Lekcja 2 – Chłopak spotyka maskę przeciwgazową

P: Jak wygląda codzienne życie uczniów?
O: W sumie niewiele różni się od życia normalnych ludzi. Inni czasem nazywają to miejsce szkołą z internatem dla chuliganów, w której nauczyciele są piekielnie ostrzy. Oczywiście soboty są wolne. Zamiast zajęć klubowych są prace karne, za złamanie zasad grozi bicie do nieprzytomności, a przy próbie ucieczki do zbiegów strzelamy, żeby zabić… Cóż, chyba jednak wcale nie tak „niewiele”.

PLC1_71
image-831

– Ej, słyszałeś? Podobno na pierwszym roku jest ktoś, kto zabił dwanaście osób.

– Dwanaście?! Bez żartów. Jak to możliwe… Kurde, czyli to tegoroczny numer jeden?

– Prawdopodobnie. W dodatku zamordował wszystkich dwunastu naraz. Może i to mniej ofiar niż w przypadku Morderczej Księżniczki, ale to w końcu seryjna morderczyni… Ale pod względem okrucieństwa nawet ona nie ma do niego startu.

– Racja, ale to dawne dzieje. Jeśli chodzi o okrucieństwo, ten gość bije ją na głowę.

– …

Kyousuke siedział skulony z kolanami przystawionymi do piersi w zamkniętej, pokrytej graffiti kabinie łazienkowej.
Minęło już kilkadziesiąt minut, odkąd po swojej ucieczce schronił się w łazience nowego budynku szkoły. Przez ten czas Kyousuke był tematem wszystkich rozmowów toczących się po drugiej stronie drzwi.
Wśród uczniów starszych klas najwyraźniej rozeszła się wieść o jego wielkim osiągnięciu.
Wbrew własnej woli dowiedział się o istnieniu uczennicy, która zabiła o wiele więcej niż dwanaście osób, przez co jego humor pogorszył się jeszcze bardziej.
Rety. Nie udało mi się kupić niczego do jedzenia. Padam z głodu. Przeznaczenie musi się bawić moim kosztem.
Kyousuke, ściskając słodką, różową chusteczkę, złapał się za burczący brzuch.
Przed nim było jeszcze kilka lekcji i prace karne, a przetrwanie ich o pustym żołądku mogło być ciężkie…
W tym momencie pomyślał nagle: – Która godzina?
Przed oczami stanęła mu wizja okrutnego uśmiechu na twarzy Kurumiyi, przez którą poczuł, jak ulatuje z niego całe życie.
Cholera.
Przerwa śniadaniowa miała trwać sześćdziesiąt minut. Chociaż nigdzie nie było widać zegarka, a więc nie dało się określić, która jest godzina, ta myśl dodała kolejną rzecz do góry niepotrzebnych zmartwień.
Zanim się spostrzegł, w łazience zapanowała cisza.

– Cholera! Muszę szybko wracać.

Kyousuke otworzył drzwi i wybiegł, jednak przewrócił się pośrodku korytarza prowadzącego do wyjścia. Praktycznie natychmiast się podniósł i zanim jeszcze odzyskał równowagę, rzucił się przed siebie.

– Pu?!

Kiedy uniósł głowę, poczuł, że jego twarz uderzyła w coś miękkiego, co całkowicie zasłoniło mu widok.
Usłyszał słodki krzyk „Kiaa?!”. Chociaż jego twarz była otoczona czymś niebywale miękkim o zapachu mydła, od razu zdał sobie sprawę, co to było. O nie.
Popchnął osobę, na którą wpadł, i razem wylądowali na podłodze.

– …

Cisza.
Twarz Kyousuke nadal otaczał miękki, pachnący przedmiot.
Ponieważ było to bardzo przyjemne, a ciało i umysł chłopaka znajdowały się na granicy wyczerpania, momentalnie zrobił się senny. A więc to się nazywa ucieczką od rzeczywistości… Ayaka, twój braciszek jest taki zmęczony…
Kiedy świadomość Kyousuke zaczęła odpływać, usłyszał nad głową cichy głos.

– Przepraszam. Czy to nie najwyższy czas, żebyś wziął głowę z moich piersi?

Był to trudny do opisania, stłumiony, ale bardzo piękny sopran.
Kyousuke na początku nie mógł zrozumieć tych słów, ale po chwili w końcu do niego dotarły.
P-Piersi? Nic dziwnego, że to było takie miękkie… O szlaaaaag!
Odruchowo podniósł głowę i odskoczył do tyłu. Uklęknął i położył czoło na podłodze.

– Bardzo dziękuję! Chwila… Nie to chciałem powiedzieć! Masz moją dozgonną wdzięczność! Nie, to też nie to! Przepraszam! Naprawdę bardzo przepraszam! – rzucił ogarnięty paniką oraz ekscytacją Kyousuke. Po chwili poczuł na twarzy palące rumieńce i po raz pierwszy od przekroczenia progu tej szkoły naprawdę miał wrażenie, że za chwilę zginie.

Przygotował się na przyjęcie zniewag typu „zboczeniec” czy „gwałciciel” i zamknął oczy.

– Hmm. Nie ma za co. Chyba tak wypada odpowiedzieć. W każdym razie podnieś głowę i wstań. Nie wypada chyba rozmawiać, siedząc na środku korytarza, prawda?

Z góry dobiegły uprzejme słowa.
Czując się zakłopotany taką nieoczekiwaną odpowiedzią, Kyousuke powoli otworzył oczy.

– E? Ha, ha… N-Nic ci nie jest?

Przed oczami zobaczył parę białych trampek.
Idąc ku górze, dostrzegł krzywizny pięknych nóg, nie za grubych, ale także nie za chudych, oraz szarą spódniczkę, nad którą znajdowało się wcięcie w talii.
Usłyszał także nieprzyjemny dźwięk „szooko”.

– Rany boskie, serio. Zaskoczyłeś mnie, tak nagle wyskakując. Tyle siedziałeś w tej łazience, że pomyślałam już, czy by cię nie zawołać, a wtedy na mnie wpadłeś… Na szczęście nikomu nic się nie stało. Te maleństwa zwykle mi przeszkadzają, ale czasem jednak przydają się na coś. Mam teraz o was lepsze zdanie, moje piersi!

Mówiąc to, dziewczyna wypięła klatkę piersiową.
Podtrzymywane przez jej skrzyżowane ręce piersi zadrżały i się zakołysały, podkreślając swoją obecność. T-Takie wielkie…
Co prawda Bob, na którą Kyousuke wpadł wcześniej, dzięki masywnie zbudowanemu ciału także posiadała spore, jednak towarzysząca mu dziewczyna miała duże jedynie piersi. Są prawie jak melony – ta myśl była silniejsza od niego.
W dodatku spod rozpiętej, czarnej marynarki było widać niebieską bluzę oraz czarny top dodatkowo podkreślające kształt cycków.
Miałem w nich twarz? O w mordę…
W spodniach nagle zaczęło mu brakować miejsca, a w dodatku akurat w tym momencie zaskoczona dziewczyna spytała: – Przy okazji, możesz już wstać? Ile masz zamiar tam siedzieć?

– Przepraszam… W pewnym sensie już stoję. Hahaha.

– Pewnym sensie? Nie do końca rozumiem, ale byłoby miło, gdybyś wstał w znaczeniu, o którym mówiłam.

– Wybacz, możesz chwilę poczekać? Za moment się położy.

– Położy? Nie, chcę, abyś wstał. Innymi słowy, dopóki stoisz w tym pewnym sensie, nie możesz wstać w znaczeniu, o które mi chodzi. To masz na myśli?

– Ta, mniej więcej… Więc jak już mówiłem, daj mi momencik.

– Hoo… Trudno. Poczekam chwilę.

– Dziękuję. Postaram się położyć go tak szybko, jak tylko się da.

Ta rozmowa była tak głupia, że chcę wykopać dziurę w ziemi i schować do niej swoją głowę.
Kyousuke po tym, jak zdusił w sobie to okropne uczucie i się uspokoił, spojrzał w górę.
Od razu zobaczył twarz tej dziewczyny…
A raczej zakrywającą ją czarną maskę przeciwgazową.

–He? Co, u lichaaa?!

Kyousuke spojrzał na nią jeszcze raz. Naprawdę mu się nie wydawało.
Ta dziewczyna miała na sobie maskę przeciwgazową.
W miejscu, gdzie powinny znajdować się usta, wisiał długi, cylindryczny filtr, a oczy zasłonięte były przez plastikowe szybki. Pod kapturem bluzy można było dostrzec zakręcone jak fale na wodzie, srebrne włosy.
Uszy natomiast zakrywały wielkie słuchawki.
Usłyszał westchnienie oraz dźwięk „szooko” – który wydał filtr znajdujący się na masce przeciwgazowej.

– Rany boskie… Wykrzyczeć coś takiego dziewczynie w twarz… To było naprawdę nieuprzejme. Może i jestem tak piękna, że nie mieści ci się to w głowie, ale nie powinieneś tego robić. Rany!

– Piękna? Nie, nic przecież nie widać.

Przez to, że miała na sobie tę maskę, cała twarz była zasłonięta.
Wszyscy by chyba krzyknęli coś takiego po wpadnięciu na tę dziewczynę. Co prawda, Kyousuke spotkał tego dnia już wiele dziwnie wyglądających osób, jednak ona bez wątpienia była silną kandydatką do tytułu tej najbardziej wyróżniającej się z tłumu – przegrywała jedynie z Bobem.
Kyousuke z całego serca pragnął nie mieć z nią nic wspólnego.
Jednak ta dziewczyna nie wiedziała, o czym myślał, i powiedziała:

– O właśnie, wciąż się nie przedstawiłam. Nazywam się Renko Hikawa i chodzę do 1b. Wiele o tobie słyszałam. Podobno ciebie także osadzono za dwanaście osób.

Tę dziewczynę, Renko, przyciągnęła jego liczba zabitych.
Jednak Kyousuke dostrzegł pewien mały problem w doborze jej słów.
Osadzono za dwanaście osób? Co jest, do cholery, z tą jej subtelnością?
Spojrzał na twarz dziewczyny skutecznie zakrytą maską przeciwgazową. Te jej szkiełka przypominały okulary przeciwsłoneczne odbijające padające na nie światło, więc nie było widać nawet jej oczu.
Czując się tym przytłoczony, Kyousuke zaczął zastanawiać się nad tym, jak zareagować.

– Och. Skoro o tym mowa, przerwa śniadaniowa niedługo się skończy. Wychowawca klasy B jest bardzo wymagający, jeśli chodzi o punktualność, więc wybacz, ale muszę już iść.

Renko westchnęła. Chociaż dźwięk był stłumiony, Kyousuke udało się odczytać zawarty w nim żal.

– Jednak najpierw mam prośbę. Mógłbyś zdradzić mi swoje imię?

– Hmm… Imię? Moje imię, co? Cóż…

Kyousuke miał wątpliwości, ponieważ Renko także chodziła do tamtej szkoły, a więc również i ona została skazana za morderstwo.
W jego racjonalnym umyśle włączył się alarm, jednak z drugiej strony…

– Nie musisz, jeśli nie chcesz, wiesz? Nie obrażę się, jeżeli mi go nie zdradzisz. Jednak po powrocie do klasy wyleję morze łez, a może nawet się w nich utopię… Nie musisz brać tego na barki swojego sumienia. W końcu to twoja decyzja. Innymi słowy, twój wybór może zaważyć na życiu i śmierci.

– Wiesz, to wprost genialna groźba.

– Nie, ja ci nie grożę. Nie zrozumiałeś żartu? Logicznie rzecz ujmując, da się w ogóle utopić we własnych łzach? Naprawdę myślisz, że ta dziewczyna rozpłakałaby się, bo taki chłopak ja ty dałby jej kosza? Posiadam wyjątkowo duże, czyste serce i mam do siebie dystans, wiesz?

– Aha. W takim razie pójdę już.

Szloch. Chlip. Łee. Pociągnięcie nosem.

– Naprawdę się rozpłakałaś?! E-Ej…

– Guu… Szloch… Ostatnio strasznie dokucza mi alergia.

– A takiego wała, kłamczucho w masce przeciwgazowej. Nie ma lepszej obrony przed pyłkami niż to cholerstwo, które masz na twarzy.

– Racja. To zbyt oczywista wymówka. Łuusz.

Dźwięk „łuusz” prawdopodobnie był śmiechem.
Kyousuke westchnął, wstając. Chciał uciec najszybciej, jak to możliwe, jednak pomimo tego, że czuł się zaniepokojony, uznał tę dziewczynę za niespodziewanie przyjacielską i otwartą.
Chociaż umysł bił na alarm, wrażliwe, naiwne serce było spokojne i wyrozumiałe. Dlatego właśnie się wahał.
Powinienem się z nią zadawać czy nie?
Kiedy pogrążony w myślach Kyousuke przyłożył dłoń do podbródka, Renko krzyknęła energicznie: – No dobrze! Rozumiem. Skoro tak się zamartwiasz, to trudno… Zdejmę to.

– E… Zdejmiesz? Naprawdę zdejmiesz?!

Słysząc tę niespodziewaną deklarację, zszokowany Kyousuke spojrzał na zasłoniętą twarz Renko.
Dziewczyna pokiwała głową, na której znajdowała się maska przeciwgazowa.

– Tak, zdejmę. Udowodnię ci w ten sposób moją szczerość. Odpowiada ci to?

– Ta… Jak najbardziej.

Nieźle mnie zaskoczyła. Co za niespotykana szczerość u morderczyni.
Pomimo zakłopotania wynikającego ze sprzeczności wyglądu i osobowości Renko Kyousuke poczuł, jak jego serce przyspiesza.

– Mmm, no… Zdejmuję, dobrze? To bardzo krępujące, ale postaram się wytrzymać!

– D-Dobra!

Kyousuke odpowiedział, nerwowo przełykając ślinę.
Pośród grobowej ciszy Renko zdjęła kaptur kamizelki.
Jej długie, miękkie, srebrne włosy, od których czuć było zapach przypominający mydło, poszybowały w górę, a potem opadły.
Następnie dziewczyna powoli zdjęła marynarkę, potem bluzę (podtrzymywane jedynie przez cienki materiał piersi podskoczyły), złapała obiema rękoma dolną część jej koszulki bez ramiączek i zaczęła…

– Ej, ej, chwila. Co ty, do cholery, wyprawiasz?

Słysząc wyszeptane pytanie, Renko przechyliła głowę i wydała z siebie: – Hmm?
Miała naprawdę bladą skórę, a kiedy topik znalazł się tuż przy piersiach, można było dostrzec jej zgrabną figurę w pełnej krasie oraz uchwycić wzrokiem skrawek wystających spod spódniczki czarnych majtek.
Kiedy Kyousuke cały zesztywniał, także w tamtym znaczeniu, Renko wyraziła swoje zdziwienie.

– Jak to co robię? Zdejmuję… moje ubrania. Maska jest strasznie nieporęczna, więc nie mogę jej ściągnąć. Wybaczysz mi, jeżeli odsłonię tylko tyle? Nie wystarczy? T-Trudno! W takim razie…

– Kyousuke Kamiya.

– Hmm? Kyo-u-su-ke Ka-mi-ya? To chiński?

– Japoński! Sama spytałaś, jak się nazywam! Rok 1, klasa A, Kyousuke Kamiya.

– E?

Widząc reakcję Renko, oczekiwania Kyousuke legły w gruzach.
Miała na myśli, że zdejmie wszystko, ale nie maskę? To było strasznie mylące.

– W każdym razie popraw ubrania. Jeśli tak je zostawisz, jak to powiedzieć… Są jak trucizna dla oczu.

– Trucizna dla oczu? Och? Naprawdę? Wydawało mi się, że masz obsesję na punkcie piersi. Myliłam się? Zaczynałam się już zastanawiać nad tym, czy w razie dalszej odmowy nie pozwolić ci ich pomacać… Widać nie ma już takiej potrzeby.

– Ech.

Przez całe piętnaście lat swojego życia Kyousuke nigdy tak bardzo nie żałował podjętej decyzji.

– Przepraszam. Tak naprawdę wymyśliłem to imię.

– Co takiego? Nie mogę uwierzyć, że chcesz zrobić to i tamto moim piersiom, żeby powiedzieć tak oczywiste kłamstwo! Rozumiem, więc twoja obsesja sięga aż takiego poziomu…

Kłamstwo, jak Kyousuke wymyślił powstrzymując swój wstyd zostało momentalnie wyłapane.
Przez całe piętnaście lat swojego życia, Kyousuke nigdy tak bardzo nie żałował podjętej decyzji (aktualna wersja).

– Na razie to zostawię. Kyousuke, nie przejmujesz się godziną? Bo ja mogę mieć kłopoty. Wychowawca klasy B jest strasznym zboczeńcem i jeśli spóźnię się chociaż o sekundę, z pewnością przytrafi mi się to i to, a może nawet „to”.

Po tym, jak Kyousuke usłyszał ten szokujący fakt, jego serce przyspieszyło i spojrzał na piersi, nie, na twarz Renko.

– „To”! Ale o czym ty…? Chwila! Muszę się pospieszyć! Ty jakoś przetrwasz swoją karę, ale w moim przypadku spóźnienie oznacza śmierć!

– Chwila! Ja też nie chcę, żeby „to” mnie spotkało! Absolutnie nie!

– Ale co to za „to”?!

Kyousuke rzucił się biegiem do swojej klasy. Chwilę później także i Renko ruszyła.
Głośniki na korytarzu zawibrowały, wydając z siebie dzwonek oznaczający początek lekcji.

× × ×

– Słuchasz, dupku żołędny? Jeśli przed rozpoczęciem lekcji nie będziesz siedzieć na swoim miejscu, uznam to za prośbę o zdyscyplinowanie. Wspominałam już o tym, prawda? Gotowy? Kukuku…

Pośród ciszy, jaka zapanowała w klasie, rozległ się sadystyczny śmiech Kurumiyi.
Powoli wyszła zza pulpitu, bawiąc się przy tym swoją stalową rurą.

– Możecie, śmiecie jedne, myśleć sobie, że przymnę oko, jeśli rzucicie wymówką typu „To dopiero drugie spóźnienie” albo „Nie dało się tego uniknąć”, ale odpowiedź brzmi…

Kurumiya zamilkła i się zatrzymała. Zapanowały napięta atmosfera i strach, które narastały zupełnie jak w chwili, kiedy ma się lufę przystawioną do głowy i czeka na strzał.
Kiedy Kurumiya osiągnęła już swój limit, wyrzuciła: – Odpowiedź brzmi oczywiście: Nieeeeeeee!
W powietrzu rozległ się głośny, głuchy dźwięk uderzenia z miejsca za Kyousuke.
Trafiony uczeń z krzykiem i głośnym hukiem przewrócił się razem z krzesłem.
Napięcie w klasie ponownie wzrosło. Nikt nie śmiał powiedzieć choćby słowa.
Nie chcieli prowokować Kurumiyi. Kyousuke doskonale to rozumiał.
Oczywiście miał całkowitą pewność, że w całej klasie to on boi się najbardziej.
Usiadł na swoim miejscu dosłownie parę sekund przed rozpoczęciem lekcji.

– Do jasnej cholery. Uszy śmieci z tego rocznika są jedynie ozdobą?! – Bum.

– Zmuszać mnie, żebym pierwszego dnia nauczyła dyscypliny dwa kundle?! – Bum.

– Irokez, rano było to samo, ty cholerna kupo gówna… Lekceważysz mnie, bo jestem taką piękną kobietą? Lekceważysz mnie, prawda? Chcesz się założyć, że bez problemu przerobię was obu na mielone?!

Bam, bam, bam. Bach!

– Co?!

– Piękna kobieta… W takim wieku…

– Eee?!

– Aaaaaaa!

Potem rozeszły się przekleństwa, dźwięki bicia, krzyki oraz odgłosy latających w powietrzu kawałków ciała i krwi, które razem tworzyły kwartet grający pełną agresji melodię.
Kyousuke, trzęsąc się, siedział idealnie prosto i wlepiał spojrzenie przed siebie.
Czyli tak skończę, jeśli się spóźnię… Było blisko.
Jego umysłem targał strach, a jednocześnie uczucie ulgi. Nagle przyszło mu coś do głowy.
Ciekawe, czy Renko zdążyła.
Wcześniej był zbyt zajęty, żeby przejmować się losem zostawionej w tyle dziewczyny. Dopiero teraz pomyślał, co takiego mogło ją spotkać.
Skoro on ledwie zdążył, Renko z pewnością…
Czyżby robili jej teraz to, to albo „to”?! Przy całej klasie wlepiającej wzrok w jej cycki… Kurwa! Kyousuke, przestań, nie wyobrażaj sobie tego! Ale jestem ciekaw, tak cholerne ciekaw… Chwila. Jej klasa jest obok, więc może uda mi się coś usłyszeć, jeśli wytężę słuch…

– Ej, Kamiya. Czemu tak rżysz? Tak cię cieszy, jak kolega poznaje znaczenie słowa dyscyplina? Hmhm. Rozumiem. Naprawdę jesteś zepsuty do szpiku kości.

– E? S-Serio?

Świadomość Kyousuke już miała przekroczyć ścianę i odlecieć w świat fantazji, kiedy do rzeczywistości ściągnął go głos Kurumiyi. Cały zesztywniał, zanim jeszcze zrozumiał swoją sytuację.
Kiedy już doszedł do zmysłów, zobaczył, jak Kurumiya zza swojego pulpitu wlepia w niego ostre spojrzenie. Na jej ramieniu spoczywała rura w całości pokryta krwią.

– Ho. Więc śmiesz używać „Serio” jako odpowiedź? Mogłabym ci odpuścić to wpadnięcie na swoje miejsce parę sekund przed rozpoczęciem lekcji, ale czy ty przypadkiem nie czujesz się zbyt swobodnie? Chyba muszę wbić ci do głowy trochę dyscypliny.

– Proszę poczekać! Nie chciałem!

– Hoho. Więc co takiego zamierzałeś i czemu masz taką zadowoloną minę? Słucham. Wyjaśnij mi to i błagaj… Ale najpierw wstań.

– W-Wyjaśnić?! Mogę najpierw o coś spytać? Mogę to zrobić na siedzą…

– Zapomnij. Wspominałam, że nie będę tolerować żadnych sprzeciwów? Lekceważysz mnie?

– Hę… bał… bałdzo psepla… Zlozumiałem…

Kyousuke kiwał nerwowo głową, mając stalową rurę przystawioną do ust.
Nawet jeśli chciałby odwrócić twarz, podążałaby za nią stalowa rura. Nauczycielka groziła mu, chcąc, aby polizał znajdującą się na jej broni krew, ponieważ nie tolerowała, jak ktoś patrzył na nią z góry? Czy może była to gra słów, ponieważ w japońskim „lizanie” oraz „patrzeć na kogoś z góry” zapisuje się w ten sam sposób?<!—Połączyłem komentarz z angielskiego tłumaczenia z tekstem, żeby nie trzeba było zaglądać na koniec strony, aby zrozumieć żart –>
Cholera, w takiej chwili… Jak ja się teraz wytłumaczę?
Bez względu na wszystko nie mógł powiedzieć, że ma taką radosną minę, bo wyobraża sobie, jak w sali obok jest karana dziewczyna, którą poznał chwilę wcześniej. Oraz że nie jest w stanie wstać, ponieważ dostał erekcji. Z pewnością zginąłby podczas kary, jaka spadałaby na niego chwilę później.
Problem stanowiła także siedząca po jego lewej stronie Eiri. Nie zajmowała się wtedy swoimi paznokciami, tylko ze zdziwieniem obserwowała, co się dzieje. Gdyby Kyousuke wstał, od razu zauważyłaby, że mu stanął. Z drugiej strony było to lepsze niż zatłuczenie na śmierć.
Przygotowując się na spędzenie reszty życia pod ciężarem dezaprobaty i komentarzy ze strony koleżanek, miał już wstać, kiedy…

– Co?! „To”?! Nieeeeeeeee!

Zza ściany dobiegły krzyki.
Ten wysoki głos… Cz-Czyżby…?!
Kiedy w końcu z wielkim trudem się uspokoił, „mały Kyousuke” ponownie stanął na baczność, pełen energii jak nigdy wcześniej, a jego właściciel zamarł w powietrzu, a potem twardo usiadł na krześle.

– Rozumiem. W końcuuu zrozumiałam, Kamiya. Więc taki jest twój wybór, dupku?

Wytrzymałość Kurumiyi osiągnęła już swój limit i nauczycielka ponownie wyszła zza pulpitu.
Odrzuciła pogiętą rurę na bok i wyciągnęła nowe, których wcześniej nie było w ogóle widać.
Z dwiema broniami, po jednej w ręce, Kurumiya ruszyła w stronę Kyousuke.
W mordę… Zrobi ze mną to samo co z tamtym gościem? Ale trudno. Skoro Renko także przyjmuje wymierzaną karę, ja także… Co, u licha? Nie chcę umierać!
Próbował zetrzeć świeżą krew ze swoich ust. Mimo swojego postanowienia nie mógł przestać się trząść.
Kurumiya stanęła przed jego ławką i przyglądała mu się z błyskiem tryumfu w oczach.

– Jakieś ostatnie słowa?

Potwornie rozgniewana Kurumiya zrobiła zamach.
Kyousuke poczuł tak potworny strach, że nie mógł już nawet poruszyć ustami. Zachowując ciszę, ukłonił się, zagryzając przy tym zęby.

– Hmm. Rozumiem. W takim razie pozwól, że od razu wyślę cię na drugą stronę.

– Jahahaha, szmaty! Wróciłem z piekła, dziewczynko! Jahaha!

Drzwi otworzyły się z hukiem, a znajdująca się w nich szyba pękła. Wśród słodkiego krzyku do klasy wpadł chłopak, stanął na rozbitym szkle i śmiał się wniebogłosy. Był to…

– Irokez… Tak szybko, dupku, żeś wrócił? Widać za słabo przyłożyłam się do lekcji dyscypliny.

Irokez, który był cały w bandażach i wyglądał jak mumia, przechylił głowę na bok.
Swoim powrotem od pielęgniarki odciągnął uwagę nauczycielki od Kyousuke.
Na czole Kurumiyi pojawiły się grube żyły, kiedy spojrzała na nowo przybyłego.

– Trwa lekcja. W dodatku zniszczyłeś drzwi. Lekceważysz mnie? Co? Robisz scenę, chcąc tam szybko wrócić?! W takim razie masz świetne wyczucie czasu, bo akurat jestem w dobrym nastroju. Nie obchodzi mnie, czy jesteś ranny, czy nie. Nie mam najmniejszego zamiaru się hamować, więc lepiej się przygotuj!

Irokez wytrzymał potworne spojrzenie, jakie mu rzuciła, i trzęsąc się ze strachu, wydał z siebie – Ooo?! – jednak momentalnie wrócił do poprzedniego nastawienia i zaczął się śmiać.

– Jahahahaha! Mnie to pasi! Też nie mam zamiaru się hamować, dziewczynko. Twoje ciałko posmakuje strachu i bólu! Tym razem podejdę do tego na serio, jasne?! Lepiej się przygotuj! Jahahahaha!

Kurumiya, idąc w stronę śmiejącego się Irokeza, zrobiła pustą mnę.

– Potraktuj ten owoc mądrości jako pamiątkę, którą zabierzesz do piekła. Śmiecie jedne! Każdy, kto nazwie mnie „knypkiem”, „dzieciakiem”, „skrzatem” albo „przedszkolakiem”, zostanie zajebany bez litości.

Kyousuke zniknął z pola widzenia pełnych żądzy krwi oczu Kurumiyi.
Ziew. – Kyousuke, fajnie, co? Ocaliłeś skórę – powiedziała Eiri.
Chociaż chyba lepiej było powiedzieć, że jego żywot został przedłużony.
Co więcej, przez tę prowokację humor Kurumiyi jedynie się pogorszył.
Jej żądza krwi była tak silna, że prawie można było dostrzec, jak unosiła się z jej pleców pod postacią czarnej pary. Kyousuke pomyślał, że stojący przed nauczycielką Irokez już pewnie zaczął trząść się ze strachu, jednak…

– Jahahahaha! Serio no, ta mała dziewczynka nie jest przedszkolakiem? Mam uwierzyć, że chodzisz już do podstawówki?! Jesteś taka niska, że mogłem się pomylić! Soreczka!

– …?!

Wszystkim w klasie włosy stanęły dęba.
Kiedy przyglądali się koledze, którego zuchwalstwo nie miało granic, na ich twarzach zaczęło malować się niedowierzanie.
Eiri wyszeptała: – Już po nim.
Kurumiya się zatrzymała, zamilkła, później jej ramiona zaczęły się trząść tak samo jak u Mainy i po chwili wybuchnąć śmiechem: – Ku… Kukukuku… Fuha… Fuhahaha… Hahhahahaha.
Jakby zarażony tym Irokez także zaczął się śmiać na cały głos.

– Jahahaha… Hahahaha…. Jahahahahahaha!

Po chwili wspólnego śmiechu…

– Zaraz padnę. Kukuku, dawno się tak nie uśmiałam.

Kurumiya wytarła łzy z kącików oczu, a potem odrzuciła stalowe rury na bok.
Następnie podeszła do Irokeza, stanęła na palcach i położyła ręce na jego ramionach, a uśmiech znikł z jej twarzy.

– Tak bardzo chcesz gryźć piach, co?

Wkładając w to całą siłę, wykręciła mu ramiona.

– Jaaaaaaaaaaaaa!

Potem kopnęła Irokeza, posyłając go w powietrze, a kiedy wylądował na ziemi, stanęła na nim i spojrzała na klasę.

– Słuchać, śmieci. Mieliśmy po zajęciach zrobić sobie wycieczkę po budynku szkoły, ale w ostatniej chwili postanowiłam zmienić plany. O ile czas nam na to pozwoli, zaprezentuję wam wszelkie metody tortur i przesłuchań, do których wystarczą gołe ręce. No dobrze, zaczniemy od kończyn. Najpierw bierzecie paznokieć w palcu wskazującym, a potem robicie to…

× × ×

– Oj, już tak późno? Widać za bardzo mnie to wciągnęło, chociaż wciąż nie mam jeszcze dosyć… Hmm, odpuszczę ci dzisiaj, bo jestem strasznie zajęta, ale słuchaj, świnio jedna, nigdy więcej tak nie pogrywaj.

Mówiąc to, Kurumiya ściągnęła bluzę z Irokeza i wytarła nią zakrwawione ręce. Wcześniej była tak pochłonięta torturami, że dopiero po ich zakończeniu na jej twarzy w końcu pokazało się zmęczenie.
Odrzuciła brudne ubranie na bok, obróciła się w stronę krwawej mozaiki na podłodze (zdeformowanego Irokeza), a potem zrobiła zamach stalową rurą jak kijem golfowym.
W powietrze poszybowały gałki oczne, a Irokez po wydaniu z siebie jęku przestał się ruszać.
Czekający w pogotowiu medycy od razu przenieśli tę krwawą mozaikę na nosze.

– No to jest już szesnasta, więc zastał nas koniec zajęć. Za dwie godziny, dokładnie o 18, macie stawić się na boisku, gdzie aż do zmierzchu będziecie wykonywać prace karne. W zdrowym ciele zdrowy duch… A w końcu zastępują wam one zajęcia klubowe. Odbywają się dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Macie to zapamiętać i stawić się na czas. Kapiszi?

Cała klasa zgodnie wykrzyczała odpowiedź: – Tak, proszę pani!
Po pokazie tortur, w skład którego wchodziły przerażające krzyki, we wszystkich uczniach zostały zaszczepione lojalność i oddanie (czyli strach).

– Kukuku. Doskonała odpowiedź. Zobaczymy się później.

Zadowolona Kurumiya pokiwała głową, a potem wzięła pod pachę dodatkowe wydruki.

– O rany, chyba zapomniałam o czymś ważnym… Trudno. Lepiej wrócę już do pokoju nauczycielskiego, bo mleko i kruche ciastka już na mnie czekają.

Mleko i kruche ciastka. W pewien dziwny sposób jednak jest słodka.

– Nie, chwila. Ciastu czekoladowemu też nie mogę przepuścić… Mumu.

Kurumiya wyszła z klasy, trzymając dłoń na podbródku. Parę sekund później…

– Ocalony! Ze strachu prawie się zlałem – wyrzucił z siebie Kyousuke, padając z wycieńczenia na ławkę.

– Ale było blisko… Myślałem, że już po mnie.

Tą ważną rzeczą, o której zapomniała Kurumiya, było oczywiście ukaranie Kyousuke.
Widząc kolejne demonstracje metod tortur, bez przerwy obawiał się, że będzie następny. Dopiero wtedy mógł rozbroić tę bombę strachu, która cały czas tykała w jego sercu i mogła w każdej chwili wybuchnąć.

– Miło, nie? Przeżyłeś dzięki tamtemu jednokomórkowcowi.

– Ta, zawdzięczam mu skórę.

Kyousuke pokłonił się Irokezowi, który uchronił go przed cierpieniem.
Żegnaj, Irokezie. Dziękuję. Spoczywaj w pokoju.

– To… Co teraz planujesz?

– Teraz? No tak, jest już po szkole. Co teraz…?

Kyousuke zamyślił się po usłyszeniu pytania Eiri.
Piąta lekcja już się skończyła, a do prac karnych pozostały jeszcze dwie godziny.
Uczniowie podczas tej przerwy mieli wolne i o ile stawili się o ustalonej godzinie, mogli robić, co tylko dusza zapragnie.
Kiedy Kyousuke zaczął zastanawiać się, jak spędzić ten czas…

– Ej, zobacz. To ten gość, co zabił dwanaście osób.

W korytarzu, skąd dochodził głos jakiegoś chłopaka, już zaczęło robić się straszne zamieszanie, przez co Kyousuke poczuł, jak uchodzi z niego całe życie.
Z potwornym przeczuciem spojrzał w tamtą stronę.

– Oj! P-Patrzy na nas… Co za przerażająca aura. Zaraz chyba dostanę zawału!

– Masz przerąbane! Na pewno cię zajebie! Może spróbuj paść na kolana i błagać o litość?

– Słuchajcie, może ta kałuża krwi jest z osoby, którą zabił wcześniej… Drzwi też są rozwalone…

– Niesamowite. Naprawdę chciałabym być zabita i zjedzona przez niego… – dziewczyna puściła Kyousuke całusa.

– Nie! To moje życie odbierze i pochłonie ciało! Nie moje, tylko nasze! Moja lewa ręko, Azazelu, niech twa łaska na mnie spłynie … „Jak najszybciej odbierze me życie”, „Jak najszybciej pochłoń me ciało”… Kyousuke Kamiya.

– Co, do cholery?

W korytarzu zbierali się uczniowie, którzy usłyszeli plotkę o Kyousuke, i przez zniszczone drzwi zaglądali do klasy. Przestrzeń życiowa Kamiyi momentalnie zaczęła się kurczyć.
Spojrzenia wszystkich osób skupione były na Kyousuke, więc presja, jaką odczuwał, była naprawdę nie do opisania.

– Miło, nie? Zostałeś gwiazdą.

Eiri sarkastycznie pogratulowała Kyousuke, który nie miał żadnego powodu do radości.
Tak na marginesie, prawdziwy powód tego zamieszania, czyli Maina…

– Chcę pokoju na świecie, chcę pokoju na święcie… Ojć, przejęzyczyłam się.

Miała pochyloną głowę i z zaciśniętymi mocno powiekami modliła się o pokój na świecie.
Kyousuke chciał jak najszybciej wyjaśnić nieporozumienie, jednak mógłby jedynie pogorszyć sprawę.
Ej, co mam teraz zrobić? Przecież to totalny pat.
Uczniowie na korytarzu stali jedynie na zewnątrz, obserwując Kyousuke, i nie próbowali nawet wejść do klasy – być może aż tak się go bali albo wzajemnie się przed tym powstrzymywali.
Kyousuke chciał szybko stamtąd uciec, jednak przejście było całkowicie zablokowane.
Kiedy zamarł w miejscu bez ruchu i zalał go zimny pot…

– Przepraszam, jest Kyousuke? Kyousuke? Kyousuke… A, znalazłam cię.

Przez tłum przecisnęła się czarna maska przeciwgazowa.
Renko, mówiąc „Proszę, dajcie mi przejść” oraz „Przepraszam”, przecisnęła się przez tłum i weszła do Sali, nie zwracając uwagi na wlepione w nią spojrzenia.

– Witam ponownie! Zdążyłeś na czas do klasy? – łuusz.

– Ta… Dosłownie o włos, ale…

Chcąc jakby zrównoważyć żywiołowość i energię tryskającą z Renko, Kyousuke odpowiedział chłodnym głosem.
Tłumowi natomiast odebrało całkowicie mowę. Uczniowie zaczęli przysłuchiwać się ich rozmowie, przez co trudno było cokolwiek z siebie wydusić.
Jednak Renko najwyraźniej nie przeszkadzało, że tyle osób ich słucha, bo powiedziała:

– Fiu. Wspaniale, że ci się udało. Tylko jakie „ale”?

– Nic takiego… Chodziło mi o ciebie i…

– Tak. Ja niestety spóźniłam się o prawie dziesięć sekund, a potem…

Renko westchnęła, czemu towarzyszyły dźwięki „szooko” oraz przełknięcia śliny przez Kyousuke.
Ciągle po głowie chodziły mu krzyki dziewczyny, które usłyszał z sali obok.

– Nauczyciel spóźnił się o prawie dwadzieścia sekund, więc wszystko skończyło się dobrze.

– Rozumiem, to straszne… Eee? Co takiego? Wywinęłaś się?

Dziwne. Tamte krzyki mi się przesłyszały?

– Tak, ale koleżanka przyszła spóźniona o minutę. Biedactwo. Padła ofiarą „tego”. Prawdziwa tragedia dla tej przerośniętej we wszystkie strony dziewczyny.

– Co takiego?

Wyobrażenia Kyousuke byłyby sto razy lepsze. Wcześniej widział oczami wyobraźni, jak Renko (a raczej jej piersi) są delikatnie macane podczas szukania dziury, żeby wcisnąć „to”.
W tym momencie wolałby jednak znaleźć jakiś otwór, żeby móc schować w nim swoją głowę.

– Powiedziała, że spóźniła się, ponieważ zbytnio skupiła się na szukaniu kogoś. Teraz pewnie jest u pielęgniarki. Chwila, to nie o ciebie przypadkiem chodziło?

– Trudno mi to przyznać, ale prawdopodobnie tak. Nie znam nikogo innego pasującego do tamtego opisu.

Kyousuke jęknął, pochylając głowę.

– Jasna cholera. Ta dziewczyna, Bob, wciąż się nie poddała, co?

– Miło, nie? Jesteś taki popularny, Kyousuke – rzuciła Eiri.

Zanim chłopak zdążył obrócić się w jej stronę, Renko przechyliła głowę i patrząc na pochłoniętą paznokciami Eiri, powiedziała: – O? Jesteś przyjaciółką Kyousuke? Miło mi cię poznać. Nazywam się Renko Hikawa, chodzę do 1B. Pomimo mojego wyglądu mam jedynie szesnaście lat.

– Jak to pomimo wyglądu? Przecież cała twoja twarz jest zasłonięta – Eiri całkowicie zignorowała przyjacielsko wyciągniętą w jej stronę rękę Renko.

– …Eiri.

Eiri wymruczała swoje imię dopiero po tym, jak skończyła nakładać na paznokcie lakier utrwalający.
Renko cofnęła rękę i pokiwała głową.

– Oj, przepraszam. Nie radzę sobie z odczytywaniem sytuacji. Nie powinnam oferować uściśnięcia ręki, kiedy jesteś zajęta czymś takim… – łuusz. – Przez moją maskę mam strasznie ograniczone pole widzenia.

– Czymś takim? Co miałaś na myśli?

Eiri uniosła głowę i spojrzała złowrogo na maskę przeciwgazową Renko.

– Hmm? Nic takiego. Chodziło mi o to, że masz piękne paznokcie. Ja też kocham takie rzeczy.

– Aha. To chyba normalne, że dziewczyna dba o swoją urodę, kiedy nie ma nic innego do roboty, prawda? – słysząc odpowiedź Renko, Eiri wzruszyła ramionami i wróciła do zabiegów pielęgnacyjnych.

Jej długie paznokcie wyglądały naprawdę pięknie po nałożeniu na nie czerwonego lakieru i udekorowaniu kryształkami. Ich czarne krawędzie były dokładnie przycięte, przez co całość wyglądała, jakby wyszła spod ręki zawodowego manikiurzysty.
Łuusz. – Zgadza się. Dbanie o wygląd to kobiece hobby! Kyousuke, słuchaj…

– Hmm? Co jest? Uprzedzając pytanie – twoja maska nie jest urocza.

– Wiem. Chciałam spytać, czy będziesz wolny jutro w południe.

Temat mody został odsunięty na bok.

– Może zjedlibyśmy razem drugie śniadanie? Jest tyle rzeczy, o których chciałabym z tobą porozmawiać. Prawdę mówiąc, miałam zamiar pogawędzić z tobą po szkole… Ale wygląda na to, że przez hałas nie da rady. Co powiesz?

– Drugie śniadanie? Renko, wybacz, ale chciałbym zjeść samemu.

– Jeśli się zgodzisz, pozwolę ci sobie pomacać, gdzie tylko chcesz. Zgoda?

– Gdzie tylko chcę? Naprawdę „gdzie tylko chcę”?!

– Tak. Będziesz mógł rozkoszować się gładkością dowolnego fragmentu mojej maski.

– Ją miałaś na myśli?! To było strasznie mylące…

Kyousuke najpierw wstał z podekscytowania, a potem usiadł zawiedziony.
Eiri rzuciła mu ostre spojrzenie.

– Hę? Co ci chodziło po głowie? Dewiant. Zboczeniec.

W oczach Eiri widać było obrzydzenie i złe zamiary. W porównaniu do masywnych szczytów Renko jej klatka piersiowa przypominała niewielkie wzniesienia, a wręcz wydawała się płaska.

– Gdzie ty się gapisz? Mam ci „to” odciąć?

– Raczej gdzie ty się patrzysz?! I nawet nie wspominaj o czymś tak przerażającym jak obcinanie „tego”, dobra?!

– Niewiele stracisz. W końcu jest pewnie malutki jak serdelek, nie?

– Oczywiście, że nie! Może i nie dorówna wielkością zwykłej kiełbasie, ale tej z hot dogów… – Kyousuke mówił coraz głośniej, jednak w tym momencie zakrył szybko usta, mówiąc – Oj!

Chwilę później usłyszał dobiegające od innych uczniów i nauczycieli szepty: „Hot dog?”, „Pomyśleć, że ma wielkiego jak Hot dog!”, przez co ledwie powstrzymał impuls, aby podejść do ściany i zacząć uderzać w nią głową.
Szooko – Renko westchnęła.

– Dlaczego nagle zaczęliście rozmawiać o kiełbasach? Ale… Naprawdę wyglądacie na świetnych przyjaciół! Też chciałabym dołączyć do waszej paczki No tak! – Renko klasnęła, przez co jej wielki biust aż podskoczył. – Eiri, może też zjesz z nami drugie śniadanie? Spotkania są elementami przeznaczenia! Co powiesz? Nie jest to wspaniały pomysł? – Łuusz.

Niewinne nastawienie Renko, które nijak się miało do jej wyglądu, w połączeniu z jej wielką i drżącą jak galareta masą piersiową doprowadziły Eiri do kresu wytrzymałości. Odwróciła głowę z miną „chcę już stąd wyjść” i powiedziała z rezygnacją w głosie: – Cóż… jasne. Nie mam nic przeciwko.

– Kyousuke, zgodziła się! Wspaniale! Ojejku, już nie mogę się doczekać!

– Zaraz… Poczekaj chwileczkę. Przecież nie powiedziałem, że się zgadzam, prawda?

– Co? Nie chcesz? Dlaczego? Szloch, szloch, uuu, łe.

– Nie udawaj, że płaczesz, dobra? Jeśli chcesz wiedzieć czemu…

Kyousuke nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście chodziło o to, że był normalną osobą, która nikogo nie zabiła, więc nie chciał zadawać się z mordercami. Nie mógł jednak im tego powiedzieć.
Poza tym w obecnej sytuacji i tak nie mógłbym zjeść w spokoju…
Widząc tłum zebrany przed drzwiami klasy, Kyousuke pomyślał, że jego przyszłość nie wygląda za różowo.
Spojrzenia tych osób, morderców, zdawały się być coraz bardziej natarczywe. Dałby radę przełknąć zawarte w niektórych z nich strach i podziw, ale między nimi kłębiły się także niebezpieczne emocje jak zazdrość, wrogość, a nawet wręcz żądza krwi.
Kyousuke za wszelką cenę chciał uniknąć złapania przez tych psychopatów.

PLC1_101
image-832

Naprawdę znajdował się w sytuacji zagrażającej jego życiu. Gdyby był sam, z pewnością zginąłby, jak tylko przestałby uważać chociaż na chwilę.
W takim razie równie dobrze…

– Dobra, rozumiem. Zgoda.

Kyousuke pokiwał głową, jednocześnie kalkulując sobie wszystko w głowie.

Największa morderczyni w klasie z sześcioma osobami na koncie oraz druga, której liczby zabitych nie znał, w masce przeciwgazowej.
Kyousuke poczuł, że z nikim nie będzie sobie trudniej poradzić niż z tymi dwoma dziewczynami. Jeśli jednak uda mu się przeciągnąć je na swoją stronę, mogą się okazać całkiem…

– Naprawdę?! To wspaniale! Tak się cieszę. W takim razie jutro będziemy się świetnie bawić! – łuusz.

– A wcześniej się nie wahałeś? Zmieniasz zdanie jak rękawiczki. Co za niezdecydowany facet.

Przez odpowiedź Kyousuke Renko się podekscytowała, a mina Eiri trochę się rozluźniła.
W końcu chcę jedynie przeciągnąć je na swoją stronę, a nie zaprzyjaźnić się z nimi. To tylko jeden ze środków niezbędnych do przetrwania.
Kyousuke postanowił trzymać się z tymi dziewczynami.

× × ×
Zakład Poprawczy Czyściec był szkołą z internatem.
Łatwo domyślić się powodu takiego stanu rzeczy – miało to zapobiec ucieczkom uczniów.
Chociaż placówkę tę stworzono z myślą o reedukacji młodocianych morderców, wciąż istniały inne istotne różnicę między nią a innymi ośrodkami edukacyjnymi.
Dla przykładu teren szkoły był otoczony betonowymi ścianami oraz bez przerwy patrolowany przez strażników upoważnionych do strzelania w przypadku próby ucieczki.
Zresztą i tak nie dało się zbiec, ponieważ zakład znajdował się na wyspie z dala od lądu.
Pod względem ochrony ta placówka nie miała sobie równych.
Z drugiej strony trzeba przyznać, że skazani mieli w niej zadziwiająco dużo swobody.
Dlatego trudno było jednoznacznie określić poziom rygoru tej placówki.
Wszystko w tym zakładzie dla nieletnich przestępców stanowiło tajemnicę, łącznie z jego przeznaczeniem. To, że przetrzymywano tam jedynie nieletnich przestępców, było zrozumiałe, ale dlaczego jedynie morderców?
Podczas zapoznawania się z zasadami, jakie odbyło się tego dnia, nie wyjaśniono tego do końca.

– Trudno, głowienie się nad tym i tak nie pomoże. Padam z nóg.

Nie licząc znęcania się Kurumiyi, do prac karnych zaliczało się wyrywanie chwastów, naprawianie i dbanie o szkolne budynki, przenoszenie zapasów i inne prace fizyczne. Po czterech godzinach ciężkich robót Kyousuke ledwo trzymał się na nogach.
Rzucił na bok wydruki rozdane podczas zapoznawania się z zasadami, a potem położył się na przyszykowanym dla niego łóżku.
Miało prostą konstrukcję i pokrywał je cienki materac, jednak całkiem wygodnie się na nim spało.
Tak jak w całej szkole, w oknie znajdowały się kraty. Roztaczał się za nimi widok na nocne niebo oraz ścianę z wyjściem zamykanym od zewnątrz, nad którą rozciągał się drut kolczasty.
W tym ciasnym, otoczonym betonowymi ścianami pomieszczeniu znajdowało się niewiele mebli. Stały tam jedynie biurko, krzesło, mała półka oraz toaleta w zachodnim stylu zainstalowana w rogu.
Na pierwszy rzut oka pokój przypominał więzienną celę, w rzeczywistości należał jednak do ucznia mieszkającego w internacie.

– Mam spędzić trzy lata w takim popieprzonym miejscu? Mowy nie ma. Kurwa, za żadne skarby…

Ubrany w strój w czarno-białe paski Kyousuke zaczął marudzić pod nosem.
Te barwy oznaczały, że był więźniem i jak najbardziej pasowały do osoby skazanej za morderstwo, prawda?
Jednak…

– Ja przecież nikogo nie zabiłem. Nikogo…

Kiedy kwestionował postawione mu fałszywe zarzuty, ogarnął go niemożliwy do pohamowania gniew, a także uczucie słabości i niesprawiedliwości w życiu.

– Aaaa, cholera! Nie zrobiłem nic złego! Dlaczego muszę przez to przechodzić?

Kyousuke zacisnął mocno zęby, żeby powstrzymać tryskający z jego serca gniew, a potem rzucił się na łóżko.
Po aresztowaniu, jeszcze przed osadzeniem w tej szkole, pytał się o to wiele razy: – Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – Jednak nie znalazł odpowiedzi.
Wcześnie rano czekały go prace karne, więc zamknął oczy. Prawie od razu ukazał mu się obraz twarzy najbliższego członka jego rodziny.
Ayaka…
Za każdym razem, kiedy przypominał sobie o siostrze, którą zostawił, coś w jego sercu pękało.
Ciekawe, co teraz robi.
Jej zmartwiona twarz wypaliła się w jego wspomnieniach.
Nie widział siostry od dnia, w którym został aresztowany.
Potem wydarzenia pędziły jak fale na wzburzonym morzu. Został od razu zamknięty w więzieniu, potem przeszedł proces i zanim się spostrzegł, przeniesiono go do tej szkoły.
Ale co robiła teraz jego siostra? Tego łatwo można było się domyślić.
Po tym, co spotkało Kyousuke, Ayaka miała pewnie złamane serce.
Z pewnością ukryła się w ciemnym pokoju, narzuciła na siebie kołdrę, skuliła się i zaczęła płakać. Kyousuke nie miał najmniejszego problemu z wyobrażeniem sobie takiego obrotu spraw.
Tak właśnie zachowywała się w nocy po tym, jak w szkole się nad nią znęcano.
Przepraszam.
Widząc w swoich wyobrażeniach zwykle radosną i pełną energii siostrę w takim stanie, Kyousuke postanowił stać się silniejszy, żeby ją bronić i nie pozwolić, aby ktoś ponownie ją zranił ani nigdy więcej nie była smutna.
Od tamtego momentu, chociaż przez niego się martwiła, nikt nie zrobił jej żadnej krzywdy.
Tak właśnie sprawy powinny się ułożyć, jednak nagle wszystko się zawaliło i Kyousuke…
Ayaka miała rację. Jeśli dalej będę tak lekkomyślny, w końcu wpakuję się w kłopoty, z których nie uda mi się wywinąć. Naprawdę przepraszam, że twój brat jest taki głupi. Ale…
W słabym świetle padającym na łóżko zamajaczyły składane w pięść dłonie Kyousuke.
To jeszcze nie koniec. Nie zostawię tak tego.
Jeżeli uda mu się ukończyć tę szkołę, wróci do społeczeństwa.
Znowu będzie mógł zobaczyć Ayakę i ją bronić.
A także ją przeprosić.
Dlatego…
Nieważne, co się stanie, muszę przetrwać. Nie obchodzi mnie, że otaczają mnie mordercy. Mam gdzieś, że ten piekielny nauczyciel obrał mnie sobie za cel. Chociaż z jakiegoś powodu zostałem wrzucony do więzienia, muszę… wyjść stąd żywym.