Konkurencja 5: Płaczek Czyśćca i ryk szaleństwa

Takaya Kiriu

Ranga: A+

Klasa: 3-B

Przezwisko: Honorowy egzekutor

Pseudonim: Under Oath

Seryjny zabójca odbierający życie wszystkich, których uzna za nieczystych według swojej spaczonej wizji sprawiedliwości. Zmasakrował sześć osób do tego stopnia, że nie dało się rozpoznać żadnych szczegółów na ich twarzach, a następnie wrzucił ciała do wanny z kwasem. Obecnie jest wiceprzewodniczącym komitetu dyscyplinarnego oraz drugim po Saki Syamai najbardziej wpływowym uczniem w szkole.

Kurisu Arisugawa

Klasa: 3-B

Przezwisko: Niesławna idolka

Pseudonim: Pretty fucking sick

Teatralna seryjna zabójczyni, odpowiedzialna za śmierć pięciu osób, która nadawała policji, mediom oraz postronnym ludziom role w swoim tzw. Teatrze Koszmarów. Wykorzystywała szokujące i wzbudzające sensację metody zabijania, tworząc „dzieła sztuki” takie jak „ulica ozdobiona ciałami”. Najbardziej problematyczna osadzona zakładu, pozostająca pod ciągłym nadzorem zarówno nauczycieli, jak i komitetu dyscyplinarnego.

PLC05 – NCP11
image-1626

Zapadał zmrok. Pośrodku przeoranego śladami po walkach placu ćwiczeń, na którym odbywały się zawody, stały dwie drużyny rozdzielone białą linią. Czerwoni i niebiescy, wschód i zachód, weterani, którzy tego dnia przetrwali wiele walk o życie. Ich przywódcy trzymali trzepoczące na wietrze flagi swoich klas, wlepiając w siebie spojrzenia. Po jednej ze stron stał niewyróżniający się niczym chłopak, a naprzeciw niego dziewczyna z wyrazistą osobowością w czarnej masce przeciwgazowej. Za nimi znajdowali się uczniowie ustawieni w rzędach po siedemnaście osób, niektórzy cali obandażowani, inni wspierający się na kulach, jednak w oczach wszystkich palił się dziki płomień chęci walki.

Nad polem zmagań rozbrzmiał głos komentatorki:

– Popaaaaprańcy i szmaty, pora na ostatnie przedstawienie! W końcu przyszedł czas na decydujące starcie dziewiętnastego festiwalu sportowego Zakładu Poprawczego Czyściec! Ci wojownicy przeszli przez piętnaście poziomów piekła, a teraz zmierzą się ze sobą w starciu, w którym wygra osoba mogąca ustać na nogach! It’s time to ruuumble! Dajcie mi głośne fuuuuuck!

– Fuuuuuck! – odpowiedzieli głośno widzowie, pokazując środkowy palec w stronę budki komentatorskiej. Grająca w tle ciężka muzyka jedynie dodawała paliwa do tego szaleństwa.

Nie przejmująca się tym Kurisu zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej:

– Wiem! Doskonale rozumiem, jak się czujecie! Fuck, shit, o mój Boże… Kto, u licha, mógł to przewidzieć? Przepychając się łokciami i kładąc na łopatki najsilniejszych uczniów w szkole, przebili się do finału… Te cholerne koty! To niemieszczące się w głowie, pierwsze w historii placówki starcie klas pierwszych! Drugie i trzecie roczniki, cholerni nieudacznicy, pewnie powieszą się teraz ze wstydu! – Kurisu pokazała wszystkim język.

– Więc możesz tak do nich mówić, bo sama nie brałaś udziału w zawodach, tak? – Busujima przejął komentowanie od wybuczanej przez widzów Kurisu. – Zasady są proste. Zawodnicy będą próbować pobić przeciwną drużynę. Klasa mająca najwięcej osób zdolnych do dalszej walki po dwudziestu minutach, bez względu na dotychczasowy wynik punktowy, wygrywa. – Ostatnia konkurencja w niczym nie przypominała zawodów sportowych, to była najzwyklejsza otwarta bitwa. – Wysłuchajmy teraz komentarzy od reprezentantów klas. Na początek Kyousuke Kamiya z 1-A. Powiedz nam, jak się czujesz przed walką.

– …

Kyousuke podał flagę koledze z klasy, przejął mikrofon od Busujimy i wziął głęboki wdech.

– Zmiażdżymy ich – stwierdził, unosząc pięść w powietrze. – To wszystko.

Jego słowa, chociaż krótkie, reprezentowały uczucia wszystkich zebranych wokół: żądzę krwi przeciwnej klasy, podekscytowanie jego własnej drużyny, a także szyderstwa wymieszane z dopingiem, płynące ze strony widzów. Przez chwilę miał wrażenie, że Renko się zaśmiała.

Łuuusz.

– No dobrze, dziękuję. Przejdźmy teraz do reprezentantki zajmującej pierwsze miejsce klasy 1-B, Renko Hikawy. Proszę powiedzieć nam, jak się czujesz przed walką.

Busujima przysunął mikrofon do Renko, ta jednak go zignorowała. Podała flagę Renjiemu, a następnie uniosła obie ręce za głowę. Po chwili rozległ się trzask, a jej maska przeciwgazowa spadła na ziemię.

– …

Płonący od ekscytacji tłum nagle zamilkł. Wszyscy bez wyjątku wpatrywali się z niedowierzaniem w piękną twarz Renko. Z jej nieskazitelnych jak tafla jeziora, niebieskich oczu biło niewiarygodnie chłodne spojrzenie, a usta uformowały uśmiech.

– Zmiażdżymy ich. – Uniosła wytatuowaną rękę, idealnie naśladując swojego przeciwnika. Nawet bez mikrofonu przy ustach jej czysty głos rozniósł się doskonale po boisku. – Cóż… Przynajmniej tak powiedziałeś. Ale naprawdę tak myślisz, Kyousukeee?

Chłopak milczał, wciąż nie znając odpowiedzi na to pytanie.

– Heh-heh. – Renko się uśmiechnęła, otwierając złożoną i uniesioną chwilę wcześniej w powietrze dłoń, a następnie przyłożyła ją do piersi, spoglądając głęboko w oczy Kamii. – Bo ja tak – dodała z pewnością w głosie. Było jasne, że nie mówi w imieniu klasy, lecz własnym, dla własnego dobra, dla dobra Kyousuke. Zupełnie jakby cały ten festiwal sportowy oraz wszystko poza nią samą i stojącym przed nią chłopakiem nie miało dla niej najmniejszego znaczenia.

– Kocham cię, dlatego chcę cię pokonać. Kocham cię, dlatego chcę cię zniszczyć. Kocham cię, dlatego chcę cię zabić. Kocham w tobie wszystko, dlatego chcę posiąść wszystko, co do ciebie należy. Czy to nie jest normalne? Twoje serce, twoje ciało, twoją krew, twoje organy, twój uśmiech, twoją gniewną minę, twoją smutną twarz, twój grymas, kiedy będziesz umierać. Chcę mieć je wszystkie. A ty? Chcesz całą mnie? Chcesz mi się całkowicie oddać? Czy może chcesz moje serce i ciało, ale wzięcie mojej krwi, reszty organów i życia to już za wiele? Heh-heh. No już, Kyousuke, chcę wiedzieć… Co o mnie myślisz? Co do mnie czujesz? Dlatego zamierzam dać z siebie wszystko. Chcę walczyć z tobą na poważnie, rozbić na strzępy skorupę, którą zakrywasz swoje serce, i poznać twoje prawdziwe uczucia. Tak jak pierwszego dnia, kiedy powiedziałam ci, co czuję. Dobrze? – Jej zachwyt i pasja w głosie ścisnęły widzów mocno za serca, czy tego chcieli, czy nie.

– Renko…

Większość osób na widowni była oszołomiona. Nie mieli pojęcia, o czym mówiła, jednak jej słowa miały w sobie pewną przyciągającą siłę, która z jakiegoś powodu ich do niej ciągnęła.

– Renko…

– Przy okazji – uśmiech na twarzy dziewczyny nagle znikł – możesz zatrzymać tę muzykę? Ta kakofonia trzasków jest nieznośna. W końcu znalazłam dobrą melodię, ale coś ją zakłóca! Tak pełne chaosu dźwięki nie mogą się równać z wyszukaną, harmonijną muzyką, która gra wewnątrz mnie. Więc, ty, wyłącz to.

– Eee? Ja? Kurisu Arisugawa? – spytała zmieszana komentatorka.

– Tak, ty z jasnymi pasemkami. – Renko wskazała ją palcem. – Chociaż nie obchodzi mnie, jak się nazywasz.

– Och… Po prostu ciężko cię usłyszeć… Chwila, jesteś kotem, nie? Tak odzywać się do kogoś starsz…

– Zamknij pysk. Wyłącz to natychmiast bez zbędnych komentarzy albo kolejne słowo będzie twoim ostatnim!

– Doooobrze. Zatrzymajcie muzykę, proszę – rzuciła szybko Kurisu do obsady i już po chwili ciężki grindcore zamilkł.

Renko z zadowoleniem pokiwała głową.

– Dobra robota.

Następnie rozciągnęła ręce nad głową, mówiąc:

– No cóż, tak mogę grać. Skoro jesteśmy przygotowani, chyba pora zaczynać. Gotowi?!

Klasa Renko ustawiła się za swoją reprezentantką.

– Taaak! – krzyknęli, unosząc pięści w powietrze. 1-B, całkowicie uwiedziona charyzmą Renko, zdawała się ją ubóstwiać.

Widząc solidarność przeciwników, 1-A się cofnęła.

– Co, u licha, Kamiya? To naprawdę Renko?

– Jest… Superfajna, ale też nieźle walnięta, nie?

– Może jak tylko się zacznie, powinniśmy udawać martwych? Nie chcę jeszcze ginąć…

– Zanim umrę, pragnę przynajmniej raz… Nie, dwa razy pomacać jej cycki.

– GMK! GMK!

– Ej, wiesz, że GMK jest naszym przeciwnikiem, nie? A wy jesteście strasznymi tchórzami! – Eiri uderzyła przestraszonych kolegów wachlarzem, jedną z broni, jaką zdobyli podczas wyścigu zbrojeń, w głowy.

– O nie… Renko zdjęła maskę… O nie…

– Hmmmm. To w jej stylu, ale mamy mojego braciszka po naszej stronie! No i Eiri, i niezdarę! Nie musicie bać się tego potwora z wielkimi cyckami! W końcu nic nie może się równać z małymi piersiami! Hahaha!

– W-W każdym razie, pomijając temat piersi, jeśli teraz się poddacie, to już przegraliśmy! Ja nie mam zamiaru ulec tej szmacie! Słuchajcie, pokażmy, na co nas stać, i ją zajebmy!

– Taaaa!

Niewzruszony tym wszystkim Kyousuke, który też pomógł zagrzać kolegów do walki, spojrzał na Renko, która wychwyciła jego wzrok i uśmiechnęła się w odpowiedzi.

– Iiiii… Co jest z nią nie tak? No bez jaj. Nie musisz wlepiać we mnie tak gniewnego spojrzenia. Cholera, cholera… – Trzęsąca się ze strachu Kurisu kucnęła pod swoim stolikiem.

– No dobrze. Dziękuję za komentarz, panienko Renko. Pora zaczynać konkurencję – stwierdził Busujima, ignorując przerażoną współprowadzącą, po czym sprawdził zegar wiszący obok tablicy wyników. – Wszyscy gotowi? No więc… Ostatnią konkurencję, finałowe przedstawienie dziewiętnastego festiwalu sportowego Zakładu Poprawczego Czyściec, uważam za…

Kiedy tylko dał sygnał do startu, polem bitwy wstrząsnął głośny ryk.

× × ×

Pełen brutalności ryk Renko przeraził nie tylko Kyousuke czy klasę 1-A, ale nawet jej sojuszników z 1-B. Takiego dźwięku nie mogło wydać ludzkie gardło, a przynajmniej gardło należące do młodej dziewczyny.

Chwilę później…

– Cóż, pora zacząć naszą piosenkę, Kyousukeeee!

Renko ruszyła przed siebie, krzycząc głosem niskim, o grobowym tonie. Szła powoli, chwiejnym krokiem, jednak wymachując przy tym rękoma jak tancerka. Jedynie ona sama słyszała muzykę, do której się poruszała. Dla wszystkich innych osób były to nieskoordynowane ruchy oraz intensywne, śmiertelne wręcz pożądanie wypalone w jej czysto niebieskich oczach.

– Tcz, jesteś dziś pełna żądzy krwi, co, Renko?

Kyousuke nie czuł od niej tak silnego morderczego impulsu od dawna, jednak zebrał się w sobie i ruszył do walki.

Otaczający ich uczniowie także rzucili się do bitwy.

– Hiaaa! Jakiego koloru masz kreeeeew?!

– Łaaaaaaaaaa!

– Giń! Giń, giń, giń, śmieciu!

– Będę mieć oko na resztki. Heh-heh. Jeśli ktoś zginie, zadbam o jego zwłoki.

Irokez przeprowadził samobójczy atak, jak zawsze nie myśląc o konsekwencjach, Eiri wyrzuciła wachlarz, wyciągając jednocześnie mały miecz, Maina ruszyła biegiem na oślep, Ayaka rzuciła bluzgami, a Shinji podniósł z ziemi wachlarz Eiri, uśmiechając się potwornie.

Ich przeciwnicy z 1-B…

– Roztrzaskamy sen tego żałosnego plebsu! Azraelu, nadszedł czas na naszą sekretną broń, Apokalipsę w zwolnionym czasie! W rzeczy samej…

– Michirou, co ty wyprawiasz? Przecież to zakończy mecz!

– Dwudziestominutowy stół szwedzki… Pychota! Kogo by tu pierwszego zjeść?

Michirou zaczął rysować na ziemi magiczny krąg, recytując jakąś inkantację, Bob próbowała go zatrzymać, Chihiro ruszyła do przodu, ściskając mocno widelec, a…

– …

Chłopak w szarej masce przeciwgazowej ruszył biegiem za Renko. Chociaż sam zachowywał ciszę, jego kroki były wyraźnie słyszalne.

Silny podmuch wiatru zbiegł się z chwilą, w której obie klasy dobiegły do siebie.

Renko wyskoczyła w powietrze, krzycząc:

– No już, Kyousuke, zaakceptuj moją miłość!

Bum!

Wyprowadziła cios prawą ręką, mierząc w szyję chłopaka z siłą, która wystarczyłaby do przecięcia stali.

– Nie rób sobie jaj! Próbujesz mnie zabić czy co?! – Kyousuke przykucnął, ledwie unikając ataku.

Renko, niesiona siłą pędu, minęła go i przeturlała się po ziemi. Następnie ponownie wyskoczyła w jego stronę, szczerząc zęby i krzycząc:

– Aha-ha-ha, to chyba oczywiste! Moje uczucia są jak najbardziej szczere! Nie będzie najlepiej, jeśli je po prostu przyjmiesz, akceptując szybką śmierć?!

– Wolne żarty!

Renko ponownie na niego ruszyła, tym razem w pozie, jakby chciała go objąć jak zwykle. Na myśl, że teraz objawiła się jej prawdziwa natura, Kyousuke ogarnął strach. Zwykle łagodna dziewczyna przeistoczyła się w brutalną bestię, bezlitosną jak burza, a jednak wciąż niewinną jak dziecko. Miał przed sobą jej prawdziwą twarz, twarz Urodzonego Mordercy, stworzonego tylko i wyłącznie do zabijania. Mordowanie było wszystkim, co znała, jedynym, czego ją nauczono, a jednak…

– Dlaczego?! – krzyknął Kyousuke, unikając furiackich ataków Renko. – Kiedy zatrzymałaś szał Ayaki, powiedziałaś, że zrobiłaś to, bo nie chciałaś, żebym był smutny! Obiecałaś, że zatrzymasz nawet silniejszą chęć zabijania! To wszystko były kłamstwa?!

– Nie kłamałam! – wrzasnęła dziewczyna w odpowiedzi, wyprowadzając jednocześnie cios lewą ręką. – Nie kłamałam, ale nie możemy tego uniknąć, prawda?! Im więcej czasu z tobą spędzam, tym silniejsze są moje uczucia, a jednocześnie tym bardziej chcę cię zabić! Za każdym razem, kiedy zdejmuję maskę, każdej nocy dręczy mnie myśl, jak bardzo chcę z tobą skończyć i że po prostu nie mogę tego zrobić! Denerwuje mnie, jak bardzo pragnę, żebyś się we mnie zakochał, i fakt, że nie potrafię do tego doprowadzić! Irytują mnie myśli, że jesteś tak blisko z Eiri, Mainą i Syamayą, a potem jeszcze bardziej wyprowadza mnie z równowagi moja własna samolubność! Aaaa, tak bardzo cię kocham! Nie należę do dobrze wychowanych dam, chcę samolubnie cię zabić, uczynić tylko moim! Kyousukeee!

– He?

Nie mogąc uniknąć kolejnego ataku, chłopak zablokował cios Renko lewą ręką. Momentalnie silny ból przeszył jego całe ciało. Ten nagły wybuch żądzy krwi był dowodem, że robiła się zdesperowana. Po głowie chodziły jej pewnie myśli typu „mam gdzieś, że to jednostronna miłość” czy „nie obchodzi mnie, co on czuje”. Ta szaleńcza, intensywna melodia grająca w jej umyśle czyniła ją lekkomyślną.

– Piszę piosenkę do tej melodii. Zabij go, zabij. Jeśli to zrobisz, będzie cudownie! Nieważne, że to jednostronne. Zabijesz = wygrasz, więc zabij go szybko! Pobij go na śmierć, nie myśląc o przyziemnych rzeczach! Zaduś go, nie pozwalając mu wypowiedzieć ani słowa! Zniszcz jego ciało, organy, bij, aż będziesz zadowolona! Nie muszę sama się zabijać… Dlatego z radością zabiję, zabiję, zabiję cię, kochanie!

– Ghhh!

Kyousuke oberwał kopniakiem w żołądek, zachwiał się i padł na ziemię. Kiedy próbował złapać powietrze, Renko postawiła nogę na jego klatce piersiowej, dociskając płuca do ziemi. Wyglądała jednak, jakby miała się zaraz rozpłakać.

– A ty? Moje uczucia do ciebie są aż tak mocne, ale co ty myślisz o mnie? Nie musisz odpowiadać wprost. Po prostu… Jeśli ot tak przegrasz tę walkę, będę musiała posłuchać mamy i się poddać…

Renko rozejrzała się dookoła. Z każdej możliwej strony dobiegały krzyki walczących.

– Gya-ha-ha-ha-ha! W porównaniu do ciosów słodkotiri twoje ataki są jak łaskotki! Zmiażdżę was wszystki…

– Co takiego? Nie słyszałam.

Bob przerwała Irokezowi, posyłając go w powietrze potężnym trafieniem.

– Dziękuję za jedzenie!

– Spróbuj tego!

Chihiro rzuciła się w jego stronę, jednak Ayaka posłała ją w powietrze ciosem w twarz.

– Ghhh! Ni-Nie teraz! Uspokój się, Azraelu! Wiem, że aż palisz się do walki, widząc całą tę krew na polu walki po tak długim czasie, jednak… Aaaa, ta żądza krwi… Aaaaaa!

– To bitwa, kretynie! Czemu się powstrzymujesz?!

Shinji uderzył wachlarzem Michirou, który trzymał się za lewą rękę, bredząc od rzeczy.

– A może ty przestaniesz się bawić i w końcu go zabijesz? Przecież pobił wcześniej Aratę i Kagerou! – Tomomi wyrwała Shinjiemu wachlarz i uderzyła nim go w głowę.

W tym czasie Renji, ignorujący wszystkie ataki…

– …?!

– Tcz. To ostrze jest tak tępe czy on tak twardy? Tym nożem nie dam rady nawet go zadrasnąć. Powinnam była jednak przygotować moje ostrza Suzaku.

– O rany, rany… eeee! Aaaaa! Ach, było blisko.

Dla Eiri to była trudna walka. Cały czas próbowała atakować Renjiego, unikając zarówno jego ataków, jak i Mainy, która pozwoliła swojej niezdarności działać i wyprowadzać losowe ciosy młotem. Nikogo nie dziwiła nadludzka zręczność Eiri, Maina jednak wydawała się wkładać wiele wysiłku w to starcie i chociaż wyglądała, jakby zaraz miała uciec, bez strachu raz po raz atakowała przeciwnika. Najwidoczniej zyskała trochę pewności siebie podczas wcześniejszych konkurencji.

Wszyscy bez wyjątku desperacko walczyli o zwycięstwo.

Renko spojrzała ponownie na Kyousuke.

– Ej, chcesz w ogóle mnie pokonać? – spytała. – Czy może wolisz przegrać? Odpowiedz. Odpowiedz, Kyousuke! – Renko uniosła stopę, a następnie wyprowadziła kolejne miażdżące kopnięcie w klatkę piersiową chłopaka.

Ten jednak zdążył przetoczyć się na bok i uniknąć ciosu.

– Nie wiem! – krzyknął, wstając na nogi i zakładając jej jednocześnie hak ramieniem na szyję, co było także jego pierwszym atakiem podczas tej walki.

– Co?!

Rzucił ją na ziemię, a następnie na niej usiadł.

– Chcę wygrać czy nie? Chcę być z tobą rozdzielony czy chcę, żebyś została przy mnie? Kocham cię czy nie? Nie wiem! Tylko – uniósł pięść nad głowę – nie chcę przegrać! Nie wiem na pewno, czy pragnę wygrać, ale… To nie może się tak skończyć, nie z dala od ciebie! To właśnie czuję! Jesteś dla mnie ważna! – krzyczał, wyprowadzając uderzenie.

– …?!

Cios jednak trafił w ziemię obok głowy Renko.

– Kyou… suke?

– Jesteś dla mnie ważna, dlatego – chłopak zacisnął obie pięści – nie chcę cię skrzywdzić. Mogę mówić rzeczy typu „zniszczę cię” albo „nie przegram”, ale sam nie wiem po co. Nie chcę uderzyć cię choćby raz. Po prostu nie mogę tego zrobić.

– … – Renko milczała, jedynie mrugnęła parę razy. – Ha… ha-ha. – Po chwili się zaśmiała, kładąc dłoń na policzku, w który powinien trafić poprzedni cios. – Ha-ha-ha, serio? Co to za egocentryczna mowa? Nie chcesz przegrać, ale też nie chcesz mnie skrzywdzić? Nawet samolubność ma swoje granice. Ha-ha-ha-ha! – Szybko przestała się śmiać, robiąc jednak zadowoloną minę. – Nie denerwuj się, dobrze? To naprawdę dobra melodia. Kiedy po raz pierwszy wyznałam ci uczucia, uderzyłeś mnie prosto w twarz. Ej, czyżby… Twoje uczucia zmieniły się przez ten czas?

– Ach, no chyba.

– Czyli mogę uznać, że zacząłeś się we mnie zakochiwać?

– Ach, cóż, nie sądzę, ale…

– Naprawdę? W takim razie nie mogę teraz przegrać.

– Co?

Renko zamknęła oczy. Cała siła i napięcie opuściły jej ciało, a tempo melodii grającej w jej głowie zwolniło.

– To chyba jest ta słabość wynikająca z miłości. Kiedy usłyszałam, co naprawdę czujesz, moja chęć mordu nagle zniknęła. Gdybym zabiła cię teraz, kiedy zacząłeś się we mnie zakochiwać, wszystko poszłoby na marne. Nie chcę cię już zabić… Po prostu nie mogę tego zrobić. Przegrałam.

– Renko…

– Ale to nie koniec walki – dodała cicho, jakby we śnie. – Musisz wygrać konkurencję. Nawet jeżeli ty nie możesz mnie uderzyć, inni na pewno nie będą mieć przed tym oporu, więc problem znika. Twoje słowa, że nie chcesz przegrać, twoje uczucia, to, że nie chcesz być ze mną rozdzielony… Udowodnij to wszystko, wygrywając tę konkurencję.

Kyousuke zamknął na chwilę oczy.

– Dobrze, zostaw to mnie! – skwitował.

– Hmm? Oooooch! Musiało mnie to ominąć, ale najwyraźniej Kyousuke Kamiya z 1-A pokonał Renko Hikawę z 1-B! Serio? Niesamowite! Oto nasz Rzeźnik z magazynu! Zostawiając nieprzytomną konkurentkę na ziemi, ruszył na innych przeciwników z pełną siiiiłąąąą!

– Widać Arisugawa także nagle odżyła.

Widząc Renko leżącą na ziemi, Kurisu znowu zaczęła tryskać energią, żywiołowo opisując kolejne starcia Kyousuke.

– Fu-ha-ha-ha-ha! Więc w końcu przyszedłeś. Jedyny godny rywal mego przeznaczenia! Azrael także czekał na twe przybycie! Zatraćmy się teraz i stoczmy pełną żądzy krwi walkę! Albo to chciałbym powiedzieć, ale na starcie ze mną wciąż jest za wcześnie. Nadal przed tobą Renji Hika…

Kyousuke posłał Michirou na deski jednym uderzeniem.

– Heh-he-he-he-he. Od czego mam zacząć? Policzek? Ręka? Ramię? Pierś? Noga? Wszystko wygląda tak przepysznie.

Zerwał Chihiro z leżącej na ziemi Ayaki i odrzucił ją na bok.

– Ale ty jesteś uparty! Ile trzeba, żebyś padł na ziemię? Może lepiej będzie cię przewrócić i…

Następnie zerwał papierową torbę z głowy Bob, która trzymała Irokeza za kołnierz i okładała go raz za razem. Dziewczyna natychmiast zasłoniła swoją twarz obiema dłońmi.

Od rozpoczęcia ostatniej konkurencji minęło już dziesięć minut. Po zajęciu się z grubsza resztą przeciwników Kyousuke stanął naprzeciw swojej największej przeszkody, Renjiego Hikawy.

– Zdejmij go!

Biegnąc w stronę przeciwnika, wciąż zajętego walką z Eiri i Mainą, zebrał całą swoją siłę w jednym ciosie.

– …?!

Wielkie ciało Renjiego zachwiało się po przyjęciu ataku.

Eiri wykorzystała moment, żeby wskoczyć za jego plecy, a Maina, leżąca na ziemi, otworzyła oczy.

– Kyousuke?

– Padnij, padnij, padnij!

Kyousuke nie zatrzymał swoich ataków. Wyprowadzał kolejne ciosy jeden za drugim.

– Ksss?!

W końcu, po otrzymaniu ósmego uderzenia, Renji padł na ziemię. Widzowie zaczęli szaleć na widok potwora, którego brutalna siła niszczyła wszystko na swojej drodze, leżącego na łopatkach.

– Kyo… Kyousuke jest taki fajny!

– C-Co, u licha, jest nie tak z tymi pierwszakami? Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę…

– Ta, wiem, co czujesz.

– Niesamowite! Powalił gościa, który rozłożył mnie jednym ciosem?

– Ha… ha-ha!

– Poddaję się. Nie ma szans, żeby nawet nasza trójka miała z nim szansę.

– Sam też jest potworem…

– Zabije go…

– Bądź sprawiedliwością, nie zatrzymuj się!

– Dobrze, Kamiya, przygwoźdź go do ziemi i dobij!

– Oooooooch!

Na skrzydłach dopingu Kyousuke rzucił się na Renjiego. Usiadłszy na wielkoludzie, wyprowadzał ciosy to z prawej, to z lewej ręki prosto w jego twarz.

Jednak na tym się nie skończyło.

– Hya-haa! Zabij go!

– Heh-heh-heh. Teraz ta jego maska nie wydaje się taka straszna! Zmiażdżę twoje jaja!

– Tee-hee. Zabrałam przeciwnikowi piłę, użyj jej.

– To jego słaby punkt!

– O rety, wybacz nam, GMK!

– A żebyś zdechł!

Uczniowie 1-A, którzy wciąż stali jeszcze na nogach, dołączyli do okładania Renjiego, co wznieciło tumany kurzu wokół miejsca walki. Klasa 1-B chciała ich zatrzymać, jednak nie byli w stanie. Skończyło się na tym, że sami zostali przy tym nieźle obici.

– …

Kiedy kurz opadł, Renji leżał płasko na ziemi, cały poobijany, a jego maska ledwie się trzymała.

– Hah-ha-ha-ha… Udało się? – W końcu zatrzymując swoje ataki, Kyousuke spojrzał na szarą maskę przeciwgazową i uniósł dłoń, obolałą po wszystkich wyprowadzonych ciosach, w powietrze.

– Udało się! – krzyknęli wszyscy radośnie.

Jednak chwilę później…

– Renji, zabij.

Przez głośniki dobiegł chłodny głos, a Renji w mgnieniu oka skoczył na nogi, wydał z siebie potworny ryk i wyprowadził cios w stronę stojącego do niego plecami Kyousuke.

– Kyousuke, uważaj!

– He?

Jednak chłopak nie miał czasu na odpowiedź. Uniknął ciosu jedynie dzięki Mainie, która odciągnęła go na bok.

Bum!

Uderzenie było tak silne, że aż ziemia zaczęła się trząść. Zebrani dookoła tego miejsca uczniowie uciekli w przerażeniu.

Kyousuke upadł na ziemię, a Maina na niego, jednak cały czas oczy miał wlepione w miejsce, w którym stał chwilę wcześniej.

– He?

Ledwie dochodziło do niego, co się wydarzyło. Cios Renjiego był jak kula armatnia; wbił się w ziemię, zostawiając ogromny krater w miejscu uderzenia.

– Ha-ha-ha-ha. To się doigrałeś. He-he-he – powiedziała radośnie Reiko przez mikrofon. – Sam obudziłeś lwa. Gdybyś uciekał przez resztę czasu, mógłbyś wygrać, ale własnymi rękoma zniszczyłeś jego limiter. He-he. Co za głupiec…

– Ksss…

Kiedy Reiko się śmiała, Renji wyciągnął dłoń z ziemi, a następnie sięgnął nią za głowę.

Klik.

Limiter utrzymujący potwora na wodzy został usunięty, a jego niewyobrażalną żądzę krwi dało się doskonale wyczuć nawet na widowni.

– Dobrze, Renji, nie musisz się hamować. Zabij.

– Maaaamaaaaaa?! – rozległ się głośny krzyk.

× × ×

– Renko…

Reiko skierowała wzrok na córkę, która wstała z ziemi i gniewnie patrzyła w stronę budki komentatorskiej. Stojąca pomiędzy Kyousuke a swoją matką dziewczyna krzyknęła:

– C-Co ty robisz, mamo?! Nie tak miało być! Obiecałaś przecież go nie zabijać, prawda?! Więc dlacze…

– Zmieniłam zdanie.

– Co?

Reiko zrobiła obojętną minę.

– W końcu – zaczęła mówić, wydymając policzki – nawet się nie starasz. Powiedziałam ci przecież przed rozpoczęciem konkurencji, że masz go zniszczyć i że ma nie zostać po nim nawet ślad. Pokiwałaś wtedy głową. Dlaczego teraz nic nie robisz? Celowo się poddajesz? Jak widzisz, skarbie, sytuacja się zmieniła.

– Eee… – Renko w mgnieniu oka się uspokoiła, zaczęła za to panicznie szukać jakiejś wymówki. – T-To prawda, a-ale… co innego mam zrobić, mamo? Po wysłuchaniu wyznania Kyousuke moja mordercza melodia ucichła! Straciłam chęć zabijania! Innymi słowy… Skoro do tego doszło… To znaczy, że Kyousuke wygrał, prawda?

– …

– Eee… Mamo?

– Zakładając czysto teoretycznie… – powiedziała pod nosem Reiko głosem wypranym ze zwykle brzmiącej w nim nonszalancji. Po chwili przeszyła Renko ostrym spojrzeniem, domagając się odpowiedzi. – Gdybym rozkazała ci go zabić, zrobiłabyś to?

– …

Cisza. Renko odwróciła głowę, spoglądając na Renjiego, który zamarł w geście zdejmowania swojej maski, potem na innych uczniów przyglądających się temu wszystkiemu z niedowierzaniem, a następnie na Kyousuke. Jej oczy oraz twarz nie zdradzały żadnych emocji.

– Renko…

– Ja… – Powiedziała pod nosem po dłuższej chwili. Wzięła głęboki oddech, a następnie spojrzała na Reiko, swoją matkę oraz twórcę. – Nie. Nie zabiłabym go – odpowiedziała z pewnością w głosie.

– Aha… – Reiko zwiesiła spojrzenie. Uśmiechając się, kontynuowała: – Rozumiem. Skoro taka jest twoja odpowiedź, nic nie mogę na to poradzić. W takim razie…

Widząc to, Renko się uśmiechnęła.

– Mamo, dziękuję! To wspania…

– W takim razie zabiję Kyousuke – dokończyła Reiko.

– Co? – Renko zamarła w miejscu.

Jej matka wzruszyła ramionami.

– Skoro ty nie chcesz go zabić, wyręczy cię Renji. Jeżeli tego nie zrobię, prędzej czy później sama skończysz martwa.

– Naprawdę?

– Tak. Dziwi cię to? Jeżeli Urodzony Morderca, stworzona do zabijania maszyna, nie może tego robić, nie ma powodu, żeby dalej istniała. Co więcej, tego chłopaka, do którego tak się przywiązałaś, nic nie łączy z organizacją, a w dodatku wydaje się mieć do niej jakiś uraz. Naprawdę bym się zdziwiła, gdyby nie potraktowano go jako zagrożenie. Istnieje naprawdę wiele powodów, dla których stanowi problem dla Morderców Morderców. Oczywiście teraz nie myślę o tobie jako narzędziu, tylko jako o mojej córce, rozumiesz? Dlatego chcę cię chronić bez względu na koszty. Nawet gdybym miała całkowicie odrzucić twoje uczucia.

– M-Mamo… – Renko skrzywiła się, słysząc słowa matki.

– Ej, Reiko, szmaaaato! – krzyknęła Kurumiya. – Co ty, kurwa, wyprawiasz?! Kamiya to ulubieniec dyrektora! Wyobrażasz sobie, co się stanie, jeśli go zabijesz?

– Nieważne.

– Co?

– Nieważne. Nie obchodzi mnie to. Stoję wyżej w hierarchii od niego. Kyousuke może sobie być jego pupilkiem, ale Renko to moja ulubienica. Nie odrzucę jej, nawet jeżeli nie brak jej rozpusty czy też zepsucia. Poradzę sobie, więc może zamkniesz pysk, Hijiri?!

– Reiko…

Kurumiya zacisnęła mocno zęby. Nie mogła sprzeciwić się Reiko, swojej przyjaciółce, która jednak w hierarchii znajdowała się ponad radą dyrektorską. Nawet jeżeli jeden z uczniów miałby zostać zabity w świetle dnia, żaden z nauczycieli zakładu nie przyszedłby mu z pomocą.

Nikt z pierwszych klas, które nie znały prawdziwego przeznaczenia ośrodka, ani żadna z osób ze starszych roczników nie mógł w pełni ogarnąć tej sytuacji.

Ignorując szepczących między sobą uczniów, Reiko powiedziała:

– Przepraszam za to zboczenie z tematu. Jak mówiłam, martwi mnie tu wiele rzeczy. Jeżeli dalej będziesz się o niego tak troszczyć, bez wątpienia niektóre z moich obaw się zmaterializują.

– Obaw?

– Tak. Renko, słyszałam, że chcąc bronić Kyousuke, sprzeciwiłaś się rozkazom Hijiri, a teraz wykazujesz nieposłuszeństwo nawet wobec mnie. Jeżeli nasi zwierzchnicy o tym usłyszą, nie skończy się to dobrze, rozumiesz? Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, ale i tak szczerzysz na mnie kły? W takim razie organizacja bezspornie uzna twoje zachowanie za bunt i nie będę w stanie ci już pomóc. Dlatego przynajmniej teraz wysłuchaj moich rozkazów, dobrze? – Reiko dodała niższym tonem głosu, mówiąc do zwieszającej głowę córki: – Renko, zabij Kyousu…

– Nieeeeeee! – krzyknęła dziewczyna w odpowiedzi.

– …?!

Reiko wstrząsnął ten nagły opór. Oczy prawie wyszły jej z orbit i ze zdziwienia otworzyła szeroko usta.

– Ja… – zaczęła Renko trzęsącym się głosem, jednocześnie chwytając swoje pokryte tatuażami ręce – dalej nie chcę zabić Kyousuke. Zwłaszcza teraz, kiedy morderczy impuls ustał. Chcę go dotknąć, chcę, żeby on dotknął mnie. Chcę go lepiej poznać, chcę, żeby on mnie poznał. Chcę spędzić z nim więcej czasu, razem z nim się śmiać i wiele, wiele więcej! A kiedy zwróci moje uczucia, chcę cała poddać się tej melodii grającej mi w sercu, aż żadna część jego ciała nie pozostanie pominięta, a wtedy powoli i z pasją go zabić! Nie mogę tak po prostu tego zrobić. Jeżeli mimo to będziesz próbowała go zabić… – Renko zacisnęła mocno wargi, spoglądając gniewnie na matkę, która najwyraźniej przewyższała rangą wszystkich w ośrodku. – Powstrzymam cię. Obronię Kyousuke. Nie pozwolę nikomu innemu go zabić! – dokończyła oziębłym głosem.

– …

Reiko przyglądała się jej bez słowa, bez najmniejszego wyrazu emocji, całkowicie sparaliżowana szokiem. Po dłuższej chwili wykrztusiła w końcu:

– Naprawdę? Rozumiem. Tak, doskonale to rozumiem… – Odłożyła mikrofon, zdjęła okulary i wymasowała sobie kąciki oczu. Mięśnie ust zaczęły jej drżeć, jakby nieudanie próbowała wymusić uśmiech. – Teraz rozumiem. To o wiele poważniejsza choroba, niż przypuszczałam. Miłość jest ślepa, to choroba umysłu, tak? Na pewno o to chodzi. Heh-heh. Musisz sobie żartować! – Reiko rzuciła swoimi okularami o ziemię, a następnie je rozdeptała. – Jak to nie możesz tak po prostu tego zrobić?! Jak to nie zabijesz?! Jak to nie chcesz zabić?! Jak to nie pozwolisz mi go zabić?! Oszalałaś… Miłość całkowicie cię zepsuła, Urodzony Morderco. Straciłaś rozum, rozumiesz? Nie żartuję! Renko, jesteś moją córką, moim bezcennym tworem! Jako twoja matka ponoszę odpowiedzialność za twoje błędy. Jako twój twórca mam obowiązek naprawić uszkodzenia mojego dzieła! – Zagryzając mocno zęby, Reiko zwiesiła głowę. – Poprawię cię. Naprawię cię. Ocalę cię! Jeżeli ja cię nie obronię, nikt inny tego nie zrobi. Dlatego możesz mnie nienawidzić. Możesz mną gardzić. Możesz się mną brzydzić. Ponieważ ja… – prawie dokończyła na głos „cię kocham”. Reiko chwyciła ponownie mikrofon. – Renji. Najwyraźniej twoją siostrę trochę poniosło, więc… nie przejmuj się nią, jeżeli wejdzie ci w drogę. Uderz ją, żeby się otrząsnęła. Renji… – Reiko spojrzała na Kyousuke lodowatym spojrzeniem. – Zabij!

– …!

Słysząc rozkaz, potwór wydał z siebie głośny ryk, który w niczym nie ustępował wcześniejszemu growlowi Renko, a następnie wyskoczył przed siebie.

– Kyousuke! – krzyknęła Renko.

Renji spadł na swój cel jak pocisk wystrzelony z armaty.

× × ×

Rozbrzmiał huk, ziemia zatrzęsła się jak po eksplozji, pył zakrył całe miejsce zdarzenia, a wyrzucone w powietrze kawałki gruntu spadały wszędzie dookoła jak deszcz.

Kyousuke, który słysząc ostrzeżenie, w ostatniej chwili odskoczył, leżał teraz na plecach tuż przed dwoma kraterami, dowodami wielkiej destrukcyjnej siły Renjiego. Gdyby spóźnił się z reakcją chociaż o ułamek sekundy, w powietrze nie zostałaby wyrzucona ziemia, ale kawałki jego roztrzaskanego ciała.

– O rety, rety, rety…

Po drugiej stronie kraterów Maina trzęsła się przerażona po tym, jak sama ledwie uniknęła ataku. Cały czas wpatrywała się w potwora stojącego przed nią.

– …

Prawie dwumetrowa góra mięśni z rękami pokrytymi czarnymi tatuażami po raz pierwszy prezentowała się bez limitera.

– …

Miał wyjątkowo przystojną twarz o delikatnych rysach, niepasującą w ogóle do jego muskularnego ciała, która przez grę światła i cienia wyglądała jak wyjęta z marmurowego posągu jakiegoś boga. Dodatkowo nie zdradzała żadnych emocji, co tylko potęgowało wrażenie, że nie posiadał ludzkich słabości. Po utracie maski wbrew pozorom jeszcze trudniej było go odczytać.

– Kyousuke Kamiya…

Renji skupił się w całości na Kyousuke. Jego głos, po raz pierwszy niestłumiony przez maskę, brzmiał nieludzko i podobnie jak jego twarz był wyprany z emocji. Jednak oczy płonęły mu wręcz żądzą krwi.

– Uch…

Kiedy Kyousuke spojrzał mu w oczy, momentalnie zamarł, wstrzymując oddech. Zaczął się pocić, nie mogąc ruszyć nawet palcem. Po raz pierwszy w życiu był tak przerażony. Miał wrażenie, jakby cała góra spadła na niego, niszcząc przy tym wolę i całkowicie odbierając władzę nad ciałem.

Renji wyciągnął rękę w jego stronę…

– Czeeeeekaj!

Jednak zanim zdążył go chwycić, Kyousuke nagle zniknął z jego pola widzenia, porwany w ostatniej chwili przez jakąś figurę.

– He?

– Heh-heh. Rany, Kyousuke, było blisko, co?

– R-Renko…

Renko, trzymająca Kyousuke jak księżniczkę pod głową i kolanami, patrzyła na niego czule i się uśmiechała. Po chwili odstawiła go na ziemię, mówiąc:

– Będzie dobrze, nie pozwolę mu cię zabić. Twoje życie należy do mnie.

– Aaaaaach.

Po deklaracji Renko Kyousuke całkowicie ogarnęło zdumienie. Nie jej zachowaniem, szczerością czy naiwnością, ponieważ znał doskonale te cechy. Zdziwiły go jego własne emocje po wysłuchaniu jej słów.

– Wiesz, Renjiemu siły nie brakuje, ale moje uczucia do ciebie są sto razy silniejsze. Możesz się uspokoić…

– Ponieważ mnie obronisz… tak?

– Tak, dokładnie. I jeżeli to możliwe, chciałabym, żebyś uciekł razem z Eiri, Mainą i Ayaką. To już nie jest zwykła potyczka w konkurencji sportowej. Uciekaj, jak najdalej możesz, żeby nie dać się wciągnąć w naszą wal…

– Nie ma mowy.

– Czemu nie?! – Renko wybałuszyła oczy.

– Przez to, co powiedziałaś mi wcześniej – odpowiedział Kyousuke. – Kiedy oznajmiłem ci, że pragnę innego zakończenia i że nie chcę być z tobą rozdzielony, odparłaś, żebym ci pokazał, że te słowa nie kłamią. Dlatego… Pozwól mi walczyć razem z tobą! Połączmy nasze siły i pokonajmy tego potwora!

– Kyousuke…

Renko mrugnęła parę razy, chcąc pozbyć się zbierających się w jej oczach łez, a potem się zaśmiała.

– Ha-ha-ha! No tak, masz rację. Heh-heh. Przepraszam, Kyousuke, chyba cię nie doceniłam. Masz rację, razem damy radę! To bez wątpienia wspaniały występ! Ha-ha-haha! Ej, muzyka znów zaczęła grać! Wspaniale. Ta melodia sprawia, że znowu chcę zabijać, że chcę oddać się dzikiemu szałowi z całą swoją mocą! Chodź, Kyousuke, zatańcz ze mną!

– Ty pierwsza! – odpowiedział, ruszając za Renko.

Ta, wydając z siebie głośny ryk, skoczyła na Renjiego i jak w filmach akcji obróciła się w powietrzu, wyprowadzając cios prawą ręką.

– Siemka, Renjiiii!

– …?!

Cios wymierzony w szyję został zablokowany, ale Renko, dalej wirując w powietrzu, złapała dłoń brata, używając jej jako punktu podparcia, żeby kontrolować swój lot i skierować jego tor w górę.

– Nie wtrącaj nosa w sprawy sercowe swojej sioooostry! – krzyknęła, uderzając pięścią w czubek jego głowy.

Renji nie mógł nadążyć za zwinnymi ruchami siostry. Po raz pierwszy pokazując emocje na twarzy, skrzywił się zdziwiony.

– …!

Jednak to było wszystko, co osiągnęła Renko. Nawet jej atak, zdolny roztrzaskać czaszkę normalnej osoby na kawałki, nie wywarł większego efektu na Renjim. Prostym ruchem dłoni, jakby odganiał komara, posłał siostrę w powietrze.

– Aaaai! – Renko przetoczyła się po ziemi, szybko jednak wstając. Wycierając twarz, skomentowała: – Aaaau. Ale z ciebie palant!

Renji wyciągnął rękę w stronę Renko.

– Czekaj no! To chyba mnie miałeś zabić!

Kyousuke posłał cios w policzek przeciwnika. Miał wrażenie, jakby uderzył w stalową belę, jednak nie czuł bólu, a napędzająca go pasja wymazała wszelkie ślady zmęczenia. Lęk, przerażenie, rezygnacja i rozpacz, które nim zawładnęły, w mgnieniu oka zniknęły, jak tylko Renko dołączyła do walki. Stali teraz ramię w ramię przeciwko wspólnemu przeciwnikowi, wiedząc, że nie mają się czego bać.

– Nie mam zamiaru tego przegrać.

– …?!

Kyousuke uniknął pięści Renjiego, poruszającej się zbyt szybko, żeby dało się ją dostrzec gołym okiem, a następnie wyprowadził cios najpierw z prawej ręki, a potem haka od dołu.

Twardy jak stal żołądek Renjiego nawet nie zareagował, ale Kyousuke się tym nie przejmował. Jeżeli dwa ciosy nie wystarczą, żeby rozłożyć przeciwnika, zrobią to cztery. Jeżeli cztery to za mało, wyprowadzi osiem, a potem szesnaście. Ile będzie trzeba, żeby tylko pokonać wroga.

– Aaaaa! – wrzeszcząc jak Renko, zaczął wyprowadzać kolejno ciosy niczym szaleniec.

Renko dołączyła do walki, kiedy Renji z potwornym grymasem na twarzy spróbował wyprowadzić cios w stronę Kyousuke. – Ej, ej, Renji. Jeżeli będziesz się tak patrzeć na Kyousuke, pójdziesz do piekła! – krzyknęła, wyprowadzając kolejne ataki w głowę i plecy brata. Następnie obróciła się na pięcie, kopiąc go z półobrotu, i w końcu wycofała się, unikając kontrataku.

– Ej, braciszku Renko, lepiej nie oglądaj się na boki, bo inaczej stanie ci się krzywda!

Kiedy Renji skierował uwagę na siostrę, Kyousuke wyprowadził haka prosto w jego szczękę. Ogromne ciało potwora się zachwiało, co było dowodem jego zmęczenia.

– …?!

Jak tylko spojrzał ponownie na Kyousuke, jego siostra weszła w jego ślepy punkt, szybko atakując, po czym do ofensywy przeszedł Kyousuke. Walczyli tak razem, osłaniając swoje flanki i atakując, kiedy tylko nadarzała się okazja. Dzięki temu Renji nie był w stanie za nimi nadążyć i jeszcze żadne z jego potężnych uderzeń nie dosięgnęło celu.

Obserwująca wszystko z boku Ayaka krzyczała:

– Braciszku, Renko! Skopcie mu dupsko! Dokop mu, szwagierko!

Zainspirowani tym uczniowie dołączyli do dopingu:

– GMK! GMK!

– Ka-mi-ya! Ka-mi-ya!

– Kyousuke, kochanie, nie umieraj! Renko, ty też nie, dobrze?!

– Ni-Niebezpieczne… Wygląda na to, że nasza strona przegra.

– Tcz. Schodzi im się z tym. Gdyby mieli moje ostrza, już dawno pocięliby go na kawałki.

Krzyki tłumu obudziły także Kurisu, która wznowiła komentowanie:

– Heeee?! C-C-C-Co za bitwa! Wszystko zmieniło się w starcie prawdziwych potworów. Ni-Nie rozumiem tej sytuacji, ale to jest po prostu zajebiste! Ziemia wokół nich dosłownie wylatuje w powietrze. Każde z tych uderzeń w przypadku trafienia oznaczałoby śmierć na miejscu, ale ten wielki potwór nie jest w stanie nawet ich drasnąć! Obrali strategię „uderz i uciekaj”, która działa wyśmienicie, dzięki czemu Kyousuke Kamiya i Renko Hikawa przypierają Renjiego Hikawę do muru!

– …

Kiedy Kurisu wykrzykiwała swój komentarz, stojąca za nią Reiko zmarszczyła brwi. Jej córka, walcząc na placu, śmiała się jak szalona, napędzana nową melodią.

–Ah-ha-ha-ha-ha! To jest wspaniałe! Powolny, szybki, lekki, ciężki atak, spokój, ruch, dobro, zło, piękno, brzydota, wszystko wymieszane w jednej mathcorowej melodii! To wspaniałe! Chcę, żeby inni też mogli to usłyszeć! Ej, też to słyszysz? Ej-ej-eeeej!

Ruchy Renko odpowiadały melodii grającej w jej głowie. Wydawało się, że zaraz przyspieszy, gdy nagle zwalniała. Kiedy zaczynała unik w prawo, wtem odskakiwała w lewą stronę. Składała się do skoku na przeciwnika, gdy nagle się cofała, by chwilę później i tak skoczyć. Tylko ona słyszała tę napędzającą ją muzykę, przez co jej ataki stawały się całkowicie nieprzewidywalne. Pod względem fizycznej siły nie mogła równać się z Renjim, ale ten styl walki oraz sama furia ataków dawały jej przewagę.

– …!

Brat Renko stał w miejscu, wyprowadzając proste ciosy. Oczywiście przyjęcie chociaż jednego z nich oznaczałoby śmierć na miejscu, ale dopóki nie mógł jej trafić, nie stanowiło to żadnego problemu.

Uda nam się! – pomyślał Kyousuke, ale chwilę później…

– …!

Renji wydał z siebie ryk, wyskakując w powietrze i wykonując dwa kopnięcia z obrotu.

– Ughh!

Nie mogąc zareagować na tę nagłą zmianę tempa, Renko dostała cios w głowę i została posłana na ziemię.

– Ren…

Kyousuke miał do niej podbiec, ale Renji posłał kolejnego kopniaka w jego stronę. Jak tylko jego wielka stopa wróciła na ziemię, połączył dłonie i stanął na nich.

– He?!

Zaczął wirować, rozszerzając obie nogi, co zmusiło Kyousuke do ucieczki. Renji podskakiwał na rękach, podążając za nim i nie przerywając przy tym wirowania, które w końcu zmieniło się w okrutny taniec. Z ataku wirującymi nogami przeszedł do kopnięcia z góry, potem w górę, następnie z półobrotu, by powrócić do wirowania i kolejnego kopnięcia z półobrotu.

– Co…?!

Była to zmyłka i zamiast kolejnego wiru Renji wyskoczył w górę, wykonując salto. Spadając, celował piętami w głowę Kyousuke, który schylił się już, żeby uniknąć kopnięcia z półobrotu.

– Tcz!

Chociaż Kyousuke dał radę uniknąć ataku, odskakując na bok, zalał się zimnym potem. Uważał Renjiego za górę mięśni używającą jedynie brutalnej siły, ale najwyraźniej ten był zdolny do szerszego wachlarza ciosów. Dodatkowo nikt po jego wyglądzie nie oczekiwałby aż takiej zwinności ani stylu walki łączącego breakdance i capoeirę.

Jak tylko obie nogi Renjiego dotknęły ziemi, wyprowadził kopnięcie lewą nogą.

– Ghhh!

Tym razem udało mu się zadrasnąć policzek Kyousuke. Cios był tak silny, że starł kawałek skóry. Akrobatyczne ataki Renjiego miały taką samą siłę jak jego ciosy pięściami, więc przyjęcie chociaż jednego równałoby się ze śmiercią.

Kyousuke odskoczył w tył, unikając kolejnej serii silnych kopnięć przeciwnika.

– …!

W końcu przerywając swój ciąg kopniaków, Renji wyprowadził cios prawą ręką, trafiając tuż pod stopy Kyousuke. Wzniósł tym samym chmurę pyłu, całkowicie zasłaniając pole widzenia.

– …!

Nie czekając nawet sekundy, Renji posłał kopnięcie z lewej. Kyousuke nie widział tego ataku, nie mógł więc zareagować. Został odrzucony daleko w tył, a potworny ból przeszył jego ciało. Nie był w stanie wydać z siebie nawet krzyku.

– …?!

Kyousuke uderzył w ziemię dopiero po przeleceniu dziesięciu metrów, nie mogąc uwierzyć, że wciąż jest cały po czymś takim.

Jednak przy próbie podniesienia się zrobiło mu się ciemno przed oczami, ból przeszył całe jego ciało i chłopak zaczął tracić przytomność, a z jego boku trysnęła krew. Dałby radę zignorować połamane żebra, jednak najwyraźniej przy uderzeniu ucierpiały także jego organy wewnętrzne. Kiedy próbował zrobić chociaż najmniejszy ruch, jego lewą stronę przeszywał ostry ból, tak silny, że ledwie zachowywał przytomność.

Przeżył atak, ale odniesione obrażenia wystarczyły, aby całkowicie go obezwładnić, co biorąc pod uwagę okoliczności, i tak oznaczało dla niego śmierć. Mógł jedynie w poczuciu bezradności czekać na cios, który go wykończy.

– Ha-ha-ha… Niedobrze – rzucił, leżąc na ziemi.

Renji szedł powoli w jego stronę. Kyousuke kątem oka widział Renko także leżącą na ziemi, prawdopodobnie nieprzytomną, ponieważ się nie poruszała. Wystarczyły pojedyncze kopnięcia, żeby doprowadzić ich oboje do takiego stanu. Cała szansa na wygraną przepadała przez dosłownie dwa kopniaki, które posłały ich w głębię rozpaczy.

– Rety… – powiedziała Reiko. – W końcu się zamknąłeś, co? To chyba trochę ochłodziło twój zapał, co? Jaka szkoda. Nie będzie to takie łatwe, jak się wam wydawało! Renji może i jest noworodkiem, ale to najnowszy z Morderców Morderców, moje największe arcydzieło. Prawdę mówiąc, nigdy nie miałeś szans w walce z nim, nawet łącząc zdolności i siłę Renko z twoimi nieistotnymi umiejętnościami. Heh-heh.

– Braciszkuuuuu! – krzyk Ayaki zagłuszył śmiech Reiko. – P-Puszczaj mnie, niezdaro! Puszczaj!

– Ni-Nie! Jeśli tam pójdziesz, ty też… O nie… C-C-C-Co mam zrobić? Eiri? He? Eiri…

– Nie ruszaj się.

Nikt nie zauważył kiedy, ale Eiri zakradła się za Reiko i przycisnęła jej krótki miecz do gardła.

– Jeżeli nie chcesz zginąć, masz go natychmiast zatrzymać – rozkazała. – To samo tyczy się ciebie, bracie Renko. Jeśli cenisz życie matki, zatrzymaj się.

– …?

Renji natychmiast stanął w miejscu, spoglądając w stronę budki komentatorskiej.

Reiko co prawda zesztywniała, jednak wydała z siebie śmiech.

– Ojej – powiedziała, wzruszając ramionami. – Zachowujesz się strasznie brutalnie, nieprawdaż, Eiri Akabane, skarbie? Ale widzisz, ja wiem, że Zardzewiały Paznokieć nie jest w stanie zabijać. Nawet jeżeli próbujesz jedynie udawać, że mi grozisz, nie będziesz…

– Chcesz mnie sprawdzić?

– …?!

– Mogę zabić czy nie? – spytała retorycznie Eiri, dociskając miecz mocniej do szyi nauczycielki i zniżając jednocześnie ton głosu. – Naprawdę nie chcę pozbawiać nikogo życia i być może nie mogę tego w ogóle zrobić… Ale jeżeli doprowadzisz do śmierci Kyousuke na moich oczach, mogę w impulsie wyciąć ci krzyż na szyi. Bez zastanowienia, po prostu pozwalając mojemu ciału działać. Wciąż jest ci do śmiechu?

– … – Uśmiech zniknął z twarzy Reiko.

Eiri zmrużyła oczy, dodając:

– Co w takim razie zrobisz? Zaryzykujesz własne życie czy może zagrasz bezpiecznie? – domagała się odpowiedzi. – Szybko, decyduj.

– Przepraszam – powiedział ktoś, po czym jasnoniebieski wąż ugryzł szyję Eiri.

– He? – dziewczyna momentalnie się odwróciła.

Busujima stał za nią z ręką przy szyi. Z rękawa jego bluzy wystawał wąż, a drugą rękę trzymał na policzku, wyglądając na pewnego siebie. – Naprawdę przepraszam, Eiri, ale ta osoba jest wyjątkowo ważna dla organizacji i nie wolno tak się z nią obchodzić. Może trochę się zdrzemniesz?

– T-Ty… – Oczy Eiri wlepione w Busujimę płonęły żądzą krwi, jednak powieki dziewczyny powoli zaczęły się zamykać. Siły w końcu ją opuściły, miecz wypadł jej z dłoni, a ona sama straciła przytomność.

– Ech… – Busujima wydał z siebie westchnienie, łapiąc upadającą dziewczynę. – Teraz na pewno będę jeszcze bardziej znienawidzony…

– Nie, nie! Ocaliłeś mnie. Dziękuję – powiedziała Reiko, kładąc dłoń na jego ramieniu. Przejechała palcem po nacięciu na swojej szyi. – Au, to boli… Przecięłaś moją delikatną skórę. Pożałujesz – zagroziła pod nosem. Następnie spojrzała na plac, gdzie Renji wciąż stał w miejscu, wpatrzony w budkę komentatorską. – Przepraszam, już wszystko dobrze! Możesz wrócić do swojego zadania i wykończyć tamtego żywego trupa leżącego na ziemi!

– …

Renji pokiwał głową, ruszając przed siebie.

– Kogo nazywasz żywym trupem, szmato!?

A przynajmniej miał zamiar ruszyć, ale Kyousuke powoli podnosił się z ziemi, zaciskając mocno zęby.

– Co? – Reiko upuściła mikrofon. – Wstał! Ten szczeniak wstał?! Niemożliwe! Co, u diabła? Przyjął cios pozbawionego limitera Renjiego i wciąż jest w stanie stać? To naprawdę człowiek? Zresztą nie ma to znaczenia, traktowałeś go do tej pory łagodnie, prawda, Renji?!

– …

Chłopak nie odpowiedział. Miał szeroko otwarte oczy z miną wyraźnie wskazującą na zaskoczenie.

Kyousuke, nie spuszczając wzroku z przeciwnika, podniósł się na nogi. Na jego ociekającej potem i wykrzywionej od bólu twarzy widniał uśmiech. Po chwili wydukał, wypluwając przy tym krople krwi:

– Jeszcze nie… Takie obrażenia… To nic wielkiego. Moje kości są złamane, moje organy wewnętrzne… w najgorszym razie zmiażdżone… Jednak wciąż…

PLC05 – NCP12
image-1627

– …?!

Jakby przerażony niezłomnym duchem walki przeciwnika, Renji zrobił krok w tył.

– Cz-Czemu? – spytała Reiko. – Jakim cudem dał radę się podnieść?! Nawet Renko jeszcze nie wstała z ziemi!

– Ha-ha… właśnie, czemu? – Kyousuke zaśmiał się sarkastycznie, spoglądając na leżącą na ziemi Renko i powtarzając w myślach pytanie Reiko.

Sam nie mógł tego zrozumieć.

Spotkał Renko w miejscu pełnym dziwnych i strasznych ludzi, jednak się zaprzyjaźnili. Jej nietypowy wygląd, włączając w to noszenie maski przeciwgazowej przez cały dzień, mowa i zachowanie… Chociaż ujawniła przed nim swoją prawdziwą naturę, prawie go przy tym zabijając, pozostali blisko. Zupełnie jakby do niczego nie doszło, wciąż grała wesołą idiotkę. Może i jest szaloną, psychopatyczną morderczynią stworzoną do mordowania, ale jednocześnie niewinną, wesołą i szczerą dziewczyną. Jak straszne by to nie było, pozostawała wierna swoim uczuciom.

Dlatego właśnie Kyousuke…

– Kocham ją…

Wyznał uczucia, które do tej pory ukrywał i próbował stłumić. Przyznał to, jednak nie miał odwagi powiedzieć jej tego wprost, spojrzeć śmierci prosto w oczy. Jego uczucia były słabe w porównaniu do płonącej pasji Renko, ale mimo to wciąż ją kochał. Uważał ją za bardziej oddaną i oślepiającą w jego oczach niż ktokolwiek inny, kogo znał.

– Nie dam się zabić… Nie zginę tak! Jeśli ktoś ma to zrobić, rozkaż to Renko. Wam… nie dam tej satysfakcji.

– …?!

Reiko i Renji patrzyli na niego z niedowierzaniem.

– Braciszku…

– Kyousuke…

– Kyousuke, kochanie…

Ayaka, Maina i Syamaya były w szoku, jedynie nieprzytomna Eiri nie mogła tego słyszeć. Leżąca na ziemi Renko się poruszyła.

Reiko zagryzła mocno zęby i zacisnęła pięści. Trzęsącym się głosem rzuciła: – D-Doprawdy? Naprawdę, Kyousuke? Heh-heh-heh-heh-heh… Renjiiii!

– …?!

Zagubiony chłopak spoglądał to na Kyousuke, to na matkę.

Reiko dalej krzyczała, dając ujście całym zgromadzonym w niej nienawiści i gniewowi:

– Nie cofaj się! Jest na krawędzi śmierci! Nie może nic zrobić! Zabij go! Zabij go, zamknij jego pysk na zawsze! Bredzisz ciągle o dawaniu i odbieraniu czegoś Renko… Nie damy się nabrać, Kyousuke Kamiya! Ależ ci to na rękę, że jest nieprzytomna i nie mogła tego słyszeć! Jeżeli naprawdę coś do niej czujesz, pokaż, jak to przeżywasz! Renji, zabij go!

– …?!

Na twarzy Renjiego pojawił się grymas gniewu. Chłopak wydał z siebie ryk i wyskoczył w stronę Kyousuke, ledwie stojącego na nogach, chcąc zadać mu ostateczny cios.

Kamiya przybrał postawę obronną, czekając na przyjęcie ataku.

– Powiedziałam ci przecież, że cię obronię, nieprawdaż, Kyousuke? Nawet gdyby kosztowało mnie to życie!

– …?

Cel Renjiego nie znajdował się już na linii ciosu, ten jednak nie mógł zatrzymać uderzenia i jego potężny cios przeszył powietrze.

– Ren…

Czas wydawał się zwolnić. Renko uśmiechnęła się łagodnie, spoglądając przez ramię na Kyousuke, mrużąc oczy i się uśmiechając.

– Ponieważ cię kocham – powiedziała.

W tym samym momencie pięść Renjiego uderzyła ją bezpośrednio w pierś.

PLC05 – NCP13
image-1628

– Renko?

Rozległ się trzask rozrywanego ciała i łamanych kości, a także pojawił się zapach przypominający rdzę.

Kyousuke nie potrafił pojąć, co takiego dzieje się przed jego oczami. Nie mógł tego znieść. Nie chciał w to uwierzyć.

Ból, jaki przepełniał go chwilę wcześniej, a także całe zmęczenie i furia zniknęły. Chłopak stał w miejscu jak pusta skorupa. Czas wydawał się dla niego zatrzymać.

– Siostro?

Na ubabranej we krwi twarzy Renjiego malowało się zaskoczenie.

Wszyscy widzowie zamilkli.

Jedyny dźwięk dochodził z budki komentatorskiej, gdzie Reiko, tracąc równowagę, złapała się jedną ręką za oparcie krzesła. Była trupioblada. Drżącym głosem wydukała:

– Re… nko… Nie… Niemożliwe… J-Jak… Dlaczego… Dlaczego…

Wszyscy patrzyli na Renjiego, którego cała górna część ciała była teraz czerwona. Krew z małymi kawałkami ciała kapały z jego wykręconej ręki.

Renko po zablokowaniu ciosu brata stała w miejscu, nie odniósłszy nawet najmniejszej rany.

– Fiuuu – wydała z siebie. – Całe szczęście. Tym razem naprawdę myślałam, że z nim przegram – dodała z ulgą.

Wcześniej jedno kopnięcie Renjiego pozbawiło ją na długo przytomności, a teraz jedną ręką nie tylko zablokowała jego cios, ale także doszczętnie zniszczyła mu rękę.

Co tu się stało?

– Heh-heh-heh-heh! To chyba siła miłości, Kyousuke. Nikt nie pokona moich uczuć!

– Renko – przerwała córce Reiko. Zagryzając wargi, spytała: – Renko, wiem, że nie powinnam o to pytać, ale czy ty…

– Tak, użyłam Overdrive’u, mamo. – Renko uniosła rękę, wskazując swoją szyję.

– C-Co takiego? – ledwo wydusiła z siebie Reiko.

Skórzana obroża zniknęła. Nigdy wcześniej nie została zdjęta, nawet podczas kąpieli ani w sytuacjach, w których znikał jej limiter.

Renko spojrzała na matkę.

– Przepraszam. Nieważne, jak się temu sprzeciwisz, mamo, kocham Kyousuke. Nic poza tym się nie liczy. Mogę być zepsuta, czy nawet szalona. Organizacja może nawet teraz rozkazać mnie usunąć. Być może nie mam już w ogóle czasu i zginę tu i teraz. Ale mam to wszystko gdzieś! Do samego końca podążę za swoimi uczuciami! Dlatego… – Renko z krzykiem cofnęła lewą rękę, a następnie z całą swoją siłą wyprowadziła cios otwartą dłonią prosto w brzuch wciąż nieruchomego brata. – Nie waż się więcej deptać moich uczuć!

– …?!

Renji został odrzucony w tył i parę razy odbił się od ziemi, zanim znieruchomiał.

Jeden cios wystarczył, żeby pokonać potwora, z którym nie poradzili sobie, łącząc siły. Monstrum leżało płasko na ziemi, nie ruszając się nawet o centymetr, a z jego ust ciekła krew.

– …

Zapanowała cisza, jednak chwilę później…

– Oooooooooooo!

Widzowie, którzy do tej pory obserwowali to wszystko z zapartym tchem, zaczęli wiwatować, krzycząc i klaszcząc na stojąco, chociaż wciąż nie rozumieli sytuacji.

Czas trwania konkurencji już dawno minął, jednak wystrzał oznajmiający jej koniec rozległ się dopiero teraz.

W budce komentatorskiej Reiko usiadła na ziemi, zwieszając głowę.

Uczniowie z 1-A podbiegli do Kyousuke i Renko, stojących razem na polu walki. Renko uniosła dłoń w powietrze, krzycząc:

– Dziękuję! To był najlepszy występ w moim życiu! Dziękuję wam! Dziękuję… Kyousuke…

Po czym natychmiast padła na ziemię jak kukła, której odcięto nagle wszystkie sznurki.