Lekcja 4 – Zardzewiały paznokieć, zardzewiałe serce

P: Jakie jedzenie jest polecane w stołówce i sklepiku?
O: Resztki z wczorajszej kolacji oraz resztki chleba ze śniadania. Do gotowania używa się głównie obierków z warzyw i tłustych części mięsa. Zwykle się je wyrzuca, ale my wykorzystujemy je ponownie, co jest przyjazne dla środowiska, prawda? Ja dzisiaj będę jeść Chateaubriand1 z mięsa Wagyu2. Prędzej piekło zamarznie, niż wezmę do ust pomyje, którymi żywią się tamte śmieci. Na samą myśl o nich robi mi się niedobrze.

Strona 165
image-875
Strona 165

– Kraj w ruinach, lecz wzgórza i strumienie się ostały / Z nadejściem wiosny trawa i drzewa będą dalej wzrastały…

Kurumiya, czytając wiersz, lewą ręką powoli przewróciła stronę w podręczniku, w prawej natomiast trzymała stalową rurę, którą stukała o swoje ramię. Co prawda, w klasie jak zwykle panowała napięta atmosfera, jednak ostatnio w zależności od sytuacji trochę się rozluźniała.
W ciągu pięciu dni wszyscy stopniowo przyzwyczajali się do życia w Zakładzie Poprawczym Czyściec. Oczywiście całkowicie normalny Kyousuke nie stanowił wyjątku.

– Łzy kwiatów zwiastunem ciężkich czasów nastania / Krzyk ptaków siejący trwogę w tych niechętnych ro rozstania.

Kurumiya rzuciła mu ostrze spojrzenie, kiedy mijała go, chodząc po klasie, jednak zachował spokój, bo w końcu była nauczycielką i karała jedynie tych, którzy na to zasłużyli.
Parę razy dziennie ktoś (czytać: Irokez) doprowadzał ją do dzikiej furii, co kończyło się oczywiście dyscyplinowaniem, jednak nie licząc tych sytuacji, lekcje miały zaskakująco spokojny przebieg.
Czasem w pole widzenia Kyousuke wchodziło jakieś graffiti, czasem koledzy z klasy wlepiali w niego spojrzenia, czasem Kurumiya zachowywała się, jakby miała zaraz go zaatakować, ale poza tym szkolne życie Kyousuke nie różniło się zbytnio od tego, jakie prowadził w gimnazjum.
Hyyyaaa.
Eiri ziewnęła, jakby zaraz miała zasnąć, co nie było niczym niezwykłym.
W Zakładzie Poprawczym Czyściec panował system, w którym to wychowawca nauczał klasę wszystkich przedmiotów. Jeżeli wziąć pod uwagę jedynie aspekt wpajania wiedzy, Kurumiya była świetną nauczycielką.
Streszczała najważniejsze punkty, jednak gładko przechodziła od podstaw do trudniejszych rzeczy, dzięki czemu wiedza wlewała się do głowy Kyousuke jak gorąca woda do pustej szklanki.
W dodatku jej wysoki, dziecięcy głos przepełniała słodycz, przez co był przyjemny dla uszu.

– Przez trzy miesiące tańczyły ku niebu płomienie / List z domu dla serca droższy aniżeli najdroższe kamienie.

Kyousuke, słuchając wiersza „Nadejście wiosny” chińskiego poety Du Fu, cały czas wpatrywał się w zegarek wiszący na ścianie.
Jeszcze dziesięć minut do końca zajęć…
Od pewnego czasu za każdym razem, kiedy o tym pomyślał, zaczynał czuć niepokój.
Niepokój, którego źródłem był znajdujący się obecnie w jego kieszeni list. Kyousuke znalazł go tego ranka w swojej szafce.
Cały problem polegał na tym, że sądząc po charakterze pisma z pętelkami formującymi serduszka, bez wątpienia został napisany przez dziewczynę.

– Na głowie włos siwy i cienki od drapania / Łysina na niej niczym pośród lasu polana.

Mając wrażenie, jakby głos Kurumiyi niknął gdzieś w oddali, Kyousuke z całej siły zacisnął dłoń w pięść.
Tego dnia pozostało mu jeszcze jedno starcie o życie, a porażka oczywiście nie wchodziła w grę.

× × ×

– Kamiya, zabijając dwanaście osób…

Po zakończeniu lekcji Kyousuke spotkał się z tamtą dziewczyną za salą gimnastyczną.
Ta drugoklasistka miała długie, czarne włosy i skórę białą jak śnieg. Objęła go, zaciskając mocno swoje ręce wokół jego pasa, po czym zawierciła się nieśmiało.
Jej śliczne oczy, którym uroku dodawały długie rzęsy, były wlepione w Kyousuke, sugerując głębokie uczucie.
Wzięła głęboki oddech na odwagę, a potem, rumieniąc się jak burak, powiedziała: – Kocham cię! Dlatego proszę… Dźgnijmy nasze serca miłością!
Razem z tą deklaracją…
Wyjęła nóż ukryty za plecami i skierowała go w stronę gardła Kyousuke.

– Uaaaaa! P-Przepraszam!

Sium. Kyousuke uderzył ją w brzuch, dzięki czemu dał radę uniknąć w ostatniej chwili tego ataku z zaskoczenia.

– Ooou – wyjęczała dziewczyna przed utratą przytomności, mając jednocześnie rozpromienioną ze szczęścia minę.

Kyousuke złapał ją, kiedy upadała na ziemię, i otarł pot ze swojego czoła.
Było blisko. Przestał uważać, ponieważ była na drugim roku, więc powinna przejść już reedukację. Skoro tak, to dlaczego miała ze sobą ten nóż?

– Oj? Odrzuciłeś kolejną? Ta była całkiem niezła.

W momencie, w którym Kyousuke położył nieprzytomną dziewczynę na ziemi, zza rogu sali gimnastycznej wyłoniła się Renko.
Chwilę później pojawiły się Eiri i Maina. Ta pierwsza zaciskała zęby, podczas gdy druga klaskała, mówiąc: – Kyousuke jest taki popularny. Niesamowite!
Kyousuke wstał z głębokim westchnięciem.

– Od wyglądu bardziej cenię sobie osobowość. W dodatku popularność wśród bandy psycholi jakoś w ogóle mnie nie uszczęśliwia.

Przez te trzy dni od tamtego zamieszania dziewczyny wciąż wyznawały mu miłość, jedna po drugiej.
Było ich łącznie dziesięć. Innymi słowy, średnio ponad trzy dziennie, co oznacza, że w końcu nadszedł jego wymarzony czas popularności wśród płci pięknej. Jednak wszystkie jej przedstawicielki zostały skazane za morderstwa, a ich metody wyznawania uczuć były pokręcone.

– Chcę wiedzieć o tobie wszystko. – Prawie że przeprowadziła na nim sekcję.

– Pozwól mi się zjeść… Żebyśmy mogli stać się jednym ciałem. – Został powalony na ziemię przez dziewczynę z pustym spojrzeniem.

– Chciałabym cię powiesić jako dekorację domu. – Zaskakujące wyznanie od dziewczyny trzymającej w jednej ręce piłę.

Potem przyszła kolej na Boba, która po odrzuceniu zaczęła głośno płakać i zmieniła się w ludzki czołg. Kyousuke uratował swoje życie przez ucieczkę, jednak część szkoły uległa zniszczeniu.
Po prostu okropne.
Pozwolił swoim znajomym dziewczynom przyglądać się temu wyznaniu dla swojego bezpieczeństwa. Chociaż sytuacja nie zrobiła się aż tak zła, żeby musiał prosić je o pomoc, wiedział, że następnym razem może być zupełnie inaczej.

– W takim tempie w końcu naprawdę mnie zabiją.

Wykończony tak fizycznie, jak i psychicznie Kyousuke zwiesił głowę.
Renko skrzyżowała ręce, zamyśliła się, a następnie skierowała palec wskazujący w stronę swojej maski.

– Odrzuciłeś je wszystkie… Musisz ledwie się trzymać, także psychicznie, prawda? Ale jesteś tak popularny, że nic nie da się… No, tak! – Szybko klasnęła rękami, kiedy do głowy przyszedł jej jakiś pomysł. – Wyznają ci miłość, ponieważ jesteś sam! Innymi słowy, jak tylko znajdziesz sobie dziewczynę, przestaną! Prawda? Nie uważasz tego za wspaniały plan?

– Nic z tego. Przecież nikogo nie mam.

Znalazłbym, gdyby jakaś dziewczyna pojawiła się na horyzoncie, ale tu są same niebezpieczne psycholki.

– Hmm? Nie zapominasz o czymś, Kyousuke? Trzy piękne kandydatki, spójrz! Czyż nie są piękne?!

Renko rozłożyła ręce w geście przedstawienia, obracając się w stronę Eiri i Mainy.
Słysząc to, Eiri rzuciła: – Co? Nie chcę. – Z miejsca został odrzucony.
Maina natomiast: – Eee?! Dziewczyna Kyousuke! Nic z tego… Eee, jak to powiedzieć… Eeee… Przepraszam! – po czym wstydliwie pochyliła głowę.
Mimo że nie wyznawał im uczuć, Kyousuke poczuł się, jakby dały mu kosza.

– Ej, Renko. Jak chcesz mi zrekompensować takie zranienie uczuć?

Kyousuke czuł się podle po otrzymaniu takiego ciosu.
Eiri i Maina były piękne, naprawdę lubił przebywać w ich pobliżu, jednak nigdy nie spodziewał się, że tak z miejsca go odrzucą. Instant kill.
Renko spojrzała na mającego zranione uczucia Kyousuke i pokiwała głową, czemu towarzyszył dźwięk „łuusz”.

– Tak. W takim razie postanowione! Kyousuke, zostań moim chłopakiem.

– Odmawiam.

– …

– No bo pomyśl o tym przez chwilę. W końcu nosisz maskę przeciwgazową, przez co nie widzę twojej twarzy. Chociaż wiem, że jesteś wesoła i energiczna, jednak proszenie o chodzenie kogoś, kto nigdy nie widział twojej twarzy, to trochę za wiele…

Renko nagle zamilkła, co było trochę straszne, ponieważ przez jej wygląd nie dało się przewidzieć, co jej chodzi po głowie.
Kiedy Kyousuke zaczął odczuwać straszne napięcie, przez które przestał się uśmiechać, dziewczyna westchnęła. Szooko.

– A co z tym, że liczy się osobowość, a nie wygląd? Kłamałeś?

– Nie. Ale są jakieś limity, prawda? Poza tym osoba nosząca maskę przeciwgazową dwadzieścia cztery godziny na dobę jest tak dziwna, że trudno nie zastanawiać się, czy wszystko z jej głową jest w porządku, prawda?

– Podły! To nie było miłe, Kyousuke! A ja tak w ciebie wierzyłam! Cały czas myślałam, że jesteś kimś, kto nie wybiera drugiej połówki ze względu na wygląd. Naprawdę sądziłam, że moje wielkie ciężary wystarczą!

Renko skoczyła na Kyousuke w karykaturalny sposób, po czym przycisnęła swoje piersi do jego brzucha.
Przez ich miękkość i obfitość Kyousuke krzyknął z zaskoczenia.

– Ej! Głupia, puść! Puszczaj!

– Nie! Nie puszczę, nie puszczę i nie puszczę! – Łuusz! Łuusz!

– Nie popadaj w histerię! I przestań przyciskać do mnie swoje piersi! Z-Zbyt intensywnie się ruszasz…

Trudno było powiedzieć, czy robiła to celowo, jednak przy każdym „Nie puszczę” jej piersi były dociskane coraz mocniej, a także zjeżdżały coraz niżej, aż w końcu znalazła się między nimi pewna część ciała. Kyousuke ogarnęło w tym momencie na tyle przyjemnie uczucie, że mimo uwierającej go twardej maski przeciwgazowej zaczął półżartem myśleć: – Maska też może być.

– Tsz.

Eiri strzeliła językiem, rzucając im mordercze spojrzenie.
Trzymająca się za czerwone policzki Maina stwierdziła: – Taka bezpośrednia…
W tym momencie Kyousuke się otrząsnął. Położył ręce na ramionach Renko, chcąc ją od siebie odepchnąć.

– Ej, puszczaj, zamaskowany cycku! Przestań cię wydurniać! Eiri i Maina przecież na to patrzą! Możesz bardziej zwracać uwagę na innych?

– Właśnie, Kyousuke! Jest jeszcze jeden sposób! – powiedziała głośno Renko, odsuwając się nagle.

Widząc tę reakcję, Kyousuke spytał zdziwionym głosem: – E? Sposób na co? O czym ty w ogóle mówisz?

– O wyznaniach, wyznaniach! Chyba znalazłam najlepszy sposób, aby zatrzymać ich zalew.

Kiedy Kyousuke zapytał: – Serio?! Jak? – Renko się zaśmiała. Łuusz.

– Poczekaj, a zobaczysz. Na pewno zadziała, więc już się uspokój i pozwól mi położyć kres tym niebezpiecznym sytuacjom! – Hmmszooko.

Renko wypięła przesadnie piersi, wypowiadając te słowa.
Obserwując rzadki widok, gdy dziewczyna pokazuje, że można na niej polegać, Kyousuke powiedział głosem pełnym emocji: – Jesteś bardzo piersiasta… znaczy się pewna siebie. Liczę na ciebie, Renko!

× × ×

– Muszę być głupi, skoro ci zaufałem.

Minęła sobota, dzień wolnego. Nadszedł poniedziałek, zwiastując nowy tydzień.
Już na samym początku przerwy śniadaniowej siedzący w stołówce Kyousuke poczuł się okropnie zawiedziony. Całkowicie pozbawiony sił, wpatrywał się w porcję „resztek po wczorajszym omlecie” znajdującą się na wyciągniętej w jego stronę łyżce, czemu towarzyszyły słowa: – A teraz otwórz usta i powiedz „aaa”.
Siedząca obok niego i obejmująca go jedną, a karmiąca drugą ręką Renko westchnęła „szooko” i zawiedziona odłożyła sztuciec.

– Coś się stało, Kyousuke? Wyglądasz na przybitego. Pogruchajmy bardziej!

Jeszcze w trakcie mówienia objęła jego rękę mocniej. Nie tylko piersi, ale wszystkie części jej ciała, z którego unosił się słodki zapach mydła, były tak miękkie, że Kyousuke aż zrobiło się słabo.

– …

Gdyby nie to, że co chwila w jego pole widzenia wchodziła maska przeciwgazowa, z pewnością by się w tym zatracił.
Renko trzymała się go tak od momentu, w którym się spotkali – odgrywając swoją rolę.

– Renko, słuchaj. To, że się tak do mnie kleisz, rzeczywiście zniechęciło inne dziewczyny, ale nie ma żadnego innego sposobu? Zachowujesz się, jakbyśmy naprawdę ze sobą chodzili.

Strona 175
image-876
Strona 175

– Tak, zgadza się. Przecież właśnie o to chodzi w planie „Pokazać publicznie uczucie, żeby wszyscy myśleli, że ze sobą chodzimy”! W końcu nie robimy tego naprawdę, więc nie dzieje się nic złego, prawda?

– Nie o to mi chodzi. Jak by to powiedzieć… W ten sposób…

Nie chcę, żeby inni pomyśleli, że chodzę z jakąś puszczalską panienką w masce przeciwgazowej. Kyousuke za żadne skarby nie przyznałby się do czegoś takiego.

– „Nie chcę, żeby inni pomyśleli, że chodzę z jakąś puszczalską panienką w masce przeciwgazowej”. Na miejscu Kyousuke właśnie tego bym się obawiała. Ludzie zaczęliby podważać mój dobry gust. – Jego myśli zostały wypowiedziane przez siedzącą po drugiej stronie stolika Eiri.

To bezlitosne oskarżenie było ciosem dla Renko.

– Nie jestem żadną szmatą! To nieporozumienie! Naprawdę nikt nie dostrzega moich dużych, ślicznych oczu?

– Ta, jasne, jakby ktoś mógł je zobaczyć. Przecież są całkowicie zasłonięte. Poza tym zachowujesz się teraz jak puszczalska panienka, co nie? Nie wstyd ci tak się do mnie kleić? Spójrz na Mainę.

– Auau.

Maina siedziała skulona i wyglądała na naprawdę skrępowaną.

– Zacznijmy od tego, że przesadzasz. Te wszystkie dziewczyny wyznające uczucia są jak fanki wskakujące do wozu zespołu; możesz je po prostu zignorować. Sprowokowanie ich nie przyniesie efektu odwrotnego do zamierzonego?

Eiri mruknęła „hmph” i włożyła do ust trochę „makaronu z wczorajszej kolacji”.
Trudno było powiedzieć, czy Renko przyjęła do wiadomości jej słowa, ale odsunęła się od Kyousuke i pokiwała głową.

– Rozumiem. Już wszystko jasne. Innymi słowy, Eiri myśli sobie: „Gruchacie sobie jak dwa gołąbki tuż pod moim nosem. Chcecie mnie sprowokować? Ale sama też chętnie bym sobie pogruchała z Kyousuke!”. Zgadza się?

– Pffff?! – Eiri wypluła makaron.

– Kiaa! Eiruś, nic ci nie jest?! Awawawa.

Maina odłożyła sztućce i poklepała ją po plecach.
W kącikach oczu dziewczyny wlepiającej wściekłe spojrzenie w Renko pojawiły się łzy.

– Jakim sposobem doszłaś do tego wniosku?! To głupie! Idź sobie i zdechnij! Chcesz zginąć?!

– E, Eiri, nie powiedziałaś przypadkiem „Nie prowokuj mnie”? Co nie?

– Nie powiedziałam! I przestań naśladować mój sposób mowy. To nieznośne.

– To nie tak, że cię naśladuję.

– Co?! Przecież ci powiedziałam, żebyś przestała, prawda?! Poza tym ja tak nie mówię!

– Płaska klatka piersiowa jest symbolem statusu. W ich braku tkwi wielka siła. Wcale mi to nie przeszkadza. Idź sobie i zdechnij – Renko naprawdę wspaniale naśladowała falset.

– N-Nieznośna! Zamknij się! Uważaj, bo cię poszatkuję, jasne?! – Eiri wstała, pochyliła się i wykrzyczała gniewnie.

Jej zwykle wyglądające na zaspane oczy były otwarte prawie w 90%, a twarz czerwona jak burak.

– Aaaa, Eiri się zezłościła?! Kyousuke, ratuj. Zaraz mnie zabije!

Renko rzuciła się na niego, uderzając mocno maską w jego nos.
Chłopak poczuł obecność dwóch miękkich przedmiotów na swojej klatce piersiowej.

– Auu! Ej, Renko, nie klej się tak do mnie!

No i przestań zawsze mnie w to wciągać!
Kiedy Kyousuke próbował ze wszystkich sił odepchnąć Renko, Eiri wpatrywała się w niego z mordem w oczach.
Była tak wściekła, że jej brwi się uniosły i zaczęły drgać.

– Dlaczego bawisz się w to udawane odtrącenie? Przecież wyraźnie widać, że cię to podnieca, zboczeńcu. Psychol.

– Hę? O czym ty mówisz?

– Krwawisz. Z nosa leci ci krew.

– Co?

Kyousuke sprawdził, czy to, co powiedziała Maina, było prawdą.
Płyn cieknący mu z nosa zabarwił jego palce na czerwono.

– C-Co, u licha?! Chwila, to dlatego, że wpadłem na jej maskę.

– To dlatego, że wpadłeś na jej piersi. No nic, czego więcej oczekiwać od kogoś, komu wystarczy sam widok cycków… Kompletnie bez sensu, przecież to jedynie zwały tłuszczu. Hmph.

– Biedna Eiruś nie ma piersi.

– …

– Aaaaaa! P-P-P-Przepraszam! Przecież to tym najbardziej przejmuje się Eiruś! Nie mogę uwierzyć, że ja… Awawawa.

Eiri pewnie nigdy by się nie spodziewała, że od Mainy też usłyszy takie słowa. Jej ramiona zaczęły się trząść. Zaciskając mocno zęby, uderzyła obiema dłońmi o stolik.
Renko, śmiejąc się z satysfakcją – Łuusz – odsunęła się od Kyousuke.

– Czyli wychodzi na to, że wygrałam? No cóż, w końcu są osoby, które lubią małe. Nie przejmuj się tym za bardzo. Nawet jeśli Kyousuke woli duże. Nawet jeśli Kyousuke woli duże! Eiri, jeśli chcesz się wypłakać, możesz zrobić to w moich ramionach.

Renko pocieszyła Eiri, z jakiegoś powodu powtarzając jedno zdanie dwa razy, i pogłaskała ją po głowie.
Ta nagle przestała się trząść.
Powoli spojrzała przed siebie z mordem w oczach.

– N-Nie jestem smutna, głupia!

Pewnie próbując odepchnąć Renko, Eiri lekceważąco machnęła prawą ręką.

– Uaaa! – wystraszona Renko odskoczyła do tyłu, siadając z powrotem na swoje miejsce i unosząc ręce.

– E-E-E-E-E-Eiri, co ty wyprawiasz?! To niebezpieczne!

No weź, co takiego niebezpiecznego miałoby być w dotyku jej paznokci?
Widząc przesadzoną reakcję Renko, Eiri (mimo że sama trochę się cofnęła) z irytacją rzuciła: – N-Nieznośna! Zasłużyłaś sobie na to, co nie?! Ciągle tylko cycki, cycki i cycki. Przymknij tę swoją pułapkę na trochę! Właściwie o co, do cholery, chodzi z tą twoją maską? Bawisz się w Slipknota? Screaming Mad George? Zamiast uznać to za awangardę, ludzie zaczęliby się zastanawiać, czy nie brak ci piątej klepki.
Eiri, krzycząc na Renko, pochyliła się do przodu.

– O czym ty mówisz?! Nie obrażaj ich! Nie mogę zignorować twoich obraźliwych słów! Uważaj albo ogolę cię na łyso! – Renko wykrzyczała w odpowiedzi, uderzając dłońmi o stolik i także pochylając się do przodu.

Pomiędzy stykającymi się czołami dziewczyn pojawił się deszcz iskier.

– Hmph. Spróbuj, jeśli chcesz. Zobaczymy, kto tu kogo zabije.

– Ej! Chcesz się zemścić za tę sytuację sprzed chwili? Jeśli chodzi o piersi, wygrywam walkowerem. – Łuusz.

– Ha, ja we wszystkim innym! Co jest w tobie atrakcyjnego poza cyckami?

– Mam o wiele więcej! Długie rzęsy, śliczne oczy, duże, seksowne usta…

– Hę? Duże to ja widzę jedynie szkła w masce i głupio wyglądający filtr. Przestań udawać idiotkę i ciągle strzelać takimi tekstami, dobra? Poza tym… – w tym momencie Eiri rzuciła spojrzenie Kyousuke i się skrzywiła.

– Proszę! – powiedziała uprzejmie Maina, podając mu chusteczkę, którą wsadził sobie do nosa.

– Hmm? – obie kłócące się dziewczyny rzuciły zdziwione spojrzenia, przechylając przy tym głowy.

– Co was na takie słodkości wzięło? Chcesz mnie sprowokować?

– Właśnie, właśnie. Okropne! Tak startować do Kyousuke, kiedy ja i Eiri o niego walczymy… T-Ty… Złodziejko chłopaków! Flirciara! – Renko krzyknęła na cały głos, uderzając przy tym ze złością rękami o stolik.

– Eee? Ja o niego nie walczę – Eiri wyglądała na coraz bardziej wściekłą.

Kiedy Maina usłyszała, że została nazwana złodziejką chłopaków, wpadła w szok i rzucała spojrzenia to na Renko, to na Eiri.

– Awawa… P-Przepraszam! N-N-N-N-N-Nie miałam takiego zamiaru… Awawa!

– Ej, uspokójcie się! No i uciszcie się trochę – powiedział Kyousuke, kiedy zauważył, że wszystkie otaczające ich dziewczyny wlepiały spojrzenia w ich grupę, co oznaczało, że poziom zagrożenia dramatycznie się zwiększył.

Aż zrobiło mu się słabo od panującego napięcia.
Zazdrość? Czy może nienawiść?
Podziw i zauroczenie zostały nagle przekonwertowane w całkowicie przeciwstawne uczucia.
Powód takiego obrotu spraw był oczywisty. W oczach obserwatorek utknięcie pomiędzy trzema walczącymi o chłopaka dziewczynami musiało być urzeczywistnieniem legendarnego scenariusza z komedii romantycznych – a jednocześnie naprawdę nieprzyjemnym widokiem.
Słysząc szepty dochodzące do jego uszu, Kyousuke aż zaczął się pocić.

– Eeee! Jak te suki śmią kraść (życie) mojego ukochanego Kyousuke?!

– Czwórka. Jak by tu ich zjeść? Upieczone, na parze, smażone, ugotowane…

– Kyousuke, zawiodłam się na tobie. Starczy tego, czas na destrukcję. To, czego nie mogę zdobyć, zostanie starte z powierzchni Ziemi.

– Hwaaaaa! Uspokój się! Azraelu, spokojnie! Nie rzucaj ‚Heaven Shall Burn’, bo spopieli się wszystko dookoła!

– …

Sytuacja Kyousuke jedynie się pogorszyła.
Atmosfera była tak ciężka, że wydawało się, jakby w każdej chwili tłum mógł się na niego rzucić.
Innymi słowy, plan Renko „Pokazać publicznie uczucie, żeby wszyscy myśleli, że ze sobą chodzimy” poszedł w diabły, albo raczej zamiast poprawić sytuację jedynie ją pogorszył.
W tym momencie winowajczyni całego zamieszania…

– Głupi! Kyousuke jest wielkim głupkiem! Ale i tak cię kocham!

Objęła go, nie zważając w ogóle na otoczenie.
Wciąż grając swoją rolę, Renko zaczęła się do niego kleić.
Wyczuwalna do tej pory wrogość zamieniła się w żądzę krwi.

– Sama jesteś głupia! Przestań ich prowokować!

Szaka, szaka, szaka, szaka.

– Nie słuchaj muzyki, tylko tego, co do ciebie mówię! Ścisz to! Ścisz!

Skoro o tym mowa, Renko cały czas słuchała muzyki.
Dlatego właśnie nie usłyszała prawie żadnego z otaczających ich głosów.

– Sam nie jestem bez winy… – Kyousuke się skrzywił.

Zazdrość dziewczyn i ich nienawiść były skierowane raczej w stronę Renko.
Najwyraźniej jedynie Eiri to zauważyła. Koncentrowała się na otoczeniu i rzuciła jedynie przelotne spojrzenie na powtarzającą w kółko „Nie jestem złodziejką chłopaków” Mainę.

– Kyousuke, nie martw się. Zostanę z Mainą, nie pozwolę nikomu jej tknąć.

Godna podziwu odwaga, której można było oczekiwać po morderczyni sześciu osób.
Chociaż także i niezdarność Mainy stanowiła śmiertelną broń, dzięki której dziewczyna wcale nie była łatwym celem.
Czyli jednak muszę martwić się jedynie o Renko?

– Nie możesz zostawić jej samej sobie? W końcu nie jest w naszej klasie i sama to na siebie sprowadziła. No i bez przerwy mamla jęzorem, machając dookoła tymi wielkimi cyckami… Czyż nie są paskudne? A weź zdechnij.

Eiri rzuciła nonszalancko radą. Widać miała osobisty uraz do dużych piersi.

– Eee?! – Renko spojrzała na nią zaskoczona, ocierając się przy tym o klatkę piersiową Kyousuke. – A weź zdechnij… To takie niemiłe! To dla mnie taki cios, że naprawdę mogę umrzeć! W końcu umysł mam tak samo delikatny jak ciało! W tym momencie niczym nie różnię się od niemowlęcia. – Łuusz.

Widząc, że celowo zachowuje się w ten sposób, Kyousuke i Eiri westchnęli głęboko.
Nie wiedzieli, za jakie morderstwo Renko została tu osadzona, jednak sądząc po jej beztroskim nastawieniu, raczej nie musieli się o nią martwić.
Kyousuke jednocześnie zaczął się zastanawiać, jak by wyglądała, gdyby choć raz tak naprawdę się rozpłakała.
Gdyby do tego doszło, może „maska”, jaką nosiła Renko, w końcu by opadła…

× × ×

– Ren-ko?

Trwała przerwa po drugiej lekcji parę dni po tamtej farsie w stołówce. Kyousuke na widok drastycznej zmiany, jaką przeszła Renko, przełknął głośno ślinę z zaskoczenia, Maina rzuciła „Co?!”, a Eiri zagryzła wargi.

– Kto mógł to zrobić? T-Takie niemiłe…

Jej wygląd można opisać jedynie słowem „tragedia”.
Cała jej maska przeciwgazowa była pokryta graffiti.
Brzydula, DZIWKA, bezwstydna suka, jestem górą mięcha, ZGWAUĆ MNIE, puszczalska, kórwa, sztuczne cyce, gówno, die, DAI, zdechnij na zawał itp.
Takie różnokolorowe napisy przepełnione złośliwością, wrogością i żądzą krwi pokrywały prawie całą powierzchnię jej czarnej maski.
Co prawda, Renko nie odniosła żadnych zewnętrznych obrażeń, jednak nienawiść, jaką dało się wyczuć z tego aktu wandalizmu, była naprawdę przerażająca.
Stanowił on ostrzeżenie, a może nawet groźbę.
Stojąca pośrodku grupy Renko westchnęła „szooko”, unosząc jednocześnie rękę.

– Ojejku! Byłam taka przerażona. Obudziłam się otoczona dziewczynami, z których aż buchała żądza krwi. Zdaje się, że się kłóciły, kiedy spałam. Spytałam je „Co jest?” i uzyskałam w odpowiedzi jedynie „Dopiero teraz się zorientowałaś?” oraz „Ale ta suka jest wolna”.

– Co za katastrofa.

Te dziewczyny pewnie nie spodziewały się, że Renko naprawdę śpi, i uznały brak reakcji za akt ignorancji.
Kiedy o tym myśleli, dziewczyna mająca maskę przeciwgazową na głowie usiadła, zupełnie jakby nic się nie stało.

– Kiedy zaczęły się lekcje, nauczyciel spojrzał na mnie i spytał „O co z tym chodzi?”, odpowiedziałam „Jak pan widzi, chcę po prostu modnie wyglądać”. Rzucił mi dziwne spojrzenie, a następnie zamilkł. Poczułam się dziwnie nieswojo, więc spytałam osoby siedzące za mną, jednak nikt mi nie odpowiedział. Z moją maską jest coś nie tak?

Spytała spokojnie Renko, przechylając przy tym głowę.
Wydawała się nie wiedzieć, w jakiej sytuacji się znalazła.
Kyousuke nie był pewien, czy nazwać ją naiwną, czy może stwierdzić, że po porostu przestała uważać.
Choć sam był zaskoczony całą sytuacją, wyjaśnił dziewczynie, co stanowiło powód tamtego zajścia.

– Renko, twoja maska jest w potwornym stanie. Cała jest pomazana i pokryta napisami.

– C-C-C-C-Co takiego? Kto… Kiedy?!

Renko, żeby wyrazić swoje zaskoczenie, wygięła do tyłu całe swoje ciało w teatralny sposób.

– Czy to nie oczywiste? To były tamte dziewczyny, które cię otaczały. Poza tym ignorowałaś je, więc to oczywiste, że cię znienawidziły, prawda? Co za banda suk. Powinny wszystkie pozdychać.

– Właśnie, właśnie, to takie niemiłe! Rencia, biedactwo… Tu jest napisane tyle brzydkich słów. Trzeba ją jak najszybciej wyczyścić! Auau.

Maina wstała i spróbowała wytrzeć maskę Renko chusteczką, jednak nie wszystkie napisy zeszły. Mimo to dziewczyna się nie poddawała, wkładając w tę czynność całą swoją siłę.
Renko pogłaskała Mainę po głowie, żeby ją pocieszyć.

– Dziękuję. Nie musisz się tym martwić, do następnej przerwy będzie jak nowa. Przy okazji, co tam jest napisane? Piersiasta Piękność?

– Nie. Raczej „cycata kurwa”, „szmateks zatrute cyce”, „baloniasta zła dziwka”.

– Co?! Już mówiłam, nie jestem taka! I skąd się wzięła tam trucizna i zło?! Japońska trudny język! Zupełnie jakby to były przekleństwa.

– Żadne jakby, to są przekleństwa.

– To są przekleństwa, w końcu to graffiti.

Powiedzieli Kyousuke i Eiri w tym samym czasie.
Całkowicie straciła poczucie zagrożenia? Nie wyczuła nawet skierowanej w jej stronę wrogości…
Zgodnie z oczekiwaniami Renko skrzyżowała jedynie ręce ze zdziwienia.

– Ale dlaczego mi to zrobiono? W dodatku dziewczyny. Zazdrościły mi pięknej twarzy i dużego biustu? Zupełnie jak Eiri. – Łuusz.

Mówiąc z zaskoczeniem w głosie dziewczyna, ze swoimi spekulacjami trafiła w dziesiątkę.
Eiri uniosła brwi, spoglądając z ukosa na pokrytą napisami maskę.

– E? Co ci przyszło do głowy, „pustaku”? Czyżby wszystkie witaminy poszły ci w te „krowie cyce”, przez co jesteś „bystra jak woda z kibla”? „Giń”, „zdychaj, zdychaj”, „zaduś się na śmierć”.

– Eeee?! Robisz ze mnie kogoś całkowicie bezwartościowego. To takie niemiłe… Naprawdę niemiłe.

– Właśnie! Eiruś, już się nie odzywaj! Przecież widzisz, że Rencia jest smutna…

Maina nakrzyczała na Eiri, jednocześnie zasłaniając Renko.
Eiri się skrzywiła, pewnie głównie przez to, że Maina wzięła stronę Renko.

– To nic takiego. Po prostu czytałam graffiti. Poza tym wcale nie wygląda na smutną. Jak możesz tak sobie gawędzić po tym, jak zrobiono ci coś takiego? Pokaż chociaż odrobinę żądzy krwi.

Eiri prowokującym tonem głosu próbowała zachęcić do działania wciąż obojętną dziewczynę.

– Cóż – Renko przyłożyła palec wskazujący do podbródka, zamyśliła się i po chwili powiedziała: – Nie mogę wykrzesać ani odrobiny! Tak właściwie to chyba fajnie, że wszyscy zebrali się, żeby zrobić graffiti? – Łuusz. – Chociaż nie mogę go sama przeczytać. Wielka szkoda. Ej, ej, co tam jest napisane? To taka rzadka okazja, powiedzcie! – poprosiła Renko z entuzjazmem w głosie.

– …

– …

– …

Przez jej naiwną niewinność Kyousuke, Eiri i Maina spojrzeli na siebie nawzajem.
Na ich twarzach malowało się to samo pytanie: – Ona naprawdę kogoś zabiła?
Niewzruszona bez względu na to, w jak paskudnej sytuacji się znalazła, Renko wydawała się zwykłą, niegroźną, wesołą dziewczyną. Nie dało się wyczuć od niej nawet cienia złośliwości.
A może po prostu skrywała swoje szaleństwo głęboko w sercu?
Pojęcia nie mam. Ta paskudna, pokryta graffiti maska skutecznie osłaniała nie tylko jej twarz, ale także wnętrze. Dopiero w tym momencie Kyousuke zaczął się obawiać przeszłości, jaką skrywała ta dziewczyna. Tego „czegoś” ukrytego głęboko pod jej maską i zachowaniem.

– Ej, ej! Powiedzcie. Jak tak dalej pójdzie, nie będę mogła skupić się na następnej lekcji, ponieważ zeżre mnie ciekawość. Przyjrzyjcie się dokładnie!

Z drugiej strony Renko nie zdawała sobie kompletnie sprawy z wątpliwości targających sercem Kyousuke. Ściągnęła kaptur, przybliżyła się, a potem wskazała palcem fragment maski, który do tej pory był zakryty.
Po bliższych oględzinach okazało się, że maska zakrywała szczelnie tylko twarz, jedynie częściowo nachodząc na resztę głowy.
Wszystko poza uszami zasłoniętymi przez niezbyt modne słuchawki było odkryte.
Spomiędzy pasków utrzymujących maskę na głowie wystawały srebrne włosy z drobnym odcieniem niebieskiego.
Uwagę Kyousuke przyciągnął napis znajdujący się po prawej stronie maski w pobliżu słuchawek, który został napisany różowym markerem.
„Do Kyousuke: Jutro podczas przerwy śniadaniowej masz czekać za salą gimnastyczną.>
Przyjdź sam, jasne? Chyba że chcesz, aby ta laseczka zginęła”.
Znajdowała się tam wiadomość do niego.
W dużej części jej tekst pokrywał się z listami miłosnymi, które otrzymywał.
Jednak po raz pierwszy spotkał się z taką groźbą.
Zrobił z tego powodu potworną minę, przez co siedząca po drugiej stronie Renko Eiri spojrzała na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

– Kyousuke, coś się stało?

– Hmmm? Nic. Nic takiego. Hahaha.

Starał się zatuszować wszystko śmiechem.
Tamten strach i niepewność spowodowane zachowaniem Renko ciągle chodziły mu po głowie.
Ignorując to zaproszenie, mógłby narazić Renko na niebezpieczeństwo, jednak dzięki temu miałby szansę odkryć to „coś”, co starała się ukryć…
Nieważne, jakie szaleństwo skrywała maska, spadłaby w sytuacji zagrożenia życia. W końcu na chwilę przed śmiercią nikt nie starałaby się ukrywać swojej najpotężniejszej broni: szaleństwa.
Co zrobić? Zignorować? Wtedy nic by mi się nie stało.
Kiedy wcześniej otrzymywał takie wiadomości, nie ignorował ich, bo mógłby znaleźć się w kłopotach. Kyousuke czuł, że o wiele lepiej jest stawić czoła zagrożeniu niż cały czas obawiać się ataku z zaskoczenia.
Jednak tym razem było inaczej.
Gdyby zignorował tę wiadomość, to nie on, ale Renko znalazłaby się w kłopotach.
Poza tym pojawiła się szansa, żeby odkryć, co takiego skrywała. Upiekłby tak dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednak…

– Rany! Przestańcie udawać, że mnie ignorujecie, dobrze?! To niemiłe. Mogę zignorować graffiti namalowane przez obcych, ale wy jesteście moimi przyjaciółmi. Jeśli dalej będziecie mnie tak ignorować, to się bardzo zdenerwuję, jasne?

Renko wypowiedziała te słowa żartobliwym tonem, założyła ponownie kaptur i się zaśmiała. Łuusz.
Kyousuke pomyślał, patrząc na tę tajemniczą dziewczynę: – A co, jeśli ta naiwna, przyjacielska dziewczyna tak naprawdę nic nie ukrywa i stanie się jej krzywda? Zupełnie jakbym zabił ją własnymi rękoma.
Nie różniłby się wtedy od tych wszystkich morderców, których nienawidził.
Dobra. Co ja, do cholery, sobie myślałem? Przecież to od początku było oczywiste.

– …

Eiri zrobiła minę, jakby chciała coś powiedzieć. Zacisnęła z całych sił dłoń w pięść, przeszywając wzrokiem Kyousuke…
Jednak o nic nie spytała.

× × ×

– Co, u licha? Nikogo nie ma. Przyszedłem za wcześnie?

Kyousuke stawił się za salą gimnastyczną o wyznaczonej godzinie, a potem, drapiąc się po głowie, uważnie rozejrzał się po okolicy. To miejsce znajdowało się pomiędzy budynkiem a jakimiś drzewami, więc nawet w ciągu dnia było tam ciemno.
Mimo że już wiele razy kazano mu się tam stawić, po raz pierwszy naprawdę poszedł tam sam.
Strzegące go wcześniej dziewczyny siedziały w stołówce.
Kyousuke, aby móc pojawić się tam sam, użył wymówki: – Muszę coś jeszcze załatwić, więc wyjdę wcześniej.
Innymi słowy, gdyby coś się stało, nikt nie przyszedłby mu z pomocą.

– Aaa, szlag! To straszne… i się ciągnie. Rany, ale się przez to denerwuję.

Był strasznie spięty, serce waliło mu jak szalone, a jego schowane w kieszeniach, zaciśnięte w pięści dłonie mokre od potu.
W tym momencie…

– Dzień dobry. Wybacz, że musiałeś czekać.

Pojawił się znany mu męski głos.

– …?!

Serce Kyousuke stanęło na moment.
Przełykając głośno ślinę, powoli obejrzał się za siebie.
Zza budynku wyszedł machający do niego przystojny chłopak o brązowych włosach.
Wydawał się mieć dobry humor, i to mimo faktu, że cały był w bandażach, plastrach oraz gazach, co stanowiło naprawdę bolesny widok.
Kyousuke ogarnęło okropne przeczucie, a po jego plecach przeszedł zimny dreszcz.

– Shinji, czemu ty…?

Jak tylko zadał to pytanie, zza budynku sali gimnastycznej wyszli kolejni chłopcy.
Jeden, dwóch, trzech, czterech… Razem z Shinjim naliczył sześciu.
Wszyscy byli prawdopodobnie z pierwszych klas, ponieważ Kyousuke widział ich już kilka razy na korytarzu.
Jednak to nie wszystko.
Z cienia za jego plecami także wyłonili się uczniowie, odcinając mu drogę ucieczki.
Wszyscy wpatrywali się w Kyousuke, jakby za chwilę mieli go zaatakować.
W tym momencie Shinji wzruszył ramionami, strzelając przy tym językiem.

– Och, czyżbyś oczekiwał czegoś innego? Przykro mi… Fufufu. Jednak, Kamiya, jestem naprawdę szczęśliwy. Przyszedłeś sam, tak jak prosiłem. W końcu nikt nie chce walczyć z tamtymi kłopotliwymi osobnikami.

– Aha, teraz rozumiem.

Widząc potworny uśmiech na twarzy Shinjiego, Kyousuke nagle zdał sobie sprawę, że był otoczony.
Shinji najprawdopodobniej poprosił znajomych z klasy B o napisanie tej wiadomości, żeby go tam wyciągnąć. Innymi słowy, jak tak dalej pójdzie…
Mogą mnie zabić… Cholera, niedobrze. To koniec. Moje życie tak szybko się skończy? Ej, co mam zrobić? Co teraz?
Mimo że nie zdradzał tego wyglądem zewnętrznym, w myślach Kyousuke szalał.
Od wszystkich otaczających go chłopaków dało się wyczuć żądzę krwi, zresztą było ją widać po ich oczach.
Tak samo jak tamte dziewczyny były zazdrosne o to, że Renko tak zbliżyła się do Kyousuke, oni zazdrościli mu przyciągania tak wielu dziewczyn.

– Kamiya! Ty cholerny playboyu! Zawsze masz u boku jakąś laseczkę! Dosyć tego! Zajebię cię! Kurwa, zamorduję!

– H-Heeheeeheee. Zabić boga. Rozerwać na kawałeczki. H-Heehee. Dam ci posmakować, czym jest prawdziwy strach.

– Nie wybaczę! Tego nie da się tolerować! Już kij z tamtą zamaskowaną szmatą, ale w głowie się nie mieści, że startujesz jeszcze do tamtych dwóch lasek. Nie mówiąc już, że codziennie jakaś wyznaje ci miłość! Die, nie żadne „daj”, tylko zdychaj!

– O Kamiya, twe grzechy zbyt wielkie. Przynajmniej zaznasz wiecznego snu z mej ręki! Chodź, pora na krwawy taniec, Azraelu! Pochłoń go kompletnie! Kukuku… Uhahahaha… Hahahahaha!

Zdejmowali okulary przeciwsłoneczne, lizali usta, tupali o ziemię, podnosili pięści…
Powoli, krok po kroku w stronę Kyousuke zbliżało się dwanaście skazanych za morderstwo osób.
Co prawda, nie mieli broni, jednak szaleństwo w ich oczach wystarczyło, aby przerazić Kyousuke.
Zadowolony z siebie Shinji odgarnął włosy.

– Może i zabiłeś naraz dwanaście zwykłych osób, ale poradzisz sobie z dwunastoma skazańcami? Chodź, sprawdź nas! Albo…

Shinji nagle uniósł dłoń i pstryknął palcami.
Na ten sygnał mordercy wyciągnęli swoje bronie.
Noże kuchenne, nożyczki, sztylety, wiertła itp.
Właśnie nimi zabijali.

– Zdajesz sobie sprawę, że zaraz zginiesz? Fufufu.

Uśmiechając się sadystycznie, Shinji powoli skrzyżował ręce.
Pewnie nie chciał ich sobie ubrudzić; zresztą nie miał ze sobą żadnej broni.
Postanowił zaatakować mową: – Dostaliśmy te przedmioty od pewnej osoby. Potajemnie, tutaj w więzieniu. Da się tu handlować kontrabandą. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile niebezpiecznych rzeczy jest dzięki temu w obiegu. Po prostu okropne. Ten ktoś musi cię naprawdę nienawidzić, skoro dał nam je praktycznie za bezcen. No więc…
Uśmiech zniknął z jego twarzy.
Otworzył szeroko swoje przekrwione oczy, zupełnie jakby chciał nimi pochłonąć Kyousuke.

– Pora wymazać twoje istnienie z powierzchni tego świata.

Zagroził.
Zagroził, że wymaże jego istnienie z tego świata.
Zagroził popełnieniem morderstwa w szkole mającej na celu przywracanie morderców do społeczeństwa.

– Co?

Kyousuke przestał myśleć. Zbliżali się do niego mordercy mający na sobie szkolne mundurki, z oczami pełnymi szaleństwa i bronią w rękach. Mając taki widok przed oczami, stanął jak słup soli, nie mogąc się poruszyć.
Shinji patrzył bez cienia emocji, jak przestaje nad sobą panować i zaczyna się trząść.

– Kamiya, otwórz oczy. Pokaż nam umiejętności mordercy dwunastu osób. Zobaczmy, ilu z nas dasz radę zabić… Fufu.

W tym momencie jego mina nagle się zmieniła.

– Dosyć tego. Morda i daj nam go w końcu zajebać. KYOUSUKE KAMIYA! – wykrzyczał z podekscytowania trzymający nóż motylkowy3 Oonogi.

Wszyscy poza Shinjim, czyli jedenaście skazanych za morderstwo osób, rzucili się na Kyousuke.

× × ×

– Ouu?!

Kyousuke uderzył z całej siły w bok twarzy Oonogiego.
Z ust trafionego wyleciała ślina wymieszana z krwią, a on sam został wyrzucony w tył, pomiędzy drzewa, i przestał się ruszać.
Kyousuke przesunął nogę w przód, łapiąc równowagę po wyprowadzeniu ciosu.
Dziesięć minut po rozpoczęciu walki zaczynał dostawać już zadyszki.
Mimo to…

– He… He… Nie jesteście tacy twardzi… jak myślałem.

Uśmiechnął się zuchwale, jednocześnie opierając się na kolanie i łapiąc oddech.
Jedynie jeden z jedenastki morderców nie doznał żadnych obrażeń. Siedział na ziemi i z jakiegoś powodu trzymał się za rękę, powtarzając: – Uspokój się! Spokojnie, Azraelu! Ku… Ten brutal wszedł w berserk z ekscytacji… Gaaaa!
Wszystkim innym zdrowo dostało się od Kyousuke.
Leżeli dookoła nieprzytomni.
Kyousuke rozejrzał się. Pokonał wszystkich.
Shinji westchnął, widząc, w jakim stanie są jego towarzysze, a potem zwiesił głowę i oparł ją o swoją rękę.

– Co za banda nieudaczników, nie mogę na nich patrzeć. W każdym razie, Kamiya, tylu ludzi nie dało rady cię zabić. Jesteś jakimś potworem? Przecież to przeczy wszelkiej logice.

Po wypowiedzeniu tych słów spojrzał na Kyousuke z przerażeniem w oczach.

– Nie jestem żadnym potworem. Po prostu ci mordercy są tak cholernie słabi – odpowiedział Kyousuke.

Stan jego górnej części ciała pozostawiał wiele do życzenia. Fryzura oraz mundurek były w opłakanym stanie, a odsłonięte miejsca przeorane większymi i mniejszymi krwawiącymi ranami.
Jednak taki poziom obrażeń nie jest wart nawet zmianki.
Co prawda, Kyousuke krwawił, jednak tylko z ran powierzchownych. Przyczyną wyczerpania było nie tyle zmęczenie, co napięcie i mógł szybko się z tego otrząsnąć. Przetrwał już tyle walk, że tego starcia nie mógł uznać nawet za zwykłe kłopoty.
Chociaż wszyscy jego przeciwnicy kogoś zabili, w walce byli amatorami.
Kyousuke zaśmiał się kpiąco: – No to jak? Dwóch na jednego, Shinji?

– Dwóch? A, tak, jest tu jeszcze tamten bezużyteczny koleś. A skoro o tym mowa…

Po spojrzeniu na mamroczącego do siebie chłopaka Shinji zamilkł, zagryzł usta i zwiesił ramiona.

– Fu… Fufu… Fufufu… Ha… Hahahaha.

Uśmiechnął się, a jego ramiona zaczęły się trząść. Potem wybuchnął kpiącym śmiechem.
Kyousuke oczywiście mu się przyglądał, jednak jego zachowanie przyciągnęło także uwagę chłopaka trzymającego się kurczowo za rękę.

– Co cię tak rozśmieszyło?

Słysząc ciche pytanie, Shinji przestał się śmiać i spojrzał w niebo.
Jego twarz wypełniało szczęście i poczucie wyższości. Kyousuke aż przeszły ciarki na ten widok.

– Co takiego? Fufu. Przecież to jest zabawne. Haha. Przecież powiedziałem „Zobaczmy, ilu z nas dasz radę zabić”, prawda? Ale Kamiya…

Shinji zmrużył oczy.
Nie patrzył na Kyousuke, tylko na to, co znajdowało się za nim.

– Ach, cholera! Au! Ten cholerny Kamiya walczył na serio. Zajebię go za to!

– H-Heehee. Uderzył mnie. Nawet ojciec nigdy tego nie zrobił. H-Heehee…

– Niewybaczalne. Niewybaczalne, niewybaczalne, niewybaczalne, niewybaczalne, niewybaczalne… Niewybaczalne!

Kilku chłopaków pełnych żądzy krwi wstawało, podnosząc swoje bronie.
Shinji ponownie zachichotał i kpiąco rzucił: – Właśnie, nikogo nie zabiłeś. Próbowałeś chociaż? Wciąż zasługujesz na tytuł mordercy dwunastu? Fufufu.

– …?!

Shinji trafił w samo sedno.
Kyousuke nie był mordercą dwunastu, tylko zwykłą osobą. W ogóle nie miał zamiaru zabić. Nawet jeśli czuł żądzę krwi, nie zrobiłby tego, a raczej nie był w stanie tego zrobić.
Shinji zaśmiał się jeszcze głośniej, widząc, jak Kyousuke zacisnął zęby.

– No i co teraz? Jak tak dalej pójdzie, zginiesz, wiesz?

Chłopakowi trzymającemu się za rękę być może udzieliła się pewność siebie Shinjiego, bo rzucił: – Hoo… W końcu ogarnął cię spokój, Azraelu. Daj mi swą moc. Pożerajmy, co tylko zechcemy! Uhahahaha! – Uniósł energicznie prawą rękę, w której znajdował się kij nabity gwoździami.
Łącznie z Shinjim Kyousuke otaczało pięć osób.
Mimo że odnieśli poważne rany, żądza krwi widoczna w ich oczach jedynie przybrała na sile.
Co prawda, Kyousuke czuł strach, jednak rozładował to napięcie, rozglądając się dookoła.

– Właśnie. Nie chciałem zabić żadnego z was, ale nie dam także zabić siebie! Jeśli chcecie mnie załatwić i sądzicie, że jesteście w stanie, to spróbujcie! Kmioty jedne, wystarczy, że pobiję was do nieprzytomności! Przekonajmy się, czy nie dam rady wbić was w glebę!

Ziuum. Shinji sięgnął po swoją broń, jakby chcąc przerwać tym gniewne krzyki Kyousuke.

– Och, naprawdę? W takim razie pozwól, że spełnię twoje życzenie.

Wyciągnął z kieszeni bluzy stary rewolwer.

– Co? Pistolet? Niemożliwe…

Pojawienie się tej broni wyssało z Kyousuke całe życie.
Chociaż w przeszłości wiele przeżył, po raz pierwszy celowano do niego z pistoletu.
Shinji trzymał rewolwer obiema rękami, niezręcznie celując do Kyousuke.

– Oczywiście jest prawdziwy, Kamiya! Ta osoba, która sprzedała nam te wszystkie bronie… Tak jak my, naprawdę chce widzieć cię martwym. Tak bardzo, że dała nam tego wspaniałego asa w rękawie. Fufu… Jeśli nie uda nam się cię zabić, zostaniemy porządnie zdyscyplinowani.

Shinji pociągnął za kurek, a jego wpatrzone prosto w Kyousuke oczy ogarnęła ciemność.

– …

Muszę uciekać – pomyślał Kyousuke, jednak broń była wycelowana prosto w niego, a nie miał jak odwrócić uwagi Shinjiego.
Jego umysł zaczął otaczać mrok, zupełnie jakby pochłaniała go ciemność w lufie broni.
Ten kolor rozpaczy wymazywał, pochłaniał wszystko dookoła.

– Wspaniała mina, Kamiya. Jesteś zmęczony? W takim razie pozwól, że ci pomogę. Ułożę cię do wiecznego snu. Gdybyś był dziewczyną, użyłbym własnych rąk, żeby cię udusić, a potem… Przykro mi. Fuheehee.

Za szczerzącym się Shinjim znajdował się gęsty las.
Liście drzew formowały gęsty baldachim blokujący światło, przez co nawet w środku dnia było tam ciemno, co idealnie ilustrowało serca i umysły Shinjiego oraz innych morderców.
W mordę, zaraz zginę – na widok tej sceny Kyousuke ogarnęło przerażenie.
Przez chwilę ujrzał pośród ciemności sylwetkę Ayaki, która rozmyła się szybko na wietrze.

– W takim razie, Kamiya, dobranoc. Potwornych snów.

Kiedy Shinji położył palec na spuście, uśmiech zniknął z jego twarzy.
W tym momencie…

– Zdechłbyś w końcu.

Z lasu wyłonił się cień.
Podbiegł do Shinjiego i zaszedł go od tyłu szybciej, niż jest w stanie zarejestrować ludzkie oko.

– Nie ruszaj się.

Chwilę później chłopak został złapany.
Lewa ręka „cienia” zakrywała jego usta, a palce u prawej, na końcu których znajdowały się piękne, czerwone paznokcie, były przystawione do jego jabłka Adama.

– Nie ruszaj się albo cię zabiję. Poderżnę ci gardło. Ostrożnie odłóż tę broń – powiedziała właścicielka paznokci głosem tak lodowatym, że aż zmroziło Shinjiego.

Kyousuke i pozostali mordercy także osłupieli przez ten nagły zwrot wydarzeń.
Wszyscy patrzyli na osobę trzymającą Shinjiego od tyłu.

– Wy też macie się nie ruszać… O ile zależy wam na jego bezwartościowym życiu.

Miała naprawdę krótką spódniczkę, rdzawoczerwone włosy związane w kucyk i oczy w tym samym kolorze. Wydawała się być w gorszym humorze niż zwykle.

– C-Co… Co ty tu robisz, Eiri?

– Nic takiego. Przyszłam sprawdzić sytuację. Tak na marginesie, co jest z tobą? Czemu nie zabiłeś żadnego z nich? Tak dać się poturbować… Skoro jesteś mordercą dwunastu, powinieneś bez problemu zabić te śmiecie, zanimby ci coś zrobiły. Zmuszać mnie do czegoś takiego… – rzuciła Eiri niezadowolonym głosem.

Dopiero wtedy Shinji zorientował się, że to właśnie ona mu groziła.

– Fufu… Nie obejmuj mnie tak nagle, Eiri. Czy może chcesz mnie tak podniecić? Twoje palce i to uczucie chłodu są takie przyjemne… Mogę się tym trochę nacieszyć?

Shinji puścił pistolet, a następnie skierował wolną już rękę w stronę uda Eiri. W tym momencie…

– Nie ruszaj się. Tak bardzo chcesz, żeby cię pociąć?

Docisnęła delikatnie paznokieć do jego szyi.
Skóra na niej została przecięta, a z rany zaczęła płynąć krew.

– …?!

Shinji wstrzymał oddech i przestał się ruszać. Napięta atmosfera ogarnęła także zgromadzonych tam morderców. Podcięła ją gołymi rękoma? Jak?

– Hmph – mruknęła Eiri. – Co za banda amatorów. Broń ma wartość jedynie wtedy, kiedy jest ukryta. Cel nie może jej zauważyć aż do chwili, kiedy się jej użyje, a wtedy pada już martwy. Nie mogę uwierzyć, że wyciągnęliście swoje, jakby to było jakieś przedstawienie. Nie słyszeliście nigdy o czymś takim jak zasadzka? Prawdziwa broń – to coś, czym można zabić cel, zanim ten zdąży w jakikolwiek sposób zareagować. Dla przykładu paznokcie.

W jej przypadku były pokryte czerwoną farbą i udekorowane kolorowymi kamykami ułożonymi we wzorki.
Na ich końcówkach pojawił się czarny błysk, krawędź ostrza.

– Szkarłatne Cięcie. Ukryte pod paznokciami niezwykle cienkie japońskie miecze. Skóra to nic, przecinają drewno i plastik jak nóż masło. Dwie ręce, palce wskazujące, środkowe i serdeczne, to daje sześć mieczy. Oto moje bronie.

W pełni otwarte oczy Eiri lśniły jak powierzchnia ostrza.
To było urzeczywistnienie niewyobrażalnie wręcz ostrej żądzy krwi.
Niepokój morderców przeszedł w zaskoczenie, a potem momentalnie przemienił się w strach.
Eiri Akabane, morderczyni sześciu osób. Prawdziwy numer jeden w jej klasie.
Nawet Kyousuke się przeraził. Jeszcze nigdy w życiu nie bał się tak bardzo.

– Wiesz, czemu mówię teraz o mojej broni zamiast od razu cię zabić? Takie pokazywanie swojego oręża oznacza ostrzeżenie. Ostrzegam cię teraz. Nie miałabym nic przeciwko zarżnięciu was wszystkich… ale poprawianie paznokci to kupa roboty. Jeśli przysięgniesz nigdy więcej się nas nie czepiać, to tym razem ci odpuszczę.

Rdzawoczerwone oczy jak ostry miecz skierowały się w stronę grupy morderców otaczających Kyousuke.
Wymienili między sobą spojrzenia, a potem się cofnęli.

– Eee… To co teraz?

– Te oczy… Ona nie żartuje, co?

– Aaaa?! Moja lewa ręka…

– Ale jest przecież sama…

– I to dziewczyna.

– Heehee, płaska jak decha. Heeheehee.

Po tym, jak padły te słowa, spojrzenie Eiri zrobiło się jeszcze straszniejsze.

– Skoro tak… W takim razie zacznę od ciebie. Najpierw wbiję ci paznokcie w pobliże nerek. Znajduje się tam wiele zakończeń nerwowych, więc będziesz mieć wrażenie, jakbyś miał umrzeć od samego bólu. Potem skurczą się twoje jelita, a intensywny ból będzie przypominał uczucie ściskania. Kiedy już stracisz równowagę, powalę cię na ziemię i pobawię się twoim brzuchem. Przetnę skórę, wyciągnę tłuszcz i pobawię się trochę twoimi organami wewnę…

– D-D-D-D-Dobra, już rozumiem. Proszę, przestań! Będę posłuszny! – krzyk Shinjiego przerwał monolog Eiri.

Był trupioblady.
Wszyscy pozostali mordercy całkowicie stracili wolę do walki.
Palce Eiri powędrowały z szyi Shinjiego tuż nad jego nerkę.
Dziewczyna uśmiechnęła się z satysfakcją i spojrzała w górę.

– Och, masz szczęście. W końcu jesteście tylko bandą nieudaczników potrafiących polować jedynie na bezbronne cele. Dobra, pozostali, podnieście nieprzytomnych i spadać. Dopiero wtedy wypuszczę tego gościa. Zabierajcie mi się sprzed oczu.

Eiri uniosła podbródek. Nikt nie miał odwagi odmówić.
Chłopcy odrzucili swoje bronie, zebrali z ziemi nieprzytomnych kolegów i uciekli.
Oonogi rzucił: – N-Nie zapomnę ci tego, decho jedna! – Kiedy Eiri odpowiedziała mu ostrym spojrzeniem, krzyknął: – Flat chests are justice! Nie ma to jak deski! Kocham małe piersi! Pokój na świecie może nastać jedynie dzięki miłości do małych cycuszków! – skandował z uniesioną pięścią, a potem uciekł.
Eiri westchnęła, jakby nie miała już siły się zezłościć.
Kopnęła pistolet, a potem powiedziała: – No dobra, ty też się zabieraj. Przestań nas nękać, ty zboczona podróbko dżentelmena4. Nie chcę, żeby twoja brudna krew pobrudziła mi paznokcie.
Następnie z całej siły kopnęła Shinjiego w tyłek, przez co poleciał przed siebie.

– Aaa!

Nie mając jak się zatrzymać, upadł na ziemię, uderzając w nią twarzą.
Ponieważ miał głowę przy ziemi, nie dało się dostrzec jego miny i trudno było określić, czy trząsł się ze strachu czy upokorzenia. Zgiął palce, zakopując je w ziemi.

– Fu… Fufu… Fuhe… Hehe… Fuhehe…

Po chwili wybuchnął przerażającym śmiechem.
Śmiał się na całe krwawiące gardło.

– Rozumiem, Eiri. Zostawię was już w spokoju. Jednak….

Shinji powoli wstał, spoglądając na dziewczynę.
Kyousuke zerknął w jego stronę – na twarzy miał ponury uśmiech.

– Zapamiętaj to dobrze. Wykonam swój ruch… po twojej śmierci. Kiedy nadejdzie czas, będę delektować się twoim smrodem i w pełni rozkoszować twoimi zwłokami. Fuheeheeheehee.

– …

– Jeszcze się spotkamy. Pojawię się, jak tylko wyzioniesz ducha, a mam bardzo czuły nos. Zapamiętaj to sobie, Eiri.

Eiri rzuciła przelotne spojrzenie na odchodzącego Shinjiego, a potem podniosła pistolet i wycelowała w jego plecy.

– A może byś tak w końcu zdechł… Bang.

Udając, że naciska spust, rozluźniła ramiona, a jej oczy powróciły do typowego dla niej na wpół przymkniętego stanu. Nie wydawało się, aby w ogóle przejmowała się słowami Shinjiego.
Nie chcę mieć jej za wroga – pomyślał Kyousuke.

× × ×

– Hmph. Co za okropny widok, Kyousuke. Jesteś w strasznym stanie, cały w ranach.

Eiri podeszła do siedzącego na ziemi, opierającego się o ścianę sali gimnastycznej Kyousuke.
Zręcznie kciukiem i małym palcem (czyli tymi, gdzie paznokcie pozbawione były ostrzy) odrzuciła włosy i spojrzała na chłopaka.

– I ty nazywasz siebie najlepszym mordercą w klasie? Co tam wszystkich dwunastu, nie zabiłeś ani jednego z nich. Dlaczego? Przecież gdybyś chciał, mógłbyś z łatwością się ich pozbyć…

– Ach, jak by to powiedzieć…

Kyousuke był zwykłą osobą, która nie zabiła nikogo w tamtym strasznym incydencie.
Jednak nie mógł się do tego przyznać.
Zwłaszcza po tym, jak Eiri, która zamordowała sześć osób, zobaczyła go w takim okropnym stanie.
Widząc, jak Kyousuke bez słowa odwraca wzrok, dziewczyna westchnęła.

– Nie rozumiem cię. Zabiłeś dwanaście osób, ale zachowujesz się dziwnie miło. Wyszedłeś tylko po to, żeby wpaść w pułapkę. W dodatku nie mówiąc nam ani słowa. Widząc, że dziwnie się zachowywałeś, poszłam za tobą. Sądziłam, że sam sobie poradzisz. Naprawdę nie rozumiem. Co się z tobą dzieje? – Eiri, mówiąc z niecierpliwością w głosie, kopnęła czubem buta o ziemię.

Mimo to słysząc, że się o niego martwiła, Kyousuke na nią spojrzał.
Potworna żądza krwi zniknęła z jej wyglądających na zaspane oczu.
Zupełnie jakby schowała miecz do pochwy, Eiri wróciła do dawnej siebie.
Mimo że na pierwszy rzut oka zawsze miała zły humor, tak naprawdę troszczyła się o innych.
Przez to widok jej formy „morderczyni sześciu” sprawił, że Kyousuke pogubił się jeszcze bardziej.
Czyżby Eiri…

– Ty też przypadkiem nie zachowujesz się dziwnie miło? Zabiłaś sześć osób, zainstalowałaś sobie nawet ostrza pod paznokciami, żeby zabijać ludzi, więc dlaczego mi pomogłaś? Zresztą nie tylko mnie, także wcześniej Mainie. Czemu tak bardzo lubisz wtrącać się w nie swoje sprawy? W końcu jedynie im zagroziłaś, nikogo nie zabijając.

– …

Eiri zmarszczyła czoło, uniosła brwi i otworzyła usta, jednak nic nie powiedziała.
Po chwili milczenia spojrzała na Kyousuke z góry.

– Możesz mnie do siebie nie porównywać? Puściłam ich, ponieważ uznałam, że postraszenie wystarczy. Gdyby się nie posłuchali, bez mrugnięcia okiem poderżnęłabym mu gardło. W przeciwieństwie do ciebie, który od początku nie zamierzał nikogo zabić… Ja jestem inna, bo…

Eiri zatrzymała się w połowie zdania i spojrzała na paznokcie.
Pod nimi znajdowała się jej broń, którą cały czas ukrywała.
Zabicie, zanim cel się zorientuje – sztuka cały czas doskonalona i stosowana w jednym celu.
Koncentrowali się na niej mordercy.
Eiri, patrząc na Szkarłatne Cięcie, ostrze schowane pod jej paznokciami, wymamrotała jakby do siebie: – Nie jestem amatorką, tylko profesjonalistką.

– Co? – Kyousuke nie mógł zrozumieć, co takiego powiedziała. – Profesjonalistką… Zawodową morderczynią?

– Tak. Płatny morderca, jednak w moim przypadku lepiej pasuje skrytobójca. Ci, którzy zabijają z powodów osobistych albo dla własnych interesów, są amatorami. Profesjonalistami nazywa się osoby przyjmujące zlecenia na zabicie konkretniej osoby. Dlatego właśnie nie zabijam ot tak. Usunięcie kogoś bez powodu albo zysku zrobiłoby ze mnie zwykłego mordercę, którym nie jestem. Wystarczy spojrzeć na moją broń, żeby stwierdzić, że nie jestem amatorką, prawda? – pokazując paznokieć, zamknęła jedno oko.

Był on wyspecjalizowaną broń, z którą amator by sobie nie poradził, jednak Eiri, zawodowa zabójczyni, używanie jej uważała za coś naturalnego. Jednak właśnie przez to trudno było uniknąć pewnego pytania.

– W każdym razie rozumiem, że nie jesteś amatorką, tylko zawodowym zabójcą… Skrytobójczynią. Rozumiem, ale… W takim razie dlaczego jesteś w takim miejscu? Zakład Poprawczy Czyściec jest miejscem dla osób skazanych za morderstwo, prawda? Więc co ktoś taki jak ty tu robi?

Słysząc pytanie, Eiri zrobiła kwaśną minę.
Po chwili milczenia odwróciła twarz, na której malowało się niezadowolenie.

– Nic takiego. To naprawdę nic wielkiego. Po prostu nawaliłam. Ktoś mnie zobaczył i zostałam złapana. Nie pytaj o to więcej, jasne?

Na wpół przymknięte oczy Eiri skierowały się na Kyousuke.
Silne spojrzenie niemożliwe do zignorowania sprawiło, że nie był w stanie drążyć dalej tego tematu.

– …

– …

Nastała niezręczna cisza. Kiedy Kyousuke o tym pomyślał…
Za salą gimnastyczną, gdzie znajdowali się tylko oni, rozbrzmiał dźwięk dzwonka sygnalizujący koniec długiej przerwy.

× × ×

– Dlatego właśnie utworzono ten system. Na początku kara śmierci…

– Przepraszam za spóźnienie.

Eiri otworzyła drzwi i weszła do klasy.
Kurumiya natychmiast przestała pisać po tablicy.
Słuchający do tej pory w ciszy uczniowie spojrzeli na wchodzące osoby.

– O nie, Eiruś… – Maina otworzyła szeroko oczy z zaskoczenia.

Shinji, Usami i Oonogi zamarli bez ruchu.
Eiri ziewnęła, a potem, nawet na nich nie patrząc, powiedziała do milczącej Kurumiyi:

– Podczas przerwy uratowałam Kyousuke, który prawie dał się zabić. Spóźniłam się, ponieważ odprowadziłam go do pielęgniarki.

Eiri wyjęła broń i nią rzuciła.
Rewolwer Shinjiego upadł koło pulpitu.

– Aaaaa! P-P-P-i-i-i-i-istolet?! – krzyknęła Maina, co przeraziło resztę uczniów.

Zaskoczenie, szok, strach…
Mimo że wszyscy już kogoś zabili, wielu z nich po raz pierwszy widziało pistolet.
Pośród panującego zgiełku Eiri spytała Kurumiyę ostrym tonem: – Naprawdę można pozwolić, żeby takie rzeczy krążyły po szkole? Skoro masz czas na karanie za spóźnienia, nie powinnaś przypadkiem przyłożyć się także do tego? Na szczęście Kamiyi nic się nie stało… Ale co tu się, kurna, dzieje?
Eiri odwróciła się i skrzywiła. Przez drzwi zerkała twarz cała w bandażach, próbująca obserwować sytuację. Kyousuke wpatrywał się w Eiri, która w tym momencie spojrzała w inną stronę.

–Och, przepraszam. Sposób, w jaki się wyrażasz…

Jej nastawienie i ton głosu były zbyt agresywne. Kurumiya jednak z jakiegoś powodu nie reagowała na słowa Eiri. Kyousuke miał już wejść do klasy, kiedy…
Trzask. Kreda w rękach Kurumiyi złamała się w połowie.

– Aha, a więc taką masz wymówkę. Tak, doskonale to rozumiem.

Kurumiya, zgniatając resztę kredy w dłoni, spojrzała na Kyousuke i Eiri.
Chwilę później na jej twarzy pojawił się okrutny uśmiech.
Jednak tamta mina szybko zniknęła.
Kurumiya swoim dziecięcym głosem: – A potem? To wszystko, co masz do powiedzenia?
W jej drugiej, nieskażonej kredą ręce od jakiegoś czasu znajdowała się stalowa rura.

– Eee… Dlaczego? Przecież jesteśmy ofiarami…

– Tak, zgadza się. Jeszcze coś do dodania?

Eiri w przeciwieństwie do cofającego się Kyousuke zrobiła krok w stronę Kurumiyi , której brwi zaczęły podskakiwać, i odpowiedziała spokojnym głosem:

– Jakiś problem? Tak, owszem. Kamiya spóźnił się, ponieważ prawie został zabity przez innych uczniów, którzy nie są odpowiednio nadzorowani przez ciebie i innych nauczycieli. Jeśli chcesz już kogoś nauczyć tej swojej dyscypliny, ukarz te śmieci, które zaatakowały Kamiyię.

– Muu…

Kurumiya patrzyła na Eiri wydymającą policzki.
Wyglądała jak małe dziecko, które strzeliło focha, ponieważ mama nie chce kupić jej zabawki.
N-Niesamowite. Eiri udało się zagiąć Kurumiyę.
Była niesamowicie odważna, czego zresztą można oczekiwać po zawodowym mordercy.
Eiri spojrzała na Kurumiyę, mówiąc: – Kamiya jest ranny. Przed powrotem do klasy trzeba było go opatrzyć. To oczywiste, prawda? Moim zdaniem to niesamowite, że tak nalegał na przyjście tutaj mimo takich obrażeń. W końcu pobici uczniowie zwykle nie przychodzą na lekcje, co nie?
Eiri wzruszyła ramionami, wskazując pustą ławkę w pierwszym rzędzie. Na niej i na stojącym obok krześle znajdowały się wyschnięte ślady krwi, już pewnie niemożliwe do usunięcia. To było miejsce Irokeza. Tego dnia został ukarany już dwa razy – podczas porannych prac karnych oraz trzeciej lekcji – i zaliczył tyle samo wizyt u pielęgniarki.
Kiedy Eiri była tam z Kyousuke leżał jeszcze nieprzytomny podłączony do respiratora.

– Irokez… Racja. Powinnam w końcu zastanowić się na poważnie nad zabiciem go.

Wydawało się, że Kurumiya szczerze nienawidzi Irokeza, ponieważ skrzywiła się, jak tylko wypowiedziała jego przezwisko , a złowroga aura, jaką roztaczała, osłabła.
Prawdopodobnie skierowała cały swój gniew na Irokeza – co mogło być planem Eiri.

– Hmph. No dobrze, tym razem odpuszczę Kamiyi.

I tak w końcu została przekonana.
Położyła stalową rurę na ramieniu i zrobiła krok do tyłu.

– Ej, wchodź i siadaj. Zaraz pójdę zająć się tymi dupkami, które cię zaatakowały. Mamy mało czasu, więc właź wreszcie.

Wypowiedziała te słowa, patrząc na broń leżącą na podłodze. Potem rzuciła spojrzenie na Shinjiego i jego paczkę – momentalnie pobledli.
Eiri się rozluźniła i kiedy miała minąć Kurumiyę, ta z lodowatym wyrazem twarzy rzuciła gniewnie: – A ty gdzie się wybierasz? Nie pamiętam, żebym powiedziała, że tobie też odpuszczam, Akabane.

– …?!

Kiedy Eiri się zatrzymała, nauczycielka zrobiła zamach stalową rurą, celując w jej twarz. Nie wykonała wcześniej żadnego ruchu, a szybkość samego ciosu była wręcz niewiarygodna.

– Tsk?!

Eiri udało się go uniknąć dosłownie o włos. Przechyliła głowę i zbliżyła się do Kurumiyi akurat wtedy, gdy ta wyprowadzała cios, dzięki czemu weszła w jej martwy punkt.

– Co pani robi? – spytała spokojnym głosem, przystawiając do szyi Kurumiyi paznokcie.

– Hoo?

Nauczycielka otworzyła szeroko oczy, uśmiechając się przy tym radośnie.
W klasie zapanowała grobowa cisza, którą przerwał dopiero śmiech Kurumiyi: – Kukuku. Co ja robię? Zadziwiające. Jak zarozumiałym trzeba być, żeby grozić nauczycielce i pytać o coś takiego? To ja powinnam spytać, co ty wyprawiasz. Pewnie jesteś już gotowa, prawda?
Kurumiya była niewzruszona mimo paznokci przystawionych do gardła – doskonale przy tym wiedząc, że stanowią broń. Spojrzała na Eiri jak drapieżnik, który wypatrzył swoją zdobycz.

– …

Eiri natomiast zamilkła.
Widząc zdenerwowaną minę uczennicy, Kurumiya powiedziała spokojnie, z pewnością w głosie:

– Kukuku… Nieważne. To rzadka okazja, więc dam ci trzy opcje do wyboru. Jeden, odłóż broń i pozwól się ukarać. Dwa, złamię ci rękę, a potem cię ukarzę. Trzy, zabij mnie, dzięki czemu unikniesz zdyscyplinowania. To wszystko. Ładny wybór, prawda?

Eiri otworzyła szeroko oczy, słysząc trzecią opcję.
Zagryzając wargi, wpatrywała się w Kurumiyę.

– Zabić nauczyciela? Nie rozśmieszaj mnie. Gdybym to zrobiła, miałabym później…

– Nieważne.

– Co?

– Nie zostałabyś ukarana, gdybyś mnie zabiła. Zginęłabym, ponieważ zawiodłam w roli nauczyciela, a więc ty nie poniosłabyś żadnych konsekwencji. Nie masz się o co martwić. W końcu to niemożliwe, żebyś bez stawiania oporu dała mi się zabić. Sytuację dałoby się łatwo wyjaśnić, w końcu wszyscy tu obecni byliby świadkami. Dlatego nie musisz się wahać…

Kurumiya odrzuciła stalową rurę i uniosła ręce do góry.
Pokazując, że nie stawia żadnego oporu, powiedziała silnym, rozkazującym głosem: – Zabij.

– …?!

Ciało Eiri drgnęło.
Z daleka było widać, jak jej przyciśnięte do szyi Kurumiyi palce się trzęsą.

– Co się stało? Boisz się? Jeśli chcesz mnie zabić, to się pospiesz. Po prostu dociśnij te paznokcie trochę mocniej i przejedź nimi po szyi. Proste, prawda? W końcu zabiłaś już sześć osób, co nie? Kukuku…

Kurumiya uśmiechnęła się złośliwie, jakby szantażowała dziewczynę.

– Ja… Ja…

W rdzawoczerwonych oczach pojawiło się zawahanie.
Eiri wypuściła oddech przez pobladłe usta.

– No i? Co teraz, Akabane… Eiri Akabane. Mam ci pomóc?

Mówiąc to cicho, Kurumiya zrobiła krok do przodu. Bez cienia zawahania pozwoliła, aby przyciśnięte do jej szyi paznokcie Eiri się w niej zagłębiły.

– Eee… Kiiia!

Eiri zesztywniała, zaczęła się trząść i cofnęła rękę.
Dopiero po tym doszła do zmysłów, wpatrując się ciągle w Kurumiyę.
Dzięki temu, że szybko wycofała się płynnym ruchem, na szyi nauczycielki znajdowała się jedynie płytka rana.
Widząc to, Eiri się rozluźniła, a potem od razu zrobiła minę sugerującą zawiedzenie i rozpacz.

– …

– Hooo. Rozumiem, rozumiem. Taki jest twój wybór, Akabane? – Kurumiya spytała spokojnym głosem dziewczynę zagryzającą mocno wargi.

Uśmiech znikł z twarzy nauczycielki. Złapała prawą rękę Eiri i bezlitośnie pociągnęła w swoją stronę.

– Więc wciąż jesteś dziewicą, co, Zardzewiały Paznokciu?

– …?!

Po wyszeptaniu tych słów Kurumiya uderzyła Eiri w brzuch.
Dziewczyna krzyknęła i zgięła się w pół.
Kolejny cios nadszedł praktycznie natychmiast po pierwszym. Nauczycielka kopnęła dziewczynę prosto w podbródek, przez co Eiri odleciała do tyłu.

– Ghhh?!

– Eiri!

– Eiruś?!

Kyousuke i Maina krzyknęli w tym samym momencie.
Eiri upadła na ziemię twarzą do góry, czemu towarzyszył głośny dźwięk.

– Ej, wy, morda. Nie ruszać się. Jeden krok, a zabiję.

Niski głos Kurumiyi powstrzymał Kyousuke i Mainę od podbiegnięcia do leżącej dziewczyny.
Nauczycielka podniosła stalową rurę prawą ręką.
Kyousuke i Maina zacisnęli mocno zęby, słysząc, jak Eiri przy upadku zajęczała z bólu. Atakująca poklepała jej twarz rurą, mówiąc:

– Kamiya jest ranny, więc mógł pójść do pielęgniarki. Powiedzmy, że mu odpuszczę. Ale co ty, Akabane, chcesz osiągnąć, tak się go trzymając? Nie wygląda na to, żeby jego obrażenia uniemożliwiały mu samodzielne chodzenie, prawda? Czyżbyście znaleźli sobie jakieś ciche miejsce i się zabawili? Co?

– Co?! C-Co powiedzia… Ghhh! – krzyknęła Eiri.

Kiedy już miała odpyskować, Kurumiya wsadziła jej do ust stalową rurę.
Eiri chciała odwrócić głowę, jednak nauczycielka uniemożliwiła jej to, zręcznie manipulując końcówką swojej broni i rozciągając przy tym usta dziewczyny. Dało się usłyszeć pełen bólu odgłos oddychania, a rura zaczęła robić się mokra od śliny.

– P-Przestań… Mgg?! P-Przestań… Mhhh!

– Ej, ej, co jest? Zrobiłaś się czerwona jak burak. Czyżbyś tego też jeszcze nie robiła? Kukuku, rozumiem. Sprawdzimy. Jeśli wciąż jesteś „czysta”, będzie to wystarczającym dowodem, że nie uciekłaś z lekcji, żeby pobzykać się z Kamiyą, i ci odpuszczę.

Strona 223
image-877
Strona 223

Przy wyciąganiu rury z ust Eiri na twarzy Kurumiyi pojawił się okrutny uśmiech.
Czubek swojej broni skierowała w stronę bioder dziewczyny, chcąc wsadzić ją pod jej spódniczkę.

– Eee?! P-Przestań… Aaa…

– Przestań, ty popieprzona gówniaro.

Kyousuke, nie mogąc już dłużej siedzieć z założonymi rękoma, złapał Kurumiyę za ramię.

– Gówniaro? – nauczycielka, której przeszkodzono w zabawie, dosłownie wystrzeliła żądzą krwi.

– Kyou… Kyousuke…

– Cicho.

Eiri wstała, chcąc coś powiedzieć, jednak Kyousuke nie spuszczał spojrzenia z Kurumiyi.
Chłopak, mając przed sobą dziecięcą twarz wykrzywioną w potwornym grymasie, powiedział:

– To ja. To ja poprosiłem Eiri, żeby poszła ze mną do pielęgniarki. Zacznijmy od tego, że to ona ocaliła mi życie, więc nie ma powodu, aby ją karać. Jeśli tak bardzo chcesz kogoś zdyscyplinować, to proszę, cała wina leży po mojej stronie! Jeśli chcesz na kimś się wyżyć, dajesz, ty cholerna, niewyrośnięta kurwo!

Kiedy tylko Kyousuke to wykrzyczał, otrzymał silny cios.
Stalowa rura uderzyła prosto w jego obandażowaną twarz.

– Ghaa!

Kyousuke odleciał do tyłu i upadł na podłogę. Cudem nie stracił żadnego zęba.
Co prawda, po raz pierwszy zasmakował stalowej rury nauczycielki, ale przekonał się, że jej siły nie należy lekceważyć.
Jakim sposobem ta cieniutka ręka jest w stanie wykrzesać aż tyle siły?

– Musiało ci się znudzić życie, szczylu. No dobrze, skoro chcesz umrzeć, spełnię twoje życzenie. Twoje zwłoki zostaną wystawione na widok publiczny jako ostrzeżenie dla innych.

– Ghh!

W tym momencie otrzymał silne uderzenie w brzuch – na szczęście podczas przerwy nie wziął niczego do ust.
Zanim jeszcze wymiociny podeszły mu do gardła, oberwał po raz kolejny, tym razem w klatkę piersiową.
Złamane żebro? – zanim jednak dał radę ogarnąć się w sytuacji, oberwał w krocze.
Poczuł przeszywający ból, a świat przed jego oczami zaczął nabierać koloru czerwieni…

– Kyousuke?! H-Hej! Kyousuke…

Nie podchodź…
Tracąc powoli przytomność, Kyousuke wykrzesał z siebie resztki sił, żeby spojrzeniem zatrzymać Eiri.
Nie miał już okazji, żeby sprawdzić, czy przestała biec w jego stronę. Jego ciało się uniosło, a potem powędrowało w powietrze, po czym uderzył mocno bokiem głowy o ścianę. Nawet jego poczucie bólu zaczęło zanikać.
Wiele, wiele, wiele, wiele razy był uderzany to z lewej, to z prawej. Świat przed jego oczami bez przerwy się trząsł, a świadomość odpływała, pochłaniana przez ciemność.

– Hmm… Kamiya, to koniec. Zdychaj.

Bach.
Otrzymał silny cios w bok głowy.
Świat przed jego oczami się rozmazał, a potem…

– Kyousukeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee?!

Pośród otaczającej go ciemności usłyszał krzyk i stracił przytomność.

× × ×

Spomiędzy krat w oknie do pokoju wlewało się delikatne światło słoneczne.
Leżący na łóżku u pielęgniarki Kyousuke odzyskał przytomność i zamrugał parę razy, wpatrując się w pokryty plamami sufit.
Po chwili usiadł, chcąc upewnić się, gdzie się znajduje.

– Kyousuke? – usłyszał delikatny głos.

Siedząca obok niego na metalowym krześle Eiri spojrzała zaskoczona na chłopaka.
Jej rdzawoczerwone oczy wydawały się mokre, widać było w nich także zagubienie.

– Możesz wstać? Jesteś w stanie się podnieść?

– Tak, chyba nic mi nie jest. Przywykłem już do tego, a poza tym mam silne ciało.

Głowa, klatka piersiowa, kończyny – bolały go wszystkie części ciała.
Jednak dla Kyousuke, który od roku nieprzerwanie wdawał się w bójki, z jakich nie dało się ujść bez szwanku, był to nic więcej jak zwyczajny ból. Mógł sobie z nim bez problemu poradzić, przynajmniej dopóki nie miałby złamanych kości, obrażeń wewnętrznych albo urwanej jakiejś części ciała.
Na szczęście nie doznał żadnych większych obrażeń.
Kurumiya musiała się pewnie powstrzymywać. Nieważne, jak pokręconą ma osobowość, przecież to nauczycielka. Może i wciąż powtarza „zabiję”, jednak tak naprawdę zabicie ucznia nie przyszłoby jej łatwo.

– Eiri, słuchaj. Nic ci nie jest? Nic ci później nie zrobiła? – spytał Kyousuke, siadając w wygodniejszej pozycji.

Eiri odpowiedziała: – Nic takiego. – a potem odwróciła wzrok. – Po tym, jak odesłano cię tu, wróciła do prowadzenia lekcji. W końcu nic się przecież nie dzieje po tym, jak Irokez dostaje baty, prawda? Nie próbowała mi później „tego” zrobić, wiesz? A to dzięki pewnemu idiocie, który przybiegł mi z pomocą. Dlatego… Mmm… Mmm…
Eiri opuściła głowę, obracając ją w kierunku Kyousuke.
Wyglądało na to, że miała zamiar coś powiedzieć. Zarumieniła się, poruszyła delikatnie ustami, a w jej oczach widać było zakłopotanie.

– D-Dziękuję – wyszeptała. Zająknęła się przy tym, jednak jej głos był bardzo delikatny.

Twarz miała czerwoną jak burak, a płonące oczy wlepiała w Kyousuke.
Serce chłopaka gwałtownie przyspieszyło.
Tym razem to Kyousuke rzucił – T-To nic takiego – odwracając spojrzenie.
Przez to, że nagle zmieniło się jej zwykłe, nieuprzejme nastawienie, nie mógł ot tak się do tego dostosować. Ona pewnie czuła się podobnie, ponieważ milczała, trzymając obie ręce na kolanach.
Nastała niezręczna cisza, dlatego Kyousuke szybko zmienił temat.

– S-Słuchaj, już po lekcjach?

– Tak – Eiri przy odpowiedzi pokiwała głową, kończąc tę wymianę zdań.

– Eee… A co z Mainą i Renko? Nie przyszły z tobą.

– Przyszły, ale poprosiłam, żeby już sobie poszły.

– Aha, rozumie… Co? Poprosiłaś? Ty… Dlaczego tak dziwnie się zachowujesz?

– Chciałam ci coś powiedzieć… w cztery oczy – Eiri powiedziała z pewnością siebie w głosie, podnosząc wzrok.

We wpatrzonych w Kyousuke rdzawoczerwonych oczach było widać zdecydowanie i silną determinację.

– Chciałaś mi coś powiedzieć? Co takiego? Skoro nawet odesłałaś tamte dziewczyny… – kiedy tylko to powiedział, w jego umyśle pojawiła się „pewna możliwość”, przez co serce szybciej mu zabiło.

Szybko rozejrzał się dookoła. W pomieszczeniu stało kilka szafek z lekami, łóżka i sprzęt medyczny, jednak nikogo nie było w pobliżu – nawet pielęgniarka gdzieś wyszła.
Do pokoju wlało się wiosenne światło, a Eiri położyła ręce na łóżku.

– Wiesz, Kyousuke, ja…

– C-Chwila! Eiri, poczekaj! Jeszcze się psychicznie nie przygoto…

Eiri, ignorując słowa wychylonego do tyłu z rumieńcem na twarzy Kyousuke, pochyliła się w jego stronę i kontynuowała:

– Jeszcze nigdy nikogo nie zabiłam.

– Co?

Przez to nieoczekiwane „wyznanie” Kyousuke miał pustkę w głowie.
N-Nigdy nikogo nie zabiła? Eiri?
Niemożliwe. Po prostu nie. Musiałem coś źle usłyszeć.
W końcu była zawodową „skrytobójczynią”.

– Zamordowanie tych sześciu osób to pic na wodę. Nikogo nie zabiłam. Mimo że chciałam, nie dałam rady. Te sześć osób to nie ilość zabójstw, jakich się dopuściłam, tylko moich niepowodzeń. Porażek jako skrytobójczyni.

Eiri, zaciskając mocno wargi, z naprawdę bliskiej odległości wpatrywała się w zagubione oczy Kyousuke.
Uśmiechała się w sposób sugerujący, że kpi z sama z siebie.
Przycisnęła paznokieć, w którym znajdowało się ostrze, do jego gardła – przez co wstrzymał oddech.

– Ród Akabane to znana rodzina z długą historią wypełnioną zabójstwami. Odkąd pamiętam, wpajano mi techniki zabijania. Zabawne, co? Brakowało mi jednak najważniejszej rzeczy: odwagi do zabicia. Mimo to uznano, że mam talent. Właśnie dlatego dostałam tak wiele szans na wykazanie się… A po każdej porażce ponosiłam srogą karę. W końcu i tak nie dałam rady nikogo zabić. Przy ostatniej, szóstej „robocie” nawaliłam w spektakularny sposób. Ktoś mnie zobaczył, przez co zostałam złapana. Potem wrzucono mnie do tego miejsca. Można powiedzieć, że była to pewna forma wygnania z rodu Akabane.

Eiri zabrała paznokieć z gardła Kyousuke, po czym zagryzła wargi.
Palcem drugiej ręki wskazała swoje pomalowane na czerwono paznokcie i powiedziała:

– Dlatego właśnie nadano mi pseudonim „Zardzewiały Paznokieć”. Nie chodzi o kolor krwi, tylko o barwę bezużytecznej rdzy. Pokryte rdzą, zardzewiałe czerwone skrzydło5. Co to oznacza? Że w szanowanej, porządnej rodzinie urodził się wadliwy produkt taki jak ja.

– Eiri, ty…

Dziewczyna nie ukrywała przed Kyousuke swojego wstydu i mówiła cicho, słabym głosem.
Niemożliwe. Ona naprawdę nikogo jeszcze nie zabiła?
Z pewnością nie zareagowała jak morderca, kiedy Kurumiya kazała jej zabić. Zawahała się, ponieważ celem była tamta kobieta? To nie miało sensu…
Gdyby po prostu bała się zabić, jej reakcja byłaby o wiele bardziej zrozumiała.
Mimo to i tak…

– Kyousuke, powiedz… Co muszę zrobić, żeby kogoś zabić? Za każdym razem, kiedy jestem już blisko, zaczynam myśleć. O moim celu, ludziach, na których mu zależy, i o osobach, którym zależy na nim. To dlatego? Nawet jeśli pozbawiam życia jedną osobę, jej śmierć wywoła okropne cierpienie jego bliskich. Ból, smutek, nienawiść… O tym właśnie myślę za każdym razem. W takim ułamku sekundy ciągle myślę, myślę, myślę, myślę, myślę, myślę i myślę… A potem nie udaje mi się zabić. Nie potrafię się na to zdobyć.

Zwieszając głowę, Eiri złapała mocno prześcieradło.
Jej paznokcie, a raczej sześć ukrytych w nich mieczy, pocięło jego delikatny materiał.
W końcu z oczu dziewczyny zaczęły płynąć łzy, a Kyousuke usłyszał hamowane szlochanie.

– I tak w ostatnim zleceniu udało mi się zrobić cięcie w pobliżu punktów witalnych. Zebrałam w sobie siłę, a potem podcięłam mu gardło od tyłu. Kiedy wytrysnęła z niego ciepła krew, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zabiłam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Straciłam przytomność, jak tylko o tym pomyślałam. Później, jak mówiłam, zostałam aresztowana. Mój cel przeżył, a rodzina mnie odrzuciła. Ogarnęły mnie strach i pogarda do samej siebie, które zmieniły się w koszmar. Wstyd mi to przyznać, ale dopiero teraz udało mi się zasnąć na dłużej. Do niedawna prawie w ogóle nie spałam.

Eiri karciła się, przecierając swoje na wpół otwarte, zaspane, mokre od łez rdzawoczerwone oczy.
Spojrzała ponownie na Kyousuke, jakby szukając w nim wsparcia.

– Kyousuke, proszę, powiedz! Zabiłeś już dwanaście osób! Ktoś taki jak ty, tak wyjątkowy, może to zrobić bez mrugnięcia okiem przy zadawaniu ciosu, prawda? Jak zabić, powiesz… Proszę. Tylko ciebie mogę o to spytać. Maina nigdy nie chciała zabić, a przeszłości Renko nie znam. Dlatego proszę, Kyousuke… Powiedz, dobrze? Inaczej ja, wychowana po to, by zabijać, nie będę miała po co żyć. Zrobisz to?

– …

Kyousuke nie wiedział, co powiedzieć, więc jedynie patrzył na Eiri w milczeniu.
Po odrzuceniu maski „morderczyni sześciu” i tytułu „skrytobójczyni” Eiri okazała się delikatną dziewczyną. Jej agresywne zachowanie w stosunku do innych osób było prawdopodobnie próbą poradzenia sobie z niepewnością i strachem po osadzeniu w miejscu pełnym morderców. W takim razie…
Wierząc w szczere spojrzenie załzawionych oczu Eiri, Kyousuke wykuł w sobie silne postanowienie.
Zdecydował się odrzucić maskę; pokazać się jej takim, jakim jest naprawdę.

– Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić, Eiri. Nie mogę cię niczego nauczyć.

– He?! Dlaczego?! Czemu nie chcesz mi powiedzie…

– Bo ja też nigdy nikogo nie zabiłem.

– Co?

Eiri położyła ręce na ramionach Kyousuke, zbliżając się do niego.
Jednak nagle się zatrzymała.
Zrobiła minę, jakby nie mogła zrozumieć, i nie odezwała się ani słowem, mimo że miała otwarte usta.
Podczas jej „wyznania” Kyousuke musiał mieć taką samą twarz.
Kiedy zdał sobie z tego sprawę, uśmiechnął się gorzko.

– Zabicie tych dwunastu osób… Zostałem w to wrobiony. Jestem tylko zwykłą osobą mającą z milion powodów przeciwko zabijaniu. Po prostu jestem trochę lepszy w walce niż inni, to wszystko. Cały ten czas to ukrywałem, ale czuję, że tobie mogę powiedzieć.

– Wrobiony? Zwykła osoba? Po prostu trochę lepszy w walce? – na twarzy dziewczyny pojawiło się zdziwienie, które zmieniło się w irytację, albo być może było poczuciem ulgi. – Niemożliwe. Przynajmniej to ostatnie jest kłamstwem…

– Nie kłamię, to cała prawda. Dlatego nie mogę odpowiedzieć na twoje pytanie dotyczące zabijania. Jednak… – Kyousuke złapał ręce Eiri leżące na jego ramionach i powoli je od siebie odsunął. Patrząc na ozdobione paznokcie dziewczyny, powiedział niezwykle zaciekłym tonem głosu: – Doskonale rozumiem, jak się czujesz, nie mogąc zabić. Jesteś zmuszana do tego wbrew swojej woli. Nie możesz zadać ostatniego ciosu, bo myślisz o tamtych rzeczach? To oczywiste. Nieważne, czy to ktoś skazany za morderstwo, czy zawodowy zabójca. Jeśli potrafi pozbawić kogoś życia bez myślenia, to znaczy, że coś z nim po prostu nie tak. Co nie?

– Nie – odpowiedziała Eiri z pewnością w głosie, a potem spojrzała na Kyousuke spojrzeniem ostrym jak jej ostrza. – To tylko tok myślenia zwykłego społeczeństwa, prawda? Dla mnie wychowanej w podziemiu to niemożliwość zamordowania jest nienormalna. Panujące tam zasady, moralność i sposób myślenia są przeciwieństwem tych, które znasz. Żyjemy w całkowicie odmiennych światach. Dlatego właśnie nasze wartości…

– Wartości? Powinny być takie same. Nienormalność w twoim świecie nie czyni cię zwykłą osobą w normalnym społeczeństwie? Niczym się ode mnie nie różnisz. Poza tym może użyjesz tej szansy do resocjalizacji? Przetrwać te trzy lata, opuścić to miejsce i wkroczyć do zwykłego społeczeństwa…

– Nie mogę. Nie ma takiej możliwości.

– Czemu nie? W końcu rodzina się ciebie wyrzekła, prawda? Czy może nie chcą wypuścić kogoś znającego ich świat i trudno jest odejść?

– Nie. Nie o to mi chodzi. To jeden z powodów, ale… – Eiri odwróciła twarz i nagle zamilkła.

– Ale?

Wciąż unikając spojrzenia Kyousuke, powiedziała: – Skoro zostałeś wrobiony, co zrobisz po wypuszczeniu cię stąd? Myślałeś o powrocie do swojego świata, do miejsca, w którym mieszkałeś? Po tych trzech latach musiałbyś dźwigać brzemię „mordercy dwunastu” do końca życia… A i tak chcesz tam wrócić?

– Tak, zgadza się – odpowiedział zdecydowanym tonem głosu, przypominając sobie twarz ukochanej siostry.

Musi ponownie zobaczyć Ayakę i ją przeprosić. Do tego czasu się nie podporządkuje. Poddać się? Nigdy w życiu.

– Rozumiem – Eiri, szepcząc to, zrobiła ponurą minę.

Zacisnęła mocno wargi i zmarszczyła brwi, co oznaczało, że przed czymś się wahała.
Kyousuke czekał w milczeniu. Minęło dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści sekund…

– Rozumiem. Dlatego ci to powiem.

Kyousuke wstrzymał oddech, widząc blask w oczach Eiri.
Biło z nich nieorganiczne, bezuczuciowe, chłodne spojrzenie. Ten lodowaty wzrok wpatrzony był prosto w Kyousuke.

– Zacznijmy od końca. Nawet jeśli wytrzymasz i przetrwasz te trzy lata, i tak nie będziesz mógł wrócić do swojego świata.

– Co? Chwila, jak to nie będę mógł? Przecież to miejsce zajmuje się resocjaliza…

– Nie – przerwała mu Eiri, niszcząc tym samym jego nadzieję, dzięki której nie wariował w tym piekielnym miejscu pełnym morderców.

Eiri wyznała mu prawdę będącą dla niego jak zepchnięcie w najgłębszą otchłań piekieł.

– Zakład Poprawczy Czyściec nie jest placówką odpowiedzialną za resocjalizację morderców. Zajmuje się ich reedukacją, naprawianiem ich psychiki… i szkoleniem na zawodowych zabójców.

Przypisy:
1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Chateaubriand_%28potrawa%29
2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wagy%C5%AB
3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Balisong
4. Żart słowny: Kanji użyte w Shinji jest takie samo jak w słowie dżentelmen
5. Kanji w Akabane oznacza czerwone skrzydła