Nie widzę, żeby zmuszała cię do obmacywania jej piersi.

– Ghhhh!

– Tee-hee. Nie ma to jak macanko, co, braciszku? Tee-hee.

Kyousuke skulił się pod presją lodowatych spojrzeń Eiri i Mainy. Zakrywając uszy, wyjąkał żałosnym głosem:

– Ni-Nic nie mogłem na to poradzić, dobra? Przychodzi do mojego pokoju, czy nawet do łazienki… Poddałem się tylko trochę pokusie…

– Trochę? Tylko trochę… Hmm. Są tu zdjęcia, jak poddajesz się pokusie w innych sytuacjach.

– Aach! Tu są też takie, Eiri… Łaaa! T-Te są bardziej… stymulujące… Ojeju.

– Tee-hee. Miałam jeszcze lepsze, ale przekraczały granicę, więc zamknęłam je w bezpiecznym miejscu. Użyję ich, kiedy będą potrzebne, braciszku!

– Powinien już zdechnąć…

– Ojejku, Kyousuke naprawdę jest zboczeńcem!

– …

Parę minut później.

Skulony w kącie pokoju Kyousuke nadal był bombardowany komentarzami dziewczyn.

– Rety, serio jest okropny. Co mu strzeliło do głowy? Nie mogę w to uwierzyć!

– Ojejciu. Nie możemy w ogóle wchodzić do męskiego internatu… Pewnie popiera ich pani Reiko. Kyousuke ma jej wsparcie od zakończenia festiwalu sportowego.

– Tak, tak. W końcu zrozumiała, jak wspaniały jest mój braciszek! Teraz będziemy mogli zostać prawdziwą rodziną!

– He? Ale przecież wasi rodzice to normalni ludzie, prawda? Nie ma szans, żeby zaakceptowali morderczynię jak Renko…

– Racja. To niemożliwe, nie?

– Oczywiście. Czemu w ogóle przyszło mu do głowy, że nie mieliby z tym problemu?

– Cóż, można powiedzieć, że mama i tata są pewnego rodzaju lekkoduchami… Wszystko im jedno i nie mają żadnych silnych poglądów na wychowanie dzieci. Poza tym prawie cały czas wyjeżdżają służbowo i bardzo rzadko bywają w domu.

– Naprawdę?

– Tak. Co nie, braciszku?

– Owszem. – Kyousuke uniósł głowę z kolan. – Chociaż mama zajmowała się nami, aż podrośliśmy… Aż do wypadku taty, kiedy byłem w gimnazjum. Upił się, spadł na tory i został potrącony przez ekspres…

– Zginął?

– Po wyrzuceniu w powietrze trafił go pociąg jadący w przeciwnym kierunku.

– He?! Przecież to śmierć na miejscu!

– Nie, nie. Jest zdrowy jak ryba, chociaż w tamtym czasie prawie zginął. To właśnie wtedy mama zaczęła z nim pracować i teraz razem latają po świecie.

– Ni-Niewiarygodne.

– Brzmi jak opis jakiegoś superbohatera…

Zdziwienie dziewczyn było oczywiste. W porównaniu do ojca Kyousuke był najzwyklejszym człowiekiem, chociaż…

– Nieważne, jakimi lekkoduchami się wydają, nie mogę uwierzyć, że twoi głupi rodzice nie pomagają swoim dzieciom w takiej sytuacji…

– Co nie, braciszku? Po tym, jak cię aresztowali, próbowałam się z nimi skontaktować, ale nie odpowiadali. Pewnie nawet nie wiedzą, że coś się stało.

– Ojejciu. Ni-Nieważne, jak was wychowywali, to…

– Ciekawe… – Eiri zrobiła gorzką minę. Była wyraźnie zmartwiona o Kyousuke i Ayakę. – Zakład musi mieć jakiś sposób radzenia sobie z rodzinami i krewnymi osadzonych. Skoro nie mogliście się z nimi skontaktować, może…

– W porządku – Kyousuke uspokoił Eiri, wstając z podłogi i strzepując kurz ze spodni. – Ten stary drań nie jest taki miękki. Mama zresztą też nie. Pewnie już zdali sobie sprawę, że zniknęliśmy, i są wściekli. Jeśli sytuacja im pozwoli, pewnie przyjadą tu, żeby negocjować bezpośrednio z zakładem.

– Tee-hee. Prawdopodobnie. Mama i tata są prawdziwymi potworami.

Słysząc tę wymianę zdań pomiędzy rodzeństwem, Eiri i Maina spojrzały na siebie.

– Hmm. Skoro tak myślicie, chyba wszystko jest w porządku.

– S-Skoro wychowali waszą dwójkę… Z jakiegoś powodu mam przeczucie, że muszą być naprawdę silni!

– Nie… – Kyousuke pokręcił głową w odpowiedzi. Z gorzkim uśmiechem na twarzy, przypominając sobie swoich rodziców, powiedział: – Mama i tata… Zwłaszcza tata… Słowo „silni” nie jest w stanie ich opisać. Gdyby stracił nerwy, nawet Kurumiya by się zmoczyła ze strachu.

× × ×

MOŻECIE OGLĄDAĆ WYSTAWĘ,

ALE JEŚLI COŚ ZGINIE, CZEKA WAS POWOLNA ŚMIERĆ!

Ayaka powiesiła znak przed klasą, po czym cała czwórka opuściła nowy budynek szkoły i skierowała się w stronę sali gimnastycznej.

Wewnątrz pokrytego graffiti budynku widzowie siedzący w rzędach na składanych krzesłach oglądali występy uczniów na scenie.

– Jedna ładna pani, dwie ładne panie, tę pominiemy, trzy ładne panie… E-he-he-he.

– Ha?! Czemu się na mnie patrzysz?

– Ach, jedynie próbuję rzucić żartem, chociaż wolałbym robić to w cztery oczy…

– Czemu patrzysz się na moje krocze?!

– Ej, laseczko, może przedstawimy jakiś skecz? Tylko zamiast żartami rzucę cię na łóżko.

– Nie zdradzaj mnie!

– Ghhh!

Kiedy Kyousuke i dziewczyny dotarli do gimnazjum podczas występu komediowego Shinjiego i Tomomi, akurat uderzony metalowym kijem baseballowym w policzek Shinji wymiotował krwią?

– Tomomi, czekaj, naprawdę go uderzyłaś!

– No i co z tego?!

– T-Tomomi?! Chwila! Tego nie ma w scenariuszu!

– No i co? No i co? No i co z tego?!

– Co, u licha?!!

Kurtyna upadła, zasłaniając widok Tomomi okładającej Shinjiego do nieprzytomności kijem baseballowym.

Grupa Kyousuke usiadła z tyłu i otworzyła swoje broszurki z programem festiwalu.

– Eee, następne jest Blood Veil Brides, więc…

– A po nich Renko, braciszku. Idealnie trafiliśmy!

– O rety, rety. Myślicie, że Shinjiemu nic nie będzie? Stracił przytomność i miał drgawki…

Ziew.

Według planu występów o jedenastej trzydzieści Renko miała wystąpić razem z resztą członków GMK48, w skład których wchodzili pozostali uczniowie klasy 1-B.

Renko opisała ich jako „Czterdziestoośmioosobowy zespół grający chaotyczny death electro-core metal, ze mną jako liderką, który koncertuje pomiędzy zleconymi morderstwami. Mama odkryła, jak mogę przekodować moją morderczą melodię na prawdziwą muzykę i zasugerowała utworzenie zespołu. Użyliśmy numery Morderców Morderców i nasze maski jako elementy rozpoznawcze!”. Kyousuke zawsze myślał, że ta kapela była jedynie jednym z żartów Renko, jednak najwyraźniej naprawdę istniała.

– Łał, ale masa ludzi. Kiedy weszliśmy, było prawie pusto…

Chociaż GMK48 składał się z kryminalistów, zebrał całkiem pokaźne grono fanów, tak więc na czas ich występu sala gimnastyczna wypełniła się po brzegi. Musiano nawet usunąć składane krzesła w pierwszych rzędach, żeby zrobić miejsce dla stojących widzów, zebranych tuż pod sceną. Wielu z nich miało zawieszone na szyjach maski przeciwgazowe z logiem zespołu.

– Renko jest aż tak sławna?

– Cóż, w zakładzie na pewno.

Kyousuke obserwował, jak na scenie montowano żelazną barierkę oddzielającą widzów od pozostałych miejsc siedzących, za którą było widać ogromną ilość uczniów, którzy tak jak on przyszli tam w swoim wolnym czasie.

Od czasów festiwalu sportowego rozpoznawalność Renko wystrzeliła ponad sufit. Dziewczyna stała się popularna w całym zakładzie, a nie już tylko pośród klas pierwszych. Być może prześcignęła w popularności nawet Syamayę.

Kyousuke poczuł trudną do opisania mieszankę dumy i niepokoju, kiedy pomyślał o jej uczuciach do niego. W końcu jednak humor mu się polepszył, a miejsce tamtego dziwnego uczucia zajęła niecierpliwość.

– Ej, Ayaka, długo jeszcze?

– Trzy minuty, braciszku. Po co w ogóle pytasz, skoro widzisz przecież zegar?

– O rety, rety. Nie mogę się doczekać. Tak się denerwuję. Nie przywykłam do atmosfery podczas występów na żywo. Jejciu…

Ziew.

Pozostały do występu czas wypełnili rozmowami.

W końcu światła przygasły i na sali gimnastycznej rozległ się deathmetalowy ryk. Grająca do tej pory muzyka ucichła, scenę oświetliły czerwone światła, a kurtyna w kolorze świeżej krwi powoli zaczęła się unosić.

– Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Kiedy tylko wyłoniły się figury członków zespołu, widzowie zaczęli wiwatować. Nawet grupa Kyousuke wstała z krzeseł, żeby lepiej widzieć scenę.

Oślepiające światła padły na zespół. Wśród jego członków znajdowali się: Chihiro (ciemnoczerwona gitara), Machirou (czarna gitara), półnagi, pokryty tatuażami chłopak, który robił jakąś dziwną pozę (bas), Bob na syntezatorze, Renji (perkusja), a także dwójka innych uczniów. Cała siódemka stała nieruchomo.

Renko pojawiła się dopiero po chwili, wchodząc z boku sceny, kiedy kurtyna już zniknęła. Sala gimnastyczna zaczęła wrzeć, jednak momentalnie ucichła, kiedy dziewczyna wzięła do ręki mikrofon. Wszyscy z niecierpliwością czekali na jej pierwsze słowa…

– Cycki!

Widzowie zgromadzeni pod sceną zaczęli szaleć.

– Łuusz. To test mikrofonu! Ach, tak, cycki, cycki!

– Cyyyyckiiiiiiiiiii!

– Trochę podekscytowani jesteśmy, co?

Renko zaśmiała się z widzów, po czym wyszła przed zespół. Postawiła stopę na głośniku, po czym powiedziała:

– Dziękuję, że przyszliście na nasz występ! Z GMK48 jesteśmy dziś tu tylko ja i Renji, ale koledzy i koleżanki z klasy zastąpią brakujących członków zespołu, dzięki czemu będziemy mogli zaśpiewać wszystkie nasze piosenki! Nazywamy sięęę… – Renko zaczęła się pochylać, a jej głos stopniowo robił się coraz niższy, przechodząc w growl. – Muuurdeer Faaaaith!

Pozostała siódemka uczniów stojących do tej pory bez ruchu na scenie nagle ożyła, a po sali rozeszły się: niski, rytmiczny bas, dźwięki perkusji uderzanej tak mocno, że skóry ledwie wytrzymywały, brutalne riffy gitar, mogące rozsadzić bębenki uszne, i elektroniczne skrzypienie dochodzące z syntezatora. Chwilę później rozbrzmiał growl Renko.

– Hiaa!

– Iiii!

Ayaka i Maina podskoczyły w miejscu, zatykając uszy.

Renko miała wyjątkowo niski deathmetalowy growl, osiągalny jedynie przez nadludzkie gardło Urodzonego Mordercy, dodatkowo wzmocniony przez mikrofon. Po obu stronach sceny stały ogromne głośniki, z których rozbrzmiewała okrutna melodia oraz wokal tak niski i zniekształcony, że nie dało się zrozumieć ani słowa. Ponad nią rozwieszono kolorowe reflektory oraz lasery.

Sylwetki widzów, widoczne jedynie dzięki błyskom jasnych świateł, wyciągnęły ręce w stronę sceny i zaczęły podskakiwać. Uwaga wszystkich zebranych w upakowanej po brzegi sali gimnastycznej uczniów skupiała się na ośmiu muzykach na scenie. Widownia próbowała jednocześnie spożytkować całą energię pompowaną w nich przez muzykę.

Renko, śpiewając, szalała po scenie, rzucała włosami w rytm brutalnej melodii i wymachiwała swoimi wytatuowanymi rękoma, doprowadzając publiczność do wrzenia.

– Niesamowite – powiedział do siebie Kyousuke.

Renko miała na sobie maskę, więc nie widział jej jasnoniebieskich oczu. W dodatku dzielił ich spory dystans, a on siedział w ciemności, więc wątpił, czy naprawdę dała radę go zobaczyć, jednak miał przeczucie, że ich spojrzenia się spotkały. Nawet wydawało mu się, że słyszy jej śmiech.

W tym momencie głos dziewczyny uległ zmianie. Przeszedł z niskiego growlu do czystego, pełnego gracji kobiecego śpiewu.

– Renko…

Zaczęła śpiewać w innym języku, więc Kyousuke nie rozumiał piosenki, jednak wyłapywał pojedyncze słowa, jak serce, pocałunek czy uśmiech, a z sentymentu w jej głosie czuł, że wyraża swoją miłość do niego.

Nie przejmowała się rękoma widzów wyciągniętymi prosto w jej stronę. Śpiewając, patrzyła prosto na niego, a on nie mógł odwrócić od niej wzroku. Jej piękny głos, kapryśność, naiwność, pasja, sama egzystencja pochłonęły go całkowicie.

Dla niej mogę umrzeć. – pomyślał nagle.

Moment później dziewczyna znowu zaczęła szaleć na scenie i śpiewać niskim growlem, a Kyousuke, przyciągnięty wcześniej przez jej uczucia, wrócił na ziemię, klepiąc się w oba policzki.

Nie, nie, chwila! Na pewno ją lubię, a wręcz kocham i jestem gotów, żeby dać się jej zabić! Ale oddanie swojego życia z własnej woli byłoby przecież… niemożliwe.

Renko kochała Kyousuke, a on odwzajemniał to uczucie, chociaż nie wyznał jej tego twarzą w twarz. Mimo to dziewczyna go nie zabiła, co dowodziło szczerości jej uczucia. Kiedy Ayaka szalała, próbując zabić brata, Renko powiedziała „Kocham Kyousuke i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby uniknąć sytuacji, w której by cierpiał. Dla niego jestem w stanie powstrzymać mój morderczy impuls, i to bez względu na jego siłę. Powstrzymuję zazdrość, niepokój, żądze, sam cel mojej egzystencji. Nawet jeśli wydaje się to niemożliwe, dla niego jestem w stanie powstrzymać to wszystko”. Dlatego właśnie czekała, aż Kyousuke sam będzie chciał, aby go zabiła. Jednak on nie był w stanie w stu procentach odpowiedzieć na jej uczucia. Kochał jej radosną stronę, jednak nie mógł zaakceptować tej ciemnej: brutalnego Urodzonego Mordercy. To wymagałoby więcej czasu?

Mimo to…

Kiedy po głowie Kyousuke zaczęły krążyć najprzeróżniejsze myśli, ryk Renko ze sceny ucichł, a muzyka uległa zmianie. Gitarowe riffy sprawiały wrażenie, jakby się zacinały, syntezator wydawał z siebie dźwięki, jakby był zepsuty, a światła na scenie zaczęły pulsować. Dało się przez to zobaczyć jedynie cienie członków zespołu, wyglądające, jakby poruszały się klatka po klatce, tworząc naprawdę widowiskowe przedstawienie.

Renko szalała na scenie, jednak w pewnym momencie upadła na ziemię, co przy tym oświetleniu wyglądało, jakby spadała w zwolnionym tempie.

Na początku Kyousuke myślał, że była to część występu, jednak muzyka nie ustawała, oświetlenie wróciło do normy, a Renko się nie podnosiła. Widzowie, do tej pory szalejący, także zauważyli tę dziwną sytuację. Dopiero po chwili reszta zespołu przerwała graną piosenkę.

– Renko? Ej, Renko, nic ci nie jest?! – Bob potrząsała dziewczyną, jednak ta nie poruszyła się nawet o centymetr.

– Renko?

W tym momencie Kyousuke usłyszał w myślach przerażające słowa, jakie usłyszał od Reiko po festiwalu sportowym: „Renko umrze. Zapewne niedługo”.

Niemożliwe…

– O nie, c-c-c-c-co się stało z Renko?!

– Udar cieplny?

– Nie za wcześnie? To dopiero pierwsza piosenka, poza tym wcale nie jest tak ciepło.

– Renko…

– Braciszku? Masz przerażającą minę, coś nie…?

– Renkoooo!

– Hiia?!

– Kyousuke?!

– Kyousuke?!

Chłopak odepchnął Ayakę na bok, następnie zostawił za sobą zaskoczone Eiri i Mainę, przeskoczył metalową barierkę, przepchał się przez tłum prosto do sceny i ignorując gorzkie słowa i protesty obsady, pobiegł prosto w stronę Renko.

Nie mogąc wyrzucić z głowy przerażających myśli, zaczął desperacko wołać jej imię:

– Renko! Renko! Renkoooo!

× × ×

– Nic ci nie jest? – spytała Ayaka.

Kyousuke siedział na ziemi przed salą gimnastyczną. Wciąż się trzęsąc, położył dłoń na policzku i odpowiedział:

– Tak jakby…

Eiri, stojąca za zmartwioną Ayaką, westchnęła:

– Rety. Co ty wyprawiasz? Powiedziałam przecież, że to udar cieplny. Rany…

– Ha-ha-ha… No tak. Nie myślałem, co robię.

Kiedy Kyousuke dobiegł do Renko, ta odzyskała już przytomność, wzięła do ręki mikrofon i wyjaśniła sytuację.

To naprawdę był jedynie udar cieplny, po prostu za bardzo szalała po scenie. Wystarczyło parę łyków wody przez słomkę i po wydaniu z siebie histerycznego śmiechu wznowiła przedstawienie, które odbyło się już bez żadnych przerw i skończyło po zagraniu sześciu piosenek.

Kyousuke nie dał już rady wrócić na swoje miejsce, tak więc został pod sceną wraz z innymi widzami. Parę razy wpadł w wir pogo, gdzie pochłonięci muzyką fani odpychali się wzajemnie i wymachiwali kończynami bez żadnego składu. Został tam wielokrotnie uderzony w twarz i kopnięty, co poskutkowało wieloma siniakami i innymi urazami. Czasem też lądowała na nim osoba skacząca w tłum ze sceny. Cały obszar tuż przed zespołem wyglądał jak pole bitwy albo obraz przedstawiający buddyjskie piekło. Jak tylko występ się skończył, Kyousuke wybiegł od razu z sali gimnastycznej, ratując swoje życie?

– O nie… – Szczęki Mainy się trzęsły. – To było okropne. Kiedy wychodziliśmy z sali gimnastycznej, wielu gości wynoszono na noszach. Ni-Niektórzy byli cali we krwi…

– Podle się czuję, mówiąc to, ale po prostu nie rozumiem tak brutalnej muzyki. Jestem w końcu pacyfistką i słucham tylko słodkiego popu!

– Dokładnie. Nie sądzę, żeby pacyfizm miał z tym cokolwiek wspólnego… Ale mnie też się nie podoba. Nie mogę zrozumieć słów i jest o wiele za głośna.

Ayaka wydymała policzki, a zgadzająca się z nią Eiri zasłoniła uszy.

Cała czwórka była całkowicie wykończona po występie Murder Faith, grupy Renko, i przez jakiś czas siedzieli, odpoczywając przy kwietniku.

Kyousuke powątpiewał w wyjaśnienia Renko i chciał z nią porozmawiać po zakończeniu występu, ale po ostatniej piosence na scenę wlała się fala fanów, tak więc nie był w stanie nawet się do niej zbliżyć. Poza tym Eiri i pozostałe dziewczyny nie wiedziały nic o jej stanie zdrowia po użyciu Overdrive’u, tak więc i tak nie mógłby z nią otwarcie porozmawiać.

Kyousuke z ponurą miną spojrzał w niebo.

– Co jest, koteczki? Wyglądacie na zmęczone.

Podeszła do nich osoba w kolorowym stroju maskotki sportowej, „Beast of the Gale” Haruyo Tanaka. Trzymała w lewej ręce różnokolorowe balony, co idealnie pasowało do jej kostiumu.

– Ach, T-Tanyakya…

– Maina, z pewnością prosiłam cię, żebyś nazywała mnie Haruyo, prawda? Nie jesteśmy przyjaciółkami?

– Ha-ha-haha. To plawda… Haruyo?

– Całkowicie mnie pokonałaś, możesz być z siebie dumna. Jesteś bardzo silna. – Haruyo z satysfakcją pokiwała głową, jednocześnie głaszcząc głowę Mainy. Z kolei ta zrobiła skrępowaną minę, kuląc się.

To było trudne do uniknięcia.

Podczas jednej z konkurencji festiwalu sportowego Maina strąciła maskę kostiumu Haruyo, którego ta nigdy nie zdejmuje, co stanowiło ogromne osiągnięcie. Tanaka zawstydziła się, że wszyscy w zakładzie zobaczyli jej twarz, wpadła w szał i próbowała zabić świadków tego wydarzenia, ostatecznie pod wpływem szoku tracąc przytomność oraz pamięć tego wydarzenia?

Jakimś sposobem jednak zapamiętała Mainę jako silną osobę, która ją pokonała, i uznała ją za swoją rywalkę. Gdyby jednak odzyskała wspomnienia, bez wątpienia na miejscu zabiłaby Mainę, która właśnie z tego powodu tak stresowała się w jej obecności. Grupa Kyousuke, przyglądająca się wszystkiemu z boku, także przejmowała się obecną sytuacją. Główną przyczyną zmartwień nie była jednak siła Haruyo ani jej możliwy atak, ale przede wszystkim możliwość aktywacji niezdarności Mainy wywołanej stresem.

– O rety… Haruyo, eee, r-rozdajesz te balony?

– Mhm. Tobie też jeden dam. Proszę.

– Dzi-Dziękuję.

Maina ostrożnie wzięła żółty balon.

Haruyo następnie dała po jednym reszcie grupy.

– Heh-heh. Kosztują po dziesięć dolarów, ale to będzie prezent ode mnie dla młodszych kolegów.

– To o wiele za drogo…

– Czyste zdzierstwo!

– Oh-ho-ho! – Haruyo zaśmiała się w dziwny sposób. – To nie byle balony. Są wypełnione narkotykami. Żeby odlecieć, wystarczy je przebić i powąchać powstałą chmurę!

Nie możesz sprzedawać takich rzeczy!

– Wyglądacie na zmęczonych, więc przebijcie je i odlećcie sobie. Tylko ostrzegam, że jak efekt minie, poczujecie się wyjątkowo podle i od razu zapragniecie kolejnego. Drugi balon kosztuje dwadzieścia dolarów, a trzeci czterdzieści. Podwajam cenę z każdym kolejnym!

– To podłe!

Nie chcieli się uzależnić, więc oddali balony. Haruyo mruknęła niezadowolona i odeszła. Moment później jakieś dziecko, któremu towarzyszyła mama, krzyknęło:

– Mamo, chcę balona!

Cała grupa poczuła się nagle nieswojo.

– Wracamy?

– Tak. Zaraz zaczyna się moja zmiana.

– Rety, rety. O-Ona jest naprawdę straszna.

– Balony wypełnione narkotykami, co? Może powinniśmy jednak wziąć jeden, tak na wszelki wypadek.

Wstali z ziemi i ruszyli w stronę nowego budynku szkoły. Po drodze mijali plac ze stoiskami pokroju „Piekielnie przyprawiona yakisoba”, „Kulki z ludzkiego mięsa”, „Napoje z sików byka” czy „Naleśniki nadziane wnętrznościami”. Kiedy dotarli już do celu…

– He? Czy to nie…

– Czy to nie Kyousuke Kamiya i jego mała grupka? Heh-heh.

Dokładnie na środku placu przed budynkiem usłyszeli znajome głosy dochodzące z budki „Kebaby tysiąca cięć”. Dwaj uczniowie zasłaniający twarze chustami ze wzorem w czaszki ruszyli w ich stronę.

– Bracia Yatsuzaki…

– Siema, koty.

– Dobrze się bawicie, świeżaki?

Spytali przyjaznym tonem, blokując im przejście. Niższy z braci o drobnej budowie nazywał się Takakage, zaś wyższy, lepiej zbudowany i mający całą twarz w bandażach Motoharu.

– Łaaa. – Ayaka zakryła dłonią usta. – Co za okropne rany! Kto ci to zrobił?

– Ty! – Oczy Motoharu aż się przekrwiły z żądzy krwi.

Ayaka w ogóle się tym nie przejęła, wręcz pokazała mu język.

– Naprawdę? Tee-hee. Baaaardzo przepraszam! Nie pamiętam każdego nic nieznaczącego śmiecia, którego sprzątnęłam. Przepraszaaaam, jakkolwiek się tam nazywasz!

– Chcesz, żebym pociął cię na kawałeczki? – Motoharu w gniewie zmarszczył czoło.

– Eee?! A-Ayeczko… – Maina pociągnęła Ayakę za rękaw, a Eiri westchnęła i położyła dłoń na czole.

– Przecież prosiłem cię, żebyś ich nie prowokowała! – zaczynający się pocić z nerwów Kyousuke skarcił siostrę.

– He? Przecie ich nie prowokuję. Mówię jedynie prawdę! Kim oni w ogóle są?

– Heh-heh. Interesująca jak zawsze, co? – Nowa osoba włączyła się do rozmowy. Był to najstarszy z braci, Takamoto, średni pod względem wzrostu i budowy, który obserwował zajście z budki z jedzeniem. Podszedł do Ayaki, trzymając półtorametrowe ostrze.

– Nie bądź taka pewna siebie, bo to ciebie zaraz tam obrócę. – Chłopak wskazał stoisko, gdzie obracał się pocięty kawał wołowiny.

Ayaka zerknęła, po czym rzuciła:

– B-Braciszku, zgłodniałam! Możemy wykorzystać na stoiskach te kupony na jedzenie, które dostaliśmy, prawda? Skoro już tu jesteśmy, przegryźmy coś. Ach, ale omińmy ten Kebab tysiąca cięć, wygląda po prostu ohydnie.

Trzej bracia spojrzeli na siebie.

– Zabijemy ją?

– Zabijmy ją.

– Dobra.

– Heh?! Chwila…

– Tee-he. Jeśli myślicie, że dacie radę, proszę. Takie szprotki mogą zaatakować mnie jednocześnie. Nic a nic się nie boję! Pobij ich, braciszku!

– Ja?!

Ayaka ukryła się za plecami brata, pokazując język. Motoharu i Takakage wyciągnęli swoje ostrza, otaczając ich ze wszystkich stron?

Całe to zamieszanie przyciągnęło uwagę zebranych w pobliżu gości.

– Co to?

– Jakiś występ?

Kyousuke próbował uspokoić braci Ripper Jack:

– Chwila! Przepraszam za wszystko, co powiedziała Ayaka, więc…

Jednak nie przyjęli jego przeprosin.

– Giń!

Kiedy Kyousuke zasłonił siostrę przed zbliżającymi się atakami braci…

– Przepraszam za wtrącenie się.

– …?!

Osoba ubrana w jasnoczerwony strój wślizgnęła się między nich, złapała braci za nadgarstki i wykręciła je, dzięki czemu upuścili swoje ostrza, a następnie przystawiła stalowy wachlarz do nosa Motoharu.

– Przepraszam za agresywne zachowanie. Jeśli nie chcesz jeszcze więcej bandaży na sobie, zamilknij, dobrze? – zagroziła lodowatym głosem nowo przybyła osoba.

Kyousuke, Ayaka i w szczególności Eiri przyglądali się z niedowierzaniem nieoczekiwanemu gościowi.

– Kagura…

– Hej, siostrzyczko, dawno się nie widziałyśmy. Co to za strój? Jest ci w nim tak dobrze, że serce aż mi podskoczyło! Chociaż spódniczka wydaje się trochę za krótka… Jak zawsze wyglądasz wspaniale. W porównaniu do ciebie…

Wciąż wyprowadzająca pchnięcia swoim metalowym wachlarzem Kagura zmrużyła oczy, spoglądając na stojącą za bratem Ayakę.

– Głupia jak zawsze, co, zjebana Ayako? Czy jedyny lek na twoją głupotę to śmierć? W sumie dla wszystkich byłoby teraz lepiej, gdybym pozwoliła im cię zabić.

Ayaka uśmiechnęła się radośnie.

– Irytujesz jak zawsze, bezużyteczna Kaguro. Nie sądzę, żeby twój kompleks siostry wyleczyła nawet śmierć, ale dla wszystkich byłoby lepiej, gdybyś teraz tu zdechła.

Przez dłuższą chwilę dziewczyny spoglądały na siebie w ciszy.

– Tcz. Ocaliłam ci życie, a ty odpłacasz się taką nienawiścią. Nie pojmujesz swojej sytuacji?

– Doskonale ją rozumiem! Nie ty mnie ocaliłaś, zrobił to mój braciszek! Tacy jak oni mnie nie zabiją!

– Beznadziejna obsesja na punkcie rodzeństwa, co?

– Zamknij się, dzieciaku z kompleksem siostry!

– Sama się zamknij, smarkulo z kompleksem brata!

– Kagura, wystarczy.

Kłótnię przerwał kobiecy głos.

– P-Pani Fuyou…

Fuyou Akabane, głowa rodu Akabane, znanej rodziny zabójców, matka Eiri i Kagury. Towarzyszyli jej kobieta i mężczyzna w maskach Noh, którzy pełnili rolę jej służących. Kobieta uśmiechnęła się chytrze.

– Kaguro, naprawdę… Wiem, że bardzo się cieszysz na spotkanie z Eiri i Ayaką, ale cię poniosło. Kontroluj się.

– Ach!

Na dźwięk tych słów zarówno Ayakę, jak i Kagurę wmurowało.

– Z-Zawsze wiedziałam, że śmierdząca Kagura jest po prostu tsundere. Czyżby tak naprawdę mnie lubiła? Odrażające!

– W-W żadnym razie! Proszę przestać tak żartować, lady Fuyou! Kto by lubił takie coś jak Ayaka? Naprawdę… – marudząc, Kagura zamknęła swój wachlarz.

– Przepraszam za brutalne zachowanie mojej córki – zwróciła się Fuyou do trzech braci, którzy nie mieli zielonego pojęcia, co się właściwie dzieje. – Mam nadzieję, że nie odnieśliście żadnych ran.

– Ha-haaa…

Fuyou delikatnym głosem spytała ich o zdrowie. Następnie podniosła ostrza leżące na ziemi i podając je Takamoto, powiedziała mu na ucho:

– Jeżeli raz jeszcze podniesiecie rękę na te osoby, przypłacicie to życiem?

– …?!

Takamoto zbladł i zaczął się trząść.

– Ho-ho – zaśmiała się głowa rodu Akabane, tracąc zainteresowanie trzema braćmi, a następnie spojrzała na Kyousuke i ukłoniła się głęboko. – Dawno się nie widzieliśmy, Kyousuke, Ayako i Eiri. A któż to za wami? Jakiś przyjaciel? Miło mi poznać, jestem mamą Eiri.

– Eee?! M-Mama Eiri?! M-M-M-Miło mi posnać! N-Nazywam się Maina Igarashi! Jestem kolesanką z klasy Eiri… Ojejciu… – Maina podczas przedstawiania się przejęzyczała się raz za razem.

– Rety, rety. – Fuyou uśmiechnęła się szeroko. – Kolejna twoja przyjaciółka.

– Więc przyjechałaś, matko. Przypuszczałam, że tak zrobisz. – Eiri, podchodząc do matki, rzuciła spojrzenie uciekającym braciom Yatsuzaki.

– Oczywiście. To szkolny festiwal mojej kochanej córki. To naturalne, że wezmę w nim udział. Ponieważ pozwolono nam wziąć innych członków rodziny, zabrałam ze sobą Kagurę i Basarę.

– Ten playboy zniknął gdzieś, żeby podrywać dziewczyny.

– Jak zawsze…

– Serio… Chociaż z tobą nie może się równać, Kyousuke.

– W jakim sensie?

– Nieważne.

– Ojej, oh-ho-ho-ho. Ale dobrze się ze sobą dogadujecie. – Fuyou radośnie zaśmiała się na widok spojrzeń, jakie rzucali sobie Eiri i Kyousuke.

Stojący za nią służący w maskach Noh czekali posłusznie.

Wydawało mi się? – Kyousuke wyczuł dobiegające od nich przenikliwe spojrzenie, przez co poczuł się nieswojo.

– C-C…?

– Eiri. – Kiedy Kyousuke miał spytać o służących, Fuyou otworzyła swoją czerwoną parasolkę i przechylając głowę na bok, spytała: – Możesz mi trochę potowarzyszyć? Tak dawno się nie widziałyśmy. Pochodź trochę z nami po stoiskach. Oczywiście Kyousuke i Ayaka też są zaproszeni.

× × ×

– Matko, Muramasa, Ryou i Ran nie przyjechali z tobą?

– Niestety. Tym razem musieli zostać w posiadłości pod moją nieobecność. Poza tym byłoby trudno poruszać się tak dużą grupą… Wiesz, tak na wszelki wypadek.

– Na wszelki wypadek?

– Ho-ho. – Uśmiechając się, Fuyou obróciła swoim parasolem.

Grupa Kyousuke, która początkowo planowała wrócić do swojej kawiarenki, ostatecznie poszła obejść festyn razem z rodziną Akabane. Co prawda nie mogli tak po prostu bez słowa zlekceważyć obowiązków, ale na szczęście Maina zaoferowała im swoją pomoc:

– Nie martwcie się o wasze zmiany! Powiem wszystkim, że macie bardzo ważną sprawę do załatwienia!

Po tym się rozdzielili i piątka (a jeśli liczyć dwóch służących, siódemka) ruszyła sprawdzać stoiska na terenie zakładu.

– Mamo, chcesz iść w jakieś konkretne miejsce?

– Chyba powiedziałam ci, żebyś tak jej nie nazywała, zjebana Ayako.

Ayaka zadała pytanie prowadzącej ich od jakiegoś czasu Fuyou, co spotkało się z natychmiastową reakcją Kagury.

Fuyou odpowiedziała, zerkając przez ramię:

– Tak, Ayako. Jest pewne miejsce, w które chciałabym się udać. Jednak nie mam nic przeciwko małemu zboczeniu z kursu, więc nie wahaj się pytać, jeśli chcesz gdzieś pójść.

– Dobrze! Zrozumiałam, mamo!

– Tch!

Kagura, słysząc odpowiedź Ayaki, strzeliła językiem, po czym zagryzła naleśniki z wnętrznościami, które kupiła na placu, i podała je idącej obok niej Eiri.

Kyousuke, obserwując, jak siostry wymieniają się jedzeniem co gryz, cały czas się zastanawiał, dokąd kieruje się Fuyou.

Kobieta weszła do szkoły przez główne wejście, przeszła przez całe piętro, a potem schodami po przeciwnej stronie budynku na kolejne, jednak nie okazywała najmniejszego zainteresowania stoiskami.

W końcu minęli pokoje nauczycielskie na trzecim piętrze skrzydła B, jednak Fuyou się nie zatrzymała, docierając w końcu do drzwi z czerwonym napisem „zakaz wstępu”.

– Matko, dalej już nic nie ma.

– Oh-ho-ho. No już, chodź.

Ignorując komentarz zdziwionej córki, kobieta otworzyła kluczem drzwi na dach – do miejsca, w którym doszło do pewnego zajścia pomiędzy Kyousuke i Eiri parę godzin wcześniej.

– No już. Chcę ci coś powiedzieć.

– D-Dobrze…

Kiedy tylko reszta podążyła za nią, użyła klucza do ponownego zamknięcia za sobą żelaznych drzwi. Grupa Kyousuke oraz Fuyou z obstawą stanęli po przeciwnych stronach dachu ogrodzonego kratą zwieńczoną drutem kolczastym, mierząc się wzrokiem.

Bez żadnego ostrzeżenia Kyousuke otrzymał cios w twarz.

– Kyousuke?!

– Braciszku?!

Atak był tak nagły, że chłopak nie zdążył wydać z siebie nawet krzyku. Wyleciał w powietrze, rozbryzgując dookoła krew z nosa, następnie uderzył w podłogę i przetoczył się po niej, aż uderzył w ogrodzenie. Bolał go żołądek, ledwie łapał oddech, a prawy policzek, w który go uderzono, bolał tak bardzo, jakby płonął.

– Ghh…! C-Co?

Kiedy wciąż zamroczony Kyousuke próbował wstać, mężczyzna w masce Noh, który przed chwilą go uderzył, ruszył w jego stronę, jednocześnie strzelając nadgarstkami.

Zaraz mnie zabije… – pomyślał Kyousuke.

– Matko?! Co się dzieje?! Przestań! Matko!

– Braci… kiaaa?! Co ty robisz? Puszczaj! Puszczaj, powiedziałam!

Eiri chwyciła Fuyou, Ayaka natomiast próbowała pobiec w stronę brata, złapała ją jednak kobieta w masce Noh i przygwoździła do ziemi.

Kagura, przyglądając się temu, jedynie ziewnęła.

– Śmieć… – rzucił Kyousuke, wycierając krew z nosa i jednocześnie gniewnie spoglądając na mężczyznę w masce, który roztaczał wokół siebie aurę gniewu.

– Sam jesteś śmieciem, cholerny gnojku! – krzyknął tamten w odpowiedzi, jednocześnie podnosząc chłopaka.

– He? – Jego głos wydawał się znajomy, jednak Kyousuke nie mógł uwierzyć własnym uszom. – Nie… Niemożliwe…

W tym samym momencie usłyszał histeryczny krzyk Ayaki:

– Eeeee?! Mama! Maaaamaa!

Kobieta zdjęła maskę Noh oraz perukę, a następnie przejechała palcami po długich, brązowych włosach i mrużąc oczy, będące tego samego koloru co Ayaki, z uśmiechem powiedziała:

– Tak. Dawno się nie widzieliśmy, skarbie.

– He? D-Dlaczego tu jesteś, mamo?

– Ach, za tobą też tęskniłam, Kyousuke!

– Dlaczego?

– To nasza kwestia! – Kiedy Kyousuke patrzył z niedowierzaniem w stronę matki, mężczyzna w masce przyciągnął go bliżej do siebie, krzycząc: – Co robisz w takim miejscu, ty cholerny szczylu? Oddaliśmy ci z Sanae dom pod opiekę, nie?! Powierzyliśmy ci pilnowanie Ayaki, nie?! Więc jakim, kurwa, sposobem tu skończyłeś, co?!

– Ghhh!

– Braciszku?!

– Nako, uspokój się. Dusisz go.

Po interwencji Ayaki oraz matki Kyousuke został zwolniony z uścisku mężczyzny. Padł na ziemię, ledwie chwytając oddech i cały czas mając wrażenie, że jego gardło zostało zmiażdżone.

– B-Braciszku, nic ci nie jest?

Mężczyzna spojrzał na Kyousuke i próbującą mu pomóc Ayakę, a następnie zaśmiał się przez nos.

– Ha! Słaby jak zawsze, gówniarzu! Dlatego bez względu na to, ile minie czasu, wciąż będziesz „normalny”. I ty nazywasz się moim synem? Spróbuj za parę stuleci treningu.

– T-Ty…

Kyousuke, zaciskając zęby, rzucił spojrzenie mężczyźnie.

To zarozumiałe, aroganckie nastawienie, wulgarne słownictwo, a przede wszystkim fakt, że uderzył i dusił własnego syna, nie pozostawiały wątpliwości.

– Zamknij się, staruchu! Gdzie żeś był i co robiłeś przez cały ten czas?!

To naprawdę był Naoki Kamiya, ojciec Kyousuke i Ayaki, który zostawił ich, wyjeżdżając do pracy za oceanem.