Katastrofa w środku nocy – Secret Track

– Mordercy Morderców…

Dzień po zakończeniu festiwalu sportowego Fuyou Akabane wracała do domu swoją czerwoną limuzyną, której używała do podróżowania po Japonii. Oglądała swoje nagrania z kamery, konkretnie chwilę triumfu swojej córki, jednak walka tamtych potworów wciąż chodziła jej po głowie. Ich siła, wytrzymałość, szybkość i okrucieństwo znacznie odbiegały od możliwości normalnych ludzi. Naprawdę podziwiała inteligencję i technologię, które pozwoliły stworzyć takie twory, tym bardziej że nawet ród Akabane, wliczając w to sam dom Fuyou, miał problemy z utrzymaniem odpowiedniej jakości wyszkolenia, jednak…

– To wciąż jedynie podróbki poniżej wszelkich standardów. Heh-heh-heh. Nawet jeżeli w rodzie Akabane potrzebujemy czasu, żeby nauczyć naszych technik, nasi zabójcy nie mają ich wad oraz defektów. Poza tym sztuczne tworzenie ludzi jest nie do pomyślenia, to zostawia ich bez tradycji oraz pozycji społecznej.

W tym momencie zabrzmiał elektroniczny dzwonek. Fuyou wyjęła prosty telefon komórkowy z rękawa i wcisnęła zielony przycisk, żeby zaakceptować połączenie.

– To ja.

– Lady Fuyou.

– Och, Murasaki…

Fuyou, słysząc znajomy głos, otworzyła szeroko oczy. Po drugiej stronie telefonu był Murasaki Akabane, jej drugi syn, który wykonywał zadanie za oceanem.

– Nawiązałem kontakt z celem – powiedział szorstko, od razu przechodząc do tematu. – Co mam zrobić?

– Podaj mu telefon.

– Przyjąłem – odpowiedział chłopak.

Fuyou zatrzymała oglądany filmik, położyła dłoń na piersi i wzięła głęboki oddech. Po chwili w słuchawce zabrzmiał męski głos.

– Słucham? Tu Kamiya…

– Naoki? Kopę lat! Tu Fuyou! – Głęboki wdech nie dał rady uspokoić jej podekscytowania. Kontynuowała radosnym głosem: – Wciąż żyjesz. Wspaniale. Sądziłam, że na pewno ktoś cię już dopadł. Ile to lat minęło? Nie widziałam cię od pogrzebu Masato, więc pewnie z sześć? Naprawdę kopę lat, Naoki! Wciąż jesteś szaleńczo zakochany w Sanae? A właśnie, Murasaki już pewnie ci powiedział, że poznałam wasze dzieci! Kyousuke to wykapany ty, a Ayaka jak kropka w kropkę Sanae. To naprawdę dobre dzieci. Zwłaszcza chłopak, którego chcielibyśmy przyjąć do naszej głównej rodzi…

– Zaaaaamknij się! – zabrzmiał gniewny krzyk z drugiej strony słuchawki, na tyle głośny, że kobieta musiała oddalić telefon od ucha. – Przestań tak ciągle skrzeczeć. Serio mnie wkurzyłaś. Okropna jak zawsze. Naprawdę żal mi Masato, chociaż już nie żyje. – Po chwili Naoki Kamiya się zaśmiał. – No dobrze, zostawmy Masato. To wszystko prawda? – spytał poważnym tonem. – Nasze dzieci zostały wciągnięte do przestępczego świata i umieszczone w placówce, która zbiera morderców i szkoli ich na zawodowych zabójców. Dobrze zrozumiałem?

– Tak… – Fuyou pokiwała głową, poprawiając pozycję, w której siedziała. – Twoje nazwisko nie należy do rzadkich, ale osobiście ich spotkałam. Kyousuke i Ayaka, prawda? Nie mam co do tego wątpliwości. Przetrzymują tam twojego syna.

– Tcz… Nie powinnaś się ze mną w ogóle kontaktować. Więc sugerujesz, że grupa, która na nas teraz poluje, jest powiązana z tamtą szkołą?

– Tak. Jednak nie samą szkołą, a bardziej główną częścią organizacji. To spora firma i ma wiele korzeni w przestępczym świecie, więc zwykłe metody wydostania ich stamtąd raczej nie wchodzą w grę. Nawet rodzina Akabane nie chce z nimi walczyć. Ale… Kocham mojego męża. Kocham go ponad wszystko na tym i na następnym świecie. Jeżeli to dla dobra Masato, dla dobra naszych dzieci, które mu urodziłam, i dla dobra jego byłego partnera, mojego przyjaciela Naokiego, użyczę mojego wsparcia.

– Mówisz poważnie? – Ton jej rozmówcy nagle się zmienił.

Fuyou z uśmiechem na twarzy odpowiedziała:

– Oczywiście. Jeżeli chcesz, ród Akabane zapewni wam bezpieczeństwo i pomoże w odbiciu dzieci z rąk organizacji.

– … – Naoki milczał przez chwilę, zaskoczony słowami Fuyou. – Za darmo? – spytał po długiej przerwie. – Co chcesz w zamian? Fuyou uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Nic.

– Co?

– Nie chcę nic w zamian. Nie wezmę za to żadnych pieniędzy, nie musisz się tym martwić.

– Nie, nie, chwila, teraz zacząłem się martwić. Coś tu nie gra. Masz jakiś inny motyw. Naprawdę jesteś Fuyou Akabane? Zła, sadystyczna Czerwona Kołyska, która zraniła Masato i zmusiła do małżeństwa… prawie go przy tym zabijając? Możesz mówić, że nie chcesz pieniędzy, ale na pewno coś knujesz…

– Naoki – zaczęła Fuyou cicho, jednak asertywnie. – Miłość oznacza robienie rzeczy bez zapłaty. Cena? Opłata? Proszę, zachowaj dla siebie takie prostackie domysły. Dlatego właśnie bez względu na to, ile czasu minie, nigdy nie będziesz zasługiwać na Sanae.

– …

Naoki zamilkł. Tak jak Fuyou przewidziała, dalej siedział pod pantoflem żony. Czemu mężczyźni są tak tchórzliwi? Ukrywając swoje zniesmaczenie, Fuyou mówiła dalej:

– Więc to jest moment, w którym dziękujesz mi za okazaną miłość i się poddajesz. W końcu chyba zdajesz sobie sprawę ze swojej sytuacji.

Naoki głęboko westchnął.

– No tak… – przyznał. Jego głos zdradzał silne zmęczenie, co było zrozumiałe; w końcu od pół roku polowali na niego elitarni mordercy.

W końcu szybko ustalili, że Naoki przyjmie propozycję Fuyou i ochronę rodu Akabane. Kiedy kobieta odkładała telefon, na twarzy miała wymalowaną satysfakcję. Na ekranie przed nią film został zatrzymany na obrazie jej kochanej córki oraz przyszłego zięcia, trzymających się za ręce podczas „Znajdź i zniszcz”.

– Heh-heh-heh. Eiri, nie martw się. Oddzielę Kyousuke od twoich rywalek. Praca za darmo? Wolne żarty!

Kobiety są w końcu kłamcami. Dzięki temu, że Naoki i Sanae Kamiya byli jej dłużnikami, nie mogli sprzeciwić się rodowi Akabane, więc uzyskanie wsparcia dla związku Kyousuke i Eiri miało się okazać dziecinnie proste. Pozostawał problem konfliktu z organizacją. Doszła do wniosku, że musi tylko poradzić sobie z jedną osobą, po czym wyjaśnienie sprawy bez przyszłych problemów nie powinno być trudne.

Fuyou uśmiechnęła się, puszczając po raz kolejny nagranie od początku.