Prolog – Lalkarz z Dalekiego Wschodu

– Yaya jest słodka. Yaya jest bardzo słodka. Yaya jest najsłodsza na świecie.

Dziewczyna splotła swoje dłonie, szepcząc cichutko, jakby była pogrążona w głębokiej modlitwie.
Słońce delikatnie świeciło, a z zewnątrz było słychać rytmiczne syczenie pary.
Pociąg wyjechał z Londynu i był właśnie na trasie do Liverpoolu. W jednym z wagonów drugiej klasy rozwijało się widowisko między dziwną parą.
Byli to młodzieniec i dziewczyna, oboje Azjaci.
Ich niezwykłość nie dotyczyła jedynie wyglądu. Nie wiadomo dlaczego, dziewczyna pochylała się nad przeciwnym siedzeniem, jakby próbując zakryć młodzieńca swoim ciałem, i szeptała do niego osobliwe słowa.

– Yaya jest taka śliczna i urocza. Kocham ją. Yaya to moja żona…

Nagle szept się urwał.
Młodzieniec mierzył ją ostrym spojrzeniem, mając otwarte zaledwie jedno oko.

UMD1_13
image-27

– Obudziłeś się, Raishin?

– Co robiłaś tak blisko mojego ucha?

– Yaya wypowiadała urok sprawiający, że Raishin się w niej zakocha.

– Naprawdę było to coś tak uroczego i niewinnego? Bo czułem się, jakbyś próbowała czegoś nieprzyzwoitego, wiesz?

Dziewczyna całkowicie zignorowała jego ripostę i wskazała na okno.

– Spójrz, Raishin. Jesteśmy już w Mieście Maszyn.

– Och, dotarliśmy na czas. Przez tę dwunastogodzinną podróż z Londynu boli mnie tyłek.

– To oznacza, że wkrótce powinniśmy ujrzeć najlepszą szkołę w zachodniej Europie.

Uśmiechając się radośnie, dziewczyna przytuliła się do młodzieńca.

– W tej szkole uczniowie mieszkają w akademikach, prawda?

– Tak.

– Więc gdy nadejdzie noc, będziemy sami, tak?

– Tak sądzę…

– W takim razie nie mogę się doczekać tych bezsennych nocy.

– Tak naprawdę to zamierzam spać. A jeśli spróbujesz czegoś dziwnego, wyrzucę cię z pokoju.

– …?!

– Co to za zawiedziona mina? Powtórzę raz jeszcze, nie jesteśmy tu na wakacjach.

Dziewczyna spochmurniała, a w jej czarnych, drżących oczach można było dostrzec zawód miłosny.

– W końcu to właśnie w tym mieście rozpocznie się Mroczna Uczta Wisemana.

Na twarzy dziewczyny natychmiast pojawiło się napięcie.

– Magowie konkurują ze sobą o władzę, a zwycięzca jest wyłaniany w trakcie serii uczt pełnych krwistych walk…

– Tak, liczę na ciebie, Yayo.

– Oczywiście, dla Raishina przejdę przez wszystko; nawet przez ogień, wprost do jego łoża.

– Nie rób tego.

– Och, a więc czujesz pociąg do bzykania się na łonie natury…

– Co to było? Czyżby ta niewinnie wyglądająca buźka powiedziała coś wulgarnego?

– Jeśli takie jest pragnienie Rashina, to Yaya spełni je z wielką ochotą. Nieważne, czy w krzakach, czy przed oczyma innych osób.

– Aż chciałbym podziękować ci za poświęcenie, lecz nie mogę, bo coś źle zrozumiałaś. Nie chcę TEGO rodzaju usług, spodziewam się od ciebie raczej czegoś innego.

W ten sposób ta dwójka prowadziła swoją przepychankę słowną, a sceneria współczesnego miasta przemykała za oknami wagonu.
Betonowe budynki stały rzędem przy głównej ulicy, a Fordy T sprowadzone z Ameryki toczyły się po wybrukowanych drogach. Narożniki ulic były usłane stoiskami z kawą
obsługiwanymi przez maszynowe lalki. Wykonano je z cyny, a sztywne i niezgrabne ruchy, jakie wykonywały, wyglądały całkiem zabawnie.
Miasto Maszyn Liverpool.
Ważne miejsce, z którego ogromne ilości bawełny wyprodukowanej w Manchesterze wysyłano na cały świat. Imperium Brytyjskie z dumą chwaliło się, że jest to jedno z
najlepszych, jeśli nie najlepsze, miasto portowe na świecie. Ostatnio jednak było również znane jako kolejne miasto akademickie, plasujące się tuż za Cambridge.
Wreszcie pociąg wjechał na dworzec, z piękną, żelazną kopułą, która podkreślała jego nowoczesną konstrukcję, a następnie przejechał go, nie zwalniając ani
odrobinę.

– Czemu się nie zatrzymał? To powinna być stacja końcowa.

Pasażerowie wzburzyli się, a w ich głosach słychać było niepewność i niezadowolenie.
Konduktor ze strasznym wyrazem twarzy przedarł się przez drzwi.

– Proszę wszystkich o spokój i uważne wysłuchanie moich słów.

Chociaż tak powiedział, oczywistym było, że sam nie jest ani trochę spokojny, jednakże drżącym głosem kontynuował swoją przemowę.

– Hamulce nie działają!

Zapadła tak wszechogarniająca cisza, że dałoby się usłyszeć dźwięk spadającej kropli wody.
A po niej, niemal natychmiast, cały wagon wpadł w panikę.

– Proszę wszystkich o spokój! Będzie dobrze, pociąg zatrzyma się sam!

Jednakże głos konduktora nie dotarł do nikogo, bowiem został zagłuszony przez krzyki i wrzaski pasażerów.
Przede wszystkim pociąg wcale nie wyglądał, jakby miał zwolnić. Pewnie dlatego, że znajdował się na szczycie zbocza.
Była to najzwyklejsza fizyka. Coś zjeżdżającego w dół nie zatrzyma się samo z siebie.
Na dodatek, jak zwiastun nadciągającej katastrofy, pociąg zaczął drżeć. W tym samym momencie…

– Proszę wrócić na swoje miejsca!

Wszyscy pasażerowie jednocześnie zwrócili swe spojrzenia na przemawiającego.
Głos należał do młodzieńca o orientalnych rysach twarzy, który wcześniej przekomarzał się z dziewczyną.
Był szczupły i miał drobną budowę, a jego oczy były przenikliwe jak u orła.
Młoda dziewczyna stojąca obok niego była odziana w kimono. Było ono dosyć krótkie, a jego trzepotanie momentami odsłaniało jej uda. Nagie ramiona ukazywały lśniącą, białą jak śnieg skórę, a jej twarz na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się niczym szczególnym. Wydawała się prosta i zwyczajna, jednak w rzeczywistości jej nad wyraz dobrze zorganizowany kształt wyglądał jak misternie wykonane dzieło należące do jakiegoś muzeum. Jej długie do pasa włosy lśniły blaskiem, który sprawiał wrażenie jakby cały czas były mokre, zaś skóra przypominała delikatną i miękką białą brzoskwinię. Była o głowę niższa od młodzieńca, co nadawało jej wyglądu lalki.
Nie byli oni zwykłymi ludźmi. Przytłoczeni ich obecnością pasażerowie w ciszy wrócili na swoje miejsca.

– Konduktorze, proszę poinformować resztę wagonów o zaistniałej sytuacji. Ci, którzy nie chcą zginąć, powinni się mocno trzymać swoich miejsc.

Nie była to prośba, lecz rozkaz. Konduktor dygnął szybko, nim przeszedł do następnego wagonu.
Młodzieniec patrzył, jak odchodzi, a następnie przemierzył wagon. Potem skierował swój wzrok na siedzenia znajdujące się obok niego.
Siedząca na nich młoda dziewczyna tuliła swoją małą siostrę zwijającą się w kłębek.
Oczy młodszej wyrażały strach, a małe ciało sprawiało, że wyglądała jak przerażona wiewióreczka.
Młodzieniec niezdarnie uśmiechnął się do niej, nim położył rękę na jej głowie.

– Bez obaw, zajmę się wszystkim.

Następnie zdjął swój płaszcz i zręcznie wyszedł przez okno, wchodząc na dach wagonu. Dziewczyna odziana w kimono ruszyła za nim.
Wykonując akrobatyczne ruchy, para szybko przebiegła na przód pociągu.

– Raishin, spójrz na to!

– To… dosyć ostry skręt.

Linia biegnąca przez centrum miasta miała jeden szczególnie trudny zakręt. Jeśli pociąg wszedłby w niego przy takiej prędkości, z pewnością by się wykoleił.

– Musimy go zatrzymać, zanim tam dojedzie. Dlatego… Yayo, czterdzieści osiem uderzeń ciszy.

– Zrozumiałam!

Wykorzystując przód lokomotywy jako podłoże, dziewczyna zeskoczyła z niego, wybijając się przed siebie. Reakcja była natychmiastowa i spowodowała, że pociąg znacznie zwolnił.
Dziewczyna pędziła w powietrzu jak pocisk, aż wylądowała w znacznej odległości od czoła lokomotywy. Jednakże maszyna nie zatrzymała się całkowicie i gwałtownie zmierzała w jej kierunku.
Ludzie na ulicach zauważyli nienormalność tej sytuacji i zaczęli krzyczeć, jednak młodzieniec pozostał niewzruszony. Opierając się parze buchającej z lokomotywy, przygotowywał jakiś atak.
W tym samym czasie dziewczyna wyciągnęła dłonie w jego kierunku. W mgnieniu oka wystrzeliło coś podobnego do niebiesko–białego płomienia, tworząc pewnego rodzaju sieć łączącą ją z chłopakiem.
Dziewczyna znajdowała się teraz tuż przed pociągiem. Kilkuset tonowy olbrzym zbliżał się do niej…
Aż w końcu w nią walnął.
Uderzenie było tak silne, że przód pociągu został wgnieciony. Bezwładność wagonów znajdujących się za lokomotywą spowodowała, że zostały wypchnięte w przód i zderzyły się ze sobą. Niektóre z nich zostały nawet wyrzucone w górę. Dziewczyna wdzięcznie opadła na ziemię w swych sandałach, łamiąc belki kolejowe i powodując, że wbiły się głęboko w ziemię. Ogromna ilość kolejowego nasypu wyleciała w powietrze, a samą dziewczynę odepchnęło na jakieś pięćdziesiąt metrów.
Jednakże nic jej się nie stało.
Ukazując skrajną wytrzymałość swojego ciała, całkowicie zatrzymała pędzący pociąg na jego torze. Co do wagonów, niektóre odchyliły się w innym kierunku, inne miały uszkodzone podwozia, a jeszcze inne się wykoleiły… jednakże można powiedzieć, że żaden z nich się nie przewrócił. Byli ranni, tego nie dało się uniknąć, jednak liczba ofiar została zminimalizowana.
Po stwierdzeniu, że pociąg zatrzymał się całkowicie, młodzieniec zeskoczył na tory.

– Dobra robota, Yaya. Z pewnością się nie powstrzymywałaś, prawda?

Dziewczyna była zachwycona pochwałą. Wystawiła swoją głowę, niecierpliwie oczekując, aż ją pogłaszcze, jednak młodzieniec gwałtownie odwrócił się na pięcie i zaczął iść przed siebie, a ona, nie mając innego wyjścia, pobiegła za nim.
Gdy wrócili do swojego wagonu, ich oczom ukazała się scena masakry. Bagaż był porozrzucany wkoło, można było też usłyszeć jęki i wycie rannych. Mimo tego obyło się bez żadnych ofiar. Obdarzając wszystkich szybkim, niesympatycznym spojrzeniem, młodzieniec zaczął szukać swojej walizki.

– Przepraszam!

Gdy ją znalazł, usłyszał głos dobywający się zza jego pleców.
Były to siostry z wcześniej. Starsza z nich nieśmiało spoglądała na chłopca. Młodsza zaś lękliwie podeszła do niego i z nieznacznym uśmiechem na twarzy podała mu jego płaszcz.
Młodzieniec wziął go i zwrócił się do starszej z sióstr.

– Jesteś ranna?

– Nie. Czy ty jesteś… magiem?

– Nie, jestem Lalkarzem.

– Więc tamta dziewczyna to automat?

Jej oczy rozszerzyły się, gdy nerwowo spoglądała na maszynę stojącą obok niej.
Szok, który ją ogarnął, był zrozumiały. Pod skórą dziewczyny płynęła krew, sprawiając, że miała lekko różowy odcień. Jej serce biło, a klatka piersiowa unosiła się z każdym oddechem. Jak by na to nie spojrzeć, wyglądała zupełnie jak człowiek.
W Mieście Maszyn nie słyszano o tak wiernie odwzorowanych automatach. Dla większości tutejszych mieszkańców lalki były znane jako tanie konstrukcje blaszane z wystającymi przekładniami i cylindrami.
Maszyna o kształcie kobiety, bardziej w stylu prawdziwej dziewczyny, odpowiedziała delikatnym uśmiechem.

– Tak, Yaya jest „osobistą lalką” Raishina… Nawet w łóżku.

Ostatnia część była zbędnym komentarzem.
Pasażerowie zaczęli szeptać między sobą, a starsza siostra zaczerwieniła się mocno, wpatrując się w nich.

– Nieeee, ty zboczeńcu!

Jej otwarta dłoń przecięła ze świstem powietrze i trafiła młodzieńca w policzek.
Przytulając swoją młodszą siostrę, uciekła ile sił w nogach.

– Yaya…

– Tak, Raishinie?

– W tym momencie w moim sercu kłębi się mroczne uczucie. Zastanawiam się, czym ono jest.

– Pożądaniem?

– To gniew! Dlaczego zawsze mówisz rzeczy, które powodują nieporozumienia?!

– Ale ta dziewczyna lubieżnie patrzyła na Raishina swymi oczyma!

– Tylko ty tak pomyślałaś!

Gdy została skarcona, ścisnęła rąbek swojego kimona i wbiła przygnębione spojrzenie w nogi.
Jej cienkie brwi zmarszczyły się, a w kącikach oczu pojawiły się łzy.
Patrzenie na nią w tym momencie sprawiało ból.

– Zapomnij o tym i chodźmy. Jeśli pojawi się tu policja, pozbycie się ich będzie bardzo trudne – westchnął młodzieniec.

– Dobrze!

Przerzucając sobie walizkę przez ramię, zaczął iść, a za nim rozlegało się klapanie sandałów dziewczyny.
Odchodzili od wagonów, a pasażerowie mogli jedynie w zdumieniu patrzeć, jak znikali w tłumie ludzi z miasta.
Cywilizacja maszyn rozkwitła na początku dwudziestego wieku. Poza niezwykłym rozwojem w dziedzinach nauki i technologii, ludzkość zdołała ustabilizować porządek w świecie zaawansowanej magii.
Sztuka maszyn. Innowacja, która odwróciła go do góry nogami.
Dotyczyła ona magii biegnącej przez obwody automatu, pozwalającej lalkarzowi na sterowanie nim. To połączenie umożliwiło szybsze rzucanie bardziej złożonych i potężniejszych zaklęć niż przy wykorzystaniu tradycyjnych metod.
Wraz z pojawieniem się tej techniki magowie byli w stanie upakować złożone kręgi magiczne i długie inkantacje zaklęć w automatach, co skutkowało natychmiastowym rzucaniem czarów.
Jednakże technikę tę wykorzystywano również do celów wojskowych.
Zwycięstwo pod Trafalgarem czy triumf pod Waterloo nie byłby możliwe, gdyby nie duma brytyjskiej armii, Dywizja Zautomatyzowana.
Oczywiście nie ograniczało się to jedynie do Anglii. W tych czasach państwa gromadziły automaty w celu eskalacji siły zbrojnej, a także kształciły nowych, utalentowanych lalkarzy, by nimi sterowali. Największe potęgi świata w szaleńczym tempie próbowały się prześcignąć.
To, kiedy edukacja zyska znaczenie krajowe, było tylko kwestią czasu.
Kilka godzin po incydencie związanym z pociągiem w samym sercu Liverpoolu, u stóp masywnej bramy, zatrzymała się ciekawa para.
Młody Azjata i dziewczęcy automat. Była to para, która wcześniej zatrzymała pędzący pociąg.

– Królewska Akademia Sztuki Maszyn, Walpurgia – młodzieniec odczytał słowa wyryte na tabliczce z cynicznym uśmiechem na twarzy.

– Znana z tego, że jest najważniejszym instytutem edukacji w świecie magii, a jednak wygląda bardziej jak forteca. Chociaż nie, może słowo więzienie lepiej tu pasuje.

Opisywana przez niego sceneria rozszerzała się na jego oczach, w miarę gdy się zbliżał.
Na przedzie górowała ogromna, majestatyczna sala wykładowa, która swoim wyglądem przypominała Pałac Buckingham. Ceglane ściany miały z pewnością pięćdziesiąt metrów, a w wykutych z kamienia bramach można było dostrzec maleńkie otwory. Nie wydawały się one mieć na celu odpieranie ataków wroga, miały raczej umożliwić ustrzelenie każdego ucznia, który próbowałby stąd zbiec. Kolejnym dowodem potwierdzającym to założenie był strażnik, który obserwował to, co dzieje się wewnątrz murów, a nie poza ich obrębem.
Nawet najbardziej konserwatywne osoby musiałyby przyznać, że cała sprawa wydawała się dosyć despotyczna, a owa szkoła była równie przerażająca, jak baza wojskowa.
Jednakże wcale tym nie przejęty dziewczęcy automat wskazał na akademiki.

– Spójrz tam, to nasze nowe gniazdko miłosne.

Była w świetnym humorze, tymczasem w przeciwieństwie do niej młodzieniec w ogóle się nie odzywał. Widząc to, przechyliła głowę w jego kierunku.

– Coś nie tak, Raishin? Wyglądasz na przygnębionego.

– Wiesz, że nie będziesz mogła przez jakiś czas wyjść poza obręb murów, gdy przejdziemy przez tę bramę?

Badając jej zdeterminowanie, chłopak zaczął patrzeć jej prosto w oczy.

– W tym kraju panuje takie prawo. Wszelkie automaty należące do studentów Akademii nie mogą postawić nogi w mieście, dopóki ci nie ukończą studiów.

Z dłonią na piersi, jakby coś ślubując, dziewczyna bez wahania odpowiedziała.

– Yaya pragnie być zawsze tam, gdzie Raishin. Nieważne, czy to pole bitwy, czy więzienie, nic tego nie zmieni.

– Przeceniasz mnie. Jesteś jedynie narzędziem mojej zemsty.

– Nie oceniaj się tak surowo. Yaya to zaledwie lalka stworzona przez Shouko i od początku swoich narodzin była jedynie zwyczajnym narzędziem, lecz w końcu otrzymała cel i zaczęła po raz pierwszy cieszyć się swoim życiem.

Jej delikatny uśmiech wyglądał równie pięknie, co rozkwitający kwiat.

– Zawszę będę przy tobie, nawet w twoim łożu.

– Muszę zaprzeczyć temu ostatniemu, jednakże cieszy mnie twój optymizm.

Młodzieniec odprężył się i zdecydowanym krokiem ruszył naprzód.
Tego dnia samotny chłopak z wyjątkowym automatem przeszedł przez bramę do Akademii. A tym, co na niego czekało, była uczta walk…