Pytanie 5 – Serenada szaleństwa

Kamiya Ayaka
P: Jaki wyznaczyłeś sobie cel podczas egzaminów?
O: Najlepszy wynik. Nie przegram z tymi chorymi na głowę osobnikami!
P: Z jakiego przedmiotu jesteś najlepszy?
O: Ze wszystkich. Nie mam słabych punktów, chociaż trudno mi pojąć tę całą etykę…
P: Co zrobisz, jeśli dostaniesz przepustkę?
O: Pogrucham sobie z braciszkiem. Nie chcę, żeby ktokolwiek nam przeszkadzał, więc zamkniemy się w pokoju i… Ehehe.
P: Zbierz w sobie odwagę i złóż postanowienie na te egzaminy!
O: Braciszku, daj z siebie wszystko! Zdobądź przepustkę, żebym mogła cię uwięzić, dobrze?

PsyCome_V3_249
image-1355

– Nigdzie jej nie ma. Cholera, dokąd mogła uciec?

– Też nic. Sprawdziłam nawet Ogród Czyśćca…

– Ayeczko, gdzie się podziałaś?

– Teren zakładu jest dosyć spory, więc jeśli naprawdę chciała się przed nami ukryć, wyjątkowo trudno będzie ją znaleźć.

Po lekcjach Kyousuke z przyjaciółkami przeszukiwał teren szkoły w poszukiwaniu swojej siostry.
Od ucieczki Ayaki minęły trzy godziny. Nie pojawiła się na przerwie obiadowej, opuściła także czwartą oraz piątą lekcję. Chociaż Kyousuke bał się, jaka kara może ją za to czekać, teraz ważniejszy był dla niego jej stan psychiczny i paliło go straszne poczucie winy.

– To przeze mnie. Mój krzyk był dla niej potwornym ciosem… Cholera! Jeśli coś jej się stanie… – Nie mogąc się powstrzymać, uderzył w stojącą przed nim metalową szafkę. Cios był na tyle silny, że blacha wgięła się do środka, a drzwiczki otworzyły.

Ktoś położył dłoń na drżącej pięści Kyousuke.

– Uspokój się. Wiem, że bardzo się niepokoisz , ale teraz masz przed sobą zadanie do wykonania, prawda? Nie trać głowy. – Smutne spojrzenie mówiącej to Eiri padło na podłogę.

Nieważne, kto miał wtedy rację. To właśnie przez nią Kyousuke nakrzyczał na siostrę. Eiri zagryzła mocno wargi, więc najprawdopodobniej obwiniała się za całą tę sytuację.

– Ta, masz rację. Nie możemy tak tu stać i obarczać się wzajemnie winą. Muszę się uspokoić, a potem wrócić do szukania Ayaki. – Kyousuke rozluźnił pięść.

– Szukaliśmy już wszędzie. Został tylko…

– Nowy budynek szkoły? – Szooko. – Ostatnio bardzo miło nas w nim powitano. Jeśli zakradła się tam podczas lekcji, pewnie siedzi zamknięta w jednej z łazienek. Idziemy razem?

– Tak. Moglibyśmy poprosić Syamayę o pomoc…

Ale nie był to najlepszy pomysł, bo podczas przerwy obiadowej zapewne ją ukarano. Już nawet nie wspominając o tym, że naprawdę źle by wyglądało proszenie ją o pomoc w szukaniu dziewczyny, z którą chwilę wcześniej podarła koty.

– Syamcia, co…? – Łuusz. – Zostawcie to mnie! Jeśli odmówi, zmuszę ją, żeby nam pomogła. Będę się z nią bawić, aż nie straci przytomności.

– Naprawdę jesteś dla niej bezlitosna.

Okropne. – Kyousuke zaczął współczuć Syamai.
Maina spytała z wahaniem w głosie:

– Wszyscy w drugich klasach są zawodowymi mordercami jak koleżanka Syamaya, prawda? Co będzie, jeśli obiorą nas sobie za cel?

– Bez obaw! Po naszej stronie są przecież dwie doskonale wyszkolone morderczynie spod herbów wielkich szczytów oraz rozległych równin! Dopóki ja i Eiri jesteśmy z wami, nie macie się czego bać!

– No tak. Jeśli znajdziemy się w jakiejś niebezpiecznej sytuacji, po prostu zostawimy to tłuste krówsko i uciekniemy.

– Eeee?! Eiri, to było niemiłe! Nie mogę uwierzyć, że chcesz mnie użyć jako żywej tarczy… Kto wie co mogliby mi zrobić. Po walce o życie w grupach podczas zakładu otwartego mam walczyć o przetrwanie podczas grupowego ●●●? Nigdy! Moje ciało tego nie wytrzyma! Ale jeśli nie będzie wyjścia, postaram się kupić wam trochę czasu…

– Zamiast pleść od rzeczy lepiej skup się na szukaniu.

Kyousuke sam się dziwił z tego, jaki był spokojny. To dzięki tym dziewczynom odzyskał panowanie nad sobą i energię na dalsze poszukiwania. Być może Renko chciała tamtym żartem jedynie pomóc rozluźnić się reszcie ich grupy.
Wraz z idącą obok niego Eiri oraz Mainą i Renko podążającymi za nimi dotarli do szatni. Wtedy…

– Och…

Do szkoły akurat wchodził uczeń, na którego widok ich grupa momentalnie się zatrzymała.
Była to strasznie chuda dziewczyna, mająca czarne włosy związane w kucyki i przewiązane kokardkami. W rękach niosła jakiś owinięty w czarny materiał przedmiot.

– Och.

Na ich widok otworzyła szeroko oczy. Najwidoczniej także i ją zaskoczyło to nieoczekiwane spotkanie. Po chwili na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech.

– W końcu cię znalazłem!

– W końcu was znalazłam!

Kyousuke i Ayaka powiedzieli jednocześnie.
Jednak dziewczyna, wypowiadając swoją kwestię, nie patrzyła na brata.

– Kusukusu. Znalazłam was, świnie.

Jej całkowicie pozbawione blasku oczy były skierowane na towarzyszące mu dziewczyny.
W tym momencie odwinęła trzymany przedmiot. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, strzelba w jej rękach była już gotowa do strzału.

– Uważajcie! – wrzasnęła Renko.

W tym samym momencie w szatni rozległ się przeraźliwie głośny huk wystrzału.

× × ×

– He? – Maina przerwała panującą ciszę. Siedziała płasko na ziemi z szeroko otwartymi oczami. – C-Co to… jest? – spytała trzęsącym się głosem.

Tuż za nią w ścianie znajdowała się wielka dziura – w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była jej głowa i pierś Eiri.
Przed Mainą stała Eiri z plecami przyciśniętymi do ściany, koło niej wyraźnie zszokowany Kyousuke, a za nim ciągnąca go za rękę Renko.

– …

Wszyscy w jednej chwili spojrzeli najpierw na dziurę w ścianie, a następnie na przedmiot w rękach Ayaki, nie mogąc uwierzyć w to, co widzą.
W rękach dziewczyny znajdował się dwukolorowy przedmiot. Jego przednia część wykonana została z metalu i miała czarną barwę, drugą natomiast stworzono z drewna. Strzelba była skierowana trochę ku górze, ponieważ uniosła ją siła odrzutu powstała przy wystrzale, a z jej lufy wydobywał się biały dym..

– Ojej, chybiłam. Jaka szkoda. A sądziłam, że dobrze wycelowałam – rzuciła trzymająca broń Ayaka. U jej stóp leżał materiał, w który miała owiniętą wcześniej broń, oraz pusta łuska po pocisku.

– He?

Strzeliła… – Kyousuke nie nadążał za zaistniałą sytuacją.
Ayaka uśmiechnęła się szeroko.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę, braciszku. Zaraz cię uratuję. Tylko zabiję te brudne lochy! Uratuję cię. Kiedy znikną, z pewnością znowu staniesz się sobą, prawda? Na pewno pogodzisz się ze mną, prawda?

– A-Ayaka… Co ty mówisz?

– Nieważne! Doskonale wiem, że nie jesteś teraz sobą i nie zrozumiesz. Dlatego porozmawiamy po tym, jak już je wyeliminuję. Mam jeszcze osiem pocisków, więc poczekaj chwilę. Najpierw… lisia. – Uśmiech znikł z twarzy Ayaki, kiedy przykładała broń do twarzy i zaczęła mierzyć, mrużąc jedno oko.

Celowała ze strzelbą opartą o ramię i w odpowiedniej pozycji, co znaczyło, że miała to doskonale wytrenowane.

– Aaa! – krzyknęła trzęsąca się ze strachu Maina.

Ayaka postanowiła podręczyć trochę unieruchomioną z przerażenia dziewczynę:

– Kusukusu. Co za paskudny widok, lisiu… Tak bardzo się boisz. Twoja twarz wygląda okropnie, wiesz? Ale to nieważne. Zaraz pomogę ci się uspokoić. Kiedy twoja głowa rozpryśnie się na kawałeczki, zniknie cały strach! Twoja łepetyna zmieni się w taką krwawą papkę, że nie będzie się dało nawet poznać, który kawałek był częścią twarzy! Ahahahahahahahahhahaha… Ahaha, ahahahahahahahahahahahahahahaha! – w końcu Ayaka wybuchła śmiechem typowym dla psychopatów.

Patrząc na nią, Maina wymamrotała:

– Ayeczko, dlacze…

– Dlaczego? – Ayaka nagle przestała się śmiać i w mgnieniu oka spoważniała. Jej mina i spojrzenie nie wyrażały przez moment najmniejszej emocji. – Boście lochy… – Dziewczyna opuściła strzelbę, biorąc jednocześnie głęboki oddech. – Zbrukałyście braciszkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

– …?!

Jej histeryczny krzyk odbił się echem, wstrząsając jednocześnie do głębi wszystkimi obecnymi.
Kiedy Kyousuke zaczynał myśleć, że jej wrzask będzie jeszcze długo trwać, ta nagle zamilkła i spokojnie spojrzała na niego.

– Uwiodłyście braciszka tymi swoimi kurewskimi ustami… Przez was stał się nienormalny. Braciszek jest skarbem Ayaki… Moim jednym i jedynym, niezastąpionym i najważniejszym na świecie skarbem. Ale wy, cholerne dziwki, śmiałyście tknąć go tymi swoimi brudnymi łapskami i go ubabrać… Splamiłyście go. Dlatego… Dlatego… – resztę zdania wyszeptała. Spojrzała w górę, uśmiechając się, pogłaskała swoją strzelbę, a potem zaśmiała. – Kusukusu. Dlatego zabiję was wszystkie! Nie będziecie więcej brukać braciszka! Ayaka wyeliminuje was… ze świata Ayaki i braciszka! – Po tej deklaracji ponownie spoważniała i przygotowała strzelbę do strzału.

– Aaa… – Maina wstrzymała oddech.

Ayaka, mierząc prosto w jej czoło, już miała nacisnąć spust, kiedy…

– Czekaj. Przestań!

Ktoś wbiegł pomiędzy nią a Mainę, a potem rozstawił szeroko ręce.
Widząc to, Ayaka zmarszczyła czoło.

– Braciszku, nie przeszkadzaj.

– Co ty wyprawiasz?!

– He?

– Co ty wyprawiasz?!

Kyousuke ponownie wykrzyczał swoje pytanie.

– Muu. – Ayaka, wykrzywiając twarz w grymasie, odsunęła od niej broń. – Już mówiłam. Te dziwki cię zbrukały, dlatego trzeba je zabić. Wtedy już więcej nie będziesz musiał się martwić, że znowu jakaś zdzira cię zanieczyści, prawda?

– Nie o to pytałem!

– …?! – Krzyk Kyousuke wystraszył Ayakę. Po chwili wymamrotała pod nosem łamliwym głosem, jakby zaraz miała się rozpłakać: – Z-Znowu na mnie krzyczysz…

– Nie mówiłaś wcześniej, że nie chcesz robić takich rzeczy? Że nie chcesz mordować? Nie powiedziałaś, że boisz się zabijać i nienawidzisz samej myśli o tym? Kłamałaś, mówiąc to wszystko?!

– Nie. Ja nigdy nie kłamię!

– Więc dlaczego?

– Braciszku, nie lubię zabijać. Boję się zabijania i nienawidzę tego. Ale w tym świecie trzeba zrobić czasem rzeczy, których naprawdę się nie lubi, a taka chwila właśnie dla mnie nadeszła! Te lochy muszą zginąć za wszelką cenę, z mojej ręki, na moich oczach!

– Lochy? Aż tak ich nienawidzisz?!

– Zanieczyściły cię.

– He? O czym ty cały ten czas w kółko bredzisz? Przecież nie jestem brudny.

– Owszem, jesteś.

– Niby gdzie?

– Tutaj.

– Pytam, kurwa, gdzie?! – wrzasnął Kyousuke.

Od siostry dzieliło go jakieś dziesięć metrów, jednak Ayaka nie miała przygotowanej do wystrzału strzelby, więc zaczął się zastanawiać, czy na nią nie ruszyć. Wcześniej chciał przemówić jej do rozumu, ale nie miał już zielonego pojęcia, co chodzi po głowie jego ukochanej siostrze.
Zacisnął mocno zęby.
Ayaka westchnęła ciężko.

– Rety. Naprawdę jesteś w kiepskim stanie. Nawet nie zauważyłeś, że jesteś chory. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Trzeba jak najszybciej wyeliminować przyczynę choroby. Nie ma nawet chwili do stracenia! Dlatego, braciszku, możesz się odsunąć?

– …

– Hmm? Nie słyszałeś? Odsuń się.

– Ayaka…

– Przestań. Odsuuuuuuń się! – Ayaka wystrzeliła ze strzelby, chcąc go wystraszyć.

Pojawił się jasny błysk, ogłuszający huk, a potem głośny krzyk oraz brzęk tłuczonego szkła.

– Kiaaa!

Pocisk trafił zaledwie parę centymetrów od miejsca, w którym stała Eiri.
Ayaka wyrzuciła ze strzelby pustą łuskę, ładując jednocześnie kolejny pocisk, opuściła broń, która wcześniej powędrowała w górę przez siłę odrzutu, a następnie przechyliła głowę.

– Ej. Czemu nie słuchasz, co do ciebie mówię? Braciszek nie jest już po mojej stronie? Za wszelką cenę odmawiasz leczenia? Dlaczego? – Ayaka spojrzała prosto na Kyousuke, ignorując całkowicie rozbitą szybę między nimi.

W jej oczach nie było blasku. Odbijały w sobie wszystko, jednak jednocześnie odrzucały całą rzeczywistość. Niegdyś najbliższa Kyousuke osoba była dla niego obecnie kimś kompletnie obcym.
Szloch, szloch. – Dziwne. Takie dziwne. Już nawet błagam braciszka, więc czemu… Dlaczego nie chcesz mnie słuchać? Odrzucasz moje dobre intencje? – Szloch, szloch, szloch. – Tak jak myślałam, zbrukały cię. Te dziwki zatruły twoje ciało i umysł… – Szloch, szloch, szloch. – To absolutnie niewybaczalne… – wysyczała Ayaka przez zaciśnięte zęby.
W sercu Kyousuke oprócz uczucia totalnej porażki pojawiło się coś jeszcze: strach.
Czuł taki sam chłód jak pierwszego dnia po osadzeniu w tej placówce, zupełnie jakby miał jakąś otwartą ranę, przez którą by się wykrwawiał. Pod wpływem tego lodowatego uczucia, rozchodzącego się po całym ciele, Kyousuke zaczął się trząść.

– Ayaka… Co ci się stało…

Czyżby w taki przesadzony sposób odreagowywała wrzucenie do miejsca pełnego morderców? W końcu już wcześniej zmusiła się do próby zamordowania swoich kolegów z klasy, więc już kiedy ją tu osadzono, jej zdrowie psychiczne musiało osiągnąć punkt krytyczny…

– Nie.

Kyousuke nagle sobie przypomniał.
Czy w tym nienormalnym środowisku Ayaka powiedziała chociaż słowo o tym, że czuje się niepewnie? Kiedykolwiek w ogóle bała się innych osadzonych?
Nie.
Wpadała w histerię i zaczynała szaleć, kiedy Renko i inne dziewczyny były przy nim. Tak samo wygląda i ta sytuacja.
To wszystko przez to, że Renko, Eiri i Maina się z nim przyjaźnią…

– Niemożliwe…

Kyousuke w końcu zrozumiał.
Ayaka zachowywała się tak nie ze względu na środowisko czy otaczające ich osoby; jej gniew był skierowany jedynie w stronę „członków płci przeciwnej”, z którymi był blisko.

– Jesteś taka, bo…

– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Kiedy już miał ją o to spytać, Ayaka nagle wybuchła. Zaczęła kręcić głową i krzyczeć, a kiedy ucichła, rzuciła histerycznie:

– Niedobrze… To niewybaczalne. To nie jest braciszek, jakiego Ayaka chce widzieć! Zniknij! Zniknij, szybko… Proszę. Odsuń się, braciszku!

– Ayaka, czekaj! Błagam, wysłuchaj mnie. Nie wiem, co ty sobie myślisz, ale to tylko moje przyjaciółki…

– Zamknij się! Zamknij się! Zamknij się! Zamknij się! Zamknij się!!! Nie chcę słyszeć ani słowa z tych twoich zbrukanych ust! Skończ z tym i się odsuń! Albo zabiję i ciebie!

– Nie ma sprawy.

– Co…?

– Nie pozwolę ci ich zabić, więc lepiej będzie, jeśli to ja zginę. Proszę… Proszę, uspokój się. Jeśli kogoś zabijesz, na pewno się załamię. W końcu jesteś… Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie!

– …

Błagania Kyousuke sprawiły, że Ayaka opuściła strzelbę, po czym powiedziała cicho:

– Braciszku…

Kyousuke poczuł ulgę, że w końcu jego uczucia do niej dotarły, i się uśmiechnął.

– Taa, więc to tak.

Na twarz Ayaki także zawitał uśmiech, jednak nie wyrażał on ulgi, ani tym bardziej szczęścia, lecz rezygnację.

– A więc to tak… Zbrukały cię aż do tego stopnia. Hmm. Rozumiem. Wysłucham twojej prośby i ich nie zabiję. Zamiast tego… – Dziewczyna ponownie uniosła strzelbę i spojrzała prosto na brata. – Zabiję ciebie, dobrze? – Wycelowała broń prosto między jego oczy, po czym powiedziała słodkim głosem: – Najpierw zabiję ciebie, a potem popełnię samobójstwo. Skoro nie mogę wyeliminować tych loch z tego świata, to my z niego odejdziemy. Wtedy już zawsze będziemy sami, nikt się więcej do nas nie wtrąci i nikt już nigdy cię nie zbruka. Kusukusu. Wspaniały pomysł, prawda, braciszku? Ucieknijmy z tego świata! Dzięki temu już zawsze będziemy sami! – mówiąc to, pociągnęła bez wahania za spust.

PsyCome_V3_265
image-1356

– Aya… ka.

× × ×

Pocisk zmierzał prosto między oczy Kyousuke. Zanim jednak w niego trafił, rozbryzgując jego krew oraz mózg wszędzie dookoła…

– Kyousuke!

Eiri zareagowała, rzucając go na ziemię, a pocisk uderzył dokładnie w miejsce, gdzie ułamek sekundy wcześniej znajdowała się jego głowa.
Kuląca się Maina głośno jęknęła, po czym przewróciła się, lądując plecami na ziemi.

– Ułaaaaa!

Renko z krzykiem wyskoczyła w stronę Ayaki.

– Nie wchodź mi w drogę!

Jednak zanim Ayaka przeładowała, ponownie wymierzyła i nacisnęła spust, dziewczynie w masce udało się pokonać jedynie połowę dzielącego ich dystansu.

– Kiaa!

Renko, nie zwalniając biegu, pochyliła swoje ciało, żeby uniknąć nadchodzącego pocisku. Jak tylko ją minął, ponownie się wyprostowała. Strzał odcisnął jednak ślad po sobie, zostawiając dziury w ścianie korytarza oraz pokrytej linoleum podłodze.

– Ku! Nieznośna!

Chociaż Ayakę zaskoczyła zręczność Renko, jej ruchy nie zwolniły nawet na moment. Kiedy dziewczyny wciąż dzieliły dwa metry, strzelba w jej rękach była ponownie załadowana oraz wymierzona prosto w maskę biegnącej.
Szooko.
Renko, która już miała zamiar skoczyć na strzelającą, nagle zamarła.
Ayaka uśmiechnęła się potwornie, naciskając spust w celu wysadzenia w powietrze głowy przeciwniczki.

– …?!

Jednak jej strzelba się zacięła.
Ayaka zaczęła rozpaczliwie próbować usunąć pustą łuskę, która nie opuściła broni, kiedy…

– Hunshuko!

– He?!

Renko szybko ją staranowała, przez co Ayaka straciła równowagę i upadła na ziemię, a strzelba wypadła jej z rąk. Dziewczyna w masce szybko ruszyła w stronę broni.

– Nie uda ci się!

– Ułaaa?!

Ayaka jednak dopadła ją od tyłu, rzuciła ku ziemi i po kilkukrotnym przeturlaniu się po podłodze znalazła się na niej.

– Nie wchodź mi w drogę, brudna locho! – krzyknęła, uderzając pięścią w maskę.

Renko spojrzała na nią, rzucając gniewnie:

– Nie pozwolę ci zabić Kyousuke tylko dlatego, że zdecydowałaś się ulec swojej manii prześladowczej! Jeśli koniecznie chcesz kogoś zabić, to zabij mnie! Zrób, co tylko może… Ghh!

Ayaka, nie czekając, aż Renko skończy mówić, uderzyła ją lewą ręką. Patrząc, jak głowa dziewczyny przekręca się na bok, powiedziała:

– Wspaniale, masko. Dostaniesz, o co prosisz! Taki grzesznik jak ty pójdzie prosto do piekła i nie trafi do tego samego miejsca co ja i braciszek!

– O czym ty bredzisz? Jeśli mnie zabijesz, trafisz do piekielnego kotła razem ze mną, podczas gdy Kyousuke pójdzie do nieba! Nawet jeśli zginiecie razem, nie skończycie w tym samym miejscu! Jaka szkoda, nawet po śmie…

– Ku… Z-Zamknij się! Jesteś za głośno! Przymknij ten swój brudny, świński ryj! – Ayaka zrobiła się cała czerwona z gniewu i wzięła zamach pięścią.

Renko odsunęła jednak głowę na bok, chociaż wydało się, że czeka z tym aż do ostatniej chwili.

– Ach!

Kiedy cios trafił w podłogę, zamaskowana dziewczyna posłała pięść w zdziwioną twarz Ayaki.

– Phh!

Otrzymanie ciosu w rewanżu trochę wystraszyło siostrę Kyousuke, co Renko wykorzystała, żeby podnieść górną część ciała.

– Ty locho!

Chwyciła Ayakę, rzuciła ją na ziemię, siadła na niej, chwyciła jej koszulę jedną ręką i zbliżyła maskę do jej twarzy.

– Nie zabieraj się za zabijanie tylko dlatego, że coś nie idzie po twojej myśli! Jak można być aż tak samolubnym?! Skoro taka chętna do tego jesteś, spróbuj najpierw ze mną! Tylko że z twoim drobnym ciałkiem nie dasz rady nawet mnie zadrasnąć! Skoro ja jestem świnią, to ty jedynie zwykłym kurczakiem! – wykrzyczała, po czym uderzyła dziewczynę w twarz.

– Pff?!

Po otrzymaniu ciosu Ayaka spojrzała gniewnie na Renko.

– Z-Zamknij się! Zbrukałaś braciszka, więc nie pozwolę ci robić mi wykładów! Ty durne krówsko z obwisłymi cycami! Holstein!

– Ta, ta, gadać to sobie możesz. I nie są obwisłe! Jak mi cię żal. W końcu Kyousuke ubóstwia wielkie piersi! Co ty w ogóle o nim wiesz?!

– To ty nie rozumiesz braciszka! On nie lubi wielkich cycochów, tylko piękne, kształtne piersi! Przestań się zachowywać, jakbyś pozjadała wszystkie rozumy! A takie nadmierne wypychanie stanika to już przegięcie! – Ayaka chwyciła piersi Renko obiema rękami.

Szooko.
Renko na chwilę znieruchomiała, co Ayaka wykorzystała i uderzyła ją z główki, po czym chwyciła lecącą do tyłu dziewczynę za maskę, przyciągnęła do siebie i sprzedała jej cios pięścią.

– Rozumiem! Bardzo dobrze go rozumiem! Rozumiem go lepiej niż ktokolwiek inny! Ty… jesteś jedynie dodatkiem, którego niedawno spotkał, więc nie ma szans, bym z tobą przegrała! Jak miałabym polec z kimś takim?! Giń! Giń, giń, giń, giń!

Ayaka zaczęła zalewać Renko gradem ciosów, a ta, wpatrując się w jej wściekłą twarz, wysyczała:

– Rozumiesz?! Ty niby na… Pf! Ty niby naprawdę rozumiesz Kyousuke?! Wątpię! Gdy… Pff! Gdybyś go rozumiała, nie robiłabyś te… Pff! Nie mordowałabyś ludzi na jego oczach! Pff! Nie przegram! Ktoś taki jak… Pff! Nie zamierzam zginąć z ręki kogoś tak ślepego i samolubnego, kto nie potrafi nawet rozróżnić dobra od zła! Pff!

Renko nie przestawała mówić, mimo że coraz bardziej wściekła Ayaka zalewała ją gradem ciosów to z prawej, to z lewej – przy czym jej warkoczyki podskakiwały na wszystkie możliwe strony.

– Zamknij się! Zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się, zamknij się!!!

– I kto tu jest nieznośnie głośny?! Kuuu, nieznośna!

– Morda, brzydulo!

– Ktoś o tak paskudnej osobowości nie ma prawa tak mnie nazywać!

– To ty nie masz prawa tak mnie nazywać!

– Ty nie masz prawa mnie oceniać! Jestem od ciebie o wiele ładniejsza!

– Aaaa, mam dość! Rozerwę ci twój brudny pysk, locho!

– To moja kwestia!

Jak tylko Ayaka osłabła od wyprowadzania tych wszystkich ciosów, Renko chwyciła ją i rzuciła na ziemię. Dziewczyny ponownie parę razy przetoczyły się po podłodze.
Całe to zamieszanie zdążyło już ściągnąć innych uczniów.

– Ooo?! Byłem ciekawy, co to za wrzaski, a to tylko walczące laseczki! Zabij! Zabij!

– Hee, heeheehee… Dwa gorące ciała, obściskujące się, porwane ubrania, zadyszka… He, heeheehee.

– Renko?! I Ayeczka? Co wy wyprawiacie?!

– Chyba się pożywiają. Światem rządzą prawa natury, przetrwają tylko najsilniejsi, a zwycięzca pożera przegranego.

– Kukuku. Chihiro ma rację. Siła jest wszystkim! Too prawo absolutne, a najsilniejsza osoba ze wszystkich będzie rządzić tym światem jako Cesarz Absolu… Uuuaaaa?! Strzelba?! Na ziemi leży strzelba! Prawdziwa?! Ej, ej, to prawdziwa broń?!

Uczniowie zaczęli się schodzić zarówno z obu korytarzy, jak i od wejścia do budynku, otaczając ich ze wszystkich stron , jednak nikt nie wtrącił się do walki pomiędzy dziewczynami, które były tak pochłonięte szarpaniną, że nawet nie zauważyły zebranego tłumu.

– …

Eiri dalej dociskała Kyousuke do ziemi, a Maina cały czas siedziała na podłodze; tak jak cała reszta nie wtrącali się i jedynie obserwowali starcie.
Nie minęło wiele czasu, a wejścia do szatni były już całkowicie zapchane przez widzów.
Szooko. – Przynajmniej przez chwilę pomyśl, co czuje Kyousuke, jasne, Ayeczko?!

– Zawsze biorę to pod uwagę! O wiele, wiele, wiele bardziej niż ty!

Dziewczyny wstały i zaczęły ciągnąć się za włosy.

– Nie! Nawet przez sekundę nie brałaś jego uczuć pod uwagę! Jedynie przerzucasz na niego swoje ideały, prawda?!

– Nic na niego nie przerzucam! Braciszek zawsze w pełni mnie akceptuje!

– To nie jest branie go pod uwagę! Ciągle jedynie uciekasz przed rzeczywistością!

– Bo go, szmaty, zbrukałyście!

– Uciekasz przed rzeczywistością! Ale wiedz, że już z tym przedobrzyłaś, świrusko!

– To ty teraz przesadziłaś, grubasko!

– Co żeś powiedziała?!

– Co?!

Dziewczyny zderzyły się czołami.
Obie miały potargane włosy i podarte mundurki. Twarz Ayaki były cała w sińcach, a maska Renko wyglądała, jakby miała zaraz spaść.
Maska sama jej spada? Ale czy to możliwe?
Zdjęcie maski, jej limitera czy też pieczęci, zmieniało Renko w dziką bestię, Urodzonego Mordercę stworzonego jedynie po to, aby mordował wszystkich ludzi w zasięgu wzroku. Dlatego zawsze miała ją na sobie, ale…
Kiedy tylko życie Renko było zagrożone, włączało się zabezpieczenie jej limitera, który zdejmował blokadę maski. Pewnie tak stało się także i w tej sytuacji.
Kyousuke miał wrażenie, że sama Renko nie bardzo się tym przejmowała, ale maska bez wątpienia zaczęła spadać z jej głowy, a gdyby całkowicie z niej zleciała, sprawy przybrałyby naprawdę krwawy obrót.

– Ej, przestańcie! Renko, Ayaka! Dość tej walki!

Kyousuke, chcąc do nich podbiec, odepchnął Eiri na bok, ale…

– T-Ty… nieznośne coś! – wrzasnęła Ayaka, po czym wyprowadziła kolanem cios w brzuch Renko.

Szooko.
Zaatakowana jęknęła, puściła przeciwniczkę i zachwiała się na nogach.

– Khhh!

Otrzymała kolejne uderzenie, tym razem w twarz, po którym zrobiła duży krok do tyłu. Odwróciło jej głowę od Kyousuke, ale wyraźnie było widać, że coś z niej spadło.

– …?!

Widzowie stojący po stronie, w którą patrzyła, wstrzymali oddech.
Sama Renko także zamarła.
Maska wylądowała u jej stóp.

– …

W szatni pojawiła się trudna do opisania atmosfera, zupełnie jakby gorące powietrze, powstałe przez napięcie wytworzone podczas walki, oraz wszystkie dźwięki nagle zamarzły.

– Och… – Czysty, sopranowy głos. Renko spojrzała na Ayakę, która była już gotowa do wyprowadzenia kolejnego ciosu. – Fufufu. – Po tym, jak spadła jej maska, druga osobowość wzięła nad nią górę. Jasnoróżowe usta dziewczyny uformowały potworny uśmiech. – Jaki mocny cios… Fufu. Dzięki niemu spadła moja maska! Rety. Jak zamierzasz mi to zrekompensować? Zaczyna już grać. Brutalna melodia, jakiej jeszcze nigdy nie słyszałam!

– …?!

Ayaka zaniemówiła na widok pięknej twarzy Renko. Wpatrywała się jedynie w jej jasnoniebieskie, wyglądające jak tafla lodu na zamarzniętym w temperaturze zera absolutnego jeziorze, oczy. Siostra Kyousuke otworzyła parę razy usta, jednak nie dała rady nic powiedzieć. Szok był dla niej tak wielki, że nie mogła ruszyć nawet palcem.
Zresztą także wszyscy pozostali uczniowie zaniemówili na widok jej prawdziwej twarzy.
Ciszę, jaka nastała, przerwał dopiero czysty, sopranowy głos:

– Oj? Ojej, fufu. Jestem tak piękna, że aż odebrałam wszystkim duszę. Ojej. Bycie zbyt urodziwą naprawdę jest zbrodnią! Nie ruszyłam się nawet o centymetr, a zmasakrowałam serca wszystkich obecnych! Teehee. Fufu. Teraz mam też zająć się ich ciałami? Kompletnie zniszczyć ciała i umysły…

– Ach… oooo… Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – Ayaka nagle krzyknęła, obróciła się plecami do Renko i zaczęła biec w stronę drzwi wejściowych do szkoły.

– He? Ayeczko, czekaj! Nie uciekaj!

Ale Ayaka nie uciekała.
Jej celem była strzelba leżąca tuż przy wyjściu, za jedną z szafek na buty. Podniosła ją, wycelowała prosto w serce Renko, a następnie pociągnęła za spust.
Bum.
Jednak chybiła, a wystrzelony pocisk trafił w tablicę ogłoszeń koło Eiri, a wszyscy zebrani zaczęli krzyczeć ze strachu.

– Stój! Ayeczko, stój! – wykrzyczała Renko i skierowała ręce przed siebie, dając jej tym sygnał, żeby przestała.

Oczywiście Ayaka nie miała zamiaru jej posłuchać.

– Aaa! To niebezpieczne! Bardzo niebezpiecznie! Ułaaa!

Jeden, dwa, trzy strzały pod rząd – jeden głośny huk po drugim rozchodziły się po szatni – jednak wszystkie pociski chybiły. Nie dlatego, że Renko tak zwinnie robiła uniki. Jej aura musiała tak wstrząsnąć Ayaką, że ta nie była w stanie w nią wycelować.
Po trzech pudłach strzelająca z rezygnacją zwiesiła głowę.

– Aaaaaaaaaaaaa! Nie mogę tego znieeeeeeść!

Trzymając dalej broń w rękach, zaczęła biec w stronę swojej przeciwniczki. W mgnieniu oka do niej dobiegła.

– …

Renko na to nie zareagowała.
Ayaka uśmiechnęła się i wycelowała strzelbę prosto w jej pierś, ale w tym momencie Renko pochyliła się i…

× × ×

Nastała pełna napięcia cisza.
Wszyscy na widok sceny, jaka rozgrywała się przed ich oczami, przełknęli głośno ślinę.

– Co się stało, Ayeczko? – spytała Renko chłodnym głosem, jednocześnie potwornie się wykrzywiając. Jej białe zęby, widoczne spomiędzy pięknych ust, zabłysły niczym kły dzikiej bestii. – Lepiej się pospiesz, jeśli naprawdę chcesz mnie zabić.

Miała przyciśniętą do czoła lufę strzelby, jednak broń się trzęsła.

– Hoo. Hoo. Hoooo! – Ayaka, próbując uspokoić oddech, chwyciła mocniej broń. Wyszczerzyła zęby, położyła palec na spuście i wlepiła spojrzenie swoich czerwonych od wściekłości oczu prosto w Renko.

Jednak jej przeciwniczka wzruszyła ramionami.

– Tak jak osiem razy wcześniej. Po prostu ściśnij ten palec, który trzymasz na spuście. Proste, prawda? Nawet ja zginę po trafieniu z tej odległości. Chyba że chybisz, wtedy to będzie już zupełnie inna sprawa.

– …iję cię.

– Tak. Jeśli jestem na twojej drodze i tak bardzo mnie nienawidzisz, to mnie zabij.

– Zabiję cię! Zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię!

– No, śmiało. Samym paplaniem jęzorem mnie nie zabijesz. Naprawdę chcesz to zrobić?

– N-Nieznośna! Zamknij się! Skoro tak bardzo prosisz, spełnię twoje życzenie.

– Stój! – krzyknął Kyousuke. Oparł ręce na kolanach, a potem powiedział: – Ayaka, przestań. Nie zabijaj Renko. Proszę.

– Braciszku…

Ayaka, patrząc na błagającego ją brata, zmrużyła oczy. W jej spojrzeniu wciąż nie było blasku, nawet najmniejszego promyka.

– Hoo. A więc jednak ci zależy.

– Zależy? Oczywiście, że tak.

– To prawda. Braciszek został otruty. Ale to już bez znaczenia. Zabiję. A po śmierci maski zabiję braciszka i siebie. Kusukusu. Tak. Muszę działać szybko. Tym razem wyceluję dokładnie między oczy…

– Zależy mi na tobie! – krzyknął Kyousuke, kiedy jego siostra obracała spojrzenie w stronę Renko. – Tak, nie chcę, żebyś ją zabiła, bo mi zależy, tylko że na tobie! Jeśli jednak mimo to chcesz zabić moich przyjaciół… Może jesteś o nie zazdrosna, ale w moim sercu nikt cię nie zastąpi! Tak bardzo mi na tobie zależy… ale jeśli zabijesz kogoś z takiego powodu…

– Ej, Ayeczko – zaczęła Renko, patrząc na bok twarzy Ayaki – w ogóle o tym nie pomyślałaś?

Zaskoczona pytaniem dziewczyna, spoglądając na pytającą, uniosła brwi.

– Co? Zabiję cię, a potem…

– Nie to. Mówię o Kyousuke. Kyousuke cierpi… Jest bardzo smutny, bardzo cierpi, prawda? Musi błagać o coś takiego członka swojej rodziny. W ogóle o tym nie pomyślałaś?

– Hmm. – Ayaka zamilkła, ale po krótkiej chwili ponownie wybuchła gniewem. – To przez was, pieprzone kurwy, braciszek cierpi! Zbrukałyście go… To wszystko wasza wina! Gdyby nie wy, szmaty, nie musiałabym tego robić! Braciszek nie musiałby mnie takiej oglądać… To nie moja wina. To wszystko przez ciebie!!! – wrzasnęła, po czym padła na kolana.

Renko przed otworzeniem ust poczekała, aż oddech Ayaki się uspokoi.

– Będę bezpośrednia, Ayeczko. – Uśmiechnęła się, obnażając jednocześnie swoje kły, co nadało jej twarzy naprawdę potworny wygląd. – Mogę cię zabić, kiedy tylko zechcę. Złamać ci rękę, zanim zdążysz pociągnąć za spust, czy zmiażdżyć ci głowę, zanim jeszcze pocisk by do mnie dotarł… Fufu. Na kogoś takiego jak ty wystarczy mi parę sekund. Nie potrzebuję do tego żadnej broni. Mogę cię rozerwać gołymi rękoma na milion kawałeczków. – Renko otworzyła szeroko oczy, jednocześnie pokazując język.

– Ooo… – Przerażona Ayaka zaczęła się trząść.

– Ale cię nie zabiję. Wiesz dlaczego?

– K-Kto wie co ty tam sobie myślisz! Jakby to miało coś wspólnego z…

– Bo Kyousuke byłby smutny. – Spojrzenie Renko było pełne dobroci. Być może nawet podczas gotowania pod swoją maską miała taką właśnie minę, kiedy patrzyła, jak Kyousuke je przygotowane przez Ayakę jedzenie.

– …?! – Ayaka była w szoku.

Renko mówiła dalej, cały czas spoglądając szczerze prosto w jej oczy:

– Kocham Kyousuke i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby uniknąć sytuacji, w której by cierpiał. Dla niego jestem w stanie powstrzymać mój morderczy impuls, i to bez względu na jego siłę. Powstrzymuję zazdrość, niepokój, żądze, sam cel mojej egzystencji. Sam cel mojego istnienia. Nawet jeśli wydaje się to niemożliwe, dla niego jestem w stanie powstrzymać to wszystko.

– Co…

Ayaka po usłyszeniu słów równie szczerych jak spojrzenie jej rozmówczyni nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
Renko zmrużyła swoje niebieskie oczy i spytała:

– A co z tobą, Ayeczko? Dla dobra Kyousuke jesteś w stanie powstrzymać swoje emocje? Twoje uczucie do niego jest aż tak płytkie?

– Z-Zamknij się.

– Tak naprawdę zależy ci jedynie na sobie. W rzeczywistości w ogóle nie bierzesz Kyousuke pod uwagę! To całe powtarzanie, że jest zatruty i zbrukany, jest jedynie wymówką, żeby móc uzasadnić przedkładanie twoich uczuć ponad jego, prawda?!

– Zamknij się…

– Ojej. Jaki z ciebie nieudacznik. Najważniejszą osobą na świecie nie jest dla ciebie Kyousuke, ale ty sama. To była łatwa wygrana. Tak łatwa, że aż chce mi się śmiać! Fufu. Nie mam najmniejszego zamiaru zabijać osoby, która nie potrafi w ogóle pohamować swojej żądzy krwi. Ojej, ojej, co się stało? Chcesz mnie zabić?! Ahaha!

– Zamknij się!!! – ryknęła Ayaka histerycznie, otwierając szeroko swoje czerwone od gniewu oczy. Ponownie przyszykowała strzelbę do wystrzału i przycisnęła ją do czoła Renko, jednak palec na spuście dalej się trząsł. – Zabiję cię… Zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię, zabiję cię!

– …

Renko jedynie wpatrywała się w Ayakę, która recytowała chęć zabicia jej jak mantrę.
Po chwili z oczu trzymającej broń dziewczyny zaczęły płynąć łzy.

– Ayaka!

– Ayeczko!

– …

Szloch, szloch, szloch, szloch, szloch, szloch, szloch, szloch, szloch.
Ayaka zaciskała mocno zęby. Z jednej strony wydawało się, że naciska na spust, z drugiej wyglądało to, jakby starała się przed tym powstrzymać. Chwilę później…
Szloch, szloch, szloch.
Ayaka się skrzywiła i puściła strzelbę. Zaczęła płakać, zakrywając twarz już wolnymi rękoma.

– Kocham braciszka! Poziom miłości nie jest gorszy od maski! Kocham! Kocham! Nie chcę go oddać… Bo to mój skarb… Tylko jemu na całym świecie mogę ufać! – wykrzyczała, szlochając. – Nie chcę, żeby maska, głupkobane czy lisia mi go ukradły… Nie pozwolę ukraść mojego braciszka! Jeśli mnie zostawi, zostanę całkiem sama… Nie chcę tego. Nie wytrzymam… Ayaka nie ma nikogo poza braciszkiem… Nie zostawiaj mnie, braciszku…

– A-Ayaka…

– Ayeczko, już dobrze. – Renko, nie czekając nawet, aż Kyousuke do nich dobiegnie, uklękła przed płaczącą dziewczyną i zaczęła ją głaskać po głowie. – No już, już, dobra dziewczynka. Kochasz Kyousuke, a on ciebie. Jesteście troszczącym się o siebie rodzeństwem, a twoim zdaniem taki związek łatwo jest zniszczyć? Żaden obcy jak my nigdy nie da rady zerwać takiej więzi.

– Oczywiście, że nie! Niby jak to mogłoby być proste?!

Ayaka nagle spojrzała na Renko, a ta, uśmiechając się z satysfakcją, pokiwała głową.

– Właśnie. Dlatego nie masz powodów do zmartwień. Nie chcę ci ukraść Kyousuke. Pragnę wkroczyć do waszego świata.

– Hmm?

– Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, żeby mówić takie rzeczy. Dopiero się spotkałyśmy, więc póki co będę walczyć o twoje zaufanie. Lubię cię. Prawdę mówiąc, na początku chciałam się do ciebie zbliżyć jedynie dlatego, że jesteś siostrą Kyousuke, ale… Czy czasem dziewczyny kochające tę samą osobę nie mają tendencji do zbliżania się do siebie? Zanim to zauważyłam, moje podejście do ciebie uległo zmianie i naprawdę walczyłam o twoją przyjaźń.

– … – Ayaka zagryzła wargę i ponownie zwiesiła głowę.

– Eee… Więc jednak nic z tego? Nie chcesz zadawać się z morderczynią? Prawdę mówiąc, dalej chcę cię zabić, nawet bardzo… Hamuje mnie jedynie to, że unieszczęśliwiłabym tym Kyousuke. Ale bądź cierpliwa. Jak tylko go zabiję, od razu wezmę się i za ciebie..

– …ważne.

– Hmmm?

– Nieważne, czy jesteście mordercami! Dla mnie 99% świata to bezwartościowe śmieci. Inni ludzie mnie nie obchodzą. Nic na to nie poradzę. Jeśli ktoś wchodzi mi w drogę, musi zostać wyeliminowany. Nie ma w tym żadnych uczuć. Pozbycie się śmieci nie wzbudza ani gniewu, ani tym bardziej winy. Ani trochę…

– Naprawdę?

– Jednak – Ayaka z zakłopotaniem spojrzała na swoją prawą rękę – nie mogłam strzelić. – Skupiła wzrok na palcu, który jeszcze chwilę wcześniej spoczywał na spuście strzelby. – Nie dałam rady zabić maski… Kiedy pomyślałam, że znikniesz z tego świata… zaczęło mnie boleć w piersi. Razem zwiedzałyśmy budynek, uciekaliśmy przed starszymi klasami, uczyłyśmy się, gotowałyśmy, tyle rzeczy przyszło mi do głowy…

– Ayeczko…

– Byłam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo zła. Dlaczego nie mogę tego zrobić? To nic innego jak pozbycie się jakiegoś śmiecia, więc skąd to wahanie? Ale… teraz już rozumiem. – Ayaka spojrzała na Renko. – Nie powstrzymałam się dlatego, że braciszek byłby smutny, po prostu nie chciałam tego zrobić. Dla mnie maska… – Na policzkach Ayaki pojawił się rumieniec. – Renko nie jest już zwykłym śmieciem.

– … – słysząc te słowa, Renko zamilkła.

– Eee… Renko? – spytała Ayaka, marszcząc czoło.

– Ułaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – Renko złapała się za głowę i zaczęła turlać po podłodze.

– Iaaa! Renko, co się sta…

– Nie podchodź! – Renko powstrzymała Ayakę przed podejściem do niej. – Ooch, niedobrze… Ten zabójczy impuls jest naprawdę potworny!!! Super szybkie riffy, mega blasty i strumień z siedmiostrunowych basów wiercą mi gło… Aaaaa! To zbyt intensywne!!! N-Naprawdę chcę zabić… Chcę zabić, chcę zabić, chcę zabić, chcę zabić, chcę zabić, chcę zabić, chcę zabić!!! Jaki piękny death metal! Kompletnie niekontrolowany… Nie mogę zapanować nad tym impulsem!!!

– Renko?! Wytrzymaj chwilę, zaraz dam ci twoją maskę.

Przed wszystkimi widzami i zszokowaną Ayaką, którzy nie mieli zielonego pojęcia, co się dzieje, Kyousuke nałożył na Renko jej limiter.

PsyCome_V3_291
image-1357

× × ×

– Naprawdę się na tobie zawiodłam, młodsza Kamiya.

Godzinę po incydencie ze strzelbą cała grupka Kyousuke została wezwana do „biura” Kurumii, leżącego w nowym budynku szkoły. Nauczycielka stanęła przed swoim czarnym biurkiem, po czym wydmuchała dym z papierosa w twarz osoby stojącej w centrum rzędu ustawionych przed nią uczniów.
Ayaka zakaszlała, a następnie obrzuciła ją ostrym spojrzeniem.

– Zawiodła się? Przecież to pani dała mi strzelbę, prawda?

– Dokładnie.

– Dokładnie… a uj! – Kyousuke wrzasnął na nauczycielkę, która przyznała się do wszystkiego. Zresztą już wcześniej odgadł, że to ona stała za całą tą sytuacją.

Wcześniej nie mogli nigdzie znaleźć Ayaki, ponieważ Kurumiya ją ukryła, a kiedy oni byli na lekcjach, nauczycielka wysłała ją na strzelnicę w nowym budynku szkoły. Tam siostra Kyousuke nauczyła się używać otrzymaną strzelbę pod okiem nauczyciela o imieniu Miduchi.
Mózg tej operacji, Kurumiya, wzruszyła ramionami.
– Nie zawiódł mnie sam ten incydent, ale to, że nikogo w nim nie zabiłaś, kretynko. Osiem strzałów, same pudła. Nawet niekompetencja ma jakieś limity! Zawiodłaś raz, trudno, ale taka porażka nawet na egzaminie poprawkowym? Przestań sobie jaja robić.

– To ty robisz sobie jaja! – Kyousuke pochylił się i złapał Kurumiyę za kołnierz. – Co ci zrobiła moja siostra, ty pieprzona sadystko?! Zaraz cię, kurwa, zajebię!

Jego krzyk odniósł jednak odmienny efekt, niż planował chłopak. Nauczycielkę ucieszył ten wybuch.

– Łał. W końcu jakaś żądza mordu! Tak się cieszę, Kamiya. W takim razie pobawię się trochę z młodszą Kamiyą. Dasz radę się powstrzymać, oglądając, jak zabawiam się z twoją siostrą, co, dupku? Kuku. Tak jak myślałam, sprowadzenie jej tu było świetnym pomysłem.

– C…?! T-Ty kurwo…

Kyousuke rozwścieczyło ostatnie zdanie, które się jej wymsknęło. „Sprowadzenie jej tu”. Innymi słowy, pozwoliła Ayace uczęszczać do tej szkoły, mimo że skazano ją jedynie za usiłowanie zabójstwa, czy może…

– To ty, szmato, dałaś jej strzelbę, zanim jeszcze ją tu osadzono, prawda?

– Nie.

– He? Więc co za bydlak…

– Kurier oczywiście. Wysłałam paczkę, ale to nie ja doręczyłam ją twojej siostrze. Zresztą niby czemu sama miałabym to robić, co?

– Co to za popieprzona logika?!

– Cisza. – Kurumiya dmuchnęła dymem z papierosa w twarz chłopaka. – Coś taki zły, gówniarzu? Powinieneś mi dziękować. Dzięki temu, że wysłałam wadliwą broń twojej siostrze, dostała się tu, nikogo nie zabijając.

– He?! To ma być jakiś żart?! Gdybyś nie dała jej broni…

– Nieuniknione. Popełnienie morderstwa przez twoją siostrę było po prostu nieuniknione.

– He?

– Ja tylko jej trochę pomogłam. Nawet nie mając tej broni ode mnie, użyłaby pewnie jakiegoś ostrego obiektu czy czegoś tępego, albo nawet gołych rąk… Znalazłaby jakiś sposób, żeby zabić i dostać się tam, gdzie jesteś. Tak samo było zresztą w tym przypadku. Bez mojej interwencji i tak próbowałaby zabić Renko i wszystkie pozostałe dziewczyny. Mam rację, młodsza Kamiya?

– …

Ayaka, słysząc pytanie Kurumii, zamilkła. W tej sytuacji nie mogła ani odpowiedzieć twierdząco, ani wszystkiemu zaprzeczyć, jednak odwróciła wzrok, ponieważ miała prawdę wręcz wymalowaną na twarzy.

– Mimo że nikogo jeszcze nie zabiła, mogę ci zaręczyć, że jest prawdziwą psychopatką. Z zabijaniem nie wiąże żadnych emocji. Gdybyś jej nie ograniczał, bez najmniejszych trudności przekroczyłaby tę barierę. Poza tym to ty skrzywiłeś jej zasady moralne, Kamiya.

Nie mógł temu zaprzeczyć.
Kyousuke sam już zaczynał to rozumieć.
Jego metoda ocalenia Ayaki przed nękaniem w szkole była zbyt brutalna, co poskutkowało zawężeniem jej świata. Jedyny pozostały związek z inną osobą doprowadził w końcu do obsesji na jego punkcie, a jednocześnie zmienił się także światopogląd dziewczyny.
To jego pięść, którą cały czas wymachiwał, by pomagać siostrze, doprowadziła ją do upadku, a każda kolejna próba ratunku ściągała Ayakę głębiej w otchłań ciemności.
Dlatego właśnie Kyousuke nie mógł winić siostry.
Sam był źródłem problemu, który pchnął Ayakę do usiłowania popełnienia morderstwa i to on powinien wziąć za to wszystko odpowiedzialność.

– Nie, braciszku. Nie zrobiłeś niczego złego – powiedziała Ayaka, kładąc rękę na piersi. – Ocaliłeś mnie. Nie jeden, a wiele, wiele razy. Bez ciebie mogłabym już dawno zniknąć z tego świata. Dlatego proszę, nie obwiniaj się. Nie przepraszaj. Nie myśl, że ocalenie mnie było błędem… To ja wszystko pokręciłam. Byłam zbyt rozpieszczona. Przepraszam, braciszku.

– Ayaka…

– Tcz. – Kurumiya strzeliła językiem i odchyliła się do tyłu na swoim krześle. – Rety, jakie to nudne. Nudne, nudne, nudne! Idźcie odgrywać tę scenkę rodem z telenoweli gdzie indziej. Mam już was dość, zejdźcie mi z oczu. Tym razem będę dla was wyrozumiała.

– Wyrozumiała? Przecież to wszystko było twoją sprawką.

– Jesteś za głośno, głupkobane.

– Zamknij się.

Eiri i Maina wyszły z biura, kiedy jednak reszta grupy miała podążyć w ich ślady…

– Kamiya, tak przy okazji. Jeśli chodzi o twój warunek opuszczenia tego świata, teraz do tego będzie wliczona twoja siostra – powiedziała Kurumiya. – Jeśli młodsza Kamiya do końca szkoły nikogo nie zabije i oczywiście sama przez ten czas nie zginie, będziesz mógł opuścić ten zakład . Przy okazji, wyjaśniłam jej już prawdziwe przeznaczenie tej szkoły, więc nie musisz tracić czasu na zbędne tłumaczenia.

– To bardzo pomogło. Mnie to jak najbardziej pasuje.

– Tak! Dla braciszka dam z siebie wszystko!

– Kukuku. Opierajcie się, jak możecie, rodzeństwo. Urodzony Morderca, co do ciebie… – Uśmiech znikł z twarzy Kurumii, kiedy mrużąc oczy, spojrzała na Renko. Przez chwilę wpatrywała się w jej maskę. W końcu powiedziała: – Nieważne. Wypieprzaj mi stąd.

Łuusz.
Renko się zaśmiała i nie mówiąc ani słowa, wyszła z pokoju. Kyousuke i Ayaka złapali się za ręce i podążyli za nią. Zanim jednak wyszli, chłopak podczas zamykania drzwi zobaczył, co robi Kurumiya.

– A żebyście zdechli.

Nauczycielka, potwornie krzywiąc się z gniewu, zaczęła wybierać numer na swoim telefonie komórkowym.