Rozdział 3: Scena 3 – Zardzewiałe paznokcie

14 sierpnia (środa), pochmurno.

Tak jak wczoraj spędziłam cały dzień z Bobem i resztą. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, jednak w pamięć zapadło mi tylko morderstwo. Bob jest tak silna, że gdy chciała kogoś objąć, zgniotła go na śmierć. Chihiro za bardzo lubi mięso i zjadła troje ludzi (jest mała, ale straszny z niej łakomczuch). Michirou nie opowiedział mi swojego przypadku, ale Bob zdradziła mi w tajemnicy, że wpadł w szał, a potem winił za wszystko demona (albo anioła) mieszkającego w jego ręce. Być może zrzuca to na niego, żeby nie przygniotło go poczucie winy… Wysłuchanie ich historii dało mi wiele do myślenia.

PLC04 - NCP09
image-1489

– Chcesz… zabić Kyousuke?

– Tak. Jeżeli nie pozbawisz życia tej dziewczyny, ja zabiję jego. Prosty wybór pomiędzy dwiema możliwościami, prawda? Odebrać życie nieznajomemu czy komuś, kogo dobrze znasz. Jedno z dwóch. Proszę, wybieraj, siostro.

Pomiędzy osłupiałą Eiri a spokojną Kagurą stał Kyousuke, rzucający spojrzenie to na jedną, to na drugą z sióstr.

– He? Co? Jeśli nie chcę, żeby Kyousuke zginął, mam zabić tę dziewczynkę? N-Niedorzeczne… Jak niby mam podjąć taką decyzję?!

– Doprawdy? – Kagura spojrzała na Eiri z kamienną miną. – W takim razie ten chłopak umrze.

– Nie żartuj tak sobie! – krzyknęła Eiri.

Kagury jednak to nie złamało.

– Ja nie żartuję – odpowiedziała, ruszając w stronę siostry. – Wyglądam, jakbym stroiła sobie żarty? Jaka szkoda, bo taki był rozkaz. Oficjalne polecenie matki. Kazała mi doprowadzić do sytuacji, w której miałabyś wybrać pomiędzy życiem nieznajomego a kogoś ci bliskiego.

– Ach… – Eiri nie wiedziała, co powiedzieć.

Przed oczami Kyousuke pojawił się obraz Fuyou. Czyżby matka Eiri za swoim sympatycznym uśmiechem naprawdę skrywała tak szatański plan? Jak skrytobójca, który nie wyjmuje broni aż do momentu, w którym należy zadać cios? Może ukrywała swoją prawdziwą osobowość, nie okazując nawet najmniejszej oznaki szaleństwa?

– Czemu matka miałaby zrobić coś takiego?

– Oczywiście po to, żebyś kogoś w końcu zabiła. Tego zawsze chciała. Powinnaś spełnić jej życzenie. Nie musisz się wahać, prawda? Uśmierć ją. Jeśli tego nie zrobisz, umrze ten chłopak. Nie możesz uciec. Albo ty zabijesz ją, albo ja jego. To jedyne istniejące wyjścia z tej sytuacji.

– Bez względu na wszystko?

– Dokładnie. Przecież ci powiedziałam, to zadanie zlecone przez matkę. Dla członka rodziny Akabane słowo głowy rodu jest absolutne. Nie uda ci się też mnie przekonać, bo nie mam zamiaru cię słuchać. Ostrza zostały stworzone, by ich używać. To samo tyczy się ciebie i jestem pewna, że doskonale o tym wiesz.

– …

Cisza. Eiri zbladła, spojrzała kolejno na Kagurę, Kyousuke i leżącą na ziemi dziewczynę. Zwiesiła głowę i zagryzając wargi, odpowiedziała:

– Rozumiem.

Uniosła twarz, odrzuciła na bok wodny balonik, a następnie spojrzała na dziewczynkę, która miała być jej celem.

– Masz rację. Nie mogę po prostu zwiać. Jeśli zacznę uciekać, już nigdy nie będę mogła się zatrzymać.

– E-Ej! – Kyousuke złapał Eiri za nadgarstek, chcąc ją zatrzymać.

– Uciekaj stąd – rozkazała mu. Jej na wpół przymknięte oczy aż płonęły. – To mój problem, nie wtrącaj się. Trzymaj się z daleka. Kyousuke… nie wchodź mi w drogę.

– Eiri…

Dziewczyna wyrwała rękę z uścisku chłopaka, a następnie ruszyła przed siebie, mówiąc cicho:

– Przepraszam.

Kagura wyjęła swój metalowy wachlarz z yukaty.

– Posłuchaj siostry. Nie ma nic złego w tym, żebyś ratował swoje życie. Czemu ktoś, kto zamordował dwanaście osób, miałby powstrzymać kogoś innego przed zabiciem jednej? Nie musisz się też martwić, że złamie słowo. Jeżeli w końcu przełamie stygmat Zardzewiałego Paznokcia, nie tknę cię nawet palcem. Zresztą nigdy nie miałam takiego zamiaru.

– Naprawdę? – spytała Eiri, która w końcu podeszła do siostry.

– Tak – odpowiedziała Kagura, wachlując się swoją bronią. – Powiedziałam ci już, jakie rozkazy otrzymałam od matki. Jeżeli wykonasz polecenie i zabijesz, nie spadnie mu nawet włos z głowy.

– Rozumiem. W takim razie dobrze. – Spojrzenie Eiri padło na nieprzytomną dziewczynkę w żółtej yukacie, wciąż leżącą na ziemi. Uklękła przy niej i obróciła ją. – Uch… – jęknęła na widok jej twarzy. Miała spokojną minę, zupełnie jakby spała, a być może dzięki wyjątkowym umiejętnościom Kagury nawet nie poczuła bólu. – Nazywasz się Hina, tak? – Eiri delikatnie pogłaskała jej policzek końcówkami paznokci.

– Co ty wyprawiasz? Kazałam ci ją zabić…

– Zamknij się – rzuciła Eiri cichym, jednak silnym głosem, nie spuszczając oczu z nieprzytomnej dziewczyny.

Kagura zawahała się na moment, jednak szybko zakryła usta wachlarzem.

– Hmph.

Eiri cofnęła ręce i zamknęła oczy. Kiedy ponownie je otworzyła, otaczała ją już zupełnie inna atmosfera.

– Zabiję ją – ogłosiła wypranym z emocji, kompletnie nieludzkim głosem.

Powoli uniosła prawą rękę, a ostrza w jej paznokciach odbiły światło księżyca. Spoglądała na gardło swojego celu. Bez cienia zawahania przygotowywała się do zadania ciosu prosto w odsłoniętą tętnicę szyjną.

– Nie zabijaj jej!

Eiri podskoczyła, zaskoczona nagłą interwencją. Zesztywniała z uniesioną ręką, a jej puste, jakby opętane oczy skierowały się na Kyousuke. Szybko jednak wróciła do siebie; niestety z pustej miny przeszła prosto w gniew.

– Czy nie zabroniłam ci wchodzić mi w drogę?!

– Zamknij się. – Eiri aż drgnęła, słysząc odpowiedź Kyousuke. – Wiem, że nie chciałaś, żeby ci przeszkadzać, i wiem, że musisz kogoś zabić… ale odmawiam. Pozbawisz życia tę dziewczynę, żeby ocalić moje? Nie powinnaś sama decydować o czymś takim! Jeśli ci na to pozwolę, będę mieć jej krew na rękach tak samo jak ty!

– Ach…

Eiri opuściła rękę.
Kyousuke westchnął, spoglądając w czerwone oczy przyjaciółki.

– Przepraszam, ale powstrzymam cię siłą, jeśli będę musiał. Kiedy w grę wchodzi czyjeś istnienie, po prostu nie mogę bezczynnie się temu przyglądać. Jeżeli nalegasz, żeby ważyć ludzkie życie na wadze… roztrzaskam ją własnymi rękoma!

– Kyousuke…

– Ty gnoju…

Spojrzenie gniewnych oczu Kagury jak sztylety wbiło się w Kyousuke.

– Czemu, do cholery, się wtrącasz? Takie teksty od nieokrzesanego plebsu… Nie bądź niedorzeczny. Czyżby więzienie naprawdę cię zreformowało? Bo to naprawdę szlachetne słowa, choć płynące od kogoś, kto bez mrugnięcia odebrał tuzin żyć.

– Mylisz się.

– A w czym?

– Nigdy nikogo nie zabiłem. Jestem tylko zwykłym chłopakiem.

– … – Kagura milczała przez chwilę. – Ach, więc takie buty? – powiedziała po chwili. – Cóż, trudno. Nieważne, czy jesteś mordercą, czy nie, to nie zmienia twojej roli w tym wszystkim. Jeżeli nie będziesz posłusznie siedział po swojej stronie wagi, mogę cię z niej szybko strącić. – Dziewczyna zamknęła swój wachlarz. – Kary za wtrącanie się w moje zadanie są dość surowe, wiesz? Może i nie należysz do tego świata, ale to nie znaczy, że okażę ci litość.

– Dajesz. Spróbuj tylko! Wcześniej powiedziałaś, że są tylko dwa wyjścia, ale… – Kyousuke zacisnął pięści, otarł pot z czoła i zrzucił z nóg sandały, do których nie był przyzwyczajony. – Pozostaje jeszcze jedna opcja! Ta, w której Eiri nie będzie musiała wybierać, bo spierzemy twój tyłek!

– He? – Eiri wyraźnie to zaskoczyło.

– Co? – Kagura zmrużyła oczy. – Ty tak na poważnie? Jeśli tak, jesteś niewiarygodnie głupi. Nawet jeżeli się nakręciłeś, powinieneś zdawać sobie sprawę ze swoich możliwości. Pozwól, że pokażę ci różnicę między nami.

Klap, klap.
Po górskiej drodze rozchodziło się echo powolnych kroków Kagury.
Kyousuke obserwował ją uważnie, zachowując czujność i pozostając gotowym do walki w każdej chwili.
Klap… Nagle Kagura zniknęła.

– Ghhh!

Chłopak otrzymał cios w lewą stronę głowy, silny niczym uderzenie metalowego kija baseballowego, który zwalił go z nóg.

– Ghhh!

Kolejny równie silny atak nadszedł z drugiej strony, obracając Kyousuke w powietrzu, zanim zdążył upaść po pierwszym ciosie. Kątem oka dostrzegł srebrny łuk.

– Ghhhh!

Trzecie uderzenie było skierowane w podbródek. Po tym ciosie aż zrobiło mu się biało przed oczami i zaczął tracić świadomość. W końcu upadł na plecy, prosto na sandały, które wcześniej z siebie zrzucił.
Kagura spokojnie spojrzała na niego z góry.

– Och. Nie miałeś sprać mi tyłka? Nie byłeś w stanie nawet zareagować na moje ataki. – W ręce trzymała swój metalowy wachlarz. – Gdybym otworzyła swoje ostrze, nawet nie zauważyłbyś, kiedy otrzymałbyś śmiertelną ranę! Żyjesz tylko dzięki mojemu dobremu sercu. – Uderzyła końcem broni w lewy policzek chłopaka.

– Kyousuke! – krzyknęła Eiri, widząc, jak ten przetacza się po asfalcie.

Wycierając krew z wachlarza, Kagura kontynuowała:

– Siostro, zacznę teraz bić tego chłopaka. Jeżeli chcesz go ocalić, lepiej zabij szybko tamtą dziewczynę. To doskonała broń, nawet jeżeli uderzam jedynie jej bokiem, więc jeśli będziesz zbyt długo zwlekać, może się okazać, że się spóźniłaś. Ciekawe, kto umrze pierwszy – on czy może tamta dziewczyna. Powodzenia w wyścigu – śmiejąc się, wyprowadziła cios zmierzający w twarz Kyousuke.

× × ×

– Ghh…

Atak był zbyt szybki, żeby dostrzec go gołym okiem, jednak Kyousuke jakoś uniknął go o grubość włosa. Kiedy tylko wachlarz Kagury uderzył w ziemię, chłopak wyskoczył w górę i bez wahania zaatakował.

– Nie lekceważ mnieeee!

– Głupek. – Dziewczyna z łatwością zrobiła unik. – Sądziłeś, że w ten sposób dasz radę mnie chwycić? Bez żartów! – Kiedy Kyousuke ją mijał, wyprowadziła ze śmiechem cios w jego prawy policzek, po raz kolejny posyłając nieszczęśnika na ziemię. Następnie postawiła nogę na tyle jego głowy i docisnęła ją do ziemi. – Nie przepadasz za sztukami walki? – zażartowała. – Bo sprawiasz wrażenie amatora.

– Zamknij się! – wrzasnął Kyousuke, używając całej swojej siły, żeby się podnieść i odepchnąć nogę dziewczyny.

– …?!

Kagura się zachwiała, a jej przeciwnik, nie tracąc okazji, wyprowadził prawy prosty, ale…

– Mówię ci przecież, że jesteś za wolny! – Kagura zrobiła krok w przód, złapała go za nadgarstek, okręciła rękę wokół wachlarza i wykręciła za plecy.

– Aaaaa!

Westchnęła, wciąż trzymając go w uścisku.

– Potrafisz coś poza wymachiwaniem rękami jak kretyn? Prawdę mówiąc, zaskoczyłeś mnie. Siły ci nie brak, ale twój talent się marnuje. Z drugiej strony ja w porównaniu z tobą jestem słaba, ale jeśli przyłożę odpowiednio nacisk… Cóż, sam zobacz! – Dziewczyna wzmocniła trochę uścisk.

– Ghaaaaa!

Widząc, jak Kyousuke cierpi, Eiri wykrzyczała imię siostry, a potem, łapiąc się za głowę, dodała łamliwym głosem: – Przestań… Błagam, przestań już. Nie krzywdź go. Zabiję ją… Zabiję to dziecko, więc proszę… przestań.

– Siostro – zirytowana Kagura uniosła brwi – wciąż chyba nie rozumiesz. Nie powinnaś teraz prosić, ale mordować! Jeśli chcesz, żebym przestała, zabij ją. Chyba jednak potrzebujesz dodatkowej zachęty. Pozwolę więc sobie złamać mu rękę!

Kagura użyła całej swojej siły, żeby wykręcić nadgarstek Kyousuke.

– Ghaaaaaaaaaaaaaaaa!

– Kyousukeee?!

Siła wywarta przez metalowy wachlarz powinna z łatwością roztrzaskać rękę. Powinna. Jednak kość Kyousuke pozostała nietknięta.

– …?!

Kagurę zszokowała niewiarygodna wytrzymałość ciała jej przeciwnika.

– Puuuuszczaj mnieee!

– Aaaa!

Korzystając z jej zawahania, Kyousuke wyrwał rękę z żelaznego uścisku, stanął pewnie na nogach i masując obolały nadgarstek, krzyknął do Eiri:

– Nie zawracaj sobie mną głowy! Nie musisz jej zabijać, jeśli nie chcesz. Nie zginę tu, więc martw się tylko o siebie.

– K-Kyousuke…

– Cisza! – wrzasnęła Kagura, atakując wachlarzem.

Kyousuke jednak odbił ten cios ręką. – Nie morduj tylko po to, żeby ocalić moje życie! – krzyknął. – Nie ulegaj szantażowi Kagury! Dlaczego chcesz zabić?! Czemu chcesz pozbawić życia to dziecko?!

– J-Ja…

– Bo Eiri jest Akabane! – Kagura odpowiedziała za siostrę, robiąc jednocześnie zamach w stronę Kyousuke swoją bronią.

Chociaż chłopak uniósł rękę, żeby zablokować atak, metal uderzył go w lewy bok, co zachwiało jego równowagą. Kagura, nie tracąc nadarzającej się okazji, wyprowadziła serię kolejnych ciosów.

– Nasza rodzina od pokoleń zajmuje się morderstwami, to nasz raison d’être… Urodzeni w rodzie Akabane nie są ludźmi, ale broniami, które istnieją po to, żeby zabijać. To absurd pytać ostrze, dlaczego tnie! To cel jego istnienia! Ostrze niemogące ciąć nie ma żadnej wartości. Prawda, siostro?!

– Kagura…

– Zamknij się! – krzyknął Kyousuke, wyprowadzając cios, który przełamał śmiertelny taniec metalowego wachlarza. – Nie jesteście broniami, tylko ludźmi! Macie uczucia tak jak wszyscy inni! Zapomnij o rodzie Akabane, przodkach i otoczeniu, odetnij się od tego! W co naprawdę wierzysz?! Jeśli ją zabijesz, nie będzie już powrotu! Pomyśl o tym!

– Jak mógłbyś to zrozumieć?! – Kagura uniknęła lewego sierpowego i haka, a następnie zaczęła blokować kolejne ciosy wachlarzem. – Znasz Akabane ledwie od kilku miesięcy, a mówisz, jakbyś wszystko o nas wiedział! Od urodzenia razem trenowałyśmy techniki zabijania. Nigdy nie byłbyś w stanie sobie wyobrazić, jakiej potwornej dyscyplinie nas poddawano… A mimo to co się z tobą stało, siostro?! Urodziłaś się, wychowałaś się i żyjesz, żeby zabijać… Jeśli zrzekniesz się tego, co ci zostanie?!

W oczach Eiri, rzucającej spojrzenie kolejno na Kagurę, Kyousuke i leżącą na ziemi dziewczynkę, pojawiły się łzy.
Kagura zagryzła wargi, a jej ataki stały się o wiele silniejsze i dziksze niż wcześniej.

– To niemożliwe, żebyś była tak słaba. Ty, najszybsza i najsilniejsza z nas wszystkich… Cały ród szczerze wierzy, że prześcigniesz nawet matkę. Jak długo jeszcze pozostaniesz w tym żałosnym stanie?! Wystarczy już tego! Przestań rozczarowywać rodzinę… i mnie.

– Kagura…

Wrzaski Kagury zmieniły się nagle w ciche błagania. Chociaż bez wątpienia miała przewagę w walce, zrobiła się nerwowa, a z jej miny wyraźnie dało się odczytać desperację.
Widok siostry w takim stanie wpłynął na Eiri. Przyłożyła paznokcie do piersi, a potem spojrzała na gardło nieprzytomnej dziewczynki.

– Ej, czekaj! Nie rób nic pochopnie!

– Kazałam ci się zamknąć! – Kagura uderzyła Kyousuke z liścia. – Nic nie wiesz o naszej rodzinie, nie wtrącaj się! – Kolejne ciosy w twarz wyprowadzała już swoim wachlarzem.

Chłopak się zachwiał, jednak nie upadł na ziemię. Zacisnął zęby, ugiął nogi, a następnie wyprowadził kopnięcie z półobrotu.

– Zamkniiij sięęę! – Chybił; jego noga nawet nie dosięgnęła Kagury, mimo to kontynuował desperackie natarcie. – Masz rację! Ktoś taki jak ja, urodzony i wychowany w normalnym świecie, nie może nic wiedzieć o zabójcach i kryminalnym półświatku! Nie wiem też nic o twojej rodzinie! Ale jeżeli chodzi o uczucia kogoś, kto nie chce nikogo zabić, rozumiem to lepiej niż ktokolwiek inny!

– Kyousuke…

Eiri była już cała zalana łzami. Dziewczyna niemogąca zabić, bo za bardzo przejmowała się uczuciami swojego celu… Ale i tak wciąż powtarzała, że chce zabijać. Tylko czy naprawdę z własnej woli? Sama tak wybrała? Bez wątpienia była uparta i nietaktowna, ale jednocześnie czuła. Wspierała Kyousuke, kiedy Syamaya i Renko droczyły się z nim albo gdy zamartwiał się o Ayakę. Z drugiej strony nie mówiła nic o sobie i zawsze próbowała sama rozwiązywać swoje problemy. Kyousuke przypomniał sobie, jak wyglądała, kiedy próbowała wymknąć się niepostrzeżenie podczas tańca Bon.

– Boisz się zabić, prawda? Brzydzi cię sama myśl o tym, tak? To czemu tak się na to upierasz?! Nie za bardzo przejmujesz się oczekiwaniami innych? Ignorujesz własne uczucia i chcesz dźwigać to brzemię wbrew swojej woli! Powinnaś…

– Zamilcz!

Żelazny wachlarz Kagury trafił w czoło Kyousuke, otwierając sporą ranę, ale chłopak zignorował spływającą mu po twarzy krew. – Choć raz pomyśl o sobie, głupia! – krzyknął, spoglądając na Eiri. – Zapomnij o rodzinie, Kagurze i o mnie… Zrób to, co sama chcesz!

– …?!

Kyousuke włożył całą swoją siłę w cios wymierzony w bok przeciwniczki, którego Kagura nie miała szansy uniknąć, a następnie… zorientował się, że leci w powietrzu.

– He?

Nie miał pojęcia, co się stało.
Jego cios nie trafił Kagury. Nawet nie zorientował się, jak złapała jego rękę i przerzuciła przez ramię. Kiedy dotarło do niego, co zaszło, leżał już w wodzie na polu ryżowym. Nic mu się nie stało, był po prostu zszokowany. Wstał, następnie usiadł i wypluł wodę z ust. Spojrzał w stronę Kagury i aż ciarki przeszły mu po plecach.

– Pora to w końcu skończyć.

Dziewczyna sięgnęła do pasa i wyciągnęła z niego drugi wachlarz, a następnie otworzyła oba jednocześnie. Po górskiej drodze rozszedł się metaliczny dźwięk, a dwa ostrza zalśniły w blasku księżyca.

– Mam już dość twojego uporu. Ile jeszcze wytrzymasz? Musisz być stworzony ze stali, bo każda inna osoba by już padła. Na szczęście ostrza rodu Akabane przetną nawet metal. Twoja siła jest bez znaczenia…

– Kagura!

– Siostro – Kagura powoli obróciła się, żeby spojrzeć na Eiri – to twoja ostatnia szansa. Jeśli powiesz, że nie zabijesz, ja potnę tego chłopaka na kawałki! Powoli poszatkuję go na drobne skrawki na twoich oczach. Nie obchodzi mnie, co zdecydujesz, ale wybierz w końcu.

– …

Eiri przełknęła głośno ślinę. Przyparto ją do muru. Bez słowa patrzyła jedynie na swoją młodszą siostrę. Kyousuke także milczał. Powiedział już wszystko, co chciał przekazać, reszta pozostawała w rękach Eiri.

– J-Ja…

Spojrzała na dziewczynkę.
Nastała martwa cisza, ucichły żaby i owady, szum liści, a nawet odgłosy festiwalu dochodzące z daleka.

– …

W końcu wyciągnęła rękę w stronę gardła nieprzytomnej dziewczynki. Przystawiła paznokcie do jej tętnicy, zamknęła oczy i ledwie słyszalnie powiedziała:

– Przepraszam.

Do kogo były te słowa?
Otworzyła oczy, a następnie…

× × ×

– Przepraszam – powtórzyła, wykonując ruch ręką. Jednak zamiast wyprowadzić cięcie, cofnęła ją do piersi. – To jednak niemożliwe… – dodała cicho, padając na kolana. – Nie mogę jej zabić.

– He? – Kagurze odebrało mowę. – C-C-Co takiego?! – wykrzyczała w końcu. Była cała roztrzęsiona, po jej wcześniejszym opanowaniu nie pozostał nawet ślad. – Musisz po prostu przyłożyć trochę siły i poruszyć palcem! Co cię powstrzymuje?! Nie daj się ponieść nerwom… Tchórz! Mięczak! Który to już raz?! Jak długo masz zamiar być tępym, bezużytecznym Zardzewiałym Paznokciem?!

– Nie chcę zabijać! – Eiri przerwała łańcuch obelg Kagury. Zalana łzami wyjaśniła: – Nie chodzi o to, że nie potrafię zabić, chociaż chcę… Nie mogę, bo nie chcę! Krzywdzenie innych jest bolesne… straszne… Nienawidzę tego! Wolę przez resztę życia pozostać Zardzewiałym Paznokciem i znosić pogardę niż zrobić coś takiego! Tak, jestem tchórzem, mięczakiem, bezwartościowym śmieciem! Tak bardzo przepraszam… Przepraszam… Kagura… Nie mogę zabić tego dziecka, nie mogę zabić… nikogo.

– Si-Siostro…

– Kyousuke ma rację. Cały czas się oszukiwałam. Chciałam spełnić oczekiwania, zrobić to, co jest właściwie dla najstarszej córki, nie zawieść cię, Kaguro, i pomścić tatę… Ale to niemożliwe. Nie mogę! Nieważne, jak bardzo próbuję sama siebie oszukiwać albo jak staram się zagłuszyć krzyki mojego serca, po prostu nie mogę. Jestem już u kresu sił… Kagura, przepraszam. Przepraszam, mamo… Przepraszam… tato.

– C-Co…?

Kagura opuściła swoje wachlarze. Patrzyła ślepo przed siebie, zupełnie jakby uleciała z niej dusza. Dopiero po dłuższej chwili rzuciła przez zaciśnięte zęby:

– Ach, naprawdę? – Powoli obróciła głowę w stronę Kyousuke. Jej ciemnoczerwone oczy zapłonęły gniewem, nienawiścią, wręcz żądzą krwi. – Rozumiem – powiedziała chłodno. – W takim razie zabiję tego chłopaka. Potnę na kawałeczki odpowiedzialnego za twój upadek, siostro. Zrobię to z wielką starannością, na małe skrawki, przerobię na papkę, zrobię z niego sashimi, a potem podam ci je na talerzu… Pozwolę ci go wypróbować zarówno językiem, jak i tym twoim sercem. Posmakujesz swojej głupiej decyzji. Ciało i krew tego chłopaka posłużą jako lek na twoje zachowanie.

Kagura ruszyła przed siebie, uniosła wachlarze, wyskoczyła w stronę Kyousuke i…

– Przeestań!

Czerwona postać wskoczyła między nią a jej cel.

– …?!

Kagura otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia, jednocześnie ledwie zatrzymując śmiertelny cios, który i tak zrobił drobne nacięcie w szyi osoby, która się wtrąciła.
Drobna struga krwi spłynęła po jasnej skórze Eiri, która objęła Kyousuke, osłaniając go swoim ciałem.

– E-Eiri…

– Przeszkadzasz mi, z drogi. – Kagura opuściła swoje wachlarze. – Tylko utrudniasz. Przestań się opierać i odejdź…

– Nie! – Jej siostra objęła mocniej Kyousuke, jakby nie chcąc, aby cokolwiek ich rozdzieliło, i ze łzami w oczach, odrzucając na bok swoją dumę, załkała jak dziecko: – Nie odsunę się! Nigdy! Nie, nie, nie, nie ruszę się!

– T-Ty… – Kagura zrobiła się czerwona ze złości, uniosła wachlarze nad głowę i krzyknęła: – Poddaj się w końcu, siostro! To nie przystoi! Jeżeli się nie ruszysz, zmuszę cię do tego. Nawet jeśli mnie nie posłuchasz, ja i tak z łatwością go zabiję!

– Ja też umrę.

– Co?!

– Jeśli Kyousuke zginie, to ja razem z nim! O ile to ci pasuje – proszę, zabij nas oboje!

– To… – Kagura zamarła na moment z otwartymi ustami. – N-Nonsens… Co to za głupia groźba?! Jak ktoś, kto nie może nawet zabić innej osoby, mógłby targnąć się na własne życie?! Nie żartuj sobie.

PLC04 - NCP10
image-1490

– Ja nie żartuję!

– Nie bądź taka pewna siebie! Jeśli to prawda, to czemu nie zrobisz tego teraz?! Jeżeli się zabijesz, oszczędzę tego chłopaka.

– Zrozumiałam.

– …Co?

Wstając, Eiri bez wahania uniosła rękę i przycisnęła paznokcie do szyi.

– Siostro!

Kagura odrzuciła wachlarze na bok i energicznym ruchem chwyciła, a potem odciągnęła dłoń siostry od gardła. Z małej rany pod paznokciem zaczęła wypływać krew.

– Uff – westchnęła z ulgą Kagura, lecz po chwili krzyknęła gniewnie: – Chwila! Co ty robisz?!

– Przecież kazałaś mi popełnić samobójstwo…

– Nie miałam tego na myśli! Zgłupiałaś?! Mało nie dostałam zawału serca…

– Ulżyło ci już?

– Nie! – wrzasnęła Kagura, strzeliła językiem, a potem, patrząc na nadgarstek Eiri, powiedziała płaczliwym głosem: – O co chodzi z tym, że nie chcesz zabijać, siostro? Co to ma znaczyć? – Odwróciła się, wlepiając spojrzenie w ziemię. – To całe nasze życie! Trenowałyśmy, żeby zabijać, prawda? Dniami i nocami przechodziłyśmy ciężkie treningi i znosiłyśmy ciężką dyscyplinę, parę razy nawet ledwie uchodząc z życiem. A jednak… przeszłyśmy przez to razem, prawda? A po tym wszystkim, o tak późnej godzinie, stajesz przede mną i mówisz, że nie chcesz zabijać…

– Przepraszam.

– Przeprosiny nie wystarczą! – wrzasnęła na Eiri. – Nie przepraszaj mnie! Nie pokazuj mi się taka… To bolesne. Płacząca, smutna i cierpiąca… Nie chcę cię takiej oglądać! Powinnaś być zawsze silna, dumna i szlachetna, w mig pokonując każdą napotkaną przeszkodę! Podziwiałam cię taką… Za taką siostrą podążałam…

– Kagura…

– Pamiętasz dzień, w którym umarł mistrz Masato? – Najprawdopodobniej było to imię ich ojca, który zmarł przed sześciu laty. – Miałam wtedy siedem lat, ty dziesięć… Zalałam się łzami, a ty powiedziałaś, że go pomścisz. Mówiłaś, żebym nie płakała, bo dorwiesz tego, który mi to zrobił. Uspokoiło mnie to, bo wierzyłam, że moja kochana siostra na pewno dotrzyma słowa. A mimo to… – Kagura puściła nadgarstek Eiri, ponownie spojrzała na nią i łapiąc za kołnierzyk jej yukaty, kontynuowała: – A mimo to twierdzisz, że nie możesz zabić! Nawet jednej osoby… Nie mówiąc już o mordercy mistrza Masato. Byłam w szoku, czułam się zdradzona i zagubiona, bo nagle straciłam osobę, za którą podążałam przez całe życie. Przeraziła mnie myśl, że mnie zostawiłaś. Chciałam być taka jak ty… a potem nie mogłam patrzeć… jak się staczasz.

– Rozumiem…

– Dlatego cię nienawidzę. – Kagura zagryzła dolną wargę, przyciągając do siebie Eiri. – Naprawdę cię nienawidzę! Naprawdę… ale po tym? Poddałam się. Nie ma już dla ciebie nadziei. Niczego od ciebie nie oczekuję, niczego nie chcę! Tylko już nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy. Nie mogę znieść twojego widoku! Od tej pory nie chcę mieć z tobą nic do czynienia.

– Dobrze, rozumiem. Skoro tego chcesz, Kaguro, niech tak będzie.

– …! – Kiedy Kagura zobaczyła anielski uśmiech Eiri, znowu stanęły jej świeczki w oczach. Jakby chcąc odtrącić od siebie siostrę, puściła jej kołnierz. Następnie sięgnęła po swoje wachlarze, zamknęła je, schowała za pas i odwróciła się.

– Powiem to matce, wiesz? Nie mam pojęcia, co z tobą zrobi. Byłoby dobrze, gdyby cię zabiła. – Kończąc, ruszyła przed siebie.

– Czekaj – zatrzymał ją Kyousuke.

– Tak? – Kagura zatrzymała się, spoglądając na niego. – O co chodzi?

– Naprawdę nienawidzisz Eiri?

– Tak, bardzo. – Odpowiedź dziewczyny była jasna, jednak Kyousuke się nie poddał.

– Dlatego że nie może nikogo zabić? Hmm, w takim razie nigdy tak naprawdę jej nie kochałaś.

– Co żeś powiedział? – Odpowiedziało mu przepełnione żądzą krwi spojrzenie.

Kyousuke bez strachu spojrzał w kipiące gniewem oczy.

– Znaczy się, to logiczne, nie? Gdybyś naprawdę kochała ją z głębi serca, za żadne skarby nie znienawidziłabyś jej z takiego powodu. To brzmi jak zwykłe kłamstwo.

– He?

– P-Po pro…

Kagurze aż zjeżyły się wszystkie włosy z gniewu. Eiri chciała przerwać chłopakowi, ale ten zignorował je obie.

– Niedawno przeżyłem coś podobnego. W moim przypadku chodziło o młodszą siostrę. Dowiedziałem się, że trafiła do więzienia i że ona, najzwyklejsza na świecie dziewczyna, może bez mrugnięcia okiem zabić inną osobę. To jakby przeciwieństwo waszej sytuacji, nie? Ayaka próbowała zastrzelić Renko i pozostałych. Nigdy nie zapomnę tego szoku. Myślałem, że jest jakimś potworem, że to nas podzieliło, ale… wciąż ją kocham. Nie rozumiem, jak mogła chcieć kogoś zabić. Przeraża mnie to, ale Ayaka wciąż pozostaje ważną dla mnie osobą. Miłość do niej zawsze przewyższała nienawiść i strach. Nie istniał choćby cień szansy, żebym ją znienawidził.

– Kyousuke…

– …

Kagura dalej bez słowa jedynie wpatrywała się w chłopaka.

– Z tobą też tak jest, prawda, Kaguro? Tak naprawdę nie czujesz nienawiści do Eiri. Mimo cierpkich słów nie miałaś najmniejszego zamiaru jej skrzywdzić. Tylko udawałaś niechęć i oziębłość, ale jako obserwator widzę, że to gra. Czyżby niemożliwość przekazania swoich prawdziwych uczuć była u was rodzinna?

– Za dużo mówisz – rzuciła Kagura z niesmakiem. – Nie wiem, przez co przeszedłeś ze swoją Ayaką, ani mnie to nie obchodzi. Tak samo zresztą jak ty nie masz zielonego pojęcia o relacjach między mną a moją siostrą. Możesz w końcu przestać paplać jęzorem, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy?

– Ale…

– Żadne ale. Słuchaj, nienawidzę swojej starszej siostry. Gardzę nią. Nie podziwiam jej ani w żaden sposób nie cenię. To wszystko.

Po udzieleniu odpowiedzi Kagura ruszyła przed siebie.

– Cieszę się, że to słyszę – dobiegł głos z ciemności, a chwilę później coś błysnęło tuż przed Kagurą.

– …

Dziewczyna szybko wyjęła swój metalowy wachlarz, wyprowadzając jednocześnie cięcie.
Brzdęk – rozległo się w ciemności i coś upadło na ziemię.
Otwierając swoją broń, Kagura spytała z poirytowaniem:

– Co ty wyprawiasz?

– Nic takiego – odpowiedział głos młodego mężczyzny. – Zachowujecie się obie jak rozpuszczone dzieciaki, więc pomyślałem, że trochę wam pomogę. Taniec Bon już się skończył, pora zacząć taniec ostrzy.

Ubrany w czerwoną hakamę i ciemnoczerwoną kurtkę Basara Akabane, uśmiechając się potwornie, bawił się swoją wyglądającą jak shuriken sekretną bronią.

× × ×

– Jak rozpuszczone dzieciaki? – spytała niepewnie Kagura.

Basara z uśmiechem wzruszył ramionami.

– No tak. Najstarsza córka rzuca tekstem „nie chcę zabijać” po tym, jak kolejny raz zawiodła, a jej młodsza siostra bez namysłu puszcza to mimo uszu. Tak sentymentalne i słodkie, że aż chce się puścić pawia tęczą, nieprawdaż?

– Nie – odparła Kagura, wachlując się swoim wachlarzem. – Nie można przecież nic z tym zrobić, prawda? Zagroziła popełnieniem samobójstwa, jeżeli skrzywdzę tego chłopaka, w dodatku naprawdę próbowała to zrobić. Alternatywą do wycofania…

– Nie byłoby lepiej pozwolić jej się zabić?

– Co?

– Skoro chce umrzeć, proszę bardzo. To matka, nie ty, podejmuje decyzje, prawda? Każ jej wybrać pomiędzy Kyousuke a życiem innej osoby, tak brzmiał rozkaz. Eiri postawiła na to drugie, więc aby zakończyć zadanie, musisz go zabić, nawet jeżeli ona sama przy tym umrze.

– Hmmm… – Kagura się zawahała.

– Sama to przyznałaś, prawda? – Basara nalegał, by siostra udzieliła mu odpowiedzi. – Powiedziałaś, że jej nienawidzisz i że nie obchodzi cię, co się z nią stanie. Więc gdyby popełniła samobójstwo, w ogóle by cię to nie obeszło, prawda?

– T-To… – Kagura odwróciła wzrok. – Tak jest, ale biorąc pod uwagę jej zdolności… Utrata tak cennej osoby byłaby wielką stratą dla rodu Akabane.

– Nic podobnego. Zardzewiałe ostrze nie ma żadnej wartości. – Basara jednym zdaniem uciął wszelkie sprzeciwy siostry.

– A-Ale… Czy naprawdę nie mamy nic do powiedzenia w tej kwestii i tylko matka może zdecydować, co z nią zrobić?

– Tak. My jedynie wykonujemy polecenia, tak więc musisz podporządkować się rozkazowi, jaki otrzymałaś. Zgodnie z wolą matki masz zabić teraz Kyousuke, a jeśli Eiri przy tym zginie, cóż, później jakoś sobie z tym poradzimy. Ostrza nie mają same prawa decydować, czy zadać cios, nieprawdaż?

– … – Kagura opuściła swój wachlarz.

Basara z zadowoleniem pokiwał głową, a potem spojrzał na Eiri.

– W każdym razie przepraszam. Skoro Kagura nie jest w stanie, pozwól mi zabić Kyousuke. Jeśli dalej będziesz chciała odebrać sobie życie, cóż, trudno – powiedział, patrząc na szyję siostry.

Eiri, chcąc bronić Kyousuke, zasłoniła go, stając przed nim z podniesionymi rękoma.

– Nie pozwolę ci go skrzywdzić!

– Eiri…

– Haha! – Basara wybuchnął śmiechem. – To dopiero entuzjazm! Jako twój brat mam mieszane uczucia, ale… ta, w sumie dobrze wyjdzie. Skoro jest dla ciebie taki ważny, szok po jego śmierci da lepsze efekty. Z tego, co się orientuję, przemoc to zawsze najprostsze wyjście. – Zmrużył oczy, wskazując Kyousuke. – Jeśli na twoich oczach zniszczę coś bliskiego twojemu sercu, dzięki czemu je złamię, staniesz się spokojniejsza, czysta od niepotrzebnych emocji. Będziesz mogła bez wahania zmienić się w narzędzie do zabijania. A jeśli dalej pozostaniesz zepsuta, cóż, możemy po prostu cię wyrzucić.

– B-Bracie…

– Dupek!

Basara uśmiechnął się, słysząc obelgę płynącą od Kyousuke. – Nie powinieneś tak szybko się nakręcać. Jeżeli teraz stracisz nerwy, ucierpi twoja ocena sytuacji. A wiesz, jak to jest, napaleńcy mają niewielkie szanse zaliczyć.

– Zamknij się! Przestań paplać jęzorem! – Kyousuke odsunął Eiri na bok, po czym ruszył w stronę Basary, który w tym samym momencie wykonał niewielki ruch dłonią. Brat Ayaki poczuł, że coś zarysowało jego policzek. Przyłożył do niego rękę, która szybko zrobiła się wilgotna od krwi; ból poczuł dopiero później. Spojrzał na swojego przeciwnika i zauważył, że z jego ręki zniknął shuriken. Lot tego czarnego kawałka metalu był całkowicie niewidoczny w nocy.

– Następnym razem, kiedy zacznie cię nosić, wyceluję w gardło, rozumiesz? To był mój trójstronny shuriken, gwiazda Yatagarasu… Ale mam też inne ostrza. Jeden zły ruch i nawet nie zorientujesz się, kiedy przerobię cię na krwawą papkę.

– Bracie! – wysyczała Eiri przez zęby, zmuszając Kyousuke, żeby się cofnął. – Przestań, proszę! Nie rań go więcej!

– Haha, a co mi zrobisz? Zabijesz?

– Nie, ale niewiele zabraknie. – Eiri uniosła dłonie, przyjmując pozycję bojową, a końcówki jej paznokci zabłysły odbitym światłem księżyca. Miała ukryte ostrza także w palcach u stóp, co dawało łącznie szesnaście noży.

– Hmm. Interesujące. Nie celuję w ciebie, Eiri, tylko w Kyousuke. Moja broń pokrywa zarówno daleki, średni, jak i bliski dystans, o walce w zwarciu nawet nie wspomnę. Ciekawe, co będzie pierwsze: zbliżysz się do mnie, żeby zadać cios, czy ja zabiję jego z tej odległości. Nawet ty nie możesz poruszać się szybciej niż pocisk!

– …

– Twoje ostrza nie zostały stworzone do obrony przed sztyletami, jakich używam. Nadają się jedynie do ataku, więc możesz liczyć co najwyżej na remis. Zanim byś mnie chociaż drasnęła, Kyousuke, którego zostawisz z tyłu, zmieniłby się w fontannę krwi.

– C-C… Cóż, nie dowiemy się, póki tego nie sprawdzimy – odpowiedziała lodowato, chociaż nieco łamiącym się głosem. Nawet palce jej się trzęsły. Żeby miała jakąkolwiek szansę wygrać tę walkę, Kyousuke musiałby sam uniknąć sztyletów Basary.

– Ach, przy okazji, mogę zaatakować wieloma Yatagarasu naraz. Teraz rzuciłem tylko jednym, następnym razem chyba użyję ośmiu. Jeśli się naprawdę postaram, dam radę wykorzystać nawet trzy razy tyle.

– …?!

Kyousuke z jednym miałby problem, więc nie było szans, aby poradził sobie z taką ilością. Mogli jedynie patrzeć, jak Basara wyciąga z kimona kolejne ostrza…

– Lećcie, lećcie, moje Yatagarasu!

Kiedy Basara rzucił kilka swoich sztyletów, praktycznie niewidzialnych w tych ciemnościach, Eiri odwróciła się, rzuciła się na Kyousuke i zasłoniła go swoim ciałem.

– He?

Swoim uśmiechem wydawała się mówić „przepraszam”. Kiedy dotarła do niego, rzucając na ziemię, chłopak dostrzegł ostrza zmierzające prosto w jej plecy.

– Tańcz, Kujaku!

W tym momencie przed nimi pojawiła się figura, która wykonując piękny taniec ostrzy, odbiła je wszystkie.

– Co? – Kyousuke i Eiri nie mogli uwierzyć własnym oczom.

Basara ze zdumieniem wpatrywał się w dziewczynę z metalowymi wachlarzami, która wtrąciła się do walki.

– Kagura, co ty…?

– Nie wiem – odpowiedziała, opuszczając broń. – Moje ciało zareagowało automatycznie. To trochę denerwujące, ale, siostro… Z jakiegoś powodu nie chcę, żebyś umarła.

– He?

– Przepraszam – dodała skruszonym głosem, wciąż stojąc plecami do Eiri. – Kiedy dowiedziałam się, że nie możesz zabić, potępiłam cię, ale… Cały czas się okłamywałam. Że cię nienawidzę, jak tobą gardzę… Że już więcej cię nie podziwiam i nie jesteś dla mnie ważna. Po prostu byłam uparta… Chyba. Sama nie wiem. – Tak jak wtedy, kiedy Eiri wyznała, że nie chce zabijać, tak teraz Kagura wyrzuciła, co leżało jej na sercu. – Kiedy po raz pierwszy zawiodłaś, na początku od razu chciałam cię przeprosić. To w końcu była zwykła pomyłka. Przy drugim razie też miałam zamiar to zrobić, ale jakoś nie mogłam… Przy trzecim, czwartym i każdym kolejnym uparcie obrażałam cię, tracąc szansę na przeprosiny. Tak minęło sześć lat, podczas których nie byłam w stanie tego powiedzieć.

– Kagura…

– Mogę o coś spytać? – Ta spojrzała na siostrę przez ramię. – Nienawidzisz morderców, prawda? – kontynuowała spięta. – Więc… co myślisz o mnie… która bez mrugnięcia zabija ludzi? Pewnie czujesz obrzydzenie na mój…

– Głuptasie, nic z tych rzeczy.

– He?

– Kocham cię tak samo mocno jak w dniu, w którym się urodziłaś. Jak mogłabym inaczej? W końcu jesteś moją kochaną młodszą siostrą.

– Siostro… – Oczy Kagury otworzyły się szeroko. Wbiła wzrok w ziemię, jakby chciała się w ten sposób przed czymś powstrzymać. – Naprawdę? Dziękuję…. I przepraszam za wszystko. Ja też cię kocham, moja tak dobroduszna siostro, że nie jest w stanie odebrać żadnego życia. – Dalej była spięta, ale trochę się rozluźniła. Kyousuke po raz pierwszy widział tak niewinny uśmiech na twarzy Kagury.

Klask, klask, klask, klask, klask.
Kagura, słysząc drwiące oklaski, ponownie się spięła.
Basara teatralnie uniósł ręce, mówiąc:

– Ojejku. Gratuluję wam pogodzenia się po tylu latach. Wzruszyłyście waszego braciszka… I tak oto trwające sześć lat nieporozumienie między siostrami dobiegło końca. Doprawdy coś wspaniałego! Ten widok oczyścił me serce. Porzuciłem próbę zabicia Kyousuke, pogodzeni wróciliśmy razem do domu, a potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie! Wspaniałe, prawda? Ale… chyba nie myślałyście, że tak się to skończy, prawda? – Uśmiech nagle znikł z jego twarzy, a z oczu zaczęła bić żądza krwi. – Moje drogie siostrzyczki, nie za dużo dobrotliwości? Skoro najstarsza i druga córka rodu Akabane są w tak podłym stanie, rodzinę czeka rychły upadek. W tak krytycznej sytuacji ja, najstarszy syn, jestem zobowiązany natychmiast działać. Muszę zabić Kyousuke, a potem doprowadzić na granicę życia i śmierci nie tylko Eiri, ale i Kagurę, żebyśmy mogli wyleczyć dusze ich obu. – Basara zgiął ręce, sięgając po broń ukrytą w rękawach jego stroju.

– Hmph. – Kagura otworzyła wachlarze. – O ile dasz radę. Pokonam cię w twojej własnej grze, braciszku Basara…

– Cofnij się. – Eiri delikatnie odsunęła Kagurę na bok.

– Siostro?

Ta uśmiechnęła się do zdumionej Kagury:

– Sama to załatwię. Powierzam Kyousuke w twoje ręce.

– He? Ej, Eiri – zaprotestował wspomniany chłopak.

– W porządku.

Naprawdę wszystko będzie dobrze?
Kagura pokiwała głową, zanim Kyousuke zdążył cokolwiek powiedzieć.

– Nie dozna nawet najmniejszych obrażeń. Nie musisz się o nas martwić, skup się na walce.

– Dziękuję.

– Och, cóż za pewność siebie. Znaczy się, oczywiście posiadasz nadzwyczajne umiejętności, nawet pośród rodu Akabane. Jednak niestety… – Aura żądzy krwi Basary zgęstniała do tego stopnia, że dałoby się ją kroić nożem. – Kiedy rdzewiałaś, leżąc nieużywana, ja przez cały ten czas walczyłem. Osiem lat. Osiem lat mordowania ludzi i szlifowania umiejętności. Moje ostrza zahartowały się w rzekach przelanej krwi. A teraz ty, która nie może zabić nawet jednej osoby, mówisz, że mnie pokonasz? Hahaha! Cóż za komedia!

Basara, śmiejąc się, rzucił sztyletami. Ich liczba, trajektoria lotu, kąt nachylenia, a także typ ostrzy – wszystko to było niewidoczne we wszechobecnej ciemności.

– Eeech. – Eiri, ziewając, operowała z niesłychaną precyzją, wykonując niewielkie ruchy głową i rękoma, uginając się lekko w talii czy unosząc delikatnie nogi. Nie tylko z łatwością uniknęła wszystkich lecących w jej stronę pocisków, ale pokonując ten deszcz ostrzy, udało jej się zbliżyć do Basary.

– Nie lekceważ mnie, Zardzewiały Paznokciu! – ryknął Basara, raz za razem ponawiając swoje ataki, ale rezultat pozostawał niezmienny.

W końcu rozdrażniony wyprowadził jedną z serii, w ogóle nie mierząc w Eiri.

– He?

Zamiast tego została wycelowana w Kyousuke, który stał z tyłu, nie dając wiary własnym oczom. Na szczęście Kagura w mgnieniu oka zasłoniła go i wymachując swoimi wachlarzami, co wyglądało, jakby po prostu z nimi tańczyła, odbijała lecące w jego stronę sztylety jeden po drugim.
Obie siostry były naprawdę niezrównanymi akrobatkami.
Jednak pokonanie Basary wcale nie należało do najłatwiejszych.

– Dziob, Flamingu!

Rzuciwszy ostatnią serią sztyletów, od razu sięgnął do rękawa, wyciągając z niego czerwony sierp na łańcuchu. Eiri zrobiła drobny krok w bok, żeby uniknąć cięcia skierowanego w jej szyję. Basara w tym momencie pociągnął za łańcuch, cofając ostrze, które chwilę wcześniej przeleciało tuż obok jego siostry. Jednocześnie rzucił drugą taką bronią, chcąc uwięzić przeciwniczkę pomiędzy dwoma zmierzającymi w jej stronę pociskami.

– Mam cię… – powiedział z uśmiechem.

– Za wolno.

Eiri zniknęła, albo raczej wykonała tak szybki ruch, że Kyousuke nie był w stanie jej dostrzec.

– Cholera, nagła szarża…

Błyskawicznie prześlizgnęła się pomiędzy ostrzami, odbiła od ziemi i wyskoczyła w stronę Basary.

– Tnij, Suzaku!

Zanim jednak chłopak zdążył wyciągnąć kolejną broń, Eiri przejechała paznokciami prawej ręki od krocza do czubka jego głowy. Następne cięcie wyszło z lewej ręki, potem prawej i lewej stopy; łącznie cztery ataki wykonane w ułamku sekundy.

– …?!

Basara upadł na plecy. Wszystkie ciosy minęły go zaledwie o milimetry, a jego cały arsenał wypadł z rozdartych rękawów.
Spoglądając w dół na zszokowanego brata, Eiri odgarnęła włosy za plecy i powiedziała pewnie:

– Wygrałam, co nie, braciszku?

– Ha… haha. N-Na to wygląda… Pfff!

Basara wypluł z ust malutkie, wyglądające jak strzałka ostrze.
Eiri uniknęła go, jedynie przechylając głowę na bok, i jednocześnie postawiła nogę na policzku brata, przydeptując go do ziemi.

– He? Ghh?!

– Proszę, przestań. Opór jest bezcelowy.

– Leć…

– Powiedziałam przecież, żebyś dał sobie spokój.

– Ghh!

Dociskając mocniej twarz Basary do ziemi, z uśmiechem powtórzyła:

– Wygrałam, co nie, braciszku?

– …Poddaję się – odpowiedział bezsilnym głosem.

Eiri westchnęła z obrzydzeniem i zabrała stopę z twarzy brata.
Kyousuke wciąż nie mógł uwierzyć, że nie śni na jawie.

– N-Niesamowite. Zawsze była taka silna?

– Oczywiście.

Kagura zamknęła metalowe wachlarze, jednocześnie dumnie wypinając pierś.

– Siostra nie ma sobie równych. Mimo jej wad – przesadnej dobroduszności i mimowolnego hamowania się w walce – kiedy bierze się do rzeczy, rezultaty wyglądają tak, jak widzisz. Nikt nie ma z nią najmniejszych szans. – Wyglądała na szczęśliwą, zupełnie jakby była zupełnie inną osobą, a jej oczy wręcz błyszczały, gdy patrzyła na Eiri.

– Co teraz zrobimy? Zwiążemy go na wszelki…?

– Aaaa?! Znalazłam ich, tutaj! Uciekinierzy, jesteście aresztowani! – głośny krzyk przerwał Eiri. Parę sekund później pojawiły się Renko i Ayaka, a także biegnący daleko za nimi Busujima.

– Cudownie! Zaskoczyliście nas. Tak nas wciągnął taniec Bon, że nie zauważyłyśmy, jak zniknęliście. Prawie udała się wam ucieczka… He? Chwila, doszło do jakiejś kłótni? Spóźniliśmy się na zabawę?

– Tak, już po wszystkim. Kiedy wy się bawiłyście, my walczyliśmy o życie.

– Juuuż po wszyyystkim?! Co robiliście tu tak na osobności? To?! Opowiadaj ze wszystkimi pikantnymi szczegółami!

– Uznałyśmy za podejrzane, że tak długo nie wracasz, braciszku, więc poinformowałyśmy opiekuna… Ale żeby znaleźć was w krzakach… Są rzeczy, których po prostu nie można robić, Eiiiriii!

– He? Głupie, to nie tak! – Ta energicznie zaprzeczyła oskarżeniom Renko i Ayaki. – Basara próbował zaatakować Kyousuke, jedynie z Kagurą go przed nim broniłyśmy. Gdyby nie my, na pewno by go dorwał, więc może byście nam podziękowały?!

– …

Renko i Ayaka zamarły, powoli spoglądając na leżącego plackiem chłopaka.

– Ach, Renko! – Basara nagle się rozweselił. Rozłożył szeroko ręce, mówiąc: – Eiri jest okrutna, próbowała pociąć mnie na kawałki. Proszę, pociesz mnie swoimi wielkimi balonami!

– Giń, gejuchu. – Renko kopnęła go z całej siły.

– Trzymaj łapy z daleka od mojego braciszka, homosiu! – Ayaka skoczyła mu na głowę.

– Cooo?! Chwila, nie! Jestem normalny, wolę dziewczyny… Aaaaaaa! – Basara próbował wszystko wyjaśnić, ale Renko i Ayaka nawet nie chciały go słuchać, cały czas okładając go gradem ciosów.

– Jeśli chcesz spróbować Kyousuke, najpierw będziesz musiał posmakować mnie!

– Rozbijmy mu jajka, żeby nigdy więcej nawet nie pomyślał o starcie do braciszka!

Eiri i Kagura szybko do nich dołączyły.

– Mam lepszy pomysł, po prostu go zabijmy!

– Za zbrodnię drwienia z siostrzyczki skazuję cię na śmierć, braciszku Basara!

Nie minęło wiele czasu, a ten nie był w stanie poruszyć już nawet palcem. Kiedy Kyousuke w końcu do niego doszedł, leżał nieprzytomny, choć z otwartymi oczami.

– Okrutne…

– Niespecjalnie – odparła Eiri nonszalancko. – Zasłużył sobie. – Pogłaskała delikatnie zraniony policzek Kyousuke. – Cieszę się, że nic ci nie jest… Naprawdę się cieszę.

– Eiri…

– Zbyt wcześnie na świętowanie, siostrzyczko – wtrąciła Kagura, spoglądając na nieprzytomnego Basarę, wciąż kopanego przez Renko i Ayakę. – Nadal nie wiemy, co zrobi matka, kiedy usłyszy o tym wszystkim. W najlepszym przypadku cię wygna, w najgorszym może skazać cię na śmierć. Lepiej się na to przygotuj.

× × ×

– Aha.

Kyousuke i Eiri klęczeli przed Fuyou w pokoju gościnnym posiadłości Akabane. Renko, Ayaka oraz Busujima siedzieli w rzędzie za nimi, a Kagura i Basara po bokach ich matki.
Po powrocie z festiwalu Bon opatrzyli swoje rany i wzięli kąpiel. Niedługo potem doszło do tej sytuacji, czyli wyjaśnienia całego zajścia głowie rodu.

– Nie chodzi o to, że nie możesz zabić, tylko o to, że nie chcesz tego zrobić. Innymi słowy, rezygnujesz z fachu zabójcy i przejęcia po mnie rodu Akabane. Dobrze zrozumiałam?

– T-Tak…

– Rozumiem. – Fuyou pokiwała głową, upiła łyk zielonej herbaty i zamilkła.

– Matko, błagam, mogłabyś jej wybaczyć? Wiem, jak wiele od niej oczekiwałaś, dlatego rozumiem, jak bardzo się zawiodłaś. Ale jeśli sama nie chce zabijać, zmuszanie jej do tego nie ma sensu.

– … – Fuyou dalej milczała.

– Przepraszam! – Kagura uniosła się z poduszki na wysokość matki i pochylając się w jej stronę, kontynuowała. – Będę ciężej pracować, żeby ją zastąpić! Bardziej poświęcę się ćwiczeniom, by stać się jeszcze lepsza od niej i zostać elitarnym zabójcą jak ty, żebyś mogła spokojnie zostawić mi losy rodu! Dlatego… Błagam, wybacz Eiri! Nie posunę się tak daleko, by prosić o pozostawienie jej w rodzinie, ale przynajmniej nie skazuj jej na śmie…

– Co ty mówisz? – Fuyou otworzyła oczy, a jej źrenice koloru świeżej krwi skupiły się na Kagurze. – Przecież nie ma potrzeby robić żadnej z tych rzeczy, prawda?

– …He? – Serdeczny uśmiech matki zszokował Kagurę.

Fuyou spojrzała na swoją drugą córkę.

– Eiri, rozumiem – powiedziała takim samym tonem głosu co zawsze. – Skoro nie chcesz zabijać ludzi, nie będę cię już więcej do tego zmuszać ani nalegać, żebyś przejęła po mnie ród. Znajdź coś, co pragniesz robić, i żyj tak, jak sama tego chcesz.

– He?!

Słowa głowy rodu zszokowały wszystkich zebranych w pokoju gościnnym. Eiri pozostała spięta, jednak po chwili znalazła siłę, żeby się przełamać i spytać, chociaż lękliwie: – Eeee… To znaczy… Innymi słowy… Co masz na myśli?

PLC04 - NCP11
image-1491

– To, co powiedziałam! Nie musisz zabijać ani przejmować po mnie rodu Akabane. Nie mam także zamiaru wygnać cię z rodziny.

– He? Ale, matko…Nie mogę przecież zostać zabójcą. Czy nie znaczy to, że powinnaś mnie porzucić? Bezużyteczne, tępe ostrze…

– Eiri! – Fuyou podniosła głos, po czym westchnęła. – Jesteś moją kochaną córką, moim ciałem i krwią, którą w cierpieniu wydałam na świat! Porzucić cię… Nawet tak nie żartuj. Akabane to rodzina skrytobójców, poddajemy dzieci edukacji i wychowujemy na zabójców, jednak… nie uważasz, że to gruba przesada nazywać jednostki, które nimi nie zostały, bezużytecznymi i niepotrzebnymi?

– Ale, matko, tak bardzo naciskałaś mnie, żebym zabiła…

– Bo chciałaś.

– Co?

– Eiri, sama powiedziałaś: „chcę zabić, ale nie mogę”. Dlatego próbowałam wszystkiego, żeby tylko pomóc ci odebrać życie. Wysłałam cię do Zakładu Poprawczego Czyściec z nadzieją, że przebywając z mordercami w twoim wieku, nabierzesz odwagi. Jednak skoro nie chcesz zabijać, nie mam zamiaru cię do tego zmuszać.

– Matko… – Odpowiedź Fuyou zszokowała Eiri. Matka, którą uważała za pokręconą osobę, tak naprawdę chciała jedynie spełnić życzenie swojego dziecka. Wydawała się mieć dobre intencje, jednak… – Czy narażenie Kyousuke także było częścią twojego planu, żeby pomóc mi zabić? Życie obcych nie ma dla ciebie znaczenia, liczy się tylko osiągnięcie celu?

– Tak. – Fuyou udzieliła natychmiastowej odpowiedzi. – Profesjonalni zabójcy bez wahania odbiorą życie postronnej osoby, jeżeli tylko uznają to za konieczne. – To spokojne wyjaśnienie doskonale obrazowało jej sposób myślenia, stojący w sprzeczności z normami przyjętymi przez normalne społeczeństwo. Oczywiście stała za nim odpowiednia logika, ale dla innych ludzi coś takiego było po prostu nie do przyjęcia. Morderstwo stanowiło dla niej jedynie sposób osiągnięcia celu, zaś zdrowego rozsądku, ogólnie przyjętej moralności czy etyki nie brała nawet pod uwagę. – Jednak w twoim przypadku, Kyousuke, nie można uważać cię za kogoś z zewnątrz. Oczekuję, że w przyszłości poślubisz Eiri i zostaniesz członkiem rodu Akabane. W końcu nie rozkazałam im spróbować się zabić tylko po to, żeby Eiri mogła przezwyciężyć swój problem z odebraniem życia.

– He?

Źrenice niemogących uwierzyć w to, co słyszą, Kyousuke i Eiri skurczyły się do rozmiaru główek od igły.
Fuyou zasłoniła usta dłonią i zachichotała. – Co twoim zdaniem uczyniło ród Akabane tak szanowaną rodziną skrytobójców? Mordercze szkolenie, jakie dzieci otrzymują, odkąd postawią pierwsze kroki? Tajemnicze metody odbierania życia, ćwiczone aż do osiągnięcia perfekcji? Metoda hartowania stali przekazywana z pokolenia na pokolenie? Nie, to krew. – Na policzku kobiety nagle pojawiła się drobna rysa, z której wypłynął czerwony płyn. – Nasza rodzina zajmuje się morderstwami od dwudziestu dziewięciu pokoleń. Łączymy razem osoby prezentujące nadzwyczajne umiejętności i eliminujemy te niespełniające oczekiwań, w zależności od sytuacji. Czasem może to nawet oznaczać małżeństwa członków rodziny, jednak właśnie dzięki takiemu starannemu doborowi partnerów jesteśmy w stanie tworzyć idealnych zabójców. Nieważne, jak wiele razy uderzysz stal kiepskiej jakości, końcowy produkt i tak pozostanie bezwartościowy. Z drugiej strony masz niezrównanej ostrości broń Akabane, stworzoną z najczystszego metalu. Taka właśnie jest różnica między masowo produkowanymi ostrzami a tymi, którymi my się posługujemy. – Ostatnie zdania wypowiedziała, spoglądając na Busujimę. Program Zakładu Czyściec polegał na recyklingu nieudolnych morderców na zawodowych zabójców, innymi słowy, masową produkcję kiepskiej jakości towaru. Być może była to zamierzona obelga, mimo wszystko nauczyciel z tamtej instytucji uśmiechnął się zawstydzony. Ignorując całkowicie krew spływającą po jej policzku, Fuyou kontynuowała: – Właśnie dlatego tak dokładnie dobieramy pary. Chcemy mieć pewność, że ich dzieci, ich krew, geny będą wartościowe dla rodu Akabane. Muszą pozostać wolne od wszelkich nieczystości. To kluczowa kwestia, dlatego poddajemy wszystkich próbie. Jak dla przykładu Kyousuke, czy przeżyje walkę z moimi dziećmi. Gdyby dał się łatwo zabić, ród Akabane nie miałby z niego żadnego pożytku. – Kyousuke aż zmroziło krew. Chociaż wygląd Fuyou sugerował, że nie byłaby w stanie zabić nawet muchy, jej słowa go zszokowały. – Jednak przetrwałeś, zdałeś test i zostaniesz mężem Eiri. Naprawdę mi ulżyło. Chociaż oczywiście specjalnie się nie dziwię, w końcu zakład posunął się nawet do wrobienia cię w morderstwo, żeby tylko położyć na tobie ręce. Miałam rację, zapraszając cię tutaj. Hoho! Serdecznie cię witamy. Następnym razem przyjedziesz tu prosić o jej rękę, prawda, Kyousuke?

– Ha… haha… – Chłopak był w stanie wymusić jedynie sztywny śmiech.

– Moment – wtrącił siedzący do tej pory w milczeniu Basara, spoglądając na Kyousuke. – Nawet jeżeli przetrwał, to nie dzięki własnym umiejętnościom, prawda? Kiedy go zaatakowałem, nie kiwnął nawet palcem. Pozwalał jedynie, żeby Eiri i Kagura go broniły. Zaakceptowanie go na tej podstawie jest, moim zdaniem, pochopnym posunięciem. – Basara wstał, wkładając ręce do rękawów. – Pozwólcie, że przetestuję go tu i tera…

– Siadaj – poleciła Fuyou. Basara zamarł bez ruchu, a na jego czole, lewym policzku, pod prawym okiem i na czubku nosa pojawiły się drobne rysy, z których wypłynęła krew. Następnie skarciła syna spokojnym głosem: – Nie wtrącaj się. Już go zaakceptowałam.

– P-Przepraszam.

– I nie ruszaj się bez pozwolenia, zrozumiano?

– Tak.

Zadowolona z otrzymanej odpowiedzi kobieta poruszyła trzecim i czwartym palcem lewej dłoni, a Basara upadł na podłogę.

– Mój syn był nieuprzejmy… Ale bez obaw, nie pozwolę, by inni wam przeszkodzili. Moje ostrza roztaczają się pod dosłownie każdym kątem rezydencji. Jeżeli wydarzy się coś podejrzanego, mogę rozwiązać problem, ruszając ledwie palcem.

– Ach… – Kyousuke mimo starań nie był w stanie niczego zauważyć w pokoju.

– Tracisz czas – skomentowała Eiri. – Matka używa stalowych żyłek. Shijuukara są cienkie jak włosy, a przy tym wyjątkowo ostre. Nie dostrzeżesz ich gołym okiem.

– Serio?

Przed taką bronią nie dało się uciec. To pewnie nią przecięła sobie wcześniej policzek i zadrasnęła Basarę w kilku miejscach. Zapewne swobodnie używała jej, kiedy tylko zechciała. To ostrze nazywało się Czerwona Kołyska. Fuyou, manipulując niewidzialnymi, stalowymi żyłkami, mogła w mgnieniu oka pociąć cel na drobne kawałeczki. Bez wątpienia zasługiwała na swoją reputację najskuteczniejszego zabójcy w rodzie Akabane.
To przeraziło nawet Busujimę.

– Nie chciałbym stać się jej wrogiem…

Fuyou uśmiechnęła się, podnosząc kubek herbaty. – Hoho. Skrytobójstwo bazuje głównie na pozostawaniu niewidzialnym, nieprawdaż? W większości przypadków moje cele zauważają, że coś jest nie tak, dopiero gdy umierają. Kiedy znajdziesz się po drugiej stronie ostrza Akabane, nie ma już dla ciebie ucieczki. – Po wypiciu herbaty popadła w zadumę, jakby delektowała się jej smakiem. – Chociaż mój mąż próbował mnie pokonać dziesięć razy. Pracował jako ochroniarz, więc nasze relacje były trochę burzliwe… Walczyliśmy ze sobą przy każdym spotkaniu. Ale nim się spostrzegłam, ugodził moje serce. Hoho.
To brzmi znajomo…
Renko i Ayaka zaczęły szeptać między sobą:

– Czyżby stąd wzięła inspirację do „Miłości skrytobójcy”?

– Albo może po prostu myślą podobnie.

– Jaka matka, taka córka.

– Dokładnie. Tee-hee.

Fuyou, nie zwracając na nie uwagi, zaczęła wspominać:

– Na początku uparcie odmawiał, ale w końcu poddał się moim nachalnym atakom, znaczy się entuzjazmowi, i w końcu mogłam przywieźć go do domu jako narzeczonego. Jego twarz i ciało zrobiły się całe czerwone, kiedy moje ostrza przerabiały go na sashimi. Został zmuszony do dołączenia, albo raczej powitany z otwartymi rękoma, w rodzie Akabane. Jego serce ugodziły moje namiętne tortury, znaczy się oświadczyny, co oczywiście doprowadziło do naszego ślubu. Mój kochany Masato bez wątpienia był tsundere, przełamanie jego serca nie należało do najłatwiejszych! Ho-ho-ho.

– …

Przez blisko godzinę Fuyou opowiadała o zmarłym mężu. Trudno było określić, co jej chodziło po głowie, ale nie brzmiało to jak wspomnienia szaleńczo zakochanej dziewczyny, ale raczej obłąkanego stalkera. Ojciec Eiri starał się opierać (tsun), ale jego opór został złamany przez namiętną przemoc (dere)… Cała ta sytuacja przypominała raczej znęcanie się niż romans.
Mimo to kochał swoje dzieci.

– Eiri, tata zawsze się o ciebie martwił. Mówił, że jesteś zbyt miła i dobra, żeby odebrać komuś życie. Poprosił mnie, abym pozwoliła ci obrać inną drogę, jeżeli nie będziesz chciała zostać mordercą. Nie mogłam ci tego do tej pory powiedzieć. To były jego ostatnie słowa.

– Uaaa…. he? – Eiri, znudzona opowieściami matki, przerwała w pół ziewu. – O-Ostatnie s-słowa taty? – wyjąkała zaskoczona.

– Tak. Sześć lat temu, w noc przed wyjazdem na ostatnie zadanie, martwił się o ciebie, bo niedługo miałaś zostać wysłana na swoją pierwszą misję. Nie rozumiem, czemu ukrywałaś swoje uczucia tyle czasu, próbując wbrew sobie zostać mordercą. Jednak, Eiri, nie było to jedyne życzenie twojego taty. Nie zawiódłby się na tobie, gdybyś wybrała całkowicie inną ścieżkę w życiu, i szczerze wątpię, żeby chciał, abyś szukała zemsty po jego śmierci. Dlatego nie powinnaś czuć się wobec niego winna, że nie jesteś w stanie zabijać ludzi.

– …?!

Kiedy Eiri to usłyszała, otworzyła szeroko oczy, zakryła usta dłońmi, a chwilę później, kiedy zaczęła zalewać się łzami, także i resztę twarzy. Wyznała wszystko Kagurze i Fuyou, ale kwestia ojca wciąż ją trapiła. Teraz, kiedy i ten ciężar spadł jej z piersi, wybuchła płaczem.

– Siostro… – powiedziała Kagura.

– No już, już. – Fuyou uśmiechnęła się do córki.

– Hmph – burknął Basara.

Renko westchnęła, a Ayaka szturchnęła Kyousuke, który uśmiechając się łagodnie, położył rękę na plecach Eiri.
Podczas święta Obon zmarli wracają do świata żywych. Być może wśród nich znalazł się także ojciec Eiri, który uśmiechał się z ulgą, widząc teraz swoją córkę.