Scena 2 – Złamane skrzydła

13 sierpnia (wtorek), jest ładna pogoda
Dzisiaj umierałam już z głodu i nie mając żadnego wyboru, wyszłam z pokoju. Chwilę później wpadłam na tego Michirou, który w kółko mówi tylko o swojej ręce. W ogóle nie mogłam zrozumieć, o co mu chodzi, ale na szczęście Bob i Chihiro przyszły mi z pomocą. Dalej już trzymaliśmy się we czwórkę (Michirou do nas dołączył). Poszliśmy razem coś zjeść, gawędziliśmy sobie o najprzeróżniejszych rzeczach, Chihiro parę razy próbowała mnie zjeść (na szczęście Bob mnie przed nią broniła), a z kolei Michirou parę razy to mną się zasłonił, żeby się obronić. Są naprawdę dziwni, ale dobrze s
ię z nimi bawię.
Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie podobny do tego.

PLC04 - NCP05
image-1459

– Dzień dobry! Dobrze się spało? – Łuusz.

Następnego ranka, chwilę po tym, jak Kyousuke skończył zwijać futon, do jego pokoju wpadła Renko (jak zawsze wręcz tryskająca energią), której towarzyszyła główna pokojówka. W przeciwieństwie do rodzeństwa Kamiyów, będących wciąż w piżamach, miała już na sobie swoje codziennie ubrania – bluzę, podarte dżinsy oraz maskę przeciwgazową.

– Dobry.

– Dzień dobry, Renko!

Kyousuke odpowiedział ospale, Ayaka natomiast przywitała się równie energicznie, co ich koleżanka.

– Hmm? – Mruknęła Renko, przechylając głowę, a kosmyk włosów na jej czole podskoczył kilka razy. – Kyousuke, wyglądasz, jakbyś ciągle się nie obudził. Nie poszedłeś spać zaraz po tym, jak się rozstaliśmy?

– Eee, nie. Co prawda, położyłem się o północy, ale zasnąłem tuż przed świtem. – Kyousuke, który został obudzony o siódmej rano i spał jedynie trzy godziny, ziewnął głośno, przecierając jednocześnie oczy. – Wszystko przez to, że Ayaka nie dawała mi w ogóle zasnąć.

– No bo tak długo ze sobą nie spaliśmy! Po prostu musiałam wykorzystać tę okazję!

– Eeeee?! Co wy zrobiliście?!

– Kusukusu. Tajemnica. Nie powiem nawet tobie.

– Podejrzane…

Co prawda, spali pod jednym kocem, blisko siebie jak nigdy wcześniej, i Ayaka czasem szukała bliższego kontaktu z bratem, jednak nie było w tym nic podejrzanego. Po prostu rozmawiali przez całą noc. Za każdym razem, kiedy Kyousuke zaczął zasypiać, siostra klepała go w policzek. Chociaż był strasznie senny, przez cały czas zachowywał pełną świadomość.
Ignorując Renko, która najwyraźniej miała wielki problem z tą sytuacją, Kyousuke spytał czekającą w drzwiach główną pokojówkę:

– Przy okazji, gdzie Eiri? Dalej śpi?

Spytana pokręciła głową, po czym odpowiedziała oficjalnym tonem:

– Nie. Przed chwilą poszłam ją obudzić. Za chwilę powinna do nas dołączyć.

– Rozumiem. W takim razie może pójdziemy się odświeżyć?

– Dobra! Renko, włącz sobie radio i najpierw zrób swoje poranne ćwiczenia, dobrze?

Minęło trzydzieści minut.

– Wciąż jej nie ma.

– Jak widać. Co ona tam robi?

– Raz, dwa, trzy, cztery!

Kyousuke i Ayaka zdążyli wyszorować zęby, umyć się, przebrać i zwinąć futony, a radio Renko doszło już do piątej rundy ćwiczeń, jednak Eiri wciąż się nie pokazała. Czyżby aż tyle czasu się przygotowywała?
Kiedy główna pokojówka do nich wróciła, od razu spytała:

– Panienka Eiri jeszcze nie przyszła? Pewnie wróciła spać. Pójdę jeszcze raz ją obudzić.

– CHWILA! – krzyknęła Renko, która nagle przerwała swoje ćwiczenia. – Odpowiedz. Idziesz teraz do pokoju Eiri?

– Tak, zgadza się.

– W takim razie proszę, proszę, proszę, proszę, weź mnie ze sobą.

– Nie utrudniaj innym życia. Poza tym nie sądzisz, że Eiri raczej by się to nie spo…

– Mnie też, mnie też! Ja też chcę iść! Chodźmy wszyscy obudzić Eiri! – Ayaka weszła bratu w pół słowa.

– Jak sobie życzycie. Proszę za mną. – Główna pokojówka przystała na ich prośbę.

Kobieta w masce ruszyła, a Renko i Ayaka pobiegły za nią, zostawiając drapiącego się po głowie Kyousuke samego w pokoju.

– Ej! Rety. Tylko nie zwalajcie na mnie, jeśli zmyje wam za to głowę, jasne? – rzucił, ruszając za dziewczynami.

Przy okazji, poszedł z nimi tylko po to, aby mieć je na oku i powstrzymać, jeśli przestaną nad sobą panować, a nie ze zwykłej ciekawości, jak wygląda pokój dziewczy… Eiri.

– Słuchajcie. Macie się tam zachowywać, jasne?

– A to nie oczywiste?

– No nie bardzo.

Łuusz. – Nie masz się czym martwić, nie, Ayeczko?

– Właśnie. Chcemy wiedzieć, jak bardzo zaśmiecony ma pokój, w jakim stylu ma meble, gdzie trzyma wszystkie swoje podejrzane i wstydliwe rzeczy.

– P-Proszę… B-Błagam, zachowuj się.

Kiedy Ayaka zaczyna coś sprawdzać, nic nie umknie jej uwadze. Kiedyś Kyousuke ukrył magazyn dla dorosłych w miejscu, które uważał za całkowicie bezpieczne, jednak siostra od razu go znalazła.

– To twoja nocna przekąska, braciszku?

Zrobił się blady jak ściana, gdy tylko zobaczył leżący na kuchennym stole magazyn. Jakby tego było mało, ich rodzice tego dnia byli w domu. Kyousuke nawet nie chciał sobie przypominać, co zaszło tamtej nocy. Całą sprawę (jedną z niewielu, jakie nabawiły mu traumy) nazwał “to wina modelek, że tej nocy nie dostałem deseru”.
Kiedy cierpiał, przypominając sobie tamtą sytuację, zdążyli już dotrzeć do leżącego rogu rezydencji, która leżała w znacznej odległości i była o wiele bardziej luksusowa niż przyboczny budynek z pokojami gościnnymi.

– Już jesteśmy.

Zatrzymali się przed zamkniętymi drzwiami, zza których nie dobiegał żaden, nawet najcichszy dźwięk, więc Eiri pewnie wciąż spała.
Renko przyłożyła ucho do drzwi i pokazała gestem “czysto”. Ayaka odpowiedziała gestem “przyjęłam”, a następnie stanęła obok niej, po czym obie dziewczyny spojrzały na Kyousuke, wzrokiem pytając go o pozwolenie.
Chłopak zamknął oczy i wziął głęboki oddech.
Naprzód! – Kiwając głową, wskazał drzwi i wydał rozkaz do natarcia.
Stojące po obu stronach drzwi dziewczyny rozsunęły je natychmiast. W środku zastali…
Kompletnie inny wymiar.
Widok rodem ze świata fantasy, przepełniony bielą i różem.

– …

Ayaka i Renko zastygły w miejscu, podobnie zresztą jak stojący ze skrzyżowanymi rękoma dowódca oddziału, Kyousuke, któremu aż szczęka opadła na widok, jaki zastał wewnątrz.
Pokój został udekorowany w zachodnim stylu. Na podłodze leżał śnieżnobiały dywan, a ściany zdobiła różowa tapeta. Meble, m.in. stół, nie wyróżniały się kolorem, jednak zostały udekorowane słodkimi ozdobami i postaciami z kreskówek. Nawet żyrandol był w podobnym, błyszczącym stylu. W środku panował także silny, słodki zapach.
W rogu tego typowego dla księżniczek pokoju…

– Zzzzz…

Od strony zasłoniętego białymi, koronkowymi kurtynami łóżka dobiegał oddech śpiącej osoby. Co prawda, wchodzący nie widzieli jej dokładnie, jednak najprawdopodobniej należał do ich celu.

– …

Kyousuke wymienił spojrzenia z dziewczynami, a następnie wszyscy zakradli się do łóżka. Renko złapała zasłonę, po czym powoli ją odsłoniła.
Szooko, szooko. – Hmm.
Zgadli. Na łóżku leżała ubrana w piżamę Eiri. Nieświadoma wtargnięcia do jej pokoju, spała sobie spokojnie, trzymając w objęciach wielkiego, pluszowego misia.

PLC04 - CP3
image-1460

– Pozerka – skomentowała Ayaka.

Eiri spała głęboko na boku, obejmując misia wielkości dziecka. Renko szturchnęła ją ostrożnie w policzek, ale to nie dało rady jej obudzić. Następne było klepnięcie w twarz, jednak i to nie poskutkowało. Nieważne, co robili z jej twarzą, dalej spała jak zabita.
Szooko. – Ma strasznie głęboki sen.

– Ta. Tylko czy to naprawdę Eiri? Może to jedynie ktoś do niej bardzo podobny?

– Hmmm. Też się nad tym zastanawiam. To może być jej bliźniaczka czy coś…

Kyousuke i Renko zaczęli przyglądać się uważnie osobie przypominającej Eiri.
Miała długie, rdzawoczerwone rzęsy dotykające twarzy, lekko otwarte usta, z których wyciekała ślina, a twarz przyciśniętą do mocno obejmowanego misia.
Prawdopodobnie wierciła się we śnie, ponieważ podwinęła się jej dolna część piżamy, odsłaniając piękne uda. Zresztą ubranie wykonano z takiego materiału, że jedynie dolewało oliwy do ognia, czyniąc wiele miejsc widocznymi.
Eiri nigdy by nie pozwoliła zobaczyć się w takim stroju, jednak obecnie była kompletnie bezbronna.

– Eee… to budzimy ją?

– Mam dziwne wrażenie, że zginiemy, jak tylko otworzy oczy.

– N-No tak. W takim razie taktyczny odwrót i nigdy nic nie widzieliśmy?

– Dobry pomysł!

– Zróbmy tak! Nie było nas tu, nic nie widzieliśmy, pokój Eiri w ogóle nie istnieje. Zostawmy resztę służącym i…

– Eiri, słoneeeeczkoooo juuuuuż świeeeeeciiiiii! – ignorując cichą rozmowę Renko i Kyousuke, Ayaka krzyknęła prosto do ucha Eiri.

– Hmmm? Mmmm?

Śpiąca poruszyła się odrobinę.

– Co ty, kurna, wyprawiasz? Przecież to ją obudzi! Możesz przestać tak bezmyślnie się zachowywać?!

– Właśnie! Już myślałam, że po mnie! Uciekajmy, dobrze?! Po prostu chodźmy!

Mimo że pozostali kazali jej przestać, Ayaka najzwyczajniej ich zignorowała. Złapała Eiri za ramiona i trzęsąc nią, krzyknęła jeszcze głośniej:

– Słońce świeci, ptaszki śpiewają! Ile jeszcze zamierzasz spać?! Wstawaj szybko! Pora wyjść z łóóżkaaaa!

Jedyną reakcją Eiri było zmarszczenie brwi i jeszcze mocniejsze objęcie pluszowej zabawki.
Kyousuke miał wrażenie, że słyszy, jak jego siostrze z nerwów pęka żyła na czole. Złapała rękę misia i zaczęła ciągnąć z całej siły.

– Eeeeej, przestań być taka uparta! Kazałam ci wstaaaawaaaać!

Ayaka ciągnęła zabawkę z całych sił. Eiri na początku stawiała opór, jednak ponieważ wciąż spała, misiek w końcu wyślizgnął się z jej objęć.
Następnie wydarzyło się to.

– Puutaro?

Powieki Eiri delikatnie się uniosły. Dziewczyna wytarła ślinę z policzka, zauważyła zniknięcie misia i włączył jej się alarm. Usiadła szybko i zaczęła rozglądać się nerwowo po łóżku.

– Puutaro?! Gdzie jesteś?! Puutaro! Odpowiedz! Puuta…

– …

Wtedy zobaczyła Kyousuke i pozostałych. Nagle zamarła i zrobiła się blada jak ściana.

– C-C-C-C-C-C-C-C-C-Co…

W tym momencie reszta krwi odpłynęła z jej ciała, przez co jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej blada.

– Aaaaa! Co wy tu robicie?!

A następnie przeszła do koloru jasnoczerwonego.
Objęła mocno swoją poduszkę, cofnęła się do krawędzi łóżka i zaczęła nerwowo błądzić wzrokiem.

– E… N-N-N-N-Niemożliwe. Jak to się mogło stać?! Skąd oni wzięli się w moim pokoju?! Dziwne. Po prostu dziwne. J-J-J-Jak… Chwila. Dajcie mi chwilę. Proszę! Muszę pomyśleć. Jak to mogło się stać? Jak? Co jest grane?! Aaaaaa…

Tymczasem Kyousuke, Renko i Ayaka, patrząc na ściskającą desperacko swoją poduszkę dziewczynę, rozmawiali o czymś, co ich dręczyło.

– Puutaro? Więc ten miś jest kimś takim?Puutaro to słowo ze slangu oznaczające włóczęgę albo bezrobotnego

– Pewnie to tylko jego imię. W końcu Eiri sama mu je nadała, co nie?

– Eeee?! Nie mogę uwierzyć, że nadałaś pluszowej zabawce imię. Ile ty masz lat?

– Oooooo… Przestańcie! Nie patrzcie tak na mnie!

Eiri schowała twarz w poduszce, chcąc uciec przed ich spojrzeniami.

– Hee. Wydajesz się lubić tego Puutaro. Strasznie mocno obejmowałaś go we śnie.

– Co za pozerka. Ale to prawda, obejmowanie czegoś tak miękkiego i puszystego daje miłe uczucie. Miękkiego i puszystego.

– Aaaa! To nieuczciwe! Mnie też obejmij!

– Ej! Co wy tu robicie bez mojego pozwolenia?! Oddajcie mojego Puutaro!

– Hiaaa?!

Eiri spojrzała z żądzą krwi w oczach na Ayakę i wyrwała misia z jej rąk. Po jego zabezpieczeniu położyła go tam, gdzie wcześniej leżał, i mocno objęła.

– Jaka brutalna – parsknęła Ayaka.

– Za bardzo przywiązujesz się do przedmiotów, Eiri. Zachowałaś się jak wściekły lew, któremu zabrano mięso spod pyska, wiesz? Jak bardzo lubisz tego całego Puutaro?

– Z-Zamknij się! – Czerwona po czubek uszu Eiri objęła misia jeszcze mocniej i wściekle spoglądając na Ayakę, dodała: – Tak, kocham Puutaro! Bez niego nie mogę spać! Przepraszam, że jestem taka dziecinna, dobra? To moja wina, że jestem pozerką, jasne? Tak, tak, moja wina, to zawsze moja wina. Niby jak lubienie pluszowej zabawki może kogoś obrazić? Jakby to miało jakieś znaczenie! Kogo to w ogóle obchodzi?! Jest słodki, masz z tym jakiś problem?! Co teraz? Będziesz wchodzić do pokoi innych i wyśmiewać ich za pierwszą rzecz, jaka rzuci ci się w oczy?! A żebyś zdechła! – Wrzeszczała po raz pierwszy z w pełni otwartymi oczami. Znaczyło to, że do tej pory zawsze miała lekko przymknięte powieki i wyglądała, jakby miała zaraz zasnąć, ponieważ nie miała przy sobie swojego pluszowego misia? – Chcę umrzeć…

Siedząca w swoim różowym pokoju Eiri zatopiła twarz w piersi Puutaro, a Kyousuke i reszta przyglądali się jej bez słowa.

× × ×

– Aaaa, po prostu tragedia. Nie mogło być gorzej.

Siedząca przy stole z pochyloną głową Eiri, oczywiście już przebrana w normalne ubrania, odkąd zajęła swoje miejsce, strasznie marudziła i wyraźnie popadła w depresję. Nawet nie tknęła śniadania, w skład którego wchodziły ryż, ogórki, smażona ryba, zupa miso oraz kilka przystawek.

– Wiedziałam, że będą się ze mnie śmiać, dlatego chciałam to ukryć. Jak mogło do tego dojść? Czemu poszliście mnie obudzić? Aaaaa, chcę zniknąć. Zapaść się pod ziemięęęęę!

Na widok kulącej się z cierpienia Eiri na twarz Kyousuke zawitał chytry uśmieszek. Jedząc swoje natto, spróbował jakoś ją pocieszyć.

– Tak właściwie wcale nie masz się czym przejmować. Tamta zabawka była naprawdę słodka. To samo można powiedzieć o pokoju, jest wyjątkowo… dziewczęcy. Jak dla mnie wszystko jak najbardziej gra.

– Eeee… serio? – Ayaka błyskawicznie zareagowała na słowa brata. Spojrzała na ekran stojącego na stole notebooka i zaczęła odczytywać listę. – Wielki, pluszowy miś (metr wysokości), poduszki w kształcie serc, budzik w kształcie truskawki, lampka w kształcie kwiatka, błyszczące pudełko na biżuterię, półki wypełnione mangami shoujo…

– Lalalalaalalala… Nie słuchaaaam. – Eiri zatkała uszy dłońmi.

– Po podsumowaniu jest tego całe mnóstwo. To naprawdę gruba przesada. Wręcz odrażająco słodkie. Tak bardzo, że cukrzycy można dostać na sam widok. Według mnie to okropne i w żadnym razie “nie gra”! Co myślisz, Renko?

– Eee, ja? C-Cóż… Właściwie nic w tym złego – odpowiedziała z drobnym wahaniem zagadnięta, po czym wróciła do swojej galaretki.

Kyousuke oczekiwał, że Renko zrobi wielki raban z dziewczyńskich zainteresowań Eiri. Nigdy w życiu nie spodziewałby się zwykłej odpowiedzi, a już o tym, że skrępowała się przy drugiej dziewczynie, nawet nie wspominając. Nieważne, jak bardzo była nieczuła, wiedziała, że nie powinna wyśmiewać tego tematu.
Jednak jej odpowiedź jeszcze bardziej zawstydziła Eiri.

– Przestań! Nie próbuj mnie pocieszać, dobra?! Powinnaś chichotać i wytykać mnie palcami, co nie? Czemu tak bardzo chcesz mnie pocieszyć? Nie, nie, nie! Przez to czuję się jeszcze gorzej. P-Przestań, proszę. Daj mi spokój.

– Czemu tak się wstydzisz, siostro? – spytała jedząca do tej pory w ciszy Kagura. Spojrzała z pogardą na załamaną Eiri i dodała: – Przecież twoje zainteresowania nie są niczym nowym, prawda? W końcu brat i reszta całymi dniami się z tego śmiali.

– He?

Ten niespodziewany atak sprawił, że Eiri uniosła nieco głowę.
Kagura kontynuowała, jedząc ryż:

– Nie byłaś zadowolona z samego przemeblowania pokoju i zmieniłaś styl ubierania się, pamiętasz? Naprawdę nie wiem, co sobie wtedy myślałaś. To nazywa się Gothic & Lolita, tak? Zakładałaś ciągle długie sukienki z mnóstwem koronek, przez co strasznie rzucałaś się w oczy. Nosiłaś też ze sobą parasol, nawet kiedy nie padało. Co za straszliwy brak gustu. Nie nosisz się już tak, prawda, siostro?

– Co… – Eiri wybałuszyła oczy.

Wszyscy jednocześnie na nią spojrzeli.
Ubieranie się jak Gothic Lolita w tradycyjnym japońskim domu? Chociaż prawdopodobnie ciuchy w takim stylu dobrze na niej wyglądały (właściwie co do tego nie ma żadnych wątpliwości), taki wygląd bez wątpienia rzucał się w oczy w tym otoczeniu. Kyousuke nawet spróbował sobie wyobrazić, jak bardzo coś takiego biło w takim domu po oczach.
W tym momencie Ayaka powiedziała pod nosem:

– Skoro o tym mowa, czyżby w szafie było wiele… koronkowych sukienek, rogówek, podwiązek, czepków, a może nawet kocich uszek?

– Właśnie. Gdyby tylko nosiła je dla własnej satysfakcji… ale mnie też w to ubierała! Słodka lolitka, tak? Jak ze mną skończyła, wyglądałam jak dziecko! Robiła mi nawet zdjęcia! Wciąż dobrze to pamiętam. Co za upokorzenie… – Kagura ścisnęła pałeczki z całej siły, aż ręce zaczęły jej drżeć.

– He? – Zdziwiła się Eiri. – Nazywasz to upokorzeniem? Przecież sama nalegałaś, aby się tak ubrać, co nie?! Powtarzałaś ciągle “To nieuczciwe, że tylko siostrzyczka nosi takie śliczne ubrania”, “Kagura też chce się tak ubraaaaać”.

– Co… – Tym razem to Kagurze odebrało mowę. – N-Nie zmyślaj! Nie pamiętam nic takiego! Nie próbuj zmieniać historii, dobra?! – Dziewczyna odłożyła patyczki i spojrzała na Eiri. – A tylko spróbuj jeszcze raz się ze mnie śmiać. Lepiej naprawdę uważaj na słowa, bo może mi się przypadkiem omsknąć, jak to pisałaś romansidła i umieszczałaś się w głównej roli.

– Jakie „uważaj”?! Przecież właśnie to ujawniłaś! – Eiri uderzyła ręką w stół, wlepiając spojrzenie w Kagurę. – Teraz to mnie wkurzyłaś! Cały czas traktujesz mnie jak wioskowego głupka, a sama nie byłaś przypadkiem płaczkiem, który łaził za mną krok w krok, powtarzając “siostrzyczko”?! Ktoś taki nie ma prawa mnie krytykować.

– Kto niby za tobą latał?! K-Kłamstwa! Zresztą mówi to osoba, która bała się spać sama po obejrzeniu horroru i wlazła do łóżka innej osoby!

– A, pamiętam. Tylko że to byłaś ty, Kaguro, nie ja, prawda? Mnie w żadnym razie nie przerażały takie filmy. To ty potrafiłaś obudzić mnie w środku nocy, mówiąc, że boisz się iść sama do łazienki, po czym musiałam cię do niej odeskortować, co nie? Masz niezły tupet, wyciągając to na światło dzienne.

– Ghh… – Agresja Kagury nagle zniknęła. Zamilkła całkowicie, zrobiła się czerwona jak burak, a jej brwi wystrzeliły w górę. Wyglądała strasznie dziecinnie jak na swój wiek.

W tym momencie siedzące obok niej bliźniaki spojrzały na siebie.

– Wygląda na to, że siostrzyczka Kagura bardzo kochała siostrzyczkę Eiri, prawda, Ran?

– Na to wygląda, Ryou, chociaż wydaje się niewiarygodne. Trudno to sobie wyobrazić!

– Tak, bardzo trudno. To takie zaskakujące, Ran.

– Tak, bardzo zaskakujące, Ryou!

– Wcale jej nie kocham. – Kagura rzuciła bliźniakom ostre spojrzenie.

Przy okazji, Fuyou nie było w posiadłości, ponieważ wcześnie rano wyjechała odebrać najstarszego syna, który wracał z pracy. Z tego powodu, nie mając do kogo otworzyć ust, Busujima jadł śniadanie w kompletnej ciszy. Tak więc w całym pomieszczeniu nie było nikogo, kto mógłby uspokoić tę sprzeczkę.

– Hmph. Kto by kochał kogoś takiego jak ona. Co za wstydliwa przeszłość. – Kagura zrobiła kwaśną minę i wróciła do jedzenia.

Widząc, jak pije zupę z nieprzyjemnym wyrazem twarzy, Ayaka rzuciła:

– Powiedz, śmieciowa Kaguro… Jesteś tsundere? Bo wyglądasz mi tu, jakbyś po prostu się wstydziła.

– Nie wstydzę się. Zamknij pysk, obesrana Ayako.

Obydwie dziewczyny dodawały sobie do imion niepotrzebne przydomki. Musiały naprawdę się nienawidzić, jednak ich stosunek do siebie nie przypominał relacji Kagury i Eiri. Mimo ciętego języka Kagura wydawała się strasznie ożywiona, kiedy wspominała przeszłość z Eiri. Odnosiło się wrażenie, że wręcz sprawiało jej to przyjemność. Być może obecnie nienawidziła Eiri, jednak Kyousuke mógł sobie łatwo wyobrazić, jak kiedyś były ze sobą blisko… przez co nieświadomie się uśmiechnął.

– Czemu wpatrujesz się tak we mnie z uśmieszkiem na twarzy?

– Bez powodu.

– Tcz. Wszyscy jesteście tacy sami.

Kagura strzeliła językiem, po czym zabrała się za jedzenie ogórków. Spoglądając na dąsającą się dziewczynę, Kyousuke spytał:

– Przy okazji, to nie daje mi spokoju. O czym mniej więcej były te powieści Eiri?

– Hmmm, Kyoooousuke, aż tak bardzo chcesz umrzeć? – Jak tylko chłopak spytał o przeszłość, Eiri wręcz wybuchła aurą żądzy krwi.

Kagura odłożyła pałeczki i powiedziała: – Dobre pytanie. – Następnie dodała wesołym głosem: – A, pytasz o dziewicze prace siostry? Tytuł brzmiał “Miłość skrytobójcy”. Była o zwykłym chłopaku, który został jej celem w pracy. Taka opowieść o zakazanej miłości…

× × ×

– Niewybaczalne.

Po opowiedzeniu bez cienia zawahania wielu różnych historyjek, przez które Eiri chciała zapaść się pod ziemię ze wstydu, Kagura oddaliła się z nieukrywaną satysfakcją wymalowaną na twarzy.
Jej siostra, rozłożona na stole, wysyczała przez zęby:

– Kyousuke, zapłacisz mi za to.

– Ja?

– A niby kto? – Dziewczyna oparła głowę na podbródku i posłała chłopakowi pogardliwe spojrzenie. – Gdybyś tak bezmyślnie nie zaczął tamtego tematu, nie zostałabym tak upokorzona. Przestań wypytywać o głupoty, kretynie. A żebyś zdechł.

Kyousuke, który do tej pory całkowicie zrelaksowany pił sobie spokojnie herbatę, wystraszył się wściekłego spojrzenia koleżanki.

– P-Przepraszam. Ale fabuła była dobrze napisana! Niemogąca zdobyć się na zabicie swojego celu Eiri zebrała w sobie odwagę i ze łzami w oczach wyznała swoje uczu…

– Właśnie! „Zanim zdążyłam cię zabić, ugodziłeś moje serce (gorzki uśmiech)”, to naprawdę dobry tekst. Masz wrodzony talent.

– A on odpowiedział „Nic z tych rzeczy. Dopadłaś mnie wieki temu. Kiedy tylko cię zobaczyłem, moje serce stanęło (promienny uśmiech)”. To też było świetne.

– …

Słysząc komentarz Kyousuke, jego siostra i Renko dołączyły do pochwał.
Eiri krzyknęła ze łzami w oczach: – Kyousukeee?!

– P-Przepraszam. Wybrałem złą metodę, żeby was pogodzić.

Poprosił Kagurę, żeby usiadła z nimi, ponieważ chciał, aby siostry powspominały wspólne chwile, jednak przypadkiem nadepnął na minę. Nie spodziewał się, że wyjdą na jaw takie wstydliwe sekrety – oprócz tamtej anegdoty Kagura opowiedziała o wielu wydarzeniach z udziałem siostry, praktycznie opisując całe jej życie.
Eiri, dalej z głową wbitą w stół, westchnęła głęboko.

– Co za tragedia – stwierdziła, podnosząc głowę. – Pójdę teraz nad grób ojca. Jakie macie plany na dziś?

– My? Pomyślmyyyy.

– Kolejna wyprawa do pokoju Eiri! Chcę wykopać tam jakiś skarb!

– Wykopać skarb? Ayeczko, czyżbyś miała na myśli rękopis „Miłości skrytobójcy”?! Super, pomogę ci. Jeśli będziemy miały szczęście, może trafimy na coś równie interesującego.

– Serio? Dobra. W takim razie poproszę służbę, żeby strzegli wejścia do mojego pokoju. Nawet mucha się przez nich nie prześlizgnie.

– Heee?! – Ayaka i Renko jednocześnie wyraziły swoje niezadowolenie.

Eiri strzeliła językiem, po czym powiedziała:

– Nie hehajcie na mnie. Wrócę za jakąś godzinę. Możecie poczekać na mnie w waszym pokoju? Szukanie was po całym domu będzie strasznym utrapieniem.

– Heeee?!

– Miałyście na mnie nie hehać! Kyousuke, zostawiam je pod twoim nadzorem, dobra?

– Przyjąłem. Spokojna głowa, będę mieć na nie oko.

– Dzięki.

Tak na marginesie – opiekun, który powinien ich pilnować, był nieobecny. Powiedział jedynie, że idzie na spacer, po czym zniknął, chociaż prawdopodobnie mógł cały czas obserwować swoich podopiecznych dzięki swoim jadowitym zwierzakom. Bez cienia wątpliwości wolał pracować sam… albo po prostu nie przywykł do towarzystwa innych osób.

– Hmm?

W pewnym momencie aura otaczająca Eiri nagle się zmieniła, a bliźniaki, do tej pory zajęte zabawą na podwórzu (dokładniej mówiąc, gonieniem motyli), nagle zamarły.
Shishi-odoshi wydało dźwięk pośród kompletnej ciszy.

– Wróciłem.

Parę sekund później pojawił się jakiś mężczyzna.
Miał na sobie szkarłatne kimono przewiązane paskiem i ozdobione srebrnym łańcuchem. Był młody, nie przekroczył jeszcze dwudziestu lat. Na głowie sterczały mu czerwone włosy z czarnymi pasemkami, przewiązane w kucyk po prawej stronie, a w uszach błyszczały srebrne kolczyki.
Na jego twarzy, na tyle urodziwej, że mógłby pracować jako model, pojawił się uśmiech.

– Basara… – wyszeptała Eiri.

– Braciszek Basara! – wykrzyczały bliźniaki, rzucając się do biegu w jego stronę.

Mężczyzna pogłaskał je po głowie, mówiąc:

– Minęły całe cztery dni. Jak się czujecie?

– Dobrze! – odkrzyknęły jednocześnie.

– Haha. Co za idealna synchronizacja.

Kiedy jego spojrzenie padło na Eiri, zmrużył oczy, a uśmiech znikł z jego twarzy. Po chwili ruszył w stronę dziewczyny.

– No proszę, kogo my tu mamy? W twoim przypadku, Eiri, minęło pół roku, prawda? Mam wrażenie, że coś się zmieniło. Chociaż trochę… Pozwolisz mi to sprawdzić?

Jak tylko wszedł do pokoju, nagle przyspieszył, rozłożył ręce i wyskoczył w powietrze.

– Wybacz, muszę odmówić.

Eiri z łatwością zrobiła unik i ręce Basary objęły jedynie powietrze.

– Tcz. Jesteś bezduszna, siostro. Pozwolenie się objąć nie kosztowałoby cię przecież ręki czy nogi.

– Fuj. Twoje perfumy strasznie cuchną.

– He? Niemożliwe. Serio? – zaskoczony Basara zaczął się obwąchiwać. – Dla mnie taka ilość daje jedynie delikatną woń. Poza tym to nie perfumy, tylko kadzidło. Jego zapach nie jest wprost odświeżający?

– Nie. Jesteś ordynarny jak zwykle, bracie.

– Ostra jak zawsze. W dodatku… – Basara zamilkł na chwilę, skrzyżował ręce i przeleciał Eiri wzrokiem od stóp do głowy. Następnie, drapiąc się w podbródek i mrużąc oczy, dodał: – Ani trochę się nie zmieniłaś. Wciąż jesteś gorąca jak diabli.

– Na co się tak gapisz?

– Nogi. Uda.

– Możesz darować sobie takie chamskie teksty?

– Ale to prawda. Serio. Twoje spodenki aż krzyczą: „spójrz na mnie”. Nie wydaje ci się, że zabronienie mi gapić się na nie byłoby w tej sytuacji niegrzeczne?

– Co?

– Nie jest to klasyczny przykład „tego”? Dziewczyna bardzo chce, żeby inni na nią patrzyli, ale jest zbyt nieśmiała, żeby się przyznać, dlatego daje drobne sugestie swoim ubraniem, co nie? Straszna z ciebie nieśmiała tsundere!

– Chcesz mnie zdenerwować?

– Chcę cię polizać.

– A żebyś zdechł. – Eiri zbeształa brata, jednocześnie odwracając głowę w inną stronę.

Basara zamknął oczy, złożył razem dłonie jak do modlitwy i odpowiedział siostrze: – Bardzo dziękuję za moje pierwsze „A żebyś zdechł” dzisiaj. – Potem otworzył oczy, spoglądając w końcu na grupę Kyousuke. – Przy okazji – to goście, o których była mowa? Hmmm. Hmmm. Rozumiem. To bardzo… – Spojrzał kolejno na Kyousuke, Ayakę i Renko, zawieszając spojrzenie na tej ostatniej. Zmrużył oczy, zrobił poważną minę i spytał: – Pracujesz w biznesie, prawda?
W mgnieniu oka ją rozszyfrował.

– Co? – zdziwiło się rodzeństwo Kamiyów.

Łuusz – Renko uśmiechnęła się i spytała:

– O. Skąd wiesz?

– Skąd? Hmph. Osoba na moim poziomie potrafi rozpoznać takie rzeczy na pierwszy rzut oka. Nawet to, że doszłaś już do trzycyfrowego wyniku. Jesteś tak młoda, a już osiągnęłaś coś takiego. Przerażające. To rzadkość spotkać takiego dzieciaka jak ty. Od dawna się tak nie nakręciłem.

– Co…?!

Jest w stanie nawet rozpoznać ilość ofiar Renko? – Kyousuke już był przerażony, choć Basara nie skończył jeszcze mówić.

– Jeśli chodzi o to, czemu nosisz maskę… Nie jest raczej jakąś próbą stworzenia nietypowego wizerunku, więc ma na celu ukrycie twojej twarzy. Prawdziwej tożsamości, prawda? Jednak, jaka szkoda, ja przez nią przejrzałem. Przejrzałem cię na wylot. – Na twarz mężczyzny zawitał arogancki uśmieszek. Wlepiając spojrzenie w Renko… – W rzeczy samej, nie jesteś żadną amatorką… tylko zawodową modelką ukrywającą swoją twarz za maską!

– …

– …

– …

– …

Po deklaracji Basary nastała dziwna cisza, nawet dźwięk minutnika wydał się jakiś inny.

– Basara, coś ty sobie upierdolił? – Twarz Eiri była cała czerwona ze wstydu, a jej ramiona aż trzęsły się z nerwów.

Ten burknął, machnął ręką w powietrzu i odpowiedział z samozadowoleniem w głosie:

– Jak to? Mówię przecież o jej prawdziwej tożsamości. Nieważne, jak bardzo będzie starała się to ukryć, te wielkie balony ją zdradzają. Ma na pewno trzycyfrowy wynik w biuście. Z takimi melonami… nie, wspaniałymi cycami, niby jak może być jakąś amatorką?! Aż trudno uwierzyć, że ktoś w liceum ma takie wielkie!

– Nie, bracie. Trudno uwierzyć, że twój mózg działa normalnie. – Eiri położyła dłoń na czole, jakby próbując znieść atak migreny.

Renko westchnęła, a potem uniosła swoje wspaniałe cycki.

– Wybacz, ale nie jestem modelką, tylko zwykłą licealistką z przepięknymi, wielkimi piersiami.

– Co… takiego? – Basarę aż wmurowało. Zawiesił puste spojrzenie na biuście Renko i powiedział z niedowierzaniem: – Jesteś amatorką mimo takiego skarbu? Żarty sobie stroisz, Dynamic Honey? I twierdzisz, że są nie tylko wielkie, ale i przepiękne? Nie uwierzę na słowo, muszę to zobaczyć na własne oczy!

– Czekaj.

– Aaaaaauuuuu!

Basara już się pochylał, sięgając do piersi Renko, kiedy Eiri złapała i wykręciła jego ucho.

– Boli! Ale nie myśl sobie, że dasz radę powstrzymać swojego braciszka!

– Już mi się to udało, więc teraz okaż trochę rozumu, dobra? Jesteś jakiś niedorozwinięty czy co? Jeśli ruszysz się chociaż o centymetr, ręka mi się omsknie i ostrze w paznokciu rozetnie ci ucho.

– Doooobra.

Basara przestał stawiać opór, a Eiri, po strzeleniu językiem z niezadowolenia, puściła jego ucho.

– Co za zboczeniec. Tak startować z łapskami do kogoś, kogo widzi się pierwszy raz na oczy. Naprawdę musisz się nad sobą zastanowić, rozumiesz?

– Jaka niemiła! Interesują mnie jedynie gorące laseczki. I co miałaś na myśli przez brudne łapska? Przecież nawet paznokcia sobie nie ubrudziłem. Przy okazji, zdajesz sobie sprawę, że nie jestem pedofilem, prawda? Nieważne, jak są słodziutkie, jeżeli to dzieci jak Ran albo ta dziewczynka, która nie zaczęła jeszcze procesu dorastania, wolałbym zginąć niż położyć na nich rękę! – Basara bronił swojego imienia, wskazując palcem Ayakę.

Ta momentalnie spoważniała, a z jej oczu znikł wszelki blask.

– Ten gość jest irytujący. Wolałbyś zginąć niż położyć na mnie rękę. To może chcesz umrzeć?

– Ej, Ayaka, nie wygaduj tak niebezpiecznych rzeczy. Kontroluj się trochę.

Zbesztana dziewczyna złapała pustą szklankę i miała już zrobić krok przed siebie, ale na szczęście Kyousuke ją zatrzymał.

– Przy okazji – zaczął Basara, spoglądając na Kyousuke – rzadko widzi się, żeby Eiri sprowadzała chłopaka do domu. Prawdę mówiąc, chyba pierwszy raz jej się to zdarzyło. Aż trudno mi uwierzyć, że zaprzyjaźniła się z kimś spoza rodziny. Jak daleko zaszliście?

– Co masz na myśli?

– Trzeba w ogóle o to pytać? Mówię oczywiście o całowaniu, macanku i sek…

– A żebyś zdechł.

Basara w mgnieniu oka zareagował i prawą ręką zasłonił się przed kopnięciem wyprowadzonym w jego stronę.

– Blisko! Jeszcze trochę i pewnie straciłbym głowę.

– Co ci przyszło do pustego łba?! – Eiri, czerwona jak burak, trzymała dłonie przy piersi. – J-Jakie c-całowanie, macanie… Nie łączy nas nic takiego! Jesteśmy jedynie kolegami z klasy! K-K-K-K-Kto by chciał robić takie rzeczy z takim zboczeńcem?

– Zboczeńcem? Naprawdę? Więc ma jakieś dziwne fetysze?

– Nie. – Kyousuke poczuł się strasznie nieswojo, ponieważ Basara spojrzał na niego, jakby znalazł swoją bratnią duszę.

– Hmm. Cóż, nieważne. Zostawmy szczegóły na rozmowę przy obiedzie. Dopiero co wróciłem z misji i padam z nóg. – Basara ziewnął.

Nie trzeba chyba dodawać, co miał na myśli, mówiąc o misji. Eiri skrzywiła się lekko, słysząc słowa brata. Ten na widok jej reakcji dodał:

– Ej, może byś tak w końcu dorosła… Zardzewiały Paznokciu? – wyszeptał, pokazując jednak sadystyczny uśmiech.

Basara minął oniemiałą Eiri i ruszył w stronę werandy.

– Do zobaczenia, porozmawiamy później. Przepraszam za tak późne przedstawienie się, nazywam się Basara Akabane, jestem najstarszym synem w rodzie. Mam osiemnaście lat, mam też dziewczynę, ale wciąż szukam więcej. Obyśmy bawili się razem tak dobrze jak ja z Eiri… mordercy na szkoleniu. W każdym razie pójdę się już położyć.

Basara, nie oczekując odpowiedzi, machnął ręką, a następnie z uśmiechem odszedł.

– Braciszku Basara, braciszku Basara! – bliźniaki pobiegły za nim i zaczęły zalewać go lawiną pytań.

– Ilu zabiłeś tym razem?

– Ile ostrzy użyłeś?

– Dziesięciu, licząc strażników. Jedno na osobę, więc dokładnie dziesięć.

– Byli silni?

– Byli słabi?

– Chyba nie muszę na to odpowiadać, co?

– Ile dziewczyn miałeś?

– Więcej, niż możesz policzyć, czy mniej?

– Tajemnica.

– Coooo?! Powiedz!

Basara w mgnieniu oka odpowiadał na wszystkie możliwe rodzaje pytań, jakie zrodziła niepohamowana ciekawość bliźniaków. Co prawda, dzieci wydawały się niewinne, jednak wiele z tych tematów dotyczyło dość krwawych kwestii. Z drugiej strony dla rodziny Akabane morderstwa to codzienność, więc może dla nich nie było w tym nic dziwnego.

– …

Mimo że odchodzącej trójki nie było już nawet słychać, Eiri stała dalej nieruchomo, zagryzając wargę.

× × ×

Posiadłość rodu Akabane była niewiarygodnie rozległa. Do jej terenów wliczały się, oczywiście licząc także płaski teren wykorzystany do budowy samego domu, nawet okoliczne góry. Rodzina ta nie utrzymywała kontaktu z mieszkańcami okolicznych wiosek, nie licząc pracujących dla nich prywatnego lekarza oraz nauczycieli, którzy zresztą jako jedyni dostali pozwolenie na wejście do posiadłości. Poza nimi nikt z osób niemających powiązań ze światem cienia nie miał pojęcia o prawdziwej naturze tej rodziny, której jednak nie próbowali w żaden sposób ukryć. Po prostu żyli w innym świecie niż normalni ludzie, tak więc ich drogi nigdy się nie krzyżowały.
Ród Akabane żył z zabijania, tak więc wiele spraw rozpatrywano przez pryzmat “zabić czy nie”, a jedyną osobą posiadającą odpowiedni autorytet, by wydać taki wyrok, była…

– Matka zawsze wydaje się taka spokojna i delikatna… ale jest całkowicie bezlitosna, kiedy atakuje. Pozbędzie się każdej osoby zagrażającej rodzinie. Nieważne, kim by nie była – jeśli ród coś na tym zyska, zabije ją bez mrugnięcia okiem.

Fuyou Akabane, matka Eiri, a także 29. głowa rodu Akabane. Być może posiadała zbyt wielki autorytet, ponieważ za każdym razem, kiedy Eiri z nią rozmawiała, w jej głosie było słychać więcej strachu i szacunku niż uczucia do matki.
Eiri, pomodliwszy się nad grobem ojca, oprowadzała Kyousuke po domu. Szli właśnie po werandzie bocznego budynku rezydencji, kierując się ku jej głównej części. Dziewczyna opowiadała jednocześnie o otoczeniu, w którym wyrosła, poruszając przy okazji wiele kwestii dotyczących swojej rodziny.

– Nie potrafię rozgryźć, co chodzi matce po głowie, bo jej mina i zachowanie nigdy się nie zmieniają. Po prostu nie da się odczytać jej emocji… i to mnie w niej najbardziej przeraża. Jej zachowanie nie zmieniło się nawet po tym, jak zawaliłam moje zlecenia. Przecież kilka razy mój cel pozostał przy życiu, a ona powiedziała mi jedynie “ojej, co ja mam z tobą zrobić” z tym jej chytrym uśmiechem na twarzy. Dopiero po szóstej porażce nic nie powiedziała, po prostu wyszła z pokoju. Dlatego właśnie myślałam, że spisała mnie na straty. A jednak wykonała ten ruch: wezwała mnie nagle do domu i przywitała, jakby nic się w ogóle nie stało. Serio, kompletnie nie mam pojęcia, co takiego zamierza – powiedziała cicho Eiri. Od spotkania z Basarą i wizyty nad grobem ojca zepsuł jej się humor. Dom, w którym się wychowała, nie był dla niej zbyt przychylnym miejscem, więc być może ta chwila samotności, sam na sam ze swoimi zakłopotanymi myślami, po rozstaniu z grupą Kyousuke wystarczyła, aby wpędzić ją w taki stan.

Kyousuke wyrównał do Eiri, która do tej pory go prowadziła.

– Skoro tak, czemu po prostu jej nie spytasz? Raczej wątpię, żeby była typem osoby, z jaką w ogóle nie da się porozumieć, nie?

– Heeh. No tak. – Eiri zrobiła gorzką minę. Okręcając włosy wokół środkowego palca, wyjaśniła: – Nie jestem za dobra w kontaktach z nią. Chcąc wychować mnie na najlepszego zabójcę, od najmłodszych lat stawiała mi poprzeczkę bardzo wysoko i używała dość ekstremalnych metod. Zawsze tylko trening, trening, trening i trening. Nieważne, spałam czy nie, harowałam do utraty przytomności, a kiedy tylko się ocknęłam, wracałam do ćwiczeń. Musiałam przetrwać pozostawienie głęboko w górach, związanie mnie, a potem wrzucenie do wodospadu, ataki deszczu ostrzy, szczucie dzikimi bestiami przy skrępowaniu różnymi dziwnymi rzeczami… Lekcje w Zakładzie są niczym w porównaniu ze spartańską edukacją, jaką przeszłam. Wiele razy ledwie o włos uniknęłam śmierci.

– Poważnie? To żadna edukacja, tylko zwykłe znęcanie się.

– Ta. Matka powiedziała “Będziesz żyć ze śmiercią u boku, żeby później nikt nie dał rady cię zabić”. Kto wie, jaka jest prawda. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby jej nastawienie było równie bezlitosne jak Kurumii. Ten jej ciągły spokój o wiele bardziej mnie przeraża.

– T-Tu masz rację.

Ten kontrast był bardzo nieprzyjemny, więc Kyousuke doskonale rozumiał, czemu Eiri nie radziła sobie z matką, która trzymała swoje cele i motywy ukryte pod tą maską. Innymi słowy – jedna wielka zagadka.

– Jednak ojciec był inny. – Na twarzy Eiri pojawił się uśmiech, a głos złagodniał. Kyousuke jeszcze nie słyszał, aby kiedyś użyła tak łagodnego tonu. – Miał ostre spojrzenie i poważną minę, zupełnie jakby cały czas chodził potwornie zły. Mało mówił, ale kiedy już na kogoś krzyczał, robił to na całe gardło. Za każdym razem, kiedy mi się obrywało, byłam tak przerażona, że nie mogłam w ogóle się ruszyć. Był bardzo poważną osobą z wybuchowym temperamentem, całkowite przeciwieństwo matki. Ale – w jej głosie wyraźnie dało się usłyszeć samotność i nostalgię, a także wielką miłość do ojca – był także bardzo dobrą osobą. Przez pracę często wyjeżdżał, ale kiedy gościł w domu, głaskał mnie po głowie i siedział ze mną, gdy płakałam albo brakowało mi motywacji, aż mi przeszło. Nawet przemycił mnie poza rezydencję za plecami matki.

– Wspaniały ojciec.

– Ta. Podobno wcześniej był ochroniarzem i z rodem Akabane nie łączyły go żadne powiązania, stąd pewnie miał zupełnie inne wartości. Z nim u boku czułam się bezpiecznie. Miał takie duże, twarde dłonie… Wciąż wyraźnie to pamiętam. – Eiri spojrzała na swoją rękę, a w kącikach jej oczu zebrały się łzy. – Pamiętam wszytko – dodała ledwie słyszalnie, zwieszając głowę.

PLC04 - NCP06
image-1461

– Eiri? – Kyousuke spojrzał na koleżankę, która nagle się zatrzymała.

Renko i Ayaka, idące kawałek za nimi, w tym momencie ich dogoniły. Po zobaczeniu twarzy Eiri powiedziały:

– Ojej, nic ci nie jest? Jeśli chcesz się wypłakać, mogę ci użyczyć moich wielkich piersi.

– Eiri, więc naprawdę masz kompleks na punkcie ojca. Musisz zapomnieć o przeszłości.

– Z-Zamknijcie się! – Chcąc uciec przed pozostałymi dziewczynami, Eiri ruszyła przed siebie, jednocześnie uderzając się dłońmi w policzki. – Nic mi nie jest. To nic takiego. Przez wizytę nad grobem zrobiłam się tylko trochę sentymentalna. Nie ma czym sobie zawracać głowy! – rzuciła, mijając Kyousuke.

Chłopak spojrzał ukradkiem na jej twarz; była wyraźnie spięta.

– Serio? W takim razie po prostu zapomnij.

Szooko. – Nie potrzebujesz już moich wielkich melonów? Szkoda.

– Moja kolej! Teraz Ayaka! Zajmę jej miejsce! A masz! Mac, mac, mac!

– Hiiiaaaa! A-Ayeczko, nie mogę tak iść. Puszcza… Aaaa!

– Heehehe. Te wielkie cyce są strasznie wrażliwe. Czujesz to? Przyjemne? Dobrze ci?!

– Co wy wyprawiacie…? – spytał Kyousuke, po czym dogonił Eiri, która wróciła do poprzedniego tempa.

Kiedy mijali pewien pokój…

– Hmmm?

Kyousuke nagle się zatrzymał.

– Ej. Powinniśmy tu zajrzeć?

Drzwi do przypominającego buddyjską świątynię pomieszczenia były rozsunięte. Miało wielkość sześciu mat tatami. Unosił się w nim zapach kadzideł. Nieco w oddali stał ołtarzyk, a przed nim stół, na którym ustawiono ofiary w postaci jedzenia, różnych warzyw i owoców oraz przedmiotów takich jak chińskie lampiony. Były to dary dla dusz przodków, które tego dnia powracały do świata żywych (wliczając w to oczywiście ojca Eiri), aby uczestniczyć w festiwalu Bon… Przynajmniej w to wierzono. W takim wypadku to właśnie w tym miejscu Eiri powinna się modlić, nie nad samym grobem ojca.

– …

Przez parę sekund dziewczyna błądziła wzrokiem, wahając się cokolwiek powiedzieć.

– Co za różnica? Już go odwiedziłam – wyrzuciła z siebie w końcu, po czym odeszła.

– Aha… – Kyousuke pokiwał głową, ruszając za nią. Mijając drzwi, zerknął jeszcze na ofiary leżące na stole.

Podobnie jak podczas śniadania, jedzenie, które wystygło i nie zostało ruszone, leżało na czerwonych talerzach. Kyousuke spojrzał na nie, potem na oddalającą się Eiri, po czym westchnął. Instynkt podpowiedział mu, że coś jest nie tak.
Eiri twierdziła, że odwiedziła już ojca.
Najwyraźniej było to kłamstwo.

× × ×

Zakończywszy wycieczkę po rezydencji, grupa Kyousuke wyszła na zewnątrz.
Kamienne ściany otaczały bardzo duży teren. Oprócz domu znajdowały się tam także inne budowle, jak stodoły, magazyny, herbaciarnie czy świątynie. Pośród nich, w pobliżu rezydencji, znalazło się również dojo, często wykorzystywane przed rodzinę Akabane do nauki sztuk walki. Prowadziła do niego droga usypana z czerwonego żwiru, a przed wejściem znajdowały się miejsca do umycia rąk oraz toalety.
Kiedy idąc jeszcze bambusowym lasem, znaleźli się w pobliżu dojo, Eiri powiedziała pod nosem:

– Ktoś chyba tam jest. Kagura?

Tym samym zaczęła się wahać, czy powinna pójść to sprawdzić.

– Hiaaaa! Woda! Woda!

– Jest zimna?!

– Ej?!

Kiedy Eiri się zatrzymała, Renko i Ayaka minęły ją, ruszając biegiem w stronę umywalek. Widok dziewczyn biorących czerpak i pluskających się w wodzie całkowicie odebrał jej energię.

– Co wy wyprawiacie? To nie tak się robi.

Eiri wyrwała czerpak z ręki Renko, napełniła go czystą wodą i polała nią lewą dłoń, następnie przełożyła go do drugiej ręki i opłukała prawą. Potem wylała trochę na dolną część dłoni, wzięła ją do ust i po chwili wypluła. W końcu obiema rękami odwiesiła czerpak na jego miejsce.
Jej ruchy były niesłychanie płynne, więc łatwo dało się poznać, że robiła to już wielokrotnie.

– Macie to zrobić jedną porcją wody. Jasne?

Siorb. Siorb. Siorb. Siorb.
Eiri z dumą wymalowaną na twarzy spojrzała na pozostałe dziewczyny. Renko włożyła słomkę do balii z wodą, wysysając zawartość bez opamiętania, a stojąca obok niej Ayaka piła obiema rękami.

– Słuchajcie, co się do was mówi.

– Ułaaa. Zimna! Eiri, co ty wyprawiasz?!

– Starczy! Jak to możliwe, że przetrwałyście mimo całkowitego braku zdrowego rozsądku?!

Eiri oblała dziewczyny zimną wodą, prychając. Następnie odwiesiła czerpak i ruszyła w stronę dojo.
Kyousuke umył ręce w sposób, jaki pokazała Eiri, a potem ruszył za nią.

– Niesamowite. To miejsce jest ogromne…

Po chwili byli już przed głównym wejściem pokrytym dachówkami, oczywiście czerwonymi. Zza drzwi dochodził szelest kroków i co jakiś czas okrzyki typu “Urja” czy “Sorja”.

– To Ryou i Ran? Pełne energii jak zawsze. – Eiri z gorzkim uśmiechem weszła do środka.

A tam…

– Ach, to wy. Witamy, witamy.

Przywitał ich uśmiechnięty, ubrany w czerwone kim ono młody chłopak. Kyousuke momentalnie zamarł, a Eiri strzeliła językiem.

– Widzę, że wciąż nie poszedłeś spać, bracie. Czemu się nie położysz?

– No nie bądź taka. Chciałem odpocząć, ale bliźniaki nie odstępowały mnie na krok. – Basara przechylił głowę, żeby uniknąć ciosu białego ostrza, a potem przykucnął w kolejnym uniku. Śmiejąc się, powiedział: – Nic się na to nie poradzi. Bycie tak popularnym nie jest łatwe.

– Naprawdę? W takim razie czemu teraz nie pójdziesz spać? Jeśli chcesz, mogę ci pomóc zasnąć na całą wieczność.

– Haha. Prawdę mówiąc, już parę razy było o włos. Musiałem zarwać nockę i zasypiałem na stojąco… Może mnie zranisz? To z pewnością mnie rozbudzi.

Ziewając, Basara zasłonił usta prawą dłonią, jednocześnie przechylając się w bok. Ułamek sekundy później miejsce, w którym była chwilę wcześniej jego ręka, przecięło czarne ostrze, prawie w tej samej chwili padł cios także z białego ostrza, tnąc jednak jedynie powietrze .

– T-To…

– Posłuchajcie. Wasze ataki stają się ospałe, wiecie? Tak wolnymi ciosami nie dacie rady trafić nawet motyla.

– Irytujący. Giń, braciszku Basara!

– Giń, giń, giń, giń, giń, giń, giń, giń, braciszku Basara!

– Giń!

– Giń!

– Co oni robią?

Basara stał na środku sali ze znudzoną miną, a bliźniaki bez przerwy wściekle go atakowały. Białe i czarne ostrze tańczyły w powietrzu – co chwilę pojawiał się błysk odbitego od nich światła.
Dzieci miały w rękach dwa miecze, które najprawdopodobniej były rozłożonymi ich nożyczkami. Obracały nimi wokół ich okrągłej końcówki, kierując ostrze raz do przodu, raz wzdłuż ramienia, dostosowując pozycję do wyprowadzanych cięć, a jednocześnie cały czas skacząc po pomieszczeniu.
Jako bliźnięta miały wyjątkową wręcz koordynację, czasem nawet wykonując dokładnie taki sam ruch czy wyprowadzając w tym samym momencie ten sam atak. Momentami dogrywały się we wręcz idealny sposób, by chwilę później całkowicie stracić tę wspaniałą synchronizację i wyprowadzając kolejne cięcia, samemu szukać luk w obronie przeciwnika.

– Ej, nie stójcie tak. Chcecie się przyłączyć?

– Nie, dzięki, bracie. Odpuszczę.

– Ech. Jaką mam oziębłą młodszą siostrę – marudził Basara, cały czas unikając wściekłych ataków przy użyciu drobnych kroków i obrotów ciała. Wyglądał na całkowicie spokojnego, podczas gdy bliźniaki poruszały się jak burza, a mimo to nie dawały rady nawet zadrasnąć ubrania starszego brata.

Ta scena potrafiła sprawić, że jej widz naprawdę przestawał wierzyć własnym oczom. Dobrym przykładem były tu Renko i Ayaka, które aż wmurowało w ziemię na ten widok. Jedynie Eiri nic sobie z tego nie robiła i ze spokojem patrzyła, jak jej rodzeństwo próbuje się pozabijać.

– Ej, Eiri, co… oni robią?

– Nie widać?

– No właśnie pytam, bo nie wiem…

– Hmm?

– To normalne w mojej rodzinie. Prawdziwe ostrza są używane do rozrywki. Oni po prostu się bawią. Ryou i Ran tak naprawdę nie chcą zabić Basary. Gdyby było inaczej, wyzwaliby go na pojedynek, a i wtedy raczej nie mieliby najmniejszej szansy. Różnica umiejętności jest po prostu zbyt wielka.

– Jaka dokładna analiza.

Basara uśmiechnął się w odpowiedzi na tłumaczenie siostry, a potem wychylił ciało do tyłu, unikając kolejnych dwóch cięć.

– Kiia?!

– Łaa?!

Następnie uniósł rękę, uderzając nią lekko Ran. Chociaż nie zrobił tego mocno, to wystarczyło, żeby bliźniaki zderzyły się w powietrzu czołami, wypuściły broń z dłoni i upadły na ziemię.

– Aaaaau, boli… Boli, Ran.

– Mnie też, Ryou… Auuuu.

– Haha! Wyglądają identycznie, nawet kiedy płaczą. Jesteście ze sobą zbyt zsynchronizowani, przez co łatwo odeprzeć wasze ataki. I tak po raz kolejny nasza walka zakończyła się, zanim jeszcze wyciągnąłem swoje ostrze.

– Uuuuuu!

– Uuuuuu!

Bliźniaki zajęczały jednocześnie, patrząc na uśmiechniętego brata.
Po chwili Basara przeciągnął się i powiedział:

– Kurczę, chce mi się spać… Padam z nóg. Braciszek chce spać! Eiri, mam prośbę, możesz pomóc mi pozbyć się tej natrętnej senności?

– Odmawiam. Jeśli chce ci się spać, to idź do łóżka.

– No tak, to prawda, ale jeśli teraz pójdę spać, będę czuć się jakoś tak… niespełniony. Nie widzieliśmy się pół roku. Jako twój starszy brat muszę sprawdzić, jak bardzo urosłaś.

– Niewiele. Przez taki czas nie mogło się zresztą za wiele zmienić.

– Wybacz, ale ja nie mówię o twoich piersiach.

– Wiem – odpowiedziała Eiri z niezadowoleniem w głosie, dodając po chwili cicho: – chociaż akurat tam trochę urosło.

Renko momentalnie skwitowała:

– Raczę w to wątpić.

Eiri, rumieniąc się, spojrzała na koleżankę.

– Nie kłamię! Przybyło mi jakiś centymetr.

– Dobra. Już po tobie.

– …?!

Eiri nagle się zatrzęsła; widać coś ją całkowicie zaskoczyło.
Kyousuke jednak miał okazję zobaczyć to zajście. Basara, mrużąc oczy, zrobił zamach ręką, którą miał schowaną w kimonie, zupełnie jakby czymś rzucał, celując dokładnie w serce Eiri, i zamarł w tej pozie.

– Straciłaś czujność, prawda? Mam rację? Szermierz nie odsłoni pleców przed przeciwnikiem, chyba że przestanie uważać. Przez moment nawet zastanawiałem się, czy to jakaś przynęta, żebym się wystawił. Nie daj się tak szybko zabić.

– Ach… – Eiri sięgnęła ręką na swoje plecy, a potem powoli spojrzała na brata.

– Przywykłaś do leniwego środowiska, spędzałaś czas z grupą wyluzowanych osób, otrzymywałaś podrzędną edukację… Zrobiłaś się przez to strasznie ślamazarna, prawda, Eiri? To nie jest zero postępów, to regres umiejętności. Nie rozśmieszaj mnie, Zardzewiały Paznokciu. Z twoim słabym charakterem, przez który nie możesz nikogo zabić… Jeśli zabraknie ci umiejętności, to co ci poza nimi zostanie?

Eiri zagryzła mocno wargi.
Nie miała nic w plecach.
Basara po prostu wykonał ruch, jakby rzucał ukrytą bronią, nic więcej. Jednak chęć zabicia celu, widoczna w jego oczach, jak i gest rzutu ostrzem były jak najbardziej prawdziwe. Gdyby naprawdę miał jakieś ostrze, bez cienia wątpliwości Eiri już by nie żyła. Dowodziła temu żądza krwi, którą wręcz kipiał Basara, a którą jego siostra odebrała jak cios właśnie w serce.

– Rety. Nie mam pojęcia, jak jest obecnie z twoimi umiejętnościami, ale bez wątpienia straciłaś bystrość umysłu. Zawiodłem się, Eiri… Ach, co za szkoda. – Basara opuścił rękę, wzdychając. Cała wyczuwalna od niego żądza krwi momentalnie zniknęła. Po chwili ruszył w stronę wyjścia. – Hmmm. Naprawdę padam z nóg. Chyba będę spać do południa. – Przeciągając się, minął Eiri. Nałożył swoje drewniaki, stojące przy wejściu, i się oddalił.

Eiri natomiast stała dalej, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.

– Eeee… przepraszam za tamto. Twoje piersi… chyba naprawdę trochę urosły. Jakiś centymetr, tak.

– Właśnie! Skoro teraz przybył ci centymetr, równie dobrze później może dwa albo trzy! To możliwe! Ten gość się nie zna, zignoruj go!

Renko klepała ramię Eiri, żeby dodać jej otuchy. Nawet Ayaka próbowała ją jakoś pocieszyć. Czerwonowłosa dziewczyna stała jednak ze zwieszoną głową, zupełnie jak w transie, i nie słyszała niczego, co mówiły do niej koleżanki.

× × ×

– No dobrze, zaczynajmy! – Po ogrodzie pełnym kwitnących, czerwonych kwiatów rozniósł się wesoły głos Fuyou.

Chwilę później w strumieniu zimnej wody popłynęły białe jak jedwab kluski, które momentalnie były wyławiane czerwonymi pałeczkami, a następnie zanurzane w miskach napełnionych sosem z dodatkiem sezamu w proszku, zieloną cebulą, japońskim oraz surowym imbirem . Pewna osoba po przybliżeniu ich do ust…
Szooko. – Maska mi przeszkadza… Nie mogę jeść. – Zawiedzona Renko włożyła kluski z powrotem do miski.
Stojąca przy niej Ayaka powiedziała, spoglądając z pogardą na przyjaciółkę:

– To po co je w ogóle wyłowiłaś?

Przed nimi stał pochylony tor, utworzony z przeciętych w poziomie bambusów, po którym w zimnej wodzie spływały kluski. Na początku tego strumyka stała uśmiechnięta Fuyou, trzymająca w rękach długie, czerwone pałeczki, którymi chwytała kluski z drewnianego wiadra trzymanego przez główną pokojówkę, a następnie umieszczała je w strumieniu.

– Bez obaw, klusek nam nie zabraknie. Jedzcie do syta i bawcie się dobrze.

Ta zabawa nazywana jest „nagashi-soumen” albo „pływające kluski”.

– Ayeczko, powiedz „aaaa”!

Renko wyłowiła kilka klusek ze strumienia i nakarmiła nimi Ayakę.

– Hmmm! Jakie miękkie.

– Dobre?

– Owszem. A tak lodowato zimne są po prostu przepyszne! I bardzo orzeźwiające.

Kawałek dalej…

– Teraz moja kolej. – Kyousuke wyłowił kluski, a następnie… – Dla ciebie. Rozchmurz się. – Włożył je do miski Eiri, która stała z pochmurną miną i pustym spojrzeniem wlepionym w strumyk.

– Jasne… D-Dzięki – odpowiedziała, spoglądając na chłopaka, po czym zjadła podane jej jedzenie.

Było już po południu, ledwie kilka godzin minęło od incydentu w dojo.
Kagura, stojąca za Eiri, prychnęła, po czym skomentowała:

– Nie potrafisz już sama jeść klusek, siostro? Przez twój stan nawet ten chłopak zaczął patrzeć na ciebie z góry. Co za niekompetencja.

Poddenerwowana dziewczyna wyłowiła jedzenie i szybko je zjadła.
Basary nie było (najprawdopodobniej w końcu poszedł spać), a Ryou i Ran uznali łowienie za zbyt duży wysiłek, dlatego jedli normalnie, siedząc spokojnie na werandzie. Natomiast Busujima stał przy końcu strumyka z bambusowym wiadrem, łapiąc do niego kluski, które jakimś cudem nie zostały wcześniej wyłowione.
Ponura mina Eiri stanowiła całkowite przeciwieństwo panującej tego dnia pięknej pogody.

– Przepraszam, że jestem niekompetentna.

– Co ci dadzą przeprosiny? Naprawdę cię nie rozumiem. Gdzie twój wigor? Jak bardzo chcesz się jeszcze skompromitować? Co za beznadziejna idiotka.

– Przepraszam.

– Przecież mówiłam, że przeprosiny na nic się nie zdadzą. To jedyne słowo, jakie umiesz mówić? W dodatku ta mina, jakby życie się dla ciebie skończyło… Nie potrafisz znieść kilku słów krytyki? Siostro, jesteś zdecydowanie zbyt wrażliwa. Hańba rodu Akabane. Po prostu wstyd.

– Ej, Kagura…

– Czego znowu? – Interwencja Kyousuke ściągnęła na niego wściekłe spojrzenie Kagury. – Czy mógłbyś, jako osoba spoza rodziny, nie wtrącać się do prywatnej rozmowy pomiędzy siostrami? Poza tym przestań się tak spoufalać. W głowie się nie mieści, że nazywasz po imieniu ledwie poznaną dziewczynę. Zupełnie jak braciszek Basara. Też jesteś playboyem?

– He? Skąd ten pomysł?

– W takim razie powiedz – czemu jesteś tu jedynym chłopakiem? – spytała wyjątkowo chłodnym głosem Kagura. Nie dając Kyousuke odpowiedzieć, dodała: – Jest siostra, tamta w masce i to cholerstwo Ayaka… Pomijając już obecność nauczyciela, otaczają cię same dziewczyny. W dodatku dwie z nich są ci całkowicie oddane. Chcesz poczekać, aż siostra przestanie uważać, i ją także nabić na swój pal?

– Nabić na pal?

– Tak. Przedymać.

– He?!

– He?!

Kyousuke i Eiri krzyknęli jednocześnie.

– G-Głupoty! Coś takiego nigdy nie przeszło mi przez myśl, jasne?!

– Prze… dymać… Możesz nie używać takiego wulgarnego słownictwa?

Kagura spokojnie włożyła kolejne kluski do swojej miski.

– Siostro, czego tak się wstydzisz? Przecież powiedziałam tylko „dymać”. Wciąż jesteś niewinna jak aniołek. Po prostu niewiarygodne. Widać dorosło jedynie twoje ciało. Całowanie się pewnie znasz tylko z mang shoujo, prawda? – zakpiła, po czym w elegancki sposób zjadła nabraną wcześniej porcję klusek.

Eiri nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa.

– Posłuchaj uważnie. Mężczyźni to bestie. On niby twierdzi, że nigdy mu to przez myśl nie przeszło… Wyraźnie widać, że kłamie. To tylko puste słowa, podczas gdy zarówno w dzień, jak i w nocy jego umysł jest przepełniony zberezeństwami. Samo spojrzenie na twoje piękne nogi, szerokie biodra, gładką skórę czy seksowną szyję sprawia, że aż kipi z pożądania, a jego drągal szykuje się do akcji.

– Co za dzika bestia…

Gdzie ona nauczyła się takiego języka? Nie ma dopiero trzynastu lat?
Ignorując całkowicie zszokowanego chłopaka, Kagura dorzuciła jeszcze do ognia:

– Nieważne, czy sama rozłożysz się na stole tej bestii, czy posiądzie cię siłą – mam to gdzieś. Nie zbrukaj tylko rodu Akabane.

– W-Wiem.

– Czyżby? Musisz pamiętać, żeby się odpowiednio zabezpieczyć.

– Zabezpieczyć?

– Taa jest. Bez gumy ani rusz…

– Jak to gumy?

– Bez niej zapomnij o wytryskach w środku, jasne?!

– Eeeej…

Nie używaj tak wulgarnego słownictwa… Z drugiej strony Kagura jest częścią podziemnego świata, ba, nawet w nim pracuje, więc w pewnych kwestiach dojrzała bardziej niż inni.
Zanim Kyousuke skończył tę myśl, Eiri powiedziała coś nieoczekiwanego:

– Hmmm, widać przez te pół roku mojej nieobecności nauczyłaś się wielu słówek, co? Pewnie wszystko pochodzi z tych twoich tak zwanych fanowskich komiksów.

– He? – Po usłyszeniu tego Kagurze automatycznie zapaliła się lampka alarmowa.

Eiri, wyławiając przepływające kluski, dodała:

– Rano przed pójściem nad grób taty… przypadkiem je znalazłam. Jak by to ująć… te twoje zboczone mangi. Było w nich… H-Hmm… Chwilę po zobaczeniu okładki i tytułu jednej z nich odłożyłam ją na miejsce. P-Przepraszam za to.

– Co?! – Kagurze aż wypadły pałeczki, a wraz z nimi na ziemi wylądowały trzymane w nich akurat kluski. – T-Ty… Jak śmiesz zakradać się tak do mojego pokoju… To po prostu…

– Przepraszam.

Kagura podeszła do Eiri, która celowo unikała kontaktu wzrokowego z siostrą.

– Jaki był tytuł tego komiksu?

– N-Nie mogę powiedzieć… Wyleciało mi z głowy.

– Jak wyglądała okładka?

– N-Nie jestem pewna…

– Odpowiadaj! – Kagura złapała Eiri, która dalej nie chciała na nią spojrzeć, po czym zwiesiła głowę, a jej usta uformowały potworny uśmiech. – Naprawdę? Zamierzasz zgrywać głupią aż do samego końca? – Grzywka spadła jej na twarz, rzucając mroczny cień na oczy. Po chwili jej prawa ręka powędrowała pod kimono. – W takim razie nie możesz mnie winić. Który doujin widziałaś? Dowiem się tego, nawet gdybym miała wyciągnąć to z ciebie siłą! – Kagura wyjęła swój wachlarz, a następnie ruszyła za siostrą, która zdążyła odskoczyć w tył, unikając pierwszego ataku.

– Czekaj! Przecież powiedziałam, że nie pamiętam! C-Całkowicie zapomniałam!

– Kłamiesz! Skoro tak, czemu jesteś taka zawstydzona?!

– N-Nie jestem…

– I lepiej, żebyś nie była!

Eiri kucnęła, unikając ataku, jednak ucierpiało małe drzewko stojące za nią, które zostało przecięte w połowie.
Tymczasem całkowicie ignorowany Kyousuke zaczął się zastanawiać, czy ta rodzina jest w stanie zjeść spokojnie chociaż jeden posiłek. Kiedy kątem oka obserwował walczące siostry (które wyglądały, jakby tak naprawdę się ze sobą bawiły i jedynie robiły do tego poważne miny), podeszły do niego Renko i Ayaka, stając po jego bokach.
Łuusz. – Eiri znów wróciła do siebie? Wspaniale, wspaniale.

– Auuuu. Nie było mi łatwo pozwolić jej na chwilę sam na sam z braciszkiem, a ona znowu wtrąciła nochal w nie swoje sprawy. Ta cholerna Kagura może i cały czas objeżdża Eiri, ale jakoś nie może się od niej odkleić, nie?

Renko wessała przez słomkę sos z miski, podczas gdy Ayaka wybierała z niej kluski. Jedzące na werandzie bliźniaki radośnie skomentowały sytuację:

– Brawo, siostrzyczko! Ja też chcę się pobawić z siostrzyczką Eiri!

– Brawo, siostrzyczko! Ja też chcę się pobawić z siostrzyczką Kagurą!

– Chodźmy się z nimi pobawić, Ran!

– Nooo. Chodźmy się pobawić, Ryou!

– Łaaaa!

– Łaaaa!

Bliźniaki wstały, biorąc do rąk swoje nożyce, po czym ruszyły w stronę walczących.

– Nie wtrącajcie się, bo was też zabiję!

– C-Co za utrapienie… Chcę tylko wrócić do jedzeniaaa.

– Ahahahaahaha!

– Ahahahaahaha!

Prosta gra w chowanego pomiędzy siostrami w mgnieniu oka zmieniła się w walkę każdy na każdego z użyciem ostrych narzędzi.
Uśmiechnięta Fuyou, która obserwując zabawę dzieci, nie przestawała wrzucać kolejnych klusek do strumienia, zachichotała.

– Przecież nie skończyliśmy jeść… Te dzieci nie mogą usiedzieć na miejscu. Uważajcie, proszę, żeby nie kłopotać gości, dobrze?

– Dźwięk ścierającego się metalu bez żadnego dzwoneczka wietrznego w zasięgu wzroku… Jakie to piękne. O, ta ma smak śliwki! – Busujima, bez cienia wątpliwości czerpiący sporo uciechy z posiłku, wyłowił upatrzoną kluskę.

Chociaż sytuacja była dosyć chaotyczna, tylko Kyousuke wydawał się zszokowany. Cała reszta najwyraźniej dobrze się bawiła.
Jestem tu jedyną normalną osobą?
Nie mogąc ogarnąć tego, co dzieje się przed jego oczami, chłopak spojrzał w niebo i z nostalgią pomyślał o Mainie, jedynej osobie w jego klasie, która zachowywała zdrowy rozsądek, ale musiała zostać w zakładzie.

× × ×

– Jestem wykończona… psychicznie i fizycznie – wysapała leżąca plackiem na werandzie Eiri.

Nie miała nawet zadrapania, mimo że przez dłuższy czas musiała unikać zarówno ostrzy bliźniaków, jak i przesłuchania Kagury, co ją do reszty wyczerpało.
Renko wachlowała zmęczoną przyjaciółkę.

– Musisz być wykończona. Może chcesz soku z arbuza?

– Nie, dzięki. Wolę go po prostu zjeść.

Eiri po odsunięciu szklanki czerwonego płynu usiadła i spojrzała w prawą stronę, gdzie Kyousuke i Ayaka także delektowali się kawałkami wspomnianego wcześniej owocu.

– Łaaa, ale słodkie! Pyszne i naprawdę świetnie chłodzi, braciszku.

– Ta. Arbuzy to mus podczas lata.

– Właśnie! Podczas upałów nie ma nic lepszego! Przy okazji, Kyousuke, żeby rozkoszować się smakiem miękkiego, soczystego arbuza, trzeba…

– Pociąć go?

Szooko. – Eiri, gdzie ty się patrzyłaś?! Moje arbuzy są miękkie i delikatne, więc obchodź się z nimi delikatnie, dobrze?

– Ta, jasne – odburknąwszy lekceważąco na żart koleżanki, Eiri sięgnęła po jedną z ośmiu części owocu leżących na talerzu i zaczęła wybierać paznokciami jego nasiona.

– Ł-Łaaa… Jesz jak wybredna szlachcianka, Eiri! Wyjęcie nasion zajmie ci całe wieki, weź po prostu go ugryź.

– Pilnuj swojego nosa. Mam prawo go jeść, jak tylko chcę.

– No tak, każdy je na swój sposób. O, pan Busujima robi to podobnie jak ty.

Renko wskazała siedzącego trochę dalej opiekuna ich grupy, który wyciągał nasiona arbuza łyżką, a potem karmił nimi zebrane u jego stóp jadowite zwierzęta.

– No to biorę się za jedzenie.

Eiri przestała wybierać pestki i wzięła wielki gryz arbuza – najwyraźniej brzydziła ją myśl, że przypomina w czymś Busujimę. Kyousuke zaczął nawet współczuć nauczycielowi tego ekstremalnego wręcz braku popularności pośród uczennic. W przeciwieństwie do Kurumii ten mężczyzna nie szukał wszędzie zaczepki, więc (przynajmniej z punktu widzenia Kyousuke) nie zasługiwał na takie traktowanie…
Pogrążony w myślach, podczas gdy jego koleżanki dalej gawędziły sobie w najlepsze, chłopak cały czas wpatrywał się w ogród, który wciąż nosił ślady wcześniejszej zabawy.

– Przy okazji – twoja rodzina tak zawsze? Od urodzenia skaczą sobie do gardeł, bez przerwy próbując się pozabijać?

– Tak. Członkowie rodu Akabane dostają broń w wieku trzech lat, a od piątego roku życia zaczynają ze sobą walczyć. Od tego momentu wyciągają ostrza z każdego, nawet najbardziej błahego powodu. Skończywszy dziesięć lat, są po raz pierwszy wysyłani w teren, a mając dwanaście, powinni już być aktywnymi zawodowo mordercami.

– Eee, niesamowite… To ile lat ma Kagura?

– Jest w twoim wieku, w tym roku skończy czternaście, i ma już trochę ponad trzy lata doświadczenia zawodowego.

– A bliźniaki?

– Dziewięć. Już niedługo zostaną wysłane w teren.

– Oooch… – skomentowała Ayaka, a siedząca obok niej Renko wypiła, głośno siorbiąc, sok z arbuza.

Eiri zwiesiła głowę, spoglądając na swoje paznokcie, po czym smutnym, łamiącym się głosem powiedziała do siebie:

– Już szesnaście…

Nie trzeba było pytać, o co chodzi. Tego lata kończyła szesnaście lat, tak więc od sześciu powinna już pracować w zawodzie. Jednak…

– Heh. Nawet ta dwójka mnie wyprzedzi. Kiedy po raz pierwszy wysłano mnie na misję, dopiero brały ostrza do rąk… Fufu. Normalnie boki zrywać. Jestem tak wielką zakałą rodziny, że to aż zabawne.

– Eiri…

– To już przecież sześć lat. Starałam się ze wszystkich sił, ale po prostu nie mogłam zabić. I tak minęło sześć lat, a ja nie zrobiłam nawet najmniejszego postępu. Nie mogę zabić. Wysłali mnie do tamtego ośrodka, poznałam was, a teraz jem sobie arbuza… Co ja najlepszego wyprawiam? Do końca swoich dni mam być zardzewiałym paznokciem?

– …

Eiri kpiła z siebie wesołym głosem, a Kyousuke nie miał bladego pojęcia, co powiedzieć.
Sytuacja rodzinna Renko wyglądała podobnie, z tym że zabijanie leżało w jej naturze. Z kolei w domu Ayaki wszystko wyglądało inaczej, jednak życie niezwiązanych z nią osób znaczyło dla niej tyle, co zeszłoroczny śnieg. No i w końcu sam Kyousuke, który wyrósł w innym środowisku niż Eiri i uważał morderstwo za temat tabu. Troje osób, trzy różne sytuacje i różnice w postrzeganiu tego samego tematu.
Eiri chciała zabić, jednak nie była w stanie. Żadna z zebranych tam osób nie mogła w pełni zrozumieć jej dylematu.
Hmmm? – Kyousuke nagle przyszło coś do głowy. – Sześć lat temu Eiri odkryła, że nie jest w stanie zabić? Czyli wysłano ją na pierwszą misję w wieku…

– He?! Z nagashi-soumen nic nie zostało?! – czyjś głos przerwał myśl chłopaka.

Za siedzącą na werandzie grupką, dokładnie za Eiri, pojawił się młody chłopak w czerwonej hakamie, którego ramiona zwieszały się w geście rozczarowania.

– Uuu, co za szkoda! Jakoś zostałbym na nogach, gdybym wiedział, że dziś będzie nagashi-soumen. Celowe obudzenie mnie już po obiedzie to już totalne przegięcie ze strony Kagury, nie? Ma do mnie jakiś uraz czy jak? Tak wypalić mi prosto w oczy, że przegapiłem jedzenie…

– Basara…

– Hej, dzień dobry. Eiri, przy nagashi-soumen było wesoło?

– Niespecjalnie.

– Mam taką nadzieję. O, już pocięliście nawet arbuza. A niech was szlag!

– Ej, p-przestań!

Basara zaczął głaskać Eiri po głowie, a kiedy ta z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy odtrąciła jego dłoń, chwycił porcję owocu leżącą na talerzu.

– Przysiadam się, wielkie zderzaki – powiedział, po czym usiadł po turecku obok Renko.

Ayaka błyskawicznie wyprowadziła reprymendę:

– Co to ma być?! Jak śmiesz zajmować miejsce obok Renko, i to jeszcze z takim tekstem?! Śmieci twojego pokroju nie mają prawa tam siedzieć! Spadaj na drzewo!

– Śmieć?! Czemu tak na mnie naskakujesz?

– Bo tak bezwstydnie usiadłeś obok Renko! W dodatku znęcałeś się nad Eiri! Traktowałeś ją jak idiotkę, a mi powiedziałeś…

– Dobra, czaję! Podczas naszego pierwszego spotkania nazwałem cię dzieckiem i powiedziałem, że mnie nie kręcisz, czy coś w tym guście. Dlatego tak się wściekasz? No przepraszam… Prawdę mówiąc, jesteś nawet słodziutka, wiesz? Ale po prostu brak ci kilku lat! W przeciwieństwie do Kagury twoje dziecięce zachowanie idealnie pasuje do wieku.

– Chyba naprawdę chcesz się przekonać, jakie to uczucie rozbić arbuza głową, co? – Oczy Ayaki straciły cały blask.

Renko, widząc, że jej koleżanka znowu wpada w berserk, błyskawicznie spróbowała jakoś ją uspokoić.

– No już, już, spokojnie. Siedzenie obok mnie to przecież nic wielkiego, więc nie ma o co się tak złościć.

– Muu. Odpuszczę tylko dlatego, że Renko nie ma nic przeciwko. – Ayaka wydęła policzki.

– Łał! –krzyknął radośnie Basara. – Dzięki, wielkie balony… Znaczy się, Renko. Jestem taki szczęśliwy, że ktoś stanął po mojej stronie. Otaczają mnie same nieczułe suki, więc twoja dobroć naprawdę poruszyła mnie do głębi.

Łuuusz. – Mam nie tylko wielkie piersi, serce też, panie bracie.

– O, rozumiem! No tak, właściwie to płaskie jak deski Eiri, Kagura i Ayaka mają też paskudne charakterki. Doprawdy mądre słowa.

– A żeby ci fiut usechł.

– A żebyś zdechł.

Basara skomentował riposty Ayaki i Eiri prostym: – Łaaa, jakie straszne… – a następnie ugryzł arbuza. – Zostawmy na razie temat piersi. Renko, może tak zaczęłabyś mówić mi po imieniu? Całe te grzeczności nie są potrzebne, no i tak będzie prościej.

– Doskonale cię rozumiem, Basara. Rozmowa z taką pięknością jest stresująca i z nerwów cały zdrętwiałeś. Nie musisz się tak stresować.

– Niby czym, skoro maska zasłania ci twarz?! Pokazujesz więcej cycków niż buźki! Przy okazji – są naprawdę wielkie. Przez ten piękny widok aż staje na baczność…

PLC04 - NCP07
image-1462

– Ooooo! – Intencje Basary były widoczne jak na dłoni. Ayaka, ciągnąc rękaw Kyousuke, spytała: – Braciszku, braciszku, pozwolisz takiemu playboyowi przystawiać się do Renko?! Naprawdę nic nie czujesz, kiedy obłapia ją wzrokiem?!

– Hmmm?

Kyousuke zwrócił uwagę na tę sytuację dopiero po pytaniu siostry. Widok Renko wesoło gawędzącej z Basarą z jakiegoś powodu strasznie go pobudził. Jednak najbardziej zszokowało go to, że czuł emocje niebezpiecznie przypominające zazdrość.
Nie, nie, nie! Niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe…. Jak to się mogło stać?! – Zaczął gwałtownie kręcić głową, żeby wyrzucić z niej tę myśl. Nie ma szans. To po prostu niemożliwe…
Był przecież najzwyklejszą osobą. Jakim sposobem ktoś taki mógłby zakochać się w psychopatycznej morderczyni, która w dodatku zabije go, jak tylko odwzajemni jej uczucie?
Gdyby tylko przyjął do wiadomości, że jednak coś do niej czuje, byłoby po wszystkim. Bez odwrotu wszedłby na ścieżkę najgorszego możliwego zakończenia, a chwilę później ujrzałby napis „koniec gry, zginąłeś”. A że nie miał zamiaru tak skończyć…

– He? Nic nie czuję. To tylko piersi. Wszyscy faceci lubią na nie popatrzeć, nie ma co robić szumu z takiego powodu.

Kyousuke odwrócił spojrzenie od rozmawiających Renko i Basary, wracając do jedzenia arbuza.
Zdziwiona Ayaka przechyliła głowę i spytała:

– Braciszku… A coś się tak nagle ożywił?

– He? Nie mam pojęcia, o czym mówisz.

– No przecież wyraźnie widać, że się pobudziłeś.

– Nie.

Kyousuke przestał zwracać uwagę na siostrę, która dalej drążąc temat, spytała Eiri:

– Jest ożywiony, nie?

– Ta, trudno tego nie zauważyć. Hmph.

– Dziwne. I ty jesteś poddenerwowana.

– Wcale nie.

– Jak to nie? – Po kolejnym zaprzeczeniu Ayaka podrapała się po głowie i z zadowoleniem stwierdziła: – Fufu. Skoro oboje wolicie udawać, że nic się nie dzieje, trudno. Ja też mam ubaw z obserwowania tej sytuacji! – Po czym wzięła wielki gryz arbuza.

– Przy okazji, co planujecie? – spytał Basara, kiedy na talerzu zostały już tylko pestki.

Renko skrzyżowała ręce.

– Chyba na tę chwilę nic. Myślałam, aby po prostu pojechać na wycieczkę, tylko tyle. No i mamy całe trzy dni wolnego, pewnie spędzimy je, leniuchując jak teraz.

– Tylko że została jeszcze praca domowa.

– Praca domowa brzmi prosto, ale w głowie się nie mieści, ile tego nam zadali.

W Zakładzie Poprawczym Czyściec letnia przerwa trwała jedynie tydzień, jednak ilość zadanych uczniom prac była wręcz porażająca. Poza zadaniami z podręcznika oraz wypracowaniami na dowolny temat nie zabrakło także zeszytu ćwiczeń „wakacyjny nieprzyjaciel”, równie grubego co słownik. Kyousuke wraz z przyjaciółmi dał radę skończyć wszystko poza tymi właśnie ćwiczeniami, w których dotarł ledwie do połowy. Jeśli szybko się za niego nie weźmie, jego przyszłość może nie być usłana różami.
A przynajmniej tak myślał.

– „Wakacyjny nieprzyjaciel”? Skończyłam go wieki temu.

– Wciąż się z nim nie uporałeś, braciszku?

– He?

Niczego innego nie mógł oczekiwać od osób, które zajęły pierwsze i trzecie miejsce na roku. Kiedy wszyscy inni łamali sobie głowy zadaniami, one przebiły się przez nie bez najmniejszego problemu.

– Wciąż mam z tysiąc stron…

– Aleś ty powolny! A wyglądasz na inteligentniejszego.

– C-Co?

Kyousuke aż zmroziła zniewaga Eiri, przedostatniej na roku.
Niemożliwe. Jej „wakacyjny nieprzyjaciel” powinien zawierać dodatkowo materiał ze wszystkich przedmiotów, które oblała, czyli dziewięć razy tyle co nasze…
Mimo to Eiri zachowywała dziwny spokój.

– Po prostu skopiuj od kogoś innego.

– Ale wiesz, że jeśli to wyjdzie na jaw, przerobią mnie na mielone?

– Głupkobane nie mogła przecież wypełnić wszystkiego dobrze. Dla niej to koniec gry już na starcie.

– Wróciłaś do przezwisk, co? Ale fakt, Eiri nie należy do najmądrzejszych.

– Nie musicie się o mnie martwić. – Na twarzy obgadywanej dziewczyny pojawił się pewny siebie uśmiech. – Odpowiadam na pytanie co paręset stron, zostawiając resztę nieruszoną, jakbym nie znała na nie odpowiedzi. Tym sposobem można w mig przejść cały zeszyt ćwiczeń.

– Aha. – Kyousuke miał całkowitą pewność, że kara jej nie ominie.

– Ła, niesamowite –powiedziała Ayaka z podziwem, jednak całkowicie drętwym głosem.

– Ta. Piękny przykład idioty – rzuciła Renko, kiwając głową.

Jednak nie dało się tak po prostu skopiować tylu książek, z których każda liczyła minimum po tysiąc stron. Może więc pomysł Eiri wcale nie był taki głupi, na jaki początkowo wyglądał? A skoro karę i tak miała jak w banku…

– Hahaha. Chyba nie macie żadnych konkretnych planów – zaśmiał się Basara po wysłuchaniu ich rozmowy. Zaczął grzebać w rękawach swojej hakamy i po chwili wyciągnął z niej skrawek papieru. – Więc może ruszcie się tam? Znalazłem to rano na tablicy ogłoszeniowej u podnóża góry.

Po zobaczeniu, co zawierała kartka, grupka Kyousuke wymieniła spojrzenia. Było to zaproszenie na letni nocny festiwal lampionów.

× × ×

Mieszkańcy cichej wioski u podnóża gór rzadko kiedy odwiedzali posiadłość rodu Akabane, natomiast służący tego klanu morderców od czasu do czasu zaglądali do miasteczka, żeby kupić jedzenie i inne przedmioty potrzebne do codziennego życia. Aż do ukończenia dwunastego roku życia członkowie rodu bardzo rzadko otrzymywali pozwolenie na opuszczenie rezydencji. Basara, Eiri i Kagura byli już starsi, tak że mogli wyjść, jednak i tak musieli wcześniej otrzymać na to zezwolenie od głowy rodu. Jeżeli chodzi o Busujimę, którego część także musiała spytać, powiedział im:

– Chcecie wyjść? Będę musiał cały czas wam towarzyszyć, ale poza tym nie ma problemu.

To oczywiście powinno dotyczyć jedynie Renko i Ayaki, które dostały przepustkę, jednak najwyraźniej Eiri i Kyousuke także otrzymali przywilej wyjścia na zewnątrz pod bacznym okiem opiekuna.

– Łuuuuhuuu, wolność!

– Jesteśmy wooolneeee!

Jak tylko główna służąca otworzyła bramę, Ayaka i Renko z głośnym krzykiem wystrzeliły na zewnątrz.

– Nie za bardzo je ponosi?

Ziew.
Kyousuke i Eiri przyglądali im się ze zdziwieniem zza bramy.

– Rety, co za piękny widok!

Basara uformował palcami trójkąt i jednym okiem spoglądał przez niego na dziewczyny.

– Co ty wyprawiasz?

– Fufu. Chcę utrwalić ten moment na filmie mojego serca. Renko, Ayeczka i Eiri ubrane w yukaty, cóż za cudny widok! A właśnie, masz po prostu boską szyję.

Basara skierował swój „obiektyw” na Eiri, ta jednak strzeliła językiem i szybko uciekła z jego pola widzenia.

– Jesteś zepsuty do szpiku kości. Nie patrz na mnie tym swoim zboczonym wzrokiem.

Eiri rzuciła gniewne spojrzenie na starszego brata. Zamiast swoich codziennych zachodnich ubrań miała na sobie tradycyjny japoński strój – czerwoną yukatę ozdobioną wzorami z kwiatów piwonii, we włosy wpięła białą spinkę w kształcie kwiatu, a całość podkreślał łagodny makijaż. Wyglądała wyjątkowo pięknie i Kyousuke, nie mogąc się powstrzymać, zaczął wychwalać jej wygląd, ale…

– H-Hmph… Naprawdę? Pochlebstwa kogoś takiego spływają po mnie jak woda po kaczce. Nie jestem z tego powodu szczęśliwa, jasne?! Wcale nie umalowałam się delikatnie właśnie dla ciebie, zrozumiałeś?

Zgodnie ze wszelkimi oczekiwaniami oberwało mu się.
Basara, któremu także się dostało, pokręcił głową, mówiąc:

– Rany boskie. Ale jesteś nieszczera. No cóż, trudno, to jeden z twoich słodkich punktów.

Nie tylko Eiri przebrała się w tradycyjny strój, wszyscy obecnie mieli je na sobie, z tym że Renko…

– Pierwszy raz mam coś takiego na sobie. Nie za bardzo przewiewne? Czuję się wyjątkowo niekomfortowo. W dodatku bez bielizny pod spodem… strasznie krępujące.

– Fufu. Nic dziwnego, że ci to przeszkadza, skoro twoja yukata jest taka krótka. Przy okazji, czemu wybrałaś taki styl?

Skoro o tym mowa, yukatę Ayaki wykonano z jasnopurpurowej tkaniny w czerwone kwiatki, a jakby się dokładnie przyjrzeć, można by zauważyć także ciemnopurpurowe ozdoby w kształcie kwiatów wpięte w kucyki dziewczyny. Jeżeli jedynym słowem na określenie wyglądu Eiri było „piękna”, to w przypadku młodszej siostry Kyousuke pasowałoby „słodka”.
Wracając do Renko…

– To?! Nie jest zajebiaszcze?! – Szooko.

Miała na sobie oczywiście maskę oraz słuchawki, do czego pozostali zdążyli się przyzwyczaić i praktycznie je ignorowali. Natomiast reszta stroju Renko… niby zwykła yukata koloru jasnoniebieskiego, ozdobiona w różowe kwiaty wiśni. Problem tkwił w tym, że była wyjątkowo krótka, zupełnie jak minispódniczka, a także cała ozdobiona falbankami – zarówno kołnierz, rękawy, obręb spódnicy, jak i zdobiąca ją szarfa.
Renko położyła rękę na biodrze, robiąc seksowną pozę, co sprowadziło na nią komentarz wyjątkowo zdegustowanej tym Ayaki:

– Serio? Nieważne, jak bardzo cię wspieram, ten strój jest wyjątkowo… kiepski? Wygląda jak gadżet do cosplayu… a raczej strój roboczy szmaty spod latarni.

– Szmaty spod latarni?! Nie mogłaś użyć innego określenia?!

– Naprawdę musisz zacząć lepiej dobierać sobie ubrania. Co to, u licha, ma być? Kompletnie nie rozumiem twojego gustu. Osobnik, który wybrał coś takiego, chyba zgłupiał do reszty.

– A, to? Ja ją kupiłem – powiedział Basara, unosząc rękę i biorąc na siebie całą odpowiedzialność. – Specjalnie dla mojej dziewczyny. Seksowna, nie? Po prostu pomyślałem, że będzie świetnie na niej wyglądać. Ta yukata idealnie komponuje się z jej maską. Renko, w tym stroju kręcisz mnie jak mało kto! – Schlebił jej z uśmieszkiem na twarzy.

Adresatka komplementu skomentowała to radośnie:

– Co nie?! Chłopcy lubią takie stroje. Tobie też się podoba, prawda, Kyousuke?

– Eee… – Wywołany nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć.

Tak naprawdę nie za bardzo podchodził mu jej strój. Gdyby założyła zwykłą yukatę, a nie takie mini-coś, pewnie z miejsca podskoczyłoby mu ciśnienie. Nawet dekoracje, te wszechobecne falbanki, za nic nie pasowały do japońskiego stroju. Mówiąc ogólnie, wyglądała naprawdę dziwnie. No i nie można zapominać o masce przeciwgazowej, która do reszty psuła wygląd dziewczyny. Po prostu ani jednej części jej ubrania nie dało się w żadnym razie uznać za atrakcyjną, jednak z jakiegoś powodu…

– Ch-Chyba jest ok. Niezły. Nawet mi się podoba.

Sam Kyousuke nie wiedział, czemu te słowa opuściły jego usta. Kiedy miał odpowiedzieć coś innego, przed oczami ujrzał obraz Basary prawiącego dziewczynie komplementy i zanim się spostrzegł, wypowiedział tę kwestię.
Renko krzyknęła radośnie, unosząc zwycięsko rękę:

– Serio?! Bosko! Kyousuke mnie pochwalił! – Łuuusz. – Widzisz, widzisz, Ayeczko, a nie mówiłam? Mój wybór stroju wcale nie jest taki zły!

– Heh. Jakby chodziło o yukatę. Powiedział tak, bo to ty ją nosisz. Naprawdę nie zauważyłaś jego dziwnej reakcji, gdy cię w tym zobaczył?

– A co to za różnica? Dziwne… Jak dla mnie cię pochwalił. Czyżbyś porwała serce Kyousuke?!

– …

Basara przenosił spojrzenie to na Renko, to na Kyousuke, a Eiri stała w milczeniu z niezadowoloną miną, okręcając sobie włosy wokół palca.
W tym momencie pojawiła się Kagura.

– Przepraszam za spóźnienie.

Tak jak reszta dziewczyn miała na sobie yukatę – koloru białego, ozdobioną w czerwone ptaki. Oczywiście dodatkiem do jej stroju był wachlarz, czyli broń zwana Czerwony Ptak.

– Trenowałam do ostatniej chwili. Ruszamy już?

– Tak. Dojedziemy w dziesięć minut, a dojście na plac zajmie nam kolejne dwadzieścia, więc można powiedzieć, że dotrzemy dokładnie o czasie – odpowiedział Basara.

– Phi – prychnęła Kagura. – Braciszku, masz naprawdę dziwne zainteresowania. Tak ekscytujesz się festiwalem dla pospólstwa z podnóża góry. Tylko mi nie mów, że jedziesz tam podrywać dziewczyny.

– Haha. Nie, chcę po prostu doświadczyć „lata” razem z tą przeuroczą grupą – odpowiedział z uśmiechem, rozkładając szeroko ręce.

Mieli pojechać na Festiwal Lampionów, który odbywał się w gimnazjum u stóp góry od godziny 18 do 21. Problem tkwił w tym, że to Basara zaproponował ten wypad, więc Kyousuke i Eiri jakoś niespecjalnie skakali z radości na myśl o tej wycieczce.

– Festiwal Lampionów? Pierwsze słyszę o czymś takim. Chcę iść, chcę iść! – Łuusz.

– Ayaka też chce, ja też! Chcę pójść z Renko na łowienie złotych rybek i lodowy deser!

Nalegania Ayaki i Renko były zbyt przerażające, żeby je zignorować, tak więc w końcu cała reszta się zgodziła.
Ubrana w pożyczone ubrania grupka stała zebrana pod głównym wejściem do rezydencji.

– Przy okazji – zaczął Basara, spoglądając na Kagurę – cóż to się stało, że taka chłodna, trenująca od świtu do nocy osoba zdecydowała się do nas dołączyć?

– Nic takiego. – Kagura odwróciła głowę. – Matka kazała mi z wami pojechać. Podobno co jakiś czas trzeba się zrelaksować. Nie miałam żadnego innego powodu. To nie tak, że sama chciałam z wami pójść.

– Czyżby?

Kagura ruszyła, zostawiając za sobą Basarę z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
Przed bramą stała zaparkowana czerwona limuzyna. Jedna z pokojówek otworzyła tylne drzwi. Ayaka aż krzyknęła z radości i wraz z Renko wsiadły do środka.

– Cóż, my też powinniśmy zająć miejsca.

– Ta…

Za nimi podążyli Kyousuke i Eiri.
Na zewnątrz zostali tylko Basara i Busujima. Spoglądając na starszego mężczyznę, młodszy chłopak położył rękę na czole.

– Ech. Chciałem być otoczony przez śliczne dziewczyny w yukatach… a zamiast tego zostałem całkowicie wykluczony razem z podstarzałym nauczycielem.

– He? Znowu mnie pominęli?

– Tak. Nawet przez moment nie dołączył pan do ich rozmowy.

– Co?! M-Masz rację… – Fakt ten zszokował Busujimę.

– Co za beznadzieja. Chyba będę musiał skorzystać z rady Kagury i ruszyć na podryw.

Tymczasem Kyousuke siedział w limuzynie otoczony dziewczynami, nieświadomie realizując marzenie czującego się całkowicie odrzuconym Basary.

× × ×

Limuzyna zatrzymała się w pobliżu wioski, u stóp góry, z której roztaczał się typowy wiejski krajobraz. W pobliżu widać było ledwie kilka domów porozrzucanych tu i tam, a w tle widniały zielone góry, na które padało delikatne, pomarańczowe światło zachodzącego słońca.
Po rozstaniu z główną służącą, która poprosiła ich, aby po zakończeniu zabawy poczekali na nią w tym samym miejscu, grupa składająca się z Kyousuke, Renko, Ayaki, Eiri, Kagury, Basary oraz Busujimy ruszyła asfaltową drogą w kierunku szkoły, przyciągając spojrzenia wszystkich osób w pobliżu.

– Ej, zobacz…

– Nigdy ich tu nie widziałam.

– Jedna z nich ma maskę.

– Tutejsi?

– Nie. To ci, co mieszkają w górach.

– A, nazywają się… Akabane? Podobno mają w bród kasy.

– Nom. Raz widziałam, jak wozili się taką czerwoną limuzyną.

– Zagadamy do nich?

– Za bardzo się ich boję.

– Dziadek mi mówił, żeby ich unikać.

– Moja babcia też.

– Mamusiu, zobacz, ta pani ma na twarzy dziwną maskę! Super, nie?!

– Ciii! Nie gap się na nich!

Grupa Kyousuke przyciągała spojrzenia także z powodu uroczystego wyglądu, który wzbudzał w ludziach jeszcze większe podejrzenia. W miarę zbliżania się do szkoły, w której odbywał się festiwal, słychać było coraz więcej szeptów. Jednak przy samym celu podróży przechodnie przestawali zwracać uwagę na osobliwą grupkę, a rozmowy na jej temat zastąpiła tradycyjna japońska muzyka taneczna i dźwięk bębnów.

– Ale tu tłoczno!

Gimnazjum zajmowało dosyć spory teren, może dlatego, że okolica szkoły była praktycznie pusta. Na środku placu przed budynkiem, gdzie odbywały się zajęcia z WF-u, stała scena obwieszona latarniami, których pomarańczowe światło jeszcze bardziej podkreślało barwę zachodzącego słońca. Dookoła niej zostały ustawione stragany z przeróżnym jedzeniem, takim jak smażone kurczaki czy grillowana kukurydza, oraz grami typu łowienie złotych rybek albo strzelanie do balonów z wodą. Wszystkie oblegał tłum ludzi.
Idący z przodu Basara odwrócił się i spytał:

– Dobra, jak to zorganizujemy? W siedmioosobowej grupie będzie ciasno, więc może podzielimy się na dwie…

– Jaki wspaniały widok! Co to?! – krzyknęła podekscytowana Renko, przerywając chłopakowi w pół zdania. Dziewczyna złapała rękę Kyousuke i wskazując coś, dodała: – To wygląda zabawnie! Możemy tam pójść?

– Łaaa! Nie ciągnij mnie tak!

– Idziemy, już, już, już. Jak długo chcesz nas spowalniać? Szybciej, braciszku!

Ayaka złapała drugą rękę brata i pociągnęła go razem z Renko w kierunku straganów; cała trójka minęła Basarę. Po krótkiej chwili Eiri powiedziała „ Poczekajcie na mnie!” i pobiegła za nimi.

– …

Basara spojrzał za siebie na grupę, z którą został, i drapiąc się w policzek, rzucił niezręcznie:

– Och, ee… No to mamy dwie grupki, haha. Jeśli pozwolicie, pójdę w swoją stronę.

– Mam to w głębokim poważaniu. Ja też wolę chodzić sama niż zostać z wami. – Kagura szybko zaakceptowała propozycję brata.

– He? Rozdzielamy się? Więc jaki był sens przyjeżdżać tu razem?

Basara i Kagura zostawili Busujimę, a dziewczyna rzuciła jeszcze na odchodne:

– Właśnie, od samego początku planowałam chodzić sama. Kto by tam chciał spędzać czas z grupką Eiri. Hmph, niedorzeczne!

– Nie pomyślałbym, że zabierze wszystkie laseczki… Ale skoro już do tego doszło, po prostu poderwę jakieś na miejscu. Kyousuke, jeszcze ci pokażę!

– To ja pójdę na piwo. – Nauczyciel ruszył w kierunku straganów, od strony których dobiegały dźwięki muzyki z głośników, zmieszanej ze śmiechem oraz radosnymi rozmowami bawiących się tam osób.

× × ×

– Kyousuke, Kyousuke, co to?

– Wata cukrowa. Sprzedają ją w kartonach z rysunkowymi postaciami.

– Super! A tamto wyglądające jak rubin?

– Karmelizowane jabłko. Zanurzasz owoc w grubej warstwie cukru…

– Ułaaaa! Zobacz! Tam sprzedają zboczone gadżety!

– To tylko frankfurterki. Nic sprośnego.

– Ooo, a tam jest dużo czarnych, grubych rzeczy!

– To banany w czekoladzie. I przestań dziwnie opisywać przedmioty.

– Ej, Kyousuke… Nie śmierdzi tu rybą?

– Smażą ją tuż przed tobą! Ty tak celowo, co? – odpowiedział jej brat z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.

Renko zachowywała się, jakby po raz pierwszy była na takim festiwalu, wskazując i pytając o wszystko, co weszło w zasięg jej wzroku. Strojem przyciągała spojrzenia, jednak maskę w tym przypadku można było uznać za zabawkę kupioną na jednym ze straganów.
Kyousuke spytał klejącej się do jego ręki dziewczyny:

– Przy okazji, chcesz coś zjeść? Jeśli coś zwróci twoją uwagę, wystarczy tylko powiedzieć.

– Ona przecież nie może jeść, braciszku – odpowiedziała przyklejona do jego drugiej ręki Ayaka.

Chłopak popadł na chwilę w zadumę, a potem spojrzał na maskę Renko.

– No tak, racja. Przepraszam. Chcesz może coś do picia albo spróbować jakiejś atrakcji typu rzucanie obręczami czy strzelnicy? Skoro już tu jesteśmy, czerpmy z tego, ile wlezie.

– Z tym też lipa, przecież nie mamy nawet grosza przy duszy.

– Aaaach, no tak.

Chociaż pojechali pobawić się na festiwalu, nie wzięli ze sobą żadnych pieniędzy, tak więc byli skazani na oglądanie wszystkiego z boku.
W tym momencie usłyszeli odgłos lizania.

– Ej, co to? – spytał zaskoczony Kyousuke na widok Eiri z karmelizowanym jabłkiem w dłoni.

Ta zrobiła minę wręcz krzyczącą „Jak to, nie wiesz?”.

– Co masz na myśli? Karmelizowane jabłko?

– Ukradłaś je?

– He? Skąd ten pomysł?

– Czyli zastraszyłaś jakoś sprzedawcę albo coś mu zaoferowałaś! Nieważne, jak ładna jesteś, nie możesz posuwać się do…

– Trzymaj. – Eiri przerwała Kyousuke, który robił się już cały czerwony, podając mu portmonetkę. – Proszę, pieniądze. Mama powiedziała, że możemy ich użyć, jak tylko chcemy. Jest tego 50 000 jenów… Było. Kupiłam jabłko, więc zostało 49 700.

– Ech.

50 000? To o wiele za dużo jak na prosty wypad po straganach. – Zszokowany Kyousuke aż znieruchomiał, dlatego portmonetkę przejęła Ayaka.

– Łał, dzięki! Hehehe… Ale na pewno możemy?

– Tak. To tylko kieszonkowe, używajcie do woli – rzuciła Eiri, po czym wróciła do lizania jabłka.

Ayaka, ściskając mocno portmonetkę, wymamrotała pod nosem „w końcu jest nadziana”, a Kyousuke, nie mogąc się nadziwić rozrzutności rodu Akabane, złożył dziewczynie ukłon i powiedział:

– Dziękuję za twą hojność, panienko Eiri.

– Nie nazywaj mnie tak. No i to mojej matce należą się podziękowania.

– Bądźmy zatem wdzięczni zarówno Eiri, jak i ciotuni! Dzięki wam naprawdę możemy się dziś zabawić. Kocham cię, Eiri! Kochaaaaam cięęęęę! – Łuusz.

– Ej, puść moją rękę! – Eiri, próbując odepchnąć od siebie Renko, strzeliła językiem, a potem polizała swoje jabłko, jakby próbowała w ten sposób ochłonąć. – W każdym razie powinniście iść coś sobie kupić.

– Taaa. Zobaczmy…

– Ej, ej. – Jak tylko Kyousuke zaczął się rozglądać, Renko pociągnęła go za rękaw. – Co to takiego? – Wskazała palcem płytkie akwarium, przy którym kucały dwie dziewczynki w yukatach, wpatrzone ze skupieniem w wodę.

– Łowienie rybek. Polega na wyłowieniu jak największej ilości złotych rybek przy użyciu papieru, który łatwo się niszczy, kiedy jest mokry.

– Hmmm, brzmi ciekawie. Chcę spróbować!

– No dobrze. Ayaka, a ty? Hmm, dziwne…

Kyousuke nigdzie nie mógł dostrzec siostry, a że to ona miała ze sobą portmonetkę, bez niej nie mógł pokazać Renko tamtej atrakcji. Dopiero po chwili nerwowego rozglądania się…

– Przepraszam, że czekaliście.

Ayaka podbiegła do nich, trzymając w dłoniach dwie zwężające się pośrodku butelki. Uniosła je na wysokość twarzy i z uśmiechem powiedziała:

– Na festynie po prostu trzeba je kupić! Trzymajcie!

– Ach, tak. Dzięki.

– Co to?

Renko wzięła butelkę od Ayaki i dokładnie się jej przyjrzała, podnosząc ją nawet pod światło latarni.

– Niech zgadnę, to coś do picia, tak? Bezalkoholowe? Ale ta butelka jest dziwna, zwłaszcza jej środek! Co to jest, Ayeczko?

– Ramune.

– Ramune?

– Bez nich nie ma festynu.

– Serio? Skoro tak mówisz, ale… eee… Jak zacząć?

– Musisz ją otworzyć. O tak. – Kyousuke zerwał pieczęć na gwincie, a następnie wepchnął kciukiem kulkę pełniącą rolę korka. Kiedy z napoju wystrzeliły bąbelki, Renko z zaskoczenia aż się uchyliła.

– Łał, coś jest w środku! To kryształ?

– Zwykła szklana kulka. Ładna, prawda?

– Taaa, śliczna. Wygląda niesamowicie. Też chcę spróbować!

Podekscytowana Renko, naśladując Kyousuke, zerwała papierek na czubku butelki, wepchnęła kulkę do środka i…

– Iiiiaaa!

W tym momencie bąbelki wystrzeliły w górę, rozlewając się dookoła. Wystraszona Renko, nie wiedząc, co robić, krzyknęła:

– C-Co sięęęę stało?! Czemu to wybuchło? Czemu tylko moja butelka?! Ułaaaaa, pomóżcie miii!

– To było do przewidzenia…

– Kusukusu. Nie tak. Jeśli wepchniesz go zbyt mocno…

– Kiaaaa?!

– Nawet ty, Eiri?

– A ż-żebyś zdechła…

Eiri z mokrymi i lepkimi od Ramune rękoma stała jak wryta i wpatrywała się w leżącą na ziemi butelkę, którą przypadkiem upuściła, kiedy wystrzeliły z niej bąbelki.
Ayaka, marszcząc się, podniosła szklany pojemnik.

– Gwint jest cały brudny. Kupić ci drugie?

– Sama to zrobię.

– Nie przejmuj się! – Łuuusz.

– Akurat ty nie masz prawa mnie pocieszać.

– Haha. To mój pierwszy raz, więc mniejsza o to. Ej, Eiri, ty też nigdy nie byłaś na Festiwalu Latarni?

– J… – Zapytana dziewczyna ociągała się z odpowiedzią. Zamyśliła się na chwilę, po czym powiedziała cicho: – To mój drugi raz, ale mam wrażenie, że tak naprawdę pierwszy. – Następnie wyciągnęła swoją butelkę Ramune z rąk Ayaki i odeszła.

– He… Ej, dokąd idziesz?

– Wyrzucić butelkę. Idźcie na łowienie rybek, dobra? Mamy w domu mnóstwo oczek wodnych, więc nie musicie się przejmować, że za dużo złapiecie.

× × ×

– Mam cię! – krzyknęła klęcząca przed akwarium Renko, robiąc energiczny zamach plastikowym czerpakiem. Woda rozprysła się dookoła, oblewając siedzącą obok zamaskowanej dziewczyny Ayakę, która z krzykiem „jaka zimna!” odskoczyła na bok. – He? Już się zepsuł? – spytała, spoglądając na dziurę w środku trzymanego w dłoni przedmiotu.

– No ba? Wystarczy dotknąć nim wody, a ty włożyłaś w zamach całą swoją siłę. – Ayaka wytarła policzki, a następnie przygotowała się na swoją kolej. – Posłuchaj. Łowienie rybek wymaga precyzji. Najpierw musisz wybrać cel, najlepiej jakąś niegrzeszącą bystrością rybkę, która pływa przy powierzchni. Jeśli weźmiesz zamach od strony ogona, nawet taka ucieknie, więc przymierzasz się od głowy. Przykładasz czerpak do tafli wody, a potem płynnym ruchem zanurzasz go delikatnie i szybko wyciągasz.

Mimo że Ayaka postąpiła dokładnie według swoich rad, złota rybka uciekła z jej czerpaka. Dziewczyna zamarła na kilka sekund, a po chwili zawstydzona powiedziała: – Eee… Wyszłam trochę z wprawy. Widać miałam zbyt długą przerwę. No nic, jeszcze raz!
Po raz kolejny złota rybka, ta sama co wcześniej, jej się wymknęła.
Ayaka spojrzała na nią gniewnie.

– …

Po kolejnych bezowocnych próbach dziewczyna zaczęła wykonywać coraz bardziej nerwowe ruchy, aż w końcu…

– He?

Jej czerpak uległ zniszczeniu.
Z oczu Ayaki, wciąż wlepionych w złotą rybkę, znikł cały blask.

– Czas zacząć zachowywać się jak należy, pani złota rybko! – krzyknęła, zanurzając zniszczony czerpak do wody i oczywiście celując po raz kolejny w zwierzątko, które upatrzyła sobie na początku.

Po chwili…

– Widzisz? Złapałam ją. Kusukusu.

Zanurzyła czerpak bokiem, uderzając nim o rybkę, docisnęła zwierzątko do ściany akwarium, a następnie wyciągnęła ręką i wrzuciła do akwarium, w którym biedne stworzenie pływało bezwładnie przez dłuższą chwilę, jakby straciło przytomność.

– W ten sposób je łapiesz. Wszystko zrozumiałaś?

– Tak. Łowienie nie ma kompletnie nic wspólnego z precyzją.

– Rybki to też żywe stworzenia, nie znęcaj się nad nimi.

– Nie wolno wykorzystywać ściany akwarium, panienko. Ale skoro jesteś tak słodziutka, to ci wybaczę.

– Ehehe. Przepraszam – odpowiedziała Ayaka, robiąc niewinną minę.

Kyousuke ostrzegł siostrę: – Nie sprawiaj innym kłopotów, jasne? – Następnie podał prowadzącemu stragan tysiącjenowy banknot. – Proszę jej pozwolić spróbować jeszcze raz.

– Oczywiście. Ty też chciałbyś?

– Nie. Miałem to w planach, ale wystarczy mi patrzenie, jak one dobrze się bawią. – Dłonie Kyousuke były opuchnięte od tych wszystkich walk, które stoczył w swoim życiu, przez co nie był po prostu w stanie wyłowić nimi żadnej rybki.

Renko po otrzymaniu nowego czerpaka napaliła się do walki.
Szoooko. – Teraz na pewno jakąś złapię! Pokażę wam, co potrafię!

– Kusukusu. Mam wrażenie, że już sobie przypomniałam, jak to się robi. Pora zademonstrować wam umiejętności o niebo lepsze od użycia ściany! – Na twarz Ayaki zawitał złowrogi uśmiech.

Po tym dziewczyny wróciły do łowienia rybek.
Renko na początku szło źle, ale po trzeciej próbie, kiedy załapała, o co chodzi, wyciągała jedną za drugą. Z kolei Ayaka dalej miała problemy i w końcu zrezygnowała z uczciwej gry, wracając do oszukiwania – uderzała rybkę czerpakiem, łowiła ją samym akwarium z wodą , uderzała rączką czerpaka, aż ta straciła przytomność, a nawet, kiedy właściciel straganu nie patrzył, wyciągała ją po prostu ręką.
Kiedy Kyousuke przyglądał się im z tyłu…

– Masz, to dla ciebie.

Nagle przed oczami zobaczył porcję yakisoby. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to Eiri podstawiła mu ją pod nos. Zostawiła towarzyszy już jakiś czas temu i chłopak zaczął zastanawiać się, gdzie zniknęła. Sądząc jednak po tym, że miała ze sobą jeszcze takoyaki, okonomiyaki i frankfurtki, najwyraźniej w międzyczasie obeszła inne stoiska.

– Dzięki. Akurat zgłodniałem. Przy okazji, jak zapłaciłaś?

– Zostawiłam sobie 10 000 jenów. Danie wszystkich pieniędzy jednej osobie byłoby nierozsądne, prawda?

– No tak. Wydajesz się zawsze zwracać uwagę na najmniejsze detale.

– To nic takiego – odpowiedziała Eiri, odwracając twarz. – One cały ten czas łowiły rybki? – Spytała, spoglądając na Renko i Ayakę, które były tak pochłonięte zabawą, że nie zauważyły nawet jej powrotu.

– Ta, to już ich piąta runda – zauważył Kyousuke, jednocześnie rozrywając zębami pałeczki. – Chcesz spróbować?

– Hmm. Nie – odparła Eiri, po czym zabrała się za takoyaki.

Kyousuke poszedł w jej ślady, zaczynając swoją yakisobę.
Niebo w gębieeeee.
Zapach sosu i słodki smak warzyw wymieszany z ostro przyprawionym mięsem tworzyły przepyszną kombinację.
W tym momencie chłopakowi przeszło przez myśl, że przez ostatnie kilka dni jadł samo wyjątkowo dobre jedzenie. Powrót do zakładu, gdzie karmiono jedynie resztkami, będzie dla niego wyjątkowo ciężki.

– Jest w tym coś dziwnego – powiedział do siebie.

Eiri zamarła z frankfurterką tuż przy ustach. Dopiero po chwili spytała zdziwiona:

– Co takiego?

– No… to wszystko. Taki wypad z wami tutaj, to takie normalne.

– Ach, no tak… Dla ciebie to coś zupełnie zwyczajnego – powiedziała cicho Eiri, po czym się rozejrzała.

Dookoła było pełno ludzi – małżeństw z dziećmi, grupek nastolatków, par spędzających razem czas, a przy oświetlonej lampionami scenie spory tłum oglądał taniec.
No i…

– …

Eiri spojrzała na budynek szkoły, wznoszący się na obrzeżach terenu, na którym odbywał się festiwal. W niczym nie przypominał Zakładu Poprawczego Czyściec. Była to zwykła szkoła, do której uczęszczały dzieci żyjące w normalnym świecie. Jednak dla Eiri, kryjącej się w cieniu społeczeństwa, miejsce to stanowiło nie lada ewenement i nie mogła odwrócić od niego wzroku. Kyousuke zaczął myśleć, co chodzi jej teraz po głowie, kiedy…

– Och, Eiri!

Dopiero krzyk Renko sprowadził zapatrzonego w twarz Eiri chłopaka do rzeczywistości.

– Hmm? – Eiri najwyraźniej także została wyrwana z zadumy.

– Kiedy wróciłaś? O, ile rzeczy kupiłaś! Wyglądają tak pysznie! Chcę wszystkiego spróbować… ale nie mam jak! – Renko z krzykiem tupnęła, po czym się załamała.

Ayaka wskazała Eiri palcem, mówiąc:

– Ty sknero! Nie zawołałaś, a masz tu tyle dobrych rzeczy…

– Proszę. – Eiri podała protestującej dziewczynie okonomiyaki i pałeczki. Najwyraźniej nie zapomniała o porcjach dla koleżanek. – Czemu sknera? Przecież nie kupiłam tego wszystkiego tylko dla siebie . Byłyście tak zajęte łowieniem rybek, że sama poszłam po jedzenie dla wszystkich.

– Eiriiii! – Ayaka ze łzami w oczach sięgnęła po jedzenie.

Renko burknęła z niezadowoleniem.

– Ooooooch. Niemożliwe. Nic dla mnie? Nic, co mogłabym zjeść w masce?!

– Jest lodowy deser. Ale nie kupiłam go, bo roztopiłby się, zanim bym wróciła. No i nie miałam pojęcia, jaki smak najbardziej lubisz. Będziesz musiała sama go sobie kupić.

– Hmph. Skoro tak, nie jestem zła – wymamrotała pod nosem Renko, po czym razem z Ayaką skierowały się do stoiska z łowieniem rybek, żeby oddać czerpaki. Po krótkiej chwili wróciły, niosąc swoje trofea – plastikowe worki z wyłowionymi rybkami.

Łuusz. – Sporo złapaliśmy.

– No oczywiście. Razem tworzymy niezwyciężony zespół.

– Za to pewnie właściciel stoiska zaraz się załamie… – Kyousuke spojrzał na niego. Mężczyzna miał na twarzy wymuszony, roboczy uśmiech, jednak wyraźnie było widać, że z nerwów drgają mu usta.

Kiedy mieli już ruszyć dalej , do budki z lodowymi deserami, dostrzegli kogoś znajomego.

– Ooo!

Przed stoiskiem z karmelizowanymi jabłkami stała Kagura, właśnie kupująca jedno. W jej oczach wyraźnie dało się dostrzec znudzenie. Jak tylko zauważyła grupę Kyousuke…

– Hmph.

Natychmiast odwróciła głowę, unikając wzrokowego kontaktu. Zanim zdążyli się odezwać, odeszła, nawet się nie oglądając.

– Nie mówcie mi, że jest sama…

– To zrozumiałe, biorąc pod uwagę, kto został jej do towarzystwa – odparła Eiri, wskazując stojącego przy strzelnicy Basarę, otoczonego przez kilka nieznajomych dziewczyn. Szyderczy uśmiech i poprawienie broni w rękach na widok Kyosuke najwyraźniej oznaczały, że jego podryw zakończył się sukcesem. W pobliżu był też Busujima, siedzący z piwem w ręku i chyba mówiący coś do siebie. Trzymanie się z nimi w grupie na pewno nie gwarantowałoby dobrej zabawy.

– Nawet jeśli, nie czuje się samotna? Może ją spytamy…

– Już to zrobiłam.

– He?

– Spotkałam ją, jak poszłam wyrzucić butelkę. Spytałam, czy do nas dołączy, ale nie chciała, twierdząc, że nie zdzierżyłaby mojej obecności. Nie zwracajcie na nią uwagi.

– Aha.

Trudno, skoro z miejsca odmówiła. Chwila… skoro tak, to czemu w ogóle z nami przyjechała? Nawet jeśli matka jej to poradziła, to nie był przecież rozka…
Myśl Kyousuke została przerwana przez krzyk Renko.

– Nieeeeeeeeee działa! Naprawdę muszę czekać, aż się roztopi? – Próbowała wessać deser lodowy przez słomkę, ale najwyraźniej jej to nie wychodziło.

Ayaka, odbierając od sprzedawcy swoją porcję, zachichotała, mówiąc:

– Cóż za katastrofa. Może spróbujesz podjąć próbę samobójczą, żeby wymusić automatyczne zdjęcie twojego limitera?

– Dobry pomysł! Idę się zabić, zaraz wrócę.

– Czekaj no…

Kyousuke złapał za kołnierz odchodzącej już Renko. Gdyby naprawdę zdjęła tu maskę, sytuacja nie wyglądałaby, łagodnie mówiąc, za różowo. Na samą myśl o tym, co mogłoby się wydarzyć, robiło mu się słabo.

– Masz, braciszku! Mam też porcję dla Eiri – powiedziała Ayaka, podając bratu deser lodowy.

– Dziękuję.

– Dzięki.

Kyousuke dostał smak arbuzowy, a Eiri truskawkowy.

– Słodkie! Ale dobre. Mogę skosztować trochę twojego cytrynowego?

– Jasne, masz! Chcesz spróbować też deseru braciszka?

– Hmm. Podziękuję.

– Fufu. Tak się wstydzisz pośredniego pocałunku?!

– He? O-O-O-O-Oczywiście, że nie! Żartujesz sobie ze mnie?!

Kiedy reszta jadła swoje desery, Renko zaczęła drapać się nerwowo po głowie.

– Oooooooch. Co, u licha?! To okropne! Wy możecie jeść, co tylko chcecie! Ja też chcę deser lodowy! Chcę takoyaki! Chcę spróbować smażonej ryby, okonomiyaki, kiełbasek, czekoladowych bananów i karmelizowanych jabłek!

– To czemu nie zdejmiesz maski, panienko?

– Zamknij się! – odparła gniewnie sprzedawcy, który oczywiście nie znał jej historii.

× × ×

Po skończeniu deserów lodowych grupka udała się do stoiska z balonikami yo-yo Baloniki wypełnione odrobiną wody i zawieszone na elastycznym sznurku.
Na dnie sporego, okrągłego akwarium leżały różnokolorowe balony, które należało wyłowić przy użyciu haczyka na sznurku. Ta gra była o wiele łatwiejsza od wyciągania złotych rybek, tak więc Renko i Ayaka szybko zdobyły swoje upatrzone zdobycze – kolejno niebieski, różowy, purpurowy i pomarańczowy balon. Zostały wyłowione także czerwony i biały, zdobyte dla Eiri, która po raz kolejny odmówiła udziału w zabawie.
Sytuacja powtórzyła się także na strzelnicy.

– Nie chcę – powiedziała, bawiąc się swoim balonikiem. – Nie przepadam za bronią palną. – Była strasznie rozkojarzona, nawet nie patrzyła, jak pozostali strzelają. Przestała także jeść oraz pić.

Kyousuke martwiło jej zachowanie, przez co nie mógł skupić się na grze, a stanie pomiędzy jak zawsze tryskającymi energią Renko i Ayaką wcale mu nie pomagało.

– …

Po chwili Eiri odeszła bez słowa.

– Ej, Eiri! – zawołał chłopak, odkładając korkową broń. – Dokąd idziesz?

Dziewczyna odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili wpatrywania się w ziemię.

– Do łazienki.

– A-Aha…

Renko i Ayaka krzyknęły – Baw się dobrze! – po czym natychmiast wróciły do strzelania.
Kyousuke, wciąż martwiący się zachowaniem Eiri, odłożył broń, mówiąc:

– Sorka, też muszę spuścić balast.

Renko i Ayaka odpowiedziały, nawet nie patrząc w jego stronę:

– Do zobaczenia. Dobra, tym razem… Aaaa. Czemu nie mogę go strącić?!

– To pewnie jedna z tych ustawionych gier. Sprytne. Przewróćmy coś, łącząc naszą siłę ognia! Ach, uważaj na siebie, braciszku.

Zrobiły przerwę ledwie na moment – tylko po to, aby omówić strategię. Biorąc pod uwagę, jak entuzjastycznie podchodziły do tej gry, można było spokojnie je tam zostawić na dłuższą chwilę.

– Jeżeli mi się zejdzie, możecie same pochodzić po straganach – powiedział na odchodne, po czym ruszył w stronę, w którą oddaliła się Eiri, rozpaczliwie próbując wyszukać ją w tłumie.

– Eiri!

Udało mu się ją znaleźć dopiero na skraju terenu wyznaczonego na festyn.

– Kyousuke? – Eiri była wyraźnie zdziwiona. – Czemu za mną idziesz? Potrzebujesz czegoś?

– Nie. Ja też muszę do łazienki.

– Naprawdę? – rzuciła ozięble, nawet bardziej niż zazwyczaj, po czym wskazała punkt po swojej prawej stronie. – Łazienki są tam, do zobaczenia. – Kończąc zdanie, ruszyła w lewo, prosto do bram szkoły.

Kyousuke z lekka spanikował.

– Ej, dokąd idziesz?!

– Donikąd.

– Czekaj!

Mimo nawoływań Eiri się nie zatrzymała. Gdy była już przy bramie, idący za nią Kyousuke spytał:

– Nie miałaś przypadkiem iść do łazienki?

– Mogę spytać o to samo.

– Moje sprawy nie są teraz ważne.

– Cóż, moje też nie.

– Owszem, są.

– Czemu?

– Bo się o ciebie martwię.

– He? – Eiri w końcu się zatrzymała, po czym spojrzała ze zdziwieniem na Kyousuke. – Martwisz? Nie masz ku temu żadnego powodu. Nie rozumiem, o co ci chodzi… Ale to mnie drażni, więc lepiej przestań.

– D-Drażni?

– Drażni. – Dziewczyna odwróciła wzrok. – Powiedziałam ci coś? Nic nie mówiłam, prawda? A ty i tak przybiegłeś, wtrącając nos w nie swoje sprawy. O co ci chodzi? Aż tak chcesz umrzeć? Robię przecież wszystko, czego ode mnie oczekujecie, więc dlaczego…

– Bo za bardzo się starasz, głupia – wtrącił w pół słowa Kyousuke, lekko podnosząc głos. – Zbytnio się przejmujesz, co myślą inni. Czy dzięki temu dobrze się bawisz? Odkąd tu przyjechaliśmy, ani razu się nie uśmiechnęłaś! Więc nie wciskaj mi tu tekstów typu „nie musisz się o mnie martwić”! W dodatku okłamałaś nas, żeby móc zostać sama. Nie musisz nic mówić. Wiem, o co chodzi.

– Mmmm… – Eiri zagryzła wargi.

Kyousuke stanął jej na drodze, kontynuując: – Pamiętasz, co mi powiedziałaś, kiedy Ayaka sprawiała problemy? Kazałaś mi ją bardziej rozpieszczać. Teraz odbijam piłeczkę – polegaj na nas bardziej. Nie wiem, czy będziemy w stanie ci pomóc, ale nie zaszkodzi przynajmniej spróbować. Jeżeli coś ci leży na sercu, powiedz, nie musisz sama tego dźwigać!

– Kyousuke… – wyszeptała Eiri, milknąc później na parę sekund. – Hmph. Jednak naprawdę jesteś beznadziejnie dobry. – Odsunęła go na bok, po czym wyszła za bramę.

– E-Ej!

Eiri westchnęła.

– Chodźmy w inne miejsce – rzuciła do krzyczącego w jej stronę chłopaka.

× × ×

Eiri szła w ciszy drogą rozdzielającą pola ryżu, oświetloną jedynie przez blask księżyca. Niesiona przez wiatr muzyka dobiegająca z festynu powoli milkła, ustępując symfonii odgłosów natury.

– Ej, Kyousuke… – W końcu się odwróciła. – Może uciekniemy?

Nic w jej głosie nie sugerowało, że mógł to być sarkazm. Widząc jej poważną minę i przeszywające spojrzenie, chłopak wydusił z siebie jedynie:

– Uciec? Mówisz… poważnie?

– Oczywiście, że nie – szybko odpowiedziała Eiri, wbijając wzrok w ziemię i po raz kolejny odwracając się do Kyousuke plecami. – Wiem… Wiem, że nie możemy uciec – wyszeptała. Po chwili milczenia wzięła głęboki oddech. – Wiesz… Dokładnie sześć lat temu, w taką właśnie noc wyszłam z domu. – Wypuściła powoli powietrze, a potem wyrzuciła z siebie, co ciążyło jej na sercu. – Skończyłam wtedy dziesięć lat. To było zaraz przed moim pierwszym zleceniem. Codziennie trenowałam, od świtu do nocy szlifując swoje umiejętności. W końcu byłam najstarszą córką rodu Akabane, więc wszyscy oczekiwali ode mnie najlepszych wyników we wszystkim, co robiłam. Nie mogłam sobie pozwolić na najmniejsze potknięcie. – Eiri spoglądała na nocne niebo, a jej kucyk powiewał na łagodnym wietrze. – Mój tata powiedział wtedy: „zróbmy sobie wolny wieczór”. Prawdopodobnie martwił się o mnie, ale prawdę mówiąc, niespecjalnie mnie to interesowało. Całe życie spędziłam w domu, a w głowie miałam jedynie trening zabijania. Jednak na zewnątrz, na festiwalu Bon, te wszystkie myśli nagle wyparowały. – Głos Eiri nabrał łagodnej barwy. – Byłam taka podekscytowana, zupełnie jak teraz Renko. Trzymając tatę za rękę, obeszłam wszystkie dostępne stragany. Byliśmy tam incognito i nie mogliśmy zostawić żadnych śladów po tej wycieczce, ale jedna rzecz przyciągnęła moją uwagę. Coś, czego chciałam ponad wszystko. Domyślasz się może czego?

Kyousuke zamyślił się, patrząc na balonik w rękach dziewczyny.

– Balonik yo-yo.

– Nie.

– Złota rybka?

– Nie.

– Chciałaś postrzelać na strzelnicy?

– Nie do końca. – Na twarz Eiri zawitał uśmiech. – Pluszowa zabawka.

– Pluszak?

– Tak. Nagrodą na strzelnicy był ogromny pluszowy miś. Pragnęłam go za wszelką cenę i błagałam tatę, żeby go dla mnie zdobył. Puutaro to ostatni prezent, jaki od niego dostałam.

– Ach…

Kyousuke przypomniał sobie, jak spała z tym misiem w ramionach. Dawał jej najwyraźniej ogromne poczucie bezpieczeństwa.

– Bez niego nie mogę spać.

Musi być jej skarbem, a także pamiątką po ojcu, którego kochała jeszcze bardziej niż tego pluszowego misia.

– Tydzień po festiwalu Bon tata wyjechał na misję. Obiecał, że po powrocie znowu gdzieś razem wyjdziemy. Tylko że już nigdy nie wrócił… Albo raczej to, co wróciło, nie było już moim ojcem.

– Rozumiem.

W głosie Eiri wyraźnie dało się wyczuć cierpienie. Bez wątpienia ponownie przeżywała to tragiczne wydarzenie.

– Sądziłam, że dam radę go zabić. Że dorwę tego śmiecia, który zabił tatę, i pozwolę mu zasmakować takiego samego cierpienia. Dzień po dniu jak opętana trenowałam walkę mieczem, ale mimo to… – Eiri zwiesiła ramiona, a z jej głosu biło teraz cierpienie. – Mimo to nie dałam rady zabić. Nawet nie chodzi o mordercę taty – w ogóle nikogo! Zawsze kiedy moje ostrze było już blisko punktów witalnych, przed oczami stawał mi ojciec, wracały wspomnienia z tego, jak się czułam po jego stracie, które następnie projektowałam na cel! W końcu doskonale wiem, jakie to potworne uczucie nagle stracić kogoś bliskiego. Wiem to lepiej niż ktokolwiek inny.

– Eiri…

Kyousuke przypomniał sobie ich rozmowę w gabinecie pielęgniarki, kiedy ledwie powstrzymując łzy, powiedziała, że nie może zabić. Za tymi słowami kryła się nienawiść do morderców jej ojca, a także smutek, którego nie mogły wypalić nawet płomienie gniewu.

– Hehe… Jestem głupia, prawda? – powiedziała cicho Eiri. – Przedkładać uczucia obcych osób ponad zemstę za tatę… Jestem bardziej dobroduszna nawet od ciebie! Nie mogę tak tego ciągnąć. Nie mam żadnego celu w życiu. Nie mogę się pokazać ludziom. Jestem zniewagą dla matki, Kagury, Basary, Muramasy, Ryou i Ran, dla wszystkich powiązanych rodzin… a nawet dla samego taty.

– …

Więc Eiri jednak nie odwiedziła ołtarza ojca. Według niej przyniosła wstyd rodowi Akabane, a w szczególności swojemu tacie. Z tego powodu nie mogła zbliżyć się do ołtarza, do którego miał wrócić w to święto, więc poszła odwiedzić jego grób.

– Posłuchaj – zaczął Kyousuke – twoja rodzina naprawdę chce, żebyś została morderczynią? Oczekują od ciebie dokonania tej zemsty? Czy twój ojciec chciałby…?

– Oczywiście – odpowiedziała pewnie Eiri, wchodząc chłopakowi w pół zdania, a jednocześnie przeszywając spojrzeniem ostrym jak sztylety. – Jesteśmy sławnym rodem skrytobójców! Trenowałam praktycznie od narodzin, żyję w świecie przesiąkniętym krwią. To normalne. Bez wątpienia oczekują tego ode mnie! Tata pewnie też. Musi chcieć, żebym została prawdziwą morderczynią i dorwała śmiecia, który go zabił.

– A ty?

– Co?

– Czego ty chcesz? Nadal pragniesz zostać skrytobójcą, nawet jeżeli wiąże się to z bolesnymi myślami i zadawaniem ludziom cierpienia? Chcesz zostać mordercą? Zapomnij, gdzie się urodziłaś i jak cię wychowano, pomyśl trochę o tym, czego sama…

– Chcę zabić! – krzyknęła Eiri, obrzucając Kyousuke gniewnym spojrzeniem. – Chcę zabić osobę, która odebrała mi ojca! Chcę być zdolna do zabijania! Chcę, żeby rodzina była dumna z tej, która weźmie na swoje barki losy rodu! Chcę zostać głową Akabane i móc wszystkich bronić… bronić tych, których kocham. Ale żeby to zrobić, muszę zabić… Muszę być do tego zdolna! Więc…

Eiri w chwili, w której miała wyrzucić, co jej leży na sercu, nagle znieruchomiała i wlepiła gniewne spojrzenie w drogę za nimi. Kiedy do uszu Kyousuke dobiegł stukot drewnianych sandałów, ten podążył za spojrzeniem koleżanki. Dostrzegł kogoś idącego w ich stronę.

– Naprawdę? W takim razie to zrób, droga siostro.

– Kagura… – Eiri zauważyła, że siostra dorównywała jej ostrością wzroku. – Kim jest ta dziewczyna?

Z Kagurą była jakaś obca osoba, mniej więcej w wieku dziesięciu lat, ze strachem patrząca na Kyousuke i Eiri.

– Ach. – Kagura na nią spojrzała. – Zgubiła się. Zagadała do mnie akurat, kiedy się nudziłam, i tak jakby przywykłam do jej towarzystwa. Nazywa się chyba Hina.

Dziewczynka miała na sobie jasnożółtą yukatę. Wskazała Eiri i Kyousuke, pytając:

– Kagura, kim oni są?

– To moja starsza siostra i jej przyjaciel – ta odpowiedziała łagodnie, brzmiąc zupełnie jak inna osoba.

– Oooch! – Dziewczynka zaczęła przypatrywać im się z nieukrywaną ciekawością.

– …? – Kyousuke i Eiri spojrzeli na siebie.

– Eeee… – Eiri zmarszczyła brwi. – Czemu ją tu przyprowadziłaś?

– Chodziłyśmy razem po festynie. Po prostu się przyłączyła, kiedy poszłam za tobą. Uznałam to za świetną okazję, więc pozwoliłam jej ze mną pójść.

– Dobrą okazję?

– Tak. Stwierdziłam, że się przyda.

Kagura kopnęła z całej siły w żołądek dziewczynki. Ta cicho jęknęła, po czym upadła nieprzytomna na ziemię.

– Co ty… – Eiri zrobiła gniewną minę.

– Decyduj.

– He?

Kagura najpierw spojrzała na nieprzytomną dziewczynkę, a potem ponownie na swoją siostrę.

– Zabijesz ją czy nie? Decyduj.

– He?

Kagura wyciągnęła swój żelazny wachlarz zza pasa i wskazała nim Kyousuke.

– Jeśli odmówisz, ja zabiję tego chłopaka.

PLC04 - NCP08
image-1463