Lekcja 1 – Żegnaj normalne życie, witaj koszmarze

Pytanie: Czym jest Ośrodek Poprawczy Czyściec?

Odpowiedź: Jest tu ośrodek zajmujący się reedukacją młodocianych kryminalistów – osób nieletnich poniżej dwudziestego roku życia skazanych za morderstwo. Jego celem jest przywrócenie ich do społeczeństwa, a żeby naprostować ich pokręcone osobowości, doprowadzić do okazania skruchy oraz sprowadzić ich na dobrą drogę, wszyscy nauczyciele mają silne osobowości i ciała. Niech ja posłużę za przykład. Kukuku…

PLC1_15
image-475

Kyousuke Kamiya był zwyczajnym nastolatkiem. A przynajmniej w to wierzył.

Nie wyróżniał się wyglądem, ocenami ani osiągnięciami w sporcie, a jego hobby stanowiło słuchanie muzyki i granie w gry komputerowe.

Za pół roku miał skończyć lokalne gimnazjum. Bez względu na to, czy przyjęliby go do wybranego przez siebie liceum, i tak skończyłby w pobliskiej szkole publicznej. Kyousuke był zwykłym piętnastolatkiem, który…

– …

Znajdował się obecnie w opuszczonym, na wpół zawalonym magazynie.

Na sobie czarny dres. Rozczochrane włosy. Ręce w bluzie. Z napięciem oceniał swoją sytuację.

Jeden, dwóch, trzech, czterech… Kyousuke otaczało w sumie dwunastu chuliganów ubranych w zwykłe ciuchy i wyposażonych w metalowe pręty, łańcuchy, rury oraz kije.

Jeden z nich mający spiczastą fryzurę i kolorową, pamiątkową japońską kurtkę wlepiał w niego swój wzrok.

– Więc to ty jesteś ten legendarny Kyousuke „Slayer… i Megadeth” Kamiya?

– Nie ten adres. Jestem zwykły Kyousuke Kamiya.

– Po chuju zwykły. Że też masz czelność tak się nazywać! Przestań pierdolić!

Kiedy gość ze stojącą grzywką tak krzyczał, jego banda zaczęła podchodzić bliżej.

Jednak kiedy Kyousuke rzucił: – Och? – strzelając ostrym spojrzeniem, chuligani, kuląc się, krzyknęli: – Eee?! – albo – Nie zabijaj mnie! – Niektórzy z nich nawet się rozpłakali, a inni zaczęli błagać o życie na kolanach. To byli niewyobrażalni wręcz tchórze.

Chwilę później typ ze stojącą grzywką krzyknął: – E-E-Ej! Cz-Cz-Cz-Cz-Czego się pietracie?! P-Przecież jest sam… M-M-Może to i „Sonic Syndicate” Kamiya, ale przecież mamy z nim jakieś szanse…

– To nazwa gangu motocyklowego, który zmiotłem jakiś czas temu. Nawet mnie, cwele jedne, nie porównujcie do tamtych lamusów.

Kyousuke klepnął lekko w ramię chuligana ze stojącą grzywką. Nagle ten zaczął krzyczeć: – Aaaaaaaaaa! Ręka?! Moja ręęękaaaaaa! – i padł na ziemię.

Widząc to, Kyousuke zmęczonym głosem powiedział:

– Oho, no i jest.

To był prawdopodobnie jeden z typów przesadzonych reakcji, w jakich specjalizowali się chuligani. Złapał się za ramię i krzyczał: – O nie! Złamał mi rękę! Nie! – Naprawdę prosta sztuczka.

Kyousuke ledwie go klepnął, więc nic nie mogło mu się stać.

…Jednak.

– Mobuuuuuuuuuuu?! Cholera… Niemożliwe! Zdjął Mobu jednym jebnięciem?!

– S-Straciłem czucie w ręce… Co za siła. Ten biczyson jest w ogóle człowiekiem?!

– Rzućmy się na niego jednocześnie! Ten pojeb jest wrogiem Mobu! Zarżnijmy go i wyjebmy ciało w jakimś lesie!

Kyousuke nie był pewien, czy na pewno ci chuligani przejrzeli żałosne aktorstwo gościa ze stojącą grzywką, bo po tym, jak Mobu padł na ziemię, ich gniew przerodził w rządzę krwi. Co za naiwni kretyni.

– …Rety. Nie chciałem uciekać się do przemocy…

Sytuacja minęła już punkt, w którym spór można było rozwiązać słowami.

– Eee… Au… Auuu, mamusiu…

Mimo tego, że towarzysze się nim zajęli, gość ze stojącą grzywką nie przestawał płakać. Patrząc na jego załzawione, przymknięte oczy, Kyousuke podjął decyzję, co zrobić. Powoli zaczął rozgrzewać najpierw ręce, a potem także nogi.

– Teraz już nie ma innego wyjścia… Skoro tak chcecie się bić, pokażcie, na co was stać, dobra?

Biodro, ramię, szyja… Przekręcił nimi w tej kolejności i obrócił się, aby spojrzeć na otaczających go chuliganów.

Siedmiu z nich było uzbrojonych, pozostałych czterech polegało na sile własnych pięści, a on był sam i bez broni.

Z której strony by nie patrzeć, mieli przewagę, jednak to nie stanowiło problemu…

W końcu to oni trzęśli się ze strachu, nie Kyousuke.

Spokojnie skończył rozgrzewkę i uśmiechnął się zaczepnie.

– Co jest? No, dajecie. Sprawię, że tego pożałujecie i odrodzicie się jako zupełnie nowi ludzie.

× × ×

– Rety, znowu wdałeś się w bójkę! Jak do tego doszło, skoro miałeś tylko wyjść do sklepu? Mam zakazać ci w ogóle wychodzić z domu?!

– Ayaka, przepraszam…

Kyousuke dostał ochrzan zaraz po przekroczeniu progu. Aż zwiesił głowę.

Na jego twarzy nie pozostał nawet ślad tamtej przerażającej miny. Dało się zauważyć jedynie zadrapania i siniaki, a jego czarny dres był cały biały od pyłu i brudu, więc nic dziwnego, że mu się dostało.

– Ale to oni zaczęli… Zablokowali wejście do spożywczaka, a kiedy grzecznie ich upomniałem, rzucili „nauczyłbyś się szacunku” i…

– Dosyć wymówek!

Kyousuke dostał chochlą po głowie.

Dziewczyna, trzymając jedną rękę na biodrze i wydymając policzki, patrzyła na niego karcąco.

Jej włosy były związane w kucyki, na których znajdowały się purpurowe wstążeczki. Miała na sobie fartuszek w tym samym kolorze.

Ayaka Kamiya. Trzynastoletnia siostra Kyousuke będąca jego dumą i radością.

– Rety, braciszku… Możesz przestać dawać mi powody do zmartwień? Do sklepu jest co najwyżej pięć minut drogi. Aż trudno uwierzyć, że wracasz po godzinie. Potem w dodatku wciskasz jakieś wymówki o wypadku, a tak naprawdę znowu wdałeś się w bójkę…

Kyousuke przestraszył się jej intensywnego spojrzenia.

– T-To moja wina… Myliłem się! Następnym razem będę uważać…

– Kiedy ja to już słyszałam? Chyba wtedy, jak wpadłeś na zjazd jakiejś grupy motocyklistów. Ile jeszcze przysporzysz mi zmartwień? Nieważne, jak jesteś silny, jeśli tak dalej pójdzie… W końcu wpakujesz się w kłopoty, z których już się nie wywiniesz. Rozumiesz?!

– Tak… Naprawdę przepraszam. Następnym razem będę uważać. Serio…

Po wysłuchaniu wykładu młodszej siostry Kyousuke poczuł się jeszcze bardziej zdemoralizowany.

Była za ostra, a on nie wiedział, jak się jej sprzeciwić.

Ayaka, widząc, jak się załamał, westchnęła i powiedziała spokojnym, pełnym ulgi głosem: – Cóż, trudno. Przynajmniej wróciłeś bezpiecznie do domu, chociaż cały ubabrany. To wszystko.

Kiedy Kyousuke podniósł głowę, zobaczył delikatny uśmiech na jej twarzy.

Z jakiegoś powodu się zawstydził i odwrócił wzrok.

– Hmmm… Wystarczyłoby polizać, a twoje rany zaraz by się zagoiły.

– Serio?

Liże.

PLC1_21
image-476

– Ła?! C-Co, u licha? C-Czemu nagle polizałaś mi twa…

– Przecież powiedziałam, że to ci pomoże. I „ła”? Co to niby miała być za reakcja?

– …Zamknij się.

Urażony zakrył rękami miejsce, w które został polizany.

Nawet jego mordercze spojrzenie, przez które chuligani prawie posikali się ze strachu, nie działało na jego siostrę.

Ayaka zaczepnie mrugnęła i pokazała mu język.

– Braciszku, nieważne, jak niewielkie są te rany, trzeba je zdezynfekować, wiesz? A twoje ubrania trzeba umyć… W takim razie… Najpierw kąpiel? Kolacja? Czy może masz ochotę…

– Nie mów! Zabraniam ci dokończenia tego „na mnie?” albo czymś podobnym. Jasne?!

– Co? O czym ty mówisz? Chciałam powiedzieć „zjeść jakiegoś loda”. Aż tak bardzo mnie pragniesz, braciszku? Kukuku.

Ayaka nieświadomie przechyliła głowę do tyłu i się zaśmiała.

– Ej. Droczysz się ze mną, tak? Nawet ja to wyraźnie widzę.

Kyousuke się skrzywił.

Mimo to nie był przez to zły na siostrę i po chwili odpuścił.

Napięcie, które pojawiło się tuż po tym, jak wrócił do domu, zniknęło bez śladu.

Czuł to samo po każdym powrocie po bójce.

Ayaka jest naprawdę wspaniała… Gdybym był taki jak ona, nie wdawałabym się w tyle niepotrzebnych walk. Ją też przecież martwią… – pomyślał, zaciskając mocno pięści.

Były jego (ostrzoną bez przerwy, nawet we śnie) bronią, służącą do obrony rodziny przez „złem” tego świata.

Użył ich, aby pobić nieznośne dzieciaki, które dokuczały Ayace, potem nasłanych przez nich chuliganów, następnie wynajętych przez chuliganów drabów i bandytów mających pomścić drabów…

I zanim się obejrzał, dorobił się wyolbrzymionych przezwisk jak Slayer czy Megadeth, które przyciągały ludzi rządnych walki.

Właśnie przez nie ludzie się go bali, zwłaszcza dziewczyny. Kiedy tylko do jakiejś podchodził, chcąc zagadać, od razu zaczynała krzyczeć ze strachu. Za każdym razem, gdy wyznawał którejś miłość, padała z płaczem na kolana, błagając o litość. To wszystko wywołało w nim coś w rodzaju traumy.

Ayaka zawiązała ponownie swój fartuszek, podniosła chochlę i zakomunikowała energicznie: – Braciszku, muszę wracać do kuchni. Delegacja rodziców jeszcze trochę potrwa… więc muszę być bardziej kompetentna! Pamiętasz, że musisz najpierw zdezynfekować swoje rany? Niedługo będzie kolacja.

– D-Dobra… Wybacz, że musisz się bez przerwy o mnie troszczyć.

Kyousuke czuł pokorę w stosunku do młodszej siostry, która była niewiarygodnie kompetentna jak na swój wiek.

Ich rodziców ciągle zajmowała praca, więc dziewczynka oprócz chodzenia do szkoły musiała zajmować się całym domem.

W niczym nie przypominała starszego brata, który ciągle wdawał się w bójki.

Ayaka jednak…

– Ahahaha, bez wątpienia jesteś źródłem zmartwień. Beze mnie nic byś nie zrobił… Ale wiesz, też tak mam. Gdybyś mnie nie bronił, nie byłabym w stanie się uśmiechać! Musisz cały czas być przy mnie i pozwalać mi się sobą opiekować, dobrze?

Na jej twarzy pojawił się rumieniec i niewinny uśmiech.

Widząc, jak bardzo jego siostra potrzebuje swojego niekompetentnego brata, Kyousuke powiedział: – Przecież to oczywiste. Zawsze będę przy tobie, więc lepiej dobrze o mnie dbaj.

Nie mógł się doczekać czekających go dni normalności. Miał nadzieję, że będą trwać wiecznie.

× × ×
A teraz przejdziemy do kolejnej informacji. Dzisiaj o godzinie 18 w magazynie położonym we wschodniej części miasta Ootsuki znaleziono ciała osób w okolicach dwudziestego roku życia, które najprawdopodobniej zostały zamordowane.

W czystej i schludnie udekorowanej jednolicie na biało oraz jasnobrązowo jadalni…

Kyousuke siedział przy stole i jadł gołąbki przygotowane przez Ayakę.

– Se fo tafiego?!

Kyousuke się zakrztusił.

Pochylił się do przodu i zaczął kasłać. Ayaka siedząca po drugiej stronie stołu wstała szybko, będąc w pogotowiu.

– Braciszku, nic ci nie jest?! Czyżby coś było nie tak z moim jedzeniem…?

– Nie… Tele… wizja… wiadomości…

– Hę? Wiadomości w telewizji? Co z nimi?

Widząc, jak Ayaka nagle odsuwa krzesło i wstaje, Kyousuke wskazał ekran telewizora.

Pokazywali stary, zrujnowany magazyn, w którym przed paroma godzinami Kyousuke walczył z bandą chuliganów. Pomyśleć… że doszło tam do morderstwa. Poza tym…

Liczba ofiar wynosi dwanaście osób. Na ich ciałach odkryto liczne obrażenia zadane tępym narzędziem. Wewnątrz znaleziono także wiele metalowych kijów oraz rur, które mogą być narzędziami zbrodni. Policja podejrzewa, iż ta grupa mogła wdać się w jakiś konflikt, i stwierdziła, że już bada sprawę po tym kątem.

– N-Niemożliwe. Przecież… A nie jest to niedaleko stąd? To chyba dwadzieścia minut pieszo… – powiedziała zdziwionym głosem Ayaka, w szoku patrząc się w ekran.

Kyousuke odebrało mowę. Cała moc przerobowa była skupiona na poukładanie sobie tej sytuacji w głowie.

W miejscu, w którym znajdował się przed paroma godzinami, znaleziono zwłoki osób pobitych wcześniej przez niego. Jak mogło do tego dojść? Teraz wyglądało, jakby to on…

– Zwabił ich tam, zamknął, a następnie bezlitośnie zaszlachtował, tak?

– Braciszku, co się stało? Czemu tak nagle zbladłeś? Naprawdę trudno sobie wyobrazić… Braciszku, czyżby…

– Nie wiem! Nic nie wiem!

Krzyknął tak głośno, że aż sam się tego wystraszył.

Ayaką także to wstrząsnęło.

Jednak szybko wstała i objęła zagubionego Kyousuke.

– Uspokój się! O nic cię nie podejrzewam. Po prostu martwi mnie, że mogłeś się w to jakoś wmieszać, dlatego…

– …

– Proszę, opowiedz mi wszystko. Byłeś dzisiaj w tym magazynie? Co tam się stało? Możesz mi powiedzieć? Nie spiesz się.

Mówiąc, Ayaka objęła delikatnie jego plecy.

Dzięki niej serce Kyousuke w końcu się uspokoiło.

W wiadomościach przeszli już do kolejnego tematu.

– Dobrze… Przepraszam. Już mu lepiej. Ayaka… przepraszam.

– Nie przepraszaj, nie mam nic przeciwko. Chcę jedynie wiedzieć…

– Co się dziś wydarzyło, tak? No dobrze. Wtedy…

Kyousuke opowiedział jej wszystko.

Został tam zabrany, bo dwunastu chuliganów chciało go pobić, ale wyszedł zwycięsko z tego starcia. Nie miał żadnej broni, walczył gołymi pięściami. Oczywiście nikogo nie zabił. Po walce od razu stamtąd odszedł, zostawiając ich jedynie poobijanych.

Słysząc jego wyjaśnienia, Ayaka zrobiła dziwną minę.

– Czyli po tym, jak ty wyszedłeś, ktoś wszedł do tego magazynu i ich zabił. Zgadza się? Powinieneś pójść na policję złożyć wyjaśnienia…

– Chyba masz rację. Powinienem to opowiedzieć przynajmniej oficerowi Zenikacie.

Kyousuke wyjął z kieszeni telefon komórkowy i wybrał numer do znajomego policjanta.

Ciągle pakował się w kłopoty. Co prawda, wbrew własnej woli, ale i tak dostał nadzór doświadczonego stróża prawa, który był jedną z nielicznych osób potrafiących go zrozumieć.

Kyousuke wziął głęboki oddech i kiedy już miał wcisnąć przycisk połączenia…

Dinnnnnnnng, donnnnnnnng.

Dinnnnnnnng, donnnnnnnng.

– E? Kogo niesie o tej godzinie? Czyżby rodzice przysłali coś kurierem?

Być może dzwonek się zepsuł, bo z jego dźwiękiem coś było nie tak.

Kyousuke przeszły ciarki. Odebrał to jako trudny do opisania, naprawdę zły omen.

– Ayaka, czekaj!

Zatrzymał siostrę idącą do drzwi.

– Ja pójdę. Zostań tutaj. Dobrze?

– Braciszku? No dobra… Rozumiem.

Ayaka być może wyczuła jego niepewność i cała się spięła. Jej brat zostawił ją tam i ruszył do drzwi. Z każdym krokiem jego obawy nabierały na sile.

O tej porze mogła ich odwiedzić jedynie…

– Naprawdę przepraszamy za najście o tej porze. Kyousuke Kamiya?

Przy wejściu stał policjant w czarnej, skórzanej kurtce, prawdopodobnie detektyw, oraz jego podwładny.

Zamknął swój notes, a następnie wlepił w Kyousuke ostre spojrzenie.

Jego postawa emanowała władczą aurą, przy której policjanci, jakich znał Kyousuke, wymiękali.

Wydział śledczy… Detektyw odpowiedzialny za sprawę morderstwa. Jego oczy przypominały drapieżnika, który ściga swoją ofiarę.

Kyousuke starał się znieść ciężar jego spojrzenia, jednak momentalnie ogarnęły go czarne myśli.

Przełknął ślinę i z trudem odpowiedział.

– T-Tak. Nazywam się Kyousuke Kamiya.

– Mogę zabrać ci chwilę?

– Tak, oczywiście. Żaden problem. I tak miałem do was zadzwonić w sprawie wydarzenia w pobliskim magazynie…

– Hmm. To nie będzie konieczne. Do konkretów przejdziemy na posterunku – mówiąc to, wyciągnął kajdanki i zakuł nimi ręce Kyousuke.

Brzdęk. Rozbrzmiał metaliczny dźwięk.

– …Co? – Kyousuke nie mógł zrozumieć, co się dzieje.

Spojrzenie policjanta sugerowało, że patrzył na coś odrażającego.

– Panie władzo, to jakiś żart?

– Kyousuke Kamiya – powiedział.

Jakby chciał odebrać całą ciężką pracę, spokój i szczęście, jakie Kyousuke uzbierał do tej pory, zadeklarował zimnymi jak lód słowami:

– Jako główny podejrzany o zamordowanie dwunastu osób w opuszczonym magazynie położonym we wschodniej części miasta Ootsuki zostajesz zatrzymany. Nakaz aresztowania nie będzie potrzebny.

× × ×

– No to zaczynamy. To jest klasa 1 A Zakładu Poprawczego Czyściec. Wszyscy tu zgromadzeni zabili przynajmniej jedną osobę. Rozejrzyjcie się teraz. Wasi koledzy zamordowali żywą istotę taką jak wy. Niektórzy na takich wyglądają, inni nie, jednak wszyscy to zrobiliście. Kukuku… Mam nadzieję, że przez najbliższe trzy lata dobrze będzie się nam współpracować.

Kurumiya wyrecytowała te słowa, spoglądając na uczniów zza pulpitu.

Jak zawsze roztaczała wokół siebie aurę dominacji. Słuchając jej wygłoszonego słodkim głosem wykładu, Kyousuke z całej siły zacisnął pod biurkiem pięść, starając się powstrzymać od krzyku.

Dobrze współpracować? Mam się zadawać z tymi świrami? Weź nie pierdol!

Kiedy inni uczniowie rozglądali się po klasie, on trzęsąc się, spoglądał w dół.

Przerażała go myśl, że znajduje się w pokoju z piętnastoma osobami skazanymi za morderstwo… Mała poprawka, czternastoma. Medycy ubrani w białe płaszcze wynieśli na noszach zalanego krwią Irokeza.

On też pewnie siedział za zabójstwo. Kyousuke przeraziła myśl, iż walczył z kimś takim, w dodatku bez broni. Gdyby Kurumiya się nie pokazała, to jego by wyniesiono na tych noszach. Taki tok myślenia nie był w tamtym miejscu – w szkole gromadzącej nieletnich przestępców – niczym niezwykłym.

W dodatku niespodziewanie trafił do klasy, gdzie wszyscy zostali skazani za morderstwo.

Cholera… Szlag by trafił tę szkołę. Z takimi jak oni nie należy zadzierać.

Nie mógł zostać w tej placówce pełnej szaleńców.

Nieważne, że został aresztowany jako podejrzany o popełnienie morderstwa, uznany za winnego czy osadzony w tamtym miejscu… Coś musiało gdzieś źle pójść, w końcu on przecież tego nie zrobił.

Jednak nic nie mógł na to poradzić.

A skoro tam trafił, w oczach Kurumiyi i innych uczniów był prawdziwym mordercą. Innymi słowy, takim jak oni…

Czuję się jak owca rzucona wilkom…

Jego zdaniem sytuacja jedynie by się pogorszyła, jeśli wyszłoby na jaw, że jest normalny.

Być może stałby się obiektem zaczepek, znęcania się albo, w najgorszym przypadku, zostałby zabity.

Jeśli nie chcę, żeby to wyszło na jaw, mam udawać takiego jak oni?

Myśląc tak, desperacko starał się uspokoić swoje ciało, w końcu od tego zależało jego życie. W tym momencie…

– No to może przejdziemy do przedstawienia się? Imię, wiek, ilość zabitych, narzędzie zbrodni, motyw i takie tam… Cóż, tylko tego nie przeciągajcie. Macie na to po trzy minuty. Będziemy szli według waszych numerów. Poza tym, jeśli ktoś skłamie, będę go okładać, aż nie zacznie wymiotować krwią.

Kurumiya klepnęła delikatnie swoją głowę stalową rurą. Roztaczała wokół siebie podniosłą, przerażającą aurę. Opuściła pulpit i nieco się oddaliła, jednak jedynie na tyle, aby pozostał w zasięgu jej zabójczej broni.

Łatwo było sobie wyobrazić, jaką presję odczuwać będą przedstawiające się osoby.

Jednak nie to, a wyjaśnienie dotyczące metody zabójstwa oraz motywu stanowiło dla Kyousuke największy problem.

W końcu tak naprawdę nikogo nie zabił. Musiał wymyślić wszystkie szczegóły, a w przeciwieństwie do niego wszystkie inne osoby w klasie były doświadczonymi mordercami.

Kiedy zaniepokojony Kyousuke zastanawiał się, czy da radę ich wszystkich nabrać…

– …Ech. Co za utrapienie – wymamrotała, ziewając, dziewczyna siedząca po prawej stronie Kyousuke i wstała.

Widać miała pierwszy numer. Położyła swoje narzędzia do pielęgnacji paznokci na ławce i podeszła ospałym krokiem do pulpitu. Przyglądając się jej ponownie, Kyousuke uznał, że jest niewiarygodnie ładna.

Miała bladą cerę, prosty nos i trochę zakręcone, czerwone jak rdza włosy związane w kucyk. Jej oczy były na wpół przymknięte, ale i tak można było dostrzec, że także mają barwę czerwieni. Nad nimi wyróżniały się naprawdę długie rzęsy, które rzucały cień na pokryte delikatnym makijażem policzki.

Była wysoka i szczupła, przez co wyglądała jak modelka. Spod jej krótkiej spódniczki widać było nogi piękne niczym kość słoniowa oraz długie skarpety w czarno-białe pasy, dopełniając otaczającą ją aurę pożądania.

– ….

Kyousuke, zdenerwowany już z nieco innego powodu niż wcześniej, przełknął ślinę.

Mam szczęście, że siedzi obok mnie. Może nawet uda mi się zamienić z nią parę słów – przez głowę przeszły mu nieczyste myśli. Kiedy jednak zaczęła się przedstawiać, szybko się z nich otrząsnął.

– Eiri ‚Akabane, piętnaście lat. Liczba zabitych… Sześć – powiedziała lekceważąco.

– …?!

W klasie natychmiast zawrzało. Widać nawet na Kurumiyi zrobiło to wrażenie, bo rzuciła – Ho?

Chyba wszystkich zaskoczyła liczba zabitych. Nikt się nie spodziewał, że taka delikatna i ładna dziewczyna mogła być mordercą, który pozbawił życia sześć osób.

– Heh… Żal.

A mimo to stała tam wyluzowana, zupełnie nie przejmując się atmosferą w klasie.

Wciąż wpatrując się w paznokcie i z wyraźną irytacją, mówiła dalej:

– Poderżnęłam im gardła ostrymi narzędziami, strasznie typowe. Nie miałam żadnego motywu. Zrobiłam to, ale nie pamiętam dlaczego. Zresztą nawet nie ma po co tego pamiętać… Już? Taka właśnie jestem. Miło mi was poznać.

Eiri zakończyła ziewnięciem, a potem opuściła pulpit.

Kyousuke zanotował sobie w myślach: Pod żadnym pozorem nie zbliżać się do tej dziewczyny.

Co, do cholery? Ta laska to same kłopoty. Dałem się zwieść jej wyglądowi.

Kiedy spojrzał kątem oka na Eiri, która zajęła już swoje miejsce i wróciła do pielęgnowania paznokci, Kyousuke zalał się potem.

Poklepał się po twarzy, żeby się uspokoić, jednak po chwili ponownie ogarnęło go zaniepokojenie.

Wszyscy w tej klasie zostali skazani za morderstwo. Nie jest ważne, jak niewinnie wyglądają…

– Ej. Następny. Co ty wyprawiasz? Zdecydujesz się w końcu podejść do pulpitu, czy może potrzebujesz trochę dyscypliny?! – klasą wstrząsnął przepełniony gniewem głos Kurumiyi.

Po lewej stronie i trochę z tyłu Kyousuke dało się usłyszeć, że ktoś szybko wstaje z ławki.

– Aaa?! P-P-P-Pse…! Ułała.

Następnie minął go odgłos stukania butów o podłogę.

– N-Naprawdę mi przykro… Ż-Ż-Że się zamyśliłam! Uuuuu.

Była to drobna dziewczyna o brązowych jak orzechy włosach. Przez jej jąkanie się i ogólny wygląd przypominała jakieś małe zwierzątko. W dodatku zdawała się bardzo strachliwa, bo gniewne spojrzenie Kuromiyi niemalże nią wstrząsnęło.

Zanim dotarła do pulpitu, parę razy prawie się potknęła.

W jej oczach pojawiły się łzy, co dowodziło, że jest przestraszona.

– Eee…. U… Och… Naprawdę przepraszam, że przyszłam na świat!

Ciągle przepraszając. Łup! – uderzyła czołem w pulpit.

W klasie zapadła cisza, zupełnie jakby powierzchnia wody uspokoiła się po burzy.

Dziewczyna zamarła z głową położoną na pulpicie. Po chwili…

Szloch. Szloch. Szloch. Szloch.

Spięła się i zaczęła trząść.

Zaraz się rozpłacze – kiedy Kyousuke to pomyślał, Kurumiya uniosła stalową rurę.

– Rozbecz się, a rozpieprzę ci łeb. Zajarzyła?

Bezpardonowa groźba wypowiedziana ostrym, głębokim głosem.

Trzęsące się ciało dziewczyny nagle wystrzeliło w górę jak sprężyna.

– Nie mogłam się powstrzymać.. i się rozkleiłam… szloch – powiedziała ze łzami w oczach.

– …Hoo – Kurumiya skrzywiła się, jakby zrobiło się jej niedobrze.

Rany, to już koniec – pomyślał Kyousuke, jak zapewne wszyscy w klasie.

Dziewczyna wydała z siebie – Iiiii?! – a następnie opuściła głowę oraz zamknęła oczy w akcie rezygnacji.

– Hooo… No dobrze. W takim razie nie mam wyboru, prawda?

Nauczycielka westchnęła i zrobiła zamach stalową rurą.

Powietrze przeszył cios mogący zmiażdżyć bez problemu głowę.

– Wracaj do przedstawiania się. Masz jeszcze minutę i czterdzieści sześć sekund.

Rura zatrzymała się parę milimetrów od rąk dziewczyny, którymi próbowała osłonić swoją małą głowę.

– …Och?

Otworzyła oczy.

Rura Kurumiyi spoczywała już wtedy ponownie na jej ramieniu, a sama nauczycielka cofnęła się o pół kroku.

Zagroziła dziewczynie, która nie mogła skupić wzroku, swoim dziecięcym, lecz ostrym jak sztylet głosem:

– Co ty wyprawiasz? Kontynuuj przedstawianie się. Nie obchodzi mnie, jak mała jesteś, następnym razem nie mam zamiaru się powstrzymać.

Kyousuke zaczął zastanawiać się, dlaczego ją oszczędziła. Możliwe, że poczuła sympatię do innej małej dziewczynki.

– E? A… J-Już!

Przyjmując do wiadomości ostatnie ostrzeżenie, dziewczyna złożyła pokłon tak głęboki, że prawie się przewróciła.

Język w końcu jej się rozwiązał i wypluła z siebie potok słów.

– Maina Igarashi, czternaście lat! Lubię jeść miękkie, gąbczaste i słodkie rzeczy. Nie przepadam za śmierdzącymi, lepkimi i gorzkimi… Nie, proszę poczekać! Niech pomyślę… mmmm… Już pamiętam! Liczba zabitych! Liczba osób, które zabiłam…– W jej oczach znowu pojawiły się łzy. Zagryzła wargę i drżącym głosem dokończyła: – Trzy. Ale to był wypadek… To moja wina, że jestem taką niezdarą… To przeze mnie wszyscy… Szloch, szloch, szloch. Nie chciałam ich zabić… Szloch, szloch… Przepraszam. Ciągle przepraszam… Wybaczcie. Nie jestem warta, żeby wczas poznać. O nie, przygryzłam się. Przejęzyczyłam się, bo się przejęzyczyłam. Auauau. Kończąc w ten sposób, Maina ukłoniła się i wróciła z ponurą miną na swoje miejsce.

Była cała zalana łzami, a na twarzy miała wymalowane poczucie winy.

Kyousuke zauważył to, zanim jeszcze usiadła, i poczuł ulgę.

Więc jednak jest tu ktoś normalny! Może i skazano ją za zabójstwo, ale nie jest prawdziwą morderczynią…

Przez szok, jakiego doświadczył podczas pierwszej prezentacji, myślał, że są tam same świry skazane za morderstwo. Teraz jednak uznał, iż osoby, które z własnej woli kogoś zabiły, stanowią mniejszość.

Maina nazwała to wypadkiem, więc tak naprawdę nie chciała zabić.

Pozbawiła kogoś życia wbrew swojej woli. Przygniotło ją poczucie winy, przez co nie przestawała się trząść. Nawet biorąc pod uwagę tak ekstremalną sytuację, wyglądała na zwyczajną dziewczynę.

Igarashi musi się naprawdę denerwować z tego powodu, że została wrzucona do takiego miejsca… Zdecydowałem! Zagadam i zaprzyjaźnię się z nią tak szybko, jak to tylko możliwe!

Kyousuke ułożył sobie w głowie plan: Jeśli są tam też inne normalne osoby, mogą zacząć trzymać się razem, żeby bronić się przed niebezpiecznymi osobnikami takimi jak Eiri.

– …No dobra, następny. Jest was jeszcze trzynaścioro. Szybciej, już, już!

Słysząc, jak Kurumiya ich ponagla, Kyousuke poczuł ulgę i trochę rozluźnił zesztywniałe ramiona.

Co prawda, wciąż nie wiedział, jaka przyszłość go czeka… Pokona wszystkie napotkane na swojej drodze przeszkody.

× × ×
Z jakiegoś powodu czułem się, jakbym stał na krawędzi urwiska.

Kolejne dwie osoby, które przedstawiły się po Mainie, były wystarczająco szurnięte, żeby całkowicie wymazać poczucie ulgi, jakie chwilę wcześniej poczuł Kyousuke. Sprawiały wrażenie, że mogłyby w każdej chwili kogoś zamordować.

Pierwszym był skulony, niski chłopak roztaczający wokół siebie ponurą aurę: Kagerou Usami.

Przez jego długą, zakrywającą całą twarz grzywkę i cichy głos nie dało się odgadnąć, co takiego myśli, ani usłyszeć, co mówi.

Kyousuke zrozumiał jedynie, że zamordował jedną osobę i wspominał jakieś dziwne imiona jak Jeffrey Dahmer i Ed Gein… To byli jacyś aktorzy?

Przez atmosferę, jaką wokół siebie roztaczał, Kyousuke nie chciał mieć z nim za wiele wspólnego. Im mniej, tym lepiej.

Drugi nazywał się Arata Oonogi. Jego wygląd był po prostu uderzający. Miał dredy, okulary i opaloną skórę. Rzucił: – Debilne pary miziające się publicznie powinny zostać wycięte w pień.

Przez całą mowę wykrzywiał twarz, pokazując, jaki to on jest nieustraszony i zły. Kyousuke nie wyczuł od niego nawet cienia skruchy, więc postanowił w ogóle się do niego nie zbliżać. Kolejną osobą…

– Teraz ty w trzecim rzędzie. Chodź.

– Już.

Kyousuke, głośno przełykając ślinę, wstał z ławki.

Zacisnął spocone dłonie w pięści, skupił się, aby nie trząść się ze strachu, i podszedł do pulpitu.

Prawdopodobnie mebel ten został stworzony pod wzrost Kurumiyi, ponieważ był bardzo niski. Stojąc już przy nim, Kyousuke wziął głęboki oddech.

Następnie zebrał odwagę i spojrzał na klasę.

– …?!

Widok, jaki ujrzał przed oczami, był o wiele gorszy, niż przypuszczał.

Wewnątrz pokrytej graffiti klasy znajdowali się dość nietypowi uczniowie siedzący w czterech rzędach po cztery ławki w każdym. Nawet Kyousuke, który przywykł do radzenia sobie z opryszkami i chuliganami, poczuł napięcie na tyle silne, że trudno było mu ustać prosto.

Hmm. Co jest z nimi? Naprawdę nie ma tu nikogo normalnego?

Skupiły się na nim zadziwiająco spokojne spojrzenia morderców.

…Straszne. Bez jaj, to serio przerażające.

Ale mimo to nie miał wyboru.

Mam być gorszy od tych drani? Przegrać z tymi mordercami?! – przekonywał się w myślach.

Kyousuke, marszcząc czoło, spojrzał kpiąco na swoich kolegów z klasy.

– Kyousuke Kamiya. Piętnaście lat. Zabiłem…

Wypowiadając te słowa, zdał sobie z czegoś sprawę.

Przyznanie się, że w rzeczywistości nikogo nie zabił, ale został wrobiony, nie było najlepszym pomysłem. W końcu zamordował przecież…

…Ta, coś tak bezdyskusyjnego i oczywistego tu nie przejdzie.

Znajdował się pomiędzy młotem a kowadłem, ponieważ podanie wysokiej liczby także nie byłoby zbyt mądre.

– Jedną osobę. Nie miałem broni, zamordowałem ją gołymi rękoma.

– Kłamca. Kamiya, gnoju jeden, nie zarżnąłeś przypadkiem dwunastu? Jesteś wielkim mordercą z największą liczbą ofiar na liczniku w klasie, wiec czemu zrobiłeś się taki skromny? Kukuku.

– Ech.

Jego kłamstwo od razu wyszło na jaw. Co więcej, dodano do niego niepotrzebną informację.

Spojrzał na śmiejącą się Kurumiyę.

Chichotała, a jej mina pasowała do sadystycznej natury tej nauczycielki.

Mam najwięcej na liczniku? Czyli pośród tych wszystkich morderców… To ja jestem najgorszy?!

Widząc, jak twarz Kyousuke zrobiła się trupioblada, Kurumiya posypała jego świeżą ranę solą.

Rozejrzała się po całej klasie i powiedziała silnym głosem:

– Zamknąłeś dwanaście osób w magazynie, a potem zmasakrowałeś ich metalowymi kijami, cegłami i innymi rzeczami znajdującymi się pod ręką, co nie? Chociaż widziałam już wielu morderców, wciąż trudno mi sobie wyobrazić, żeby taki porąbaniec pochodził z Japonii. Dzięki takiej liczbie ofiar łapiesz się do pierwszej piątki najgorszych śmieci w historii, a pod względem zabitych za jednym razem jesteś gorszy jedynie od niesławnej masakry w Tsuyamie, gdzie zginęło trzydzieści osób. Poza tym nie użyłeś broni palnej, tylko tępych narzędzi, i jesteś niepełnoletni! Toż to prawie majstersztyk zbrodni, a ty chcesz odgrywać przed kolegami z klasy bezbronną owieczkę? Masz pecha, bo ja mam zamiar naprostować twoją zdeprawowaną i pokręconą naturę. Zapewniam cię, że zmienisz się nie do poznania, więc lepiej się przygotuj, zrozumiano?!

No to koniec… Wprost idealne zakończenie.

Ogarnięty depresją Kyousuke słyszał reakcje kolegów z klasy.

– Co za postrzeleniec… Ten Kyousuke Kamiya to prawdziwy gościu! Nie mogę uwierzyć w ten dwucyfrowy wynik! Straszne, nie?!

– Zmasakrował dwanaście osób za jednym zamachem? Ma coś z głową? Jaki straszny. Fufufu.

– Hehehehe… Bryzgająca krew, rozgniecione mózgi, krzyki umierających… Hehehehehe.

– O… Straszny… Boję się… Mamo, tato, pomóżcie mi… Mamo…. Uaaa… Szloch.

Po klasie rozchodziły się szepty wyrażające strach, zaskoczenie i podziw.

Zgodnie z przewidywaniami w jego klasie znajdowali się sami szaleńcy.

W większości się nie bali, tylko byli ciekawi.

Takie wrażenie odnosiło się po spojrzeniach wlepionych w Kyousuke.

Jego zły wizerunek jedynie się umocnił, co było naprawdę kłopotliwe.

W dodatku nie mógł sam tego odkręcić.

Szlag… To dupa. Zarąbią mnie teraz… Na sto procent mnie zajebią…

Zwiesił ramiona i głowę, a potem załamany wrócił na swoje miejsce.

Poczuł wtedy, że ktoś wlepia w niego spojrzenie, więc spojrzał w tamtym kierunku.

– Hmm?

Eiri, piękność, która zabiła sześć osób, przestała zajmować się paznokciami i wlepiła w niego ostre spojrzenie.

Jednak szybko odwróciła wzrok i wróciła do poprzedniego zajęcia.

– …

Nie mogło być gorzej.

Kyousuke nie wiedział, czy to była ciekawość, czy może zazdrość, ale z pewnością ukrywało się w tym trochę subtelnej wrogości. Dziewczyna otworzyła szeroko swoje zmrużone ze znudzenia oczy tylko po to, aby mu się przyjrzeć.

Także samo spojrzenie tych czerwonych oczu, podobnie jak sugerowało jej imię1, było ostre jak brzytwa.

Kyousuke momentalnie zatrząsł się ze strachu. Przez sekundę czuł się, jakby miał nóż przyłożony do gardła.

Niech to cholera… To mam przerąbane! Czuję na sobie te ich spojrzenia…

Ile uda mi się tu przetrwać? – pomyślał, kiedy przedstawianie się trwało dalej.

– Miło mi was poznać. Jestem Shinji Saotome, japoński Ted Bundy. Fufu… Mogę spytać, czy o nim słyszeliście? Tylko sobie zanotujcie, że to Ted Bundy, nie „ten butny”, dobra? Amerykański dusiciel i mój ulubiony seryjny morderca. Daleko mi do trzydziestu zabitych… dwie osoby, obie były dziewczynami. Udusiłem je gołymi rękoma. To uczucie między palcami, ich ostatnie tchnienie, było po prostu boskie. Podobnie zresztą to, co zrobiłem z nimi później… Fufu. Żeby była jasność, jestem nekrofilem. Uwielbiam zabijać ładne dziewczyny o wyglądzie lalek. Zwłaszcza takie jak Eiri Akabane, która przedstawiała się wcześniej! A tak, Kyousuke Kamiya, swoim wyczynem zaskarbiłeś sobie mój szacunek. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.

Przystojny nastolatek o lekko brązowych włosach puścił oczko.

Chociaż roztaczał wokół siebie aurę delikatności, ten jego gest nie był przyjemny, a sądząc po jego słowach, raczej nie miał dobrego podtekstu. Kyousuke usłyszał strzelenie językiem dobiegające z ławki po lewej.

Po ujrzeniu kolejnej kłopotliwej osoby Kyousuke zaczął użalać się w myślach nad zaistniałą sytuacją.

Gdzieś musiał być jakiś błąd… Dajcie mi spokój.

Do przezwisk takich jak Slayer i Megadeth doszło mu Seryjny morderda dwunastu.

Pomyśleć tylko, że ta niesprawiedliwość wciągnęła go w otoczenie osobników, do których zwykłym zbirom i chuliganom było daleko.

Kyousuke, wyobrażając sobie, jakie trudy czekają go dalej, nie przestawał użalać się nad swoim losem.

Czemu całe moje życie to jedno wielkie pasmo niesprawiedliwości? Po prostu przerąbane.

× × ×

– No to chyba już wszyscy skończyli swoje prezentacje. Skoro tak, pora zacząć lekcję, chociaż jednej tępej świni nie ma. Jeśli przeżył, pojawi się pewnie później.

Po tym, jak ostatnia osoba skończyła mówić, Kurumiya zajęła miejsce przy pulpicie.

Od razu w klasie urosło napięcie.

Kiedy klepiąc rurą w swoje ramię, przyglądała się uczniom w klasie, w której byli sami mordercy, na jej twarzy pojawił się uśmiech.

W jej dużych, okrągłych oczach nie gościł ani strach, ani choćby cień zawahania.

Biło od nich za to poczucie wyższości oraz kpiące nastawienie, które wsparte było pewnością siebie oraz nieustępliwością.

Mimo że wyglądała jak uczennica podstawówki, uczniowie nie daliby rady jej zabić, nawet gdyby skrzyknęli się ze sobą i się na nią rzucili.

Posiadała zastraszającą aurę, która sprawiała, że momentalnie człowiek zdawał sobie sprawę z własnej bezsilności.

– Kukuku… Jak się czujecie po przedstawieniu się? Jak grupa śmierdzących śmieci, co? I to jest właśnie miejsce dla was. Wysypisko, na które społeczeństwo wyrzuca ludzkie szumowiny, takie jak wy. Śmietnik. Loch zamieszkany przez potwory. Jasne?

Kyousuke zdawał sobie sprawę, że niestety Kurumiya miała rację.

A to dlatego, że nie mógł w tej klasie znaleźć nikogo prócz Mainy, kto zabiłby kogoś przez przypadek. Większość z obecnych tam osób zamordowała z własnej woli albo wierzyła, że to nic wielkiego. Podczas przedstawiania się Kyousuke ciągle pocił się i trząsł ze strachu.

Mam spędzić moje szkolne życie z takimi ludźmi? Mowy nie ma. W końcu nie mogę…

Nie był w stanie zrozumieć, co takiego chodziło im po głowie ani w co wierzyli.

To nie była zwyczajna szkoła, w której zgromadzono nienormalnych uczniów. Dlatego…

– Czy to piekło? Nie, to czyściec. Jego zadaniem jest oczyszczenie was z grzechu, którym jesteście splamieni. Rolą nauczycieli jest wyprowadzenie was na prostą i wyleczenie waszej podłej, pokręconej natury, dzięki czemu będziecie mogli odrodzić się jako nowi ludzie. Użyjemy wszelkich możliwych środków, żeby to osiągnąć. Zrozumieliście? Kukuku.

Tym nienormalnym miejscem rządziła równie niezwykła nauczycielka Hijiri Kurumiya.

Kyousuke ponownie zdał sobie sprawę, że temu małemu demonowi nie można było się sprzeciwiać.

Kiedy o tym myślał, spojrzała na niego i rzuciła gniewnie:

– Zwłaszcza ciebie! Tak, ciebie Kamiya! Jesteś najbardziej ubabrany gównem z nich wszystkich. Zamierzam cię dogłębnie z niego oczyścić! Zamordowałeś dwanaście osób, więc poczujesz na sobie dwanaście razy większą miłość, jaką obdarzam osoby, które zabiły tylko jedną. O ile to przeżyjesz albo nie oszalejesz.

– …Ha… Haha…

W takiej sytuacji Kyousuke mógł jedynie wymusić śmiech w odpowiedzi.

Przed taką klasą i ostrym spojrzeniem nauczycielki…

– Z czego rżysz, gnoju? Tak bardzo potrzebujesz dyscypliny? Co?!

– E?! Nie! To nie tak, proszę poczekać. Niech pani odłoży tę rurę i nie trąca nią mojej twarzy. Przepraszam. Naprawdę przepraszam! Już więcej się nie sprzeciwię, więc błagam o wybaczenie!

Szybkie wycofanie się – w tej sytuacji śmiech był niedozwolony.

Fukając na klęczącego przed nią Kyousuke, Kurumiya odłożyła swoją stalową rurę.

– Niech będzie. Graj dalej w te swoje gierki. Jak długo dasz radę odgrywać tę rolę? Pokaż, na co cię stać… A tak, to samo tyczy się was wszystkich! Jak długo jestem waszą nauczycielką, użyję wszelkich metod zastraszania i zadawania bólu, żebyście poddali się mojej woli. Nie będzie żadnych wyjątków. Wdepnę was w ziemię, żebyście dowiedzieli się, czym jest prawdziwe cierpienie! Zapomnijcie o istnieniu praw człowieka. Zrozumieliście, tępe świnie?!

Oprócz gróźb słownych Kurumiya uderzyła także ręką o tablicę.

Zastraszeni panującą atmosferą, skazani za morderstwo uczniowie ucichli.

Wiszący pod sufitem głośnik zaczął wibrować. W tym samym momencie rozbrzmiał dźwięk dzwonka.

– Hmm? Już koniec?

Kurumiya skrzywiła się przez raniący uszy dźwięk i spojrzała na zegarek.

Był duży, wykonany z ciemnego metalu. Miał prostą, surową konstrukcję.

– No dobra. Przerwa. Następna lekcja zaczyna się za dziesięć minut. Macie do tego czasu siedzieć już na swoich miejscach albo czeka was nauka dyscypliny. Jasne? Kukuku… – zagroziła Kurumiya w sposób niepasujący zupełnie do jej słodkiej twarzy.

Kyousuke zdał sobie sprawę, że nic w niej do siebie nie pasowało. Ani osobowość i ton głosu, ani ubranie i zegarek, ani też ogólny dziecięcy wygląd. Jednak najmniej współgrały ze sobą ta twarz z tym potwornym uśmiechem.

× × ×

– Poczekaj.

Kyousuke zamierzał uciec z klasy zaraz po wyjściu Kurumiyi pod pretekstem rozprostowania nóg, jednak powstrzymał go głos osoby siedzącej po jego lewej. Głos tej dziewczyny był metaliczny i zimny, zupełnie jak jakiegoś ostrza.

Automatycznie usiadł ponownie i ze strachem spojrzał w jej stronę.

– O co chodzi, Eiri Akabane?

– Wystarczy Eiri… Słuchaj, naprawdę zabiłeś dwanaście osób?

Bez ostrzeżenia strzeliła bezpośrednim pytaniem. Chociaż Eiri patrzyła na paznokcie, miała go w zasięgu jej na wpół zamkniętych oczu. Tak właściwie to przypominało bardziej przesłuchanie niż wypytanie z ciekawości.

– No więc… Jeśli o to chodzi…

Kiedy Kyousuke miał już uciec spojrzeniu wklejonych w niego jej rdzawych oczu…

– Przepraszam. Czy mógłbym do was dołączyć? Co prawda, zamierzałem porozmawiać z wami podczas przerwy śniadaniowej, ale takiej szansie nie wypada uciec… Fufu.

Miał wesoły i przyjacielski głos. Kyousuke obejrzał się i ujrzał uśmiechającego się serdecznie chłopaka o lekko brązowych włosach.

– Miło mi was poznać. Jestem Shinji Saotome, dusiciel. Wielkim honorem jest dla mnie przebywanie w klasie z taką dwójką wspaniałych morderców. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.

– Pewnie… Ja też. Miło mi… tak?

Kyousuke czuł lęk przed wyciągniętą w jego stronę dłonią, jednak uśmiechnął się i ją uścisnął.

W tym samym momencie przeszył go strumień zimna – potworne ciarki, jakby setki owadów oblazły całe jego ciało, spowodowane myślą, że Shinji użył tych dłoni do uduszenia dwóch ładnych dziewczyn.

– Fufufu. Mnie także. Eiri…

– Możesz zabrać te swoje brudne łapska?

Eiri ostrymi słowami odrzuciła wyciągniętą przyjacielsko dłoń.

– Co?

Widząc nastawienie Eiri niepasujące do pierwszego spotkania, Shinji się wykrzywił.

Po chwili jednak złapał nastrój, podrapał się po twarzy i gorzko uśmiechnął.

– Fufu… O, jakie brudne. To nie było miłe. Co prawda, wszyscy wiedzą, że jestem sadystą, ale chyba moja masochistyczna strona zaczyna się budzić…

– Słyszałeś? Albo zabierzesz rękę, albo ci ją odetnę.

– …

Eiri zagroziła, wciąż wpatrując się w paznokcie. Z twarzy Shinjiego znikł uśmiech.

Powoli zabrał dłoń szukającą uścisku i zrobił potworną minę.

– Rozumiem, rozumiem… Interesujące. Wiesz, niespecjalnie lubię takie dziewczyny jak ty. Coraz bardziej chcę cię zabić i przelecieć twoje zwłoki… Proszę, pozwól mi pogłębić więź między nami, dobrze? – wyszeptał radośnie, a następnie zaczął pożerać wzrokiem parę widocznych spod spódniczki pięknych, skrzyżowanych nóg Eiri.

– Rety… A rób, co chcesz, tylko odejdź, jasne? Drażnisz mnie.

Jakby chcąc celowo pobudzić Shinjiego, Eiri przy odpowiedzi skrzyżowała nogi w inny sposób.

Równie umyślnie przetarła oczy, ziewając.

– …

W odpowiedzi Shinji jedynie zmrużył oczy.

Nic nie mówiąc, odwrócił wzrok od nóg Eiri. Spojrzał na Kyousuke i wzruszył ramionami.

– Chyba jestem piątym kołem u wozu, więc tym razem zejdę ze sceny. Bawcie się dobrze. Fufufu. Do zobaczenia, Kamiya… Eiri.

Poklepał Kyousuke po ramieniu, posłał Eiri spojrzenie i odszedł.

Podczas całej rozmowy w jego oczach nie było nawet cienia blasku. Kyousuke bardzo chciał, aby jedynie mu się przywidziało.

– Ten typ jest wkurwiający. Mam nadzieję, że szybko zdechnie.

Eiri przeklęła Shinjiego, patrząc na jego plecy.

Zdziwiony i przestraszony Kyousuke spojrzał na nią.

– Ej, Akabane , takie życzenie komuś śmierci nie jest miłe.

– Wystarczy Eiri.

– Przepraszam… No więc, panienko Eiri…

– Mów mi po prostu Eiri. Naprawdę muszę się powtarzać?

Padło na niego przerażające spojrzenie z ukosa.

Kyousuke nie mógł rozgryźć, co ją tak zdenerwowało, bo z pewnością nie mógł to być sposób, w jaki się do niej zwracał.

Zamordowała jednak sześć osób. Gdyby coś takiego wystarczyło, żeby nadepnąć jej na odcisk… Przerażające.

– Och… Eiri? Ale to jakoś…. Nie w porządku. Nie sądzisz?

– E? Co powiedziałeś? Co niby nie jest w porządku?

– Możesz nie rzucać na mnie takiego ostrego spojrzenia? Po prostu rozmawiaj ze mną normalnie… Poprawka. Proszę, rozmawiaj ze mną normalnie. I nie patrz się tak!

Czemu przypatruje mi się tak ze wszystkich stron? – Kyousuke tak się przestraszył, że prawie zapomniał być miłym.

Eiri strzeliła językiem z niezadowolenia.

– Co, u licha? Chcesz mnie sprowokować do walki?

– E? To niedorzeczne… Poza tym to ty szukasz zaczepki! Czemu jesteś taka agresywna?! Z Shinjim było to samo, gdybyś była trochę milsza…

– Co? Możesz przestać mnie dręczyć?

Spojrzała jeszcze bardziej gniewnie.

Jej oczy były już w 70% otwarte.

To ostre spojrzenie przypominało wyjętą z pochwy katanę.

– Co?! Chodziło mi o to, że posunęłaś się trochę za daleko.

– Słyszałeś, jak się przedstawiał? Zdajesz sobie sprawę, że to nekrofil mordujący dziewczyny? Niby czemu jakakolwiek dziewczyna chciałaby się z nim przyjaźnić?

– …Punkt dla ciebie.

Zaraz, sama nie zabiłaś już sześciu osób? – Kyousuke zatrzymał to pytanie na końcu języka.

Warto pamiętać, że pod względem ilości ofiar Eiri zajmowała drugie miejsce po Kyousuke.

Innymi słowy, była jedną z najniebezpieczniejszych osób w klasie.

W tym momencie Kyousuke spytał, żeby odpędzić powoli ogarniający go lęk:

– Słuchaj, coś nie daje mi spokoju… Co to właściwie jest ta nekrofilia?

– Hmm… Coś, o co nie powinieneś mnie pytać.

Eiri zrobiła poirytowaną minę. Złapała się za czoło i ponownie skrzyżowała nogi w inny sposób.

Siedziała na krawędzi krzesła, a że miała krótką spodniczkę, człowiek zaczynał się zastanawiać, po co w ogóle ją zakładała. W końcu co jakiś czas dało się dostrzec… Nie, wyraźnie widać było jej majtki.

Białe w czarne paski? Szkoła narzuca nawet wygląd bielizny dziewczyn?! Ma w sumie naprawdę niezłe nogi… Chwila, chyba nie powinienem się tak gapić.

Kiedy Kyousuke odwrócił szybko wzrok, trochę poirytowana Eiri wyjaśniła:

– Rundka ze zwłokami. Albo miłość z trupami. Innymi słowy, fetysz, w którym nie podejdzie nic, co nie jest martwe.

– Nie podejdzie? Co masz przez to na myśli?

– Czemu pytasz o coś takiego?! Nie każ mi tego mówić!

Eiri krzyknęła, wpatrując się w Kyousuke. Jej zaspane oczy były wtedy prawie w 90% otwarte.

Może mu się wydawało, ale chyba się zarumieniła. Tego kompletnie się nie spodziewał.

Kyousuke myślał, że odpowie spokojnie i obojętnie jak wcześniej.

Może mimo wyzywającego wyglądu i agresywnej osobowości tak naprawdę miała dobre serce.

– Przepraszam… Kapuję. W takim razie mówi się trudno. Przepraszam, że cię zdenerwowałem.

– Hmm? To teraz, kiedy już wiesz, chyba trudno się ze mną nie zgodzić, co nie?

Eiri ponownie spojrzała na bok. Kyousuke spytał, wpatrując się w jej profil:

– Czy ty sama sobie nie szukasz problemów? Nie mogę uwierzyć, że robisz sobie wroga z kogoś tak niebezpiecznego.

– To nic takiego. Jeśli spróbuje mnie zabić, to po prostu ja zajebię jego – podczas wypowiadania tych słów mina Eiri się nie zmieniła.

– To było dość śmiałe.

Chociaż tego można było oczekiwać po największym mordercy w całej klasie – jej pewność siebie była ukierunkowana w zupełnie niewłaściwym kierunku. Kyousuke pod żadnym pozorem nie chciał stać się jej wrogiem.

– No i zawsze jest jeszcze tamten karzełek nie? Jeśli nekrofil się na mnie rzuci, zanim ja zdążę mu coś zrobić, tamten kurdupel rozwali mu łeb swoją stalową rurą. Tak jak tamtemu irokezowi.

– No racja…

PLC1_55
image-477

Błagam, nie nazywaj jej karzełkiem, kiedy jest w pobliżu, dobrze?

Irokez zasłużył sobie na przerobienie na krwawą miazgę, jednak Kyousuke nie chciał, aby Eiri czekał podobny los – nawet jeżeli zabiła sześć osób.

Po tym, jak to jej powiedział, Eiri jakby trochę się rozluźniła.

– Niedorzeczne. Myślisz, że nazwałabym ją tak przy niej? Nie porównuj mnie do reszty tych jednokomórkowców. Nie jestem wściekłym psem rzucającym się na kogo popadnie. Wybieram sobie przeciwników… Oczywiście to tyczy się też morderstw.

W miarę wypowiadania tych słów cichła, a koniec był prawie niesłyszalny.

Kyousuke już miał spytać, czemu pod koniec zaczęła milknąć, kiedy do klasy ponownie wszedł Shinji.

– Phi. Czemu on tu wraca? – Eiri strzeliła językiem z niezadowolenia i wróciła do pielęgnacji paznokci.

Po pomalowaniu ich na czerwono użyła pincety do nałożenia na nie małych kryształków.

A skoro o tym, robiła to samo podczas lekcji, ale nauczycielka nie zwróciła jej uwagi.

– Kamiya, wróciłem. Jak tam twoje postępy z Eiri?

– Postępy? Tylko sobie rozmawialiśmy.

Dojście podczas przerwy do trzymania się za ręce albo całowania byłoby zadziwiającym wyczynem.

Kyousuke czuł na sobie ostre spojrzenie zajmującej się paznokciami Eiri.

Shinji spojrzał w górę i zarecytował jak aktor teatralny:

– Och, Kamiya, tak nie można! Po pierwszym spotkaniu z dziewczyną ma się pięć minut na jej zdobycie! Chociaż w klasie to raczej niemożliwe… Hmm, zmarnowałem czas na przedstawienie się. Chociaż w B wciąż nikt nie zna mojej przeszłości, to po tym, jak poszedłem się przywitać… Tam nic nie ma. Żadnej ładnej dziewczyny! Była tam taka przerośnięta we wszystkich kierunkach i dziwaczka z czarną maską gazową na twarzy. Są jak kiepska dekoracja postawiona, żeby nie wypaść blado przy naszej klasie… Rety.

– R-Rozumiem… Widać lubisz wiedzieć co, gdzie i jak.

To logiczne, że są inne klasy. Kurczę, maska gazowa to chyba o wiele za dużo swobody…

Kyousuke szczerze zapragnął nie mieć nic wspólnego z tamtymi osobami.

Chwilę później rozbrzmiał dzwonek, a Shinji zajął swoje miejsce. W tym samym czasie do klasy weszła Kurumiya trzymająca dużą wieżę wydruków w rękach. Kyousuke momentalnie wyprostował się na krześle.

– Taka śpiąca…

Z drugiej strony Eiri nawet po wejściu nauczycielki nie zmieniła postawy, zachowując się jak zwykle.

Eiri Akabane, co… Wydaje się o wiele lepszą osobą, niż sobie wyobrażałem… Mimo to i tak wolałbym się z nią nie spoufalać. Oby tylko więcej się do mnie nie odezwała – pomyślał Kyousuke.

× × ×

– Ej, Kyousuke.

Kiedy dzwonek zakończył lekcję, a Kyousuke przeglądał rozdane wydruki, zawołała go Eiri. Odłożyła przyrządy do pielęgnacji paznokci do pudełka i spytała:

– Planujesz coś na przerwę śniadaniową?

– Hmm. Niech chwilę pomyślę…

Przez tak nagłe pytanie trochę się pogubił. Przerwa śniadaniowa miała trwać przez następną godzinę.

Po wprowadzeniu do zasad panujących w tej szkole, które trwało od pierwszej do trzeciej lekcji, Kyousuke zdał sobie sprawę, że Zakład Poprawczy Czyściec był o wiele normalniejszym miejscem, niż mu się wydawało.

Lekcje trwały po sześćdziesiąt minut, a było ich pięć. Uczęszczało się na przedmioty takie jak: japoński, WOS, matematyka, chemia, muzyka, sztuka, WF, zajęcia domowe, angielski oraz… etyka.

Poza karnymi pracami odbywającymi się rano i wieczorem to miejsce niczym nie różniło się od liceum, do jakiego wcześniej chodził Kyousuke. Istniały tam nawet prace domowe, warsztaty, zajęcia dodatkowe, a także egzaminy powtórkowe.

Podobnie było z salami. Poza ich wyglądem i serią specjalnych pomieszczeń, do których wliczał się taki „pokój kar”, wszystko wydawało się normalne. Co prawda, nie dało się opuścić tej szkoły, jednak w jej wnętrzu uczniowie mogli swobodnie się poruszać i miało to swoje udogodnienia.

Dla przykładu mogli pójść sobie do stołówki albo kiosku z przekąskami, żeby zjeść coś podczas przerwy. Dlatego sądząc po zachowaniu Eiri, chciała po prostu zjeść z nim drugie śniadanie.

Każdy chłopak ucieszyłby się, że zaprosiła go taka piękność. Ale…

Chociaż niezła z niej laska, zabiła najwięcej osób w tej klasie… Jest prawdziwą morderczynią.

Pewnie przyciągnęła ją do niego jego liczba zabitych.

Kyousuke został wrobiony, nikogo nie zamordował. Gdyby jednak to wyszło na jaw, jej nastawienie mogłoby się zmienić o 180 stopni. W najgorszym przypadku zabiłaby go na miejscu… i bez problemu potrafił wyobrazić sobie swój tragiczny koniec.

Doszedł w końcu do wniosku, że to w sumie równałoby się z samobójstwem.

W końcu im więcej czasu ze sobą spędzali, tym większa była szansa, że prawda wyjdzie na jaw.

– Kyousuke, decyduj się. Mamy tylko godzinę.

– Wybacz, nie jestem głodny. Zabiję sobie trochę czasu spacerem.

– Aha. Jak tam chcesz. Tylko pytałam. Baw się dobrze.

Rzuciła swoimi przyrządami do pielęgnacji paznokci, które porządkowała, i spojrzała szybko w inną stronę.

Widząc grymas na jej twarzy, Kyousuke zaczął się zastanawiać, czy jej nie uraził.

Jeśli tak, to lepiej brać nogi za pas. – Kyousuke szybko wstał ze swojego miejsca.

Musiał tylko zrobić jeszcze jedną rzecz.

– No to idę. Przy okazji ten gość…

– Jaki gość? A, to nic takiego. Rozwalę mu łeb, jeśli spróbuje się na mnie rzucić.

– No tak, ale lepiej uważaj, dobrze?

Kyousuke martwił się przez Shinjiego.

Ten stał wtedy przy ścianie i rozmawiał z dwoma innymi chłopakami.

Usami i Oonogi – jeden był ponuro wyglądającym garbusem, a drugi miał opaloną skórę i dredy.

Rozmawiali ze sobą, patrząc na Eiri. Czasem zerkali też w moją stronę.

W takich chwilach chęć zachowania się jak mężczyzna i niezostawienia Eiri samej przegrywała z myślą, że lepiej trzymać się z dala od konfliktów pomiędzy mordercami. Nawet jeżeli zostałoby się potem okrzykniętym tchórzem.

Kyousuke się bał i pragnął jedynie jak najszybciej ulotnić się z klasy.

– No to do zobaczenia.

– Ta, ta. Narka – odpowiedziała Eiri.

Kyousuke pomachał Shinjiemu, a potem ruszył w kierunki drzwi.

Shinji także mu pomachał, ale nie poszedł za nim.

Dobra, udało mi się uciec.

Co prawda, poczuł ulgę, ale wiedział, że było za wcześnie na świętowanie.

Także i cały korytarz „upiększono” graffiti, a okna na nim zabito kratami.

Kyousuke szedł przez to wypełnione mordercami przejście z podniesioną głową, żeby nikt go nie zlekceważył i nie patrzył na niego z góry.

Chwila, oni wszyscy są mordercami? Straszne…

Szedł najszybciej, jak potrafił, starając się za wszelką cenę uniknąć kontaktu wzrokowego i ukryć swój strach.

Na Ośrodek Poprawczy Czyściec składały się dwa trzypiętrowe budynki nowej szkoły oraz jeden leżący w pobliżu i zrujnowany, co dawało łącznie trzy budowle wypełnione klasami.

Kyousuke i wszyscy inni pierwszoklasiści przebywali w tej starej budowli.

Klasy znajdowały się na pierwszym piętrze, na parterze natomiast pokój pielęgniarki, sklepik inne podobne ośrodki. Uczniowie mieli do dyspozycji także osobną stołówkę. Poza salą gimnastyczną i salami do treningów sztuk walki wszystkie pomieszczenia były oddzielone od tych należących do drugich i trzecich klas. Prawdę mówiąc, Kyousuke nie widział jeszcze żadnego ze starczych uczniów.

Łatwo zgadnąć, jaki stał za tym powód.

W Zakładzie Poprawczym Czyściec nieletni przestępcy skazani za morderstwo mieli przejść resocjalizację, a nowi uczniowie, którzy nawet jej nie rozpoczęli, stanowili spore zagrożenie.

Pozwolenie im na kontakt ze starszymi osadzonymi byłoby gorsze niż dolanie oliwy do ognia, o wywołaniu na nich złego wpływu nawet nie wspominając. Dlatego wobec nowych uczniów należało zastosować ostrzejsze metody i odseparować ich od reszty.

Innymi słowy, obecne położenie Kyousuke można porównać do lochu pełnego demonów.

E?! Co, u licha? Ta dziewczyna… Niemal wziąłem ją za Boba Sappa2! Prawie jak dwie krople wody… Ten gość też jest straszny! Jest cały w tatuażach czy ma zieloną skórę?

Najwyraźniej klasa 1 B także była pełna pokręconych postaci. Być może przez to, jak ich postrzegał, albo przez własną wyobraźnię Kyousuke nie udało się dostrzec ani jednej normalnej osoby.

Lepiej minąć ich najszybciej, zanim ktoś mnie zaczepi – pomyślał, przyspieszając.

Klap, klap, klap, klap, klap, klap, klap, klap, klap!

Hmm? Co jest?

Od tyłu zbliżał się do niego odgłos kroków.

Ten dźwięk… Ktoś mnie goni?!

Kyousuke obrócił się szybko i zobaczył za plecami biegnącą dziewczynę z krótkimi, orzechowymi włosami: Mainę Igarashi.

Miała zamknięte oczy i ciągle płakała.

– Łaaa! Nie zniosę tego dłuuuużeeeeej! Chcę do dommm~aaaaa?! – potknęła się i upadła na ziemię.

Stojący w pobliżu Kyousuke wystraszył się i spróbował się odsunąć…

– Chwila… Uaaaa?!

Jednak nie zdążył zareagować i Maina wpadła na jego klatkę piersiową.

– Ajaj… Nazywasz się Igarashi… Zgadza się?

Kyousuke rozejrzał się dookoła z grymasem bólu na twarzy.

– Och…

Jakiś metr przed sobą zobaczył coś czarnego. Maina, która się z nim zderzyła, leżała na podłodze.

Jej spódniczka była uniesiona, a majtki wyraźnie widoczne, jednak nie to było dziwne.

Zaczęli się tam zbierać niewiedzący, co się dzieje, uczniowie, a mimo to Maina pozostawała bez ruchu.

Miała rozciągnięte ręce i nogi, zupełnie jak przy pływaniu żabką, przez co jej bielizna była wystawiona na światło dzienne.

– Oj! To nie pora na wylegiwanie się! Nic ci nie jest?!

Kyousuke szybko doszedł do siebie i podbiegł do Mainy, aby zobaczyć, czy nic jej się nie stało.

Jednocześnie wykorzystał tę okazję, żeby opuścić jej spódniczkę.

– Ouu.

Nieruchoma do tej pory Maina nagle zadrżała.

Żyje – Kyousuke westchnął z ulgą.

Tylko że…

– Ooo… Aaa… Łaaaaa…

Maina dalej leżała z twarzą na ziemi i nie przestawała drżeć.

Współczujący jej Kyousuke podrapał się w głowę.

– Nic ci nie jest? Jeśli coś cię boli, to zabiorę cię do pielęgniarki. Możesz wstać? Chcesz się na mnie podeprzeć? – spytał, kładąc rękę na jej ramieniu.

Przerażona Maina cała się spięła. – Co? Ooo… Ach… Pseeplasam… Nic mi nie jest.

Być może wyczuwając, że Kyousuke nie był wrogo nastawiony, Maina z płaczem wciągnęła śluz z nosa i szybko ocierając łzy z oczu, wstała.

Co prawda, nic się jej nie stało, jednak wyglądała okropnie.

– Skoro o tym mowa, co się właściwie stało? Goście w klasie coś ci zrobili?

– E? A… Ta dziewczyna, która zabiła sześć osób, spytała nagle „Zjemy razem drugie śniadanie?”… Ale miała takie ostre spojrzenie… Taka straszna… Kiedy powiedziałam „przepraszam”, jej spojrzenie zrobiło się jeszcze gorsze… Myślałam, że chce mnie zabić, więc…

– Uciekłaś. Już rozumiem.

Kyousuke uśmiechał się gorzko i pokiwał głową, ponieważ wiedział, co czuła.

Eiri miała naprawdę potworne spojrzenie, którego efekt był wzmocniony tym, że zabiła sześć osób. Te rdzawoczerwone oczy przypominały zakrwawiony nóż skierowany w rozmówcę.

Chęć ucieczki była w pełni zrozumiała. Kyousuke sam przecież wolał się oddalić.

Maina wyjęła różową chusteczkę do nosa i wytarła łzy z twarzy.

– Nie wiem, co robić… Wszyscy są tacy straszni… Nie chciałam znaleźć się w takim miejscu, więc dlaczego… szloch, szloch, szloch. To okropne… naprawdę… Uaaaa – następnie zaszlochała i wydmuchała nos.

– Rety. Wiem, co czujesz.

– Co?

Maina spojrzała na niego znad chusteczki.

Kyousuke położył ręce na jedynej normalnej osobie, jaką spotkał, i powiedział: – Igarashi, mnie spotkało dokładnie to samo. Nie chciałem tu trafić! Znalazłem się w otoczeniu psychopatów i nie wiem, co robić. Tyle że ty, tak jak ja, jesteś normalna. Innymi słowy, jesteśmy towarzyszami! Brachami!

Nie? – Kyousuke, uśmiechając się, złapał rękę Mainy, szukając porozumienia.

– Właśnie! Towarzyszami! W końcu.. Jakaś normalna osoba! Dzięki Bogu! Naprawdę! Eee… Uaaaa.

Maina się wzruszyła i rozpłakała ze szczęścia.

Kyousuke w myślach przyjął zwycięską pozę.

Super! W końcu zaprzyjaźniłem się z kimś normalnym!

Powstrzymując się od zatańczenia z radości, Kyousuke przyjął serdeczną i szczerą postawę.

– Haha. No już, wytrzyj łzy. Płacząc, wyglądasz jak jakaś panda, wiesz?

– Eee? Rany… Szloch. Już wycieram! Hehe.

Kiedy Kyousuke ją puścił, Maina przetarła oczy chusteczką.

Miał wrażenie, że przygląda się, jak jakieś małe zwierzątko myje pyszczek. Czuł jednocześnie, jakby rana w jego sercu się goiła.

Po bliższym poznaniu Maina okazała się nawet urocza, a to wrażenie potęgowała dodatkowo jej okrągła twarz, przez co Kyousuke trochę się napuszył.

– Dobra! Skoro wytarłaś już łzy, to chodźmy coś zjeść! Maina, wolisz stołówkę czy sklepik? Oj, wybacz, nazwałem cię po imieniu. Ale ty mów mi po prostu Kyousuke, dobra? Może to zabrzmi trochę dziwnie, ale jesteś naprawdę urocza. Przez to… Człowiek czuje nagłą potrzebę, żeby cię bronić. Rozpieszczać cię i nie puszczać… Jeśli nie masz nic przeciwko, może zostaniemy przyjaciółmi?

– Coooooooooooooo?! K-K-K-Ka… Kyousuke Kamiya?! Heee?! Aaaaaa!

– Eee?

Maina, która po przetarciu oczu widziała już wyraźnie, cofnęła się, wskazując Kyousuke drżącym palcem.

Trudno opisać słowami jej reakcję, kiedy zorientowała się, że rozmawiała właśnie z nim.

– Heeeeeeeeeeeeee?! N-N-N-N-N-Nie zabijaj mnie! Proszę! Błagam! Zrobię, co tylko zechcesz, tylko mnie nie zabijaj! Proszę!

Klęczała na podłodze i pochylała głowę.

Kyousuke podbiegł do niej i starając się mówić łagodnie, rzucił:

– Ej, to nie tak. Nie chcę cię zabić. Rozumiesz? Przecież powiedziałem, że jestem w takiej sytuacji jak ty. Przytrafiło mi się życiu sporo niesprawiedliwości i w końcu trafiłem tu wbrew mojej woli. Rozumiesz, prawda?

– Żałujesz, że tu jesteś, ponieważ nie zabiłeś jeszcze wystarczająco dużo osób, tak?

– Jakbyś czytała mi w myślach! Zacząłem od dwunastu. Kto wie, ilu mi się trafi następnym razem. Ale musieli mnie złapać, jaka szkoda. To takie frustrujące. Wciąż mi mało zabijania… Co za żaaaaal!

– Heeeee?! Pokazałeś, kim naprawdę jesteś?!

– Wcale nie. To był sarkazm. Poza tym…

Zostałem wrobiony w zabicie tych dwunastu osób – chciał powiedzieć jej prawdę, jednak jedynie westchnął.

To nie był najlepszy pomysł, ponieważ zbierało się tam coraz więcej osób, żeby zobaczyć, co się dzieje. Musiał wyjaśnić jej wszystko w innym miejscu.

– Chodźmy gdzieś indziej. Tu przyciągamy za dużo uwagi – mówiąc to, wyciągnął rękę w kierunku klęczącej dziewczyny. Ona natomiast…

– Heee?! Nie dotykaj mnie! Jak niby mam gdziekolwiek z tobą pójść?! Ty pokręcony i totalnie zdeprawowany morderco dwunastu osób!

Maina z krzykiem podniosła się błyskawicznie i zwiała z szybkością godną uciekającego zająca.

Parę razy się przewróciła, jednak od razu podnosiła się na nogi. Już po chwili zniknęła za rogiem.

Pozostała po niej jedynie wciąż unosząca się w powietrzu różowa chusteczka i oddalający się dźwięk kroków oraz płaczu.

Zapanowała martwa cisza.

Ale tylko na chwilę.

– Dwunastu? Nie mogę uwierzyć. Ten gość zarąbał dwunastu… To jakiś żart? – te słowa wyszeptane przez anonimową osobę spowodowały lawinę komentarzy.

– Dwanaście osób?! Co? Niemożliwe! Owszem, ma paskudną mordę, ale…

– Ten koleś jest z A, nie? Dwanaście osób, to po prostu okropne. Całe szczęście, że jestem w B…

– Tyle żyć… Wspaniałe! Może wyrwie także moje serce.

– Ku?! Uspokójcie się! Mój ci on! Aż się wyzwoli. To my poślemy go do grobu. Ale jeszcze nie czas. Wytrzymaj. Jeszcze trochę, Azraelu!

Wszyscy bez zahamowań mówili, co o tym myślą, więc na korytarzu zapanował straszny hałas.

Przejmując rolę Mainy, która uciekła, Kyousuke zwiesił głowę.

Cholera… Czemu to padło w takim miejscu? Nie zrobiła tego celowo, ale rzuciła mnie wilkom na pożarcie… A to ja ją tak wystraszyłem.

Chciał metodycznie załatwić nieporozumienie Mainy, jednak zamiast tego sprowadził na siebie kłopoty.

Teraz wszyscy usłyszeli, że jest „Seryjnym mordercą dwunastu”. Kyousuke miał nadzieję, że to nie przyciągnie do niego jeszcze więcej świrów.

– Chwila! Poczekaj momencik!

W tym momencie ktoś dotknął jego ramienia, przez co od razu ogarnęły go czarne myśli.

Ła! Ktoś mnie złamał! Zaraz… to była dziewczyna czy chłopak?

Słysząc dziki głos, po którym nie dało się określić płci, Kyousuke obrócił głowę.

– Cześć. Yes! Rozmowa rozpoczęta! Tehe.

Stała tam umięśniona dziewczyna, której budowę można było porównać do Boba Sappa.

Miała dwa metry wzrostu i jeden szerokości, przez co jej mundurek był tak rozciągnięty, że ledwie się trzymał. Oczy spod jej krótko ściętych blond włosów posyłały Kyousuke zalotne spojrzenie.

Sądząc po czerwonych policzkach, miała oczywiste zamiary.

– Heee?!

Kyousuke cofnął się, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Przypominająca Boba Sappa dziewczyna (nazwijmy ją Bobem), chcąc do niego podejść, ruszyła swoją grubą jak u słonia nogą.

– Jak się nazywasz? Jeśli chcesz, możemy zostać przyja…

– Odmawiam.

– Ach!

Kyousuke odsunął zmierzającą w jego stronę umięśnioną rękę i uciekł.

Bob rzuciła swoim dzikim głosem, jednak wciąż zalotnym tonem: – Poczekaj! Wciąż nie wiem, jak się nazywasz!

Przypisy
1. Kanji jej imienia oznacza „ostre”
2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Bob_Sapp