Scena 1 – Klatka wysmarowana krwią

12 sierpnia (poniedziałek), pada.
Wstałam z samego rana, żeby wszystkich pożegnać. Boję się zostać tu sama i bez nich będę strasznie samotna, ale stawię temu czoła z uśmiechem na twarzy. W końcu od dzisiaj jestem zdana tylko na siebie. Tak przynajmniej sobie wcześniej powtarzałam. Wszędzie jest tyle przerażających osób i nie wiem, jakie straszne rzeczy mi się przytrafią. Sama myśl o tym tak mnie wystraszyła, że zamknęłam się w swoim pokoju i zabrałam za odrabianie pracy domowej. Boję się nawet wyjść do stołówki czy sklepiku, dlatego kiedy jestem głodna, piję tę śmierdzącą wodę z kranu. To wystarczy, aby zabić uczucie głodu.
Piszę to, płacząc i zastanawiając się, co u reszty.
Mam nadzieję, że bawią się także za mnie.

PLC04 - NCP01
image-1401

Letnia przerwa w Zakładzie Poprawczym Czyściec trwała od 12 do 19 sierpnia, ale ponieważ poprzedzał ją weekend, wydłużyła się do całych dziewięciu dni.
Kyousuke miał lekcje do piątku, sobotę i niedzielę spędzili na terenie szkoły, a w poniedziałek z samego rana ruszyli więziennym transportem na brzeg wyspy, gdzie przesiedli się do łódki.
Podróż tą małą łajbą zajęła im ponad pół dnia. Do wybrzeży Japonii dotarli koło południa, gdzie ponownie przesiedli się do więziennego transportu, w którym obecnie się znajdowali.

– Eeeeech – ziewnęła Eiri.

Zrobiła to już tyle razy, że Kyousuke pogubił się w liczeniu, chociaż prawdopodobnie zbliżała się do trzycyfrowego wyniku. Poza tym od opuszczenia murów szkoły wyglądała na strasznie przygnębioną.

– Powiedz… Nie chcesz wracać do domu?

– Nie. To chyba oczywiste… A żebyś zdechł za to – odpowiedziała, odchylając głowę do tyłu na siedzeniu. – Istny koszmar. W każdym sensie.

– To znaczy?

– Jakby sam powrót tam nie był wystarczająco okropny, mamy jeszcze ze sobą bezużyteczny bagaż.

– Nazywanie nas b-bezużytecznym bagażem to lekka…

– To było niemiłe. Jedziemy z wami, bo się o ciebie martwimy, Eiri! – Szooko.

– Nawet bardzo niemiłe! Okropne! Dla ciebie zrezygnowałyśmy z naszych planów! Powinnaś nam za to dziękować. Nie za bardzo tsunderzysz?

Protestowały oczywiście Renko oraz Ayaka, które wcześniej były naprawdę podekscytowane wizją wspólnej randki. W transporcie siedziały razem w rzędzie obok Kyousuke i Eiri.
Ta ostatnia westchnęła, przykładając rękę do czoła.

– Przecież wasze intencje są jasne jak słońce. Jęczałyście tyle o to, bo nie możecie znieść myśli, że będę sama z Kyousuke.

– Ach! Niemożliwe… Ktoś mi to napisał na masce?

– Rety. Renko, weź się w garść. Nie wydaje ci się, że swoją reakcją zdradziłaś właśnie swój prawdziwy motyw?

– Nie. Przecież przez maskę nie widać, jaką minę zrobiłam.

– Rany, musisz nauczyć się rzucać ciętymi ripostami, droga siostro.

Po ostatnim incydencie Ayaka bardzo przywiązała się do Renko i mimo że jechali do domu zawodowych morde… I chociaż jechali do niewiarygodnie niebezpiecznego miejsca, obie wręcz tryskały dobrym humorem. Dostały przepustki, dzięki czemu mogły pojechać w dowolne miejsce, ale wybrały odwiedziny u Eiri w domu. Oczywiście Kyousuke, nie chcąc, aby siostrze stała się jakaś krzywda, był temu zdecydowanie przeciwny, ale…

– Chcesz mnie zostawić, braciszku? – spytała go, robiąc słodkie oczy.

– Uczniowie, będziemy na miejscu za dwie, może trzy godziny. Ale jest już pora obiadowa, więc zrobimy teraz postój w sklepie przy stacji. Co chcecie do jedzenia? – dobiegł głos z siedzenia kierowcy.

Więźniarkę prowadził nauczyciel klasy 1 B, sprawujący obecnie nadzór nad grupą Kyousuke. Ponieważ pilnował ich będący na poziomie Kurumii, wyspecjalizowany w używaniu trucizn, elitarny morderca, nie mieli żadnych powodów do obaw.
Po usłyszeniu Busujimy Ayaka krzyknęła z blaskiem w oczach:

– Sklep!

– Podczas przepustki nie będziemy musieli już jeść resztek?!

Oczywiście wczorajszy obiad, kolacja i śniadanie składały się z “resztek drugich śniadań” (przeterminowanych). W zakładzie zawsze jedli podobne „potrawy”, więc każde świeże jedzenie ze sklepu byłoby miłą odmianą. Dlatego właśnie wszyscy w pojeździe z nieukrywaną ekscytacją zaczęli składać zamówienia.

– Chcę solone żeberka!

– A ja najdroższy zestaw śniadaniowy!

– Coś, co naładuje mnie w dziesięć sekund i wytrzyma dwie godzinyNawiązanie do reklamy „Weider in”, będącego najpopularniejszym napojem energetycznym w Japonii!

– A i tak nie pijesz tego bez przerwy?

– Hmm? W takim razie bułkę melonową!

– Przecież nie zjesz tego przez słomkę.

Szooko.

– Solone żeberka dla Kamii, dla jego siostry najdroższy zestaw śniadaniowy, Hikawa chce jakąś galaretkę, tak? A ty, Akabane?

– Nieważne. Cokolwiek.

– Rozumiem. W takim razie wybiorę coś pod mój gust.

– Gust pana Busujimy… – Ayaka rzuciła nauczycielowi podejrzliwe spojrzenie.

Busujima nie miał na sobie swojego starego, znoszonego garnituru, tylko zwykłe ubrania: hawajską koszulę, której kolorystyka wręcz krzyczała “trucizna”, do tego okulary przeciwsłoneczne oraz słomiany kapelusz na głowie.
Zauważając spojrzenie dziewczyny, nauczyciel spytał:

– Coś jest nie tak z moim gustem? Och… Sugerujesz, że ubrania, które wybrałem, ci się nie podobają?

– Hmm…

Ayaka nie wiedziała, jak ma odpowiedzieć. Miała na sobie jasnopurpurową, jednoczęściową sukienkę w kwiatki, zarzucony na nią biały sweterek oraz zielone japonki.

– Prawdę mówiąc, nie chodzi o to, że źle wygląda…

– Jest obrzydliwe właśnie dlatego, że tak dobrze wygląda – dokończyła Eiri. – Poza tym co to ma być? Jakiś nowy rodzaj molestowania seksualnego?! – krzyknęła, łapiąc za swoje ubranie.

PLC04 - NCP02
image-1402

Podobnie jak Ayaka, miała na sobie normalne ubrania: zwykłą koszulkę oraz niewiarygodnie krótkie spodenki.
Busujima, odpowiadając, złapał się za brodę.

– Nie, źle mnie zrozumiałaś. Nie o to chodziło. Masz piękne nogi, dlatego wybrałem ci ubranie, które będzie je najlepiej podkreślać. A ponieważ pokazujesz na dole sporo skóry, dla zachowania równowagi górę należało bardziej zasłonić. Co do Kamii, wybrałem jej takie ubranie, ponieważ „ka” w jej imieniu oznacza kwiatek.

– Ale oblech.

– Co za zbok.

Rzuciły jednocześnie dziewczyny.

– Oblech?!

Oprócz zbesztania słownego Busujima został także obrzucony wyjątkowo morderczym spojrzeniem uczennic.

– Tak dobrze pan to przemyślał, że to po prostu obrzydliwe. Jesteś tylko podstarzałym geekiem. Za kogo się w ogóle uważasz? Za jakiegoś stylistę? Przecież twój garnitur jest wręcz beznadziejny.

– Jakby wyobrażanie sobie, jakie ubrania dobrze by na nas wyglądały, podczas przeglądania czasopism z modą nie było wystarczająco obrzydliwe, wręcz okropne… Najgorsze jest to, że tak idealnie pasują do Eiri i Ayaki. Aż tak dobrze to sobie przemyślałeś, oblechu?!

– Eeech…

Przez te ciągłe zniewagi Busujimie zachciało się płakać, a ta reakcja Renko jedynie zwiększyła jego poziom upiorności.

– Nie musicie używać takich okropnych opisów, dobrze? Cały dzień mi to zajęło. Okropne. Wyglądacie w tym dobrze, więc jest w porządku, tak? Piękne dziewczyny powinny nosić ładne ubrania, żeby dobrze się prezentować, prawda, Kamiya?

– He? Eee… – Wywołany nagle Kyousuke nie potrafił od razu odpowiedzieć. Sam miał na sobie zwykłą koszulkę i jeansy, co ostro kontrastowało z ubraniami dziewczyn. Busujima powiedział mu „prawdziwemu mężczyźnie wystarczy wrzucić na siebie, co jest pod ręką”, po czym podał mu jakieś losowe ciuchy. – Tak. Moim zdaniem ma pan absolutną rację!

– Kyousuke?

– Braciszku?

Czując na sobie zdziwione spojrzenia dziewczyn, Kyousuke wyjaśnił:

– Pomyślcie trochę. Wasze ubrania są naprawdę wspaniałe, prawda? Eiri wygląda po prostu pięknie, a Ayaka słodziutko. Idealnie do was pasują, to miód dla oczu.

Obie dziewczyny zalały się rumieńcem.

– Co… Co ty pleciesz? Piękna? Przestań się tak pożądliwie gapić, zboczeńcu! Obaj jesteście zbereźnikami! Co ci w ogóle przyszło do głowy?! – Eiri w panice próbowała zakryć nogi, podczas gdy Ayaka…

– Ehehe. Dziękuję za komplement, braciszku. Teraz czuję się o wiele lepiej w tych ubraniach – powiedziała z uśmiechem na twarzy.

– Nie mogę po prostu uwierzyć, jak różnie nas traktujecie. Zresztą… przywykłem – rzucił pod nosem Busujima, skupiając się ponownie na prowadzeniu.

W tym momencie do tej pory milcząca Renko wstała z miejsca i krzyknęła:

– Teraz ja! Teraz ja! Ej, Ej, Kyousuke, jak wyglądam?!

– He? Och… – Chłopak przyjrzał się jej dokładnie. Dziewczyna miała na sobie swoje zwykłe ubrania, czyli obrożę ze skóry na szyi oraz czarny topik, który odsłaniał nie tylko jej tatuaże na rękach, ale także spory dekolt, co w połączeniu z jej ogromnym biustem robiło wręcz piorunujące wrażenie. Wokół pasa zawiązała swoją niebieską bluzę, a na nogi włożyła zwykłe, podarte jeansy.

– Hmm. Nieźle. Naprawdę nieźle wyglądasz.

– To wszystko?

– Tak.

– …

Renko przestała robić pozy. Usiadła w milczeniu, po czym złapała krawędź ubrania Ayaki i zaczęła się skarżyć:

– Kyousuke jest dla mnie oziębły.

– W-Widzę. Co jest z tobą, braciszku?

Chociaż chłopak odwrócił głowę, czuł, jak wlepiają w niego spojrzenia, wolał je jednak zignorować. Tym bardziej że zrobiło mu się z jakiegoś powodu gorąco.
Aaaa, cholera. W mordę, nie mogę się uspokoić. Jak do tego doszło? – pomyślał, zagryzając wargi.
Parę dni wcześniej w Zakładzie Poprawczym Czyściec miał miejsce pewien incydent.
Ayaka, zazdrosna o Renko, Eiri i Mainę, ukradła z pokoju nauczycielskiego strzelbę, aby je wszystkie zabić. Obezwładniła ją Renko, dzięki czemu morderczy plan został powstrzymany. Od tego dnia Ayaka praktycznie się w niej zakochała i pomagała rozkochać w niej Kyousuke.
Wszystko do tego momentu grało i wyglądało na szczęśliwe zakończenie, ale…
Czemu tak się denerwuję, jak tylko na nią spojrzę?
Od tamtego incydentu Kyousuke zaczął inaczej postrzegać Renko. Nie wiedział, jak to nazwać, ale z jakiegoś powodu nie potrafił tego w sobie stłumić. Zaczął wychwytywać nawet najmniejsze detale w jej głosie, zachowaniu czy wyglądzie i nie mógł wyrzucić myśli o niej z głowy. To było bardzo nieprzyjemne, jednak z drugiej strony z jakiegoś powodu czuł się szczęśliwy.
Chłopak, walcząc z tymi przeciwnymi sobie uczuciami, pomyślał:
Zabije mnie, kiedy tylko odwzajemnię jej uczucie. Kyousuke, weź się w garść!
Prawdę mówiąc, zaczął już zauważać, że powoli zakochuje się w “Urodzonym Mordercy” – Renko Hikawie. Próbując ze wszystkich sił odrzucić to uczucie, uderzył się z całej siły w policzki.

× × ×

– Już jesteśmy, wysiadać.

Po dwóch godzinach od krótkiego postoju w sklepie dotarli do celu podróży. Kiedy z głośnym skrzypieniem otworzyły się tylne drzwi więziennego transportu, do środka wlały się oślepiające światło, dźwięk cykad i szum liści.

– Łaaa! A więc tak wygląda świat za murami!

– Powietrze na wolności jest naprawdę wspaniałe!

Jak tylko drzwi się otworzyły, Renko i Ayaka wyskoczyły na zewnątrz.
Zaraz po nich więźniarkę opuścił Kyousuke. Delektując się chłodną, orzeźwiającą bryzą, spojrzał w niebo. Dostrzegł nad sobą liście bambusa, przez które przedzierały się promienie słoneczne.

– Gdzie jesteśmy? – Ponieważ w więźniarce okna były tak brudne, że nie dało się nic przez nie dostrzec, nie mieli pojęcia, jaką trasą jechali ani dokąd ich wieziono. – Góra? – Kontynuował Kyousuke, rozglądając się. W pewnym momencie dostrzegł coś niepasującego do krajobrazu. – Co to?

– Mnie to wygląda na bramę świątyni.

– Jest… wielka.

Kyousuke stanął obok przyglądających się temu obiektowi z podziwem Renko i Ayaki. Pośród gęstego, bambusowego lasu stała wielka, zadaszona brama, która kompletnie nie pasowała do tego miejsca. Dziesięciometrowe drzwi wykonane zostały z drewna, a ich metalowe elementy nosiły ślady rdzy oraz zużycia, przez co odnosiło się wrażenie, że są wyjątkowo stare. W dodatku całość – dachówki, metalowe elementy oraz drzwi – zostały pomalowane na kolor czerwony, co dało efekt, jakby były całe pokryte krwią.

– Hmph. Wejście jak zawsze wygląda okropnie – rzuciła z tyłu Eiri do wmurowanych kolegów.

Kyousuke spytał z niedowierzaniem:

– Ej, Eiri, tylko mi nie mów, że to twój dom…

– Niestety tak. Co prawda, w drzwiach nie ma tabliczki z nazwiskiem, ale jest tam mój herb rodzinny. – Eiri, podnosząc rękę, wskazała punkt na obu połowach wrót, gdzie widniał symbol złożonego ptasiego skrzydła z piórami przypominającymi ostrza.

Renko i Ayaka aż krzyknęły z podniecenia.

– Niesamowite! Eiri, czyżbyś pochodziła z jakiejś bogatej rodziny?!

– Nie wiem, jak jest w środku, ale cała ta ziemia należy do was?! Tego nie da się już nazwać zwyczajnym domem!

– Oj tam, przesadzacie.

Łuusz. – I znowu ta fałszywa skromność, co?

– Znowu? A przecież twoja klatka piersiowa jest wystarczająca skromna.

– Aaaaa, dość! Zamknijcie się!

Renko i Ayaka ekscytowały się wszystkim, a Eiri ich zachowanie po prostu zaczęło drażnić.
W tym momencie podszedł do nich Busujima. Zdejmując okulary przeciwsłoneczne i zawieszając je na szyi, powiedział: – Niesamowite, ta brama jest ogromna… Jak wejść do środka? – Po czym rozejrzał się dookoła.
Drzwi zostały zatrzaśnięte na głucho, mury po obu ich stronach wydawały się nie mieć końca i znikały w głębi lasu, a przy bramie nie było żadnego interkomu czy nawet dzwonka.

– Akabane, wiesz, jak wejść?

Słysząc pytanie, Eiri strzeliła językiem.

– Wystarczy poczekać, a drzwi same się otworzą. W końcu w domu już od dawna wiedzą o naszej obecności, więc nie musimy robić zbędnego hałasu. Poczekajcie, zaraz wejdziemy.

Po udzieleniu odpowiedzi Eiri obrzuciła Busujimę pogardliwym spojrzeniem.

– Eee? Czemu jesteś taka niemiła? Przy okazji, może trochę na to za późno, ale nie powinnaś przypadkiem zwracać się z szacunkiem do nauczycieli? Dla Kurumii jesteś bardzo uprzejma, więc czemu mnie traktujesz gorzej? To forma znęcania się? Mogę być wspaniałomyślny, ale nie jestem masochistą. Jeśli zrobisz się zbyt pewna siebie, będę zmuszony nauczyć cię odrobiny dyscy…

Kiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.
Kiedy Busujima rzucił Eiri mordercze spojrzenie, drzwi w bramie z głośnym skrzypieniem zaczęły się otwierać, co przyciągnęło uwagę całej grupy.
Pierwszym, co za nimi ujrzeli, była kamienna ścieżka, delikatnie pnąca się w górę aż do niewiarygodnie długich schodów, które raczej nie mogłyby znajdować się w normalnym przydomowym ogródku. Po obu stronach drogi kwitła zieleń oraz… znajdowała się długa, czerwona ściana ludzi.

– …?!

Wszyscy, łącznie z Eiri, przełknęli głośno ślinę.
Po obu stronach drogi stały dziesiątki osób. Byli tam zarówno mężczyźni, jak i kobiety, młodzi oraz osoby w podeszłym wieku… wszyscy jednak mieli na sobie czerwone kimona i stali nieruchomo z głęboko pochylonymi głowami na znak powitania.
Całkowita cisza.
Grupa Kyousuke również stanęła jak wryta, nie mogąc z szoku ani się ruszyć, ani wydusić choćby słowa. W pewnym momencie…

– Witamy.

Nagle z cienia zza drzwi wyłoniła się jakaś postać z trupiobladą twarzą.

– Kiaaa!

– Hiiii!

– Eeee!?

Wszyscy, łącznie z Kyousuke, aż podskoczyli.
Tą postacią okazała się kobieta zasłaniająca twarz białą maską NōMaski noszone podczas tradycyjnych japońskich przedstawień teatralnych., która także miała na sobie ciemnoczerwone ubrania, nazywane “samue”Proste ubrania zrobione z konopi, zwykle noszone przez buddyjskich mnichów ; ich odcień przypominał trochę kolor zaschniętej krwi.

– Witamy w rezydencji Akabane – kobieta krótko powitała gości głosem niezdradzającym nawet cienia emocji.

Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, niezadowolona z jej widoku Eiri strzeliła językiem, przerzuciła torbę przez ramię i minęła wejście, mówiąc z nieukrywaną irytacją:

– Skończ to nieznośne przedstawienie i prowadź szybko do domu.

Kobieta położyła ręce na piersiach i ukłoniła się głęboko.

– Zrozumiałam. Witam w domu, panienko Eiri.

– Ta, ta, wróciłam – odpowiedziała na powitanie zagadnięta, po czym się obejrzała, dzięki czemu Kyousuke mógł dostrzec, jak wielkie niezadowolenie biło jej z oczu.

– Czemu tak stoicie?

– No tak.

Ponagleni Kyousuke oraz jego towarzysze ostrożnie przekroczyli bramę rezydencji.

– Przepraszamy za najście…

– P-Przepraszam.

– Dzięęęęęki!

– Hikawa, nie obrażaj ich.

– Hmph – prychnęła Eiri, spoglądając przed siebie.

Prowadząca ich kobieta podeszła do schodów. Następnie, wskazując je gestem ręki, powiedziała:

– Tędy proszę.

Żadna z osób stojących przy drodze nawet nie uniosła głowy, żeby spojrzeć na grupę Kyousuke, w dodatku wszyscy cały czas milczeli i nie poruszyli się nawet o centymetr – nawet po tym, jak goście ruszyli za prowadzącą ich kobietą.
Kyousuke przyglądał im się cały czas z nieukrywaną obawą, wchodząc po schodach.

– Braciszku, oni żyją czy może to jakieś lalki?

– Nie pytaj o takie rzeczy, bo jeszcze cię usłyszą. Jeśli będziesz dla nich niemiła…

– Sprawdźmy… Och! Oni żyją! Są ciepli, a ich skóra jest mięciutka! O, ta ma wielkie balony! Kyousuke, chodź, musisz je sprawdzić! Czas na macanko…

– Co ty, kurna, wyrabiasz, głupia?! Zabieraj z niej ręce, już!

– Fufu. W ogóle nie reagują, widzisz? Ale zabawa! Ayeczko, skoro nadarza się taka rzadka okazja, wybierz sobie kogoś i go uderz, żeby się odstresować!

– Stop! Chcecie, żeby was zabili?!

– Dajcie się w końcu zabić – komentarz pewnej osoby w tej sytuacji był wyjątkowo nieśmieszny.

× × ×

Po długiej wspinaczce, podczas której cały czas trzeba było powstrzymywać Ayakę i Renko przed złym zachowaniem, grupa w końcu dotarła na szczyt schodów. Stał tam parterowy dom w starojapońskim stylu, podobnie jak brama, cały czerwony. Ponad masywną główną częścią dało się dostrzec dachy innych, przyłączonych do niego budynków.
Znajdował się tam też wielki ogród z kwitnącymi czerwonymi kwiatami oraz sadzawka z pływającym w niej czerwonym karpiem. Chociaż całe otoczenie miało ten sam kolor, wszystko było w różnych jego odcieniach, dzięki czemu razem z całą tą otaczającą zielenią tworzyło po prostu wspaniały kontrast.

– Proszę wejść.

Po tych słowach kobiety w masce grupa weszła do domu. Przeszli przez długą werandę, docierając w końcu do sporego pokoju w japońskim stylu, wielkości mniej więcej 15 mat tatami. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się alkowa, w której wisiały różne pergaminy oraz japoński miecz. W środku roztaczał się trudny do opisania zapach, powstały z połączenia mat tatami oraz palących się wewnątrz kadzidełek.

– Proszę tu poczekać. – Kobieta uklękła na podłodze, pokłoniła się, a następnie opuściła pokój.

Siedząca na czerwonych poduszkach, których przed nimi było jeszcze więcej, grupa Kyousuke zaczęła podziwiać salę powitalną.

– N-Niesamowite! Jakby żywcem wyjęta z jakiegoś historycznego serialu. Wygląda po prostu nierealnie…

– Ten miecz jest prawdziwy? Chcę go dotknąć!

– To nie najlepszy pomysł, Ayeczko. A co, jeśli jest przeklęty?

– Musiano nim kiedyś zabijać. Wygląda na bardzo ważny.

– …

Po wyjściu kobiety w masce zaczęli rozmawiać między sobą szeptem, jedynie Eiri cały czas milczała.
Pomieszczenie miało widok na podwórze, z którego dochodził dźwięk shishi-odoshiTyp fontanny wykonanej z bambusowej rurki, której celem jest odstraszanie zwierząt mogących zagrozić ogrodom..
W pewnym momencie…

– Witam w naszej rezydencji, drodzy goście – rozległ się elegancki głos, należący do młodej kobiety.

– …?

Eiri, słysząc go, momentalnie się spięła, a pozostali przerwali rozmowę i spojrzeli na mówiącą.
Najbardziej uderzająca była aura, jaką emanowała. Białe włosy, spięte spinką, kompletnie nie pasowały do jej młodego wyglądu. Przez to odnosiło się wrażenie, iż jest śmiertelnie chora. Jeżeli chodzi o jej ubranie, miała na sobie długi, czerwony płaszcz haori, pod którym nosiła białe jak jej włosy, żałobne kimono, jakie w opowieściach mają na sobie duchy.
Powoli weszła do pokoju i zajęła miejsce na poduszce.

– Witam jeszcze raz. Nazywam się Fuyou Akabane, jestem 29. głową głównego rodu Akabane. Miło mi was poznać – powiedziała, a następnie się ukłoniła.

Jej podkreślone silnym makijażem, czerwone oczy spojrzały na Kyousuke.
Busujima ukłonił się uprzejmie.

– Dzień dobry, miło mi panią poznać. Nazywam się Kirito Busujima, jestem nauczycielem w Zakładzie Poprawczym Czyściec. Co prawda, plan zakładał przysłanie tu ich wychowawczyni, jednak…

– Tak, słyszałam. Podobno musiała zostać, ponieważ w szkole pozostał pewien niesforny młodzieniec, którego musi za wszelką cenę poskromić.

– W rzeczy samej. Ma ręce pełne roboty.

Tym młodzieńcem był prawdopodobnie Irokez. Na początku Kurumiya aż tryskała z radości z tego, że nie musi „udzielać lekcji poprawkowych tym kretynom”, jednak kiedy Irokez dowiedział się o jej wycieczce, wpadł w furię, która zakończyła się wieloma poszkodowanymi.
Uznano, że na Irokeza trzeba mieć cały czas oko, a nadzór nad wycieczką powierzono panu Busujimie. Kiedy Kurumiya się o tym dowiedziała, sama wpadła w szał, w wyniku którego ucierpiało trzydziestu uczniów klas pierwszych oraz sam stary budynek szkoły, będący teraz jeszcze większą ruiną niż wcześniej.

– Fufu. Jestem naprawdę wdzięczna, że poświęcił pan swój cenny czas i mimo napiętego harmonogramu podjął tak długą podróż. Proszę przyjąć moje podziękowanie w imieniu całego rodu Akabane. Teraz… – Fuyou spojrzała na Eiri, a następnie delikatnym, eleganckim głosem powiedziała: – Witaj w domu, Eiri. Cieszę się, że mogę cię ponownie zobaczyć po tak długim czasie.

– …

Eiri zaciskała mocno wargi, patrząc cały czas w stronę podwórza.

– Co to ma być? Czemu urządziłaś takie przedstawienie? – spytała cicho.

Fuyou odpowiedziała z radosnym uśmiechem na twarzy:

– Więc o tym tak dumałaś. Ponieważ nie było cię pół roku, chciałam, aby wszyscy cię powitali.

Zwołałam na to powitanie wszystkich członków rodu, nawet tych z mniejszych rodzin.

– Proszę, nie rób takich niepotrzebnych rzeczy, matko.

– Matko?! – krzyknęła jednocześnie cała grupa Kyousuke.

– Tak. – Fuyou pokiwała głową, a następnie zwróciła się do nich: – Dziękuję, że opiekujecie się moją córką. Jestem wniebowzięta, że mogę was spotkać, Renko Hikawa, Ayako oraz Kyousuke Kamiya – kolejno na nich spoglądała.

Słysząc swoje imię, zszokowana Renko odchyliła się do tyłu.
Szooko. – Skąd wiesz, jak się nazywamy? Czytasz nam w myślach?!

– Nie, po prostu spytałam o nie wcześniej. Jeżeli chodzi o twoją tożsamość, musisz wiedzieć, iż dotarły do mnie różne plotki.

– Aha.

Ignorując całkowicie głupi żart Renko, Fuyou spojrzała na Ayakę.

– Słyszałam także, że bardzo podziwiasz swojego brata. Mam nadzieję, iż moje dzieci czegoś się od ciebie nauczą. Z tak dobrych relacji pomiędzy rodzeństwem należy się cieszyć.

– Ehehe. Prawda. Ayaka i braciszek są najbardziej kochającym się rodzeństwem na świecie! – odpowiedziała dziewczyna z radosnym uśmiechem.

Fuyou spojrzała na Kyousuke.
Mając przed sobą głowę rodu Akabane, a jednocześnie matkę Eiri, chłopak zaczął się denerwować.
Kobieta zmrużyła swoje czerwone oczy.

– Następny jest Kyousuke, tak? Fufu. Już rozumiem…

– Matko, czemu chciałaś, żeby przyjechał ze mną?

Fuyou, opierając głowę na ręce, dokładnie przyjrzała się chłopakowi.
Eiri spytała ponownie poważnym tonem głosu, którego raczej nie należało używać wobec własnej matki:

– Co planujesz, zapraszając tu kogoś z zewnątrz jak Kyousuke?

– Czemu o to pytasz, Eiri? Czy to nie oczywiste? – Uśmiech nie znikał ani na chwilę z pięknych, czerwonych ust kobiety. Cały czas zerkając na chłopaka kątem oka, kontynuowała: – Moja kochana córka znalazła towarzysza… Jaka matka nie zaczęłaby się martwić po usłyszeniu takiej nowiny? Poza tym jesteś najstarszą córką w rodzie Akabane, a więc ocenienie twojego przyszłego męża ma wręcz fundamentalne znaczenie dla całego klanu.

– Hmm.

Fuyou powiedziała to tonem sugerującym, że nie przyjmuje żadnych sprzeciwów. Eiri kompletnie nie wiedziała, jak ma na to odpowiedzieć.

– J-Jakby ktokolwiek wybrał go na męża… Zresztą nie zerwałaś ze mną wszelkich więzi? Wtrącanie się w moje sprawy po tak długim czasie… – Dłuższą chwilę mruczała pod nosem. – Chociaż zasłaniasz się tak dobrym powodem, w rzeczywistości chcesz go zabić, prawda? – spytała z nieukrywanym obrzydzeniem oraz podejrzliwym spojrzeniem.

Fuyou odpowiedziała z gorzkim uśmiechem:

– Ty… Gości nie zaprasza się, aby ich eliminować. Gościom należy zapewnić należytą opiekę. Proszę, powstrzymaj się od takich insynuacji. To naprawdę mnie zabolało.

– …

Widząc, jak jej matka podnosi rękaw do oka w geście smutku, Eiri zaczęła być jeszcze bardziej podejrzliwa.
Fuyou nie wydawała się kłamać, jednak z drugiej strony jej słowa nie brzmiały całkiem szczerze.
W każdym razie jest naprawdę niezrozumiałą osobą – podsumował Kyousuke.
Shishi-odoshi uderzyło o kamień, a jego dźwięk trochę rozwiał ponurą atmosferę.

– Wracając do opieki nad gośćmi – ponieważ jest dziś strasznie gorąco, przyjmuję, iż chce się wam pić. Kagura, przynieś nam herbaty.

– Tak, pani – ktoś odpowiedział na polecenie.

Zza bocznych drzwi wyszła dziewczyna.

– Proszę o wybaczenie.

Słodki głos idealnie wręcz komponował się z jej pięknem.
Miała na sobie czerwone kimono, a jej włosy, związane z boku głowy, były tej samej barwy. Natomiast ostre spojrzenie krwistoczerwonych oczu kompletnie nie pasowało do jej dziecięcej twarzy.
Jej surowość przypominała o osobie, którą Kyousuke i jego znajomi znali wyjątkowo dobrze.

– Ach – rzuciła Eiri z drobnym opóźnieniem.

Kagura wniosła tacę i postawiła ją na ziemi. Następnie ukłoniła się gościom i zaczęła podawać im kubki z mrożoną herbatą.

– Proszę.

– Bardzo dziękuję.

– Proszę.

– Och, dziękuję.

– Proszę.

– Dziękuję?

– Proszę.

– Ła, dzięki!

Podała herbatę kolejno Busujimie, Kyousuke, Ayace i Renko, zostawiając pewną konkretną osobę na sam koniec.

– Proszę.

– Dzięki.

Kagura wyciągnęła rękę z kubkiem w stronę Eiri. Kiedy ta miała już wziąć go do ręki…

– Giń.

Kagura wyprowadziła niewiarygodnie szybki zamach w stronę jej czoła.

× × ×

Brzęk – rozległ się głośny hałas, a kubek trzymany przez Eiri został przecięty na pół w pionie.

– Ku…?!

Eiri, unikając broni Kagury, szybko odchyliła się w tył. Paznokcie na jej stopie, w których miała ukryte swoje ostrza, zabłysły, a następnie dziewczyna zrobiła zamach nogą, aby nie pozwolić Kagurze kontynuować ataku. Tym razem będący jeszcze w powietrzu kubek został przecięty w poziomie.

– Opór jest bezcelowy! – krzyknęła Kagura.

Jej przeciwniczka, odzyskując równowagę, szybko odskoczyła do tyłu, unikając kolejnego ataku służącej.
Ta trzymała w ręku otwarty srebrny, metalowy wachlarz, mający mniej więcej trzydzieści centymetrów długości, w którym, tak jak w przypadku paznokci Eiri, były ukryte ostrza.

– Giń.

Ciach!
Wachlarz przeciął na pół pergamin wiszący za Eiri. Jeszcze chwilę wcześniej znajdowała się tam jej głowa i gdyby kucnęła o ułamek sekundy później, z pewnością by ją straciła.

– Tcz. Widzę, że aż palisz się, aby mnie zabić, Kaguro!

– No co ty nie powiesz?!

Kagura cofnęła wachlarz i wyprowadziła kolejne cięcie wymierzone w głowę Eiri, tym razem od góry.
Atakowana złapała wiszący pod dekoracyjnym pergaminem miecz i zablokowała zmierzający ku niej cios jego pochwą.
Kagura w tym momencie zaczęła atakować jeszcze bardziej zaciekle, a jej oczy wręcz płonęły z żądzy krwi.

– Każdy by chciał zabić taką bezwstydną obrazę dla istot ludzkich. Kto by zniósł widok takiej ofiary? Mogłabyś zginąć szybciej?

– Hmmph. Odmawiam. Jeśli chcesz pozbawić mnie życia, możesz próbować, ale najpierw musiałabyś być w stanie to zrobić, co nie?

– Zamknij się i giń!

Kagura odskoczyła na bok, odbiła się od podłogi i uniosła wachlarz, aby wyprowadzić cios z góry.
Eiri blokowała wszystkie szaleńcze ataki dziewczyny pochwą miecza i robiła uniki, jej przeciwniczka natomiast nie przestawała atakować. Wyprowadzane cięcia były tak szybkie, że wachlarz przypominał latającego w powietrzu motyla, a jednocześnie zostawiał za sobą ślady światła.

– Cholera! Bezczelna! Co?!

– Ku…

Ataki Kagury były niesłychanie płynne, jednak Eiri wręcz mistrzowsko operowała mieczem, blokując bez problemu zmierzające w jej stronę cięcia. Czasem jednak wachlarz mijał jej zasłonę, tnąc kolumny, tatami czy meble – cały pokój był już pełen takich śladów.

– He? – wydał w końcu z siebie Kyousuke. Cała ta walka rozpoczęła się tak niespodziewanie, że całkowicie stracił wątek. W jednej chwili Kagura podawała im herbatę, a w następnej dziewczyny były pochłonięte tańcem ostrzy.

Kagura, kompletnie ignorując zszokowanych gości, wyprowadzała coraz to bardziej zacięte ataki. Kiedy walczące znalazły się na korytarzu, jeden z jej ciosów minął grzywkę Eiri zaledwie o kilka centymetrów.

– Co się stało? Co ty wyprawiasz? Jeśli nie przestaniesz uciekać, w końcu znajdziesz się w ślepym zaułku, wiesz? Wyciągnij w końcu ten miecz i kontratakuj!

– Nie.

– Czemu? Nie mów mi tylko, że nie chcesz mnie skrzywdzić!

– Nie.

– Kłamiesz! Jesteś tchórzem, który nie ma odwagi nawet wyciągnąć miecza? Boisz się mnie zabić, więc nawet nie wyprowadzisz jednego ciosu…

– Mylisz się.

Eiri, kucając, uniknęła kolejnego cięcia Kagury, jednocześnie przechodząc do ofensywy. Zrobiła obrót w miejscu, uderzeniem kciuka wysunęła miecz na parę centymetrów z pochwy, a potem powiedziała:

– Jeśli pytasz, czemu nie wyciągnę miecza, odpowiedź brzmi: bo zabiłabym cię, jak tylko bym to zrobiła.

– …?!

Eiri tak szybko wysunęła broń z pochwy, że jej ruchu nie dało się dostrzec gołym okiem. Kiedy ostrze odbiło światło słoneczne na swojej powierzchni, tkwiło już przy gardle jej przeciwniczki, dosłownie na grubość kartki papieru od niego. Kagura, próbująca wcześniej uniknąć cięcia, zamarła w bezruchu.

– Zabicie jednym ciosem jest podstawą eliminacji, prawda? Po wyciągnięciu miecza należy odebrać życie tym jednym wyprowadzonym cięciem. Jeżeli nie dosięgnie celu, będzie to oznaczać totalną porażkę. Jeszcze długa droga przed tobą, Kaguro – uśmiechnęła się Eiri.

Kagura mruknęła, zacisnęła zęby i wlepiła w nią gniewne spojrzenie. Unosząc podbródek, rzuciła:

– I kto to mówi? Ty… i zabicie jednym ciosem? Zadanie śmierci jednym cięciem? To takie przekonujące z ust Zardzewiałego Paznokcia, który tego nie potrafi. Skoro i tak nie możesz zabijać ludzi, powinnam zignorować ten miecz i posłać cię prosto do piekła, nieprawdaż?

Zapanowała napięta atmosfera, którą przerwał dopiero dźwięk shishi-odoshi i głębokie westchnienie Fuyou.

– Co wy wyprawiacie? Eiri, Kagura, natychmiast odłóżcie broń.

Dziewczyny przed wykonaniem polecenia najpierw spojrzały na kobietę, a potem na siebie nawzajem.
Kagura zamknęła swój wachlarz, tak jak Szkarłatne Ostrze Eiri stanowiący ukrytą broń, schowała go do swojego kimona i po strzeleniu językiem rzuciła pod nosem “A żebyś zdechła”.
Eiri nie odpowiedziała na zaczepkę. Wzruszyła ramionami, schowała miecz do pochwy, odwiesiła go na miejsce, a potem wróciła na swoją poduszkę.

– Eee… – Kyousuke nie wiedział, co ma jej powiedzieć.

Eiri uspokoiła go, mówiąc:

– Nie przejmuj się. Takie rzeczy przytrafiają mi się tu przez cały dzień.

– He? – To jeszcze bardziej zbiło chłopaka z tropu.

Kyousuke spojrzał na przecięty kubek, w którym wciąż jeszcze znajdował się lód. Otrzymanie ciosu, nawet draśnięcie, miałoby naprawdę dewastujący efekt.
I takie walki to dla niej codzienność?
Wszyscy w grupie Kyousuke byli po prostu przerażeni.
Fuyou w tym momencie powiedziała:

– Naprawdę przepraszam. Pomyśleć, że coś takiego miało miejsce na oczach naszych gości… Prosiłam Kagurę, żeby próbowała hamować się, jak to tylko możliwe, ale emocje po tak długiej rozłące musiały wziąć u niej górę. W końcu jest teraz w trudnym wieku.

– Najmocniej przepraszam.

Kagura podeszła do Fuyou, usiadła obok niej i przeprosiła, pochylając głęboko głowę. Następnie ją uniosła i otworzyła oczy, co lekko rozluźniło napiętą atmosferę.

– Być może jest już trochę za późno na właściwe przedstawienie jej, ale poznajcie: to Kagura Akabane, moja druga córka i młodsza o dwa lata siostra Eiri.

– Witam wszystkich – przywitała się cicho Kagura.

– Mimo walecznej natury nigdy nie zabija dla zabawy, więc nie musicie się o nic martwić. – Fuyou z uśmiechem na twarzy przeszła do wyjaśnień. – Klan Akabane przysięga wierność głowie rodu, a jego członkowie wykonują zlecenia jedynie po otrzymaniu od niej wyraźnego rozkazu. Członkowie głównej rodziny są pod bezpośrednim nadzorem głowy rodu, podczas gdy mniejszych rodzin odpowiednio ich przywódców, a ci muszą złożyć przysięgę posłuszeństwa osobie przewodzącej całemu klanowi. Tak więc wszyscy skrytobójcy z rodu Akabane działają tylko i wyłącznie na rozkaz głównej głowy rodu – wyjaśniła pełniąca tę funkcję Fuyou.

Tak jak miecze same nie krzywdzą swoich właścicieli, ci skrytobójcy nie zabijają z własnej woli. To “szermierz”, tutaj głowa klanu, wyprowadza cięcie zabijające przeciwnika. Innymi słowy, osoba przewodząca rodowi Akabane ma w nim władzę absolutną i stanowi unikatowy byt, któremu nie można się sprzeciwić. Skoro tak, Kagura próbowała zabić Eiri nie z własnej woli, a z polecenia Fuyou. Matka z pozoru dbająca o córkę, lecz w rzeczywistości…

– Fufu. Przy okazji, Eiri, zdajesz sobie sprawę, jak wspaniale walczyłaś? – Na twarzy siedzącej przed nieczującymi się zbyt pewnie gośćmi Fuyou pojawił się rozkoszny uśmiech. – Naprawdę się martwiłam, sądząc, że przez te pół roku pobytu z dala od domu twoje umiejętności trochę przyrdzewiały… Ale widać niepotrzebnie. Chyba niczego innego nie należałoby oczekiwać od najostrzejszego ostrza rodu. Gdybyś przejęła klan Akabane, mogłabym przejść na emeryturę bez najmniejszych zmartwień…

– Matko! – krzyknęła Kagura. – Siostra nie jest najostrzejszym ostrzem! To zwykły zardzewiały, tępy, kiepskiej jakości miecz. Ostrze, którym nie da się nikogo zabić, jest kompletnie bezużyteczne. To ja przejmę ród Akabane… Po zabiciu tej bezużytecznej siostry będę pierwsza w kolejce do tej pozycji!

– Hmm.

Oczy Kagury przepełniała wrogość, jednak Eiri uniknęła kontaktu wzrokowego z siostrą; jedynie zacisnęła mocno dłonie, które trzymała na kolanach.
Fuyou, kładąc rękę na policzku, powiedziała:

– Ojej, jaka ty jesteś wojownicza. Takie podobieństwo… Taka agresywna. W każdym razie musisz się pospieszyć i zostać ostrzem, które przewyższy twoją siostrę. A ty, Eiri, jeśli chcesz stać się prawdziwym skrytobójcą, musisz kogoś zabić.

– Tak, matko.

– W-Wiem, matko.

Kagura wyraźnie była wściekła, podczas gdy Eiri miała bolesny wyraz twarzy.
Fuyou westchnęła, kiedy jej córki pochylały głowy.

– Teraz nie układa się między nimi, ale kiedyś były ze sobą naprawdę blisko.

– …

Po usłyszeniu słów matki Kagura się skrzywiła. Z jakiegoś powodu wyglądała na bardzo niezadowoloną.

– …

Eiri, widząc reakcję siostry, zrobiła smutną minę.
Ponura atmosfera, jaka zapanowała, została momentalnie rozwiana przez radosny głos Fuyou.

– Posłuchajcie, niech wasze kłótnie na tym się skończą. Napijcie się mrożonej herbaty, bo zaraz lód się roztopi.

– D-Dobrze.

– Eeee… D-Dziękuję.

– Dziękuję.

– Nie ma w tym trucizny, prawda? – Bezmyślny komentarz Renko sprawił, że Kyousuke i reszta ich grupy natychmiast zamarli bez ruchu.

– Oczywiście, że nie – odpowiedziała Fuyou , zakrywając część ust dłonią. – Ród Akabane używa jedynie mieczy. Nigdy nie posuwamy się do tak wulgarnych metod jak trucizny.

Niebezpośrednio znieważony Busujima zrobił gorzką minę, jednak Fuyou nawet jej nie zauważyła.

– Przepraszam za bycie takim wulgarnym – mruknął pod nosem, po czym wypił herbatę jednym haustem. – P-Pyszna! Jeszcze nigdy nie piłem lepszej!

– To zwykła herbata za 400 jenów, wiesz?

– Co? Och, rozumiem…

– Kagura, cicho! Nie wypada mówić takich rzeczy przy gościach!

– Fufu. Pan Busujima jest naprawdę beznadziejny!

– Hmm. Chyba nie ma w tym trucizny. Chcesz pół mojej herbaty, Eiri?

– ….Nie.

Mimo zaciętej walki sprzed paru chwil w pokoju ponownie zapanowała spokojna atmosfera.
Tylko ja jeszcze się boję? – pomyślał Kyousuke, popijając herbatę.
Fuyou uśmiechnęła się do niego.

– Wybacz mi, proszę, nasze wcześniejsze zachowanie. W każdym razie witamy w rezydencji Akabane, drodzy goście z Zakładu Poprawczego Czyściec. Zamierzacie tu zostać na cztery dni i trzy noce, tak? Jak widzicie, jesteśmy na dalekiej prowincji, ale z przyjemnością was tu ugościmy.

× × ×

– Tędy proszę.

Fuyou przywołała kobietę w masce, najprawdopodobniej damę dworu rodu Akabane, która poprowadziła ich przez wielką posiadłość. Tuż przed rozstaniem z Kagurą i głową rodu ta powiedziała:

– Musicie być zmęczeni po długiej podróży, prawda? Zrelaksujcie się i wypocznijcie. Wyślę po was kogoś, kiedy kolacja będzie gotowa. Bez wahania proście, jeżeli coś będzie wam potrzebne.

– …

Matka, Fuyou, cały czas się uśmiechała, podczas gdy na twarzy milczącej Kagury uśmiech nie zawitał nawet na chwilę. Tylko w rodzinie, której wszyscy członkowie są zawodowymi mordercami, o czym goście wiedzieli zawczasu, można było spotkać takich dziwnych krewnych.
Oczywiście Eiri oprócz Kagury miała także inne rodzeństwo, młodszych brata oraz siostrę i starszego brata. Innymi słowy, czworo osób, które mogły zaatakować w każdej chwili… A przecież zebrała się tam cała rodzina Akabane, co zresztą przyprawiało Kyousuke o ból serca.
Eiri najwyraźniej także nie tryskała humorem – od opuszczenia sali powitalnej przez cały czas wyglądała na ponurą.
Mimo tak ciężkiej atmosfery…

– Łooooo! Niesamowite! Nie mogę uwierzyć, że jest tu jeszcze jeden dziedziniec.

– Który to już? Trzeci? Jak wielki jest ten dom?!

Idące za damą dworu, jednak przed Kyousuke i resztą, podekscytowane Renko i Ayaka przełamywały ciszę radosną rozmową, bez przerwy rozglądając się na wszystkie strony.

– Ten dom jest naprawdę wielki. Niecodziennie ma się okazję zobaczyć coś takiego. Chcecie później go pozwiedzać?

– Na Ayakę możesz liczyć! Poszukajmy tajnych pokoi!

– Ta! Brzmi nieźle, co? Ten dom jest jak baza ninja, nie?

– Właśnie, właśnie! Pewnie pełno tu tajnych drzwi i przejść.

– Albo zapadni i pułapek z kolcami! Zabawa w chowanego będzie tu naprawdę przednia!

– …

Renko i Ayaka całkowicie ignorowały idącą tuż przed nimi damę dworu, a Kyousuke i Eiri, widząc ich zachowanie, wymienili się spojrzeniami. Czerwonowłosa dziewczyna westchnęła, łapiąc się za czoło.

– One kompletnie nie zdają sobie sprawy z tej całej napiętej atmosfery, co?

– Zachowują się, jakby były na jakiejś wycieczce.

Nie tylko Renko, ale nawet Ayaka w ogóle się nie boi? Przecież to dom słynnych morderców, wszytko może stać…
Kiedy Kyousuke szedł jak z kijem w dupie, martwiąc się o siostrę, usłyszał zza pleców:

– Nie bądź taki poważny. Nie wydaje ci się, że jest tu wspaniale? – Idący niespiesznie za chłopakiem Busujima poprawił swój słomiany kapelusz. – Członkowie rodziny Akabane nie podejmują żadnych akcji bez zgody głowy rodu, prawda? Potraktuj to jako zwykłą wycieczkę i zacznij się bawić. Dobrze jest oczywiście zachować czujność, ale po co być tak spiętym? Zresztą o nic nie musisz się martwić, ja cały czas mam na wszystko oko. – W tym momencie z nogawicy nauczyciela wypełznął różowy wąż z trójkątną głową.

– Ach…

Pokryty geometrycznymi wzorami gad pokonał werandę, wpełznął na podwórze, po czym ruszył w stronę stojącej samotnie, kamiennej latarni, pod którą zakopał się w piasku, znikając całkowicie z oczu Kyousuke.

– Wypuściłem tutaj kilku moich przyjaciół. Będą donosić mi o każdym podejrzanym działaniu. Moja Jadowita Opera gra tu cały czas po cichu. Tylko ciiicho o tym. – Busujima przystawił palec wskazujący do ust i puścił oko.

Mimo jego upiornego wyglądu wydawało się, że można na nim polegać. W końcu miał przy sobie mnóstwo jadowitych stworzeń, którymi mógł bez najmniejszych problemów sterować, no i dzięki nim nie powinien mieć problemu z obserwacją całego budynku.

– Panie Busujima, po raz pierwszy choć trochę mi pan zaimponował.

– Ta. Całkiem nieźle. Najwyraźniej jedynie pana wygląd jest taki lamerski.

– Te komplementy były trochę dwuznaczne… Cóż, trudno. Niecodziennie trafia się okazja na takie wakacje, więc bawcie się dobrze. – Busujima uśmiechnął się, jednocześnie wypuszczając trującą ćmę ze swojego bagażu.

– Chyba ma pan rację – stwierdził Kyousuke, rozluźniając ramiona.

Jednak humor Eiri nie poprawił się ani trochę. Wpatrzona w pajęczą sieć na suficie, tuż nad swoją głową, powiedziała pod nosem: – Matka zapewne przejrzała już wszystkie pana śmieszne sztuczki.

– Te dwa pokoje zostały przygotowane na wasze przybycie. – Prowadząca towarzystwo dama dworu rozsunęła przed nimi tradycyjne, japońskie drzwi.

Renko i Ayaka bez zastanowienia wbiegły do środka z krzykiem.

– Łaa, ale ładny! Wspaniały pokój, prawda? – Łuusz.

– Zupełnie jak w jakimś luksusowym hotelu! Jest nawet telewizor! Niesamowite!

Chwilę później Kyousuke i reszta dotarli do wspomnianego pomieszczenia.
Pokój miał wielkość ośmiu mat tatami. W jego centrum stał niski, japoński stół, a na nim przekąski, imbryk, filiżanki oraz przygotowane do zaparzenia liście herbaty. Alkowa została udekorowana świeżymi kwiatami oraz wiszącym między nimi pergaminem, natomiast w szafie znajdował się telewizor.
Renko i Ayaka biegały jak dzieci dookoła całości.

– Aaaa, widać nie możemy zostawić bagażu w alkowie – mruknął pod nosem Busujima, grzebiąc w swojej torbie.

– Panie Busujima, jak podzielimy pokoje? – spytała Renko.

Ayaka krzyknęła, unosząc rękę:

– Ja wiem! Ayaka będzie dzielić pokój z braciszkiem!

– A ja z nim? Nie, dzięki.

Momentalnie odrzucony Busujima równie nagle się podłamał. Zdejmując z głowy słomiany kapelusz, powiedział:

– Nie. Chłopcy i dziewczyny muszą mieć osobne pokoje. Kamiya będzie spać ze mną.

– Eee, nawet pan Busujima chce spać z Kyousuke?! N-Niemożliwe…

– Nie może pan tego zrobić! Braciszek nie jest z takich! Poza tym z kimś w średnim wieku jak pan… Ayaka nigdy pana nie zaakceptuje!

– Za długo siedziałyście na słońcu?

– Zawsze miały coś z głową.

– Przepraszam za niedoprecyzowanie, panienko Renko Hikawa – wtrąciła się nagle dama dworu. – Panienka ma przygotowany osobny pokój.

– He? – wydała z siebie Renko, zaskoczona całą sytuacją. – Przez oddzielny pokój masz na myśli…?

– Będziesz spać w składziku mieszczącym się na terenie nieruchomości.

– Składziku?

– Tak, składziku.

– Skłaaadziiiku?! – Renko aż upadła na podłogę z zaskoczenia. – Czemu tylko ja mam spać w składziku?! Nieważne, jak na to spojrzeć, jestem przecież człowiekiem, wiesz?!

– Tak, wiem.

– Skoro tak, to musiało ci się coś pomylić!

– Nie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, iż przydzielono ci składzik.

– Dlaczego?! Przecież sama przyznałaś, że nie jestem przedmiotem!

– Najmocniej przepraszam. Wykonuję jedynie polecenie głowy rodu. Jednak wiem trochę o twojej prawdziwej tożsamości, więc według mnie to właśnie ona może wyjaśniać, czemu głowa rodu uznała, że należy cię odizolować.

– Gnnnnn.

Renko, nie mogąc na to odpowiedzieć, całkowicie zamilkła. Gdyby jej limiter, maska, został usunięty, zmieniłaby się w psychopatycznego mordercę, którego każda emocja jest powiązana z zabijaniem. Kogoś takiego należy mieć na oku, a także nie powinno się pozwolić, aby dzielił z kimś pokój. W końcu przy każdym zdjęciu maski wskazana była całkowita izolacja niebezpiecznej dziewczyny.
Szoooko.

– Nie łam się. – Eiri poklepała Renko po ramieniu, po czym spojrzała na stojącą w wejściu damę dworu. – Przy okazji – co ze mną? Mogę spać w moim pokoju?

– Panienka może sama wybrać.

– Dobra, rozumiem.

– Pokój Eiri?! – Do tej pory całkowicie załamana Renko nagle ożyła. – Zżera mnie ciekawość, jak wygląda! Gdzie jest? Gdzie twój pokój?!

– He? Jakby to było coś ważnego.

– Ja też chcę go zobaczyć! Prowadź szybko! – krzyknęła równie podekscytowana Ayaka.

– Nie – skwitowała Eiri lodowatym głosem.

– Eee…

– Czemu nie?

– Właśnie.

– Masz tam straszny bałagan?

– Trzymasz tam coś, czego aż tak się wstydzisz?

– Nic z tych rzeczy. Po prostu nie chcę.

– Bardzo ładnie proszę.

– Nie.

– Naprawdę nam go nie pokażesz?

– Nie. W żadnym razie.

– …

Renko i Ayaka wymieniły się spojrzeniami, a potem…

– W takim razie pora na zwieeeeedzanie!

– Chodźmy poszukać pokoju Eiiiriiii!

– Ej, co wy…?!

…minęły Eiri, wybiegły z pokoju i za drzwiami się rozdzieliły. Renko ruszyła w prawą, a Ayaka w lewą stronę.

– Ale te idiotki są nieznośne… Kyousuke!

Eiri miała już za nimi ruszyć, ale nagle się zatrzymała, wskazując ręką lewą stronę korytarza.

– Ty zajmij się swoją siostrą, ja złapię Renko!

– Dobra!

Rozdzieliwszy role, wybiegli z pokoju.
Już po paru chwilach kroki całej czwórki całkowicie ucichły, a w pokoju zostali jedynie pan Busujima oraz dama dworu.

– …

– …

Po krótkiej chwili, składając szybki pokłon, także i ona się oddaliła, zostawiając nauczyciela samego jak palec.

– Heh. Napiję się herbaty – powiedział Busujima, biorąc do ręki imbryk oraz liście.

× × ×

– Ej, czekaj! Ayaka, zatrzymaj się na chwilę!

– O, to ty, braciszku. – Biegnąca przez długi korytarz dziewczyna stanęła, obejrzała się za siebie i dodała: – Coś się stało?

– Że też masz nerwy pytać o coś takiego…

W odpowiedzi Ayaka spojrzała pytająco na brata. Kyousuke uderzył ją lekko w głowę, po czym zaczął besztać. – Wymknęłaś się spod kontroli, głupia. Nie uciekaj tak nagle, jasne?

– Ahaha, przepraszam. Poniosło mnie trochę, bo dom Eiri jest taki wspaniały.

Trzymająca się za głowę po uderzeniu dziewczyna wystawiła język i rozejrzała się dookoła.
Weranda, na której się znajdowali, nie była zbytnio oddalona od pokoi gościnnych. Z lewej strony graniczyła z podwórzem oraz kurtyną zasłaniającą słońce, po prawej zaś z rzędem papierowych drzwi w starojapońskim stylu.

– To nie tak, że nie rozumiem, jak się czujesz, tylko… w końcu nie nasz dom, więc nie hałasuj za bardzo, bo będziesz przeszkadzać innym, dobrze?

– Przepraszam. – Ayaka zwiesiła głowę, a jej kucyki, przewiązane purpurowymi wstążeczkami, zaczęły bujać się na boki.

Kyousuke westchnął, po czym drapiąc się po włosach, powiedział:

– Poza tym martwię się o ciebie. Lepiej tak sobie nie biegać po domu, którego każdy jeden mieszkaniec to zawodowy morderca. Ta rodzina jest po prostu nienormalna. Są o wiele bardziej niebezpieczni niż skazani za morderstwo, jakich poznałaś, rozumiesz? Nawet jeżeli pan Busujima ma na wszystko oko, nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, jeśli tak po prostu pójdziesz sobie zwiedzać.

– Bardzo przepraszam, że mam taką nienormalną rodzinę – dobiegł ich chłodny głos bez cienia emocji, przez który Kyousuke poczuł się, jakby nagle wbito mu nóż w plecy.

– Łaaaa! – Skoczył przed siebie, po czym spojrzał za plecy, napotykając wlepione w siebie ostre spojrzenie pary czerwonych oczu. Należały one do ubranej w czerwone kimono Kagury Akabane, młodszej siostry Eiri, która nie ukrywała wrogiego nastawienia do gości.

– K-Kiedy ty…

Kyousuke z siostrą stał na środku werandy, jednak nie usłyszeli żadnego dźwięku świadczącego, że mogła się do nich zbliżać. Obrócona w jej stronę Ayaka pewnie jej nie dostrzegła, ponieważ miała wtedy zwieszoną głowę.

– Jesteś tą dziewczyną, która nagle zaatakowała Eiri i dostała od niej lańsko po dupie!

– He?

Kagura skierowała na Ayakę jeszcze ostrzejszy wzrok niż chwilę wcześniej. Także spojrzenie Kyousuke padło na jego siostrę.

– No weź, co za bzdury ty…

– Bzdury? Braciszku, przecież sam widziałeś, prawda? Ta dziewczyna zaatakowała Eiri nożami ukrytymi w wachlarzu, ale szybko dowiedziała się, gdzie jest jej miejsce. Fufu. Naprawdę mnie to zaskoczyło! Eiri jest naprawdę wspaniała, wiesz? Mimo że została zaatakowana z zaskoczenia, bez najmniejszego wysiłku…

– Ayaka!

Kyousuke zakrył niewinne, jednak niewyparzone usta siostry.

– Jesteś nieuprzejma! Może i masz rację, ale nie mówi się ludziom, że pokazano, gdzie ich miejsce! Co zrobisz, jeśli cię przez to zaatakuje?

– Wtedy mnie obronisz, braciszku.

– No tak…

– W takim razie nie mam się o co martwić. Wbij ją w ziemię!

– Kto tu niby kogo pobije? – powiedziała niskim głosem Kagura, wlepiając wściekłe spojrzenie w Ayakę.

Ta nie okazała jednak strachu. Prychnęła, wypięła płaską jak deska pierś i powiedziała:

– Braciszek zrobi z ciebie mokrą plamę! On z nikim nie przegrywa. Nie możesz nawet pokonać Eiri, więc jest o sto lat za wcześnie, żebyś mogła choćby pomyśleć o startowaniu do braciszka.

– Co…?

Kagura, słysząc słowa Ayaki, aż zmarszczyła czoło.
Przyglądający się zaistniałej sytuacji z boku Kyousuke mruknął ze zdziwienia, podczas gdy siostra Eiri zadrwiła z nieukrywaną pogardą w głosie:

– Jakbym mogła z nim przegrać… Hmph. Co za żart. Siostra jako przeciwnik to zupełnie inna kwestia, ale taki nikt jak on? Sto lat? Dobre sobie. Odetnę mu łeb w dwie sekundy.

– Odetniesz łeb w dwie sekundy? Co za żałosny tekst. Łał. Nikt przy zdrowych zmysłach tak by nie powiedział.

– Na ciebie nie potrzebowałabym nawet tyle.

– Chcesz spróbować?

– Z przyjemnością.

– Chwila! – krzyknął Kyousuke, stając pomiędzy dziewczynami. – Przestańcie się kłócić! W każdym razie uspokójcie się.

– Przecież jestem spokojna, prawda?

– Ayaka jest bardzo spokojna.

– No nie bardzo.

W oczach Kagury widać było niezbyt normalny blask, podczas gdy spojrzenie Ayaki spowijał gęsty mrok. Obie wyglądały podejrzanie, zupełnie jakby zaraz miały skoczyć sobie do gardeł. Zresztą siostra Eiri nawet sięgnęła do pasa, gdzie wisiał jej metalowy wachlarz.
Jednak ponieważ to Ayaka zaczęła kłótnię, Kyousuke jako jej starszy brat musiał przeprosić pierwszy.

– Przepraszam, że moja siostra cię uraziła. Była wyjątkowo nieuprzejma…

– Wcale nie! To ona była nieuprzejma! – zaprzeczyła Ayaka, kierując palec wskazujący na Kagurę. – Mówię tylko prawdę! Poza tym ta szmata potraktowała braciszka jak idiotę! Obraziła cię, nazywając nikim i twierdząc, że zabicie cię zajmie jej ledwie sekundy oraz że braciszek jest playboyem, który flirtuje z każdą napotkaną dziewczyną.

– Tego ostatniego nie powiedziała.

Czyli to ona tak mnie widzi, co?
Widząc, że Kyousuke z jakiegoś powodu posmutniał, Kagura prychnęła z dezaprobatą, po czym powiedziała: – Takaś pewna, że bym z nim przegrała? To nawet nie podpada pod żart, to zwykłe urojenie… Co za szok. Jesteś tylko typową idiotką, która nie potrafi ocenić siły przeciwnika.

– Akurat ty nie masz prawa tak mnie nazywać. Ayaka jest bardzo mądra!

– Ojejciu, znowu te urojenia? Na jakiej podstawie wnosi…

– Bo ktoś inny jest bardzo głupi. Mówię o Eiri.

– Co? – W mgnieniu oka Kagura spoważniała. – Nazywasz siostrę… głupią?

– Tak. Miała przedostatni wynik na egzaminach, wiesz? Skoro Eiri jest aż tak głupia, nie wyobrażam sobie, żeby jej siostra mogła być choćby odrobinę lepsza. Fufu. Och, przy okazji – ja miałam trzeci wynik, trzeci najlepszy oczywiście.

Zmieniając w końcu gniewną minę, Kagura strzeliła językiem.

– Nie porównuj mnie do tamtej bezużytecznej osoby.

– Jak możesz nazywać tak siostrę?!

– Przecież taka jest, prawda? Ukończyła szkolenie i została zawodową morderczynią, a mimo to nie może nikogo zabić. Przez to w pewnym momencie każdy morderca stanie się bardziej profesjonalny od niej. Powinny istnieć jakieś limity tego, jak bardzo można skompromitować rodzinę. Rety… Gdyby tylko nigdy nie wróciła – powiedziała pod nosem Kagura; w jej głosie wyraźnie było słychać żal. Wyciągnęła swój wachlarz, mówiąc: – Różnię się od niej. Mogę zabijać bez mrugnięcia. I zabijałam już wielokrotnie. Splamienie Czerwonego Ptaka, mojego wachlarza, twoją krwią to zwykła drobnostka. W końcu jako część rodu Akabane jestem w tych sprawach profesjonalistką. – Kończąc zdanie, zrobiła lekki zamach dłoni, otwierając tym samym swój wachlarz.

– …?

Ayaka zrobiła krok do tyłu, a Kyousuke się spiął.
Z twarzy Kagury zniknęły wszelkie emocje. Zrobiła krok do przodu i…

– Ale możecie się rozluźnić. Nie dostałam rozkazu, aby was zabić. Cieszcie się życiem. Ja z wami skończyłam, tak więc już się oddalę – skwitowała z uśmiechem na twarzy, wachlując się swoją bronią, kiedy mijała Kyousuke i jego siostrę.

– …

Nim odeszła, odwróciła się i dodała:

– Kiedy otrzymam taki rozkaz, natychmiast zabiję was wszystkich.

Tak jak delikatnie wysunięte ostrza, na które akurat padło światło słoneczne, stanowiły jedynie sugestię, tak w powietrzu dało się wyczuć co najwyżej nutkę żądzy krwi. Jednak to wystarczyło, żeby rodzeństwo przez dłuższą chwilę bało się nawet ruszyć.

× × ×

– Aaaaaaa, puuuuść mnieeee! Puuuuuuuuszczaaaaj!

Ziew.
Po rozstaniu z Kagurą rodzeństwo ruszyło w stronę pokoi gościnnych, w pobliżu których usłyszeli krzyki Renko. Zdziwieni nimi, a także zmartwieni o los dziewczyny, pobiegli w miejsce, skąd dobiegał wrzask. Zastali tam przygwożdżoną do ziemi zamaskowaną dziewczynę oraz trzymającą ją w odwróconej blokadzie rąk, znudzoną Eiri.

– O, Kyousuke. Widzę, że i ty złapałeś swój cel.

– Ta. Powiedz… Co ty właściwie robisz?

– Nic takiego. Musiałam przygwoździć ją do ziemi, bo próbowała uciec.

– Hiiaaaaaa! Złamię się! Jeśli będziesz tak mocno ciągnąć, stawy nie wytrzymają! Nie ciągnij, proszę, wybacz mi! Obiecuję więcej nie ucieeeekać!

– Ta, ta.

Eiri westchnęła, po czym zwolniła chwyt.
Renko złapała się za ramię, a potem rozciągnęła.
Ayaka po chwili do niej podbiegła i obejmując jej głowę, spytała:

– Renko, nic ci nie jest?!

– Ayeczko… nie dam rady. Nawet jeżeli sama, musisz… aaaa.

– Reeeeenkoooo! – Szloch. – Rozumiem. Nawet jeżeli będę musiała sama to zrobić, przeszukam dokładnie ten dom. Pokój Eiri musi zostać odnaleziony bez względu na poniesione straty.

– Ej, Ayaka, idziemy.

– Ach, dobrze.

– He?!

Ayaka odepchnęła głowę Renko na bok, która tracąc nagle podparcie, uderzyła mocno o podłogę. Szybko jednak wstała.
Szooko. – To było niemiłe. Chciałam tylko zobaczyć twój pokój. Czemu tak bardzo się temu sprzeciwiasz? Dziwne.

– Wcale nie. Na pewno to twoje „tylko zobaczyć” skończyłoby się na gruntownym przetrząśnięciu całego pomieszczenia.

– Czyli masz tam coś, co chcesz ukryć przed innymi? – Łuusz.

– Hmm. Niezbyt. Niby jak coś takiego miałoby…

Kłócące się dziewczyny ruszyły w stronę pokoju dla gości. Po drodze jednak Renko rzuciła:

– Skoro i tak jesteśmy poza pokojem, oprowadź nas po domu, żebyśmy przywykli do nowego środowiska. Dla przykładu wiedzieli, gdzie jest kibelek.

I tak grupka zaczęła zwiedzać budynek.
Podczas tej wycieczki Kyousuke spytał o coś, co leżało mu na sercu od dłuższego czasu:

– Eiri, ty… masz kiepskie relacje z siostrą?

– Czemu pytasz?

– Wpadliśmy na nią i…

– Mówiła coś o mnie?

– Ta… – Kyousuke nie wiedział, jak ma rozwinąć odpowiedź na to pytanie. Kiedy chłopak zastanawiał się, czy wspomnieć o „bezużyteczna”, „hańba dla rodziny”, „gdyby tylko nie wróciła”, czy może całkowicie puścić je w niepamięć…

– Hańba dla rodu Akabane, bezużyteczna, tchórz, idiotka, wstyd dla rodziny, bezwstydna, upośledzona umysłowo, niekompetentna, niezdolna… Coś poza tym? Zobaczmy, może „gdyby tylko nigdy nie wróciła”. To chyba tyle, nie? – Eiri bez trudu zgadła.

– He?! – wykrztusił ze zdziwienia Kyousuke.

Eiri z gorzkim uśmiechem powiedziała:

– Cały czas to od niej słyszę, dla mnie to codzienność. Doskonale wiem, że jestem dla niej cierniem w oku. W końcu w rodzie Akabane panuje matriarchat.

– Matriarchat? To znaczy, że rodzą się głównie dziewczyny?

– Też. Czerwień symbolizuje krew, krew narodziny, a narodziny równają się kobietom. Ale nie o to tu chodzi, chociaż dzięki temu moja rodzina nigdy nie miała problemu z wyborem głowy rodu. Zawsze zostaje nią kobieta. Linia dziedzictwa idzie od najstarszej córki, przez drugą i trzecią… Zawsze najmłodsza córka będzie w niej wyżej od najstarszego męskiego członka rodu. Przez te wszystkie lata głową rodu było pięć drugich córek i jedna trzecia, we wszystkich pozostałych przypadkach ta pozycja przypadała najstarszej dziewczynie. Tyczy się to także mojej matki. – Eiri szła przez werandę, patrząc cały czas na czerwone kwiaty, kwitnące na podwórzu. Mówiąc o tym wszystkim, miała bardzo spokojny, wręcz obojętny głos. – No ale na nieszczęście ja, najstarsza córka, nie jestem w stanie zabijać. Niezaprzeczalny talent, jakim zostałam obdarzona, został zmarnowany, jednak wciąż daje innym niepotrzebne nadzieje i sprawia, że nie mogą się mnie całkowicie wyrzec. Jednak druga córka, Kagura, nie może w ogóle zaakceptować myśli, że w klanie urodziła się taka osoba, chociaż dawno temu, zanim jeszcze dowiedziała się o mojej niemożności do zabijania, była we mnie zapatrzona. – Eiri wydawała się niesamowicie smutna, kiedy weszła na jej temat.

Kagura nienawidziła siostry, ale ta nie odwzajemniała tego uczucia; raczej wydawała się mieć do niej skruszone nastawienie.

– Nie ma żadnego sposobu, żebyście mogły się pogodzić?

– Wątpię. Przynajmniej dopóki nie jestem w stanie zabijać.

– Hmm… – Kyousuke odwrócił głowę i popadł w zadumę.

Eiri miała rację. Jak tylko kogoś zabije, matka bez słowa przekaże jej rodzinny biznes. Powód, dla którego Kagura ją nienawidzi, zniknie, czyli także relacje pomiędzy siostrami się poprawią. Rozgoryczenie, smutek, niepewność, wszystkie te uczucia nagromadzone w sercu Eiri po prostu znikną.

– Ale, Eiri, naprawdę chcesz…

Zanim jeszcze Kyousuke dokończył zdanie, dziewczyna nagle się zatrzymała, skupiając spojrzenie w jakimś punkcie na podwórzu.

– Ee, co jest z tobą?

– Zauważyłaś coś ciekawego?

Idące za nią Renko i Ayaka także się zatrzymały, spoglądając w tę samą stronę co ich koleżanka.
Na rozległym podwórzu wśród wielu skał stała kamienna latarnia, widać było także niewielkie wzniesienie usypane z białego żwiru. W rogu, tuż przed zadbaną zielenią, widniał czerwony ślad, którego barwa była o wiele żywsza niż rosnących w jego pobliżu kwiatów. Na jego końcu dało się dostrzec dwie figury w cynobrowych kimonach. Sądząc po rozmiarze ubrań, najprawdopodobniej musiały to być dzieci, zajęte zabawą czymś leżącym tuż przy kwiatach.
Ciach – dobiegł dźwięk. – Ciach, ciach, ciach, ciach.

– …?

Nagle wszystko ucichło. Dzieci zorientowały się, że są obserwowane, i obróciły głowy w stronę grupki Kyousuke.
Ayaka i Renko krzyknęły głośno ze strachu, a chłopak wydatnie przełknął ślinę.
Twarze przyglądających się im dzieci były całe w świeżej krwi.

– Ach! – rzuciły po krótkiej chwili, reagując z drobnym opóźnieniem i jednocześnie otwierając szeroko oczy. – Siostrzyczka Eiri! – krzyknęły, rzucając się do biegu. W machających rękach trzymały wielkie nożyce, jedne czarne, drugie białe. Chociaż pomalowane zostały w kontrastujące ze sobą kolory, miały cechę wspólną – obie pary były całe w świeżej krwi, która rozchlapywała się na wszystkie strony.

– To siostrzyczka Eiri! Eiri!

– Ej, to nie wygląda, jakby wzięły nas na cel?!

– Powinnyśmy przeprowadzić kontratak?!

– Nie, nie, Ayeczko! Uciekaj, szybko!

– To siostrzyczka Eiri! Eiri! Siostrzyczka Eiri, siooooooostrzyyyyyczka! Łaaaaa!

Zanim Kyousuke, Renko i Ayaka popadli w totalną panikę, dzieci zdążyły już do nich dotrzeć. W biegu zrzuciły swoje drewniane japonki, wskoczyły na werandę, otoczyły Eiri i…

– Siostrzyczko, witamy w domu!

– Witaj w domu, siostrzyczko Eiri!

Zachowujące się strasznie głośno dzieci wyglądały, jakby miały zaraz na nią skoczyć. Na szczęście nie zrobiły tego, ponieważ całe ich ubrania oraz włosy były ubabrane we krwi i jeszcze jakiejś dziwnej mazi.
Eiri najwyraźniej zdążyła do tego przywyknąć. Z uśmiechem na twarzy powiedziała:

– Tak, wróciłam. Jak się czujesz, Ryou?

– Dobrze!

Dziecko o imieniu Ryou uniosło swoje czarne nożyce w górę.

– Nie przeziębiłaś się, Ran?

– Nie!

Dziecko o imieniu Ran ścisnęło mocno swoje białe nożyce.
Młodsze rodzeństwo Eiri było identyczne – ciemnoczerwone włosy ścięte do ramion, takie same twarze, a nawet włosy. Dało się je odróżnić jedynie po kolorze trzymanych nożyc. Ignorując całkowicie Kyousuke i resztę jego grupy, bawiące się nożycami dzieciaki mówiły niezwykle szybko na zmianę:

– Siostrzyczko Eiri, siostrzyczko Eiri.

– Słuchaj! Słuchaj!

– Coś się tam ukrywało!

– Coś dziwnego!

– Coś dziwnego?

– Tak! – odpowiedziały jednocześnie dzieci.

Nawet ich oddechy były idealnie zsynchronizowane.

PLC04 - NCP03
image-1403

– Czerwone, żółte.

– Purpurowe, zielone.

– Pająki i stonogi, jakich nigdy nie widziałem.

– Węże i żaby, jakich nigdy nie widziałam.

– Tak wiele dziwnych rzeczy.

– Taaaaaaaak dużo ich było!

– Och… – Eiri zmarszczyła czoło.

Bliźniaki spojrzały na siebie wzajemnie, po czym powiedziały:

– Ten wąż, co go właśnie znaleźliśmy, był taki dziwny.

– Tak! Miał takie śliczne kolorki!

– Jak świeżo wyciągnięte jelito.

– Jak małe jelito, cały różowy!

– …?!

Mówiły o różowym, jadowitym wężu, którego pan Busujima wypuścił po drodze do pokoi gościnnych. Innymi słowy, te ślady krwi na bliźniakach oznaczały…

– Ale chciał nas ugryźć…

– Więc go zabiliśmy!

– Odciąłem mu głowę.

– Pocięłam go!

– Ale wciąż żył.

– Wciąż się wił.

– To wyglądało obrzydliwie!

– Więc pocięliśmy go na małe kawałeczki.

– Ryou użył swojego Czarnego Krzyża!

– A Ran swojego Białego Krzyża!

– Cięliśmy od głowy do ogona.

– Ciach, ciach.

Dzieci śmiały się niewinnie, tnąc nożyczkami w powietrzu.
Ślady krwi i płyny na broni oraz ubraniach dzieci bez wątpienia należały do zwierząt, które pan Busujima wypuścił, aby mieć cały czas oko na posiadłość.

– Ech, a więc zginął – westchnęła Eiri.

Za to wszystkim w grupie Kyousuke odebrało mowę.
Bliźniaki dopiero teraz ich zauważyły.

– Ci ludzie, nie mów…

– Tak, to na pewno oni!

Szept, szept, szept.
Dzieci zbliżyły głowy do siebie i zaczęły szeptem o czymś dyskutować.
Kiedy Kyousuke, Renko oraz Ayaka zastanawiali się, co jest grane, Eiri zaczęła przedstawiać bliźniaki.

– To moje młodsze rodzeństwo. Jak widzicie, są bliźniakami. Mają dziewięć lat. Ten z czarnymi nożycami to Ryou, mój młodszy brat, a ta z białymi to moja siostra Ran.

– Miło cię poznać, braciszku!

– Miło cię poznać, siostrzyczko!

Bliźniaki zakończyły swoją dyskusję i po przedstawieniu ich uprzejmie się ukłoniły.

– Cz-Cześć…

– Miło mi.

– Miło was poznać!

Wciąż nie wiedząc, co robić, trójka gości po prostu się przywitała.
Bliźniaki przyglądały się ich twarzom z nieukrywaną ciekawością. Radosne spojrzenia dzieciaków oraz buźki ubabrane we krwi stanowiły tak wielki kontrast, że ten widok był po prostu przerażający.

– Ej, braciszku!

– Ej, siostrzyczko!

– Ryou już wie!

– Ran też wie!

– Braciszku, jesteś mordercą, prawda?

– Wszyscy jesteście mordercami, prawda?

Śmierdzące krwią bliźniaki podeszły do Kyousuke, Renko i Ayaki, a potem z podekscytowaniem zaczęły ich wypytywać:

– Jakiej broni użyliście?

– Jak zabiliście?

– Dlaczego zabiliście?

– Ran jest super ciekawa!

– Ryou jest super ciekawy!

– Proszę, proszę, proszę, proszę, proszę, powiedz!

– Chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć, chcę wiedzieć!

Ciach-ciach. Ciach-ciach.
Dzieci zaczęły otwierać swoje nożyce, podchodząc do przerażonych gości…

– Idźcie się umyć i wróćcie, jak się przebierzecie – powiedziała Eiri, delikatnie uderzając bliźniaki w głowy. Te jęknęły, spojrzały na siebie, a potem zachichotały, jakby zobaczyły coś zabawnego.

– Dobrzeeeee! – odpowiedziały energicznie. Złapały się za ręce i pobiegły w głąb domu.

Grupa gości nie miała zielonego pojęcia, co ma powiedzieć.

– Co, u licha, jest z nimi?

– Były zbyt podekscytowane! Nie da się za nimi nadążyć.

– To u nich normalne. Przy okazji, powinnyśmy to zgłosić? – Eiri wskazała palcem krwawe ślady w rogu podwórza.

Parę sekund później…

– Coś się stało?! Moi przyjaciele wrócili do mnie, zgłaszając niebezpieczeństwo… – W tym momencie dotarł tam pan Busujima. Jak tylko dostrzegł stertę zwłok swoich ulubieńców, wybuchł płaczem. – Nieeeeeeeeeeeeeee, Kobiyan?! Kobiiiyaaaaaaaaan! – Szloch, szloch. – Czemu, czemu to się stało… – Szloch, szloch. – Łaaaaaaaaaaaa!

× × ×

– Naprawdę bardzo przepraszam za ten incydent.

– Bardzo przepraszam!

– Bardzo przepraszam!

Fuyou przyszła do pokoju gości i przepraszając, klęknęła przed nimi głęboko, dotykając czołem podłogi. Bliźniaki postąpiły tak samo, naśladując gest matki.
Busujima siedział naprzeciwko ze skrzyżowanymi nogami oraz rękoma i z głową obróconą w inną stronę. Wyglądał na strasznie zdenerwowanego. Zresztą nic w tym dziwnego, w końcu jego zwierzaki zostały bezlitośnie zabite.
Ta scena miała miejsce jakiś czas po tamtym incydencie. Według damy dworu, która przyjrzała się sprawie, w całej posiadłości znaleziono w sumie sześć ciał w stanie podobnym do pociętego na małe kawałeczki jadowitego węża.
Fuyou podniosła się z podłogi, a następnie powiedziała ze smutną miną:

– Co prawda, zawsze wpajałam im, by powstrzymały się od niepotrzebnego mordowania, bo mają drobną tendencję do upajania się rzezią, jednak czasem jedno z nich się zapomni i zabijają małe zwierzątka. To nowicjusze bez pełnej kontroli nad swoimi morderczymi zapędami. Nie udało mi się ich właściwie wyszkolić, przez co doszło do tego nieszczęsnego incydentu. Naprawdę bardzo przepraszam.

– Bardzo przepraszam!

– Bardzo przepraszam!

Grupa Kyousuke przyglądała się zajściu, popijając herbatę przy stojącym z boku stole. Mimo że przed Eiri klęczeli członkowie jej rodziny, ta nawet na nich nie patrzyła. Jadła dalej swoją porcję klopsików gotowanych na parze, zupełnie jakby kompletnie nic się nie działo.
Po chwili ciszy pan Busujima w końcu się odezwał.

– Już mnie to nie obchodzi. Podnieście głowy. Nieważne, ile będziecie przepraszać, to nie wróci im życia. Wypuszczenie niebezpiecznych, jadowitych zwierząt było niedopatrzeniem z mojej strony. Tak, moim niedopatrzeniem. Powinienem był puścić przyjaciół bardziej nadających się do walki, przynajmniej mogliby się bronić… – Chociaż Busujima uznał całą sytuację za niedopatrzenie ze swojej strony, dość długo mamrotał jeszcze pod nosem ze zwieszoną głową – w końcu śmierć pupili była dla niego ogromnym szokiem.

Fuyou wyciągnęła rękę w stronę nauczyciela i pogłaskała jego policzek.

– Rozumiem, iż nie jest pan usatysfakcjonowany moimi przeprosinami? W takim razie proszę mi pozwolić osobiście jakoś to zadośćuczynić. W zamian za przebaczenie głupiego zachowania moich dzieci pozwolę panu zrobić tej nocy wszystko, co tylko pan zechce. Fufu. Nie będzie pan musiał w ogóle się powstrzymywać – wyszeptała zalotnie Busujimie do ucha, jednocześnie przejeżdżając palcem po jego skórze.

Nauczyciel najpierw rzucił podejrzliwe „Co?”, jednak po chwili uniósł głowę i odpowiedział: – W takim razie nie odrzucę tak hojnej oferty. – Przyjął propozycję bez namysłu, jednocześnie uśmiechając się pożądliwie. Całkowicie zapomniał o śmierci swoich zwierzaków i zaczął pożerać wzrokiem niewątpliwie seksowną Fuyou, która wyglądała na tyle młodo, że nikt by nie pomyślał, i może być matką Eiri.

– A żebyś zdechł!

– Gaaa?!

Eiri rzuciła kluską w Busujimę.

– Matko, co ty sobie, do cholery, myślisz?! Oferować takie rzeczy komuś jego pokroju… Oszalałaś?! Nawet jeśli tobie to nie przeszkadza, to póki żyję, nie pozwolę na to, jasne?! – Czerwona ze złości Eiri nakrzyczała na matkę.

Fuyou z uśmiechem rzuciła „ojej”, po czym wycofała rękę i zakrywając nią usta, powiedziała: – Eiri, przecież jedynie żartowałam. Jesteś taka zabawnaaa.

– Matko…

– Więc to był tylko żart. Tcz.

– …Proszę pana?

Eiri, wpatrzona z dezaprobatą w matkę, błyskawicznie zmrużyła oczy i posłała Busujimie pełne agresji spojrzenie, które sprawiło, że nauczyciel szybko otrząsnął się z zawiedzenia i zaczął panicznie wymachiwać rękoma w powietrzu.

– Źle mnie usłyszałaś. Ja też tylko żartowałem. To przecież oczywiste, nie? Hahaha… W końcu jestem nauczycielem. Nieważne, jak piękna jest twoja matka, nigdy nie dopuściłbym się zdrady z rodzi…

– Tu nie byłoby mowy o żadnej zdradzie, profesorze.

– He?

– Mój mąż zmarł dawno temu.

– …?!

Na dźwięk tych słów Eiri zatrzęsły się ramiona, a minę Busujimy można było odczytać jako „W mordę, wlazłem na minę”.

– Ojciec Eiri… nie żyje? Proszę mi wybaczyć śmiałość, ale to brzmi, jakby…

– Tak. Przed sześciu laty stracił życie podczas pracy. Miał wtedy trzydzieści dwa lata. – Fuyou spuściła wzrok. – Ryzyko śmierci stanowi część pracy zabójcy, a średnia długość życia w zawodzie jest wyjątkowo krótka… Cóż, takie życie sobie wybrał, jednak nie miał sobie równych w swoim fachu i jego śmierć była najprawdopodobniej po prostu zrządzeniem losu… Moja najstarsza córka, Eiri, miała wtedy dziesięć lat, a Ryou i Ran jedynie trzy.

– …

Przez chwilę nikt nie mógł nic powiedzieć i wszyscy siedzieli w milczeniu ze zwieszonymi głowami. Jedynym dźwiękiem, który mącił tę duszną wręcz ciszę, był cichy szloch bliźniaków.
Nagle Fuyou klaśnięciem rąk rozwiała tę gęstą atmosferę.

– Przepraszam. Skompromitowałam się. I pomyśleć, że przeze mnie goście tak posmutnieli… Niech śmierć mojego męża was tak nie zajmuje. Dzieci i ja dawno się z nią pogodziliśmy, w końcu minęło już sześć lat, prawda, Eiri?

Ta nie odpowiedziała na pytanie matki. Wpatrzona w ziemię, zagryzła wargi tak mocno, że aż zrobiły się białe. Przez ten widok siedzący obok niej Kyousuke zaczął się o nią martwić.

– Eiri?

– Ojejku. Eiri bardzo kochała i szanowała swojego ojca. – Mówiąc to, Fuyou zmrużyła oczy, a na jej twarzy pojawił się wyjątkowo gorzki uśmiech. – Jednak moim zdaniem twój ojciec byłby bardzo smutny, gdyby zobaczył twoją minę. Dziś zaczyna się Festiwal Bonjapoński odpowiednik święta zmarłych, podczas którego wypuszcza się czerwone latarnie – stąd też jego druga nazwa, Festiwal Latarni, podczas którego nasi przodkowie powrócą do tego świata. Eiri, kiedy ojciec wróci, powitajmy go wszyscy z uśmiechem na twarzach, dobrze?

× × ×

Jedzenie do stołu podała nosząca maskę Noh, dama dworu.
Duszone, lekko przysmażone, mocniej przysmażone i zimne przekąski, sałatki, zupy, ogórki… Wszystkie dania, jakie wylądowały na tym niezwykle długim stole, wyglądały po prostu wybornie.

– Łał, wygląda wspaniale! To jedzenie jest po prostu pierwsza klasa.

– Nawet żarcie mają tu lepsze niż w hotelu? Wygląda po prostu przepysznie.

– Co to ma być? Jakaś powolna metoda tortur? Jestem jedyną, która nie może niczego skosztować?!

– To może zjesz w składziku?

– Eee?! W życiu. Jedzenie samemu to żadna frajda. Głównym punktem posiłków nie jest spożywanie, tylko to, z kim spędzasz ten czas! Dlatego nie jestem ani trochę zawiedziona. No dobra… J-Jestem zawiedziona.

– No już, już. Wytrzyj szybko te łzy.

– Nie mogę tego zrobić z maską na twarzy… Buuuuuu!

Grupka gawędziła głośno, siedząc na przygotowanych wcześniej poduszkach. Od szczytu stołu miejsca zajmowali kolejno Busujima, Kyousuke, Renko, Ayaka, a potem Eiri…

– Tcz…

…siedząca naprzeciw Busujimy, z lewej strony Kagury, która celowo głośno strzelała językiem – chociaż jej siostry w ogóle to nie ruszało.
Po wcześniejszym incydencie grupka pogrzebała martwe zwierzaki profesora Busujimy za rezydencją, nawet postawili im nagrobek. Potem aż do kolacji relaksowali się w pokoju, oglądając telewizję, co było dla nich luksusem, gdyż nie mogli tego robić w szkole. Przy tym sobie rozmawiali, dyskutując nawet o ich zbliżającej się podróży, słowem – po prostu odpoczywali. Nikt jednak nie wchodził na temat zmarłego przed sześciu laty ojca Eiri. Nawet po niej samej nie było widać najmniejszych oznak smutku po tym, jak wróciła ze swojego pokoju. Obecnie siedziała przy stole jak zwykle z na wpół zmrużonymi oczami, co jakiś czas ziewając.

– Jestem taka głodna, Ryou!

– Chcę już jeść, Ran!

Bliźniaki siedziały na prawo od Kagury, beztrosko sobie rozmawiając. Fuyou pojawiła się ostatnia i zasiadła na końcu długiego stołu, skąd widziała wszystkie zgromadzone przy nim osoby.

– Dziękuję za cierpliwość. Odesłałam członków mniejszych rodzin, tak więc w rezydencji pozostały jedynie osoby z głównego rodu Akabane. Zacznijmy już kolację.

Głowa rodu złożyła ręce w modlitwie, co uczynili także inni zebrani.

– Dziękujemy za to jedzenie – powiedzieli jednocześnie, po czym wzięli do rąk czerwone pałeczki.

W ten sposób o szóstej wieczorem rozpoczęła się kolacja dla ich dziewiątki, mająca miejsce w głównej rezydencji rodu Akabane.
Kiedy Fuyou polewała Busujimie, Eiri spytała ją:

– Matko, czy brat i Muramasa są nieobecni?

– Tak, są w pracy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Basara powinien wrócić jutro rano. Muramasa jest teraz za granicą i najprawdopodobniej nie da rady wrócić na Festiwal Bon.

– Rozumiem. Nic się nie zmieniło, zajęci jak zawsze.

Praca, o której wspominała Fuyou, oznaczała oczywiście morderstwo. Jedyna osoba w rodzinie niemogąca zabić zrobiła kwaśną minę.

– Z drugiej strony ty jak zawsze się obijasz – zakpiła Kagura.

Słysząc to, Fuyou powiedziała coś zaskakującego:

– Kagura też miała wrócić z pracy dopiero dziś wieczorem… ale chyba bardzo chciała zobaczyć Eiri, bo skończyła ją szybciej, niż zakładała. Fufu, jest taka nieszczera. Wiesz, wróciła z samego rana i cały czas chodziła jak nakręcona. Nawet na chwilę nie zmrużyła oka.

– Pfff! – Kagura wypluła smażone na głębokim oleju tofu, które jadła. – Matko?! Nie mów tego w taki sposób, bo źle cię zrozumieją. Skończyłam pracę wcześniej, ponieważ mi się poszczęściło i warunki mi sprzyjały. Jeśli chodzi o brak snu oraz chodzenie jak nakręcona, po prostu caluśki dzień myślałam jedynie o tym, żeby skrócić ją o głowę! T-To nie tak, że chciałam ją zobaczyć…

– Kagura, masz trochę sosu z tofu na ustach.

– Nie dotykaj mnie!

Kagura agresywnie odtrąciła rękę Eiri, w której ta trzymała chusteczkę, po czym sama wytarła sobie usta i odsunęła się od siostry. Cała czerwona na twarzy, zaczęła sprzątać ze stołu.
Fuyou, nalewając wino do swojego kubka, z chytrym uśmiechem rzuciła „ojeju” i spojrzała w stronę grupy Kyosuke. – Jak wam smakuje nasze jedzenie? Mam nadzieję, że przypadło do gustu.

– Tak, jest bardzo smaczne! – powiedziała opychająca się zupą z dyni Ayaka.

Kyousuke, jedzący akurat pomidorówkę, pokiwał głową i stwierdził „dobre”, co zresztą powtarzał przy każdym z próbowanych dań. Wszystkie podane potrawy dalece wykraczały poza domową kuchnię, zupełnie jakby przygotował je jakiś wynajęty profesjonalny kucharz. W stołówce Zakładu Poprawczego Czyściec każda pozycja smakowała jak odpady z kuchni, co dodawało podanemu tu jedzeniu smaku.
Jedzący koninę na surowo oraz popijający wino Busujima skomentował:

– O rety, zarówno jedzenie, jak i wino są wręcz wyborne. Czyżbyś sama to wszystko przygotowała?

– Tak, jednak ponieważ mamy dziś tylu gości, poprosiłam Kagurę o pomoc.

– Co?! – krzyknęli jednocześnie Kyousuke, Renko i Ayaka.

– Macie ze mną jakiś problem?

– Nie, ale jak by to powiedzieć…

– Zaskakujące. Trudno uwierzyć, że potrafisz tak świetnie gotować.

– Hmmm. Kto wie? Może po prostu nie natrafiliśmy na to, co sama ugotowała. W całe to pyszne jedzenie muszą być wmieszane jej ohydne kulinarne porażki.

– Nie. Gotowanie polega jedynie na wykonywaniu czynności w kolejności opisanej w przepisie. Nie mam zielonego pojęcia, co mają w głowach osoby niepotrafiące gotować. Gdzie wy widzieliście takich głąbów?

Grupa Kyousuke w milczeniu wskazała miejsce obok Kagury.

– C-Co? – Eiri, jedząca tempurępl.wikipedia.org/wiki/Tempura, zmarszczyła czoło.

– Nie potrafisz gotować?

– … – zapytana zamarła na chwilę. Po paru sekundach odwróciła głowę i powiedziała:

– Trochę… kilka dań. Trochę lepiej niż inni.

Kagura, słysząc to, aż upuściła patyczki.

– S-Siostro… Żartujesz, prawda? Nie umiesz gotować, uczyć się ani zabijać. Powiesz mi, co ty właściwie potrafisz?

– Oddychać… chyba.

– Oddychać?! To umieją nawet robaki. Niekompetencja też ma swoje granice! Nasi przodkowie wyśmieją nas, widząc, jaka żałosna jest najstarsza córka rodu Akabane. To zniewaga dla wszystkich żyjących członków rodziny. Możesz przestać oddychać i umrzeć. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę ci w tym pomóc.

– Niemożliwe. Nie dałaś rady, nawet atakując mnie z zaskoczenia.

– C-C… D-Dobra, zetnę ci łeb tu i teraz…

– Kagura, stój! Żadnego wyciągania broni przy stole!

– Zrozumiałam. Wybacz, matko.

Kagura po zbesztaniu przez Fuyou z gorzką miną wróciła na miejsce, a Eiri dalej jadła swoją tempurę, chociaż dosłownie przed chwilą uniknęła ataku ostrzem.
Zachowanie tych sióstr było nadzwyczaj nietypowe.
Kyousuke cały zlał się potem, jednak winy za to nie ponosiła wyjątkowo wysoka temperatura, a sytuacja sprzed chwili.
Nagle Renko objęła jego rękę.

– Ej, ej, Kyousuke, mam cię nakarmić metodą na „aaaaa”?

– Na aaaa? Nie, dzięki, potrafię jeść samemu.

– Hmm? Co ci szkodzi? Za co ty uważasz nasz związek?

– Zatkaj się swoją galaretką.

– No już, powiedz aaaaa…

– Powiedziałem nie! I czemu to galaretka, a nie normalne jedzenie?!

– Niebezpośredni pocałunek, hmm? Tak się wstydzę…

– Nie liczy się, jeśli używałaś słomki, prawda?

– Skoro tak, to co powiesz na prawdziwy? Cmooooo…

– Maska jest na drodze! Odsuń się, to straszne!

– …

To małe zamieszanie sprowadziło na nich gniewne spojrzenie czerwonych oczu zarówno Eiri, jak i Kagury.

– Eeee…. Coś nie tak?

– Nie jesteś chłopakiem siostry?

– He?

– Eeee?!

– Pffff!

Kyousuke i Renko zszokowały te słowa, a Eiri aż wypluła zupę.

– Hmm? – Kagura była wyraźnie zaskoczona. – Sądziłam, że jesteście parą. Chodzi z moją siostrą, a mimo to flirtuje z innymi. Co za zasługujący na śmierć, bezwstydny typ… Tak myślałam do tej pory, jednak widzę, iż się myliłam. Tak naprawdę ta w masce to twoja dziewczyna?

– Trafiłaś! – Łuuusz.

– Kulą w płot! Nie chodzę z nikim, jasne?!

– To prawda, siostro?

Kagura spojrzała na wycierającą stół chusteczką Eiri. Czerwona jak burak dziewczyna powiedziała łamanym głosem:

– T-To chyba oczywiste?! K-K-K-K-K-Kto by chciał takiego bezużytecznego chłopaka… Niemożliwe. Kagura, nie pleć takich bzdur! Zgłupiałaś?!

– P-Przepraszam… – przeprosiła nieoczekiwanie Kagura. – Rzeczywiście. Nie ma szans, żebyś zakochała się w kimś takim. Nawet jeśli mowa o tobie, posunęłam się za daleko.

– Rety… Powinnaś przecież wiedzieć. Następnym razem uważaj, co mówisz, Kaguro.

– Aż tak mnie nienawidzicie?

Kagura, mimo że cały czas miała agresywne nastawienie, przyznała się do posunięcia za daleko. Ta niebezpośrednia zniewaga zabolała Kyousuke najbardziej.

– Przeproś.

Ziuuuuuuum! Powietrze przeszył czerwony obiekt.

– Hmm?! – Kagura uniknęła zmierzającego prosto w jej oko cienkiego obiektu, jedynie przechylając głowę. Chwilę później z sadzawki leżącej w pobliżu werandy na podwórzu dobiegł plusk. – Co…? – Dziewczyna szybko obróciła głowę w stronę, z której nadleciał obiekt.

– Przeproś braciszka. Wolisz przeprosić czy zginąć?

Ayaka klęczała na jednym kolanie z ręką zawieszoną w powietrzu po rzucie. Jej oczy, wlepione w Kagurę, były całkowicie spowite mrokiem. Nigdzie nie dało się dostrzec patyczków, którymi jeszcze przed chwilą jadła. Innymi słowy, to nimi rzuciła prosto w oczy siostry Eiri.
Kyousuke ponownie poczuł, jak zalewa go fala zimnego potu.

– E-Ej, Ayaka, uspokój się…

Łuuusz!
Kyousuke akurat pochylił się do przodu, kiedy obok niego przeleciał jakiś obiekt.
Srebrna smuga przeszyła powietrze ledwie parę centymetrów od kucyka Ayaki i zatrzymała się na rozsuwanych drzwiach za nią. Był to oczywiście metalowy wachlarz Kagury.
Ta wstała od stołu bez pośpiechu i z otwartym tylko jednym okiem, jednak widać w nim było, jak silna jest jej żądza krwi.

– Przyjmuję, że skoro zaatakowałaś mnie z zaskoczenia, to jesteś gotowa na śmierć. Spróbowałaś zabić kogoś z rodu Akabane… Twoje ostatnie chwile będą przepełnione cierpieniem.

– Mogę powiedzieć to samo. Obrażanie braciszka jest zbrodnią. Poczujesz, co to piekło. Nawet nie licz na jakąkolwiek litość.

– Ayaka, co ty wyprawiasz?! Natychmiast przestań! – krzyknął Kyousuke, obezwładniając siostrę.

– Kagura, odłóż ostrza! Czemu bierzesz amatora na poważnie?! – wykrzyczała Eiri, stając na drodze siostry. Ich spojrzenia się spotkały, a między nimi można było wręcz dostrzec iskry.

– Ta dziewczyna jest nieznośna. Pozwól mi poderżnąć jej gardło, którym tak amatorsko powoduje hałas, dobrze?

– Fufu. Chyba myślimy o tym samym. Ja też cię nienawidzę. Żebyś zdechła!

– Dzisiejsza kolacja jest taka zabawna, Ryou! Powiedz „aaaaa”.

– Jest fajnie, póki ty tu jesteś, Ran. Powiedz „aaaa”.

Bliźniaki, w ogóle niezrażone latającymi przez stół ostrymi przedmiotami, karmiły się nawzajem.
Jeżeli chodzi o Busujimę, spytał nalewającą mu wina Fuyou:

– Nie powinniśmy ich zatrzymać?

– Nie ma potrzeby. Zamieszanie zaraz skończy się bez naszej interwencji. Przy okazji, profesorze, porozmawiajmy trochę. W końcu nie co dzień spotykają się zawodowcy, pracujący w tym samym zawodzie.

– O-Oczywiście…

– Ej, ej, ja też mogę dostać trochę wina?

– Nie! Jesteś nieletnia.

– Racja. Picie byłoby wbrew prawu, prawda? Jednak spytałaś w odpowiedniej chwili. Chciałabym dowiedzieć się o tobie czegoś więcej. Plotki mówią, że zostałaś stworzona z myślą jedynie o zabijaniu. Mogłabyś zdradzić mi trochę szczegółów, żeby polepszyć atmosferę?

– Stój! Tego też ci nie wolno. Informacje dotyczące Hikawy są ściśle tajne, jak mógłbym je ot tak…

– Naprawdę… nie mógłbyś?

– Łooo? Ch-Chyba… jeśli to nie będzie nic znaczącego…

– Znowu ta lubieżna mina. Co za śmieć.

Busujima cały się zarumienił, kiedy Fuyou złapała jego rękę, więc Renko rzuciła komentarzem, po czym kręcąc głową, dodała: – Jest totalnie beznadziejny.
Tymczasem Kyousuke i Eiri wciąż próbowali uspokoić swoje młodsze rodzeństwo.

– Przepraszam, to wina mojej siostry. Później ją skarcę. Możesz jej odpuścić?

– Nie. To jej wina. Braciszku, nie musisz jej przepraszać!

– Nie. To wina mojej siostry, więc wybacz, dobrze? Poza tym mnie też z nią przed chwilą poniosło…

– Siostro, za co przepraszasz?! Jeśli teraz się poddasz, splamisz honor rodu Akabane!

Ayaka i Kagura wlepiały w siebie wściekłe spojrzenia przez stół.
Dopiero co się spotkały, a już zostały największymi wrogami. Chociaż bijąca od nich żądza krwi osłabła, nic nie wskazywało, żeby płomienie gniewu w ich oczach miały zgasnąć.
Kilkanaście minut później, kiedy dziewczyny się uspokoiły, całe jedzenie przy stole zdążyło już wystygnąć.

× × ×

Łuusz. – Na kolacji było wesoło, nie, Kyousuke?

– Chyba…

Po kolacji, która skończyła się po dwudziestej, goście złożyli stolik, żeby rozłożyć materace na podłodze.
Kiedy Renko przyszła do nich zajrzeć, Kyousuke akurat oglądał telewizję. Eiri i Ayaka poszły się umyć, a Busujima miał pilną sprawę do załatwienia w łazience, czyli byli w pokoju całkiem sami. Kąpiel mieli już za sobą, tak więc oboje założyli yukaty[ref]pl.wikipedia.org/wiki/Yukata[/ref] w ciemnoniebieskie wzory na białym tle, przez co można by pomyśleć, że są w jakimś typowym zajeździe z gorącymi źródłami.
Jednak przyjemną atmosferę całkowicie niszczyła dziwna maska, którą Renko miała na twarzy.
Szooko. – Tak bardzo chciałam umyć się z resztą. Przyglądanie się jedzeniu, którego nie mogę zjeść, spanie w innych pokojach. Tylko mnie tak traktują, prawda? To wielka różnica w traktowaniu, nie?

– No tak…

– No właśnie. Ogromna! Przy okazji, w tej masce jest cholernie gorąco! Nie mogę nawet otrzeć potu z twarzy, gorąco mi, duszno i niewygodnie…. Aaaaaa! Nienawidzę jej!

Chwyciła ją i ciągnęła, turlając się po materacu, jednak zamknięty zamek uniemożliwiał ściągnięcie maski z twarzy. Skończyło się na poluzowaniu, ale nie zamka w masce, a yukaty, którą Renko miała na sobie. Tak więc dziewczyna leżała z rozłożonymi rękami i praktycznie gołą klatką piersiową, dysząc ciężko.
Szoooko. Szooooko. – Ooooch. Już wolę mieć na sobie tę maskę, o ile pozwolisz mi ze sobą spać. Co powiesz? Spędzenie samotnej nocy w składziku jest po prostu przygnębiające. Jeśli nie zdejmę maski, mogę spać z wami, prawda?

– No tak.

– Super! Ale kiedy mam ją na sobie, strasznie się stresuję… Hmm. Co byś zrobił? Która opcja brzmi lepiej?

– No tak.

– …

Renko wstała bez słowa i wlepiła spojrzenie w chłopaka. Kyousuke był całkowicie pochłonięty oglądaniem telewizji, do której nie miał dostępu w szkole, tak więc nawet nie spojrzał na pytającą. Co jakiś czas wybuchał śmiechem czy rzucał ciętym komentarzem.
Nagle z czoła dziewczyny, w pobliżu maski, dobiegł trzask.

– Haha. Serca Mansona serio jest zabawne! Ech, za tydzień ma być dwugodzinny odcinek specjalny?! Nie dam rady go obejrzeć… Zaraz się chyba załamię.

– To ja się tu załamięęęęę! – Renko osiągnęła w końcu granicę wytrzymałości psychicznej i skoczyła na chłopaka.

– Heeee?! – zdążył jedynie krzyknąć.

Dziewczyna popchnęła go na materac, a potem usiadła mu na brzuchu, przygwożdżając do ziemi. Ponieważ jej yukata była rozsunięta, piersi prawie z niej wypadły. Dzięki małej odległości, jaka ich dzieliła, Kyousuke wyraźnie czuł zapach mydła, którym chwilę wcześniej się myła.

– Ja czy telewizja. Co jest ważniejsze?! Tak rzadko mamy okazję być całkiem sami!

– N-Nawet jeśli tak o to pytasz… W każdym razie możesz ze mnie zejść?

– Nie, dopóki nie powiesz, że mnie kochasz!

PLC04 - NCP04
image-1404

– Hehe…

– Przestań oglądać teleeeewiiiizję!

Przyciśnięty do ziemi chłopak dalej był pochłonięty programem, co zdenerwowało Renko. Złapała za klapy swojej yukaty i próbowała całkowicie się rozebrać.

– Ej, głupia, przestań! Co ty wyprawiasz?!

Łuusz. – Zostanie ze mną w pokoju sam na sam było lekkomyślne z twojej strony, wiesz? Skoro nie chcesz na mnie spojrzeć, muszę sprawić, żebyś wręcz pożerał mnie wzrokiem. No już, już, Kyousuke, przyjrzyj się… Pozwolę ci zrobić z moim ciałem, co tylko zechcesz. Jesteś mężczyzną, więc na pewno dasz się ponieść żądzy, prawda?

– …

Kyousuke dał się ponieść chwili, a jego spojrzenie zostało przyciągnięte przez ciało Renko. Nie chodziło jedynie o piersi. Lekko wilgotne, srebrne włosy, piękna cera, ponętne biodra, ramiona, no i maska, a raczej wspomnienie pięknej twarzy, którą zakrywała… Wszystko to sprawiło, że chłopak po prostu nie mógł odwrócić od niej wzroku. Zginie, kiedy tylko odwzajemni jej uczucia, wiedział o tym doskonale, jednak…

– O rety. Sądziłam, że będziesz stawiać opór. – Renko wyciągnęła rękę w stronę twarzy Kyousuke i przeciągnęła palcami po jego policzku. – Ty też naprawdę bardzo chcesz to zrobić, co? A więc dobrze… Nie mogę użyć ust, więc zadowolę cię innymi częściami swojego ciała…

– Braciszku, wróciłam! – Kiedy chłopak znajdował się już na krawędzi, Ayaka wróciła z kąpieli. Miała na sobie yukatę, a jej włosy, zwykle związane w kucyki, były rozpuszczone. – Nawet łazienka w tym domu jest naprawdę wspaniała. Wanna cała z cyprysu, no i kompletnie nie spodziewałam się kąpieliska pod otwartym niebem! Było tak wspaniałe, że się zasiedzia… – Ayaka, dostrzegając, w jakiej pozycji są Kyousuke i Renko, zamarła z uśmiechem na twarzy, wpatrzona w parę. Jedna, dwie, trzy sekundy… – Przepraszam, że wam przeszkodziłam!

Trzask! Zatrzasnęła za sobą rozsuwane drzwi i uciekła.
Kyousuke zepchnął z siebie Renko, po czym wybiegł na korytarz.

– Nie idź, zostań! To nie tak! Źle to zrozumiałaś!

– Co źle zrozumiałam? Nic nie widziałam, wiesz? – Ayaka się obejrzała. W jej oczach nie było widać blasku, a głos miała wyjątkowo spokojny, czyli bez wątpienia odebrała tamtą sytuację jednoznacznie.

– Powinieneś chyba szybko wrócić do pokoju. Spokojnie, braciszku. Będę teraz pilnowała drzwi, więc możesz bawić się bez obaw, że ktoś wam znowu przeszkodzi.

– Przecież mówię, że źle to zrozumiałaś! Skończ z tymi głupotami i tu chodź!

– H-H-H-He?! W-W-W-W-We trójkę?! Tak nagle mnie o to spytać… To zbyt trudne, to zbyt wysoki poziom jak dla mnie! Daj mi chwilę! Pozwól mi przynajmniej się jakoś przygotować…

– To nieporozumienie! My naprawdę nic nie robiliśmy!

– Co tu się dzieje? – spytał ktoś zdziwionym głosem, kiedy rodzeństwo robiło scenę na korytarzu.

Kyousuke obejrzał się i dostrzegł marszczącą czoło Eiri. Ona także dopiero co wyszła z kąpieli.

– Nie żeby mnie to obchodziło, to w końcu nie moja sprawa. Przyniosłam wam lody, więc wchodźcie szybko do środka, bo się rozpuszczą – powiedziała, unosząc siatkę.

– Dobra…

Eiri miała na sobie białą yukatę w truskawki i serduszka oraz pas związany w ładną kokardkę. W przeciwieństwie do strojów reszty była to jej prywatna odzież. Dzięki temu dziecięcemu strojowi, rozpuszczonym włosom i zmytemu makijażowi wyglądała na o wiele młodszą niż zwykle.
Kyousuke nie mógł odwrócić od niej wzroku, oczywiście także i ona wlepiła w niego spojrzenie.

– Na co się tak patrzysz?

– N-Na nic.

– Przepraszam za chodzenie bez makijażu! Przed chwilą wyszłam z kąpieli, więc to normalne… M-Możesz tak się na mnie nie gapić? To krepujące… N-Nie, bardzo denerwujące! – burknęła ostro Eiri, odwracając głowę. Jednak w tonie jej głosu nie było słychać w ogóle złości i mimo tego, że miała czerwoną twarz po kąpieli, widać było na niej lekki rumieniec.

To przez brak makijażu?

– Eiri, ty…

– C-Co?

– Wyglądasz naprawdę słodko bez makijażu.

– …?! – Eiri wybałuszyła oczy. Komentarz Kyousuke zaskoczył ją to do tego stopnia, że na chwilę całkowicie zamarła. Potem prychnęła pod nosem i rzuciła: – He? O czym ty bredzisz? Przestań. To obrzydliwe. O czym tu rozmawiać?! Zamknij się! Od razu widać twoje złe intencje! Zapomnij. Nic z tego, jasne? Myślisz, że możesz mnie wygrać paroma komplementami? Z-Zgłupiałeś?! – Eiri, krzycząc na chłopaka, bawiła się swoimi włosami.- Nie, nie, nie. Nie schlebiam ci, jasne? Naprawdę lepiej ci bez makijażu. To dodaje ci słodyczy. Oczy wyglądają bardziej delikatnie, mniej dorosło. Samo to już jest wspaniałym widokiem. Prawdę mówiąc, nie musisz tak bardzo starać się wyglądać na starszą, wiesz?

Kyousuke wyraził swoją szczerą opinię, ale Eiri zwiesiła głowę.
Czymś ją uraziłem? – zaniepokoił się chłopak.

– Ch-Chodzi mi o to… Eiri, zwykle też jesteś śliczna. Widać to, kiedy pokazujesz różnicę między tym, jak wyglądasz, a tym, co masz w środku. Albo kiedy nieświadomie się uśmiechasz. Chodzi mi o to, że skoro jesteś taka śliczna bez makijażu, to nie musisz tak usilnie starać się lepiej wyglądać. Zresztą zostawmy to, twoje codzienne ubrania też są śliczne! Co to za wzorki? Truskawki? Serduszka? O, są też kwiatki i ciasteczka! Tak świetnie się komponują. Zresztą taka śliczna yukata pasuje do ślicznej dziewczyny. To mega słodkości!

– …się – powiedziała cichutko Eiri.

Kyousuke, próbujący jakoś załagodzić sytuację, prawiąc non stop komplementy, kompletnie nie wiedział, co jest nie tak.

– Eee… Eiri? Czemu wyglądasz, jakbyś była zła?

– ZAMKNIJ SIĘ, GŁUPI! – wykrzyczała dziewczyna, kierując wzrok ku sufitowi. Z twarzą czerwoną jak truskawki na jej yukacie powiedziała gniewnie: – Powtarzasz ciągle tylko słodkie, słodkie, słodkie… Co ty sobie myślisz? Nie możesz znaleźć innego słowa?! To brzmi tak irytująco, drażniąco i doprowadza mnie do furii! Zamknij się, głupku!

– Ghh! – Do ust Kyousuke wepchnięty został lód w papierku.

Eiri minęła duszącego się chłopaka, prychnęła i sobie poszła.
Kaszl, kaszl, kaszl. – Co, u licha?!

– Ojej. Nie przejmuj się nią, braciszku.

Kyousuke wyciągnął bananowego loda z ust, całego w jego ślinie, i ponownie zaczął kasłać.
Ayaka, przyglądająca się zajściu z boku, zaczęła klepać go po plecach.

– Eiri jest taka niedoświadczona… Kusukusu.

– Czemu tak chichoczesz? Patrzenie, jak twój brat dusi się lodem, jest aż tak zabawne?

– Nie, mówiłam tylko do siebie! Więc tak to wygląda. Bardzo bogata rodzina… Eiri może jednak być dobrą kandydatką. Chociaż po odjęciu punktów za kiepskie oceny i brak umiejętności w gotowaniu pierwsze miejsce Renko wciąż pozostaje niezagrożone. Można chyba powiedzieć, że podejdzie, chociaż ledwie?

Ayaka wyjęła notes i długopis, a potem, mamrocząc coś pod nosem, wróciła do pokoju. To wyglądało, jakby obliczała jakiś ranking, który obejmował Renko i Eiri, ale Kyousuke nie był tego do końca pewny.
Kiedy został sam na korytarzu, drapiąc się po głowie, powiedział:

– E?! Już zaczął się topić…

Rozerwał papierek, wyciągnął loda i ruszając w stronę pokoju, włożył go do ust.

× × ×

– A masz, rewolucja! Zwycięstwo jest w moich rękach!

– Jak mi cię szkoda, rewolucja ode mnie! Życie nie jest takie proste, Renko.

– Podwójna rewoluuuucja!

– J-J-J-J-J-Jak to?!

Łuuusz. – Chyba wciąż mam przewagę, Ayeczko.

– …Potrójna rewolucja.

– Niemożliwe! To zbyt nagłe! Niedobrze… Nie mam czym odpowiedzieć. – Szooko. – Z tymi kartami to dla mnie koniec. – Renko wypuściła z ręki pozostałe dwie karty, którymi były trójka serce oraz czwórka pik, i padła plecami na materac.

– Dobrze, koniec. A teraz wynocha ze stolicy – powiedziała Eiri z chytrym uśmieszkiem, rzucając kartę.

– Ngngngngngng! – Jej przeciwniczka podniosła się, zaciskając z nerwów zęby.

– Co to ma być? Naprawdę masz wielką, płaską pierś!

– Wielką, płaską… Czyli jest wielka czy mała? Jasno mi tu!

– Przecież wystarczy spojrzeć…

– Nie da się zaprzeczyć.

– A idźcie obie do diabła – burknęła gniewnie Eiri, po czym sięgnęła po przekąskę.

Była już 22. Kyousuke z przyjaciółmi siedzieli w jednym z pokoi gościnnych, grając w karty. Stara baba, siódemki, tysiąc, poker… Grając we wszystkie możliwe gry, pili soki i jedli słodycze, które przyniosła Eiri. Takie zachowanie stanowiło dla nich luksus, ponieważ było surowo zabronione w Zakładzie Poprawczym Czyściec, dlatego też cieszyli się także w imieniu Mainy, która nie mogła z nimi pojechać.
Podczas gdy oni się bawili, ich nadzorca…

– Haha! Hahahaha! Hahahaha! Jaki z ciebie rozpuszczony chłopczyk, co?

…bawił się w sąsiednim pokoju ze swoimi jadowitymi zwierzakami, a ponieważ ten widok był wręcz obrzydliwy, jego podopieczni zasunęli łączące pokoje drzwi, żeby tego nie oglądać.
Eiri miała spać w swoim pokoju, dlatego nauczyciel zajął całe pomieszczenie dla siebie, a rodzeństwo Kamiya wzięło drugie. Nikt by nie chciał dzielić pokoju z kimś takim – pomyślał Kyousuke, wzdychając z ulgą.
Renko przetasowała karty i spytała:

– Przy okazji, kiedy się kładziemy?

– Kiedy masz taką ochotę. Po prostu się połóż, jak będziesz miała dość zabawy.

– Zabawa do upadłego… nie jest dobrym pomysłem. Renko musi pewnie wrócić do składziku, żeby zdjąć maskę.

– Cóż, jedną noc jakoś przetrwam.

– Ale ja nie chcę siedzieć całą noc, jasne? Takie nocki źle robią na cerę.

– He? Skupiłaś się na dbaniu o siebie. No ale w końcu twarz to jedyne, na co u Eiri można popatrzeć.

– No tak, Eiri jest słodziutka. A bez makijażu nawet podwójnie słodziutka!

– …?! S-Słodziutka… – Eiri się zarumieniła, a trzymane przez nią słodycze wypadły jej z ręki.

– Słodziutka, słodziutka! Eiri jest przesłodka! W yukacie jej słodkość wzrasta trzykrotnie!

– Ta, w yukacie to prawdziwa piękność! Naprawdę ci w niej do twarzy! A ponieważ jesteś taka płaska, twoja słodkość wzrasta w niej nawet czterokrotnie!

– He?! P-Przestańcie to… Co, u licha?! Naśmiewacie się ze mnie, prawda?! Tak ciągle nazywać mnie słodką…

– Idę odcedzić kartofelki.

– …

Kyousuke miał już wstać, ale dziewczyny wlepiły w niego chłodne spojrzenia, przez co zamarł w przykucu. Wcześniej były strasznie głośno i całkowicie go ignorowały, więc uznał, że to odpowiedni moment na wycieczkę do sali tronowej.

– C-Co? Coś nie tak? Czemu tak się na mnie gapicie?

– Bez powodu.

– O, Kyousuke, Kyousuke, masz teraz rzadką szansę zawstydzić Eiri!

– Byłoby przezabawnie, gdybyś to ty ją dobił! Wprost nie mogę uwierzyć, że nie ogarniasz w takim momencie.

– Nie czaję. Mogę już iść do łazienki?

– Nie pytaj o takie rzeczy, jasne? To będzie obrzydliwe, jeśli się tu zsikasz, więc idź już, siusiumajtku!

– Siusiumajtku? Jeśli już mamy wrzucić go do jakiejś kategorii, to bliżej mu raczej do przedwczesnego wytrysku, nie?

– Jeśli chodzi… Chwila, widziałam jego kijek i sądząc po nim…

– Zamknij się! Nie wchodźcie na takie tematy, jasne?

Od tej całej sugestywnej rozmowy dziewczyn Kyousuke aż rozbolała głowa, więc szybko wyszedł z pokoju. Jego cel, łazienka, znajdował się na końcu aktualnie pustego korytarza. Jedynym słyszanym przez chłopaka dźwiękiem był trzask drewnianych desek, który rozchodził się cichym echem po domu. Od położenia podłogi musiało minąć wiele lat, wyraźnie dało się na niej dostrzec pęknięcia i inne ślady zużycia.
No i nie można zapomnieć o dość krwawym wizerunku rodziny Akabane, przez co człowiek cały czas odnosił wrażenie, że w każdej chwili coś mogło na niego wyskoczyć. Nie było także żadnej pewności, czy ktoś z gospodarzy nie wykorzysta korzystnej okazji do ataku, kiedy któreś z nich odłączy się od reszty.
Sama myśl o tym przeraziła Kyousuke, przez co każdy kolejny krok stawiał szybciej, cały czas rozglądając się strachliwie dookoła.
Powinienem był poprosić kogoś, żeby ze mną poszedł… – pomyślał, żałując, że tak nie postąpił.
Kiedy spojrzał przed siebie, nagle dostrzegł, że stoi przed nim jakaś figura w czerwieni.

– Aaaaaa! – krzyknął, chcąc odskoczyć, jednak potknął się przy tym i upadł na tyłek.

Chwilę później z góry spoglądała na niego para czerwonych oczu.

– Co ma znaczyć ta przerysowana reakcja?

Ton głosu Kagury był równie bezlitosny jak spojrzenie, jakim obrzuciła Kyousuke. Prawdopodobnie wyszła zza rogu, kiedy on akurat oglądał się za siebie.
Młodsza siostra Eiri, mająca na sobie czerwoną yukatę, strzeliła głośno językiem.

– Tak krzyknąć na widok czyjejś twarzy… Jesteś wyjątkowo nieuprzejmy. No i strasznie tchórzliwy. Nie interesuje mnie atakowanie takich słabeuszy, więc nie masz się czego bać, jasne? – powiedziała, po czym odwróciła się, żeby już odejść, ale…

– Ej, Kaguro, poczekaj!

– O co chodzi? – Zatrzymała się i spojrzała na niego przez ramię, mrużąc przy tym oczy. – Proszę, nie nazywaj ot tak ludzi po imieniu. To nieuprzejme.

– P–Przepraszam. To może Akabane?

– Nie używaj mojego nazwiska. Nie jesteś godzien.

– C–Cóż… Przepraszam, Kagurciu.

– Nie nazywaj mnie tak. Sama myśl, że mógłbyś zdrabniać moje imię, przyprawia mnie o gęsią skórkę.

– Siostro Eiri…

– Odrzucone. Nie używaj imienia tego nieudacznika.

– To jak mam się do ciebie zwracać?

– W ogóle tego nie rób.

– Nie, nie, nie…

Jak bardzo ona mnie nienawidzi?
Po tym, jak Kagura pokłóciła się z Ayaką podczas kolacji, ta pierwsza zaczęła zachowywać się wobec Kyousuke jeszcze bardziej uszczypliwie. Co więcej, dziewczyny wciąż się nie pogodziły.
Kiedy Kyousuke zastanawiał się, co zrobić, Kagura spojrzała na niego i westchnęła.

– Co w nim jest takiego dobrego? – wyszeptała i ruszyła, nie oglądając się za siebie; chciała zniknąć tak szybko, jak się pojawiła.

– Przy okazji, co tu robisz?

Przyboczny budynek rezydencji, który zajmowali goście, nie należał do miejsc, gdzie jej mieszkańcy zwykli przebywać. Jeżeli przyszła tam z konkretnym zamiarem, to czemu zawróciła, jak tylko wpadła na Kyousuke?
Kiedy chłopak zaczął się nad tym zastanawiać, Kagura strzeliła językiem i wykonała gesty żywcem skopiowane od jej siostry, Eiri, a następnie odpowiedziała:

– Nic takiego. Nawet jeśli mam ku temu jakiś powód, to nie twoja sprawa, prawda?

– No tak. Ale to normalne, że jestem ciekaw, prawda?

Kagura była wyszkoloną morderczynią i nie należało jej lekceważyć, dlatego głowa Kyousuke co rusz podsuwała mu różne powody, dla których dziewczyna mogła tam przyjść.

– Co za podejrzliwa natura. Powiedziałam już, że to nie twoja sprawa. Niczym się nie martw. Wracaj do pokoju i swojej walki na poduszki.

Walka na poduszki? Ona myśli, że jesteśmy na wycieczce szkolnej? – Kyousuke zmartwiło jednak, że nie mógł temu z miejsca zaprzeczyć.

– Nie mamy żadnej bitwy na poduszki. Gramy sobie tylko w karty. Chcesz może do nas dołączyć? Eiri też jest z nami.

– Nie, dziękuję – odpowiedziała na pytanie, które zadał Kyousuke, chociaż wiedział, że są znikome szanse, aby się zgodziła. Kagura kontynuowała chłodnym tonem: – Niby dlaczego miałabym z wami grać? Twoja siostra, to aroganckie dziecko, też tam jest, prawda? Istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że ją zabiję, jak tylko wejdzie mi w zasięg wzroku.

– Aroganckie dziecko? Nie jesteście w tym samym wieku? I nie mówiłaś wcześniej, że nie atakujesz słabszych?

– Jesteś naprawdę nieznośny. – Kagura obrzuciła Kyousuke gniewnym spojrzeniem. – Jeżeli chodzi o wiek psychiczny, jestem o wiele dojrzalsza od niej. Poza tym nie mam zamiaru atakować słabszych, jednak jeżeli sama prowokuje walkę, to już inna sprawa. Jeżeli coś takiego będzie mieć miejsce, odpłacę jej pięknym za nadobne, jasne?

– Nie możesz jej wybaczyć? Naprawdę przepraszam za to, że była dla ciebie taka niemiła.

– Hmph. Wysłuchiwanie przeprosin jest strasznie uciążliwe. – Robiąc straszny grymas, odrzuciła włosy na bok. – Rozmowa z tobą tylko mnie stresuje. Wybacz, ale pójdę już sobie. Przekaż mojej siostrze: Jeśli masz czas grać w karty, możesz równie dobrze wykorzystać go na naukę zabijania. Tylko tyle.

– Jeśli Eiri kogoś zabije, zmienisz swoje nastawienie do niej? – spytał Kyousuke, kiedy dziewczyna zaczęła się oddalać.

Kagura pomyślała nad tą kwestią przez chwilę, a potem, zwieszając głowę, odparła:

– Jeśli chodzi o to… Jeżeli to zrobi, uznam ją. Chociaż moim zdaniem szanse na to są nikłe. Śmiecie jej pokroju nie są w stanie pozbawić nikogo życia.

– Racja.

– …Co? – Kagura spojrzała na chłopaka ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

Przewiercany wzrokiem Kyousuke z uśmiechem dokończył:

– W końcu Eiri jest bardzo dobrą dziewczyną i nie mogę sobie wyobrazić, żeby mogła kogokolwiek zabić. Mam rację, Kaguro?

– … – Ta w odpowiedzi jedynie otworzyła szeroko oczy. Po krótkiej chwili odwróciła głowę i powiedziała nerwowo: – Uprzedzałam cię przecież, nie spoufalaj się tak. Do widzenia.

Patrząc, jak Kagura odchodzi, chłopak zaczął się zastanawiać.
Może odwiedziła rezydencję dla gości, ponieważ była ciekawa, jak im się układa z Eiri. Miała zamiar obserwować ich z ukrycia, ale nie spodziewała się, że wpadnie na niego, przez co musiała wykonać taktyczny odwrót. Cóż, przynajmniej taka wersja była dla Kyousuke najbardziej prawdopodobna. W końcu kiedy nazwał Eiri “dobrą dziewczyną”, Kagura, chociaż tylko na moment, zrobiła szczęśliwą minę. Mogło mu się, co prawda, jedynie wydawać, ale fakt faktem, że w żaden sposób temu nie zaprzeczyła. W każdym razie Kyousuke postanowił uwierzyć w jej dobrą wolę.

– W końcu to siostry…

– Skoro jest siostrą Eiri, nie może być zła – modląc się, żeby miał rację, Kyousuke wznowił swój bieg w stronę łazienki.

**Przypisy:**