Konkurencja 2: Wczorajsi sojusznicy dzisiejszymi wrogami

Anji Gosou
Ranga: A
Klasa: 3-A
Pseudonim: Arch Enemy
Przezwisko: Brutalna Sukeban

Była liderka gangu motocyklowego Chaos Legion. Podczas starcia z innym gangiem, które wymknęło się spod kontroli, zabiła cztery osoby poprzez pobicie i potrącenie motocyklem. Posiada imponującą siłę fizyczną, którą zawdzięcza licznym walkom, jednak nie grzeszy inteligencją, w dodatku jest próżna i często się wywyższa.

Mei Kuroki
Ranga: A+
Klasa: 2-B
Pseudonim: Heartless
Przezwisko: Królowa Lodu

Jest pozbawiona emocji, od dziecka brak jej jakiejkolwiek empatii, dlatego też bez względu na sytuację zawsze zachowuje spokój. Zabiła tylko jedną osobę, jednak niezwykle brutalną metodą. Poddała ofiarę torturom, zmuszając do zjedzenia własnego ciała, późniejsze badania wykazały u niej także zanik tkanki mózgowej, prawdopodobnie przez długotrwały terror, jaki przeszła.

PLC05 – NCP03
image-1552

– Hej, hej, heeej! Co tacy zmęczeni?! Jeśli tak dalej pójdzie, o pokonaniu starszych klas możecie zapomnieć! Obecnie jesteście gorsi nawet od B, cholerne lenie! – rozlegał się gniewny krzyk Kurumii, motywującej swoich uczniów.

Członkowie klasy 1-A skakali z przysiadu wokół dwustumetrowego toru z założonymi kajdanami, dźwigając ciężkie worki z piaskiem. Każdy z nich miał okrążyć trasę pięć razy. Była szósta rano, a trenowali już tak godzinę, więc zaczynali się skarżyć.
Shinji, łapiąc oddech pomiędzy skokami, wykrztusił z siebie:

– Czemu… Musimy… To… ha… ha… Robić… Kamiya… Co?

– Mnie nie pytaj – odpowiedział Kyousuke, wyczerpany jedynie psychicznie. Wzdychając, przypomniał sobie wydarzenia poprzedniego dnia.

Dzień po spotkaniu z matką Renko na porannym treningu usłyszeli szokującą wiadomość:

– Wychowawca klasy 1-B, Kirito Busujima, został ugryziony przez jedno ze swoich jadowitych stworzeń. Wciąż pozostaje w śpiączce, a jego stan jest określany jako ciężki. W jego zastępstwie nadzorcą tamtej klasy została…

– Nazywam się Reiko Hikawa. Miło mi was poznać!

Najwyraźniej Reiko miała swój udział w tragicznym losie Busujimy. W dodatku jej towarzysz, Renji, dołączył do klasy B. Ta dwójka miała oczywiście powiązania z Renko, jednak kiedy kobietę pytano o jakąś inną przyczynę przejęcia klasy, odpowiadała:

– Mam ku temu powód. Nawet lepszy niż piersi moje i Renko.

W dodatku z miejsca odrzuciła pomysł połączenia sił klas pierwszych, więc atmosfera podczas ćwiczeń nie była najlepsza.

– Co wy wyprawiacie?! – wrzasnęła Kurumiya. – Szybciej, świnie jedne! Dopiero zaczęliście! Kiedy skończycie uczyć się, jak się skacze, przejdziemy do treningów siłowych. Przysiady, pompki, brzuszki, skłony i wszelkie ćwiczenia, jakie tylko przyjdą wam do głowy! A to tylko rozgrzewka! Jeśli padniecie ze zmęczenia, z miejsca was zreanimuję, więc dawać z siebie wszystko, co macie!
Treningi Kurumii zrobiły się jeszcze ostrzejsze niż wcześniej, prawdopodobnie podsycone jej uczuciem rywalizacji z Reiko, i trwały od świtu do samej nocy.
Chociaż od osadzenia w tym zakładzie wiele razy doświadczali już ciężkiej pracy, po raz pierwszy przechodzili przez takie piekło. Po zakończeniu popołudniowych ćwiczeń dosłownie nie byli w stanie postawić nawet jednego kroku.

– Iaaa! – Nagle jedna z uczennic się przewróciła, upuszczając worek z piaskiem. – Heeeh… Heeh. – Nie podnosiła się przez dłuższy czas.

– Maina Igarashiiiiii! – krzyknęła Kurumiya, uderzając ją swoją metalową rurą.

– Giaaaa! – jęknęła dziewczyna po otrzymaniu ciosu w głowę. Próbowała wrócić do reszty, jednak nie była w stanie podnieść worka z piaskiem. – Hmmph… Hhhhmp… Hmmmmiaaaaaaaa! – Kiedy znów upadła na ziemię, otrzymała kolejny cios pałką, tym razem w czoło.

Kilku innych uczniów potknęło się o tarzającą się po ziemi dziewczynę.

– Reeety… Znowu to? Uważaj, co robisz!

– To jest cholernie irytujące! Zrobię z ciebie krwawą miazgę, jeśli znowu wejdziesz mi w drogę!

Ayaka i Tomomi podniosły swoje worki z piaskiem, wracając natychmiast do ćwiczeń.
Skacząca obok Mainy Eiri spytała zaniepokojona:

– Nic ci nie jest?

– Naplafdę pseplasam… Nic mi nie jest, tylko…

– Naprawdę nic? Jeśli to zbyt trudne, mogę ci pomó…

– Pofiesiałam, se nic mi nie jest! – krzyknęła w odpowiedzi do Kyousuke, który zawrócił, zaniepokojony wydarzeniami z tyłu. – Jednak po krótkiej chwili dodała: – Ach… P-Pseplasam! Nic mi nie jest… Zostawcie mnie z tyłu, proszę. Nie mogę wiecznie polegać na waszej pomocy. Podczas festiwalu sportowego nie chcę być wam kulą u nogi.

– Maina…

– Dobrze, rozumiem.

Eiri pokiwała głową, zostawiając Mainę w tyle. Kyousuke jednak się zawahał.
Z rany po uderzeniu na czole płynęła krew, a to nie były jedyne obrażenia dziewczyny. Oczy, policzki, nos, usta… Popełniała błędy najczęściej spośród wszystkich uczniów, tak więc otrzymywała najwięcej kar i już parę razy trzeba było ją zanosić do medyka. Jeżeli dalej by tak poszło, mogłaby nawet nie przetrwać porannych treningów, jednak…

– Hmph, hmph, hwuuuuuu!

W jej podbitych, podkrążonych oczach płonęły ogniki ducha walki i zdecydowania, których bez względu na otrzymane obrażenia nie dało się złamać.
Tak więc Kyousuke…

– Daj z siebie wszystko.

Także ją wyprzedził.

× × ×

– Hnnngh, to koniec. Już po nas! Nie dożyjemy nawet do początku festiwalu. Panienko Eiri, padam z nóg…

– Naprawdę? To może w końcu umrzesz? – rzuciła Eiri narzekającemu Shinjiemu, kiedy szli do szatni po zakończeniu porannych ćwiczeń.

Chłopak zagryzł dolną wargę, mówiąc:

– Co to ma znaczyć? Okrutna. To było zbyt okrutne, prawda, pani Ayako?

– Racja. Twój brak kompetencji jest dla nas zbyt okrutny. Ale jeżeli masz zamiar umrzeć, proszę, poczekaj do zakończenia festiwalu sportowego, może choć trochę się na nim przydasz. – Płacz chłopaka spotkał się z ostrym odrzuceniem ze strony dziewczyny.

– Potraktowałaś mnie gorzej niż Eiri?! Jakim sposobem wykorzystałaś jej tekst, żeby jeszcze bardziej mnie poniżyć? Ech… – Wzruszył ramionami, spoglądając za siebie. – Maina… – Jednak nikogo tam nie było. – No tak, zabrali ją do pielęgniarki.

– Więc… Chyba nie mam wyjścia. Tomomi, to było okrutne, prawda? Wszyscy tak podle mnie traktują! Chodź i powiedz mi coś czu…

– Zamknij się.

– He? – Shinji zamarł z rękoma otwartymi szeroko, czekając na objęcie dziewczyny. – Tomomi? Dla… Dlaczego?

– Mam już cię powyżej uszu. Nie mogę uwierzyć, że wyjeżdżasz z takim tekstem po tak morderczych ćwiczeniach. Wiesz, są jakieś granice bycia dupkiem.

– Przepraszam, co?

– Jest zła, bo powiedziałeś, że nie masz innego wyjścia – wyjaśnił mu Kyousuke.

Tomomi pokiwała głową: – Tak, tak, tak. Właśnie. Kyousuke doskonale rozumie, co czuje dziewczyna. To wręcz ideał! – przy tych słowach objęła jego rękę.
Shinji, Eiri, no i sam Kyousuke krzyknęli jednocześnie:

– He?!

Tomomi spojrzała na Kyousuke, dociskając do niego piersi.

– Od dawna się w tobie podkochiwałam! Serio! Ale byłeś tak popularny… Myślałam, że na pewno przegram, wiesz? Jesteś super. Dlatego masz takie branie.

– Chwila, ja…

Tomomi zbliżyła się do jego twarzy.

– Zabijanie cię nie męczy? – spytała z pasją w oczach. – Znaczy wiesz, ludzie nie umierają od pierwszego dźgnięcia. Naprawdę próbują walczyć… Użyłam noża do parowania ciosów, ale i tak musiałam dźgnąć ją jakoś dziesięć razy, zanim przestała oddychać! To było męczące, wiesz? A ty zabiłeś dwanaście osób za jednym razem! Jesteś taki fajnyyy!

– Ha… Haha. Dzięki. W każdym razie może byś mnie puściła?

– Puszczaj go, szmato! – Eiri objęła mocno jego drugą rękę, próbując go odciągnąć, a jednocześnie patrzyła złowrogo na Tomomi. – Ktoś taki jak ty nie powinien go w ogóle dotykać. Tylko go zbrukasz! Takie puszczalskie szmaty powinny trzymać się puszczalskich facetów i razem dawać, gdzie popadnie.

– Co? Nazywasz mnie puszczalską? Takie z ciebie niewiniątko, a sama się na nim wieszasz. Chociaż nie masz za grosz piersi, które możesz do niego przycisnąć, deseczko! Duże to ty masz jedynie ego! – Tomomi zaczęła odciągać Kyousuke w drugą stronę.

– Hej, Eiri i… T-Tomomi, przestańcie… – Chłopak próbował je jakoś uspokoić.

– Hiaaaa! Kyousuke wypowiedział moje imię! Chyba zaraz odlecę!

– Chwila! Zamierzasz odpuszczać też takim jak ona? Nie masz za grosz klasy?!

– Właśnie, to okrutne! – dodał Shinji. – Zgarnąłeś już Eiri, Mainę i resztę, więc musiałem zadowolić się Tomomi. Ale żeby zabierać już nawet resztki? To zbyt okrutne!

– Co?! Kogo nazywasz resztkami? Mam już cię naprawdę dość, Shinji. Postanowione, rzucam cię dla Kyousuke.

– Aaaach! Tomomi, przepraszam! To było kłamstwo, żart, skrót myślowy! – Shinji złapał jej rękę.

– Tehe, jesteś wyjątkowo popularny, co, braciszku? – skomentowała Ayaka, spoglądając na Kyousuke.

– Yoohoo! Dobrze się spisaliście na treningu, chłopcy i dziewczęta z 1-A. – Nagle dobiegł ich znajomy głos. Spojrzawszy w stronę, z której dochodził, zobaczyli Reiko wraz z jej klasą. Wciąż miała na sobie kitel lekarski i okulary.

Jej podopieczni prawdopodobnie także skończyli poranne ćwiczenia. Był wśród nich chłopak w szarej masce przeciwgazowej, Renji Hikawa. Jego ręka, złamana przez Kurumiyę dwa dni wcześniej, wciąż spoczywała na temblaku.

– Ach, dzień dobry, pani Reiko.

– Nie nazywaj mnie mamą!

– Nie nazwałem! – Kyousuke momentalnie odrzucił bezpodstawne oskarżenie.

Uśmiech znikł z twarzy Reiko.

– Zamilcz. Mam podły humor. Od rana musiałam spotykać się z ludźmi, których nie chcę nawet widzieć. A teraz jeszcze ty nazywasz mnie mamą…

– Przecież nic takiego nie miało miejsca!

– Mamo! – Ayaka wepchała się pomiędzy zmieszanego Kyousuke i Reiko. – Dzień dobry, miło mi poznać. Nazywam się Ayaka Kamiya, jestem młodszą siostrą Kyousuke – powiedziała radośnie. – Wiele zawdzięczam Renko i chciałabym być z nią jeszcze bliżej, traktować jak członka mojej rodziny. Nie mam żadnych wybitnych zdolności, ale w imieniu moim i mojego brata liczę, że będziemy się dogadywać!

– Nie.

– C….?! – Błyskawiczne odrzucenie zszokowało dziewczynę. – A-Ale dlaczego?

– Bo go nie lubię.

– He? – Ayaka zamarła.

– Przepraszam – powiedziała Reiko, wzruszając ramionami. – Uważam, że jesteś czarującą i słodką młodszą siostrą. Jednak nienawidzę twojego brata, więc… Nie chcę, żebyś zadawała się z Renko. Taki totalny średniak, a mimo to kleją się do niego dwie dziewczyny! Nie ma najmniejszej szansy, żebym oddała córkę takiemu kobieciarzowi! Mam zamiar go całkowicie zniszczyć.

– … – W tym momencie z oczu Ayaki znikł wszelki blask. Krzywiąc się, rzuciła: – Ni-Nienawidzisz… braciszka? Średniak… Ko-Kobieciarz? – Wyraźnie znowu traciła nad sobą kontrolę.

– Nie pozwolę ci – zaprotestowała Eiri, puszczając rękę Kyousuke i wlepiając wściekłe spojrzenie w Reiko. – Obronię go. Nie pozwolę ani Renko, ani nikomu innemu go skrzywdzić. Zwłaszcza zbliżyć się do niego twojej córce tylko po to, żeby mogła go zabić.

– Eiri…

– Kim, u licha, jesteś? – spytała Reiko, zdejmując okulary. – Cóż z ciebie za wspaniała młoda dama… Czyżbyś była przewodniczącą fanklubu Kyousuke Kamii?

– Nie. Nazywam się Eiri Akabane, jestem tylko jego koleżanką z klasy.

– Akabane… – Po powtórzeniu nazwiska dziewczyny Reiko klasnęła dłońmi. – Aaaach! Zardzewiały Paznokieć!

Słysząc swoje przezwisko, Eiri uniosła brwi.

– Słyszałaś o mnie?

– Tak. Hijiri mi o tobie opowiedziała. Od daaawna interesowałam się twoją rodziną i chciałam cię spotkać. Jesteś ładniejsza, niż myślałam! Zobaczmy… – Reiko, krzyżując ramiona, zaczęła przyglądać się Eiri. – Jednak nie aż tak. Renko jest sto razy bardziej słodziutka! – Oczy kobiety spoczęły na biuście dziewczyny. – W końcu moja córka ma o wiele większe cycki. Nie możesz się z nią nawet równać, coooo? – Uśmiechnęła się triumfalnie.

Eiri aż wmurowało.

– He? Ale to tylko twoja opinia, nieprawdaż? I co? Możesz się zachowywać jak nadopiekuńcza mamusia, ile tylko chcesz, ale pamiętaj, że jeśli z tym przesadzasz, staje się to niezwykle irytujące, babuniu.

– B-Babuniu…

Reiko aż poczerwieniała ze złości, jednak szybko doszła do siebie.

– Nie, nie, nie. Jaka ze mnie babcia, dopiero co przekroczyłam dwudziestkę. A co do mojego matkowania, nie przesadzam i na pewno nie jest to irytujące! Nieważne, jak bardzo złości cię przegrana z Renko, nie powinnaś wyładowywać tego na mnie. Te dzisiejsze dzieci…

– Hmmm? Ale ty tu jesteś najbardziej dziecinna. Zaczęłaś płakać, jak to bardzo nie lubisz Kyousuke i że nie chcesz oddać mu swojej kochanej córeczki, a potem zachwalałaś, jaka to jest doskonała… Bardzo niedojrzałe jak na twój wiek, babuniu.

– Nie nazywaj mnie tak! – wrzasnęła Reiko. – Mów do mnie „starsza siostro”. Starsza. Siostro! Jesteś wyjątkowo nieuprzejma, wiesz? Już mnie nie obchodzisz, nie różnisz się od Kyousuke. Nie lubię cię!

– To też bardzo dziecinne, babuniu.

– Kazałam ci nazywać mnie siostrą! – krzyknęła Reiko, łapiąc włosy młodszej dziewczyny obiema rękami. Porównując ją do Renko, która mimo wyglądu bardziej kojarzyła się z przyjaznym lekkoduchem, Reiko wyglądała dojrzale, jednak w rzeczywistości była wyjątkowo dziwną osobą.

– Ktoś wyglądający na dorosłego, jednak z umysłem dziecka… – Eiri podrapała się w plecy. – Innymi słowy, jesteś…

– Eiri, nie obrażaj mamy!

Zza Renjiego wyskoczyła Renko, stając przed matką z szeroko rozłożonymi rękami, żeby ją bronić. Najwyraźniej cały ten czas ukrywała się za bratem.

– Coooo, Renkoooo! – załkała Reiko.

– No już, już, mamo. Zostaw ukaranie tych małych cycuszków mnie. – Pogłaskała matkę po głowie, a potem spojrzała wściekle na przyjaciółkę. Chociaż miała na sobie maskę przeciwgazową, bijąca z jej oczu żądza krwi była wyraźnie wyczuwalna. Warknęła wściekle: – Jeśli jeszcze raz obrazisz mamę, zabiję cię, rozumiesz? Nie wybaczę nikomu brukania jej uczuć!

– Co? – Eiri zawahała się na moment. – Więc co z Kyousuke? – spytała. – Jeżeli każe ci go zabić, wykonasz rozkaz? Ślepo podążysz za jej poleceniem i pozbawisz go życia, mimo że go kochasz?

– He…. – Tym razem to Renko się zawahała. – T-To… – Zaczęła błądzić wzrokiem. – T-T-T-T-To… Nie ma z tym nic wspólnego! A ty, Eiri? Jeśli twoja klasa przegra, zostanę z nim rozdzielona. Masz zamiar sabotować swoich, cooooo?! – wskazała przyjaciółkę, próbując zmienić temat.

– Co? – Eiri uniosła brwi. – Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego. Nie mam zamiaru celowo przegrać. Starać się też specjalnie nie planuję, ale…

– Hmmm, czyżbyś nie miała motywacji? Spoważniej.

– Ale jestem twoim wrogiem. Czemu chcesz mnie zmotywować? Sama wolisz przegrać, prawda? W końcu jeśli twoja klasa wygra, to was rozdzielą, więc będziesz próbować sabotować…

– Nigdy! – krzyknęła Renko, przerywając Eiri.

– Renko? – wyszeptała jej matka, przy czym błysnęły jej okulary.

– Nie odpuszczę ci! Potraktuję to poważnie i cię pokonam!

– Tak, tak, oczywiście. – Eiri pomachała ręką od niechcenia. – Daj z siebie wszystko.

– Mówię poważnie, słyszysz?! – wrzasnęła Renko, ale po chwili obniżyła ton głosu. – Ja nie żartuję. Polecenia mamy są dla mnie rozkazem absolutnym. Jeżeli każe mi nie odpuszczać, nie odpuszczę. Jeśli zabroni mi się poddać, nie zrobię tego. Jeżeli poleci mi zabić, zabiję! Nawet jeżeli to będzie Kyousuke. – Podwinęła rękawy swojej bluzy, odsłaniając kruczoczarne tatuaże, zupełnie jak bestia szczerząca kły przed atakiem. Dopiero w tym momencie spojrzała na Kyousuke. – Teraz chcę to usłyszeć bardziej niż kiedykolwiek, Kyousuke. Co do mnie czujesz? Jak bardzo będziesz się o mnie starać? Wierzę w ciebie… Będę całym sercem liczyć, że odpowiesz na moje uczucia. – Jej spojrzenie wlepione w niego wyraźnie zdradzało głębię jej miłości, jednak szybko zniknęło. Chłopak poczuł nagle silną presję i ciarki na skórze.

– Renko…

– Posłuchaj… – zaczęła, powoli się do niego pochylając. – Podczas festiwalu oboje dajmy z siebie wszystko i spróbujmy zniszczyć się wzajemnie, dobrze? – Maska dziewczyny nie dała rady zablokować bijącej od niej niewiarygodnie silnej żądzy krwi.

× × ×

Na festiwal sportowy składało się szesnaście dyscyplin, takich jak krwawy wyścig na sto metrów, bieg z morderczymi pułapkami, grupowa walka piłką i wiele innych. Innymi słowy, normalne zabawy spotykane podczas takich imprez, z tym że zmienione w wyjątkowo brutalne konkurencje. Jednak nie one były najstraszniejszą częścią festiwalu…

– Dobra, gnoje, słuchać! Co roku mamy wielu poszkodowanych, głównie z rąk innych zawodników. Zasady pozwalają na wszystko, o ile poważnie nie zranisz ani nie zabijesz innego ucznia. Dlatego jeśli skupicie się jedynie na konkurencji, o wygranej możecie zapomnieć – wyjaśniła Kurumiya z pasją w głosie ze swojego podium podczas pierwszej godziny lekcyjnej piątego dnia treningu. Nawet wtedy nie dawała swoim uczniom chwili relaksu, mimo że działali już na resztkach sił. – Najbardziej musicie uważać na trzecie klasy, mają dwa lata ciężkich prac i treningu przewagi nad wami. Wytrzymałością, siłą i zdolnościami bojowymi przewyższają was o kilka poziomów.

– Zdolności bojowe? To miejsce ma resocjalizować morderców, więc jakie…

– Ty! Jak śmiesz szeeeeptać?!

Metalowa rura otarła się o policzek Shinjiego i zniszczyła tablicę z tyłu klasy.

– P-Przepraszam!

– Prawdę mówiąc, osiemdziesiąt procent wygranych należy do klas trzecich, pozostałe dwadzieścia do drugich. Nie zapominajcie, że oni też są trudnym przeciwnikiem. Przejrzyjcie notatki. – Kurumiya przed rozpoczęciem lekcji rozdała im wydruki z imieniem, płcią, wiekiem, liczbą zabitych, poziomem zagrożenia i innymi nieposortowanymi danymi osadzonych w zakładzie. – Każda klasa ma około piętnastu uczniów, co daje nam łącznie osiemdziesięciu dwóch osadzonych. Z profilami najbardziej niebezpiecznych, posiadających rangę A albo wyższą, możecie się zapoznać na czerwonych stronach.

Były to osobne kartki z dodatkowymi szczegółami jak umiejętności czy przezwiska. Poza standardowymi danymi jak wzrost, waga dodano wymiary czy procent tłuszczu w ciele, co z jednej strony pokazywało wyjątkowe oddanie Kurumii, a z drugiej całkowity brak prywatności w tym zakładzie. Dokumenty nie zawierały wzmianki o Renko, ponieważ jej poziom zagrożenia oceniono oficjalnie jedynie na C+. Największą uwagę Kyousuke przyciągnęły jednak dane o ciele Syamai…
Chwila… Kogo to obchodzi?!
Udało mu się jednak zebrać myśli, zanim odleciały w stronę różowych chmur. Zamiast myśleć o Renko, z którą ostatnio rzadko się widywał, i wymiarach innej uczennicy, spróbował skupić swoją uwagę na dokumencie przed nim.
“Killing Mania” Saki Syamaya (Klasa 3-A), ranga S
“Arch Enemy” Anji Gosou (Klasa 3-A), ranga A
“Under Oath” Takaya Kiriu (Klasa 3-B), ranga A+
“Heartless” Mei Kuroki (Klasa 3-B), ranga A+
“Faceless” Amon Abashiri (Klasa 3-B), ranga A+
“Pretty Fucking Sick” Kurisu Arisugawa (Klasa 3-B), ranga A+
“Ripper Jack” Takamoto Yatsuzaki (Klasa 2-A), ranga A
“Ripper Jack” Motoharu Yatsuzaki (Klasa 2-A), ranga A
“Ripper Jack” Takakage Yatsuzaki (Klasa 2-A), ranga A
“Beast of the Gale” Haruyo Gevaudan Tanaka (Klasa 2-B), ranga S
Wszyscy bez wyjątku byli niereformowalnymi psychopatami.
Jeden z nich nożem pociął swoje ofiary na małe kawałki, inny wydłubał ofierze oczy i zmusił ją do ich zjedzenia, kolejny namalował graffiti na ulicy przy użyciu krwi i wnętrzności ofiar, inny wrzucił kogoś do wanny z kwasem… Nawet pobieżne przejrzenie opisów ich zbrodni wywoływało ciarki na plecach, a przecież to właśnie z takimi osobami trzeba będzie się zmierzyć.

– Ej, ta Arisugawa jest całkiem słodka. Kuroki też! Znaczy się, top ranga, słodziutka, a te wymiary są po prostu idealne!

– Hee-hee-hee, powinni zrobić ranking uczennic, biorąc pod uwagę wielkość biustu… Hee-hee-hee.

– Nagle nabrałem motywacji do tego festiwalu! Ta Haruyo to czarny koń, mówię wam. Sądząc po imieniu, pół-Japonka, no i wymiary też idealne. Niestety, nie widać jej twarzy, ale skoro Renko wygląda, jak wygląda…

– He? Shinji, nie mów mi, że wciąż się w niej bujasz. Jeżeli spróbujesz się wokół niej kręcić, to cię zajebię, rozumiesz?

– Tee-hee. Skoro ta suka ma rangę S, to braciszek musi mieć S+, nie? Wątpię, żeby ktokolwiek ze starszych klas był tak silny, jak wygląda. Raczej nie sprawią nam problemów. Braciszek pozabija ich wszystkich, zanim zdążymy ruszyć palcem!

– Nie, nie…

Najwyraźniej jedynie dwoje uczniów denerwowało się tą sytuacją. Jednym z nich był Kyousuke, a drugim…

– Eee?! M-M-M-M-Mamy walczyć… z ta-ta-ta-takimi ludźmi?! Niemożliwe… Niemożliwe! Nieważne, ile żyć, nie wystarczą!

– Łaaa….

Maina i Kyousuke. Eiri nawet nie spojrzała na dokumenty.
W klasie zawrzało, jednak Kurumiya uciszyła wszystkich krzykiem:

– Cisza! Rety… Dobrze, że jesteście odważni, ale jeśli ich zignorujecie, skończycie jako kałuża krwi. Macie tylko siedemnaście osób w drużynie, każdy z was będzie dźwigać na barkach odpowiedzialność za wynik drużyny. Były już przypadki, kiedy nikt z całej klasy nie dotrwał do końca zawodów, więc lepiej nie opuszczajcie gardy, świnki!

Wszyscy uczniowie odpowiedzieli jednocześnie:

– Tak jest!

Po poradzeniu sobie z niebezpiecznie luźną atmosferą nauczycielka przeszła do dalszych wyjaśnień.

– Tak lepiej. Nie lekceważcie nikogo. Mam wobec was wielkie oczekiwania, zwłaszcza Kamii i Akabane, bo oni mogą stanąć w szranki z grupą umieszczoną na czerwonej liście. Jeżeli będziecie walczyć razem, jako drużyna, mając tę dwójkę za liderów, istnieje szansa, że wygracie. Poza tym… – Kurumiya skierowała wzrok na pewną osobę. Wszyscy oczywiście podążyli za jej spojrzeniem.

– Eeee… O co chodzi? – spytała zmieszana Maina.

– Przypadkowa Morderczyni, Czarna Pandora, Maina Igarashi, moje oczekiwania tyczą się także ciebie! Chyba nie przesadzę, mówiąc, że losy naszego wyniku tak naprawdę zależą od ciebie.

– He? – Maina zamarła, robiąc przerażoną minę. – Cooooooo! Odeeee mnieee?! – Prawie spadła z krzesła.

– Tak – potwierdziła Kurumiya, spoglądając na dziewczynę, która w końcu przewróciła się razem z krzesłem. – Od ciebie, Igarashi. Nie błyszczysz intelektem oraz masz kiepski refleks, a twoje fizyczne możliwości są poniżej średniej i posiadasz słabą wolę walki. Przeraża cię byle co i bez przerwy powtarzasz te same błędy. Twoja niekompetencja jest twoją silną stroną, bo możesz sabotować działania wszystkich innych drużyn! Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, masz szansę ugrać dla nas więcej niż Kamiya i Akabane.

PLC05 – NCP04
image-1553

– Co?! Eeee…

Ignorując reakcję Mainy, nauczycielka mówiła dalej:

– Jednak jeżeli stanie się inaczej, to my otrzymamy silny cios. To będzie jak rzut monetą. Albo dzięki tobie wygramy, albo doprowadzisz naszą klasę do upadku. Mam nadzieję, że ziści się ta pierwsza opcja. Jeżeli jednak nie… Chyba wiesz, co się stanie, co?

– Iaaa! – Maina zbladła ze strachu. – Aaaa… – Wybałuszyła oczy i zaczęła szczękać zębami. Teraz, kiedy zwycięstwo klasy spoczęło na jej barkach, naprawdę mogła zemdleć z przerażenia (choć zawsze była tego bliska).

Kurumiya wróciła na swoje podium.

– No cóż, te osoby są dla nas kluczowe, ale poza nimi mamy też sprytnego Saotome, Oonogiego z jego świetnym refleksem, giętkiego Usamiego, nieznającą strachu Tomonagę i młodszą Kamiyę, złośliwą jak mało kto i niezrównaną w knuciu niecnych planów. Musimy zbudować naszą strategię wokół tych osób…

– Nie jestem złośliwa!

– Pozostało nam wybrać zawodników do konkurencji. – Kurumiya zignorowała protesty unoszącej rękę Ayaki. – Wielu nie dotrwa do drugiej połowy zawodów, więc skupmy się na pierwszej części i konkretnych dyscyplinach. Szósty Wyścig Nieszczęścia i ósmy…

– Heeeeeja! Kurumijciu, wróóóóciiiiłem! – W tym momencie ktoś wykopał drzwi do klasy.

Kurumiyę aż wmurowało. Wszyscy podążyli za jej wzrokiem.

– Co to, u licha, było? – wyszeptał Kyousuke.

Nauczycielka, początkowo zszokowana samym faktem wykopania drzwi, zachowała spokój, podając notatki nowo przybyłej osobie.

– Ach, w końcu wróciłeś, Irokezie.

W drzwiach stał uczeń cały w liściach, połamanych gałęziach i błocie.

– Irokez?

Dopiero po chwili wszyscy go poznali. Jego fryzura została zakryta zielenią, żeby go zakamuflować.

– I? – spytała Kurumiya. – Mam nadzieję, że wykonałeś zadanie.

– Heh-heh-heh! Oczywiście, skarbie. Mam to, o co prosiłaś!

Irokez przeczołgał się do niej i podał notes w takim samym zielonym moro, w jakie sam był ubrany. Na notatniku widniał napis „Ściśle tajne”.

– Och? A więc ci się udało! Zobaczmy… – Po pobieżnym przejrzeniu notatek nauczycielka dodała: – Dobra robota.

– Yeeeeeeeeeeees! – krzyknął Irokez z radości, a potem, korzystając z okazji, spojrzał na nauczycielkę proszącym wzrokiem. – Ej, malutka, dobrze się spisałem, tak?

– Tak – odpowiedziała Kurumiya, chowając prawą rękę za plecy.

– Wykonałem ściśle tajne zadanie, tak?

– Tak – stwierdziła ponownie, chwytając broń ukrytą za plecami.

– Czyli należy mi się nagroda, tak?!

– Nie! – Nauczycielka uderzyła go metalową rurą w głowę. Następnie oparła broń o ramię i postawiła nogę na twarzy chłopaka. – Co miałeś na myśli, prosząc o wynagrodzenie, co? Chyba już ci powiedziałam? Jeśli wygramy zawody sportowe, dostaniesz nagrodę, o jakiej nawet nie śniłeś. Osiągnęliśmy cel? Co? Hmmm?! Jeśli chcesz o coś prosić, najpierw wykonaj swoją część umowy, debilu! – warknęła, uderzając rurą jak kijem golfowym. – Przeprowadź samobójczy atak na wrogą klasę i zrób tyle problemów, ile dasz radę! A jeśli dopisze mi szczęście, od razy przy tym zdechniesz!

– Tak jest, psze pani! – odpowiedział, wylatując przez drzwi po uderzeniu. Po krótkiej chwili z korytarza dobiegł głośny huk.

– Znikaj! – Kurumiya krzyknęła za nim, zamknęła drzwi, po czym wróciła na podium, spoglądając na resztę uczniów, którzy zastanawiali się, co ją tak rozwścieczyło. – Hmph. Można by pomyśleć, że jest kompletnie bezużyteczny, a jednak przewyższył moje wszelkie oczekiwania i okazał się pomocny! Heh-heh-heh. Słuchać, gnoje, mam dla was trochę przydatnych informacji.

– Informacji?

– Tak. Wysłałam tego przygłupa, bo i tak nikt nawet nie uroniłby łzy, gdyby zdechł, żeby wywęszył ustawienie, taktykę i terminy treningów innych klas. Kto posiada informacje, ten kontroluje przebieg bitwy. Na podstawie tych danych oprzemy naszą strategię.

– …

Kurumiya zrobiła okrutne spojrzenie; naprawdę posunęłaby się do wszystkiego dla wygranej. Starsze klasy najwyraźniej trenowały w Domu Otchłani, dokąd jeszcze niedawno wszyscy pojechali na letni obóz, więc musiała wysłać posłańca do tak odległego miejsca, żeby zdobyć potrzebne jej informacje. Właśnie dlatego ostatnio w ogóle go nie widzieli.
Irokez zawsze robi, co tylko mu do głowy przyjdzie. Ciekawe, czy słucha się tak Kurumii, bo nagrodą, którą mu obiecała, jest…

– Ciekawi was, jaką nagrodę dam Irokezowi? Śmierć oczywiście. Heh-heh-heh… Najpierw go wykorzystam, a potem własnoręcznie wykończę.

– …

To była typowa Kurumiya, niewiarygodnie brutalna jak zawsze. Z jakiegoś powodu wszyscy w klasie nagle poczuli sympatię do Irokeza.

× × ×

– Zostały tylko trzy dni do festiwalu! Ciekawe, kto z naszej klasy zginie… Po części trzęsę się z ekscytacji, a po trochu ze strachu! – rzucił Shinji po szkole, jedenastego dnia treningu.

Malująca paznokcie na swojej ławce Eiri odparła:

– Hmph. Przecież to już wiadomo, nikt nie zginie. Jesteś głupi czy jak?

– Heh-heh. Byłoby miło, co? Chociaż wolałbym, żebyś ty umarła, Eiri. Albo Ayaka czy Maina, nawet ucieszyłbym się z Tomomi. Dobrze bym wykorzystał wasze zwłoki. E-hee-hee-hee-hee!

– Cofam, co powiedziałam. Mam nadzieję, że zdechniesz, nekrozjebie.

– Może sami go zabijemy? Stracimy zawodnika, ale jednego zboka na świecie mniej, więc warto. Broń, broń… gdzie podziała się jakaś broń, kiedy jest potrzebna?

– Ayako nie można tak! Nie szukaj śmiertelnie niebezpiecznej broni, jakby była to byle para zagubionych okularów!

– Chwila… Znowu na końcu?! Nie mogę w to uwierzyć! A zaakceptowałam cię mimo tego pojebanego fetyszu… Shinji, jesteś okrutny! Chory! Chyba podetnę sobie nadgarstki! – Tomomi podeszła do ławki Eiri, poruszając sobie linijką wzdłuż ręki.

– Ej, co ty wyprawiasz? To nawet nie twoja linijka.

Kiepski żart Tomomi został ucięty, ale ta, nie zrażając się, poklepała Eiri po plecach.

– Kyaha, niezła docinka!

Eiri nawet tego nie skomentowała, jedynie zmarszczyła czoło.
Przez te dziesięć dni ćwiczeń klasa się ze sobą zżyła. Tyczyło się to nawet grupki Shinjiego, która od samego początku charakteryzowała się wrogim nastawieniem do reszty (i vice versa). Gdyby zignorować fakt, że to byli skazani mordercy, stanowili wyjątkowo przyjazną zgraję i gawędzili z Kyousuke podczas przerw. Wydawało się, że obie grupy utrzymywały odrębność, ponieważ przyjęły za zasadę, żeby nawet nie zbliżać się do tej drugiej. Jednak tak naprawdę obie ciekawiła ta druga strona. Oczywiście żadne z nich nie miało problemu z zabiciem człowieka, więc Kyousuke starał się nie zbliżać z nimi bardziej, niż to było konieczne.

– Ale jedno mnie niepokoi – powiedział Shinji, spoglądając na notatki Kurumii. – Żadne z nich nie zabiło tak wiele osób, racja? Syamaya ma najwięcej ofiar, ale reszta – po kolei osiem, siedem i sześć. Mało kto załatwił więcej niż trzy osoby, w większości przypadków jedną czy dwie. – Na jego twarz zawitał uśmiech. – Patrząc na to pod tym kątem, sytuacja nie wygląda tak źle, co? W dodatku ci od ośmiu ofiar zrobili to we trzech. Kamiya z dwunastoma jest drugi w zakładzie, a Eiri z sześcioma piąta!

– Oooch, to znaczy, że jesteśmy faworytami? Czyli wszystko będzie okej!

– Nie, nie…

Kyousuke i Eiri dotąd nie ujawnili reszcie, że nigdy nikogo nie zabili, dlatego nie chcieli, żeby na nich polegano. Poza tym…

– Liczba ofiar nie jest równoznaczna z siłą, nie? – rzuciła ozięble Eiri. – Kurumiya przecież wam powiedziała, że zginiecie, jeśli ich zlekceważycie. Starsze klasy są o wiele silniejsze od nas. Jeżeli wystartujemy z tak mega optymistycznym podejściem, nie będzie czego po nas zbierać.

– … – Shinji zamilkł.

Eiri przestała malować paznokcie i marszcząc brwi, spytała:

– Co?

Shinji i Tomomi spojrzeli na siebie.

– C-Cóż, jak by to powiedzieć…

– To trochę… przerażające? Zupełnie do ciebie niepodobne, Eiri…

– Ej, Usami, słyszałeś?! Eiri wyraziła najzwyklejszą na świecie opinię! Pewnie dlatego, że ma najgorsze oceny w klasie. Ha-ha-ha-ha-ha.

– Co? – Eiri rzuciła Oonogiemu ostre jak brzytwa spojrzenie. – Co żeś powiedział? Spróbuj to powtórzyć, okularniku…

Oonogi bazgrał po tablicy. Rysował portrety dziewczyn z klasy, nie starając się przy tym ani trochę oddać podobieństwa. Kiedy Eiri powoli wstała z ławki, zaczął panikować.

– Nie, jest tak, jak powiedziałaś! Liczba zabitych nie ma nic wspólnego z siłą, dobre oceny nie oznaczają najmądrzejszej osoby w klasie, a wielkie piersi nie równają się z głupotą. W końcu jesteś deską, a jednak głupią, nie? Ha-ha-ha…

Eiri aż poczerwieniała ze złości:

– Zaraz zdechniesz!

Oonogi przestał się uśmiechać, krzyknął, odrzucił kredę i próbował uciec z klasy, jednak…

– Ghhh! He? – Kiedy chciał wybiec za drzwi, uderzył w coś dużego. – Cholera… Patrz, gdzie lezie…! – zaczął krzyczeć, jednak nagle urwał wrzask. – Eeee… – Po ujrzeniu, na kogo wpadł, po prostu odebrało mu mowę.

W drzwiach stał wielki chłopak w szarej masce przeciwgazowej.

– …

Renji miał na sobie koszulkę z logiem GMK48 i dresowe spodnie. Jego ręka, złamana dwa tygodnie wcześniej przez Kurumiyę, już się wyleczyła i nie było na niej nawet najmniejszej blizny.

– P-Patrz, gdzie leziesz! – pogroził Oonogi stojącemu po prostu w miejscu chłopakowi. – On w ogóle patrzy, dokąd idzie?! Ej, wytłumacz się, bo zajebię!

– … – Renji bez słowa zrobił krok w przód.

– Eee?! Ch-Chwila! Tylko żartowałem! To był jedynie żart! P-Pogadajmy! Przepraszaaaam! – Krzyk Oonogiego przeszedł w falset.

Nie zważając na niego, Renji ruszył dalej do swojej klasy, a przerażony Oonogi wczołgał się do swojej.

– Witamy z powrotem. Co cię tak przeraziło? – spytała Eiri rozdrażnionym głosem. – Wyglądasz jak tysiąc nieszczęść.

– A-A-A-Ale…! – Oonogi był na krawędzi płaczu, a jego okulary zsunęły mu się z oczu. – Ten typ jest niewiarygodnie twardy! To przerażające! Zupełnie jakby był zrobiony z betonu czy coś! I ta otaczająca go aura… Miałem wrażenie, że zaraz zostanę rozdeptany przez mamuta!

– Cóż, przesadzasz – skwitował Shinji, machając lekceważąco ręką. – Może i jest spory, ale to uczeń z wymiany. Nie ma go nawet na liście Kurumii. Ale, Arata, zapamiętaj. Klasa 1-A ma swojego mamuta, Kyousuke Kamiyę. Jeżeli dobrze wykorzystamy jego siłę, mamy wygraną jak w banku!

– Nie, mówię ci…

Jeśli stanę z nim do walki, nie dam rady nawet ruszyć palcem – pomyślał Kyousuke.
Kurumiya ostrzegła ich przed Renjim jedynie prostym „uważajcie na niego”, nie ujawniając przy tym żadnych informacji. Podobnie zresztą postąpiła z Renko, która z usuniętym limiterem bez cienia wątpliwości miała kategorię zagrożenia S+ albo i wyższą, a Renji przynajmniej dorównywał jej siłą.
Nie sądzę, żeby zdjął maskę… Ale jego matka powiedziała, że chce nas zniszczyć, więc musimy być bardzo ostrożni, bo w przeciwnym razie długo nie pożyjemy.

– Właśnie, właśnie. To będzie łatwa wygrana! – Ayaka, pełna dumy, objęła brata, rozglądając się po klasie. – Braciszek wcześniej sam rozgromił gang motocyklistów, liczący ponad trzydzieści osób! Jeżeli to będzie walka jeden na jednego, nikt nie ma z nim szans!

– H-Hej…

– Braciszku, jesteś liderem, musisz dawać im przykład! Jeżeli będziesz mieć tak ponury nastrój, udzieli się reszcie i przegramy! Ktoś z klasy może nawet umrzeć! – wyszeptała mu do ucha.

Bez względu na okoliczności jego klasa polegała na nim, na Krwawym Magazynierze. Musiał sprostać ich oczekiwaniom, nawet jeżeli w przeszłości nikogo nie zabił. W końcu bez niego nie będą w stanie walczyć do końca, przetrwać bez zabijania kogokolwiek. Opuszczenie tego zakładu bez krwi na rękach mogło być tylko marzeniem bez jakichkolwiek szans na spełnienie, dlatego…

– No tak. Ayaka ma rację, te typ jest tylko wielką górą mięsa. Takie płotki padają od jednego ciosu! Reszta wcale nie lepsza. Nieważne, czy to przypadkowi, masowi czy seryjni mordercy, zajmę się nimi. Nie musicie się o nic martwić! – krzyknął Kyousuke, odrzucając całą swoją niepewność, wahanie i strach.

W klasie zapanowała cisza, jednak po chwili rozległy się głośne owacje.

– Taaaaaaaaaaaa!

– To nasz Kamiya! – krzyknął Shinji z podziwem.

– Kyousuke jest naprawdę wspaniały! – rzuciła radośnie Tomomi.

Oonogi i Usami zaczęli klaskać, a Ayaka pokazała mu kciuk w górę.

– Super! – Oczy Mainy błyszczały.

– Hmm? – Eiri uniosła brew.

– Ka-mi-ya! Ka-mi-ya! – zaczęli skandować.

– Kksshh… – Zza otwartych drzwi z tyłu klasy dobiegł śmiech Renjiego, który wlepiał spojrzenie w Kyousuke.