Posłowie

Następnego dnia w gabinecie pielęgniarki rozległ się krzyk Mainy:

– Cooo?! Kyousuke nikogo nie zabił? Naprawdę nikogo nie zabił?!

– Nie tak głośno! Ciszej, ciszej!

– Co będzie, jeśli ktoś cię usłyszy?! W dodatku celowo to powtórzy… Auć!

Eiri krzyknęła razem z Kyousuke, ale w pewnym momencie złapała się za żebra i skrzywiła z bólu.
Siedząca na skraju łóżka dziewczyna miała na sobie dres w paski. Jej zwykle związane w kucyk rdzawoczerwone włosy były rozpuszczone, a normalnie nieokazująca emocji twarz wykrzywiona z cierpienia.

– Eiruś, nic ci nie jest?!

– He? Ach, to nic takiego. Naprawdę… Tylko się uspokój, dobrze? – kiedy Maina pochyliła się w jej stronę, Eiri odsunęła się wystraszona.

Cała była poraniona. Twarz miała w plastrach, a inne części ciała owinięte w bandaże. Był to naprawdę bolesny widok.
Osoba, która doprowadziła ją do tego stanu, kłaniała się przed nią, przepraszając.

– Uuuu… Przepraszam! Naprawdę starałam się jak najszybciej sprowadzić pomoc… Auau. Ale… Tak wiele błędów… To i to…

– To nic takiego, naprawdę. Nie musisz się martwić. W końcu to pryszcz w porównaniu do żeber połamanych przez Renko, prawda? Chociaż kilka razy mnie upuściłaś, pogarszając pewnie mój stan… Nie, raczej na pewno go pogorszyłaś. W każdym razie nie przeszkadza mi to, więc się już nie martw. I nie zbliżaj się do mnie, aż wyzdrowieję, dobra?

– Przepraszam, rozumiem – słysząc wyjaśnienia Eiri, w których starała się uważać na słowa, Maina zwiesiła ramiona.

Nie było w tym nic dziwnego. Niesamowicie niezdarna Maina, prowadząc Eiri do pielęgniarki, zaliczyła po drodze kilka wypadków, przez co ranna odniosła dodatkowe obrażenia.
Kyousuke czuł się trochę winny za powierzenie jej Mainie.

– Ech – westchnęła Eiri na widok zwieszonych głów pozostałej dwójki. – Poza tym to nie ma żadnego znaczenia. Wróćmy do tematu Kyousuke.

– Nie, owszem, ma, ale racja. Wróćmy do tematu.

Kyousuke po usłyszeniu szorstkich, jednak jednocześnie uprzejmych słów uśmiechnął się, a potem odchrząknął.

– Innymi słowy, zabicie tych dwunastu osób było fałszywymi oskarżeniami. Jestem zwykłą osobą, po prostu walczę trochę lepiej niż inni.

– Tak, tak, oczywiście. Zwłaszcza to „trochę” brzmi wiarygodnie.

– Właśnie. Kyousuke, nie jesteś zwykłą osobą… Tylko wyjątkowo silną zwykłą osobą! Kimś będącym ponad innymi, dla którego ludzie to zwykłe gównaNawiązanie do piosenki Slipknota „People = Shit”.

Po tym, jak dziewczyny z miejsca poddały jego słowa w wątpliwość, Kyousuke zwiesił głowę i zacisnął dłoń w pięść.
Po głowie krążyła mu obietnica dotycząca ukończenia szkoły, jaką złożyła mu Kurumiya.

– Wcale nie jestem silny. Może i przewyższam siłą normalne osoby, ale już tyle razy moje życie wisiało tu na włosku, że wątpię, abym dał radę przetrwać te trzy lata. Jednak…

Kyousuke zamilkł i spojrzał na twarze dziewczyn.
Spotkał je w Zakładzie Poprawczym Czyściec, ale były jego przyjaciółkami i mógł im zaufać.

– Dam radę jedynie dzięki waszej pomocy. Oczywiście ja też użyczę wam mojej siły i obronię, choćby nawet niebo waliło się nam na głowy. Dlatego proszę, pomóżcie mi! – mówiąc to, skłonił się ku dziewczynom.

Już wiele razy na nich polegał i musiał po raz kolejny powierzyć się w ich ręce.

– He? – rzuciła zaskoczona Eiri, widząc składany jej pokłon. – Kyousuke, to głupie… Po co w ogóle mówić coś takiego? Przecież to oczywiste.

– Właśnie! Właśnie! Wszystko ci się obróciło! To ty nam ciągle jedynie pomagasz. Dlatego chciałabym stać się twoją siłą. Nawet jeśli jestem całkowicie bezużyteczna.

Maina także wyraziła chęć wsparcia – chociaż pomyliła przy tym słowa pokręcić i obrócić, ale to akurat nie ma znaczenia.
Kyousuke wzruszony ich nastawieniem przetarł oczy i spojrzał w górę.

– Dziękuję. Jesteście naprawdę wspaniałe. Hmm?

W tym momencie chłopak dostrzegł przez uchylone drzwi czarną maskę przeciwgazową.Kiedy dziewczyny spojrzały w tamtą stronę, natychmiast zniknęła.

– …? – Eiri i Maina zrobiły zdziwione miny.

Kyousuke uśmiechnął się chytrze i krzyknął: – Ej, Renko, czemu tak się ukrywasz? No, wchodź.
Jednak dziewczyna się powstrzymała.
Najwidoczniej musiała wstydzić się za to, co zrobiła.
Szloch. – Ale na pewno na mnie nakrzyczysz, a potem weźmiesz mnie siłą…

– Chwilunia! Za kogo ty mnie bierzesz? Nic ci nie zrobię, więc wchodź już do środka!

– Ale jesteś zły. Nienawidzisz mnie? Widziałeś, jaka jestem naprawdę, więc nie może być inaczej… – Szloch.

Sądząc po jej głosie, musiała chodzić w kółko po korytarzu.
Kiedy Kyousuke się zamyślił, Eiri strzeliła językiem, położyła rękę na specjalnym bandażu, który utrzymywał żebra na właściwym miejscu, przez co jej piersi wydawały się jeszcze mniejsze, i zawiesiła spojrzenie na drzwiach.
To ona najbardziej ucierpiała podczas incydentu z Renko.
Doznała wstrząsu, miała obrażenia wewnętrzne i kilka zewnętrznych ran oraz złamane żebra – dojście do zdrowia powinno zająć jej przynajmniej miesiąc.
Przy okazji Kyousuke, który miał być główną ofiarą, doznał jedynie lekkich urazów, co Eiri skwitowała pytaniem, czy w ogóle jest człowiekiem, i nakrzyczała na niego z kilku innych powodów.
Nietrudno było sobie wyobrazić, co czuła teraz do Renko.
Dosłownie biła od niej oślepiająca aura poirytowania.

– Tak się skrada… To nie do zniesienia. Jeśli uważasz, że źle zrobiłaś, to wchodź i przeproś prosto w oczy. Takie podejście działa mi na nerwy.

Po ostrych słowach Eiri zza drzwi wyłoniła się do połowy maska przeciwgazowa.

– Nie uważam, abym źle zrobiła, więc nawet nie pomyślałam o przeprosinach. W końcu taka właśnie jestem naprawdę. Gdybym przeprosiła, byłoby to równoznaczne z zaprzeczeniem mojej egzystencji. Ale wy tego nie zaakceptujecie, prawda? Znienawidzicie mnie? Nie chcę, żebyście mnie nienawidzili… Chociaż wiem, że i tak się to skończy. Boję się stawić czoła takiej rzeczywistości, dlatego…

– Dlatego tak się zakradasz i ukrywasz? Powtórzę się, twoje nastawienie działa mi na nerwy. Jeśli nie chcesz przepraszać, to tego nie rób. Powiedz to tylko prosto w twarz. Wiesz, że cię znienawidzimy? Nie tobie decydować o takich rzeczach.

Po usłyszeniu słów Eiri Renko zaczęła się wahać.
W tym momencie padło na nią zdecydowane spojrzenie Mainy.

– Ale Kyousuke już nam to wyjaśnił. Po zdjęciu maski Rencia stanie się… Nie będzie mogła żyć bez zabijania. To trochę przypomina moją niezdarność. Nie wiem, czy można uznać to za coś nieuniknionego, czy po prostu przestajesz mieć wybór… Zaakceptowałaś mnie po dowiedzeniu się o mojej niezdarności, prawda? Dlatego nie będę cię nienawidzić za coś takiego!

– Maina… – po tej szczerej deklaracji Renko wychyliła się jeszcze bardziej.

Widząc, że nawet po czymś takim dziewczyna nie chce wejść do środka, Kyousuke podrapał się po głowie.

– Poza tym póki nosisz maskę, nic się nie stanie, prawda? Chociaż kiedy jesteś bez niej, lepiej się do ciebie nie zbliżać… Ale tu chodzi raczej o zagrożenie, nie o nienawiść. Widziałaś kiedyś lwy? Nie czuję do nich nienawiści, ale wiem, że mnie zaatakują, jeśli się do nich zbliżę. Podobna sytuacja, nie uważasz? Nie jestem na ciebie zły o to, co się stało, więc wchodź już do środka.

Widząc, że Kyousuke ją zachęca, Renko z wahaniem wychyliła się przez drzwi.

– Oooooo… A–Ale…

– Żadnego ale. Sama wiedza o niezdarności Mainy pozwala nam jakoś sobie z nią poradzić. Czy nie powiedziałaś czegoś takiego po tym, jak po raz pierwszy się do niej przekonałaś? Na tej samej zasadzie wiemy już, jakie zagrożenie stanowisz ty. Żadne z nas się na ciebie nie gniewa. Renko, wiesz, że wczoraj wszyscy czekaliśmy, aż przyjdziesz?

Renko nagle znieruchomiała.
W milczeniu spojrzała najpierw na Kyousuke, potem na Eiri i Mainę.
Chłopak uśmiechnął się chytrze, pierwsza z dziewczyn wzruszyła ramionami, a druga zrobiła wesołą minę.
Chwilę później…

– Ueeeeeeeeeee!

Renko pchnęła drzwi i wbiegła do środka.

– Dziękuję… Naprawdę wam dziękuję! – Szloch, szooko.

Objęła mocno całą trójkę.

– Auu! Głupia, to boli! – w oczach krzyczącej Eiri pojawiły się łzy. Odpychając od siebie Renko, dodała jeszcze: – A żebyś tak zdechła! – po czym zasłoniła klatkę piersiową.

– Uaaa… Renciu, nie płacz – po wypowiedzeniu tych słów Maina sama zalała się łzami i objęła mocno Renko.

– A ja o mało nie zginąłem z rąk tej dziewczyny – powiedział Kyousuke, głaskając ją po plecach.

Z jakiegoś powodu nie był na nią zły. Może to czaiło się gdzieś w głębi jego serca, ale ku własnemu zaskoczeniu czuł do niej głównie sympatię.
Miała tak ciepłą i niewinną osobowość, że po prostu nie mógł się na nią gniewać.
Poza tym taka wspaniała dziewczyna (w dodatku naprawdę piękna bez maski) szalała na jego punkcie, co mogło być kolejnym z powodów, dla których po prostu nie potrafił jej znienawidzić.

– Kyousuke, daj mi trochę czasu. Z pewnością cię w sobie rozkocham – wyszeptała mu zalotnie do ucha.

Przez tę nagłą deklarację serce chłopaka zabiło szybciej, jednak po kolejnych słowach dziewczyny nagle się zatrzymało.

– A kiedy już się we mnie zakochasz, to cię zabiję, dobrze? – Łuusz. – Oczywiście nie czuję teraz żądzy krwi, ale… Mimo to i tak jestem Urodzonym Mordercą. Najpierw cię poharatam, a potem zabiję. Nie martw się, nie dam nikomu innemu cię tknąć. Będę cię bronić i nie pozwolę nikomu innemu cię zabić… To ja cię zabiję. Twoje serce należy tylko do mnie.

– …

Czyli… Tak wygląda moja sytuacja?
Renko będzie go broniła, aby móc sama go zabić.
Zginie, jak tylko się w niej zakocha. Innymi słowy…

– Posunę się do wszystkiego, aby cię w sobie rozkochać. – Łuusz.

Śmiejąc się zalotnie, przycisnęła do niego swoje piersi.
Kyousuke poczuł zupełnie niegroźne, jednak w jego sytuacji niezwykle niebezpieczne przeczucie.
Posunie się do wszystkiego?

– Zdobędę cię, Nawet gdybym miała zrobić to czy to, a nawet „tooo”! Mogę zdjąć maskę? W końcu i tak nie jestem w stanie cię zabić. Pozwól, proszę, a wtedy następne będą moje ubrania. A kiedy pozbędę się wszystkich, pozwolę ci zrobić ze mną, co tylko zechcesz!

– Co… Takiego?

Łuusz.
Słysząc, jak dziewczyna go kusi, przełknął ślinę.
Dla wciąż dojrzewającego Kyousuke coś takiego z pewnością wystarczyłoby, żeby się w niej zakochał, i to bez względu na to, jak bardzo jego racjonalny umysł by się temu sprzeciwiał.

– No już, już, dosyć tego. Dotykasz nosem jego twarzy. Puść go.

Eiri się wtrąciła, rozdzielając Kyousuke i Renko.

– Ahaaaaa – wydała z siebie niezadowolona dziewczyna. – Eiri, tobie też Kyousuke wpadł w oko? W takim razie jesteśmy rywalkami!

– He? Nic z tych rzeczy. Kyousuke mnie nie interesuje. W ogóle. Nawet odrobinkę.

–Tak? W takim razie możesz się nie wtrącać? Cóż, nawet gdybyśmy o niego walczyły, wynik i tak byłby oczywisty. W końcu różnica w naszych figurach jest aż nazbyt widoczna. – Łuusz.

– Hee?! Chcesz mnie sprowokować?! Poza tym to nie tak, że irytuje mnie, jak się do niego kleisz tuż przed moim nosem. To po prostu działa mi na ner… Auć!

– Ałałałała… P–Proszę, uspokójcie się! S–Spokojnie… Proszę, uspokójcie się.. Auau… Wiem, se Kyousuke jest doblą partią, łale…

Podczas gdy pomiędzy Renko i Eiri ponownie iskrzyło, Maina po raz kolejny zaczęła seplenić.
Kyousuke na początku przyglądał się temu ze strachem, ale w końcu zaczął się śmiać.
Kurumiya powiedziała, że w Zakładzie Poprawczym Czyściec, gdzie zebrano skazanych za morderstwo, trzy lata to bardzo długo.
Wątpił, czy przetrwałby nawet jeden rok, nie mówiąc już o trzech, gdyby był sam.
W końcu otaczali go szaleńcy, więc samemu trudno byłoby mu zachować zmysły.
Jednak teraz…
Jeśli będę trzymać z tymi dziewczynami, może nawet nie zauważę, kiedy miną te trzy lata.
Kyousuke był tego absolutnie pewny.