Ceremonia zakończenia – Outroduction

Kiedy chaos ostatniego przedstawienia dobiegł końca, rozpoczęła się ceremonia zakończenia. Po szesnastu szalonych konkurencjach pierwsze miejsce w festiwalu sportowym zajęła klasa 1-A. Kyousuke jednak przez odniesione obrażenia nie mógł uczestniczyć w ceremonii. Doszło jednak do jego uszu, że Mizuchi ujawniła uczniom klas pierwszych prawdziwe przeznaczenie placówki – szkolenie młodych morderców na zawodowych zabójców. Wszystko miało być wyjawione na początku drugiego roku, jednak z powodu zamieszania spowodowanego przez Renko zdecydowano zrobić to już teraz. Dodatkowo ogłoszono także, że Renko i Renji to stworzone sztucznie przez Reiko maszyny do zabijania. W taki właśnie sposób zakończył się festiwal sportowy.

– Łaaaaa. Co za niespodzianka! Było w niej wiele dziwnych rzeczy, ale nigdy bym nie przypuszczał, że o to chodzi. Heh-heh. W końcu dostaliśmy wszystkie odpowiedzi.

– No! Szok! Zostaniemy zabójcami! Zajebiście! Zupełnie jak w mandze, nie? Kya-ha-ha! Nie mogę się doczekać. Sądzicie, że dadzą nam jakąś broń?

– Wiedziałem, że z tym zakładem jest coś nie tak, ale najwyraźniej to Renko i jej brat stanowią tu prawdziwy problem. Być stworzonym jedynie do zabijania – czy to nie straszne? Kamiya jest zresztą takim samym potworem, skoro walczył z obojgiem.

– Hee-hee-hee. Witajcie w podziemiu, pukając do nieba bram…

– GMK! GMK! Mor-der-cy! Mor-der-cy!

1-A świętowała swoje zwycięstwo, w klasie aż wrzało od podekscytowania. Maina na ceremonii zakończenia odebrała medal w imieniu przywódcy drużyny, ponieważ Kyousuke nie był w stanie tego zrobić z powodu odniesionych ran.

– O nie… Uspokójcie się… Rety…

Po swoich występach w dwóch wyścigach została wybrana na reprezentantkę klasy.

– Niezdaro – zawołała Tomomi, wstając ze swojej ławki, po czym podeszła do Mainy i położyła ręce na jej szyi – nie każ nam się uspokoić, psujesz nastrój! Powinniśmy jeszcze bardziej szaleć! – dodała z uśmiechem.

– Heee?! – krzyknęła Maina.

Tomomi ją puściła, kładąc palec na jej policzku.

– Jak mam to powiedzieć… Przepraszam, że nazwałam cię ciężarem i kłopotem dla nas wszystkich. Prawdę mówiąc, to ja tu dałam ciała po całości.

– He?

Maina nie miała pojęcia, jak zareagować na takie słowa od kogoś, kto wcześniej cały czas jedynie jej ubliżał.

– Właśnie! – krzyknął Shinji, podchodząc do Tomomi. – Tomomi… Tam była. Znaczy się, wiele nie zrobiła. Była taka żądna krwi, a nikogo nawet nie drasnęła. Ty z kolei…

– Haaaa?! Czemu po mnie jedziesz, Shinji?! Jesteś podły. Tracisz znowu u mnie punkty. W cholerę dużo punktów.

– Nieeee?

Shinji zrobił zszokowaną minę, Tomomi odwróciła od niego głowę, a Oonogi i Usami rzucili w ich stronę niewybrednym komentarzem. Nawet Maina dodała od siebie:

– Ha-ha-ha. Shinji, nigdy się nie nauczysz, co?

Najwyraźniej dzięki festiwalowi sportowemu zbliżyła się do reszty klasy. Gdyby zyskała dzięki temu zwycięstwu trochę pewności siebie, bez wątpienia ograniczyłoby to liczbę ofiar jej okropnej niezdarności. To mogło wydawać się dla niej odległą przyszłością, jednak podobno na dnie puszki Pandory, oprócz cierpienia i nieszczęść, można było znaleźć także nadzieję. Pozostało jedynie modlić się za Mainę oraz Czarną Pandorę oczywiście. Patrząc na swoją klasę, Kurumiya oczyściła gardło, a następnie napisała na tablicy plan na resztę dnia. Wliczało się w niego przyjęcie z okazji zwycięstwa, które miało się odbyć w dużym audytorium w nowym budynku szkoły i trwać aż do rana.

– Ciężko na to pracowaliście. Tym razem, i tylko ten jeden raz, to uznam. Widzę, że nie chcecie mnie w ogóle słuchać, ale wam odpuszczę. Aż do zakończenia świętowania nie tknę mojej rury.

– Hiyaaaa-ha-ha! Moja kochana Kurumijcia! Wygraliśmy, tak? Dałem z siebie wszystko, tak? Zgodnie z obietnicą moja nagro…

– Ach, tak. Chodź ją odebrać.

– Ghhhhh!

Irokez podbiegł do Kurumii, jednak ta zalała go gradem ciosów, a po klasie rozniosły się krzyki chłopaka oraz tryskająca z niego krew. Przyglądająca się wszystkiemu ze swojego miejsca Eiri szeroko ziewnęła.

– Tak bardzo chce mi się spać… Cholerny śmieć. Jak następnym razem go zobaczę, zafunduję mu kopnięcie w krocze. – Najwyraźniej efekt toksyny jednego z przyjaciół Busujimy wciąż jeszcze nie do końca ustał.

– No już, już. Nie denerwuj się. Jesteś w jednym kawałku, więc wszystko dobre, co się dobrze kończy, nie?

– Wcale nie! – Eiri rzuciła Kyousuke gniewne spojrzenie, wciąż walcząc ze snem. – Myślałam, że zginiesz. Powiedziałam, że cię obronię, ale to Renko zawdzięczasz życie. Nie ma nic bardziej wstydliwego… – rzuciła, po czym zagryzła wargę.

– Eiri…

Kyousuke nie wiedział, co odpowiedzieć. Odkąd odwiedził jej dom, rozumiał, jak bardzo zależy jej na nim. Szczerze cieszył się z tego, jakimi uczuciami go darzy, jednak…

– Braciszku, jesteś wspaniały. Prawie przerobili cię tam na mielone, a teraz wyglądasz jak nowy! Nawet Irokez nie może się z tym równać – powiedziała Ayaka wyjątkowo radosnym głosem, prawdopodobnie chcąc rozwiać ponurą atmosferę, która właśnie zaczynała się tworzyć.

– Nie… – Kyousuke zmarszczył czoło. – To była tylko fałszywa odwaga. Poza tym daleko mi do dobrego stanu…

Prawdę mówiąc, wciąż miał kłopoty z chodzeniem, nie wspominając nawet o kilku złamanych żebrach w miejscu, w którym Renji kopnął jego bok, czy też obrażeniach wewnętrznych, których wyleczenie miało zająć trochę czasu. To najprawdopodobniej najgorsze rany, jakie odniósł od dwóch lat, kiedy to gang motocyklowy przejechał po nim ponad trzydzieści razy, a potem przez godzinę okładał go metalowymi kijami baseballowymi. Albo nawet od czasu, kiedy pobił go ojciec…

– I tak jesteś wspaniały! Każda inna osoba by tam zginęła. Nawet Renko wciąż pozostaje nieprzytomna – powiedziała Maina.

– Ni… – Kyousuke powstrzymał się przed odpowiedzią.

Renko straciła przytomność po pokonaniu Renjiego i nadal jej nie odzyskała, zupełnie jakby wykorzystała resztki swoich sił. Gdyby jednak było to spowodowane zmęczeniem zawodami i walką z bratem, znając Renko, już dawno wróciłyby jej siły i zdrowie. Jednak…

– Pani Kurumiyo?

– Tak, Kamiya?

Nauczycielka przerwała bicie Irokeza i spojrzała na Kyousuke. Cała była ubabrana we krwi, a jej stalowa rura aż się wygięła.

– Eee… Mogę na chwilę pójść do gabinetu pielęgniarki? Wrócę na zabawę. – Kyousuke podrapał się w tył głowy, odwracając spojrzenie od krwawej sceny.

Zauważając ból w jego głosie, Oonogi spytał zmartwiony:

– He? Co jest? Boli cię coś? Trzymasz się?

– Co… – rzucił z niezadowoleniem Shinji. – Bez naszego przywódcy dobrą zabawę szlag trafi. Twoje zdrowie czy nasze morale, co jest dla ciebie ważniejsze?!

– He?! Oczywiście, że zdrowie, ty półmózgu! Chyba jaja sobie robisz! – Tomomi wyciągnęła papierowy wachlarz i zdzieliła nim Shinjiego po głowie.

– Hee-hee-hee – zaśmiał się Usami. – Pewnie nie chodzi o rany, tylko o cycuszki. Chce się zakraść i obmacać Renko podczas snu. Może nawe… – Zanim dokończył, Ayaka rzuciła w niego swoim piórnikiem.

– Hmph – burknęła Kurumiya, odwracając się. – Pewnie chcesz odwiedzić Renko. Idź więc. A masz…

– O taaaaaaak!

– Dziękuję.

Kyousuke wyszedł z klasy, ignorując krzyki Irokeza, który dał się w pełni pochłonąć masochistycznej przyjemności. Kyousuke zszedł na parter, po drodze mijając klasę 1-B, gdzie Busujima chwalił swoich uczniów za zajęcie drugiego miejsca, a następnie stanął przed pokojem pielęgniarki.

– …

W końcu po dłuższym wahaniu wziął głęboki wdech, przygotowując się psychicznie, i powoli wszedł do środka. Tak jak myślał…

– Siemka. – Kobieta w białym kitlu uniosła rękę na powitanie. Reiko siedziała obok swojej córki, która leżała z założoną maską przeciwgazową na ostatnim łóżku w pokoju. – Witamy z powrotem.

– W-Witam…

Po tej dziwnej wymianie grzeczności nastąpiła niezręczna cisza. W pokoju leżał też Renji. Spał obok siostry i również miał założoną maskę przeciwgazową. Pozostałe łóżka były puste, a pielęgniarka najwyraźniej poszła do sali gimnastycznej, którą ze względu na dużą ilość rannych przerobiono na tymczasowy szpital i to właśnie tam znajdowała się większość uczniów. Reiko powiedziała w końcu cicho:

– Byłam zazdrosna… – Głaszcząc głowę Renko, zdjęła okulary i się uśmiechnęła, spoglądając na nią, chociaż czerwone oczy i ślady łez na twarzy zdradzały, co naprawdę leży jej na sercu. – Jak wiesz, musi cały czas mieć założony limiter. Gdyby nawet go zdjęła, nie zobaczysz jej prawdziwych uczuć, bo wtedy wszystko, co czuje, jest powiązane z zabijaniem. Nawet ja, jej matka, muszę o tym pamiętać, zdejmując jej maskę. Zwłaszcza że tak bardzo ją kocham. W przeciwieństwie do Hijiri i reszty obsady moje ciało jest słabe, więc oddzielały nas stalowe kraty lub ściana, albo też była unieruchomiona. Po prostu nie mogę się do niej inaczej zbliżyć, kiedy nie ma na sobie limitera. Parę razy i tak prawie mnie zabiła. – Kobieta uśmiechnęła się gorzko, następnie wyjęła srebrną butelkę i wypiła jej zawartość. Wytarła usta rękawem kitla, a następnie głęboko westchnęła. – Pewnie mnie nie rozumiesz. Nie możesz znać uczucia, kiedy nie jesteś w stanie objąć własnej córki, chociaż masz ją przed nosem i bardzo tego pragniesz. Ale rozumiem. Chociaż zależy ci na niej, chociaż ją kochasz… Kiedy odpowiedziała na twoje uczucia i próbowała cię zabić, nie czułeś ani miłości, ani radości, jedynie strach. Naprawdę. Rozumiem. Naprawdę rozumiem, jak się czujesz z tym, co musisz ukrywać. Rozumiem, ale… Aaaaa. – Łzy ponownie spłynęły po jej twarzy. Zagryzła wargi, ściskając mocno trzymaną w ręce butelkę. – Ale to nieznośne! Wszystko, czego przez tyle czasu pragnęłam, zostało osiągnięte przez kogoś, kto ledwie ją poznał! Czy to nie okrutne? Do tej pory poddawała się morderczym impulsom, ale po poznaniu ciebie nauczyła się je hamować i pokazywać prawdziwe uczucia, których sama nigdy nie zobaczyłam. Nie dałam rady zmienić Renko, ale tobie przyszło to z łatwością. Aaaa… I jest taką dobrą dziewczyną… Słuchała wszystkiego, co jej mówiłam. Zawsze najpierw myślała o mnie, kochała mnie… Byłam dla niej najważniejsza! Aaaaaaa! – Reiko odrzuciła butelkę i położyła się na łóżku, twarzą w dół. – Rozumiem… I rozumiałam to wcześniej. Naprawdę! Wszystko przez moją samolubność. Chociaż Renko została stworzona jako narzędzie, chciałam, żeby zaznała trochę normalnego życia. Dlatego przeniosłam ją do tego zakładu. Dzięki temu stała się bardziej ludzka, więc powinnam być szczęśliwa. Nie otrzymałam maszyny do zabijania dobrej jakości, jednak osiągnęłam inny cel. Zaszła w niej taka zmiana, jakiej pragnęłam. Musiałam tylko ją wspierać. Mimo to ja… – Kobieta zacisnęła mocniej ręce trzymane na córce, a ramiona zaczęły jej się trząść. – To… wszystko przez frustrację. Zazdrościłam ci, Kyousuke, więc próbowałam zdeptać jej uczucia. Jestem okropna… Jak dziecko. Niczym samolubny smarkacz. Gdybym tylko zachowywała się bardziej dojrzale, gdybym spojrzała na to trzeźwiej… Nigdy by do tego nie doszło! Renko, naprawdę przepraszam!

– Pani Reiko? – Kyousuke przeszkodził płaczącej i bez przerwy przepraszającej córkę kobiecie.

– Hmm? – Reiko usiadła, wycierając łzy rękawem. – Tak?

– Chciałbym o coś spytać, ale… – Kyousuke spojrzał na śpiącą przyjaciółkę i wydusił z siebie pytanie, które gryzło go od zakończenia festiwalu sportowego. – Dlaczego Renko się nie budzi?

– … – Mina Reiko nagle się zmieniła. – Ach… – Zwieszając spojrzenie, spytała: – Wciąż ci nie powiedziała, prawda? – Założyła z powrotem okulary, a następnie spojrzała na chłopaka. – Kyousuke.

– Tak?

Widząc, jak kobieta wstaje z krzesła, chłopak przygotował się na najgorsze.

– Chodźmy w inne miejsce.

× × ×

Reiko zabrała go na dach i zamknęła za sobą drzwi. Na zewnątrz jej lekarski kitel unosił się na wietrze, przez co na tle zachodzącego słońca wyglądała jak duch.

– No więc… – zaczęła, spoglądając na Kyousuke i opierając się o metalowe barierki. Robiło się już ciemno, więc chłopak nie mógł dostrzec wyrazu jej twarzy, jednak głos miała ochrypły od alkoholu i płaczu. – Kyousuke, proszę, nie mów nikomu tego, co zaraz powiem. Dobrze?

– Rozumiem…

– Doskonale. Pozwól zatem, że najpierw zadam ci pytanie. Ile wiesz o Renko? Jej hobby, co lubi, jej parametrach…

– He? No więc jej hobby jest muzyka, prawda? Zawsze czegoś słucha. Jeśli chodzi o to, co lubi, to też będzie muzyka. Hardcore i death metal. A w kwestii wymiarów…

– Nie to miałam na myśli.

– Ach, dobrze.

– Chodzi o Urodzonego Mordercę – zaczęła Reiko. – Maszynę stworzoną do zabijania, naturalnego mordercę, którego wszystkie emocje są powiązane z zabijaniem, jeżeli nie ma założonego limitera. Posiada też nadludzkie możliwości i umiejętności walki. Pomijając te aspekty, wiesz o niej coś więcej?

– Nie. To podsumowało wszystko.

Ponieważ nie chciał doświadczyć bezpośredniego kontaktu z zabójczą osobowością Renko, postanowił w ogóle nie rozmawiać z nią o tej jej ciemnej stronie, zresztą ona sama nie chciała o tym wspominać. Dlatego Kyousuke wiele wiedział o niej samej, jednak prawie nic o Urodzonych Mordercach.

– Doprawdy? – Zamyślona Reiko kiwała głową przez chwilę. – Powiedz – dlaczego twoim zdaniem tworzy się takie osoby jak Renko i Renji?

– He? Żeby zabijać ludzi, tak? – odpowiedział z wahaniem Kyousuke.

– Nie do końca.

– Słucham?

– Pomyśl o tym. Zabicie jednej osoby nie jest takie trudne, prawda? Jeżeli ma się specjalną broń, odpowiednie podejście albo po prostu wystarczającą siłę psychiczną, żeby to zrobić, nawet dziecko może zabić dorosłego. Więc czemu posunięto się aż do tworzenia Urodzonych Morderców?

– Żeby… uczynić zabijanie bardziej niezawodnym?

– To też nie do końca prawda. Dla zawodowych morderców siła nie jest priorytetem. Liczy się głównie ukrywanie broni, zdobywanie informacji o celu, wyszkolenie, aby szybko i cicho wykonać zadanie, a także wiedza potrzebna do zabicia celu bez pozostawienia jakichkolwiek śladów. Dlatego właśnie w tym ośrodku szkolącym przyszłych zawodowych zabójców ceni się szczególnie seryjnych morderców, którzy potrafią zabić wiele osób i pozostać nieuchwytni. Siła jest także ważna, może nie tak bardzo w starciach jeden na jednego, ale bywają przypadki, kiedy celowi towarzyszy ochrona. W zależności od zadania nadludzka potęga może okazać się nieoceniona. Właściwie wszyscy elitarni mordercy jak Hijiri czy Busujima posiadają absolutnie potworną siłę, a poza organizacją istnieje wiele takich potworów jak oni. – Reiko obniżyła ton głosu. – Jeśli chcemy kontrolować takie monstra albo eliminować podobne osoby stojące na naszej drodze, musimy dysponować jeszcze większą siłą. Dlatego właśnie stworzono Morderców Morderców. Albo raczej potwory polujące na inne potwory.

– Co?

Reiko podeszła do Kyousuke, zbliżając swoją twarz do jego.

– Pośród nich urodzili się Renko i jej brat, Mordercy Morderców, rozumiesz? Szukając większej siły, rozpoczęto ten projekt sześć lat temu. Renko miała numer siedemnasty, a Renji czterdziesty ósmy. Przy okazji nazwa GMK48…

– Ch-Ch-Ch-Ch-Chwila! – Kyousuke nagle przerwał Reiko. – Sześć lat temu? Jak to możliwe?! Renko ma przecież szesnaście, prawda?

– Posiada ciało osoby w takim wieku, ale tak naprawdę skończyła dopiero trzy lata.

– Co?

Trzy lata? – Kyousuke wyraźnie zszokowało to wyjaśnienie.

– Jej najmłodszy brat, Renji, nie ma jeszcze nawet roku.

– Naprawdę?

– Tak. Cóż, różnią się od ciebie i twoich przyjaciół na wiele sposobów. Jak dla przykładu… – Reiko zawahała się na moment, po czym odwróciła głowę – długością życia.

– Co? – Chłopak nie miał pojęcia, jak zareagować, słysząc te ponuro brzmiące słowa. Albo raczej nie chciał w nie uwierzyć.

– Pomyśl o tym. Gdybyśmy mogli produkować elitarnych morderców na lewo i prawo, nie byłoby powodu do tworzenia takiego ośrodka jak ten. Nie musielibyśmy zadawać sobie tyle trudu, żeby ściągnąć tu utalentowane osoby twojego pokroju. Jednak Mordercy Morderców nie są jeszcze idealni. Na ich możliwości nie ma co się skarżyć, problem stanowi tu długość ich życia. Być może to cena, jaką należy zapłacić za wykorzystanie sztucznie stworzonych organizmów. Na początku nie przeżywały nawet jednego roku. Spośród czterdziestu ośmiu do tej pory stworzonych morderców jedynie siedemnastu osiągnęło naturalny koniec swojego życia. Trzynastu zginęło podczas pracy, reszta umarła w innych okolicznościach. Cała pierwsza generacja, numery od pierwszego do ósmego, już dawno odeszła. Z drugiej od dziewiątego do szesnastego pozostał jeden, a z trzeciej przy życiu są jedynie dwie, w tym Renko.

– T-To…

Mniej niż jedna trzecia? Reiko westchnęła, wyglądając na całkowicie wyczerpaną psychicznie.

– Kyousuke. W pokoju pielęgniarki spytałeś mnie, dlaczego wciąż się nie obudziła. To dlatego, że użyła Overdrive’u.

– Overdrive’u?

– Tak. To sekretna broń pozwalająca przekroczyć limity ich możliwości, co oczywiście negatywnie wpływa na stan ich ciał. Wcześniej traktowano Morderców Morderców jak jednorazowe narzędzia. Jeśli stracisz jedno, zrób sobie kolejne. Nikt nie miał nic przeciwko widowiskowym atakom samobójczym. Ludzie chcący użyć ich jako narzędzia zmusili nas do dodania tej opcji. Nawet pośród Morderców Morderców Renko była wyjątkowym dzieckiem i gdyby wszystko toczyło się tak jak do tej pory, dożyłaby ukończenia szkoły, ale użyła Overdrive’u… Nie, ja zmusiłam ją, żeby to zrobiła – mówiła drżącym głosem Reiko, szukając odwagi do przekazania prawdy chłopakowi, który w końcu zebrał się, żeby wyznać Renko skrywane uczucia. – Renko umrze. Zapewne niedługo.