Rozdział 2: Narissa z zachodniego wybrzeża

Pogoda nie sprzyjała Czwartej Cesarskiej Armii zmierzającej na północ, przez co marsz był trudniejszy dla żołnierzy i mimo porzucenia części sprzętu dotarli na miejsce później, niż zakładano.

29 maja, zmierzch, siódmy dzień po wymarszu.

Ponieważ porzucono namiot, ściany obecnej kwatery stworzono z wiszących płócien, a wyposażenie wnętrza stanowiły tylko stół i kilka krzeseł.

Wezwany przez księżniczkę Regis zasalutował strażnikom ustawionym przy wejściu, po czym wszedł do środka.

– Już jestem.

– Doskonale.

W Belgarii osoby o wyższym statusie nie powinny siedzieć na ziemi, dlatego właśnie zabrano krzesła nawet na linię frontu. Dwa z trzech miejsc były wolne. Altina siedziała w najbardziej oddalonym miejscu, a za nią, tuż przy pełniącym rolę ściany płótnie, stała Clarissa.

Regis usiadł na jednym z pozostałych krzeseł, mówiąc:

– To mi przypomniało, że po raz pierwszy maszerujemy bez namiotu. Dobrze się wyspałaś?

– Tak, bo jako dziecko sypiałam ma podłodze, ale co z żołnierzami?

– Hmm. Chociaż wymusiliśmy na nich szybszy marsz, nie protestowali, bo zobaczyli, jak śpisz jedynie pod kocem.

– Więc to dlatego, że przekupiliśmy ich jedzeniem.

– Zabraliśmy ze sobą więcej strawy, niż to konieczne, ponieważ było to niezbędne. Nawet w trudnych warunkach najedzeni ludzie wstrzymają się od marudzenia. Mężczyźni są z żelaza, a jedzenie ze stali. Razem tworzą potęgę silniejszą niż wszystko, co znane. Tak widniało w podręczniku wojskowym Hero Romana.

Altina pokiwała głową. Sama zresztą często powtarzała, że głodna nie jest w stanie wykrzesać z siebie ani krzty siły.

– Więc inne jednostki powinny być zdolne do tego samego, jeżeli zwiększy się im zapas prowiantu.

– Uch… To byłoby trudne i wymagałoby zwiększenia liczby członków oddziału zaopatrzenia, a to z kolei jeszcze bardziej zwiększyłoby zapotrzebowanie na racje żywieniowe.

– Ale my to zrobiliśmy, nie? W jaki sposób?

– Prowiant przechowywano w miastach na drodze naszego marszu. Jeżeli zapasy są uzupełniane podczas podróży, nie ma sensu brać ich ze sobą.

– Rozumiem… Hmm? Ale czy decyzja o naszej ekspedycji nie była nagła? Zatrudniłeś ludzi, żeby to wszystko przetransportować?

– To nie byłoby możliwe w ciągu kilku dni. Poza tym wzbudziłoby zazdrość żołnierzy. Nie wspominając o tym, że kupcy na pewno chcieliby wykorzystać sytuację. Kupiłem zapasy zawczasu, sprzedając niewielkie porcje co pewien czas albo odsyłając do fortecy, zanim się zepsuły.

– Inne dywizje też tak postępują?

– Nigdy nie słyszałem o czymś takim, ale zapewne nie. Zwykle ekspedycje wewnątrz cesarstwa nie są… Cóż, eee, kupiliśmy je tanio i sprzedaliśmy po wyższej cenie. Gdyby nie to, zwiększyłyby się koszty wyprawy. Zwłaszcza ceny przypraw podlegają sporym wahaniom.

– Ech… Nie do końca rozumiem, ale to brzmi niesamowicie. Że też zrobiłeś coś takiego… – Oczy Altiny aż się skrzyły.

Regis wzruszył ramionami.

– Cóż, to nie ja sprawowałem pieczę nad tymi umowami. Z leżącego na granicy fortu trudno jest handlować w centrum państwa. Dlatego odpowiadała za to mademoiselle Eleanor.

Eleanor Ailred Winn de Tiraso Laverde była wnuczką diuka i mimo młodego wieku obecną głową rodu. W południowej części Belgarii posiadała duże połacie ziemi oraz sporo tamtejszych firm; innymi słowy, była lokalną królową biznesu. Odkąd Regis jej pomógł podczas rocznicy założenia cesarstwa, z jakiegoś nieznanego mu powodu wyświadczała mu kolejne przysługi.

– Hmmmmm… – Głos Altiny coraz bardziej obniżał ton, chociaż Regis tego nie zauważył.

– Drobny handel jest niezbędny, żeby zrozumieć ekonomię państwa. Nie przynosi co prawda wielkich zysków, można go jednak wykorzystać do zawiązania znajomości, które później mogą okazać się kluczowe.

– Co cię łączy z Eleanor? – spytała w końcu Altina oziębłym głosem.

Właśnie. Po tym, jak Eleanor pocałowała mnie dla żartu, Altina przez jakiś czas miała podły humor.

Stojąca za nimi Clarissa westchnęła.

– Doprawdy, Regisie…

– Eee… Czyżby ciągle dręczył was tamten incydent? Przecież to był tylko jej żart…

Atmosferę przypominającą przesłuchanie przyłapanego na zdradzie męża rozwiał głęboki męski głos.

– Wchodzę.

Do środka wszedł Jerome. Był wyposażony w miecz, jednak nie miał na sobie pancerza.

Altina położyła dłonie na biodrach.

– Spóźniłeś się!

– Hmph.

Jerome usiadł na krześle bez złożenia jakichkolwiek wyjaśnień.

Clarissa nalała zebranym herbaty.

– Pyszna, Clarisso. Już sam fakt, że udało ci się ją zaparzyć bez piecyka, jest niesamowity, a smakuje jak zawsze – skomplementował Regis, popijając czerwony napój.

– To dla mnie honor, że ci smakuje. – Clarissa pochyliła nisko głowę. W obecności osób, których nie uznawała za swoich, zawsze zachowywała milczenie.

Gdyby towarzyszyli jej tylko Regis i Altina, nie skończyłoby się tylko na uśmiechu – bez wątpienia zaczęłaby się droczyć z Regisem. Jednak w pomieszczeniu przebywał także Jerome, tak więc na jej twarzy nie dało się dostrzec najmniejszej emocji.

– Dziękuję za twoją ciężką pracę.

– Nie musisz.

Pokojówka wróciła do ściany utworzonej z płótna i stanęła tam bez ruchu, jakby była jakąś dekoracją.

Jerome zignorował herbatę, popijał za to wino, które przyniósł ze sobą. Rozłożył mapę na stole i zaczął czegoś na niej szukać.

– Ej, Regisie, jutro będziemy mogli udać się do Le Troyeti?

Altina miała na myśli fortecę drugiej armii oraz pobliskich wojsk. Gdyby przekazali do niej rozkaz, zyskaliby w swoich szeregach dziesięciotysięczną jednostkę. Co więcej, twierdza ta leżała jedynie pół dnia marszu od okupowanego przez wroga Chaineboule.

Regis, trzymając w ręce filiżankę herbaty, pokiwał głową.

-Tak. Biorąc pod uwagę nasz cel, najlepiej byłoby uzyskać pomoc, jednak musimy jak najszybciej dotrzeć do marynarki.

Jerome pokiwał głową.

– Więc nie możesz się doczekać, żeby wypłynąć na morze.

– Jeżeli po prostu pojedziemy tam z rozkazem natychmiastowego wymarszu, trudno nam będzie wszystko skoordynować, nawet jeśli uzyskamy pomoc tych dziesięciu tysięcy żołnierzy, prawda?

– Ty decydujesz. Księżniczka i tak by nie dała rady tego ogarnąć.

Altina wydęła policzki.

– To prawda. Hmm… – Regis się zamyślił. – Najlepiej będzie, jeśli się rozdzielimy. Ja udam się do marynarki, żeby przygotować wszystko do bitwy.

– He?! A co ze mną?? – Altina wstała z krzesła.

– Ty udasz się do drugiej armii. Zostawiam księżniczkę w pańskich rękach, monsieur Jerome.

– Hmph. A więc tak pogrywasz. – Jerome pokiwał głową.

Służyłby jej nie tylko jako ochrona – z jego budową ciała byłoby łatwiej przekonać drugą armię do wykonywania rozkazów młodej Altiny. Chociaż i tak zostaliby do tego zmuszeni, ponieważ należała do rodziny cesarskiej i miała wysoką wojskową rangę oraz rozkaz od Latreille.

Księżniczka krzyknęła, otwierając szeroko oczy:

– Niebezpiecznie posyłać tam samego Regisa!

– Ścigamy się z czasem. Bitwa w stolicy już się prawdopodobnie rozpoczęła. O ile moim zdaniem umocnień generała Latreille nie będzie łatwo sforsować, o tyle z czasem musimy liczyć się z coraz większymi stratami w ludziach. Z kolei przy dużych stratach atak na zaopatrzenie przeciwnika traci sens.

– Mimo to…

– A co, jeśli wdadzą się w walkę z przeciwnikiem, zanim tam dotrę? Bez nich będzie trudno przeprowadzić tę misję. Co więcej, im dłużej przeciwnik dostarcza zaopatrzenie swojej armii, tym bardziej zwiększa się ryzyko upadku stolicy.

– Rozumiem, ale to na pewno dobry pomysł, żebyś udał się tam samemu?

– Jeżeli będę mieć ze sobą twój pisemny rozkaz, poradzę sobie.

– Nie o to mi chodzi! Wiesz, jak blisko przeciwnika jesteśmy? Nawet nasza flota zakotwiczyła blisko Chaineboule!

Jeśli ich informacje były dokładne, cesarska flota oczekiwała w rybackiej wiosce leżącej tuż przy Chaineboule. Co prawda ten port nie miał służyć marynarce wojennej, nie mieli jednak wyjścia, ponieważ musieli uzupełnić zapasy jedzenia i wody. Od wrogiej floty dzieliło ich pół dnia marszu wybrzeżem, jednak parowce mogły pokonać ten dystans w ciągu dwóch godzin.

– Hmph – prychnął Jerome, wskazując mapę. – To co, księżniczko, odrzucasz pomysł stratega?

Altina zwiesiła głowę.

– Ja wiem, że ma rację… Ale ty się o niego nie martwisz, Jerome?

– Każdy kiedyś umrze. Czy to będzie śmierć jak pies w dziczy, czy broniąc kraju… Ja żyję mieczem i od miecza umrę. Dla stratega pewnie nie byłoby najgorzej odejść, wykonując plan, który sam wcześniej opracował.

Altina po chwili namysłu powiedziała:

– To… możliwe. Tak się wydaje. Nawet ja mam swoje cele. Wolałabym umrzeć niż żyć bez celu – powiedziała z powagą. Dla szermierza te słowa miały wielkie znaczenie.

Regis miał problem z dobraniem słów.

– Cóż… Nie chcę umrzeć.

Przez jego słowa Altina i Jerome zamilkli.

Nie mógłbym wtedy czytać książek./i> – Regis powstrzymał się jednak od dokończenia zdania.

– Flota Wielkiej Brytanni jedynie transportuje zapasy. Nie zaatakują wioski rybackiej bez znaczenia strategicznego.

HnKA06 – NCP03
image-1664

– Skoro Regis uważa, że będzie dobrze…

Altina usiadła w końcu na krześle, wciąż jednak mając zatroskaną minę.

Jerome dalej przyglądał się mapie.

– Zdecydowałeś już o składzie oddziału?

– Potrzebuję jedynie setki rycerzy do eskorty oraz trochę zapasów. Będę tylko siedzieć w wozie…

Altina przekrzywiła głowę.

– Tamtym białym?

– Będzie lepiej, jeżeli pojedzie nim Clarissa, ponieważ i tak musi za tobą podążać.

– No tak.

Altina zerknęła na swoją pokojówkę. Ta jednak stała bez ruchu jak lalka.

Jerome wstał z krzesła.

– No dobrze. Jedynie setka, tak? Wybiorę takich, którzy nie przyniosą nam wstydu nawet na środku morza.

– Proszę wybrać spokojnych i rozsądnych rycerzy…

– Wszyscy moi podwładni są dżentelmenami, o ile zmusisz ich do słuchania!

– Wybierz przynajmniej takich, którzy nie wyciągną miecza bez rozkazu.

– Kukuku. – Na twarzy generała pojawił się złowieszczy uśmiech.

Altina wzruszyła ramionami.

– Zbyt się spieszysz. To nie koniec spotkania.

– Jest coś jeszcze?

– Nie… Regisie, naprawdę wszystko będzie dobrze?

– Nie chcę umierać, więc będę unikać niebezpieczeństw. Miej trochę wiary we mnie.

Altina wlepiła w niego spojrzenie, zagryzając wargi. Wyglądała przy tym jak dziecko oddzielone od rodziców. Chociaż miała skończone piętnaście lat, czyli w cesarstwie uważano ją już za dorosłą, czasem okazywała dziecinne zachowanie.

– Wrócę, żeby cię znaleźć, natychmiast po spotkaniu dowódcy Le Troyeti.

– Ach, powiedziałem, że się rozdzielimy, ale to potrwa pewnie jedynie jeden dzień.

– Uuu… Przynajmniej pojedź tam konno, żebyś w razie czego mógł łatwo uciec. Nauczyłam cię przecież.

– Za bardzo się martwisz.

O ile takie zamartwianie się okazywało jej brak zaufania do swojego stratega, pokazywało też, jak bardzo jej na nim zależy. Regisowi aż zrobiło się ciepło w piersi.

HnKA06 – NCP04
image-1665

– Nawet jeżeli tak twierdzisz, nie potrafisz walczyć mieczem ani dobrze jeździć konno. To niebezpieczne tak się rozdzielać w pobliżu wroga. Clarisso, ty się o niego nie martwisz?

– Tak, bardzo.

– Będzie dobrze, wróg nas nie zaatakuje – powiedział Regis z uśmiechem, po czym wyszedł z kwatery.

– Za każdym razem, kiedy Regis robi coś sam…

– Kończy z jakąś dziewczyną – dokończyła Clarissa.

No tak! – Altina zrobiła oburzoną minę.

Dziwne… Czuję takie ciepło w sercu, a po plecach przechodzą mnie zimne dreszcze… – pomyślał Regis.

================================================

Następnego dnia, 30 maja.

Po opuszczeniu swojego regimentu grupa Regisa odwiedziła rybacką wioskę Ugovi, w której wszędzie rozchodził się zapach wodorostów.

Więc to jest zapach morza. Tyle razy o tym czytałem, aż w końcu widzę je na własne oczy.

Błękit wody rozciągał się aż po horyzont, wiała też delikatna, wilgotna bryza.

Oddziałem stu rycerzy dowodził Abidal Evra, oficer polowy drugiego stopnia, jednak to Regis przewodził tej wyprawie, chociaż Abidal był starszy i miał wyższy stopień. Nikt się temu jednak nie sprzeciwiał, ponieważ zaakceptowali Regisa jako ich stratega.

Jerome wybrał rycerzy wyjątkowo uzdolnionych w jeździe konnej, dzięki czemu dotarli do celu dwie godziny wcześniej, niż zakładali, tuż przed południem.

Rybacka wioska liczyła trzydzieści do czterdziestu rodzin, jednak dało się dostrzec więcej słupów dymu, prawdopodobnie pochodzących od jedzenia przygotowywanego przez żołnierzy.

W półokrągłej zatoce zacumowano kilka statków rybackich, zaś około trzydziestu większych wojskowych okrętów zakotwiczyło dalej na morzu.

Regis westchnął z ulgą.

Wspaniale, zdążyłem na czas.

Wioskę otaczało ogrodzenie wysokości człowieka. Nie miało znaczenia wojskowego; jego celem była ochrona przed dzikimi zwierzętami.

Na szczęście podróżni wysłali wcześniej posłańca, by poinformować o swoim przyjeździe. Dzięki temu przy bramie czekali na nich już marynarze, którzy poprowadzili ich do największego domu otoczonego przez rycerzy, co pozwoliło zaoszczędzić trochę czasu.

Budynek przekształcony w tymczasową kwaterę najprawdopodobniej należał do starszego wioski. Wejścia oraz korytarza strzegli marynarze. Sam dom nie był zbyt duży, więc Regisowi mógł towarzyszyć jedynie Abidal Evra, podczas gdy reszta eskorty czekała na zewnątrz.

Marynarze zasalutowali, kładąc prawą dłoń na lewej piersi. Gest ten nie był jednak skierowany do Regisa, a idącego za nim Abidala, którego szerokie ramiona, broda oraz doskonałe wyposażenie sprawiały, że wyglądał na doskonałego rycerza. W porównaniu do niego Regis, bez pancerza ani nawet miecza u pasa, prezentował się marnie.

Ponieważ czekały ich kłopotliwe wyjaśnienia, Abidal odpowiedział na salut, a następnie wyszeptał do Regisa:

– Panie strategu, na takie okazje proszę zakładać zbroję oraz miecz.

– Cóż, nawet z nimi nie będę wyglądać na dowódcę.

– Więc może chociaż medale? Na pewno otrzymał je pan za zdobycie fortu Volks oraz ocalenie siódmej armii.

– Tych czynów dokonali księżniczka oraz żołnierze biorący udział w walkach. Jeżeli założyłbym przyznane za to medale, ludzie uznaliby, że pożarła mnie ambicja. To nie temat to żartów.

– Proszę przynajmniej wypiąć pierś.

– Ach, dobrze.

Regis spróbował poprawić swoją postawę.

Pokój dowódcy stanowił salon domu sołtysa. Tuż przed ustawioną w centrum sofą stało sześciu marynarzy, a pomiędzy nimi brodaty mężczyzna w wieku około pięćdziesięciu lat, który zasalutował bez najmniejszego wysiłku.

– Jestem admirałem zachodniej floty, wiceadmirał Christophe Denis de Bertram. Witam, młody strategu sił lądowych.

– Miło mi poznać, jestem Regis Auric, oficer administracyjny trzeciego stopnia Czwartej Cesarskiej Armii.

Abidal Evra, stojący za Regisem, ponaglał go, żeby coś jeszcze dodał. Prawdopodobnie chciał, by ten potwierdził swój tytuł szlachecki, przedstawiając się jako Regis d’Auric, jednak było już na to za późno, dlatego strateg udawał, że tego nie zauważył.

Wszyscy pozostali oficerowie byli młodzi. Jeden z nich, który roztaczał wokół siebie aurę dowódcy, zasalutował i się przedstawił.

W marynarce rozkazy wydawał admirał floty, które następnie wykonywali kapitanowie poszczególnych statków. Walka na wodzie znacznie więc różniła się od tej na lądzie, ponieważ zamiast polegać na sile poszczególnych żołnierzy, wynik starcia polegał w całości na zdolności admirała i podlegających mu kapitanów.

Regis usiadł na sofie, kiedy mu to zaoferowano. Admirał Bertram zajął miejsce obok niego, a Abidal Evra stanął za nim jako strażnik.

To mi przypomniało… Dlaczego nie pomylili mnie z Abidalem? – pomyślał Regis.

– Przepraszam, czy już się kiedyś spotkaliśmy?

– Ach, widziałem pana rozmawiającego z jej wysokością Aljeantiną podczas rocznicy założenia cesarstwa, kiedy miałem przerwę.

– Rozumiem. Najmocniej przepraszam, że wtedy się z panem nie przywitałem.

– Nie szkodzi. Jeżeli chodzi o walkę o tron, zachowuję neutralność. Nieważne, kto będzie rządzić, moja flota należy do Cesarstwa.

– Jej wysokość będzie za to wdzięczna.

Bertram pokiwał głową, jednak moment później zrobił ponurą minę.

– Chociaż złożyłem przysięgę, obecny kryzys… Statki Wielkiej Brytanni są po prostu za silne.

– Rozumiem…

Bertram był wiceadmirałem oraz diukiem, zbliżającym się do pięćdziesiątki. Rangą, statusem oraz wiekiem znacznie przewyższał Regisa, dlatego ten nie oczekiwał, że ukaże mu swoją słabość.

Admirał uśmiechnął się, mówiąc:

– Widać armia lądowa ma z nas niezły ubaw…

– Nic takiego nie ma miejsca.

– Zacznijmy od liczb po obu stronach.

– Dobrze.

– Parowiec Wielkiej Brytanni, klasa princess, ma czterdzieści siedem dział i płynie z prędkością piętnastu węzłów. Nasza klasa athena z osiemdziesięcioma działami może osiągnąć tę prędkość jedynie przy sprzyjającym wietrze i pod pełnymi żaglami.

– Mamy szczęście, że strzegą jedynie okrętów zaopatrzenia. Gdyby doszło do bitwy morskiej, nie mielibyśmy szans uciec.

– Też tak uważam. Wróg dysponuje działami Elswicka mającymi 45 Ar (3215 m) zasięgu.

– Więc to typ 41.

– Tak.

– Nasze okręty klasy athena mają ogromne armaty, jednak o zasięgu jedynie 38 ar (2715 m). Co więcej, przeciwnik może przeładowywać swoje działa o wiele szybciej.

– Zgodnie z oczekiwaniami doskonale się pan przygotował.

– To wszystko opisano z książkach.

Bertram pokiwał głową.

– Trzy parowce klasy princess są zakotwiczone w dokach. Mamy dziewięć athen… a w dodatku jutro powinien tu dotrzeć jeden okręt klasy posejdon, mający sto dwadzieścia dział.

– Wezwał go pan z południowego morza?

– Sprowadziłem go na północ na wypadek ataku Wielkiej Brytanni. To bardzo powolny statek.

– Posejdony mają szansę wygrać z silniejszymi princessami?

– To wydaje się trudne. Po pierwsze, wróg byłby poza zasięgiem naszych dział, podczas gdy my znajdowalibyśmy się w promieniu jego rażenia, więc mogliby nas łatwo odstrzelić. W dodatku posejdon, chociaż ma gruby pancerz, posiada też dwie słabości.

– Żagle oraz armaty?

– Tak. Dziury w żaglach utrudniają poruszanie się, nawet zwykłe manewrowanie. Armaty zaś są ulokowane blisko siebie. Jeżeli pocisk przeciwnika uderzy bezpośrednio w jedną z nich, w najgorszym przypadku nasza amunicja może się zapalić.

– Hmm. Gdybyśmy byli szybsi, moglibyśmy się chociaż wycofać, jeżeli przegralibyśmy samą siłą ognia.

– Klasa ouranos, wyposażona w osiemnaście dział, dałaby radę. Mamy ich dwadzieścia, jednak nie nadają się do tej walki. Wytrzymałyby tylko jedno albo dwa trafienia na bliskim dystansie. W przeciwieństwie do wytrzymałych athen, ouranosy łatwo podpalić. Wystarczy pojedynczy pocisk, żeby wyeliminować je z walki.

– Gdyby nie dały rady uciec…

Bertram zrobił ponurą minę.

– Spróbowaliśmy już zaatakować ich okręty zaopatrzenia.

– Mowa o bitwie pod Trouin?

– Odkryliśmy ich trasę zaopatrzenia, w dodatku sprzyjał nam wiatr, więc to powinna być łatwa wygrana… Jednak siła ataku przeciwnika była zbyt duża i straciliśmy cztery atheny.

– A rezultat starcia?

– Parę razy ich trafiliśmy, jednak nie udało nam się zatopić żadnej princessy. Przynajmniej tyle, że jeden statek zaopatrzeniowy zatonął, a inny nie może dłużej pływać. Ostatecznie cały nasz wysiłek skupił się na ucieczce, więc nie mam pewności co do ich stanu.

– Innymi słowy, ponieśliśmy całkowitą porażkę.

– Tak właśnie było. Zebraliśmy tutaj wszystkie okręty zdolne zaatakować zachodnie wybrzeże. Pozostałe muszą przejść naprawy.

– Nie możemy być cały czas na straconej pozycji…

Naprawa okrętu mogła zająć nawet cały rok i nie dało się przygotować dla niego zastępstwa.

– Wielka Brytannia prawdopodobnie posiada więcej princess oraz statków zaopatrzenia w rezerwie. Musimy użyć tego, czym tutaj dysponujemy.

– Rozumiem.

Bertram rzucił Regisowi ostre spojrzenie, po czym powiedział z powagą:

– Tak wygląda nasza sytuacja.

– Jestem wdzięczny za wyjaśnienie.

– To jasne jak słońce, że przegrywamy z nimi pod względem siły ognia. Dodatkowo nie możemy stracić więcej statków. Mimo to po prostu musimy coś zrobić. Tak pan uważa?

– Dokładnie.

Regis pokiwał głową, co wywołało małe zamieszanie pośród oficerów.

Bertram jeszcze bardziej skupił wzrok na strategu.

– Nawet jeżeli masz osiągnięcia na lądzie, na morzu walka wygląda zupełnie inaczej.

– Doskonale to rozumiem. Nie jestem co prawda tak pewny siebie, jednak jeżeli poniesiemy tutaj klęskę, Cesarstwo przegra wojnę.

Oficerowie, nieznający jeszcze sytuacji na lądzie, zrobili zaskoczone miny.

Regis szybko wszystko wyjaśnił:

– Wielka Brytannia pokonała drugą oraz siódmą armię. Obecnie pierwsza armia broni stolicy.

– Feldmarszałek Latreille uważa, że mamy szansę?

– Byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli wygrać. Jednak przeciwnik ma za dużą przewagę w sprzęcie.

– Że też doszło do takiej sytuacji…

– Jeżeli przeciwnicy otrzymają zapasy, dojdzie do sytuacji patowej, co wykorzystają sąsiednie kraje i nas najadą. Wtedy stolica zostanie otoczona przez dziesiątki tysięcy żołnierzy.

Oficerowie marynarki aż pobledli.

Bertram popadł w głęboką zadumę, a Regis wstał z sofy.

– Feldmarszałek Latreille nakazał panu poddanie się rozkazom dowódcy Czwartej Cesarskiej Armii, księżniczki Aljeantiny. Jako jej strateg też powinienem mieć tu jakiś autorytet… Ponieważ od tej bitwy zależy tak wiele, będzie mi trudno zdobyć pańskie zaufanie. Tak więc pozwolę sobie wyjść i dam wam czas na przedyskutowanie wszystkiego.

– A jeżeli pana nie zaakceptujemy?

– Prawdę mówiąc, nie powinniśmy nic zmieniać. Nie mam zamiaru wydawać rozkazów komuś starszemu stopniem. Przedstawię jedynie moją strategię, którą będzie mógł pan zaakceptować. Chociaż byłoby kłopotliwe, jeżeli odrzuciłby pan moją propozycję.

– Hee. Chociaż mówi pan, że nie ma pewności siebie, najwyraźniej nie wątpi pan w powodzenie swojego planu.

– Nie… nie mam absolutnej pewności. Po prostu przeczytałem o podobnej sytuacji w książce.

Bertram i jego oficerowie zrobili zaskoczone miny.

Regis, kierując się ku wyjściu, rzucił:

– Chciałbym przyjrzeć się wybrzeżu Chaineboule. Wrócę przed kolacją.

– Co? Nie potrzebuje pan okrętu?

– Nie ma takiej potrzeby, tym bardziej że nie otrzymałem jeszcze pańskiej zgody na działanie, tak więc nie będę używać statków marynarki. Chcę jedynie przyjrzeć się przeciwnikowi, więc jakiś mały statek mi wystarczy. Pożyczę jedynie łódź rybacką z wioski.

– Jest pan dziwną osobą.

– Często mi to mówią.

Regis, wychodząc, wymusił uśmiech.

================================================

Po minięciu ustawionych w prawie równą linię domów Regis dotarł do doków. Morska bryza oraz szum fal czyniły to miejsce relaksującym, tak więc strateg pozwolił większości rycerzy zrobić sobie przerwę i towarzyszyli mu tylko Abidal Evra oraz pięciu zbrojnych. Miejsce to pełniło rolę doku, ale tak naprawdę było zwykłą plażą z wyciągniętymi na piasek łodziami przywiązanymi grubymi linami do drewnianych pali. Nikogo tam nie zastali, ponieważ rybacy wypływali na połów jedynie o poranku.

Abidal Evra przechylił głowę, pytając:

– Dlaczego wyciągnęli łodzie na brzeg?

– Pewnie przywiązali je tak, żeby nie odpłynęły same z rana.

– Czemu?

– To ma związek z czymś, co nazywa się pływami. Siła grawitacyjna Słońca i Księżyca wpływa na wysokość wody.

– Siła grawitacyjna?

– Tak. Opisał to profesor Pierre-Simmon w Mechanice Gwiazd, chodzi o ruchy i wpływ ciał niebieskich.

Abidal Evra, który nie zrozumiał nic z wyjaśnień Regisa, rozejrzał się dookoła, po chwili wskazując pewne miejsce.

– Panie strategu, tam jest ktoś na łodzi!

– He?

Regis przerwał dalsze wyjaśnienia pływów i ruszył w kierunku miejsca wskazanego przez rycerza.

Na jednej z łodzi stał zwijający rybacką sieć chudy, jednak dobrze umięśniony chłopak o brązowych włosach, na oko mający siedemnaście albo osiemnaście lat. W Belgarii pełnoletność osiągało się w wieku piętnastu lat, tak więc na pewno był zawodowym rybakiem.

Regis uniósł jedną rękę.

– Dzień dobry! Możemy zająć panu chwilę?

– He?!

Rybak wyraźnie się przestraszył. Regis, drapiąc się po głowie wyciągniętą wcześniej w górę ręką, powiedział:

– Chyba cię zaskoczyłem.

– J-Jesteś żołnierzem?

– To twoja łódź?

– Mam w niej udział… Coś nie tak?

Najwyraźniej był współwłaścicielem łodzi, co zdarzało się często, ponieważ połowy wymagały więcej niż jednej osoby, a w dodatku po zakupie statku należało opłacać jego utrzymanie. Dlatego też łodzie często dzielili członkowie rodzin.

Regis, widząc reakcję chłopaka, pomyślał:

Najwyraźniej armia nie jest tu mile widziana. Sądząc po jego zachowaniu, tutejsi boją się żołnierzy. Cóż, trudno oczekiwać, żeby mieszkańcy wsi nagle zaczęli się dogadywać z rycerzami zostającymi tam tylko tymczasowo. – Regis westchnął.

Żołnierze zawsze używają wymówek „bronimy was” czy „to stan wyjątkowy” do rozkazywania innym. Największy dom w wiosce najprawdopodobniej został przekształcony w kwaterę przy użyciu siły. Dlatego w oczach mieszkańców armia nie różniła się niczym od bandytów i była niechcianym gościem.

– Chciałem przyjrzeć się wybrzeżu Chaineboule. Możesz mnie przedstawić komuś, kto zna dobrze te tereny, żeby nas oprowadził?

Regis chciał najpierw wypożyczyć łódź od tego młodzieńca, jednak widząc jego nastawienie, uznał, że nie ma na to wielkich nadziei.

Chłopak dzięki zdolnościom negocjacyjnym Regisa nie odmówił… Albo raczej nie zrobił tego, ponieważ strategowi towarzyszyli Abidal Evra i kilku rycerzy z eskorty.

– W-W takim razie najlepiej będzie zapytać sołtysa… Zna te wody lepiej niż ja.

– Gdzie mogę go znaleźć?

– W domu, w którym żołnierze zrobili kwaterę.

– Rozumiem…

Sołtys najprawdopodobniej przebywał w innym pokoju niż admirał.

Kiedy Regis miał już zawrócić… usłyszał głośny dźwięk kroków. W jego stronę biegła po kamiennym wale przeciwpowodziowym ubrana w sukienkę czarnowłosa dziewczyna.

– Ej! Co wy wyprawiacie z moją łodzią?! – krzyknęła gniewnie.

Wyglądała na piętnaście lat, jak Altina, a czarne włosy oraz oczy połączone z jej ubiorem podkreślały wrażenie silnej osobowości.

Zeskoczyła z wału, pobiegła w ich stronę i zatrzymała się tuż przed Regisem, wzniecając za sobą chmurę piasku.

HnKA06 – NCP05
image-1666

– To moja łódź, jasne?!

– Ach, więc to wasz wspólny statek. W porządku, jedynie rozmawialiśmy.

– Ufff – dziewczyna westchnęła z ulgą. – Ale się wystraszyłam. Sądziłam, że chcecie ją zabrać.

– Haha… Nie zabralibyśmy łodzi rybackiej bez względu na to, jak kiepska jest sytuacja Cesarstwa.

– Hmph! Przepraszam, że mam taką paskudną łódkę! Łodzi nie wolno oceniać po wyglądzie!

Dziewczyna zmrużyła oczy i zacisnęła mocno wargi, wyglądała na wyraźnie rozdrażnioną.

Regis nagle poczuł się wyczerpany.

– Nie, nie o to chodzi. Łodzie rybackie są źródłem utrzymania dla rybaków, prawda? Nie odebrałbym im chleba od ust.

– A innym rodzinom to nie odebrano łodzi?!

– To pożyczka… Chyba. Nie znam szczegółów.

Chłopak na łodzi nie mógł już dłużej tego znieść.

– Narissa, trzymaj się z dala od żołnierzy. Jedynie rozmawiamy, więc lepiej sobie idź.

– Fippo, chyba żartujesz! Przybiegłam tu, bo nie mogę ci tego zostawić. Więc? O czym rozmawialiście?

– Nie twoja sprawa.

Chociaż chłopak powiedział to szorstkim tonem, barwa jego głosu wskazywała, że został przez nią zdominowany.

Regis wyjaśnił:

– Chcę się przyjrzeć wybrzeżu i szukam kogoś, kto by mi go pokazał.

– Więc potrzebujesz łodzi?

– Tak. Chciałem poznać sytuację na okupowanym nabrzeżu, możliwie jak najdokładniej. Dlatego potrzebuję doświadczonego…

– Idź do sołtysa – wtrącił Fippo.

Narissa pokręciła głową.

– Nic z tego. Niedawno powiedział, że bolą go biodra i nie może na razie pływać. Wystarczy ci ktoś znający się na pływaniu łodzią?

– Tak… Cóż, Wielka Brytannia raczej nie zmobilizuje wojska przez łódź rybacką. Czas nas nagli, więc wystarczy nam ktoś potrafiący nią pływać. Byłoby jednak miło, gdyby posiadał szybki statek.

– Znam kogoś odpowiedniego.

Fippo, słysząc słowa Narissy, wstał z łodzi.

– Narissa, przestań! Powiedziałem ci przecież, żebyś trzymała się z dala od żołnierzy.

– Fippo, siedź cicho!

– Khh… Dobra, mam to gdzieś.

– Czyli najszybsza łódź należy do ciebie? – spytał Regis.

– Tak! Mamy najszybszą łódź w wiosce! Nawet statki Zellowa nie mogą się z nią równać!

– Czyje?

– To mężczyzna mieszkający w tamtym wielkim domu. Ciągle kupuje nowe statki tylko dlatego, że jest bogaty. Problem w tym, że nie najlepszy z niego marynarz, więc i łodzie ma powolne.

– R-Rozumiem…

Najwyraźniej ta wioska miała swoje małe konflikty.

Narissa, wypinając pierś, powiedziała z dumą:

– Może i Fippo nie jest najlepszy w odczytywaniu wiatru, ale zna się dobrze na sieciach i żegludze, a jeśli to ja steruję łodzią, nie przegramy z nikim, bez względu na panujący wiatr!

– Hmm, znasz dobrze tutejsze wody?

– Oczywiście! Lepiej niż same ryby! – odpowiadając, ponownie wypięła klatkę piersiową.

Chociaż ukryte pod sukienką, jej piersi wyraźnie podskakiwały przy tych ruchach.

Po wyglądzie sądziłem, że jest w wieku Altiny, jednak widać w pewnych miejscach dojrzała bardziej niż ona.

– Skończy się na darmowej robocie, Narissa.

– He?! A, tak! Przecież to żołnierze! Zapomnijcie o wszystkim, co powiedziałam!

Nie istniało prawo nakazujące płacić cywilom za pomoc dla armii. Nawet jeżeli taki koszt był niewielki, większość żołnierzy po prostu nie płaciła.

– Zapłacimy wam. Nie tylko za pożyczenie łodzi, ale także za wasz czas. Jeżeli zdecydujecie się pomóc, dostaniecie osiem sol za dzień.

– Osiem srebrnych monet?!

Narissie oczy wyszły z orbit, a Fippo był tak zaskoczony, że nie mógł zamknąć ust.

Osiem sol stanowiło tygodniową pensję żołnierza, czyli o wiele więcej, niż mogli zarobić na połowie ryb. Regis potrzebował ich wiedzy, aby przyszykować się do starcia z Wielką Brytannią, tak więc wydanie takich pieniędzy było uzasadnione.

– Zrobię to! Zrobię! Nawet gdybym miała płynąć sama!

– Też się zgadzam, jeżeli dostanę zapłatę za pracę.

– To wielka pomoc. Nazywam się Regis Auric, miło mi was poznać.

– Możesz nazywać mnie Narissa. Miło mi cię poznać, Gis!

– Gis? – Regis przechylił głowę.

Fippo wzruszył ramionami.

– Narissa zawsze tak skraca imiona. Nazywam się Philips Ran Aquanord.

– Jesteście małżeństwem?

– Buhaha! Nie. Mam dopiero czternaście lat. Przyjaźnimy się z Fippo od dziecka. Nasze rodziny są tak blisko, że nawet łowimy razem. Tylko to nas łączy.

„Tylko to nas łączy” – po usłyszeniu tych słów Fippo westchnął.

Cóż, w życiu zawsze znajdzie się jakaś przeszkoda.

– Więc jesteście przyjaciółmi z dzieciństwa.

– Chciałam mieć moją własną łódkę, ale tata się uparł. Cały czas powtarza, że poradzę sobie, jeśli będzie ze mną Fippo.

– Bo jesteś dziewczyną. Normalnie powinnaś zajmować się domem.

– Ale jestem dobrym sternikiem!

– Ugh… Szybko się tego nauczę!

Fippo odwrócił się, żeby zebrać sieci. Pod słońce było lepiej widać jego mięśnie. Mimo drobnej budowy nie ustępował żadnemu z rycerzy, co dowodziło, że nie lenił się przy robocie.

Chłopak powiedział, zawiązując sieć:

– Narissa, nie stój tak. Lepiej popłynąć do Chaineboule z jak najmniejszym balastem, więc musimy wyładować sprzęt z łodzi.

– Wiem przecież! Gis, niedługo będziemy gotowi. Kiedy chcesz wypłynąć?

– Najszybciej, jak to możliwe.

Narissa zamrugała oczami parę razy.

– Oui! Wsiadajcie na pokład. Ach, im mniej osób, tym będziemy szybsi.

– Popłynę sam.

Abidal Evra, stojący do tej pory w milczeniu, zaprotestował:

– Nie można tak! Proszę chociaż pozwolić mi panu towarzyszyć!

– Niech będzie.

Narissa i Fippo wyładowali sieci, piecyk oraz sprzęt do łowienia.

Abidala Evrę zaskoczyło, że po prostu wyrzucają to wszystko na brzeg.

– Nie boicie się, że ktoś je ukradnie?

– Bu-ha-ha! Jaki kretyn by to zrobił? Gdyby ktoś ukradł nasz sprzęt i użył go do połowu, sprowadziłby na siebie gniew Boga Morza, a jego statek poszedłby na dno.

Abidal Evra i Regis spojrzeli na siebie, nie rozumiejąc, o co chodzi. Przygraniczny Regiment wyznawał północną wiarę, więc pewnie mówiła o jakimś lokalnym bogu. Chociaż Belgaria miała jedną główną religię i zakazała czczenia bożków, wiele regionów posiadało swoje własne zwyczaje.

Narissa odwiązała linę, a Fippo zaczął spychać łódź do wody, w czym pomogli mu Abidal Evra oraz jego rycerze. Regis także na początku chciał pomóc, ale uznał, że sprawiłby im tylko problemy.

Kiedy statek znalazł się już na wodzie, Narissa krzyknęła:

– Wsiadajcie na pokład!

– Co? Chwila!

Wskoczenie z piaszczystej plaży na łódź było trudniejsze niż jazda konna. Narissa wyciągnęła rękę do Regisa.

– Gis, bo zostaniesz na brzegu!

– Aaa!

Strategowi udało się w końcu chwycić jej rękę, a Abidal Evra pomógł wciągnąć go na pokład. Pozostali rycerze dodatkowo popchnęli go od tyłu, więc można powiedzieć, że został wrzucony na łódź.

Wkrótce znaleźli się na morzu.

Regisa poruszyła sceneria.

– Unosimy się… I te fale… Niesamowite!

– Hmm? To twój pierwszy raz na morzu?

– Tak, chociaż wiele razy o tym czytałem.

– Nie możesz polegać jedynie na czytaniu. Wiele rzeczy na tym świecie nie zrozumiesz, dopóki samemu ich nie doświadczysz.

– Haha, masz rację.

Regis i Abidal Evra siedzieli w miejscu, w którym wcześniej leżały sieci na ryby.

Chociaż łódź była mała, dzięki prostemu projektowi wydawała się większa niż w rzeczywistości. Maszt stał na jej przodzie, a zawieszone na nim żagle tańczyły w rytm wiatru. Podobnie jak sukienka Narissy, którą dziewczyna musiała ciągle przytrzymywać.

– Uuugh. Zapomniałam się przebrać. Nie przypuszczałam, że postawimy żagle po południu… To takie krępujące…

– Skup się na sterze. Nikt nie będzie patrzeć ci pod sukienkę.

– Zaraz cię strzelę, Fippo!

Regis podświadomie się odwrócił. Nie powinien patrzeć na jej sukienkę w takiej chwili, tym bardziej że dziewczyna była od niego młodsza, ale skupić się na swoim zadaniu.

– Czy w pobliżu Chaineboule występują jakieś płycizny?

– Jeśli chodzi o miejsca, w których sieci dotykają dna, to kilka.

– Chciałbym je zobaczyć. Możecie mi je pokazać?

Regis wyciągnął z torby mapę tych wód. Była stara, ale teren w tym regionie nie powinien się przecież zmienić.

Wybrzeże Chaineboule leżało w głębi zatoki.

– Chcę wiedzieć więcej o wodach w tym miejscu.

Narissa i Fippo do niego podeszli.

– To wybrzeże?

– Tak. Tu jest Chaineboule, a tu Ugovi. – Regis wskazał miejsca na mapie.

Narissa pokiwała głową.

Chociaż powiedziała wcześniej, że zna te tereny lepiej niż ryby, najwyraźniej wiedziała jednak więcej o rybach.

Musieli przeprowadzić dokładne pomiary głębokości i siły prądów w zatoce, żeby znaleźć dogodne miejsce na bitwę.

================================================

Kiedy skończyli badać nabrzeże Chaineboule, słońce zachodziło już za horyzontem, barwiąc piasek dookoła na czerwono.

Po upewnieniu się, że łódź jest dobrze przymocowana, Narissa zaczęła się skarżyć.

– Haaaa… Ale jestem głodna. Ręce mnie bolą… Czuję każdy jeden mięsień…

– Nie marudź, sama przyjęłaś tę pracę.

– Nie jesteś zmęczony, Fippo? Zostawię resztę tobie, idę coś zjeść.

– Przestań sobie żartować!

– Przecież sołtys urządza dziś ucztę. Jeśli się nie pospieszymy, nic dla nas nie zostanie.

– Więc pracuj szybciej.

Wymieniając zdania, załadowali swój sprzęt z powrotem na łódkę.

Jaka bliska para przyjaciół z dzieciństwa.

Regis wciąż odczuwał chorobę morską i nie wyglądał najlepiej, ale sytuacja byłaby o wiele gorsza, gdyby zjadł porządne śniadanie.

Abidal Evra wysłuchiwał raportów rycerzy, którzy zostali na brzegu.

Narissa podeszła do Regisa.

– Ej, Gis…

– Tak, zgadza się.

Regis pokiwał głową, wyciągając osiem sol z torby, po czym podał je dziewczynie.

W zwykłych okolicznościach musiałby je odliczyć od budżetu, ale byli w środku wojny, a poza tym doskonale znał finanse Czwartej Cesarskiej Armii.

Po przeliczeniu pieniędzy Narissa schowała je do torby.

– Hehe, dziękuję.

– To ja powinienem dziękować, bardzo nam pomogliście.

– Chcesz pójść z nami na ucztę? Masz jeszcze jakieś pytania? Mógłbyś wypytać tam ludzi, jeśli wciąż potrzebujesz jakichś informacji.

– Mogę znać powód tej uczty?

– Sołtys raz w miesiącu przynosi alkohole i jedzenie, nazywa to jakimś rodzajem zwrotu wdzięczności.

– Ach, zwrot ubezpieczenia. Co za odpowiedzialny sołtys.

– Właśnie! Dlatego Gis może się przyłączyć.

Zbierają pieniądze na wypadek, gdyby ktoś z wioski zachorował albo miał wypadek, a jeżeli zebrali więcej, niż zakładano, mogli je wszystkim zwrócić albo wykorzystać na inne potrzeby. W tej wiosce używało się tych funduszy do wystawienia uczty.

Jednak Regis nie chciał brać w niej udziału, ponieważ nie wpłacił składki.

Wystarczy, że popytam – uznał, ruszając za Narissą.

Zaraz za nimi podążył Abidal Evra.

Budynek, w którym odbywało się przyjęcie, był mniejszy od domu sołtysa. Wybrano go pewnie dlatego, ponieważ leżał na uboczu.

Na uczcie… powinno być sporo jedzenia i alkoholu, jednak żadnego z nich nie dało się tam dostrzec. Zebrani mieszkańcy wioski siedzieli jedynie naprzeciwko siebie na podłodze, mając srogie miny.

Dom mógł pomieścić czterdzieści osób, jednak wewnątrz nie było stołów ani krzeseł.

Narissa otworzyła szeroko oczy.

– Eee?! Gdzie jest jedzenie?!

– Ach, przepraszam, dziś jest… – odpowiedział łagodnie mężczyzna w średnim wieku, jednak jego mina szybko się zmieniła, kiedy dostrzegł Regisa. – Żołnierz?!

Mieszkańcy wioski nagle się podnieśli, niektórzy sięgnęli po włócznie, inni po narzędzia.

Regis przechylił głowę na bok, nie rozumiejąc, o co chodzi, jednak Abidal Evra w mig pojął sytuację. Wyciągnął miecz i stanął przed Regisem.

– Panie strategu, proszę szybko uciekać i dołączyć do reszty żołnierzy.

Pozostali rycerze z eskorty także sięgnęli po miecze.

W tym momencie reszta mieszkańców także chwyciła włócznie i topory, przyjmując pozycję do walki.

Regis wciąż stał w miejscu zmieszany.

– Ach, proszę poczekać.

– Czy pan strateg nie wyczuwa niebezpieczeństwa, widząc to wszystko?

– Właśnie dlatego. Czy obie strony mogą się uspokoić i spróbować dogadać? Spokojnie i racjonalnie?

Regis popchnął w dół miecz Abidala Evry i ruszył w stronę mieszkańców, od których dobiegała silna żądza krwi.

Było tam około trzydziestu mężczyzn w różnym wieku.

Narissa na widok tej sceny zbladła, jakby ujrzała śmierć przed oczami, a Fippo stanął przed nią, żeby jej bronić.

Regis usiadł na podłodze.

– Jak widzicie, nie mam żadnej broni.

Chociaż szlachta siadała jedynie na krzesłach, Regis jako niżej urodzony do tego nie przywykł.

– Nazywam się Regis Auric, jestem oficerem administracyjnym trzeciego stopnia Czwartej Cesarskiej Armii.

– Jestem sołtysem tej wioski, Jean Leo.

Mężczyzna, który mu odpowiedział, był młodszy, niż sądził Regis. Strateg podejrzewał, że taką pozycję zajmuje ktoś starszy, w czym dodatkowo utwierdziła go informacja o dokuczającym sołtysowi biodrze. Mężczyzna miał ciemnoczerwoną skórę i bystre spojrzenie, był także doskonale umięśniony.

Regis powiedział spokojnie:

– O ile jestem żołnierzem, patrzę na sprawy w inny sposób niż marynarze. Najwyraźniej zaistniał tu pewien konflikt. Możecie mi wyjaśnić, o co chodzi?

Wieśniacy spojrzeli na siebie.

Kiedyś Regis wystraszyłby się, widząc tych agresywnych mężczyzn, i to do tego stopnia, że nie byłby w stanie wydusić z siebie ani słowa, jednak zdążył już przywyknąć do takich sytuacji. Gdyby dał im czas na odpowiedź, później sprawy mogłyby przybrać nieoczekiwany obrót, dlatego bezzwłocznie kontynuował. Mógł co prawda zgadnąć, co stało za tą sytuacją, jednak musiał wyrazić powód ich niezadowolenia bardzo jasno.

– To mi przypomniało, że marynarka jest tu już od miesiąca i musiała sprawić wam wiele kłopotów. Otrzymaliście już rekompensaty?

– Rekompensaty?

Widząc, że sołtys chwycił przynętę, Regis pokiwał głową.

– Zwrot kosztów za wypożyczenie sprzętu, dostarczenie żywności, a także wykonaną pracę. Za to wszystko powinna zostać wypłacona odpowiednia rekompensata.

– Nie dostaliśmy nic.

– W takim razie porozmawiam z nimi w waszym imieniu. Nie musicie się martwić, otrzymacie odpowiednią zapłatę.

– Ugh…

Mieszkańcy zaczęli szeptać między sobą, a ich bojowy nastrój osłabł.

W końcu sołtys usiadł, mówiąc:

– Panie żołnierzu, naprawdę nam zapłacą?

– Oczywiście.

Atmosfera w końcu się uspokoiła, a Regis westchnął z ulgą.

Gdyby nie chodziło o pieniądze, ale dla przykładu o złe traktowanie wieśniaków przez marynarzy, nie przyjęliby rekompensat. Na szczęście sprawy nie przybrały takiego obrotu.

– Zachodnie tereny znajdują się pod jurysdykcją Czwartej Cesarskiej Armii, którą dowodzi generał broni Marie Quatre Aljeantina de Belgaria. Słyszeliście o niej?

– Tak. Znam to imię.

– Feldmarszałek Latreille powierzył jej tę rolę w uznaniu jej zasług. Jej wysokość to bardzo mądra i uczciwa osoba i na pewno wszystko przemyśli, jeżeli jasno przedstawię jej sprawę.

Regis wmieszał w tę wypowiedź małe kłamstwo.

Oczywiście naprawienie całej tej sytuacji spadnie na jego barki.

Znowu zwiększy mi się nakład pracy – pomyślał.

================================================

Następnego popołudnia Regis jeszcze raz wypłynął z Narissą, w końcu kończąc swoje przygotowania. Kiedy już wracali, zauważył, że wioska praktycznie została otoczona przez armię mającą za swój znak zieloną flagę z tarczą w środku.

– Jej wysokość już dotarła.

– Zgadza się! – potwierdził radośnie Abidal Evra.

Zgodnie z oczekiwaniami widok towarzyszy w nieznanym miejscu ich uspokoił.

Po dotarciu do brzegu Fippo chwycił linę cumowniczą, wyskoczył z łodzi i przywiązał ją do pala.

Regis wziął swój sprzęt pomiarowy i próbował sam zejść ze statku, jednak wciąż dokuczała mu choroba morska.

– A nie mówiłam? – rzuciła Narissa, pomagając mu zejść z pokładu. – Gis, nic ci nie jest?

– Dziękuję.

Dłoń dziewczyny była cienka i miękka w dotyku, jednak jednocześnie wyjątkowo silna.

Kiedy Regis znalazł się już na lądzie, nawet nie patrzyła, czy piasek dostał się jej do butów, ale cały czas wspierała stratega, chcąc pokazać, jak może na niej polegać. Gdy miał już sięgać po swój sprzęt, który rzucił na piasek chwilę wcześniej, okazało się, że już był w rękach Narissy.

– Potrzymam ci to. Wciąż dręczy cię choroba morska?

– Haha… Jest lepiej niż wczoraj. Naprawdę bardzo mi pomagasz.

– Co teraz planujesz?

– Jej wysokość już dotarła do wioski i teraz pewnie dyskutuje z admirałem. Najprawdopodobniej niedługo rozpoczniemy bitwę.

– To… – zaczęła Narissa słabym głosem, co było nietypowe dla tej tryskającej energią dziewczyny.

– O co chodzi?

– Przepraszam za wczoraj. Wszyscy byli tak strasznie…

– To ja powinienem przeprosić. Państwo zostało najechane i wciąż zbiera podatki, jak więc możemy zrzucać taki dodatkowy ciężar na obywateli? Powinniśmy wyciągnąć wnioski z tego błędu.

– To było wspaniałe, jak udobruchałeś wszystkich swoimi słowami.

– To nic niezwykłego.

– Dziś rano przyszedł ktoś z marynarki, chyba chciał przedyskutować rekompensaty. Wcześniej wszyscy byli mocno poddenerwowani, ale teraz znowu są sobą.

– Zacznijmy od tego, że admirał miał zamiar sam zapłacić. Po prostu był tak zajęty, że wyleciało mu to z głowy.

– Mimo wszystko to twoja zasługa!

Narissa podeszła do Regisa, który z kolei zrobił krok w tył.

– Nic z tych rzeczy.

Tak naprawdę marynarka nie miała zamiaru zapłacić. To Regis przekonał zeszłej nocy wiceadmirała Bertrama do zmiany planów.

– Pewnie już to wiesz, ale jej wysokość Marie Quatre Aljeantina de Belgaria jest filantropką dbającą o dobro obywateli. Po prostu nienawidzi obecnego stanu państwa i szlachty wyzyskującej ludzi. Jeżeli teraz, kiedy zachodni region znajduje się pod jej dowództwem, usłyszy, że nie zwróciliście mieszkańcom wszystkich kosztów, pańska pozycja jako admirała nie zostanie podkopana. Okazanie hojności tym ludziom może być jednak pańską szansą na lepszą przyszłość. Co więcej, to zadośćuczynienie stanowi niewielką cenę za wkupienie się w łaski rodziny cesarskiej. Jeżeli zapłaci pan mieszkańcom, żeby rozwiązać ten problem, może pan nawet dostać zwrot części kosztów.

Bertram był staroświeckim marynarzem, nie oznaczało to jednak, że również upartym głupcem. Podziękował Regisowi za wzięcie pod uwagę jego pozycji, po czym wysłał kogoś, żeby zapłacił wieśniakom.

Dla Regisa z kolei ważniejsze od zyskania wdzięczności mieszkańców było zdobycie zaufania admirała.

Jednak Narissa oczywiście nic o tym nie wiedziała, więc wciąż próbowała mu się jakoś odwdzięczyć.

– Prawdę mówiąc, na początku miałam cię za słabego i kogoś, na kim nie można polegać… Ale udowodniłeś, że jesteś godzien zaufania!

– Ha-haha…

Fippo, który właśnie skończył załadunek sprzętu, powiedział:

– Narissa, przestań go podrywać.

– He?! Co? Nic takiego nie robię! Czyżbyś był zazdrosny?

– P-Przestań sobie żartować.

W tym momencie Abidal Evra wskazał jakiś punkt.

– Czy to nie jej wysokość?

Regis spojrzał w tamtą stronę. Na plaży stała grupa rycerzy, a wśród nich czerwonowłosa dziewczyna.

– Regis!

– Ach! Alt…

Prawie użyłem jej przezwiska. W pobliżu są wieśniacy i rycerze, więc lepiej wykorzystać formalny ton.

Rycerze biegli za księżniczką, krzycząc:

– Wasza wysokość, proszę na nas poczekać!

Chociaż Altina miała na sobie lekkie wyposażenie, w całej czwartej armii jedynie Jerome byłby w stanie ją dogonić.

Kiedy strateg wciąż się nad tym zastanawiał, księżniczka już do niego dobiegła.

– Regis!

– Wasza wysokość, wspaniale widzieć, że jesteś pełna energii – powiedział Regis, składając pokłon.

Narissa chwyciła go za rękę, przy czym poczuł, jak coś bardzo miękkiego obejmuje mu ramię.

– Gis, kto to jest?

– T-To dowódca Czwartej Cesarskiej Armii, generał broni, księżniczka Marie Quatre Aljeantina de Belgaria. Jest najwyższa rangą w zachodnim regionie.

– Nie o to chodzi. Kim dla ciebie jest?

– Dla mnie? Pracodawcą?

– Ach, naprawdę?! Więc ta szlachcianka nie jest twoją dziewczyną! To tylko osoba, dla której pracujesz!

Regisa przeraziły słowa Narissy, aż ciarki przeszły mu po plecach.

Chwilę później Altina powiedziała ozięble:

– Regisie?

Wygląda na zdenerwowaną. Nigdy wcześniej… Nie, chwila, zareagowała tak samo po tym, jak Eleanor mnie pocałowała.

Regis zaczął się pocić.

– W-Wasza wysokość? Coś nie tak? To Narissa, pomagała mi przyjrzeć się tym terenom.

– Właśnie! Zawsze rozmawiasz ze mną tylko o pracy!

– He? Właśnie na tym polega moja praca…

– Clarissa miała rację!

– C-Co masz na myśli?

– Nic takiego! Jesteś tylko moim strategiem! Nie jesteśmy k-kochankami! Ni-Nic mi do tego, co robisz z innymi dziewczynami! Dlatego… Jeśli chcesz, ona może zostać twoją dziewczyną… Ugggh! Głupek!

– Nic z tych rzeczy! Ona nie jest moją dziewczyną! Nawet gdyby morze wyparowało, co też nie jest możliwe!

– He? – wydała z siebie zaskoczona Narissa. Chciała pobiec za Regisem, ale zatrzymał ją Fippo, mówiąc poważnym tonem:

– Powinnaś przestać. Mogą cię oskarżyć o Lese Majesty za takie zwracanie się do członka rodziny cesarskiej!

– Co to w ogóle znaczy?!

– Rety… Naprawdę jesteś nierozgarnięta, jeśli chodzi o sprawy niezwiązane z morzem. Tym razem ci się upiekło, bo księżniczka jest łaskawa, ale normalnie za takie zwracanie się do niej podaliby cię pod gilotynę.

– Iii!

– Żyjemy w innych światach. My jesteśmy wieśniakami, a ona księżniczką…

Narissa spojrzała na plecy Regisa, czując się odrzucona.

Regis obejrzał się w jej stronę, martwiąc się trochę o nią. Chociaż cieszyło go, że tak się do niego zbliżyła, miał teraz wkroczyć na pole bitwy.

Lepiej się zbytnio nie angażować. Ja jestem żołnierzem podczas wojny, a ona zwykłym cywilem – pomyślał Regis, nie zwalniając pogoni za Altiną.

================================================

Wieczór.

Dom sołtysa obecnie nosił miano Kwatery Czwartej Cesarskiej armii.

Altina siedziała na sofie. Po jej lewej stronie zajął miejsce Bertram, jego asystent oraz kapitanowie okrętów, po prawej zaś Jerome, wyglądający na wyraźnie zniecierpliwionego, oraz kapitanowie innych jednostek. Regis jako strateg księżniczki stał u jej boku.

Ponieważ już nie tylko marynarka zajmowała ten dom, ale teraz także rycerze, w niezbyt szerokim pomieszczeniu zrobiło się dość ciasno.

Kiedy wszyscy się zebrali i wymienili powitania…

– Pora rozpocząć naradę wojenną.

Regis wziął głęboki oddech.

Latreille nadał Altinie autorytet, dlatego marynarka musiała się jej słuchać, jednak pozwolenie na wcielenie w życie planu Regisa nie leżało w kwestii samego admirała – musieli uzyskać zgody kapitanów okrętów z jego floty. Wszystko przez osobowość księżniczki, nie chcącej wymuszać na innych poddania się jej woli.

Regis otworzył mapę.

– Najpierw muszę o coś spytać. Kiedy dopłynie tu Posejdon?

Przyjęli, że powolny okręt klasy Posejdon, wyposażony w sto dwadzieścia dział, dotrze tam tego dnia.

Bertram zrobił gorzką minę.

– Cóż, statki nie mogą płynąć bez wiatru. Po wymianie wiadomości z nimi możemy przyjąć, że zawita tu dziś w okolicach zmierzchu.

– Rozumiem. W takim razie rozpoczniemy operację jutro rano. Pierwsza bitwa odbędzie się…

Regis rozpoczął wyjaśnianie swojego planu.

Oficerowie, którzy na początku potakiwali, przysłuchując się strategii, z czasem pobledli.

Bertram zaczął się wahać.

– Cz-Czy są inne opcje?

– To najlepszy plan, jaki dałem radę opracować. Być może udałoby mi się wymyślić coś lepszego, jednak nie mamy na to czasu. Jeżeli zatopimy wrogie okręty zbyt późno, przeciwnik otrzyma duże zapasy zaopatrzenia, a nasza stolica upadnie, powodując straty, z których nie otrząśniemy się nawet przez sto lat.

– Ughh…

Bertrama to lekko zaskoczyło.

Nawet jeżeli stolica upadnie, państwo nie przestanie od razu istnieć.

Cesarz nie pozwoliłby pokonać się armii niemającej nawet dwudziestu tysięcy, jednak jeżeli on ucieknie, sąsiednie kraje natychmiast wmaszerują do Belgarii ze swoimi armiami, a szlachcice, którzy zdobyli władzę dzięki sile, bez wątpienia stanęliby w obliczu rebelii.

Strach sobie wyobrażać, w jakim delikatnym stanie znalazłoby się cesarstwo, gdyby do tego doszło.

Regis spojrzał ponownie na mapę.

– W takim razie dokończę wyjaśnianie planu. Princessy Wielkiej Brytanni używają silników sprzężonych z trzema tłokami. Najważniejsza jest śruba pod ich pokładem. Mam nadzieję, że wszyscy tutaj wiedzą, że mogą poruszać się bez wiatru.

– Oczywiście. To najbardziej kłopotliwy punkt. – Bertram oraz oficerowie mieli zaskoczone miny. – Jeżeli ująć to w terminologii marynarskiej, śruby napędowe to ich żagle, a więc także słaby punkt. Jednak niełatwo je trafić, ponieważ są małe i znajdują się pod wodą. Z lądu to możliwe, ale w przypadku tańczącego na falach statku jest to wyjątkowo trudne. Tym bardziej podczas wymiany ognia.

– Zgodnie z przewidywaniami trudno je trafić, ale znalazłem na to sposób.

– Możesz rozwinąć myśl?

– Oczywiście.

Admirał i kapitanowie przysłuchiwali się wyjaśnieniom z minami, które można określić jako „nie do końca w to wierzę, jednak mam nadzieję, że to prawda”.

Ale nic się na to nie poradzi – pomyślał Regis.

Kapitanowie nie przywykli do wykonywania poleceń. Zwykle działali samodzielnie, a w dodatku przedstawiony im pomysł był nietypowy. Ponadto dotąd Regis odnosił sukcesy tylko na lądzie, co nie znaczyło nic dla marynarki, a także był od nich młodszy oraz niższy stopniem, więc przekonanie ich do swojego planu stanowiło dla niego sporą przeszkodę. Nie miał jednak czasu na powolne zdobycie ich zaufania.

– Co wy na to?

– To… nie jest niemożliwe.

Bertram oraz jego podwładni nie dali się do końca przekonać.

Altina spojrzała na admirała.

– I jak? Plan Regisa jest wykonalny?

– Z której strony by nie patrzeć, jest na pewno bezprecedensowy. Nie dowiemy się, póki nie spróbujemy.

– A warto spróbować?

– Prawdopodobnie.

– No i mamy idealnego kandydata, żeby to sprawdzić. Nie jesteśmy wszechwiedzący i nie możemy przyjąć niczego za pewnik… Ale postarajmy się wygrać dla tych, którzy polegli w tej wojnie. – Słowa Altiny niosły ze sobą wyjątkowy ciężar, pewnie tak wpłynęła na nią wcześniejsza bitwa. Chociaż była piękną, radosną dziewczyną, posiadała także nieludzką siłę.

Zawstydzony Bertram pokiwał głową. Wstał z sofy i zasalutował, po czym powiedział:

– Jak sobie życzysz. Damy z siebie wszystko.

– Zostawię to w twoich rękach. Dziękuję.

– Przyjąłem. – Następnie Bertram zwrócił się do swoich podwładnych: – Panowie, wszyscy tutaj się wahamy, ponieważ nigdy wcześniej nie spróbowaliśmy niczego podobnego do przedstawionego tu planu. Jednak mamy stać i czekać z założonymi rękoma na klęskę w wojnie? Pora pokazać dumę cesarskiej marynarki!

– Admirał myśli, że to się powiedzie? – spytał jeden z kapitanów.

Bertram pokręcił głową.

– Tego nie wiem, jednak jaki mamy inny wybór? Popłynęliśmy do Trouin pewni wygranej, a wszyscy wiemy, jak skończyło się starcie z ich parowcami. Nie wstyd wam bać się spróbowania nowego pomysłu i tracić tak czas?!

– Khh… Nie boimy się – wydusił z siebie kapitan.

Altina dodała:

– Chętnie posłucham innego planu. Jednak jak wyjaśnił już Regis, nie mamy czasu ani gwarancji, że opracuje coś innego. Możemy jedynie użyć najlepszej możliwej strategii, jaką już dysponujemy. Wróg nie będzie na was czekać.

Chociaż zmartwienie nie zniknęło całkowicie z twarzy kapitanów, przestali protestować.

Byli podwładnymi admirała, chociaż w przeciwieństwie do ich odpowiedników na lądzie posiadali większą niezależność. Jeżeli jednak zgodzą się pomóc, zrobią to wszyscy.

Po dłuższej ciszy, jaka zapanowała w pokoju, jeden z kapitanów wstał ze swojego miejsca, salutując.

– Uhuhu! To będzie interesujące! Poślijmy na dno te okręty Wielkiej Brytanni!

– Wasza wysokość, proszę pozwolić nam wziąć udział w tej bitwie – powiedział ze wstydem inny.

Admirał zasalutował Altinie:

– Pójdę przygotować wszystko do walki.

– Dziękuję. Jestem wdzięczna, zostawię wszystko w twoich rękach. – Księżniczka uśmiechnęła się, salutując w odpowiedzi.

================================================

Po tym, jak admirał i jego ludzie wyszli, Abidal Evra oraz jego rycerze także opuścili budynek i rozpoczęli wartę na zewnątrz.

Altina rozciągnęła się na sofie.

– Wspaniale. W końcu możemy przejść do walki.

– Hmph! – burknął Jerome. – Słyszałem, że Bertram przegrał poprzednią bitwę. Jeśli wygra to starcie, oczyści swoje konto, a jeśli przegramy, będzie mógł zwalić wszystko na nas. Co za niewdzięczna robota, nie, Regisie? – spytał kpiącym tonem.

Regis wzruszył ramionami.

– Ale dzięki temu nakłoniliśmy ich do współpracy. Gdyby nie to, kto wie, kiedy doszlibyśmy do porozumienia.

Altina zmarszczyła brwi.

– To kiepski moment na rozważania, na kim ciąży za to odpowiedzialność!

– Właśnie. Być może wizja upadku Cesarstwa, którą im przedstawiłem, wcale nie była przesadzona. No cóż, nie mam żadnych osiągnięć na morzu, tak więc inaczej by mi nie zaufali.

– Ale zaufają ci, kiedy twój plan się powiedzie.

– Byłoby miło.

Jerome, śmiejąc się, spytał:

– Co? To ma szansę się powieść?

– Tak. Przynajmniej pierwsza część.

– Jaki pewny siebie.

– To nie tak… Po prostu to wiem. Dokładnie tak, jak powiedziała księżniczka, musimy zyskać ich przychylność, nawet jeżeli sami poniesiemy jakieś straty. Chociaż uwierzyliby we mnie, kiedy zobaczyliby pierwsze rezultaty planu.

Postawił tak wiele na bitwę morską, ponieważ po niej czekała ich jeszcze bardziej niebezpieczna walka.

Jerome spojrzał na mapę.

– Cóż, w porządku. Ten plan na pewno się powiedzie. W końcu stosowanie takich nikczemnych sztuczek to twój konik.

– Nie ma w tym nic nikczemnego…

– Hmph. Chcesz oszukać nie tylko wroga, prawda?

– Ni-Nie… Używam wszystkich dostępnych mi strategii najefektywniej, jak to możliwe. – Regis zwiesił głowę.

Chytry uśmieszek nie znikał z twarzy Jerome’a.

– Cóż, w porządku. Zostawię bitwę morską w twoich rękach. Mam zostać z tyłu i strzec tego miejsca? Tylko mi nie mów, że oczekujesz ode mnie wejścia na statek.

– Chciałbym, żebyś jak najlepiej wypoczął. Jednak mogą pojawić się nieoczekiwane problemy…

– Nie mam nic przeciwko, o ile nie będę się nudzić. Sama jazda konna bez celu stępiłaby mój miecz.

Altina pochyliła się w stronę Regisa.

– Wsiądziesz na statek?

– Tak. Będę towarzyszyć admirałowi, ponieważ realizacja najważniejszych punktów planu odbędzie się na wodzie.

– W takim razie idę z tobą!

– He?

– Pójdę, nawet jeżeli mi odmówisz! Jeśli bitwa zakończy się zwycięstwem, na lądzie nie będzie nic do roboty, prawda? Dlatego idę z tobą!

– Nie, to…

Wygląda na to, że jej nie przekonam… – pomyślał Regis. Altina w takiej sytuacji nie cofnęłaby swojej decyzji.

Po chwili namysłu Regis zwiesił ramiona i powiedział:

– No dobrze…

Jak zwykle działa w swoim tempie. Może się wydawać, że to zwykła zachcianka, ale na pewno wszystko dokładnie przemyślała. Co więcej, zawsze postępuje zgodnie ze swoimi przekonaniami.

– Twoim zdaniem będzie lepiej beze mnie na pokładzie?

– Nie o to chodzi… Nawet jeżeli ryzyko trafienia jest jak jeden do stu, biorąc pod uwagę dystans… Jednak jeżeli dojdzie do tej sytuacji jednej na sto, nie będziemy w stanie nic zrobić… Proszę o tym nie zapominać.

– Przecie wiem!

– Poza tym na statku będziesz musiała słuchać kapitana. Chociaż są oni pod dowództwem admirała, wciąż masz pozycję, żeby odebrać im dowodzenie, jeżeli będziesz chciała. To jednak nie znaczy, że marynarze zaczną cię słuchać. Rozumiesz?

– Tak! Obiecuję!

– Moim zdaniem byłoby lepiej, gdybyś została na lądzie. Jedno złe posunięcie i trzy z tych statków mających siedemdziesiąt cztery działa wezmą nas na cel. To ponad dwieście strzelających do nas dział jednocześnie.

– Więc musimy unikać złych posunięć!

– Haha…

– Właśnie. Nie możesz zostać kapitanem? Nie czytałeś o tym wcześniej?

– Mam chorobę morską…

– Aha…

– A co z tobą?

– Pływałam kiedyś po jeziorze na małej łodzi.

– Ja też, to jednak zupełnie inne uczucie. Chociaż okręty wojenne powinny być bardziej stabilne od łodzi rybackiej. Prawdopodobnie. Jednak na pewno chcesz zaryzykować wyśmianie, jeżeli marynarze zobaczą, jak wymiotujesz albo tracisz przytomność?

– To martwi mnie bardziej niż atak ich dział… – Altina po raz pierwszy zrobiła zniechęconą minę.

Jerome miał „to nie mój problem” wypisane na twarzy. Wychodząc, złapał butelkę alkoholu i rzucił na odchodne:

– Kiedy wy będziecie męczyć się z chorobą morską, ja skupię się na leczeniu kaca. Miłej zabawy.