Rozdział 1: Na wzgórzu Le Lucé

22 maja roku cesarskiego 851.

Pierwsza Cesarska Armia dołączyła do nich w pobliżu wzgórza Le Lucé dzień później, niż zakładali. Na płaskim, pokrytym trawą terenie ustawiono duży namiot, w którym miała się odbyć narada.

Tego dnia było dosyć wietrznie i ciemno z powodu mgły unoszącej się nad wzgórzem, przez co rozrzucone tu i tam kłębki trawy tańczyły w rytm podmuchów powietrza.

Regis poprawił fryzurę, ponieważ przez wiatr grzywka zaczęła zasłaniać mu oczy, a następnie spojrzał na towarzyszącą mu na spacerze dziewczynę. Kosmyki jej czerwonych włosów, wydających się lśnić nawet mimo tak kiepskiej pogody, co jakiś czas uderzały go w policzek.

Była to Marie Quatre Aljeantina de Belgaria, czwarta księżniczka Cesarstwa. Bez względu na to, czy Regis był jej strategiem, jako członkini rodziny cesarskiej nie powinna spacerować z mieszczaninem jego pokroju. Kiedy jednak nikt im nie towarzyszył, chłopak zwykle używał jej przezwiska, Altina, i pomijał wszelkie formalności. Ona sama denerwowała się na niego, jeżeli traktował ją oficjalnie, nawet jeśli nikogo innego nie było w pobliżu. Zresztą nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zobaczyć jej smutnej miny.

– Ach, uderzają cię moje włosy, przepraszam – powiedziała.

– Nie szkodzi.

– Naprawdę? Wydajesz się bujać w obłokach. Czyżbyś się rozchorował?

Altina wyciągnęła rękę w stronę czoła Regisa, jednak chłopak szybko zrobił dwa kroki w tył.

HnKA06 – NCP01
image-1646

– Ni-Nic mi nie jest.

Zamyśliłem się, po tym jak na ciebie spojrzałem. – Nie mógł jednak tego powiedzieć, jedynie zarumienił się zakłopotany.

– To dobrze. Mamy sporo problemów na głowie, więc nie przemęczaj się, dobrze?

Altina miała rację. Regis, jeszcze zanim wyruszyli z fortu Volks, musiał opracować strategię jego obrony przed księstwem Varden. Tego samego dnia rozpoczęli długi marsz, by wziąć udział w bitwie z armią Wielkiej Brytanni, która odbyła się przed trzema dniami. Na całe szczęście Przygraniczny

Regiment Beilschmidt nie poniósł wielkich strat, a sami Altina oraz Regis wyszli z tego bez zadrapania, jednak wyczerpanie bitwami i długą podróżą dawało im się we znaki.

– Inni muszą czuć o wiele większe zmęczenie niż my…

Kiedy zwykli żołnierze maszerowali, oni jechali wozem, pełniącym także rolę tymczasowego biura Regisa, a poza tym nie brali bezpośredniego udziału w walkach.

Altina zwiesiła ramiona.

– W przeciwieństwie do ciebie ja i reszta żołnierzy przeszliśmy ciężki trening, dlatego bardziej martwię się o ciebie.

– Naprawdę? Cóż… Cóż, nie mogę zaprzeczyć.

Księżniczka pokazała mu język.

– He-heee. Nie możesz zaprzeczyć, czyli mam jakiś talent strategiczny?

– Byłoby miło, bo to zdjęłoby część zrzuconej na mnie pracy i miałbym więcej czasu na czytanie.

– Tylko żartowałam.

– Okrutna… Mówi się trudno, po prostu ograniczę sen.

– Chwila. Regisie?

– Też sobie tylko żartuję.

– Dobrze… Rozchorujesz się, jeśli nie będziesz odpoczywać.

– Już jakiś czas temu ograniczyłem czas na sen do niezbędnego minimum.

Altinę wyraźnie zaskoczyły jego słowa.

– Ty…

– Minimalny czas odpoczynku to też jakiś odpoczynek, więc nie musisz się martwić, że stracę nagle przytomność. Prawdopodobnie.

– Rety! W takim razie od dziś śpię z tobą! W ten sposób będę mieć pewność, że odpowiednio odpoczywasz!
Altina zrobiła minę, którą można opisać jedynie jako „jestem genialna”, a Regis na jej słowa jedynie się zarumienił. Dopiero na widok miny swojego stratega do księżniczki dotarło, co takiego powiedziała, po czym sama zalała się rumieńcem.

– Ach, nie miałam na myśli niczego takiego!

– W-Wiem!

– J-Ja też jestem dorosła! Ale nie zamierzam spać z mężczyzną przed ślubem!

– To prawda…

W Belgarii za dorosłych uważano osoby, które osiągnęły wiek czternastu lat. Altina obchodziła swoje czternaste urodziny zeszłego dnia na polu bitwy. Regis razem z Clarissą, pokojówką księżniczki, urządzili jej małe przyjęcie. Jerome, dowódca oddziału Czarnych Rycerzy, z okazji osiągnięcia pełnoletności dał jej butelkę wytrawnego wina. Altina oczywiście wypiła kieliszek, po raz pierwszy w życiu… Regis pokręcił głową, żeby odgonić wspomnienie tych wydarzeń, ponieważ były zbyt zabawne, żeby zachować spokój, po czym wzruszył ramionami.

– Cóż. Moim zdaniem kobiety nie powinny tak łatwo dzielić pokoju z mężczyznami niezależnie od wieku.

– P-Przecież wiem… – Nawet uszy Altiny zrobiły się całe czerwone.

W końcu doszli do namiotu ulokowanego na szczycie wzgórza.

– Nawet w obecnej sytuacji walczysz z księciem Latreille o tron, więc nie daj się ponieść.

– Co masz przez to na myśli?

– Hmm. Gdybym wiedział, nie użyłbym tego słowa. Zostaw negocjacje w moich rękach.

– Niech będzie.

Namiot z obu stron strzegła kawaleria Pierwszej Armii. Przed miesiącem Altina stoczyła z nimi walkę, podczas której armia dowodzona przez drugiego księcia poniosła spore straty.

Nie będą sprawiać nam kłopotów? – pomyślał Regis, podczas gdy Altina po prostu ich ignorowała. Jej nastawienie sprawiało wrażenie, jakby była gotowa przyjąć na siebie wszystko, co by na nią rzucili.

Rycerze zasalutowali księżniczce płynnym, wręcz podręcznikowym ruchem. Altina szybko zrobiła to samo w odpowiedzi, a Regis podążył za nią.

================================================

Altina, wchodząc do środka, odepchnęła tkaninę obciążoną kamieniem, która zasłaniała wejście do namiotu.
W rogach wypełnionego zapachem ziół pomieszczenia stało sześciu rycerzy. Pierwszy oficer administracyjny Germain znajdował się obok swojego dowodzącego, a na jego twarzy wyraźnie dało się dostrzec oznaki zmęczenia. Z drugiej strony siedzący na krześle i spoglądający na mapę Latreille zachowywał spokój i nie było po nim widać nawet śladu przemęczenia. Miał jednak zabandażowaną głowę, ponieważ podczas walk przed paroma dniami odniósł jakąś ranę.

Książę uniósł głowę, spoglądając na gości.

– Dobrze widzieć, że jesteś cała, Aljeantino.

– Dziwię się, że tak tryskasz energią, Latreille. Podobno zostałeś ranny.

– Tak, wpadliśmy w pułapkę przeciwnika. Zrzucili na nas kamienie i drewniane kłody z urwiska, a następnie natarli kawalerią.

– Ty też potrafiłeś tak natrzeć z góry.

– Wtedy byłem dzieckiem… Nie spodziewałem się, że uderzą w samo serce dziesięciotysięcznej armii. Nawet w dolinie.

– Gdzie was napadli?

Altinie odpowiedział Germain, jednocześnie wskazując miejsce na mapie:

– Tutaj. Przez góry prowadzi bardzo wąska ścieżka. Zaatakowali nas z obu stron, po czym szybko się wycofali.

HnKA06 – NCP02
image-1647

– Rozumiem…

W takich okolicznościach, bez względu na siły przeciwnika, należy bronić kwatery głównej. Górskie ścieżki często są otoczone wysokimi klifami, jednak nie da się tego przewidzieć, patrząc jedynie na mapę.
Gdybyśmy to my najechali wrogie terytorium, moglibyśmy winić jedynie samych siebie za słabe przygotowanie i nieprzewidzenie pułapek przeciwnika. Jednak to Cesarstwo tu najechano… – pomyślał Regis. – Do przygotowania takiej zasadzki potrzebowali szczegółowych informacji na temat terenu oraz czasu na jej zastawienie. Nasz przeciwnik bez wątpienia jest godny pochwały.
Altina wskazała ranę Latreille, mówiąc:

– Wpadliście w pułapkę, trudno, ale co z tą raną?

– Zranił mnie król najemników Gilbert swoim trójzębem. Uniknąłem pierwszego ciosu, ale szybko nadszedł kolejny. Jest o wiele bardziej uzdolniony, niż myślałem – odpowiedział książę, wciąż wpatrzony w mapę.

Altina westchnęła głęboko.

– Więc to grupa najemników Renarda Pendu…

– Aljeantino, ty też miałaś z nimi jakieś problemy.

– Tak, mamy mały…

Altina zrobiła gorzką minę.

Podczas bitwy z Księstwem Varden walczyła z młodą dziewczyną, Franziską, należącą do grupy Renarda Pendu. Była wyjątkowo uzdolniona. Postrzeliła z kuszy ochroniarza księżniczki, Erica, a potem w walce bezpośredniej uszkodziła miecz Altiny, Grand Tonnerre Quatre.

Latreille podniósł z mapy kilka pionków i zaczął obracać je w dłoni.

– Co z siódmą armią?

– Napisałam to wyraźnie w raporcie. Generał broni Barguesonne stracił życie razem z większością swoich żołnierzy.

Siódma armia, licząca dwadzieścia jeden tysięcy zbrojnych, została zredukowana do dziesięciu tysięcy podczas bitwy stoczonej przed paroma dniami. Cztery tysiące poległo, pięć tysięcy odniosło rany, a dwa tysiące zdezerterowało. Przygraniczny Regiment Beilschmidt podczas tego starcia stracił jedynie stu rycerzy z oddziału Jerome’a.

Latreille ponaglił Germaina do rozpoczęcia wyjaśnień.

– Złożę teraz raport dotyczący Pierwszej Rycerskiej Armii. Po przyłączeniu do niej trzeciej armii oraz najemników posiadaliśmy trzydzieści tysięcy zbrojnych. Podczas starcia przed paroma dniami straciliśmy około tysiąca, tak więc nie wpłynęło ono znacznie na nasz stan ani zaopatrzenie. – Było to naturalne, ponieważ zaatakowano ich kwaterę główną. Germain przeszedł do wyjaśniania posunięć przeciwnika. – Obecnie siły Wielkiej Brytanni z południa i północy się łączą, a razem powinny liczyć około siedemnastu tysięcy rycerzy.

Germain rozstawił na mapie nowe pionki. Czerwone dla Belgarii oraz niebieskie dla przeciwnika. Czterdzieści cztery tysiące przeciwko siedemnastu. Patrząc jedynie na same liczby, Belgaria miała przewagę.

Latreille przesunął pionki.

– Biorąc pod uwagę porażkę drugiej oraz siódmej armii, przewaga liczebna nie oznacza łatwego zwycięstwa. Moim zdaniem jednak jedynym sposobem na obronę stolicy jest frontalny atak.

Germain pokiwał głową, Regis także temu nie zaprzeczył.

Strategia była prosta, ale jednocześnie dobra.

Ich siły różniły się od siódmej armii, gdzie większość stanowiła piechota. Mieli ze sobą teraz cztery tysiące jednostek kawalerii i nawet jeżeli zaatakowano by ich z flank, wciąż mogliby ograniczyć straty. Jednak Belgaria już straciła trzydzieści tysięcy żołnierzy (jeżeli wliczyć w to także wcześniejsze straty pierwszej armii), czyli połowę swoich sił. Po zakończeniu tej bitwy mieliby spore problemy z powrotem na inne fronty zbrojne. Belgaria prowadziła wojnę nie tylko z Wielką Brytannią. Latreille był tak zakłopotany, ponieważ doskonale rozumiał ich sytuację.

– Monsieur Regis ma jakieś inne pomysły?

Coś tu nie grało.

Latreille zwykle spoglądał prosto w oczy swojego rozmówcy, żeby wyczuć jego myśli oraz intencje, teraz jednak całkowicie skupiał się na mapie, co zdarzało się bardzo rzadko. Od normy jeszcze bardziej odbiegał fakt, że wykorzystał i uznał działania Altiny, jednak naprawdę zaskakujące było spytanie jej stratega o opinię. Na pewno dziwnie rozgrywał tutaj swoje karty.

Czyżby Cesarstwo znajdowało się w tak złym położeniu, że nie przejmował się już tym wszystkim? – Czy może… Nie, to nie pora na próby rozgryzienia go.
Nawet gdyby Regis połknął przynętę, nie byłoby pewności, czy zrobił to z czystego zainteresowania. Dodatkowo nie przygotował się na taką sytuację, więc drążenie tematu stwarzałoby niebezpieczeństwo. Poza tym zawsze istniało ryzyko, że książę każe go wyeliminować, jeżeli Regis odkryje jakiś jego sekret.

Najlepiej najpierw przeanalizować informacje. Stolica leży około pół dnia marszu od naszej pozycji, podczas gdy wojsko Wielkiej Brytanni zatrzymało się w lasach i w zależności od pogody będzie mogło wznowić marsz najwcześniej jutro rano. Teraz posiadają ochronę przed deszczem i wiatrem, w dodatku mogą spokojnie nakarmić żołnierzy. Natomiast podczas marszu są zmuszeni do spania na ziemi oraz jedzenia zimnej żywności, nawet ich zaawansowanie technologiczne nie może tego zmienić. Bez wątpienia nie będą chcieli przemęczać żołnierzy, dlatego…

– Moim zdaniem… Pierwsza Armia powinna wycofać się do stolicy.

Latreille dopiero teraz na niego spojrzał.

– Zdaniem monsieur Regisa powinniśmy unikać bezpośredniego starcia? Jaki masz zatem plan?

– Dokładnie. Wersal co prawda nie ma wysokich ścian, jednak posiada kilka ulokowanych strategicznie fortec. Możemy ich użyć, żeby kupić trochę czasu?

– Hmm?

Latreille i Germain się zamyślili.

Jedynie Altina wiedziała o tych strategicznych miejscach, więc na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Regis kontynuował:

– Jeżeli przeprowadzimy bezpośrednie natarcie, poniesiemy zbyt duże straty, co może zagrozić przetrwaniu Cesarstwa, więc nawet ewentualne zwycięstwo nie będzie miało znaczenia. Powinniśmy za wszelką cenę unikać takiej bitwy.

– Racja. Strata zbyt wielu ludzi spowoduje problemy na innych frontach.

– Jednak jeżeli kupimy trochę czasu, zdołamy ograniczyć nasze straty do minimum. Podczas oblężenia wrodzy strzelcy nie będą skuteczni, tarczownicy okażą się nieprzydatni do szturmu, a nowe działa zbyt słabe, żeby przebić wzmocnioną stalą konstrukcję budowli.

– To prawda, jednak jeżeli obrona się przeciągnie, Cesarstwo upadnie. Inne państwa na pewno wykorzystają taki impas, żeby nas zaatakować.

Sąsiednie kraje z pewnością zaczęły już przygotowania do wojny. Gdyby spostrzegły, że Belgaria przeszła do defensywy, rzuciłyby się do ataku jak pszczoły na nektar. Gdyby Cesarstwo miało pokojowe relacje z sąsiadami, mogliby pomóc w obronie, jednak było już za późno, żeby zakładać taką możliwość.

– To prawda. Jeżeli weźmiemy pod uwagę sąsiednie państwa, mamy co najwyżej pół roku, aby zakończyć konflikt z Wielką Brytannią.

– Przyjęcie postawy defensywnej nie wchodzi więc w grę. Monsieur Regis ma jakieś inne pomysły?

Regis jeszcze raz wszystko przeanalizował, wybierając z pamięci książki opisujące podobne sytuacje.

Ten przykład będzie dobry.
Jednak Regis wciąż nie miał co do tego całkowitej pewności.

– Powinniśmy odciąć ich linię zaopatrzenia.

– Och?

Latreille się zamyślił, a Germain zrobił zaskoczoną minę.

– Żeby tego dokonać, należy pokonać dziesięciotysięczną armię w Chaineboule. Nawet jeżeli raporty mówią prawdę i połowa z nich to oddziały zaopatrzeniowe, resztę stanowią strzelcy z ich nowymi karabinami. Biorąc pod uwagę, że w tym samym czasie musimy bronić stolicy, jak w prosty sposób mamy z nimi wygrać?

– Ach, to prawda, że takie starcie nie należałoby do łatwych. W dodatku nawet w przypadku wygranej mogliby po prostu przerzucić więcej żołnierzy.

– Właśnie. Wielka Brytannia wciąż może przysłać posiłki i zaopatrzenie. – W przeciwieństwie do Germaina, który wciąż nie rozumiał, do czego zmierzają, Latreille zauważył coś w rozumowaniu Regisa i zrobił poważną minę. – Monsieur Regis chce obrać na cel ich statki zaopatrzeniowe?

– Dokładnie. To ich jedyny sposób na uzupełnienie zapasów. Jeżeli je wyeliminujemy, odwrócimy losy wojny.

– Niestety to niemożliwe. Cesarska flota nie miała szans z ich parowcami.

– To prawda. W bezpośredniej walce przegramy.

Regis uznał różnicę w sile wojskowej pomiędzy państwami, co jedynie zaintrygowało w skupieniu słuchającego jego słów Latreille.

Germain krzyknął panicznie:

– Dlaczego w ogóle omawiamy atak na linię zaopatrzenia, jeżeli wiemy, że nie możemy wygrać?!

– Istnieje wiele sposobów na wygraną z flotą mającą większą siłę ognia.

– Co takiego?!

– Mam na myśli, że to jedyny sposób, aby obronić Cesarstwo. Chociaż byłoby miło, gdyby dało się pokonać siedemnastotysięczną armię bez poniesienia strat.

– Walczyć z tak silnym przeciwnikiem… Mówisz… że możesz wygrać? – spytał Germain z niedowierzaniem.

Latreille dodał, chcąc się upewnić:

– Mogę powierzyć ci los Cesarstwa?

– Osobiście wolałbym, aby to był ktoś bardziej odpowiedni niż ja…

– To niemożliwe! Tylko czarodziej mógłby zniszczyć parowce Wielkiej Brytanni!

– Ach, niestety nie potrafię używać magii.

– Gdyby tylko strategia była jak magia. Albo raczej gdybyśmy mieli jakąś magiczną strategię.

– Nie posiadam takiego talentu, wiem jedynie to, co przeczytałem w książkach.

– Hmm…

Latreille zamknął oczy, a Germain ze zmartwieniem spojrzał na swojego pana. W tym czasie Altina położyła obie ręce na stole i pochyliła się w stronę brata.

– Czemu się wahasz, Latreille?! Czy nie wezwałeś nas, ponieważ nie chcesz przeprowadzić frontalnego ataku?! Nawet jeżelibyśmy wygrali tę bitwę, doprowadziłoby to do upadku Cesarstwa! Plan Regisa nie jest lepszy?! Będzie dobrze, zostaw to nam!
Latreille wyciągnął rękę w stronę siostry.

– Mylisz się, Aljeantino. Zastanawiam się jedynie, ilu żołnierzy mogę przydzielić monsieur Regisowi.

– Wasza wysokość przystaje na mój plan?

– Tylko powiedz, ilu ludzi potrzebujesz.

Altina spojrzała szybko na Regisa.

– Ilu?

– No tak… Nasz regiment powinien wystarczyć, jednak byłoby wspaniale, jeżeli wsparłyby nas jakieś lokalne jednostki.

– Sami sobie poradzimy! – Altina wypięła pierś.

Latreille z lisim uśmiechem na twarzy spytał:

– Więc wciąż potrzebujesz lokalnych jednostek? Jednak nie mogę pozwolić, aby to Aljeantina została do nich wysłana jako posłaniec.

– Haha, ale przecież szybko biegam.

– Kuku. Najwyraźniej wiele się nauczyłaś. Zarówno o prowadzeniu bitew, jak i ekonomii oraz polityce. Najwyraźniej Regis jest dobrym nauczycielem.

– Rzeczywiście wiele mnie nauczył.

– To prawda. No więc Przygraniczny Regiment Beilschmidt połączy się z siłami, jakie pozostały nam na zachodzie, tworząc nową Cesarską Czwartą Armię. Dowództwo przejmie Aljeantina, jednak jej ranga będzie musiała ulec zmianie.

– Ranga?

– Zachodnimi siłami dowodzi wiceadmirał Bertram. Byłoby niestosownie, gdyby przewyższał cię stopniem, dlatego niniejszym awansujesz na generała broni. Wnosisz jakiś sprzeciw?

– Nie. Nigdy i tak nie przejmowałam się rangami.

– To takie do ciebie podobne… Germain, rozkaz z nominacją na wyższy stopień.

– Tak jest!
Germain wyjął rozkaz i położył go na stole. Wszystko zostało wcześniej przygotowane.
Regis nie wiedział, czy Latreille wpadł na ten sam pomysł co on, czy może oczekiwał, że przedstawi taki plan, jednak to tylko utwierdziło jego zdanie o księciu.

Naprawdę jest osobą, której nie da się przejrzeć.
Altina wzięła kartkę do ręki.

– Przyjmuję to! Regis zajmie się parowcami Wielkiej Brytanni, a ty kup nam trochę czasu!

– Fiu… Twoimi wielkimi atutami są wiara w podwładnych i odważne parcie naprzód w nieznane, Aljeantino. Jednak mnie też otaczają lojalni ludzie. Dodaj do tego, że dowodzę całą armią i wychodzi na to, że nie możesz mnie jeszcze pouczać. To Pierwsza Armia obroni Cesarstwo!
Altina i Latreille uśmiechnęli się do siebie.

Nakręcają się…
Książę ponownie spojrzał w lewo, jakby coś sobie przypomniał.

– Monsieur Regis, pański awans na oficera administracyjnego trzeciego stopnia został zaakceptowany przed paroma dniami. Nie otrzymałeś jeszcze rozkazu?

– Nie.

Regis i Altina pokręcili jednocześnie głowami.

– Jeszcze nie? Czyżby wysłano go tak późno?

Fort Volks leżał na granicy państwa, zaraz przy linii frontu z Cesarstwem Varden, dlatego korespondencja potrzebowała dużej ilości czasu, żeby tam dotrzeć.

Latreille pokiwał głową.

– W takim razie napiszę nowy.

Książę wyciągnął pióro, podczas gdy w tym samym czasie Germain położył przed nim kartkę. Większość tekstu była wcześniej wypełniana, więc wystarczyło jedynie wpisać stopień oraz złożyć podpis.

Oficjalny Rozkaz Promocyjny
Monsieur Regis d’Auric,
Niniejszym otrzymujesz awans na Oficera Administracyjnego Trzeciego Stopnia począwszy od dzisiaj.

22 maja roku Cesarskiego 851.

Feldmarszałek Allen Deux Latreille de Belgaria.

Według pogłosek cesarz wydał rozkaz ataku zaraz przed rozpoczęciem wojny przeciwko Wielkiej Brytanni. Prawdopodobnie wtedy książę otrzymał wszelkie przywileje.

Latreille kontynuował rozmowę:

– Nie powinno być żadnych problemów, jeżeli chodzi o formalności, ponieważ jest tu Aljeantina, czyli twój dowódca. Tak więc od dziś monsieur Regis posiada stopień oficera administracyjnego trzeciego stopnia.

– Tak jest.

Zareagował z werwą, choć tak naprawdę jego praca w niczym się nie zmieniła, poza większym autorytetem i odpowiedzialnością.

Ach, no i to oznacza podwyżkę, czyli będę mógł kupić więcej książek. Wspaniale! – pomyślał ucieszony Regis.

Germain podał mu rozkaz wraz z innymi dokumentami.

– Gratulacje z awansu i otrzymania tytułu Chevaliera.

– Co?

Germain uśmiechnął się, widząc zaskoczenie Regisa. Być może to była jego odpłata za obalenie jego planu.

Po bliższym przyjrzeniu się Regis znalazł „de” przed swoim imieniem na dokumencie.

– Monsieur Regisie, po zakończeniu wojny proszę natychmiast stawić się w stolicy, gdzie departament szlachecki wręczy panu certyfikat nadania tytułu. Na razie proszę używać tego dokumentu.

– Ach… szlachectwo… to…
Regis oprócz pisma z nadaniem nowego stopnia otrzymał także certyfikat Chevaliera. W armii Belgarii nadawano ten tytuł żołnierzom trzeciego stopnia i wyższym rangą. O ile tytuł szlachecki można było uzyskać jedynie od cesarza, Chevaliera mogli nadać także szlachcice w jego imieniu.

Właściwie to nic nie łączyło armii i tytułów szlacheckich, w dodatku jedynie w kilku przypadkach jakiś mieszczanin otrzymał awans na oficera drugiej klasy albo i wyższej.

Germain przechylił głowę.

– Wiele osób w wojsku pragnie otrzymać tytuł, jednak monsieur Regis najwyraźniej nie jest z tego powodu zadowolony.

– Nie… O to chodzi…

Regis przygotował się na awans, ale teraz był całkowicie zagubiony.

Germain zmrużył oczy, przez co przypominał węża przed atakiem.

– Niektórzy cywile sprzeciwiają się szlachcie i systemowi arystotelicznemu. Czyżby monsieur Regis także popierał te herezje?

– Mówi pan o liberałach? Nie należę do nich.

– Nie ma nic lepszego niż obecny system.

– Jednak… Jednak zadowala on jedynie szlachtę, co oznacza, że nie jest pozbawiony wad. W końcu państwo powinno uszczęśliwiać wszystkich obywateli. Zamiast skupiać się na tytułach, żeby zaspokoić osobiste pragnienia, cesarstwo winno działać efektywniej, starając się zadbać o dobro wszystkich jego mieszkańców.

Germain zmarszczył brwi.

Regis przechylił głowę.

– Oczywiście zarówno wasza wysokość Latreille, jak i monsieur Germain działają dla dobra obywateli. Dlatego uważacie, że nie tylko szlachta powinna być szczęśliwa w tym kraju, prawda?

– Tak…

– Z tego powodu radość z otrzymania tytułu jest dla mnie niewłaściwa. Prawdę mówiąc, ta odpowiedzialność przyprawia mnie o ból brzucha.

– Co za… dalekowzroczność. Monsieur Regis naprawdę robi wrażenie.

– Dziękuję za komplement.

Ostatecznie Regis nawet się nie uśmiechnął, za to zrobił to Latreille.

– Nadanie monsieur Regisowi jedynie tytułu Chevaliera to marnowanie potencjału. Modlę się o dzień, w którym zarówno ty, jak i Germain będziecie u mego boku.

– Wasza wysokość przesadza.

Altina złapała nagle rękę Regisa.

– Nie możesz! Regis jest moim strategiem!

– To tyczy się także ciebie. Pewnego dnia zostaniesz moją prawą ręką. Chociaż moja propozycja, abyśmy się pobrali, jest dalej aktualna.

– Od-ma-wiam!
Altina pokazała bratu język, jednak Latreille nie zareagował. Być może przywykł do dziecinnego zachowania siostry.

Ciągnąc Regisa za rękę, Altina opuściła namiot.

– Ruszajmy, Regisie! Na zachód!

================================================

Latreille zamknął oczy. Głowa bolała go tak bardzo, że aż słyszał szum w uszach.

Kiedy Altina i Regis wyszli, zasłaniając za sobą wejście do namiotu, wewnątrz znowu zrobiło się ciemniej.

Germain rozkazał rycerzom wyjść, a chwilę później do środka wszedł ktoś inny.

– Już jestem – rozległ się spięty głos.

Latreille otworzył oczy, dostrzegając przed sobą otyłą osobę.

– To pan, doktorze?

– Wasza wysokość mnie nie dostrzega?

– Jest lepiej niż wczoraj.

– Ile palców pan widzi?

Doktor wyciągnął przed siebie rękę, jednak Latreille nie był w stanie stwierdzić ilości uniesionych palców.

– Nie mogę… Ale wiem, że to prawa ręka.

– R-Rozumiem. Proszę mi wybaczyć – powiedział doktor, unosząc powieki księcia, aby zbadać mu oczy. – Stan wydaje się trochę polepszać.

– Jak bardzo?

– … – Lekarz zawahał się przed odpowiedzią na pytanie.

– Powiem to jasno – zaczął Latreille. – Nienawidzę kłamstw, zwłaszcza z ust lekarza. Rozumie pan? Proszę mi powiedzieć szczerze, jaki jest mój stan.

– Z-Zrozumiałem. – Mimo to doktor miał problemy z wyjawieniem władcy prawdy. Germain podał mu szklankę wody. Dopiero po wypiciu całości lekarz zaczął wyjaśnienia. – Boże… Wasza wysokość, pańskie prawe oko powinno wyzdrowieć w ciągu dwóch tygodni. Jeżeli chodzi o lewe, trucizna za bardzo się rozeszła.

Trójząb Gilberta, króla najemników, był zatruty, co dla zwykłych żołnierzy byłoby nie do pomyślenia, jednak najemnicy nie przejmują się takimi sprawami.

– Naprawdę?

– Wasza wysokość… P-Proszę się nie poddawać, to może być wola boska, test, by sprawdzić, czy nadajesz się, panie, do pójścia do nieba.

– Mów dalej.

– Pańskie prawe oko wyzdrowieje, jednak będzie musiało pracować za oboje oczu, co będzie dla niego wyjątkowo męczące i z czasem zacznie tracić na sile…

Latreille westchnął.

Germain wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć. Wsparł się jedną ręką na stole.

– T-To…

– Germain, nie panikuj.

– A-Ale!

– To wynik braków w mojej strategii oraz umiejętnościach. Powinienem się raczej cieszyć, że wciąż jeszcze żyję.

– Ugh…

– Od teraz będę polegać na tobie jeszcze bardziej. Przepraszam, że sprawiam ci tyle kłopotów.

– To nic takiego! Już dawno zdecydowałem się poświęcić życie dla waszej wysokości!
Germain uklęknął, jednak Latreille nie widział jego postaci, ponieważ oczy przysłaniała mu mgła.

– Najprawdopodobniej mój ojciec nie uczyni ślepca następcą tronu.

– To bardzo prawdopodobne.

Obecny cesarz Liam XV miał obsesję na punkcie linii krwi, tak więc na pewno w wyborze następcy brałby pod uwagę stan zdrowia. Bez wahania przyjął zrzeczenie się praw do tronu chorowitego Auguste’a, a jego chora młodsza siostra, od dawna leżąca, nawet nie była brana pod uwagę w wyścigu o tron.

Latreille zacisnął pięść.

– Możemy jedynie zatrzymać to w tajemnicy.

– Zrozumiałem.

– Nie chodzi tylko o prawa do tronu. Sąsiednie kraje i szlachta wyśmiałyby nas, gdybym stracił wzrok i został cesarzem.

– Żebyś mógł, panie, spokojnie sprawować rządy, zachowamy to w sekrecie.

– Tak. Na szczęście moje prawe oko wydobrzeje w ciągu pół miesiąca. Po tym będę mógł utrzymać wzrok przez parę lat?

Doktor pokiwał głową, dodając:

– Jeżeli wasza wysokość będzie się oszczędzać, jak to tylko możliwe.

– Jak to tylko możliwe?

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić – pomyślał Latreille.

Obecnie bronili się przed najazdem innego państwa, a on sam dowodził z pola bitwy jako feldmarszałek. Co więcej, znajdował się na pierwszej linii frontu. Mówiąc strategicznie, musieli wykonać swój ruch już teraz.

– Nawet jeżeli nie widzę, nie powinniśmy mieć problemu z obroną. Moje prawe oko wydobrzeje, kiedy walki będą się zbliżać do końca, a ojciec jest już stary, więc nie da rady osobiście poprowadzić armii. W dodatku powinien już niedługo podjąć decyzję…

– Dokładnie.

– Kiedy zostanę cesarzem, zmienię ten kraj. Cesarstwo stanie się potężnym państwem, które nie klęknie przed innymi narodami tylko dlatego, że dysponują nowocześniejszą bronią. Przewyższymy ich pod względem produkcji oraz technologii i dam żołnierzom lepszy sprzęt. Podwoję produkcję żywności i ulepszę naszą kontrolę nad powodziami. Ukarzę szlachtę wykorzystującą podatki dla własnych uciech i wystawiania głupich bankietów. Poprawię stare, niesprawdzające się już prawa i ukrócę autorytet kościoła. Uczynię Belgarię utopią, która utrzyma się przez tysiąclecia.

– Wasza wysokość! – Germain otworzył szeroko oczy.

Latreille mówił spokojnie, jednak w jego głosie dało się usłyszeć pasję.

– Na tym świecie żyje wielu ambitnych ludzi, spętanych przez nieszczęsne wydarzenia. Nie możemy pozwolić, by nas też to zatrzymało.

– Przyjąłem!
Latreille uspokoił oddech.

– Dlatego tak bardzo potrzebujemy, aby Aljeantina wygrała tę bitwę…

– Czwarta armia naprawdę ma szansę? W końcu utworzyliśmy ją z pokonanych żołnierzy i przygranicznego regimentu, a ich przeciwnikami będą statki, które już raz pokonały naszą marynarkę.

– Germain, ty byś dał radę?

– Jeżeli wasza wysokość by sobie tego życzył! Jednak prawdę mówiąc, wątpię, żebym potrafił wygrać. Nawet wiceadmirał Bertram, który nie ma sobie równych w bitwach morskich, przegrał pod Trouin i musiał się wycofać.

– Ten strateg powiedział, że przegramy, jeżeli uderzymy ich bezpośrednio. Jak on chce zatopić te statki zaopatrzeniowe?

– Urodziłem się na zachodnim wybrzeżu, więc rozumiem, jak bardzo bitwy na lądzie i morzu się różnią. Monsieur zapewne weźmie to pod uwagę, więc powinien być w stanie opracować jakiś plan.

– On pochodzi z centrum państwa.

Akta Regisa wspominały, że urodził się i wychował w stolicy, która leżała z dala od morza, a w jej pobliżu znajdowały się jedynie jeziora.

– Czy nie za dużo ryzykujemy, oczekując od niego tak wiele?

– Zaskakująco… Odkąd rozpoczęła się wojna, byliśmy oddzieleni od regimentu Aljeantiny, więc nie znamy za wiele szczegółów ich bitew.

– Hmm, rozumiem.

– W takim razie wynik walki, jaki on sobie wyobraża, może się różnić od tego, jaki my teraz możemy dostrzec.

– Zostawmy na razie księżniczkę Aljeantinę. Monsieur Regis nie wydaje się być odważny ani zbyt waleczny.

– Wątpię, czy ktoś taki jak on kłamałby, żeby wyjść z sytuacji obronną ręką. Jeżeli nie zatopi tych statków, dowódca czwartej armii i jej obsada po wojnie poniosą konsekwencje porażki.
Klęska Czwartej Cesarskiej Armii uczyniłaby walkę o tron łatwiejszą, jednak tym samym zagroziłoby to całemu Cesarstwu.

Latreille ponownie rozbolała głowa.

Doktor natychmiast zasugerował, aby zakończyć spotkanie.

– Proszę teraz odpocząć. Pański zamglony wzrok będzie powodować tylko niepotrzebne bóle głowy.

– Dobrze. Germain, wyruszamy jutro rano. Będziesz musiał wymyślić jakiś sposób, żeby oflankować przeciwnika i dotrzeć do twierdzy. Powinno nam się udać, jeśli zostawimy za sobą działa. – Po wydaniu rozkazów Latreille zamknął oczy i odchylił się do tyłu na krześle.

================================================

23 maja.

Armia Belgarii wyruszyła o północy w środku deszczu.

Pierwsza Cesarska Armia po dołączeniu trzeciej oraz siódmej, a także najemników, liczyła w sumie czterdzieści tysięcy. Porzucili działa oraz sprzęt potrzebny do budowania obozów, żeby móc się szybciej przemieszczać, dzięki czemu ominęli przeciwnika i dotarli na linię obrony przy stolicy.

Przygraniczny Regiment Beilschmidt, od teraz znany jako Czwarta Cesarska Armia, z siłami liczącymi trzy tysiące dziewięćset zbrojnych wyruszyła na zachód. Ich wymarszowi towarzyszył dźwięk rogów resztek siódmej armii. Kiedy ich siły po raz pierwszy się połączyły, byli wręcz wrogo do siebie nastawieni, co jednak całkiem się zmieniło, głównie dzięki pomocy podczas bitwy pod Lafressange.

Regis uważał, że gdyby był bardziej kompetentny, mógłby ograniczyć straty jeszcze bardziej, dlatego czuł winę za los siódmej armii.

Czwarta Cesarska Armia pod dowództwem Altiny wydęła na rogach ten sam dźwięk w odpowiedzi.

Bądź odważniejszy, bądź bardziej waleczny.
Powierz swoje ciało bożej opiece.

Powierz swoją rękę szczęściu.

Na końcu bitwy czeka chwała i honor.

Przyjacielu, spotkamy się ponownie przy piwie!
Tak brzmiały słowa tej granej na pożegnanie pieśni.

Zobaczyli, jak jeden z rycerzy, Coignieres, im salutuje. Kiedy spotkali go po raz pierwszy, był wyjątkowo arogancki, a teraz oddawał im honory.

Ducasse razem z resztą siódmej armii wyruszał na wschód, żeby bronić swojej rodziny. Chciał za wszelką cenę przepędzić Wielką Brytannię.

– Proszę, obrońcie Cesarstwo – krzyknął do Altiny i Regisa.

Obywatel pokonanego kraju nie ma żadnych praw. Wszystkie jego bogactwa i cały dorobek życia przejmuje zwycięzca. Tak straszna jest cena wojny.

Jadąca na koniu Altina uśmiechnęła się łagodnie w stronę Regisa.

– Siódma armia się zmieniła! A wcześniej byli do nas tak wrogo nastawieni.

– Nasze obie armie walczą, żeby bronić Cesarstwa. To normalne.

– Masz rację!

– Heh.

– Czemu wzdychasz?

– Nie przywykłem, że ludzie mają co do mnie takie oczekiwania. Żołądek mnie boli…

– Poradzisz sobie! Na pewno wygrasz!

– Byłoby miło…

Regis wzruszył ramionami i wsiadł do wozu.

Altina wskazała zachód, krzycząc:

– Czwarta Cesarska Armia, wymarsz!
I ziemia zatrzęsła się od kroków żołnierzy.